Alne

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

Alne

29 wrz 2013, 18:40

Alne było miastem ukrytym w Górach Granicznych. Centaury usilnie starały się, by absolutnie żaden obcy nie wiedział o jego istnieniu. Z jednej strony nie było to łatwe zadanie, bo Alne, w którym przebywa codziennie około piętnastu tysięcy mieszkańców nieprzeciętnych gabarytów, siłą rzeczy musiało być zwyczajnie ogromne. Z drugiej strony natomiast morain nie mieli bliskich sąsiadów, toteż utrzymanie tajemnicy lokacji było możliwe.


Idąc wzdłuż gór, przechodząc przez labirynt przesmyków można natrafić na wielką równinę. Tam znajduje się wysoki mur kamienny z bardzo specyficznymi, potężnymi wieżami. Wieże te specyficzne są, gdyż wielkie i szerokie. Fortyfikacja ta rozciąga się od jednej góry do drugiej. Wież samych około dziesięciu można naliczyć. Pośrodku muru znajdują się masywne wrota z twardej, litej skały. Zastanawiające jest po co takie wielkie wejście, skoro prawdopodobnie karawany tego miejsca nie odwiedzają. Wrota te zazwyczaj są lekko uchylone tak, by można było spokojnie między nimi przejść.


Samo Alne można podzielić na dwa miasta – górne i dolne, z tym, że dolne na jeszcze kilka sektorów. Przechodząc przez wrota, wstępuje się na duży plac z niemałą studnią na środku. Plac, tak jak i miasto, nie jest zbytnio zdobiony. Owszem, z kolorowych kamyczków układają się mozaiki i wzory, które są przyjemne dla oka, jednak to raczej tyle. W niektórych miejscach widać zdecydowany brak symetrii estetycznej, typowej dla rasy ludzi, tudzież krasnoludów. Możliwe, że przyczyną tego jest, iż zasiedlenie miejsca było spontaniczne, wymuszone. Nie było żadnych planów miasta. Morain najwyraźniej po prostu poczęły budować domostwa. Dopiero potem zaczęto zwracać uwagę na praktyczną stronę symetrii – oszczędność miejsca. Centaurów nie ubywa, a miasto nie może się wiecznie rozszerzać, szczególnie jeśli ma pozostać ukryte.


Kształt miasta z lotu ptaka to stożek, gdzie ściany to góry. Mury są u podstawie, a górne miasto u czubka stożka. Łatwo można rozróżnić sektory miasta – wschodnia część, niemalże połowa miasta, to pola i lasy. O ile pierwsze służą do wytwarzania pożywienia, o tyle drugie – do relaksowania się bliskością z naturą. "Spokojne drzewa" się to miejsce nazywa.


Zachodnia część miasta to część rzemieślnicza. Tam też znajduje się drugi plac miasta. Ten jednak służy do masowych modlitw, albowiem nad nim, na skale znajduje się sławna Świątynia Ładu. Strefy mieszkalne są tak naprawdę wszędzie w dolnym mieście. A samo miasto jest podzielone trzema głównymi drogami – od placu wejściowego rozchodzą się na zachód, północ i wschód.


W architekturze miasta królują ściany ze specyficznej, grubszej lepianki. Morain, chodziaż stawiają fundamenty kamienne, ogólne domostwa budują nietrwałe. Trudno stwierdzić, co jest tego prawdziwą przyczyną. Chęć powrotu do życia koczowniczego, brak przywiązania, lub nawet brak pojęcia "dom" w mentalności? Może być tego wiele.


Idąc dalej na północ, tuż przed wejściem do górnego miasta, po prawej minie się "budynek miasta". To sporych rozmiarów zdobiony dom, którego funkcja przypomina ratusz. Tam członkini Starszyzny Hirre nierzadko przebywa, rozwiązując konflikty mieszkańców. Za tą (o dziwo) kamienną i wzmacnianą konstrukcją droga się zwęża i skręca w lewo. Wchodzi się na półkę skalną, która prowadzi wyżej do górnego miasta. W końcu wejdzie się na plac wysoko w górach. Tam znajduje się Świątynia Ładu i sale szamanów w których ci prowadzą badania.


Skręcając w prawo i kontynuując drogę ścieżką górską, dotrze się w końcu do solidnej palisady – wysoko w górach. Tu, gdzie wicher przecina ubrania swym mroźnym dotykiem znajduje się święte miejsce – jaskinia Alne. Wejście do góry, w której zbiera się Starszyzna. Jest to bardzo strzeżone miejsce, gdzie bez armii nikt się nie przedostanie.


Obrazek

Przed wrotami nikt Urlosa nie przywitał, za wrotami także. Morain byli narodem wojowników, dlatego stawianie jakiegokolwiek strażnika przed wejściem zwyczajnie mijało się z celem. Centaury potrafiły o siebie zadbać same, Alne również nikt nie odwiedzał, ni karawana, ni pielgrzymi. Strażnik zwyczajnie nie miałby co robić, poza zdychaniem z nudów. Wystarczyło, że na murach miasta czujne oczy wiecznie badały okolice.

Cechą charakterystyczną miasta była względna cisza. W Wolenvain panował wieczny zgiełk, wrzask i krzyk. W Alne dźwięki były stonowane. Oczywiście wciąż było słychać życie miasta, jednak nie było to aż tak ofensywne, jak u ludzi.

Urlos ruszył główną drogą bezpośrednio do górnego miasta. Nie był on ani sławną, ani rozpoznawalną, ani szczególnie szanowaną osobą. Jednak dyplomatów morain było na tyle mało, że wartownicy byli w stanie lepiej, lub gorzej zapamiętać ich wszystkich. Inna sprawa, że Urlosa wcale długo nie było. Całą drogę do Alne nie zatrzymywał się i teraz też nie ma zamiaru. Ze Starszyzną należało zobaczyć się jak najszybciej.

W górach zawsze było zimno i tylko ra byli w stanie pełnić tam służbę. Przed palisadą przywitał go jeden strażnik, który nie wpuszczał ciekawskich osobników tam, gdzie nie powinni się znaleźć. Zaprawdę tęgi osobnik, ze swoim roef ra wyglądał na istnego posłańcem śmierci. Niewzruszony czekał, aż Urlos się zbliży ku niemu. Panująca mgła i zbliżająca się noc nadawała błękitną poświatę wszystkiemu dookoła. Po krótkiej rozmowie w ojczystym języki, dyplomata uzyskał zgodę na wejście do jaskini. Starszyzna niedługo się zbierze…

* * *
ObrazekObrazek

Przez sobie tylko znane tunele światło wpadało do jaskini, oświetlając kamienny plac. Był on dosyć sporej wielkości. Z niego odchodziły dwa tunele w głąb gór.

Urlos stał na środku czekając aż Starszyzna się zbierze. Z tunelu prowadzącego na zewnątrz zaczął dobywać się dźwięk uderzanych o kamień kopyt. W mroku pojawiła się para blado świecących, zielonych oczu. Matuzal Uken zajął swoje miejsce. Urlos skłonił się nisko nie prostując się do momentu, aż wszyscy się zejdą.

Uken był Matuzalem, przewodniczącym Starszyzny. Był to in, którego skóra nabrała nieco zielonego koloru. Ręce jego były pokryte jakby korą, na której porastał mech. Dosyć krótkie, kręte niczym gałązki rogi wychodziły z czaszki. Ta była specyficzna nawet jak na morain, albowiem przypominała irbisa.

Następny zjawił się Gegon. Silny ra, którego górny tułów miał mnóstwo krótkich, kilkucentymetrowych kolców. Z jego głowy wychodziły cztery długie i mocne rogi, dodatkowo jeszcze jeden z podbródka, wyglądający niczym broda. Gegon był personą, która samą obecnością wprowadzał posłuch.

Nagle do jaskini wpadł podmuch wiatru, a za nim weszła pierwsza kobieta ze Starszyzny – Hirre. Ta mo posiadała niemałe skrzydła na grzbiecie, które dumnie złożyła po wkroczeniu. Przywitała się skinieniem głowy z obecnymi i zajęła swoje miejsce w sali, tworząc razem z Matuzalem i Gegonem łuk otaczający Urlosa. Chociaż przez jej rogi i nieco poszarpane uszy nie uchodziła za najbardziej atrakcyjną wśród morain, to zdecydowanie była jedną z najinteligentniejszych osób z całej nacji centaurów. Dlatego też zajmuje się problemami Alne i można ją zastać w budynku miasta.

Przedostatnim członkiem, który się stawił był Kono. In z wielkimi rogami jelenia. Ten zawsze wprowadzał atmosferę ciepła i spokoju. Wszędzie, gdzie się pojawił, centaurom lżej się oddychało. On także bardzo często przebywał w mieście wśród reszty mieszkańców. Przy wieczornych ucztach zazwyczaj zajmował się młodszymi morain i opowiadał im historie.

Ostatnim członkiem Starszyzny była Enera. Ta mo, wyglądała jakby dopiero opuściła obóz szkoleniowy. Naturalnie Enera była obiektem fascynacji wielu morain męskiej płci. Ona sama niestety nie zwraca na ten fakt uwagi, wiecznie będąc pogrążona we własnych myślach, przypominając taflę spokojnej wody. Niemniej znana jest ze swej wielkiej żywiołowości, energii i odwagi. Często towarzyszą jej osobie bardzo impulsywne reakcje.

Tak w końcu Urlos został otoczony w kręgu przez wszystkich pięciu członków Starszyzny. Podniósł głowę i spojrzał na każdego z osobna. Trudno powiedzieć, by był zdenerwowany. Raczej spokojny. Wiedział, że wieści, które ma są dobre. Nie zamierzał przedłużać, wziął oddech i począł mówić to, co miał do zaraportowania:

Czcigodna Starszyzno, wróciłem z miasta Wolenvain, do którego mnie wysłaliście. Miałem tamtejszym rządzącym przedstawić warunki pokoju i pomocy, które zaproponowaliście. – dobył z tobołków pakt, który otrzymał od Starszyzny przed wyruszeniem do Wolenvain.
Niestety, jak się okazało przewodniczącą rady miasta była kobieta impulsywna i nieufna. Żyjąca w mrocznych czasach nie zawierzyła w to, że gdziekolwiek istnieje dobre serce. Jedynie jeden z trzech członków rady chciał przystać na sojusz. Ostatni członek, zdaje się zajmujący kwestiami militarnymi, był pod bardzo dużym wpływem kobiety przewodzącej i zgodził się z jej stanowiskiem. Stąd oferta została oficjalnie odrzucona. – wręczył zwój Matuzelowi, gdyż było to prawne pismo, którego bez podstawy nie powinien Urlos posiadać.
Byłem w drodze do opuszczenia miasta i wyruszenia w podróż do Alne, by zdać raport, jednak zostałem zatrzymany przez pewnego posłańca. Wtedy zostałem zaproszony i odpowiednio ugoszczony w komnatach pewnego majętnego handlowca. Reprezentował on organizację zwaną Konsorcjum, która zrzesza handlarzy z okolic Autonomii. Powiedział mi o tym, że Konsorcjum słyszało o ofercie morain i jest zainteresowane podjęciem współpracy. – zrobił pauzę, by zaznaczyć zakończenie pewnej myśli. Mówił spokojnie, powoli i starannie tak, by nic nie pozostało w sferze domysłów.
Spędziłem wtedy też nieco czasu na rozmowie z ludźmi Wolenvain i na obserwowaniu ich. Szybko się okazało, że my, lud, który posiada absolutnie inne wartości duchowe, nie może zaoferować wiele Wolenvain. Wiedziałem wtedy, że wprowadzenie tam równowagi może okazać się jednym z najtrudniejszych zadań przed jakim stanęliśmy od czasu Wielkiej Wojny. W świecie ludzi istnieje i rządzi pieniądz. Niemal każda jedna rzecz materialna i niematerialna dla ludzi ma wartość pieniężną. Rozmyślałem nad tym pewien dłuższy czas i mając na celu zadanie mi przez Starszyzne powierzone, postanowiłem złożyć Konsorcjum kontrofertę. – wydobył z tobołków pakt przygotowany przez Revana. Złamał pieczęć, którą wcześniej sam nałożył i odczytał treść po czym kontynuował.
Dziesiąta część z handlu za pośrednictwem fortu przypadnie morain. W tym momencie muszę natychmiast wspomnieć o pewnym niebezpieczeństwie. Mianowicie pieniądz zaburzył równowagę świata ludzi, ale może ją również naprawić. Gromadzenie waluty tutaj, w Alne, może jakkolwiek negatywnie wpłynąć na losy miasta i naszej nacji. Doskonale radzimy sobie bez niego, dlatego moim skromnym zdaniem jest, by wszelkie zyski trafiały bezpośrednio do naszej placówki w Wolenvain, o której mowa w pakcie. Dodatkowym atutem tej myśli jest fakt, że dzięki pieniądzom tam gromadzonym, natychmiast będziemy w stanie reagować na zaburzenia równowagi nie tylko w Wolenvain, ale również całej Autonomii. – zwinął zwój i oddał go Matuzalowi, jak wcześniej oddał mu pakt dla Rady Wolenvain.
Spędziłem w Wolenvain nieco czasu, dlatego byłbym rad, gdybym mógł dokończyć to co zacząłem i wrócić tam, jeśli Starszyzna nie wyznaczy mi innego zadania. Nieco poznałem się też na ludziach z Autonomii, którzy mimo wszystko mentalnie znacząco różnią się od tych występujących na naszych stepach. Gdyby istniała taka możliwość i nie ma innego pretendenta, zaszczytem by mi było, pod wolą Starszyzny, przygotować i zebrać ekspedycję morain do Varti. Z około piętnastu tysięcy morain przebywających w Alne, sugerowałbym zebranie dwóch tysięcy, z czego półtora będzie pomagać Konsorcjum, a pięćset stacjonowałoby w Wolenvain zależne jedynie od Starszyzny. Autonomia jest interesującą krainą, dlatego morain wszelkiej mazi znajdą tam zajęcia. Poszukiwacze minerałów znajdą góry, kowale wspomogą naszych rodaków swoimi niezrównanymi talentami, a szamani znajdą tajemniczą, starożytną bibliotekę, w której można poszerzyć zasób naszych informacji o świecie. Myślę, że podążając tym kierunkiem i z pomocą Konsorcjum, bylibyśmy w stanie przywrócić tamtejszej krainie ład i równowagę, którą utracili. – skłonił się nisko na znak zakończenia raportu. Upewniając się w myślach czy niczego nie pominął, cierpliwie stał i oczekiwał decyzji Starszyzny.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 paź 2013, 01:47

MG

Starszyzna Alne zebrała się bardzo szybko, otaczając Urlosa w kilka chwil po jego dotarciu na miejsce spotkań. Misja dyplomatyczna, z jaką wysłano brodatego mo była niesamowicie istotna, stanowiła bowiem pierwszą tak dużą operację po Wielkiej Wojnie i każdy z przewodniczących miasta był ciekaw, jak potoczyły się pertraktacje z władzami Autonomii Wolenvain. Poseł zyskał sobie atencję wszystkich zebranych, a jego mowa została wysłuchana w skupieniu. Nikt nie przerywał, nie rozpraszał go i nie okazywał zbędnych emocji, chociaż każdy z członków Starszyzny z pewnością miał swoją własną opinię na tematy poruszane przez Urlosa. Gdy mo skończył mówić, pierwszy odezwał się impulsywny Gegon. Ra podniósł lekko swe przednie kończyny i mocno uderzył nimi o podłoże, manifestując tym samym wzbierające w nim emocje.

- Ha! - zakrzyknął, patrząc na Urlosa z nowym zainteresowaniem. - Słyszałem o tej ich Wiecznej Bibliotece. Wiedza w niej zawarta jest ponoć nieprzebrana, co znacząco przysłuży się naszej sprawie - dodał, wyraźnie chcąc dorzucić coś jeszcze. Nie było mu jednak dane rozwinąć swej wypowiedzi, bowiem w słowo weszła mu Enera.

- Morain nie potrzebują mądrości obcych ludów do utrzymywania równowagi - powiedziała, wydymając usta z czymś na kształt zażenowania. – Natura radzi sobie bez tego, a dołączając się do przeczącego jej prawom ruchu nie jesteśmy w niczym lepsi od tych, którzy burzą pradawny porządek świata - rzekła zgromadzonym, szukając poparcia w oczach zebranych. Kono odwrócił wzrok, matuzal Uken nie okazał po sobie zupełnie niczego, Gegon zeźlił się, a Hirre wyglądała na zatroskaną.

- Forty, o których mówił Urlos, zapewnią nam silną pozycję, a zdobycie ludzkich pieniędzy da nam środki do przywrócenia ładu w ich świecie - odparował rogaty, machinalnie chwytając prawą ręką za swą zrogowaciałą brodę. – Oni stłamsili naturę i zdają się jej nie potrzebować, więc tradycyjne środki nie wchodzą w grę - rzekł, krótko przypominając Starszyźnie o powodach wysłania gońca do Wolenvain. Wiedział o tym wszak najwięcej, będąc przecież głównym przedstawicielem grupy centaurów głoszących, jakoby otworzenie się mieszkańców Alne na inne cywilizacje było niezbędne do dalszego rozwoju całego ich społeczeństwa. Żądna dalszej dyskusji w tym tonie Enera już nabrała powietrza, aby zripostować słowa Gegona jednym ze swoich niezwykle celnych argumentów, gdy do rozmowy włączyła się Hirre.

- Naprawdę szkoda, że najwyższe władze Autonomii Wolenvain nie wyraziły zgody na ten pakt, przez co sami mieszkańcy musieli wziąć sprawy w swoje ręce - rzekła z wolna, wiedząc, że nikt nie śmie jej przerywać. - Znam jednak tamtejszy ustrój i wiem, że sojusz z tym, jak się określają, Konsorcjum, stoi w zgodzie z ludzkimi zasadami - dodała, pełna przekonania, że posiadane przez nią informacje są prawidłowe. - Nie chciałabym jednak, aby nasza siła wykorzystana została do rozszerzania wpływów handlarzy, o których mowa, w sposób antagonistyczny. Tereny, na których mają powstać forty, są prawie niezamieszkałe, ale tak czy inaczej musimy dostosować się do reguł istniejących tam, nielicznych grup społecznych.

- Moja droga Hirre - odezwał się cicho Kono, nadal powstrzymując tym samym kolejną rundę starcia Enery z Gegonem. - Antagonizm jawi się jako wpisany w jestestwo tego paktu - powiedział niepewnie, patrząc ukradkiem na rogatego ra. - Karawany muszą być chronione, drzewa wycinane, zwierzęta skórowane… Uniknięcie takiego rozwoju wydarzeń jest niemożliwe, musimy się z tym jednak pogodzić – rzekł z bólem, opuszczając wzrok.

- Niektórym potrzeba silnej ręki! - rzekł Gegon, co wywołało cichutkie prychnięcie Enery. - Zniszczenie, jakiego doznał nasz lud podczas Wielkiej Wojny musi spotkać zadośćuczynienie. Gdzie byli ludzie, gdy otworzył się portal? - zapytał retorycznie. - Ich udział jest niezbędny, aby Alne oparło się złu.

- Zło można zwalczać wyłącznie dobrem - odcięła się Enera, wstrząsając głową. - Słyszałeś Kono: budowanie fortów to zaprzeczenie temu, o co walczymy - rzekła, wzbudzając natychmiastową reakcję in, na którego słowa się powołała.

- Cóż… – powiedział powoli i mrukliwie. – Jest to niestety niezbędne… – rzekł bez przekonania, uciekając od wzroku pięknej mo.

- A co ty sądzisz, matuzalu? - zapytał Ukena pełen szacunku Gegon, uciszając tym samym wszystkich zebranych. Nawet mimo tego, że Enera niewątpliwie nadal zamierzała się kłócić, nie miała w sobie tyle śmiałości, aby zacząć mówić, gdy przywódca Starszyzny zbierał się do wyrażenia swojego zdania. Uken nie mówił zbyt często, a gdy to robił, jego słowa niosły ze sobą niezwykłą mądrość.

- Myślę… - powiedział, mocno akcentując swą wypowiedź - …że powinniśmy się na osobności naradzić. Wybacz nam, Urlosie. - Skinął głową, oddalając się w kierunku głębszej jaskini. Jego zachowanie było niecodzienne, bowiem nie wyjawił posłowi swojego zdania na temat stojącego na granicy przypieczętowania paktu. Chociaż zwykle in ten mówił niewiele, teraz nie powiedział właściwie nic. Jego podejście stało się dla Urlosa istną zagadką, a gdy goniec czekał na werdykt, jego myślami zawładnęła ciekawość tego, co miało za chwilę nadejść. Starszyzny nie było długo, minęły trzy kwadranse zanim jej członkowie ponownie pojawili się w półkolu naprzeciw dyplomaty.

- Starszyzna postanowiła - powiedział z mocą. - Pakt z Konsorcjum uważamy za przyjęty bez zmiany, zobowiązując się do wykonania jego podstawowych założeń, a więc dostarczenia dwóch tysięcy morain na teren Autonomii w ciągu dwóch kolejnych tygodni - dodał oficjalnym tonem. - Urlosie, w podzięce za twą służbę zdecydowaliśmy się powierzyć ci zadanie osobistego zebrania pięciuset morain, którzy zatrzymają się w Wolenvain - rzekł matuzal, uznając prośbę Urlosa jedynie w ograniczonym zakresie. - Zostaniesz w Wolenvain, aby zabezpieczyć nasze interesy wśród dysydentów Konsorcjum, nadzorować budowę świątyni oraz dbać o dobre imię naszej rasy. Jesteś tam już znany i nie wyobrażamy sobie innej osoby na tym stanowisku. Jednocześnie obarczamy cię obowiązkiem składania comiesięcznych raportów, czego nie musisz czynić osobiście. Kwestie negocjowania drobnych zmian w pakcie, reprezentowania morain podczas spotkań ze szlachtą Autonomii i czuwania nad naszymi współbraćmi na obczyźnie również pozostawiam tobie. Swoje zadanie możesz wcielić w życie natychmiastowo - zakończył starzec, jasno roztaczając przed dyplomatą zakres jego obowiązków, swobód i praw. Nie dane było mu wybrać wszystkich członków ekspedycji, ale zamiast tego otrzymał niezwykłą możliwość bezpośredniego wpływania na jej losy z ramienia samej Starszyzny Alne. Z pewnością było to dla mo ogromnym honorem.

– Czy życzysz sobie o coś zapytać, Urlosie? – odezwał się Gegon.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

02 lis 2013, 04:55

- Nie, Gegonie, dziękuję – odpowiedział spoglądając na ra. Następnie skierował swój wzrok kolejno na resztę członków Starszyzny – Jestem zaszczycony zaufaniem, jakie mnie Starszyzna obdarzyła. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodę. W takim razie dziś udam się na odpoczynek po podróży i od jutra natychmiast zajmę się przygotowaniami do ekspedycji. – skłonił się nisko, żegnając się ze Starszyzną – Równowaga z nami wszystkimi. – po czym opuścił jaskinię.

Skierował się w dół ścieżki do dzielnicy mieszkalnej, gdzie znajdowało się jego domostwo. Po drodze tylko odebrał ze Świątyni Ładu kosz pełen różnych owoców. Dom Urlosa nie był zbytnio wyróżniający się od pozostałych domów morain. Kamienny fundament i ściany z gałęzi oraz mieszanki ocieplająco wytłumiającej. Wnętrze tego – do tej pory szczelnie zamkniętego – domu było nieco bardziej bogate niż innej przeciętnej chałupy. Cztery izby – gościnna, kuchnia, sanitarna i sypialnia.

Zostawiając kosz na środku pokoju, Urlos zatrzymał się i począł rozpinać ekwipunek. Zdjął szatę, która wciąż posiadała wypalenie, po kuli ognistej bandyty z Wolenvain. Następnie opierając się łapami na specjalnej podpórce, zaczął rozpinać pasy do których przymocowane były tobołki. W końcu zdjął elementy zbroi. Nagi zabrał kosz i udał się do izby sypialnej. Wyglądała ona niemalże tak samo, jak w każdym innym domu – ściany wzmacniane, do których poprzyczepiane są dziesiątki różnych skór, podobna ilość skór znajdowała się na podłodze.

Urlos zostawił kosz na ziemi, po czym wyjątkowo jak na niego, rozłożył się na futrach, rozkoszując się. Zjadał owoce z kosza i zastanawiał się nad jutrzejszym dniem, co przyniesie, jak długo będzie trwało zbieranie całej ekspedycji… Gdy zmęczenie wzięło górę, Urlos wstał, oparł się o jedną ze ścian i zasnął.


Następnego dnia, po porannej modlitwie, Urlos, zgodnie z danym słowem, ruszył zbierać pierwszych członków ekspedycji. Pamiętał jeszcze członków Alne z nauk, które pobierał do zawodu dyplomaty. Jego obowiązkiem było znać niemal każdego morain. Zanim jednak wygłosi oficjalne ogłoszenie na zebraniu, które każdy z morain słyszeć będzie, mo postanowił udać się do szczególnie ważnych osób i porozmawiać z nimi na temat ekspedycji. Jedną z tak poważanych osób była kontrowersyjna Delia z rodu Suirgo, szamanka-alchemiczka, która zatraciła się nieco w swoim świecie.

Jej dom był dosyć charakterystyczny jak na architekturę morain, szczególnie z uwagi na wieżyczkę. Gdy Urlos stanął przed wejściem, zastukał w drzwi sygnalizując nadejście. Przekroczył próg domu. Nie rozglądając się za niczym, prócz gospodynią, której widać nie było. Krzyknął głośniej w pustkę:

Pozdrowienia! Urlos, moje miano! Przybywam porozmawiać z gospodynią tego domu! – Gdy w końcu Delia ukazała się, Urlos, po krótkiej rozmowie, zaczął przedstawiać szczegóły wyprawy, na którą miał zamiar zaprosić in.

! Delio, szczegóły wyprawy masz w pierwszym poście. Nie opisałem ich tutaj, ponieważ nie chciałem się powtarzać.
Awatar użytkownika
Delia Suirgo
Posty: 12
Rejestracja: 21 sty 2013, 22:59
GG: 3836973
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2577

11 lis 2013, 01:21

Delia pochyliła się nad moździerzem i powąchała utartą mieszankę ziół, zmarszczyła nos w zasępieniu i pokręciła głową. Odwróciła się do leżącego na sąsiednim stole pergaminu i szybko przebiegła wzrokiem gęsto zapisane wersy.

Ach… - prychnęła rozdrażniona po odnalezieniu składnika, który jej umknął. Podeszła do półek pod ścianą po swojej lewej stronie i do naczynia trzymanego w dłoni dosypała garść ususzonych kwiatów bławatka. Energicznie utarła mieszankę w moździerzu raz jeszcze, starannie rozdrabniając świeżo dodane rośliny, gotowy proszek przesypała na dno sporej flaszy. Całość przeniosła na szeroki parapet pod oknem i z ciemnej butli przelała do naczynia przygotowany wcześniej płyn. Powoli zamieszała i wciągnęła głęboko rozchodzący się ziołowy aromat. Zacmokała z zadowoleniem i ostrożnie ogrzała od spodu flaszę. Utrzymanie odpowiedniej temperatury nie sprawiało jej żadnego problemu i w zasadzie nie musiała się jakoś szczególnie na tym koncentrować. Korzystając z chwili wytchnienia wyjrzała przez okno. Nad Alne unosiła się lekka mgła rozpraszana przez promienie słońca.


Znów się zasiedziałam – przemknęło przez myśl szamance. Potrząsnęła głową i przeniosła wzrok na trzymane naczynie. Płyn wewnątrz bulgotał cichutko zmieniając kolor na ciemnoczerwony, zaś w powietrzu unosił się intensywnie ziołowy i zaskakująco orzeźwiający zapach. Delia uśmiechnęła się szeroko i zaciągnęła się głęboko, pewnym ruchem odstawiła flaszę na metalowy stojak umieszczony na niewielkim stoliku i zatarła nadal rozgrzane dłonie. Podeszła do dużego stołu stojącego pośrodku pracowni i spokojnie zebrała rozłożone nań pergaminy. Każdy z nich bezwiednie zwinęła w rulon i zabezpieczyła przed rozwinięciem rzemieniami splecionymi w cienkie pierścienie, po czym odłożyła wszystkie do wiklinowego kosza zawieszonego na przeciwległej ścianie. Pogładziła dłonią zamknięcie kosza i skierowała kroki ku drzwiom. W progu obróciła głowę i szybkim spojrzeniem ogarnęła pracownię sprawdzając czy nie zostawiła nie zamkniętych słojów z drogocennymi substancjami, które z trudem zdobyła.

Słońce wpadało przez jedno z odsłoniętych okien wieży, oświetlając niedawno uwarzony przez szamankę napar. Dominującym meblem w pracowni był ogromny stół na środku pomieszczenia, z grubym blatem noszącym liczne ślady użytkowania. Stojące na nim liczne flaszeczki, słoje i naczynia o dziwnych kształtach rozpraszały i tak już przytłumione światło słoneczne. Pęki suszonych roślin zawieszone nad stołem, woreczki i puzderka zawierające tajemnicze substancje o wielu barwach dotrzymywały towarzystwa wielkiej beczce stojącej zaledwie kilka kroków dalej, pod południową ścianą. Nieopodal zaczynał się ciąg regałów poprzerywany czterema oknami o szerokich parapetach, kominkiem i piecem. Trzy z okien były zasłonięte ciemnymi kotarami, jedynie jedno pozwalało na podziwianie widoków. Niewielki sekretarzyk stojący po lewej stronie drzwi dopełniał całości. Upewniwszy się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, Delia zamknęła za sobą drzwi i schodami zeszła na poziom mieszkalny. Poczekała aż mechanizm ukrytych drzwi zaskoczy i przeciągnęła się. W sypialni panował przyjemny chłód i pewnie zostałaby tu przez dłuższą chwilę, gdyby nie głos dobiegający z Izby Kominkowej. Zaskoczona czyjąś obecnością przeciągnęła się ponownie i pośpieszyła na dół powitać gościa.

Urlos, Urlos… Coś mi to imię mówi. – zmarszczyła czoło schodząc po schodach galeryjki – Kono wczoraj wspominał o nim i wyprawie, której ten mo przewodzi – przypomniała się jej rozmowa z jednym z członków starszyzny, który odwiedził szamankę poprzedniego wieczora. Opowiadając o wyprawie organizowanej przez młodego centaura zasugerował, iż rada morain chętnie widziałaby jej udział w owym przedsięwzięciu. Ostateczną decyzję pozostawili Delii, za co była wdzięczna. Nie kryła przed nikim swojej chęci opuszczenia Alne na jakiś czas, nie zdradziła jedynie prawdziwych pobudek, swoim zwyczajem kryjąc ból głęboko w sobie. Wizyta młodego mo, który przed chwilą przekroczył próg jej domu, oszczędziła jej fatygi.

Witaj w moich progach, Urlosie. Niech Matka Natura obdarzy Cię harmonią i pobłogosławi czystością serca - powitała gościa. Jak na gospodynię domostwa przystało, przyniosła paterę owoców i dzban lekkiego, owocowego napitku. Na stole w gościnnej izbie pojawiły się dwa kubki, które szamanka zdjęła z półki wiszącej nieopodal zdobionego kominka. Izba reprezentacyjna w domu Delii nie odbiegała wyglądem od podobnych izb w domach innych centaurów. Zwierzęce futra i skóry powieszone na ścianach oraz zaścielające podłogę stanowiły standard architektury wnętrz w gospodarstwach wszystkich morain. Jedyną innowacją w domu Delii były belki zdobione motywami roślinnymi oraz kominek rzeźbiony w plemienne i rodowe wzory.


Delia poczęstowała gościa uwarzonym przez siebie napojem i z uwagą wysłuchała szczegółów organizowanej przez niego wyprawy. Nie zamierzała mu nic utrudniać, ale nie miała w planach również ułatwiania mu zadania postawionego przed nim przez Starszyznę. Głęboko w sercu podjęła decyzję, ale z lekkim rozbawieniem w duchu i spokojem wypisanym na twarzy obserwowała starania dyplomaty. Wysłuchała go do końca i ciepłym, harmonijnym głosem zapytała – W czym mogę ci pomóc? Czego ode mnie oczekujesz, Urlosie? - Z tymi słowy wbiła w gościa wzrok czekając na sformułowanie przez niego konkretnych propozycji.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

07 gru 2013, 00:57

Urlos odebrał gorący wywar Delii, nie chciał jej niczym urazić. Kontynuował cały czas o sensie i istocie jego wyprawy do Autonomii. Jednak pytanie kobiety absolutnie wybiło go z rytmu. Stał chwilę wpatrując się tempo w nią, nie będąc pewien czy kpi, żartuje, czy pyta poważnie. Niemniej dyplomacie, przy oficjalnych relacjach nie wypadało żartować, dlatego sytuację potraktował jako poważną.

Oczywiście, byłbym zaszczycony, gdyby tak znamienna szamanka dołączyła do ekspedycji. Z pewnością miałoby to znaczący, pozytywny wpływ na wszystkich – powiedział, kończąc podany mu trunek, dziękując skinieniem głowy. – Konkretnie chciałbym, abyś udała się ze mną do stolicy Autonomii, Wolenvain, i tam pomagała mi dumnie reprezentować naszą Starszyznę. Powinny już trwać przygotowania do wzniesienia naszej świątyni tam. Co Ty na to?

Urlos słyszał, że Delia potrafi bywać "figlarna", jeśli chodzi o kontakty. Jest w stanie odmówić tylko ze zwykłego kaprysu. Jednakże jej talent i moc, byłaby ogromną pomocą i dlatego bardzo mu zależało, by dołączyła do wyprawy. Wychowanków rodów zawsze było trudno zaspokoić, ale Urlos miał nadzieję, że tym razem obędzie się bez większych trudności.

Nieco w duchu szykując się do wyjścia, wciąż czekał cierpliwie na odpowiedź Delii. Musiał odwiedzić jeszcze innych szanowanych morain przed oficjalnym ogłoszeniem o wyprawie, ale pod żadnym pozorem nie chciał urazić żywiołowego i impulsywnego Suirgo.

Awatar użytkownika
Delia Suirgo
Posty: 12
Rejestracja: 21 sty 2013, 22:59
GG: 3836973
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2577

06 lut 2014, 00:03

Delia z kamienną miną przysłuchiwała się wywodowi Urlosa. Nie należała do osób czerpiących satysfakcję z męczenia innych istot, jednak nie bez wesołości obserwowała jak konsternacja dyplomaty odbija się w jego oczach. Sprawdzała nie tylko jego umiejętność odnalezienia się w niezbyt pewnej sytuacji, ale też poczucie humoru, szybkość reakcji i nade wszystko nastawienie do całej sprawy. Okazało się, że traktował ekspedycję poważnie, a nie jako przelotną przygodę, co wpłynęło pozytywnie na ocenę Urlosa przez szamankę. Z szacunku dla swego rodu, nie zgodziłaby się na wzięcie udziału w przedsięwzięciu, które organizator uważał jedynie za zabawę dla dużych morain prowadzoną pod przykrywką wielkiej misji. Wysłuchała cierpliwie do końca, chociaż decyzję już podjęła.

Komu jeszcze zamierzasz zaproponować udział w tej wyprawie? – zapytała wprost, nie bawiąc się w dyplomatyczne gierki. Nie wyobrażała sobie towarzystwa niektórych z jej pobratymców i miała szczerą nadzieję, że imię żadnego z nich nie padnie z ust Urlosa. Nie spuszczając wzroku z dyplomaty wyciągnęła rękę nad jego kubek i delikatnym ruchem dłoni podgrzała nieco przestygły już napar. Owocowy aromat rozszedł się po izbie, delikatną miodowo– ziołową nutą zachęcając do pociągnięcia choćby łyku.

- Chciałabym wiedzieć z kim ewentualnie przyjdzie mi dzielić trudy podróży.– Uniosła kąciki ust w lekkim uśmiechu, miała nadzieję, że młody mo wyłapie to nieoficjalne potwierdzenie jej udziału w ekspedycji.

– Nie potwierdzaj dopóki nie będziesz mieć pewności, że nic nie będzie zaburzać Twojej harmonii – Delia usłyszała pełen cichych trzasków głos dobiegający od strony kominka i nieznacznie drgnęła.
Przed oczami stanęły jej znajome twarze, których za wszelką cenę starała się unikać i uświadomiła sobie, że jedyną rzeczą, która mogłaby rozpraszać ją i zakłócić harmonię, którą odnalazła, była obecność dawnej koleżanki i jej towarzysza. Na sekundę zacisnęła szczękę, w ten sposób opanowując nieprzyjemne kłucie w okolicy serca. Z rosnącą niecierpliwością oczekiwała na odpowiedź Urlosa, od niej uzależniając ostateczną decyzję.

– W zasadzie, nie możesz się nie zgodzić, moja córko, z tym, że obecność tej dwójki podczas podróży byłaby cudowną próbą dla twego charakteru i opanowania. – Na te słowa Delia gwałtownie odwróciła głowę w stronę płomieni w kominku i prychnęła cicho. Po krótkiej chwili odprężyła się, a z jej wzroku zniknęło rozdrażnienie.

- Wybacz, Urlosie – Skinęła lekko głową w ramach przeprosin, lecz nie zamierzała nic tłumaczyć. – Nie będę ukrywać, że doszły mnie słuchy o tym przedsięwzięciu i jestem nim zainteresowana. Znam także preferencje mojego rodu, który w wyprawie tej widzi ogromne możliwości i korzyści dla naszego ludu. Jednak – zawiesiła głos, dokładnie ważąc słowa, które miała wypowiedzieć – nie mogę pozwolić by cokolwiek przeszkodziło mi w obowiązkach, które miałabym jako szamanka, przyjąć na siebie. – Delia spojrzała na dyplomatę z powagą – Cokolwiek lub ktokolwiek. - powiedziała powoli. – Dlatego zanim przedstawię ci moją decyzję, muszę wiedzieć kogo zabierzesz na tę wyprawę. – dokończyła dając Urlosowi do zrozumienia, że nie zamierza narzucać mu czegokolwiek.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

21 lut 2014, 01:25

Urlos poprawiał swój ekwipunek, pomału szykując się do wyjścia z domu szamanki. Jej pytanie jednak nieco go strapiło. Nie, nie zaskoczyło. Po prostu na bezpośredniość bezpośredniością odpowiedzieć należy, a ta była zazwyczaj… bardzo niedyplomatyczna. Dlatego też – kłopotliwa. Morain stanął pewniej na kopytach i łapach, zbliżył się nieco do Delii, stając przed nią i patrząc pewnie i odważnie w czarne oczy.

Mam zamiar zaprosić jeszcze kilka ważniejszych osobistości, do których udam się teraz osobiście, jak do ciebie, szamanko. Część z nich to również szamani z innych rodów, więc raczej powinnaś mieć adekwatne towarzystwo podczas podróży. Jutro natomiast ze urwiska świątyni ogłoszę ekspedycje wszystkim morain. Każdy będzie mógł dołączyć, więc ewentualne konflikty w podróży to rzecz, z którą muszę się liczyć. Każdy musi. – oznajmił hardo – Przewiduję zwerbować około dwóch tysięcy morain, więc wątpię aby ktokolwiek nie mógł znaleźć dla siebie odpowiedniego towarzystwa. Jest to pierwsza do tej pory tak wielka wyprawa i nie mogę sobie pozwolić, by skomplikowały ją czyjekolwiek, nawet moje prywatne, problemy z rodakami. – westchnął, najtrudniejsza część była za nim.

Jednak tym, którzy są dla mnie najistotniejsi, jak ty, Delio, postaram się zapewnić największy komfort podróży. Nawet jeśli w wyprawie znajdą się osoby, z którymi relacje masz… nienajlepsze – powiedział wymijająco, bo przecież doskonale znał sprawę szamanki i wiedział gdzie i w związku z kim leżał problem – to wciąż, po zakończeniu podróży wciąż będzie możliwe nie utrzymywanie kontaktu. Wiem, jak morain jest trudno zapomnieć o plamie na honorze, czy zdradzie. Dlatego, gdy zapraszam cię, nie musisz się o nic martwić poza tym – co chcesz zabrać ze sobą. – uśmiechnął się, po czym skierował się do wyjścia z domu. Przed udaniem się na zewnątrz skłonił się nisko. – Przemyśl wszystko na spokojnie, jutro po ogłoszeniu jeszcze przybędę do ciebie. Tymczasem bywaj zdrów. – odszedł do w kierunku innych domów.

Ekspedycja była czymś nietypowym, pierwsza taka kusiła wielu morain, dlatego nie trudno było nakłonić większość tych, których chciał zaprosić. Oczywiście, nie wszyscy się zgodzili i dobrze, bo ktoś musi w razie czego Alne bronić. Jednak swój cel Urlos osiągnął, chociaż spędził na odwiedzeniu wszystkich cały dzień. Po nim wrócił do swego domu by zjeść solidną porcję owoców, a następnie rozmyślać o tym, jak jutro dzień powinien wyglądać. Wiedział, że rozmowa z Delią nie przebiegła najlepiej jak mogłaby, ale chciał raczej zaskarbić sobie jej zaufanie swoją szczerością, niż wymijającymi odpowiedziami wzbudzić fałszywe poczucie bezpieczeństwa.


Następnego ranka Urlos przygotowywał się mentalnie i rzeczowo do przemowy przed ludem. Zastanawiał się co rzecz i jak ująć w konkretne słowa wszelkie informacje o ekspedycji. W międzyczasie zbierał najpotrzebniejsze rzeczy i sprawdzał stan ekwipunku. Szata, która została spalona w Wolenvain wyglądała… jak nadpalona na centaurzym udzie szata. Mimo to Urlos uznał, że może to dodać ciekawego charakteru do jego prezencji.

Minęło nieco czasu, nim nastała odpowiednia pora aby wejść na klif i zadąć w róg, by zebrać wszystkich na placu. Gdy wszystko było gotowe – ruszył. Wyszedł z domu i ruszył drogą w górę miasta. Wszedł do świątyni i przedstawił swoje polecenie ze Starszyzny. Dzięki temu dostał przyzwolenie na to, by zadać w wielki róg znajdujący się na zewnątrz. Służył on temu, by zebrać wszystkich morain na placu pod klifem. Też tak się stało – instrument zadął, a mieszkańcy miasta stawili się pod nim.

Wtedy też Urlos zaczął mówić o ekspedycji, o jej celach i perspektywach. O jej ideii i decyzji Starszyzny. Oznajmił, że ci, którzy chcą wyruszyć, muszą w ciągu trzech dni przygotować się do drogi. Po skończonej mowie dyplomata wrócił do domu. Wszyscy ci, którzy chcieli czegoś od niego – wiedzieliby, gdzie go szukać.

Awatar użytkownika
Delia Suirgo
Posty: 12
Rejestracja: 21 sty 2013, 22:59
GG: 3836973
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2577

09 kwie 2014, 23:32

Delia widziała jak dyplomata powoli przygotowywał się do opuszczenia jej domostwa zauważyła także konsternację jaką wywołało jej pytanie. Nie bez cienia satysfakcji wyczekiwała odpowiedzi.

Niegrzeczna dziewczynka – syczący cichy chichot sprawił, że nieco uniosła kąciki ust – Wprawiłaś w zakłopotanie niezwykle obiecującą przyszłość dyplomacji swego ludu. Twoja matka byłaby dumna! – szamanka powstrzymała parsknięcie. Jej matka znana była za młodu z wyjątkowej bezpośredniości i działań poza konwenansami. Tymczasem sama Delia opanowała się i znów całą uwagę poświęciła mo.

Kobieta nie poruszyła nawet powieką, gdy Urlos stanął przed nią i patrząc w jej czarne oczy udzielał odpowiedzi. Nie zdradziła wesołości i aprobaty dla jego słów także po tym, gdy skończył mówić. Skinęła jedynie głową na znak, że przemyśli jego słowa i w odpowiednim czasie powiadomi go o swej decyzji. Kiedy za morain zamknęły się drzwi odczekała kilka chwil i dopiero wtedy pozwoliła sobie na wybuch perlistego śmiechu.

– Musisz przyznać, że poradził sobie wybornie – do jej śmiechu dołączył syczący chichot. Delia parsknęła ponownie, lecz szybko uspokoiła się. Zaczęła krążyć po izbie nieco nerwowym krokiem.

-Owszem, poradził sobie doskonale, co nie zmienia faktu, że oni mogą zechcieć dołączyć do wyprawy…. – perspektywa dzielenia trudów podróży z niepożądanym towarzystwem była przygnębiająca i sprawiała jej fizyczny ból. Przez oblicze Delii przebiegł nieprzyjemny grymas.

– Dziecko – pełen trzasków głos zacmokał z dezaprobatą – czy uważasz, że którekolwiek z nich mogłoby dołączyć wiedząc, że ty idziesz?

Nad tym się nie zastanawiała. Szamanka zatrzymała się w pół kroku i pomyślała chwilę. W jej głowie migały różne możliwe warianty odpowiedzi na to pytanie i Delia w skupieniu odrzucała te, które z całą pewnością nie mogły mieć miejsca. – Żadne z nich nie zrobiłoby takiej głupoty - stwierdziła na głos z mocą i to zdjęło z jej barków niebywały ciężar. Świat nabrał żywszych barw, słońce zyskało nowy blask, a kobieta uświadomiła sobie, że Starszyzna nie proponowałaby jej udziału w tej ekspedycji, gdyby nie mieli pewności, że źródło jej trosk nie zostanie tutaj. Dali jej szansę na zyskanie spokoju ducha. Szamanka nabrała jeszcze większego szacunku nie tylko do najznamienitszych pośród morain, ale także pokory wobec ich wiedzy i znajomości własnego ludu. Zamyśliła się nad własnymi niedoskonałościami i możliwościami pracy nad nimi, nad harmonią i ładem, który staje się udziałem każdego stworzenia, nad kruchością spokoju ducha i faktem iż sami swymi czynami często ten porządek burzymy.


Nie spostrzegła się nawet jak wiele czasu minęło, dopiero chrząkanie dobiegające z kominka otrzeźwiło ją. Księżyc stał już wysoko, płomienie niemal przygasły, a ona sama była już zmęczona. Śpij dobrze, Ojcze pomyślała i pełnym czułości gestem zgasiła drewno, odetchnąwszy głęboko nocnym powietrzem udała się na spoczynek.



[hr]

Dzień zaczęła pracowicie, kilka mikstur było gotowych do odbioru jeszcze wczesnym przedpołudniem. Delia umyła dłonie, narzuciła tunikę i ubiegając dźwięk rogu udała się na miejsce spotkań pod klifem. Wiadomym było, że to tam Urlos przedstawi swą propozycję. Szła powoli, odpowiadając na pozdrowienia tych, którzy jak ona zostali zaproszeni osobiście. Kilka razy zatrzymała się by zamienić słowo z tym lub owym, udzielić kilku porad i wysłuchać jednego czy dwóch problemów. Kolejny raz uprzytomniła sobie jak bardzo szamani są potrzebni w jej społeczności, jak wielką odpowiedzialnością i rolą obdarzył ją los i z głębszą świadomością spojrzała na nadchodzącą ekspedycję i oczekiwania starszyzny w stosunku do niej. Gdy zabrzmiał róg, szamanka była zatopiona we własnych myślach. Niewiele z mowy Urlosa zostało w jej pamięci, bowiem jej uwaga skupiona była na posłudze, którą przyjdzie jej pełnić.


Płomyku… – trzaskający głos jako jedyny mógł do niej dotrzeć w tak głębokiej medytacji – Prawdziwa natura rzeczy potrafi zadziwić każdego – szept rozległ się wokół niej. Rozejrzała się nieprzytomnym wzrokiem i ze zdziwieniem zobaczyła pustkę. Przegapiła całe poruszenie jakie musiała wywołać propozycja dyplomaty. Otrząsnęła się z resztek transu i przeciągnęła, rozprostowując nieruchome od dłuższego czasu członki, po czym raźnym krokiem ruszyła do domu mo. Dotarła na miejsce dość szybko i nie ociągając się zastukała w drzwi. Przekroczyła próg domu, jak to było w zwyczaju morain i zaanonsowała się.


– Niech Matka Natura obdarzy harmonią ten dom, a gospodarza pobłogosławi czystością serca- powiedziała głośno dając Urlosowi znak, że ma gościa.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

28 maja 2014, 23:47

Urlos sprawdzał pakunki i ładunki, jakie miał sam zabrać do Wolenvail. Po swojej przemowie na urwisku spodziewał się wizyt, także organizował swój czas tak, aby mieć go zarówno dla siebie – przygotowania własnej podróży – oraz szlachetnych wizytatorów, którzy byli jednym z fundamentów całej ekspedycji. Znieważenie, zniechęcenie któregokolwiek byłoby nie tylko głupie ze względu na sens wydarzenia, ale przede wszystkim ze względu na lokalne relacje wszystkich moran w Alne.

Dlatego wszystkiego, gdy tylko Delia weszła do domu Urlosa, ten natychmiast pojawił się na widoku gościa. Nie był pewien czego ona może chcieć lub potrzebować, a niepewność zawsze była najgorsza. Nie można było nic zaplanować, nic przewidzieć. Zdawałoby się, że Urlos wyjaśnił wszystko Delii, a jednak ta przyszła, czemu?

Witaj, Delio. To zaszczyt gościć cię pod mym schronieniem. Cóż mogę dla ciebie uczynić? – powiedział przy tym skłaniając się w geście oddania szacunku należnego.

Awatar użytkownika
Delia Suirgo
Posty: 12
Rejestracja: 21 sty 2013, 22:59
GG: 3836973
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2577

02 cze 2014, 23:54

Delia nie musiała długo czekać na pojawienie się gospodarza, co wywołało lekki uśmiech na twarzy szamanki. Krótki spacer dziarskim krokiem pozwolił jej na całkowite pozbycie się sztywności ciała spowodowanej niedawną wielogodzinną medytacją, powróciła cała lekkość i gibkość ruchów, a sama kobieta wyglądała na wypoczętą i pełną energii.

- Witaj, Urlosie. Nie sądzę byś spodziewał się akurat mojej wizyty – zaśmiała się cicho i dźwięcznie – Twoje wyjaśnienia i informacje były wyczerpujące, jednak postanowiłam osobiście powiadomić cię o swojej decyzji. – zawiesiła głos jakby miała do przekazania trudne słowa i zbierała myśli w poszukiwaniu właściwego sformułowania. – Postanowiłam dołączyć do ekspedycji zgodnie z życzeniem Starszyzny, seniora rodu Suirgo i wezwaniem mego własnego serca – powiedziała spokojnie i z roztargnieniem rozejrzała się wokół.

Izba nie różniła się zbytnio od tych w domach innych morain, chociaż zaliczała się do tych bogatszych. Delia intuicyjnie szukała wzrokiem elementów świadczących o charakterze i usposobieniu gospodarza. Jej taksujące spojrzenie zawsze wychwytywało coś, co pomagało jej znaleźć odpowiednią drogę porozumienia z osobą zamieszkującą odwiedzane przez nią domostwo. Szamanka nie zawiodła się i tym razem. W izbie panował ład i porządek, nieco puste wnętrze przypominało iż gospodarza nie było jakiś czas, skromność biła z każdego kąta, uwagę zwracała jedynie wielka niedźwiedzia skóra powieszona na jednej ze ścian. Delia podeszła do niej powoli i niemal pieszczotliwym gestem przesunęła po niej palcami, w ten sposób okazując uznanie dla trofeum i jego właściciela.

Powoli odwróciła głowę w stronę Urlosa i nadal dotykając niedźwiedziego futra opuszkami palców lewej dłoni powiedziała – Mam pewne zwyczaje i potrzeby, o których przestrzeganie i zaspokajanie dbam wyjątkowo. – odchrząknęła cicho – Zmuszona jestem prosić cię o pomoc w dopilnowaniu by nikt nie przeszkadzał mi w głębokiej medytacji, gdy już się w niej pogrążę, a także byś nie pozwolił mi pozostać w niej zbyt długo. Mam tendencję do zapominania się odrobinę – na jej ustach pojawił się nieco przepraszający uśmiech. – Mogłoby to nieco opóźnić tempo podróży, a sądzę że zależy nam na czasie…

Delia oderwała się od ściany i spokojnym krokiem skierowała się w stronę dyplomaty. Postanowiła być szczera, na chwilę zapominając o swojej pozycji i twardej postawie prezentowanej codziennie na forum plemienia. Pierwszy przyjacielski gest z jej strony, być może jeden z wielu, a być może jedyny…

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.