Rada Magów

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

Rada Magów

29 paź 2011, 12:27

Jedna z największych wież w całym Leviathanie, otoczona przez gęste lasy wyróżnia się swoją wielkością, zbudowana z białego ręcznie szlifowanego marmuru ze szpiczastym dachem jak czapka czarodziejska wyrastała sobie z lasu jak gdyby nigdy nic. To było miejsce osąd czarodziei, osądzano tutaj każdego przestępce który korzysta z magii a wyroki często kończą się tragicznie, rzadko kiedy jest tutaj uniewinnienie przestępcy.
______________________________________________________

To tutaj, to miało być ostatnie miejsce wędrówki Gałgara, tak owszem, miał tu zginąć a teraz tylko wyszedł z wieży z nadmiernym gniewem dzierżąc zamiast swojej broni zwykły dębowy kij. Co się stało w środku? Cofnijmy się o godzinę czasu.

Otóż, kiedy uciekł z pola bitwy większość magów z wieży zauważyło jego zachowanie, oczywiście od razu uznali go za dezertera który haniebnie uciekł z pola bitwy, wszystko się zaczeło w lesie cieni. Gałgar miał już wchodzić na trakt prowadzący do Ikrem"Hiling kiedy to coś usłyszał jednak nie przejął się tym, myślał że to tylko stwory leśne nic więcej, jak się okazało grubo się mylił. W pewnym momencie dostał jakimś tępym przedmiotem porządnie w głowę co skutkowało zemdleniem. Kiedy się obudził tkwił w jakimś zimnym i wilgotnym lochu przykuty kajdanami do ściany, nie miał zielonego pojęcia co się dzieje. Z jakiegoś zakamarka dobiegły go ciche łkania kobiety a gdzieś za ścianą bolesne krzyki mężczyzny. I wtedy otworzyły się drzwi a Gałgara na chwilę oślepiło, znajdował się w sali tortur, a przynajmniej to wyglądało jak sala tortur, kiedy dostrzegł kobietę która łkała zupełnie ogłupiał, ona nie miała, kończyn, ręce, nogi, brak, były odcięte, ale dlaczego ona jeszcze żyła i dlaczego łkała? Pewnie jest podtrzymywana przy życiu magicznie by odczuwała większy ból niż powinna. Iście koszmarny widok. Do środka wszedł jakiś młodzik ubrany w śmieszny strój czarodzieja, szpiczasta czapeczka na głowie, i jakaś durna kiecka koloru fioletowego z gwiazdeczkami, istna żenada, Gałgar śmiałby się gdyby nie powaga sytuacji i sam fakt że on został schwytany. Młodzik coś powiedział że Gałgi jest parszywym gadem i coś tam coś tam. Kiedy kajdany się otworzyły a Gałgar był wolny miał ochotę jednym ruchem zabić młodzieńca gdyby nie to że nie mógł użyć żadnej swojej zdolności magicznej.
– Co wyście mi do cholery zrobili?
Pierwsze słowa, pierwsza kara, Gałgar poczuł kujący ból w okolicy kręgosłupa, to ten dzieciak musiał to robić. Wtedy przemówił młody klaun
– Choć ze mną, mam cię postawić przed najwyższą radą.
Posłuchał, no bo czemu nie? Miał inny wybór? No raczej tak ale wtedy musiałby wisieć jeszcze tutaj kilka godzin a nadgarstki by tego nie wytrzymały, ruszył za chłopcem bez słowa.
Przechodzili tak puste korytarze wsłuchując się we własne echo które wydawały ich buty, w końcu dotarli, ogromne wrota się otworzyły. Weszli do środka, pomieszczenie było okrągłe, w ścianach były poustawiane trybuny naprzeciwko siebie, a naprzeciw drzwi którymi wszedł Gałgi. Na trybunach siedzieli sami magowie ubrani w fioletowe kiecki ale bez idiotycznych kapeluszy, siedzieli bez ruchu a tylko ich oczy śledziły uważnie ruchy Gałgara, jakie to było krępujące. Kiedy dotarli do środka w sali rozległ się głos, nie wiadomo skąd dochodził a tonu także nie dało się rozróżnić.
– Przedstawić przed oskarżonym zarzuty.
Wtedy jeden z magów wstał, rozwinął pergamin i zaczął czytać wszystkie przewinięcia Gałgara, było dość tego sporo a o to kilka z nich.
– Gałgar von Darksinger, zostałeś oskarżony o uprawianie nielegalnej czarnej magii, o zabicie tysiąca ludzi, o odtwarzanie artefaktów bogów a także o dezercję podczas oblężenia Wolenvain.
To były chyba jego najgorsze przewinienia, a było ich jeszcze sporo. Co miał teraz zrobić Gałgar? No nic, absolutnie nic nie mógł zrobić oprócz bez sensownej próby bronienia się, ale wyrok i tak zostałby wydany, jednak był spokojny, wyrok nie będzie mógł być zbyt surowy, czarodzieje wiedzą jaką siłę magiczną stracą kiedy zabiją Gałgara, a tego by nie chcieli. I znowu rozległ się głos sędziego, tylko teraz było wiadomo skąd dochodzi.
– Czy oskarżony przyznaje się do wymienionych mu zarzutów?
– Tak wysoki sądzie
– Czy oskarżony ma coś na swoją obronę?
– Nie wysoki sądzie. Chce zostać tylko sprawiedliwie osądzony za swoje przestępstwa.
Teraz sędzia wyszedł, wylazł z ukrycia, oczom Gałgara ukazał się widok swojego brata. Gregory stał przed nim patrząc mu prosto w oczy, i wtedy pewność siebie spłynęła jak rzeka po Gałgarze, co się teraz stanie, od dzieciństwa się nienawidzili.
– A więc wyrok będzie następujący.
Gregory zrobił krótką pauzę.
– Twoje moce zostaną ci zabrane na okres tysiąca lat, jednak z radą będziemy łaskawi, zostawimy ci jedną moc. Jaka to ma być moc?
Gałgar odpowiedział bez zastanowienia.
– Magia portali
Na twarzy Gregora pojawił się grymas, liczył na to że Gałgar weźmie inną moc ale nie, ten musiał akurat tą. A na twarzy Gałgiego pojawił się wredny uśmieszek, to była jego najsilniejsza moc jaką miał. Ale uśmiech zniknął po tym jak usłyszał dalsze słowa Gregora.
– A więc skoro tak, twoje bronie, Bat'Leth, gitara oraz kosa zostaną ci odebrane, w ich miejsce zastąpi dębowy kij.
Smok miał ochotę rozszarpać brata w tym momencie. Dlaczego bronie? Czy to ma jakikolwiek sens? Nagle poczuł w sobie pustkę ale jednak coś tą pustkę wypełniało, już był bez mocy. Bez swoich ukochanych zdolności, był…. Pusty.
– Oskarżony jest wolny
Sekunda po wypowiedzeniu tego słowa wystarczyła Gałgarowi na teleportowanie się poza wieże. Osądzony, skazany i srogo ukarany, tylko z magią portali i dębowym kijem wyruszył do Lasu Cieni.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

28 sie 2012, 10:02

Nae'val, już nieco mniej przerażony, myślał nad tym, co można zrobić. Musieli odnaleźć to wszystko, co widział w swoich wizjach duch, ponieważ to właśnie to może doprowadzić ich do celu. Wydaje on się tak odległy, a jednak możliwy do zrealizowania. Z własnego doświadczenia wie, że nie można rezygnować i trzeba brnąć dalej, on tak właśnie sobie postanowił.
Niestety jego noga była nadal ranna i zakrwawiona. Musiał ją sobie czymś obwiązać. Bał się brać odzież od zabitych tu ludzi, gdyż i ta może być zarażona, a on jednak nie chciałby umrzeć w takim bólu jak pozostali. Wziął więc strzęp swojego ubrania i zawiązał nim dokładnie zranioną nogę, tak by krew już więcej nie uciekała. Na szczęście nie był poparzony. Nie pojmował jak to się stało, ale dziękował, choć sam nie wiedział komu, za to, że nadal żyje… w sumie to żyją. Był także ciekaw czy spotkają się jeszcze z tamtejszymi wilkami.
Po zabandażowaniu nogi podniósł się kierując ciężar na tą zdrowszą i wyprostował swoje ciało nieco obolałe po walce. Rozejrzał się jeszcze dokładnie chcąc wybrać najodpowiedniejszą drogę, choć przecież nie znał wcale tego miejsca. W końcu postanowił iść po prostu na wprost, muszą szukać jakiegoś tajnego wejścia, albo wielkiego budynku. Ruszył się tak więc z miejsca i zaczął iść uważnie się rozglądając czy oby za rogiem nie ma jakiegoś nieprzyjaciela, który chciałby upuścić im krwi, albo co gorsza – potwora, który wyrządził tu taką masakrę. Domyślał się, że mimo wszystko kiedyś się z nim spotkają, a wtedy znów dojdzie do walki, lecz nie będzie to walka taka jak ta z wilkami, będzie o wiele ciężej!
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

28 sie 2012, 17:51

Elrohir był ranny, i to było widać po sposobie jego poruszania się. Samo miejsce było przygnębiające, a dodatkowo przypominało mu kolejne, z jego przeszłości. Tam także była śmierć, ogień raz krew, jednakże nie było zarazy, a była potężna dawka magii. Karczma, gdzieś na Północy, gdzie żyli roskvarowie. Miejsce, które pamiętał jako pierwsze. Miejsce, które zrobiło z niego "piaskowego demona".
Śnieg już sypał srogo. Mały chłopiec wiedział, że jego ojciec lubił sobie czasem wypić w "Pijanej", to też i tam się udał, jednakże nie słyszał zwyczajowego gwaru, jaki tam panował. Właściwie to nic nie słyszał, jedynie padający śnieg, oraz swój ciepły oddech. Wszedł przez drzwi frontowe i się zdziwił, że tam była pustka. Nic, nikogo, nawet szynkarza, który zazwyczaj tam nalewał trunku. Cisza. Chłopiec się zaniepokoił, miał złe przeczucia, jednakże tam wszedł, nawołując swego ojca. Zero. Żadnej reakcji, nie licząc przypadkowego błysku za drzwiami za ladą. Elf postanowił że tam wejdzie i zajrzy. Otworzył drzwi a przed nim ukazały się schody, z plamami krwi na dolnych stopniach. Coś go wtedy podkusiło, żeby zszedł na dół, chociaż wtedy jeszcze mógł to rzucić wszystko w cholerę. Nie rzucił, a postawił stopę na pierwszym stopniu, prowadzącym do krwawego przeznaczenia.
Rozejrzę się
Jak powiedział tak zrobił, wychodząc z ciała nae'vala, o ile oczywiście mógł. Jeżeli tak, to udał się na wysokość jakiś 50 metrów nad ziemią i by się rozejrzał po okolicy, szukając jakiś punktów orientacyjnych. Jeżeli by coś znalazł, albo nie znalazł, to zależy, to po tym rekonesansie otoczenia by powrócił do ciała i przekazał to co zauważył.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

29 sie 2012, 17:57

MG

Wioska zdawała się być opustoszałą. Na zewnątrz nikogo żywego, nikogo, kto zdawałby się chociażby poruszać. Cisza, paskudna cisza, która jedynie podkreślała tragedię, która tam się stała.
Elrohir postanowił się rozejrzeć, pójść przed siebie, by zbadać teren, podczas gdy Ciemny opuścił jego ciało i ruszył robić to samo, tyle że na własną rękę. Nae'val szedł powoli, przygniatany straszną prawdą, która go otaczała – świadomością, że śmierć zebrała tutaj największe żniwo, na jakie miał okazję kiedykolwiek natrafić. Mijał kobiety, dzieci, ich mężów i ojców – wojowników, ich przyjaciół, wrogów… Każdy był tam dla kogoś ważny, każdy miał kontakty i swoją własną opinię. Zapewne. Śmierć nie wybierała, nie tutaj. Brała wszystkich, których spotkała na swej drodze, nie zwracając uwagi na ich charakter, historię i znaczenie dla tego miejsca. Mijał ich, wiedząc, że niektórzy ginęli szybko, inni powoli. Jedni w walce z wrogami, szybko i bez męczarni, inni od choroby, zupełnie przeciwnie do tych pierwszych. Kobieta – Ciemny coś wspominał o kobiecie. Lecz wszystkie mijane tutaj były martwe, nie umierające.
W pewnym momencie zauważył również zieloną bestię, niewątpliwie taką, jaką Ciemny widział w tej wizji, o której mówił. Nie opisał jej, ale słowo bestia mówiło samo za siebie. Wielkie, prawie nagie, zielone, paskudne zwierze. Tak możnaby je opisać. Choć byłoby to ujmą dla zwierząt. Muskularne, potężne ciało, pokryte śladami choroby. Zniekształcona twarz, niepodobna do żadnej rasy. Jedno ślepie wybite, nos nie tam, gdzie trzeba, kły zbyt długie, by zmieścić się w paszczy – jednym słowem potwór. Brak owłosienia. Ciało, prócz blizn, bąbli, wrzodów i dziurze, świadczącej o rozrąbanej szyi, pokryte było jakimiś szczątkami broni, tarcz, ubrań… Prowizoryczna zbroja zrobiona przez mniej niż pół inteligentne stwory. Obok leżał zwykły topór. Z rany, roztaczającej już słodko-mdlący zapach trupa, wydobyła się kiedyś posoka koloru takiego samego, jak wszystko inne u tej istoty. Inaczej mówiąc – wybryk natury.
Dalej leżało jeszcze kilka takich, różniących się jedynie zbroją, bronią, bliznami i zniekształceniani ciała, napastników. Jednak było ich stanowczo mniej, niż ludzkich i krasnoludzkich ofiar.
Mijał także budynki, ich spalone ruiny, oraz te całe, lecz zabite deskami. Tych drugich było znacznie mniej, mało który uchował się od zniszczeń, a jeszcze mniej było jeszcze zdolnych do użytkowania. Niektóre były tylko częściowo zabite deskami, np drzwi zabarykadowane, a z okiem drwo zdarte siłą, szyba wybita, deski połamane na ziemi… Ktoś tutaj posługiwał się siłą nawet po całym tym koszmarnym wydarzeniu. Mijał szczątki mebli, desek, dachów, drzwi, okiem, wszystko porozwalane na ziemi. Do żadnego z domów nie podszedł, toteż nie mógł się dowiedzieć, czy ktoś znajduje się w środku.
Chociaż… W pewnym momencie coś przesunęło się między deskami za oknem. Słońce na czymś zatrzymało swe promienie jedynie na sekundę. Coś tamtędy przemknęło. Może to wcale nie taka martwa wioska, jak się wydaje? Budynek był zwykły, normalny dom przeciętnego mieszkańca, żadna oberża, świątynia, czy bogatszy dom kogoś ważniejszego. Dwa okna, drzwi i zeschnięte badyle przed nimi, które były kiedyś kwiatami. Nic nadzwyczajnego. Prócz tego, że wszelkie drogi wejścia do środka zostały zabite deskami.
Ciemny tymczasem wzbił się w powietrze, by obejrzeć teren z góry, obejrzeć budynki, zauważyć zielone bestie wśród ofiar, znaleźć jakiś punkt orientacyjny. Od razu rzucił mu się w niematerialne oczy większy budynek na samym środku wioski, który z całą pewnością był zamieszkiwany przez jakiś organ rządzący tym miejscem. Był zniszczony. Okna wybite, drzwi w drzazgach, połowa budynku czarna od sadzy, dachu z tamtej strony brak. Z pewnością opustoszałe miejsce.
W pobliżu dojrzał mniejszy i skromniejszy budynek, tym razem nie zniszczony tak bardzo, przed którym na ziemi leżał połamany kawał drewna. Szyld. Pewnie jakaś gospoda. Nigdzie jednak nie dojrzał śladów życia.
Bardziej na granicach wioski, w mniej zasiedlonym miejscu, dostrzegł otoczoną przez drzewa kapliczkę jakiegoś bóstwa. Na pierwszy rzut oka również opustoszała, zniszczona – przed wejściem stały ruiny jakichś rzeźb, połamane rośliny, zniszczony plac. Nikogo, prócz trupów i śladów barbarzyństwa. Jednak tylko na pierwszy rzut oka. W jednej sekundzie coś zobaczył. Ktoś tam szybko wbiegł. Do kaplicy, zniknął pod spadzistym, białym dachem. Czy to przywidzenie, czy może ktoś tu jednak żyje?
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

31 sie 2012, 00:14

To co się tu stało jest prawdziwą tragedią na ogromną skalę. Wszyscy tutaj walczyli o swoje życie, a także życie swojej rodziny. Mężczyzna jeszcze nigdy nie widział czegoś takiego. To przerastało jego wszelakie wyobrażenia, to było po prostu nie do pojęcia.
"Przechadzając się" po wiosce zauważył również te paskudne stwory, zdeformowane i nie podobne do niczego, co widział w swoim życiu. Kły zbyt długie, by mogły pomieścić się w "buzi", brak oka, coś nie na swoim miejscu. O co w tym wszystkim chodziło? Tego nie wie, ale pewnie niedługo pozna prawdę… okrutną, bo właśnie na taką się zanosi.
Pokręcił nosem i przeszukał czy jest coś ciekawego do obejrzenia, coś co pozwoliłoby postawić krok na przód. Wtedy zerknął na szczelinę w oknach zabitych deskami i gdy myślał, że nic tam nie dojrzy, okazało się, że nie ma racji. Nie wiadomo co przemknęło w środku pomieszczenia nie dając się dokładnie dostrzec i obejrzeć. To bardzo zaciekawiło Elrohira, ale był ostrożny. Szybko posłał wiadomość do Ciemnego, aby ten sprawdził, czy coś znajduje się w środku budynku. On woli zaczekać, a Ciemnowidzowi i tak nie zrobią nic poważnego… nawet go nie dotkną. Wtedy wpadł na pomysł, by kot, który czaił się gdzieś niedaleko zbadał to miejsce, mu więc także posłał rozkaz, by ten wszedł do środka i złożył raport. Ciemnowidzowi zaś przekazał, że nie jest już potrzebny i spytał, czy on coś dostrzegł. Duch bowiem wybył z jego ciała i poleciał na własną odpowiedzialność przeszukiwać teren, co było bardzo dobrym pomysłem. Dzięki temu dwa razy szybciej dowiedzą się, na czym stoją. Dosłownie.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

04 wrz 2012, 17:27

Rozejrzał się po okolicy z wysokości, jaka jest dana ptakom oraz skrzydlatym stworzeniom, oraz stwierdził, albo raczej z góry potwierdził, że miasto zostało doszczętnie zniszczone. Zdawało mu się, że w kaplicy, którą widział dojrzał ruch, jakby cień jakiś do niej przeszedł, jednakże oczy mogły go mylić. Zobaczył także następne dwa budynki, kolejno największy, wybudowany w samym środku wioski, całkowicie zrujnowany, oraz ten drugi, mniejszy obok niego, który był w lepszym stanie. Mieli teraz co najmniej trzy charakterystyczne miejsca, gdzie mogli się udać, oraz coś znaleźć, jakieś wskazówki, a może nawet i rozwiązanie tego… problemu. Bo niewątpliwie ich pojawienie się tutaj był problemem. Powrócił do swojego naczynia, oraz przekazał, co następuje, jednocześnie kontrolując jego prawą rękę i nią wskazując kierunek, gdzie są poszczególne miejsca.
Wielki, centralny, zniszczony budynek, obok niego mniejszy, o dziwo w dobrym stanie oraz w tamtym… kierunku jakaś kapliczka, gdzie możliwe, że przebiegł jakiś cień. Jakbym miał się tak zastanowić, przyjacielu, to dwa obrazy z wizji się pokrywają z tymi miejscami – głaz z kaplicą oraz wielka sala z budynkiem centralnym. Tylko nie wiem jeszcze co by miało znaczyć to mniejsze, niezniszczone. Proponowałbym, żebyśmy najpierw się udali w kierunku kapliczki.
Po tych słowach na powrót zagnieździł się w głowie Elrohira, a następnie zaczął zbierać drobinki piasku, które mogły leżeć gdzieniegdzie, żeby móc wesprzeć towarzysza swoją, choć ograniczoną to teraz zapewne i tak pomocną mocą. Chciał uzbierać jak największą ilość tego, żeby ta krążyła dookoła nich, niczym aura, chroniąca ciało i duszę.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

05 wrz 2012, 21:08

Gdy usłyszał wiadomość od Ciemnego natychmiast pozostawił przeszukiwanie tamtejszego budynku, choć miał przeczucie, że to może okazać się dla nich zgubne. Ale jak na razie szczęście ich nie opuszczało, brnęli dalej, mimo iż kilka razy byli blisko śmierci, która już czekała na nich z otwartymi ramionami.
Zerknął jeszcze raz pomiędzy szpary pomiędzy deskami mając nadzieję, że jednak nic tam nie zauważy. Nie miał wtedy pewności, że na prawdę nic tam nie ma, ale wiedział, że zrobił przynajmniej ćwiartkę tego, co mógł. Zawsze więcej, niż nic. Polecił kotu by wrócił i zajął się swoimi rzeczami, lecz ma być w pobliżu. Gdy wiadomość dotarła, Elrohir wzbił się i zaczął szukać budynków, o których mówił Ciemnowidz. Polecił on, by udać się w kierunku kapliczki, następnie ulokował się z powrotem w głowie nae'val. Mężczyzna porzuciwszy swój plan, nie czekając dłużej poleciał do kapliczki, tajemniczej jak całe to miejsce. Wiedział, że są coraz bliżej, choć nadal daleko rozwikłania tej tajemnicy. Był ciekaw finiszu całej podróży i tego jak zmieni się ich życie. Jego pewnie niewiele. Może nauczy się czegoś nowego, a może zmieni się cały on. Nikt tego nie wiedział, prócz losu, nieobliczalnego i bardzo tajemniczego.
Uwielbiał latać i widzieć wszystko z góry. Wiedział o ziemi wiele więcej niż istoty, które jej nigdy nie widziały z pozycji, w której teraz on się znajduje. czuł z tego powodu satysfakcję i zadowolenie, że jego rasa posiada skrzydła. Inne nie mogły się tym poszczycić, nie to co on. Wiedział, że niekiedy rozpiera go duma, ale nie przejmował się tym. Niektórzy uważają, że to dobrze, a niektórzy, że źle. Ale on nie słucha opinii innych, tylko niektórzy coś dla niego znaczą i tylko oni mają prawo go oceniać. Na szczęście do tej pory spotykał jedynie tolerancyjnych osobników, miał więc nadzieję, że tak pozostanie.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

08 wrz 2012, 12:25

MG

Budynek wydawał się pusty, choć poruszenie w oknie wskazywało na coś innego. Elrohir postanowił, zanim jeszcze Ciemny odwiódł go od tych planów, zbadać to. Chciał zajrzeć przez szczeliny i rozkazać jednemu ze swych zwierzaków, by wszedł do środka. Jednak ktokolwiek był w środku, zadbał o swoje bezpieczeństwo. Wszystkie większe szczeliny, których jednak i tak w budynku nie było wiele – może wioska nie była za bogata, ale jakąś biedą śmierdzieć też nie śmierdziała, domy miały pewne, solidne ściany, na pewno nie jednowarstwowe, jeśli nowa o drewnianych, bo większość była po prostu z cegły – zostały zabite. Wszystkie dziury też. Trudno było cokolwiek zobaczyć, a już z pewnością dostać się do środka. Kot musiał wspiąć się jakoś na dach, by dopiero stamtąd przez brak w dachówce, ujrzeć jakieś pomieszczenie. Stare, zakurzone, zastawione rupieciami z jednej strony i zapasami zbóż z drugiej. Strych. Ale pusty. Żadnej żywej istoty, prócz myszy, szczurów i owadów. Tyle.
Ktokolwiek znajdował się w środku, został przez nae'vala zostawiony w spokoju. Wybrali świątynię, którą zobaczył Ciemny. Ruszyli ku jej murom i już od wejścia zauważyli ślady krwi na marmurowej podłodze, prowadzące za ołtarz. Jakby ktoś coś ciągnął po ziemi. W środku panowała cisza, aż nienaturalna. Świątynia nie była wielkim budynkiem, w którym zmieściłyby się setki osób, czekających na jakieś nabożeństwo. Był on mały i skromny, bardziej wyglądał na altankę, niż zamknięte pomieszczenie. Przed nim dwie rzeźby po obu stronach, rozbitych, przedstawiających – po tym, co zostało nie było można zidentyfikować kogo dokładnie przedstawiały – pojedyncze, ludzkie, nagie sylwetki. Jedna posiadała tylko część tułowia i nogi, druga nie miała głowy i rąk. Ta druga z pewnością byłaby kobietą. Pierwsza mężczyzną. Trójkątny dach był biały, jak zresztą cały budynek z kamienia. Cztery ściany z wszystkich stron pokryte były z zewnątrz płaskorzeźbami, mogącymi przedstawiać te same istoty, których częściowe sylwetki znajdowały się przed głównym wejściem, jednak nie było to pewne. Świątynia posiadała jeszcze dwa inne wejścia, po lewej i po prawej stronie. Żadnych drzwi. Wiecznie otwarte. Dla każdego. Na wprost znajdował się spory ołtarz, w tym momencie pusty. Jedynie jakaś misa, chyba zintegrowana z nim, w której nic się aktualnie nie znajdowało. Na ziemi kiedyś leżały zapewne kwiaty, owoce i inne dary dla bóstw, których postaci przedstawione były na wielkim obrazie nad ołtarzem. Kobieta okryta była niebieskim, cienkim, przewiewnym materiałem, który jednak niczego dokładnie nie zakrywał. Mężczyzna obok z łukiem i kołczanem strzał nie posiadał żadnego odzienia, jedynie pas, przechodzący przez pierś. Stali na tle majestatycznego, ogromnego wodospadu. Piękne dzieło. Pokrywało niemal całą ścianę.
Pomieszczenie wydawało się puste. Lecz ślady z całą pewnością wskazywały na coś innego. Do tego cichy, niestłumiony jęk jedynie potwierdził, że za ołtarzem ktoś się jednak znajdował. Jęk brzmiał na kobiecy, lecz zaraz po nim nastąpił cichy, krótki, niezrozumiały szept, jakby ktoś ją łagodnie uciszał.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

15 wrz 2012, 22:20

Nae'val wleciał do pustego z pozoru budynku. Po obu stronach były jeszcze dwa inne wejścia, nie posiadały jednak drzwi. Na przeciw niego przed altanką pojawiły się dwie rzeźby przedstawiające najwyraźniej jakieś postacie. W ołtarzu nieco dalej wisiał obraz, a na nim znajdowała się kobieta okryta niebieskim i cienkim materiał oraz mężczyzna, z łukiem i kołczanem.Majestatyczny wodospad, który towarzyszył im w tle odparł niesamowite wrażenie na Elrohirze. Pomyślał, czy nie fajnie byłoby mieć również taki łuk? O ile łatwiej byłoby zabić zwierzynę lub zaatakować z zaskoczenia. Musiał sobie taki sprawić! Stała tu także misa, która jak się wydawało, była częścią ołtarza, spójną jak jego umysł z duszą Ciemnego. Cztery ściany były pokryte płaskorzeźbami, co sprawiało niesamowite wrażenie, choć nae'val starał się tym wszystkim tak bardzo nie fascynować. W tej chwili miał ciekawsze rzeczy do robienia, niż podziwianie tych dzieł, które mimo wszystko były bardzo okazałe. Wyobraził sobie jak ludzie i inne istoty zbierały się tu i odprawiały modły, lecz teraz to się zmieniło i zapewne niedługo inni będą chcieli pomodlić się za nich. To jeszcze bardziej dodało otuchy wojownikowi. Postawił sobie drugi cel tej wyprawy, nie tylko zdobycie maski, ale również uratowanie tutejszych ludzi… jeżeli w ogóle jacykolwiek pozostali przy życiu.
Wydawało mu się, że nikogo tu nie ma, zupełna cisza. Przez chwilę myślał nawet nad tym, czy oby na pewno powinni się tu znaleźć, a może tylko tracą czas, a gdzie indziej dzieje się coś wartego uwagi? Bo na pewno w tej chwili nic takiego się nie działo.
Tak było tylko przez chwilę. Ślady i jęk gdzieś za ścianą oraz niezrozumiały szept wskazywały na to, iż coś się niedaleko znajduje. Mężczyzna ucieszył się z obrotu sprawy. Im bliżej byli rozwiązania zagadki, tym sprawa stawała się coraz bardziej tajemnicza. Wątpił nawet, czy uda im się ją do końca rozwikłać.
Nie zastanawiając się dłużej ruszył go dziwnym odgłosom idąc ostrożnym i wolnym krokiem. Był przygotowany do walki i ataku z zaskoczenia, którego się nawet spodziewał.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

23 wrz 2012, 14:00

Elrohir zrobił tak, jak mu przykazał Ciemny, co skończyło się tym, że teraz znajdowali się w świątyni. Odezwała się teraz cząstka jego elfiej duszy, która chciała podziwiać piękno tego, chociaż nieco zniszczonego, to jednak nadal majestatycznego miejsca, jednakże została ona uciszona i zastąpiona chęcią eksploracji tego miejsca. Duch wyszedł z ciała Nae'vala, po czym poleciał w kierunku ołtarza, słysząc tam szloch, oraz uciszanie szeptem. Nie zrozumiał słów, jednakże nawet nie myślał o tym. Po prostu miał i chciał sprawdzić, kto się tam ukrywa. Przed samym ołtarzem odbił w górę, żeby w niego nie wlecieć, a szlochających i szepczących zobaczyć z góry… i zapewne zobaczył.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

29 wrz 2012, 14:07

MG

Gdy tylko Elrohir wraz z Ciemnym zrobili dwa kroki w głąb pomieszczenia, coś dziwnego zaczęło się dziać z otoczeniem. Wszystko zaczęło drgać, trząść się, jakby nastąpiło jakieś niewielkie trzęsienie ziemi, albo jakby przez wszystko przeszła fala tajemniczej, potężnej energii. Z początku w miarę łagodnie, nic poza kilkoma wstrząsami. Potem jednak ich natężenie poczęło rosnąć, mury wokół zaczęły się kruszyć, ołtarz pękać, rzeźby sprzed świątyni rozpadać na kawałeczki. Trzęsienie nabrało mocy, zrzucając wielki obraz z trzaskiem na ziemię. Ktoś jęknął, lecz jęk ten odpłynął gdzieś, jakby w dal. Ucichł.
Z niewielkiego sufitu zaczęły sypać się gruzy, i zanim mężczyzna podjął próbę ucieczki, całość runęła przygniatając go. Ciemny ponownie doświadczył tamtego uczucia, gdy coś trzymało go w ciele towarzysza, nie dając się uwolnić. Wtedy jednak było to jedynie utrudnione, teraz zupełnie niemożliwe. Razem ze swym "naczynien" został przygnieciony przez gruzy. Spełniło się coś, czego być może się najbardziej obawiał. Ciało stało się jego więzieniem, nie pozwoliło mu się wydostać, przez to czuł, jak ginie. Po raz drugi. Czuł ból zgniatanych żeber, kości, okropny ból na całym ciele. Ból Elrohira. Czy tego pragnął? Pragnął ponownie odzyskać ciało, wrócić do swego więzienia? Znowu czuć ból, znowu móc zginąć? To był jego cel?
Wokół dało się słyszeć jedynie odgłosy walenia się murów, pękania ziemi, głośny szum, który układał się w jakiś rytm. Coraz bardziej odległy. Ciemność go pochłaniała. W końcu wszystko zniknęło, pozostała tylko cisza.
Gdy Elrohir otworzył oczy było już widno. Słońce dawno wstało nad horyzont, prześwitując przez gałęzie wielkich drzew. Leżał na ziemi, brzuchem do dołu, z głową opartą o pień jednego z owych "parasoli". Poza tą górną częścią ciała bolała go też noga, którą zdobiła podłużna rana. Gałąź, zakrwawiona gałąź, leżąca obok, musiała przeciąć mu skórę.
Spadł. Tak, pamiętał teraz. Wiedział, że tak było naprawdę. Tamto wszystko, to był sen. Spadł na ziemię, ze zmęczenia. Tak długo lecieli… Przysnął w powietrzu i nie zauważył, jak zniżył lot. Zaskoczyła go korona jednego z drzew. Starał się jakoś wymanewrować, ale był za późno. I zbyt ciemno. Poobijał się tylko, poranił. Spadł i zarył silnie w ziemię. Na szczęście niczego sobie nie złamał, tylko zranił w nogę i uderzył w głowę. Stracił przytomność. Tak było. Teraz wszystko to, co widział we śnie wydało się mu absurdem. Jak mógł w to wierzyć, gdy się działo? Nadzwyczajne wilki? Teleport do jakiejś nieznanej wioski? Wielkie, zielone bestie? Teraz wszystko było śmieszne.
Ciemny obudził się razem z nim. Nie miał pojęcia dlaczego i jak to się stało. Pamiętał co nieco, ale większość majaczyła mu gdzieś tam daleko, niedostępna. Nieważna. Najbardziej pamiętał ból i ową myśl – czy na pewno chce wracać do więzienia, którym jest ciało.
Ale jak to możliwe, że i on zemdlał? Aż tak połączył się z nae'valem? Może był tak przejęty, zaangażowany w to wszystko, że przejął cześć jego odczuć. Zatracił się. Może.
Teraz znajdowali się zewnątrz starego lasu, wieży nie było widać. Pewnie byli jeszcze w drodze. Dziwne doświadczenie.

Koniec sesji, wybaczcie.
W związku z ostatnią sytuacją, moją rezygnacją z MG oraz przestojem sesji (nie ukrywam, że moje plany wzięły wtedy w łeb), nie ma sensu, bym to dalej ciągnął. Kończę, bo ktoś inny pewnie będzie miał inny plan na to wszystko. Nie chcę komplikować.
Przepraszam, że tak długo czekaliście na tego posta. Powinienem to załatwić dużo szybciej.
Dostaniecie po 7 symbolicznych pch ode mnie. Odświeżę propozycję sesji i ktoś się zgłosi, by ją przejąć.
Dzięki za grę.
Powodzenia.

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.