Rada Magów

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

Rada Magów

29 paź 2011, 12:27

Jedna z największych wież w całym Leviathanie, otoczona przez gęste lasy wyróżnia się swoją wielkością, zbudowana z białego ręcznie szlifowanego marmuru ze szpiczastym dachem jak czapka czarodziejska wyrastała sobie z lasu jak gdyby nigdy nic. To było miejsce osąd czarodziei, osądzano tutaj każdego przestępce który korzysta z magii a wyroki często kończą się tragicznie, rzadko kiedy jest tutaj uniewinnienie przestępcy.
______________________________________________________

To tutaj, to miało być ostatnie miejsce wędrówki Gałgara, tak owszem, miał tu zginąć a teraz tylko wyszedł z wieży z nadmiernym gniewem dzierżąc zamiast swojej broni zwykły dębowy kij. Co się stało w środku? Cofnijmy się o godzinę czasu.

Otóż, kiedy uciekł z pola bitwy większość magów z wieży zauważyło jego zachowanie, oczywiście od razu uznali go za dezertera który haniebnie uciekł z pola bitwy, wszystko się zaczeło w lesie cieni. Gałgar miał już wchodzić na trakt prowadzący do Ikrem"Hiling kiedy to coś usłyszał jednak nie przejął się tym, myślał że to tylko stwory leśne nic więcej, jak się okazało grubo się mylił. W pewnym momencie dostał jakimś tępym przedmiotem porządnie w głowę co skutkowało zemdleniem. Kiedy się obudził tkwił w jakimś zimnym i wilgotnym lochu przykuty kajdanami do ściany, nie miał zielonego pojęcia co się dzieje. Z jakiegoś zakamarka dobiegły go ciche łkania kobiety a gdzieś za ścianą bolesne krzyki mężczyzny. I wtedy otworzyły się drzwi a Gałgara na chwilę oślepiło, znajdował się w sali tortur, a przynajmniej to wyglądało jak sala tortur, kiedy dostrzegł kobietę która łkała zupełnie ogłupiał, ona nie miała, kończyn, ręce, nogi, brak, były odcięte, ale dlaczego ona jeszcze żyła i dlaczego łkała? Pewnie jest podtrzymywana przy życiu magicznie by odczuwała większy ból niż powinna. Iście koszmarny widok. Do środka wszedł jakiś młodzik ubrany w śmieszny strój czarodzieja, szpiczasta czapeczka na głowie, i jakaś durna kiecka koloru fioletowego z gwiazdeczkami, istna żenada, Gałgar śmiałby się gdyby nie powaga sytuacji i sam fakt że on został schwytany. Młodzik coś powiedział że Gałgi jest parszywym gadem i coś tam coś tam. Kiedy kajdany się otworzyły a Gałgar był wolny miał ochotę jednym ruchem zabić młodzieńca gdyby nie to że nie mógł użyć żadnej swojej zdolności magicznej.
– Co wyście mi do cholery zrobili?
Pierwsze słowa, pierwsza kara, Gałgar poczuł kujący ból w okolicy kręgosłupa, to ten dzieciak musiał to robić. Wtedy przemówił młody klaun
– Choć ze mną, mam cię postawić przed najwyższą radą.
Posłuchał, no bo czemu nie? Miał inny wybór? No raczej tak ale wtedy musiałby wisieć jeszcze tutaj kilka godzin a nadgarstki by tego nie wytrzymały, ruszył za chłopcem bez słowa.
Przechodzili tak puste korytarze wsłuchując się we własne echo które wydawały ich buty, w końcu dotarli, ogromne wrota się otworzyły. Weszli do środka, pomieszczenie było okrągłe, w ścianach były poustawiane trybuny naprzeciwko siebie, a naprzeciw drzwi którymi wszedł Gałgi. Na trybunach siedzieli sami magowie ubrani w fioletowe kiecki ale bez idiotycznych kapeluszy, siedzieli bez ruchu a tylko ich oczy śledziły uważnie ruchy Gałgara, jakie to było krępujące. Kiedy dotarli do środka w sali rozległ się głos, nie wiadomo skąd dochodził a tonu także nie dało się rozróżnić.
– Przedstawić przed oskarżonym zarzuty.
Wtedy jeden z magów wstał, rozwinął pergamin i zaczął czytać wszystkie przewinięcia Gałgara, było dość tego sporo a o to kilka z nich.
– Gałgar von Darksinger, zostałeś oskarżony o uprawianie nielegalnej czarnej magii, o zabicie tysiąca ludzi, o odtwarzanie artefaktów bogów a także o dezercję podczas oblężenia Wolenvain.
To były chyba jego najgorsze przewinienia, a było ich jeszcze sporo. Co miał teraz zrobić Gałgar? No nic, absolutnie nic nie mógł zrobić oprócz bez sensownej próby bronienia się, ale wyrok i tak zostałby wydany, jednak był spokojny, wyrok nie będzie mógł być zbyt surowy, czarodzieje wiedzą jaką siłę magiczną stracą kiedy zabiją Gałgara, a tego by nie chcieli. I znowu rozległ się głos sędziego, tylko teraz było wiadomo skąd dochodzi.
– Czy oskarżony przyznaje się do wymienionych mu zarzutów?
– Tak wysoki sądzie
– Czy oskarżony ma coś na swoją obronę?
– Nie wysoki sądzie. Chce zostać tylko sprawiedliwie osądzony za swoje przestępstwa.
Teraz sędzia wyszedł, wylazł z ukrycia, oczom Gałgara ukazał się widok swojego brata. Gregory stał przed nim patrząc mu prosto w oczy, i wtedy pewność siebie spłynęła jak rzeka po Gałgarze, co się teraz stanie, od dzieciństwa się nienawidzili.
– A więc wyrok będzie następujący.
Gregory zrobił krótką pauzę.
– Twoje moce zostaną ci zabrane na okres tysiąca lat, jednak z radą będziemy łaskawi, zostawimy ci jedną moc. Jaka to ma być moc?
Gałgar odpowiedział bez zastanowienia.
– Magia portali
Na twarzy Gregora pojawił się grymas, liczył na to że Gałgar weźmie inną moc ale nie, ten musiał akurat tą. A na twarzy Gałgiego pojawił się wredny uśmieszek, to była jego najsilniejsza moc jaką miał. Ale uśmiech zniknął po tym jak usłyszał dalsze słowa Gregora.
– A więc skoro tak, twoje bronie, Bat'Leth, gitara oraz kosa zostaną ci odebrane, w ich miejsce zastąpi dębowy kij.
Smok miał ochotę rozszarpać brata w tym momencie. Dlaczego bronie? Czy to ma jakikolwiek sens? Nagle poczuł w sobie pustkę ale jednak coś tą pustkę wypełniało, już był bez mocy. Bez swoich ukochanych zdolności, był…. Pusty.
– Oskarżony jest wolny
Sekunda po wypowiedzeniu tego słowa wystarczyła Gałgarowi na teleportowanie się poza wieże. Osądzony, skazany i srogo ukarany, tylko z magią portali i dębowym kijem wyruszył do Lasu Cieni.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

11 sty 2013, 17:45

Trudna to była decyzja – iść czy pozostać tutaj, w bezpiecznym miejscu? Elrohir długo nie musiał myśleć, poczuł, że Ciemny wchodzi do jego umysłu i próbuje delikatnie kontrolować jego ruchy, jednakże jeżeli nae'val nie będzie chciał tam iść, duch da mu spokój. Oczywiście nie przebyli takiej długiej drogi, aby się teraz poddać i choć skrzydlaty elf nie chciał umierać, postanowił, że razem z Ciemnym spróbują przedostać się do owej kuli, która w tej chwili stanowiła największe zagrożenie. Są już tak blisko i jednocześnie tak daleko. Nie chcąc więcej tracić czasu, Elrohir pozwolił duchowi kontrolować jego ruchami, by jak najszybciej się stąd wydostać. Wpadli w niemałe opały, miał więc jedynie nadzieję, że uda im się wykonać to, co zamierzyli.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 sty 2013, 19:42

MG
Nie wiadomo, co pokierowało ruchami Ciemnego, który w mig zdecydował o tym, że do zrealizowania obranego celu potrzebne jest mu o niebo bardziej materialne ciało latającego towarzysza. Być może była to ciekawość. Czarna kula nie była zwyczajnym magicznym przedmiotem, wpływając nie tylko na istoty z krwi i kości, ale też całkiem, cóż, lotne. Ciemny czuł, jakby jego umysł funkcjonował dokładnie tak, jak za życia – atakowany rozlicznymi wizjami i chorymi obrazami w miarę zbliżania się do tajemniczego przedmiotu zachowywał się zupełnie jak po kilku głębszych. Nie lepiej było z nae'valem, który był na tyle skołowany, że pozwolił swemu ziomkowi na całkowite przejęcie swego ciała, zapewne w nadziei, że będzie on w stanie lepiej rozeznać się w sytuacji. Jednakże, wobec tego, że sam Ciemny również nie myślał zbyt racjonalnie, efekt ich synergicznych działań pozostawiał wiele do życzenia. Elrohir chwiejnym krokiem dotarł na sam środek dachu wieży, stojąc dokładnie nad magicznym artefaktem. Emitująca coraz wyraźniejsze, niebieskawe światło kula wyglądała, jakby nie była w żaden sposób przymocowana do piedestału, na którym się znajdowała. Zanim jednak sterowany myślą Ciemnego Elrohir zdążył wykonać jakikolwiek ruch, na znajdującej się tuż za nim klatce schodowej ozwał się niepokojący hałas co najmniej tuzina pędzących na górę osób. Oczywiście, mogła to być kolejna halucynacja, lecz pewności po prostu nikt mieć nie mógł. Cokolwiek chcieli zrobić nasi śmiałkowie, musieli się sprężać. Z jednej strony groziło im zapadnięcie w sen na jawie, z drugiej ewentualny atak biegnących po schodach osobników. Jedno było pewne – kula nie działała na ich korzyść, tępiąc ich umysły i wyraźnie spowalniając wszelkie ruchy oraz myśli.
//Widzę, że coraz lepiej idzie Wam odpisywanie na czas. Ponownie macie 48 godzin.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

13 sty 2013, 18:54

Elrohir jeszcze nigdy nie czuł się tak dziwnie, nawet po najmocniejszym trunku, jakikolwiek wypił. Chwiejnym i niepewnym krokiem podszedł na sam środek dachu, stając przed kulą emitującą niebieskawe światło. Wszystkie jego ruchy były spowolnione, lecz miał nadzieję, że Ciemny wie co robi, sterując nim. Miał pełne zaufanie do swojego współlokatora, choć nie wiedział, w jaki sposób je sobie zdobył. Duch najwyraźniej miał plan, skoro mu to zaproponował. Na schodach rozległ się tupot kilkunastu stóp. Nie wiadomo, czy to kolejna halucynacja, czy nie, ale musieli się sprężać. Wtedy poczuł, że Ciemny chce rękoma złapać za owy magiczny przedmiot, nie opierał się więc zjawie pomagając jej jedynie.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

13 sty 2013, 22:07

Czas, gdy wszystko miało się rozważyć, czas, gdzie zaciera się granic między życiem i śmiercią. Dla niego ten podział już nie miał znaczenia – był martwy, lecz chciał znów powrócić do życia. Wielu praktykantów mrocznych sztuczek magicznych potrafi przywrócić zwłoki do życia, jednakże ożywieńce nie były zbyt rozumne i tępo służyły swemu panu. Cóż, oczywiście, były też takie, co żyły same ze sobą, tyle że żaden nie przywrócił sam siebie do życia, zawsze musiało być jakieś zdarzenie losowe, czy to eksperyment adepta mrocznych sztuk, czy też uderzenia pioruna centralnie w serce, albo też i klątwa. lecz żaden sam z siebie nie wrócił do życia. Oczywiście, Ciemny też sam z siebie się nie pojawił, jedynie przy pomocy Sachmet udało mu się wyjść z Nicości. Jednakże, o swoje ciało już sam się musi zatroszczyć. Na szczęście, ponieważ zdobędzie cenne doświadczenie. Niestety – będzie wielokrotnie narażać swoje nieżycie na unicestwienie. I nie tylko swoje, ma przecież Elrohira na karku, a bez niego prawdopodobnie sobie nie poradzi. Chociaż kto wie, czuje przecież w sobie moc do tego, aby użyć Maski do Rytuału bez niczyjej pomocy. Jednakże, znając życie, samo dojście do celu łatwe nie będzie. Więc niechaj bogowie oglądają te igrzyska, zmagania ducha i nae'vala z przeciwnościami losu, niech Ghan'tho ma ich w opiece i pomoże im w dotarciu do celu.
Zabrzmiał tupot stóp na schodach, więc trzeba było działać szybko. Mieli do wyboru ludzi lub kulę, a zapewne to drugie było ich dotychczasowym celem. Jednakże ludzie, czy cokolwiek, co tutaj idzie mogło zrobić im krzywdę. A kula tak samo, nie mieli przecież żadnej gwarancji, że nie zrobi im nic. Mogła na przykład ich zabić, spopielić, przenieść do innego spektrum, czy też po prostu okazać się zwykłym bibelotem, który daje im halucynacje. Jednakże jeżeli oddziaływuje na nich to tez powinna działać na nieproszonych gości., którzy lada chwila się pojawią w drzwiach. A co wtedy ujrzą? Postać, niczym upadły anioł stojący przy artefakcie, trzymający go dłońmi. Chociaż Ciemny miał inne plany co do tej kuli.
Chciał wyczuć jej ciężar dłońmi towarzysza. Pokierował jego ruchami, czując każdy ospały mięsień i zmuszając go do ponadprogramowej pracy. Czuł wręcz fizyczny ból przy chwyceniu zwykłej kuli! A co dopiero będzie, jak spróbuje nią rzucić? Wszak taki jego plan – uniesie czarną sferę niczym trofeum, po czym rzuci ją w kierunku schodów, gdzie słychać domniemanych wrogów. Jeżeli mają zginąć, to przynajmniej nie samotnie. Jeżeli ich to przeniesie do innego spektrum – tam rozpoczną walkę. Jeżeli zamiast swoich zabije wroga – zrobi właśnie najwłaściwszą rzecz na świecie. To był jego plan, który zamierzał spełnić, przy użyciu całej siły swojej i Elrohira. Ich dwóch spowolnionych podwójnie to nadal siła jednego człowieka, czyż nie? Cóż, miejmy nadzieję, że nie zginą szybko. Ani w powolnych katuszach. Ze w ogóle nie umrze żaden z nich, taka wersja by była najlepsza. Ewentualnie tamci biegający po stopniach mogą. To nie jest wielki problem, może nawet przysługa. A przy tym rozbrzmiał się okropny wrzask, którego nawet Elrohir powinien się zlęknąć, pomimo faktu, że Ciemny siedzi w nim już dobry kawał czasu. Z tym upadłym elfem. Z tym duchem. Z tym Piaskowym Demonem
NIE POZWOLĘ!
[/oldsize]
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 sty 2013, 17:23

MG

Gdyby nie to, że w ciele Elrohira znajdowała się obca istota, działalność powodującej iluzje kuli mogłaby nawet zagrozić jego życiu. Teraz jednak jej efekt podzielony został po równo między Ciemnego i nae'vala, którym sterował za pomocą swej spaczonej woli. Pierzasty poddał mu się w zupełności, rozgościwszy się wygodnie i bezczynnie w fotelu swej podświadomości. Wszystko należało teraz do ducha, który go opętał, a ten… Nie zamierzał się patyczkować.

Wykorzystując oddane mu ciało do maksimum, Ciemny powziął w nie swoje ręce magiczny, śliski przedmiot, czując jego moc jak przez mgłę. Główne uderzenie odebrał Elrohir, a jego umysł zapadł się w sobie i wykręcił pod wpływem chaotycznych, nieprawdopodobnych wizji. Tysiące świateł i sprzecznych odczuć sprawiło, że nae'val całkowicie stracił możliwość racjonalnego myślenia. Mroczna istota, która zadomowiła się w jego ciele została z niego natychmiast wyrzucona. Młodzian odzyskał pełną kontrolę nad swoimi ruchami, jednak jego zgnębiony umysł był tak daleki od normalności, jak tylko możliwe. Mimo, że szczątki instynktu samozachowawczego nakazały nae'valowi puścić szklaną kulę, nie mógł tego zrobić. Miotając się w szaleństwie zrobił o krok za daleko. Poślizgnął się. Spadał.

Tymczasem Ciemny mimo swej niematerialnej natury również odczuł skutki potężnej magii, która wyzwoliła się kilka sekund temu. Tupot stóp na klatce schodowej ucichł, a na dachu pojawił się… Dahnik. W pięciu egzemplarzach. Iluzja była perfekcyjna i nie sposób było dowieść, że stojące przed duchem, wysokie na dwa i pół metra, pokryte czarną, gadzią skórą, wlepiające w niego swe całkowicie białe oczy demony nie są prawdziwe… O ile faktycznie nie były. Nagie, gładkie ciała Dahników opalizowały lekko w słońcu, brakowało im włosów, a ich usta nie kryły za sobą jakichkolwiek zębów czy języka. Nieziemski głos dobywał się prosto z ich gardeł.

- Linandarze herbu Zielona Strzała – stwierdził kpiąco najbliższy Dahnik, podczas gdy reszta z nich ustawiła się w równych odległościach naokoło Ciemnego. - Mój bękarci synu.

//Zwyczajowo – 48h.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

16 sty 2013, 20:20

Teraz już całkowicie nie myślał o tym, co mógłby uczynić Ciemny, bo przecież, gdyby chciał mu coś zrobić, zrobiłby to dawno. Oddał mu tak więc pełną kontrolę nad swoim ciałem, pozwalając, by to się stało jego domem. Oczywiście na jakiś czas.
Gdy Elrohir złapał za kulę nagle uderzyło w niego tysiące wizji, niewyobrażalnych, które otumaniły go w prawie pełnej skali. Wtedy pośliznął się i upadł, robiąc krok za daleko. Spadał, nie wiedział co ma teraz począć. Zupełnie nie panował nad sobą, chciał, by to się w końcu skończyło. Liczył, że Ciemny nie stracił możliwości racjonalnego myślenia i nie został otępiony jak on. Teraz w nim pokładał swe nadzieję.
Nagle na dachu pojawił się również Dahnik, a raczej pięć Dahników. Były ogromne, pokryte gadzią skórą o kolorze czarnym. Białymi oczami spoglądały na nich. Co się teraz stanie? Wtem demony przemówiły do Ciemnego, tak, jakby wcale nie zauważyły nae'vala.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

17 sty 2013, 23:48

Dotknął kuli, co zaowocowało tym, że kroku ustały. To dobrze – chociaż to co zdarzyło się potem nie było już takie pozytywne. Chociaż można określić, że Ciemnowidz wraz z Elroihrem osiągnęli połowicznie cel – znaleźli Dahnika. A szukali jego maski. dzięki której Ciemny miał odzyskać ciało.
Kula powodowała iluzje, co zapewne ci dwaj wywnioskowali, widząc efekty jej działań w postaci wilków, miasteczek czy innych obrazów. Do tego teraz nae'val był otumaniony przez moc kuli, co jednocześnie dało pole do popisu duchowi, jako że teraz był "wojewodą" tego ciała. No, może przez ułamek sekundy, później został wyrzucony z niego, co prawdopodobnie ocaliło go od wizji, a całą ich siłę przyjął na siebie skrzydlasty. Ryzyko zawodowe, nic dodać nic ująć. A gdy wyszedł cień z jego ciała, na własne oczy ujrzał piątkę tego, który był jego celem. Ujrzał Dahnika. W liczbie pięciu. Jak zwykle, sklonował się, jakby szykował się do walki. Albo do próby przekonania Ciemnowidza do swoich racji. Albo do czegokolwiek innego. W każdym razie zwrócił się do "bękarciego syna", gdy ten akurat przeniósł szybko wzrok, na wijącego się w agonii towarzysza, a potem rozpoczął dialog z demonami, patrząc im prosto w oczy.
JAKĄ MAM PEWNOŚĆ, ŻE JESTEŚ PRAWDZIWYM DEMONEM A NIE ILUZJĄ?
Jeżeli jest prawdziwy to powinien raczej współpracować, żeby móc wyrwać się z maski oraz wyjść z Czeluści a zapanować nad Leviathanem. Z Ciemnym u swego boku oczywiście. Jak to jest fałszywka to możliwe że będzie próbował go skrzywdzić, dlatego na ewentualność ataku jest przygotowany do odbicia w dół, przez podłogi aż do parteru. Niech pożywia się Elrohirowym trupem. Może jak uda mu się zdobyć następne ciało to uratuje jego szczątki. Albo nawet jego życie. Oby jednak nie musiał, potrzebował towarzystwa, żeby nie odejść od zmysłów.
SKORO TAK ŁADNIE SKOPIOWAŁEŚ MOJĄ TECHNIKĘ WALKI, TO MOŻE TEŻ POMÓŻ NAM ZAPANOWAĆ NAD LEVIATHANEM, A NA DOBRY POCZĄTEK JEGO PUSTYNIAMI? RAZ JUŻ WYSZEDŁEŚ ZE MNIE, JEDNAKŻE NAS POWSTRZYMANO. DRUGIEGO POWSTRZYMANIA NIE BĘDZIE. CHYBA ŻE ZNÓW ZAWALISZ, "OJCZE".
W jego głosie też można było usłyszeć kpinę, nie zamierzał się płaszczyć przed demonem,w końcu żyli ze sobą większość życia we wspólnocie. No, pomijając fakt że teraz za to nie posiada ciała ani życia, ale jest nieżycie. Zawsze coś.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 lut 2013, 20:15

No, Ciemny, nie popisałeś się.MG

Wokół Ciemnego wybuchł nieziemski, zwielokrotniony przez pięć gardeł śmiech. Słowa cienia nic dla jego dawnego protektora nie znaczyły. Chociaż żaden z Dahników nie miał w swojej paszczy nic, poza ciemnością, każdy w jakiś sposób komunikował się i potrafił porozumiewać. Każdy działał niezależnie od swych kopii, jakby faktycznie demon znalazł sposób, aby stworzyć swe fizyczne klony w tym świecie.

- Jesteś niczym beze mnie - rzekł stwór znajdujący się za plecami ducha. Nie zmieniał swej pozycji, podobnie jak pozostałe. Byli ustawieni w idealny pięciokąt.

- Niczym! - zawołał kolejny demon z tyłu, wymachując swymi długimi, pazurzastymi łapami.

- Dlaczego tu jesteś…? - zapytał ten, który zagadał Ciemnego na samym początku, a który teraz stał dokładnie naprzeciwko niego- Chcesz mej maski…?

- Zabrali ją - dodał Dahnik z prawej, wskazując na północ w udawanym zamyśleniu.

- Chcą mnie… w tym świecie! - powiedział Dahnik po lewej stronie, a jego białe oczy rozszerzyły się w uciesze.

- Zatrzymasz ich…? - powiedzieli naraz Dahnicy, jawnie kpiąc z Ciemnego i jego planów, po czym wszyscy przybliżyli się do niego o dwa kroki, ciągle zachowując idealną symetrię. Byli niepokojąco blisko.

Tymczasem porzucony przez ducha, któremu tak nieopatrznie dał sobą sterować Elrohir wreszcie dotarł do ziemi. Wbrew pozorom jednak nie uderzył o nią plackiem, zabijając się na miejscu. W ostatniej chwili postanowił skorzystać wreszcie ze swych skrzydeł, co uratowało go przed poważnymi obrażeniami. Instynktownie rozpiął je nad sobą, spowalniając upadek, jednak zrobił to za późno – gdyby nie błyskawicznie wyciągnięte przed siebie ręce, zmasakrowałby sobie twarz i tors, być może łamiąc kilka żeber. Na szczęście dla niego siła uderzenia była dość mała, aby ramiona mogły przejąć niemal cały impakt. Była jednak dość duża, aby wystarczyła, aby złamać mu nadgarstek lewej ręki i dotkliwie wybić prawy bark. Skrzydlaty przetoczył się jeszcze kilka razy po ziemi, po czym wstał i nie bacząc na wszystko pobiegł przed siebie, z dala od ciągle katujących jego umysł makabrycznych doznań. Kula, którą trzymał w swych dłoniach podczas spadania zniknęła gdzieś, jednak nie to było jego największym zmartwieniem. Wiedziony okropnymi wizjami pobiegł przez Niziny Szmaragdu, stopniowo, powoli odzyskując nad sobą kontrolę.

//Elrohir – z racji, że Ciemny nie daje oznak… życia, poszedłem Ci na rękę i uwolniłem Twoją postać. Możesz opisać, jak odzyskujesz równowagę psychiczną i iść, gdzie chcesz. Pamiętaj, że masz złamany nadgarstek i wybity bark;
Ciemny – odpisz możliwie najszybciej, gdy pojawisz się na forum. Nadal oczekuję Twojej nowej, zaktualizowanej KP.
Awatar użytkownika
Elrohir
Posty: 40
Rejestracja: 26 mar 2012, 20:13
GG: 7824716
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27429#27429

10 lut 2013, 14:50

Elrohir spadał z wieży i gdyby nie to, że w ostatniej chwili rozłożył swe skrzydła, prawdopodobnie roztrzaskałby się uderzając z całym impetem w ziemię. Wyciągnął ręce przed siebie "amortyzując" upadek. Niestety nie obyło się bez złamań. Poczuł i usłyszał jak coś w jego nadgarstku pęka, nie mógł poruszać palcami. Na dodatek wybity prawy bark sprawiał mu niewyobrażalny ból. Miał szczęście, że w ogóle przeżył.
Zaczął uciekać, biec gdzie tylko nogi go poniosą. Chciał znaleźć się jak najdalej od tego miejsca uwodzony jeszcze nieznacznie mocą owej magicznej kuli, którą trzymał w rękach podczas upadku. Niestety zniknęła gdzieś, nie wiadomo gdzie. Zerknął ostatni raz na szczyt wieży ciekaw, co się stało z Ciemnym.
Rozłożył swe skrzydła i wzbił się w powietrze lecąc nad lasem w stronę miasta.

z/t
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

01 lip 2013, 21:14

- Gdybyś nie zagnieździł się w moim ciele, za pomocą tej osłony na twarz, o której informacji mi skąpisz, to w ogóle byśmy się nie spotykali, prawdopodobnie byś w ogóle nie istniał… w tym świecie przynajmniej. A teraz masz okazję, aby go przejąć, potrzebujesz tylko pomocy pachołka.
Duch, jakby ignorując to, że Dahnik, a raczej jego repliki zaczęły się do niego zbliżać, zaczął powoli krążyć, gdyby miał materialne ciało to by dreptał, zastanawiając się głośno i dedukując, jakby szukał poszlak. Maski tu nie ma, ale są kopie, podróbki, mistyfikacje, wśród których może być tylko jeden prawdziwy demon. Nawet jeśli – on sam jest niematerialny, a z tego co pamiętał, to za dawnych lat, gdy Ciemny był jeszcze żądnym krwi elfem, opętanym przez maskę, to nie walczył z duchami, tylko głównie z istotami żyjącymi. Albo w najlepszym wypadku nieumarłymi, którzy mieli gnijące ciało. Lecz nie z duchami, nie z cieniami, nie z tymi, którzy istnieli, chociaż ciała materialnego nie posiadali. Więc teoretycznie nie miał powodów do tego, aby w chociaż najmniejszym stopniu się bać, logicznie przecież patrząc.
- Powiesz mi, gdzie ją zabrali, jeśli wiesz. Chcesz by jacyś cherlawi okultyści dorwali się do potęgi zawartej w tym artefakcie, który jest Tobą nasączony? Upadłeś do poziomu bruku, Dahnik. Upadłeś, a ja wyciągam teraz rękę. Byś potem mnie przeskoczył i zabrał w górę.
Liczył na to, że przystanie na współpracę, jakąkolwiek. Da wskazówkę, poprowadzi. Nie osobiście, bez przesady. Chociaż cholera go tam wie, Linandar jest tylko duchem, który dymi się na czarno, kopci i straszy. I może opętać, co wykorzystał przy znajomości z Samaelem, oraz z Elrohirem. Takie rzeczy się działy, ci dwaj swego czasu mieli w sobie demona. Był po drodze jeszcze jakiś zły elf bodajże, którego imienia nie pamiętał, a który go zrobił w jajo, kolokwialnie to ujmując, ale teraz to nie jest istotne. W tej sali mogą się ważyć losy świata, a on sam tego świadom nie jest. Ani nikt inny na tym świecie. Kto wie, kto obudzi Lewiatana ze snu.

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.