Przedsionek Lochów

Podziemie pałacu to pilnie strzeżone miejsce przeznaczone dla skazanych i oczekujących wyroku czy wykonania kary osób. W szczególnych przypadkach mogą być oni odwiedzani.
Awatar użytkownika
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

Przedsionek Lochów

18 gru 2011, 21:05

Niespecjalnie obszerne pomieszczenie służące normalnie za miejsce gdzie więźniowie są przeszukiwani, przebierani w więzienne łachmany, w razie potrzeby zakuwani w dodatkową parę kajdan. Jest to pokój o zimnej, twardej kamiennej podłodze w kształcie kwadratu o boku około 4 metrów i równie nieprzyjemnych kamiennych ścianach.

MG
Do jakże mało imponującego i nieodpowiedniego do swojego chwilowego celu pomieszczenia dwóch strażników wniosło pokaleczonego i nieprzytomnego Saitavera po czym położyli go na prowizorycznej pryczy na której z reguły jeden strażnik spał, a drugi pilnował porządku, oczywiście w niech kiedy nie spodziewali się kogoś ważnego a zaraz za dwójką żołnierzy przybiegł lekarz który bez zastanowienia zajął się nieprzytomnym pacjentem ale wpierw wlał mu do ust jakąś mieszankę ziół i przechylił Zabójcy głowę tak by owa mieszanka trawiła do żołądka. Owa mieszanka była środkiem usypiającym, i miała na celu upewnienie się ze pojmany nie obudzi się z krzykiem podczas zabiegów, oraz że spokojnie zaczeka na decyzję Majordoma w swojej sprawie.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

23 gru 2011, 20:37

Niedługo po wprowadzeniu więźnia, do lochów wszedł majordom, na którego barku leżał zwinięty dywan. Spojrzał on jedynie na straż, która wiedziała, gdzie go prowadzić.
Do celi skrytobójcy dotarli szybko: Tarreth natychmiast nakazał zaprzestania czynności leczniczych.
To skrytobójca – chciał mnie zabić. Jest mordercą, wrogiem Rady, która ma przywrócić porządek i zwolennikiem kogoś, kto pragnie przejąć absolutną władzę w Wolenvain… I nie cofnie się przed niczym, by cel osiągnąć. W tym dywanie leży drugi – wolny strzelec. Udało mi się go powstrzymać. – położył dywan na ziemi i podszedł do rannego.
Gdy tylko ujrzał osobę, której brak było ręki, był pewny – musiał go zabić, by samemu niegdyś nie paść jego ofiarą. Podszedł, wyciągając Niszczyciela Legionów.
Łudzisz się, że będę zadawał pytania? Chciałbyś – wiem już wszystko, co wiedzieć chciałem – stwierdził szybko, łapiąc pewniej broń. Nie czekając ni sekundy dłużej zadał cios, który miał pozbawić życia kolejnego skrytobójcy. Tym razem cios mieczem – honorowy, żołnierski. Nie było w tym ni krzty bestialstwa, dzikości. Jedynie prosta, wojskowa zasada: Nie brać jeńców.
Brutalny był świat, w którym obracał się Tarreth. Całe życie spędził, walcząc z podobnymi sprawami. Całe życie walczyć ze sobą i swoją moralnością. Gdyby nie ojciec, który od zawsze tłumaczył mu bezwzględność i brutalność wojny, gdyby nie nauczyciele Tarretha – zarówno z Legionów Wolenvain, jak i Wojskowych zabójców, to w takiej sytuacji wilkołak pewnie dałby mężczyźnie ujść z życiem.
Niestety… Nie mógł.
Zabij, lub zostań zabitym. – skomentował krótko i dość głośno, by strażnicy usłyszeli i – jak miał nadzieję – zrozumieli przekaz.
Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

26 gru 2011, 17:46

-Tarreth tu jest? Dziękuję żołnierzu. – Można był usłyszeć. Było też słychać dwie pary nóg uderzających o ziemię i idących w kierunku miejsca, gdzie miał być wilkołak. Gdy tam doszedł zobaczył Tarretha we krwi. Na ziemi ciało. Nie, leżały dwa. Tarreth, rzeźnik, zabójca, bestia. Czy nie można było dać im procesu? Nie wiedział co myśleć o swoim nauczycielu. W końcu jednak postanowił się odezwać.
-Tarrecie, ten ork tutaj ma sprawę do Ciebie. A ja chciałbym rozpocząć trening.
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 22 gru 2011, 19:26
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=19896#19896

26 gru 2011, 22:36

Szedł za Samaelem, widocznie zdziwiony, że został zaprowadzony do lochów. Czyżby ich wódz był jakimś ekscentrykiem, który urzęduje w lochach swej siedziby? A może aktualnie zajmował się jakimiś przestępcami? Po chwili okazało się, że zdecydowanie to drugie.
Ciała. Dwie martwe istoty i wilkołak w krwi, który najwyraźniej był wodzem. Grotharowi spodobał się ten widok. Doszedł do wniosku, że władca tego miasta będzie kimś z kim będzie mógł się swobodnie dogadać.
– Nazywam się Grothar gro-Grathar znany jako Ostrze Zjednoczenia, wódz plemienia Grah'nazor. – w jego głosie ponownie słychać było dumę. Sam w końcu wywalczył sobie tą pozycję toporem, który trzymał w prawej ręce i opierał dodatkowo o ramię. Natomiast w lewej trzymał worek nieco większy od głowy.
– Moje plemię uczestniczyło w walce przeciwko Imperium wraz z kilkoma innymi. Dowodziłem w kilku bitwach, zadając im spore straty. Dopiero w ostatniej wysłali na nas tylu żołnierzy, że nie mogliśmy wygrać. Ale walczyliśmy. – w jego głosie do dumy dołączył smutek. Obrócił worek pozwalając na to, by wypadła z niego… ludzka głowa! Kopnął ją w kierunku Tarretha.
– Zapewne zapamiętali oni moje plemię i szybko go nie zapomną. Przebiliśmy się przez ich szeregi, zabiliśmy dowódcę na czego dowód mam tą głowę i pozostała garstka oddała życie by pozwolić mi się wycofać. Wziąłem moje plemię – teraz głównie starców, kobiety i dzieci, tylko trzy dziesiątki nadają się do walki z całej setki, która przeżyła. Wielu padło po drodze. – westchnął głośno.
– Dotarliśmy tutaj i założyliśmy chwilowo obóz przy tym mieście. Potrzebujemy schronienia. Mogę służyć w waszej armii, moje plemię może służyć w naszej armii, możemy pracować w inny sposób. Chcemy tylko mieć możliwość zamieszkania tutaj i trochę pomocy. – wbił wzrok w wilkołaka oczekując na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

26 gru 2011, 23:54

Egzekucja. Mroczny rytuał śmierci, omylnie nazywany Sprawiedliwością.
Już dwoje martwych u stóp wilkołaka leżało. Nie był dumny z tego, co zrobił… Ale nie mógł też postąpić inaczej.
Zabrać ciała i spalić. Natychmiast. Może być przed lochami. Niech przynajmniej ich pochówek godny będzie… – westchnął weteran. Nie ważne, kim skrytobójcy byli za życia. Zasługiwali na godny pochówek – by ich dusze z Przodkami się połączyły. I niechaj Duchy osądzą ich żywoty.
Rozkaz był przejrzysty. Strażnicy zabrali ciała, zostawiając majordoma samego.
Nie dane mu jednak było pomodlić się do Przodków, błagać o wskazanie drogi, gdyż oto przybył do niego jego uczeń i… ork. Tarreth zawsze szanował orków, gdyż bardziej honorowych wojowników na świecie nie było. Stanął przed nim dumnie, opierając miecz o ziemię, a trzymając go za rękojeść, jak berło – symbol siły i władzy.
Nie drgnął, gdy ludzka głowa potoczyła się po ziemi i odbiła od jego włochatej łapy. W życiu dość bezcielesnych czerepów widział, by źle się z tym widokiem czuć.
Wilkołak zmarszczył brwi, patrząc uważnie na orka.
I od tak pozwoliłeś swoim ludziom zginąć, gdy ty uciekłeś? – spytał, witając tym samym ciszę. Ciszę, która szybko zdecydował się przerwać – Twój lud zaiste widział w Tobie wielkiego wojownika, skoro zostawili tylko Ciebie, wodzu. Nie przeczę, że wierzyli, ze ochronisz swoje plemię. – skinął głową w szacunku. Gdyby nie postura, swąd krwi i śmierci, broń i blizny… to Tarreth uznałby przybysza kłamcę… Jednak nie ten.
Spojrzał ukradkiem na ucznia, by znów przenieść wzrok na orka.
Przybywasz, szukając dla swojego ludu azylu, a Wolenvain jest miastem, dla którego różna skóra, wygląd czy wyznanie nic nie znaczą. Witam was w tym mieście! – zawołał dumnie, szybko biorąc kolejny wdech – Prawa każdy ma tutaj takie same, ale i obowiązki. W zamian za opiekę oczekujemy, że jako część społeczności pomożecie odbudować miasto i doprowadzić je do chwały – zaznaczył, unosząc lekko łeb.
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 22 gru 2011, 19:26
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=19896#19896

27 gru 2011, 00:44

– Nie miałem innego wyboru. Może i jestem głupi, ale moja śmierć nic by nie zmieniła. A wojna to jednak rzecz na której znam się lepiej niż niejeden ludzki szaman. – przy tych słowach z jego głosu znikła duma. Bo z czego miał być dumny? Z tego, że opuścił swoich ludzi gdy ci kupowali dla niego czas? Może to były śmierci chwalebne, jednak wciąż bezsensowne. Chwilę później wypowiedział te słowa na głos.
– Opanowała ich żądza walki. Chcieli zginąć na polu bitwy za wszelką cenę, za nim mając wartość życia. To wielki błąd na polu bitwy. Brak strachu przed śmiercią prowadzi do bezsensownych śmierci, takich jak te. Nie byłem w stanie zmienić ich zdania. Mogłem jedynie jak najlepiej poświęcić ich życie, wykorzystać te głupie śmierci. – mówił nieco ciszej niż normalnie, jednak przy jego donośnym głosie brzmiał jak normalnie mówiący człowiek.
Obrócił topór znaczącym ruchem nadgarstka, zmieniając w trakcie obrotu chwyt. Po chwili ostrze opierało się o posadzkę więzienia. Po chwili Grothar podrzucił je do góry i chwycił przy końcu drzewca po czym wyciągnął ją w stronę wilkołaka. Miało to charakter rytualny jednak widać było, że ork czeka, aż Tarreth chwyci jego broń.
– Dziękuje za zezwolenie na osiedlenie się. Prosiłbym o wyznaczenie miejsca w którym moglibyśmy założyć naszą osadę. Najlepiej poza miastem, tak duża liczba plemion w jednym miejscu jest dla nas zbyt dziwna aby do niej się przyzwyczaić. Mogę wysłać także dwie dziesiątki moich orków do pomocy.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

27 gru 2011, 01:09

Stary wilk dość w życiu orków widział, by znać ich zwyczaje na tyle, na ile było to potrzebne.
Milczał na temat śmierci jego ludzi – takich tematów się nie ciągnie. Zbyt dobrze znał ból tego wojownika. Zbyt bliska sercu majordoma była jego strata.
Pewnym ruchem złapał za oręż zielonoskórego. Mocno, zdecydowanie. Nie był pewny, czy to był rytuał braterstwa, wierności, czy podziękowania za ocalenie… Nie pamiętał po prostu. Wiedział tylko, że sam nie powinien czynić tego samego. Nie dlatego, że tak nakazuje orcza tradycja, a dlatego, że jeśli miałby orka urazić brakiem taktu – lepiej po prostu nie podejmować żadnej akcji, a zasłonić ją czymś bardziej istotnym.
Wszystkie ziemie, otaczające Wolenvain stoją do Twojej dyspozycji. Jeśli jednak interesuje Cię strategiczna pozycja, to nie możemy rozmawiać o tym tutaj. Przejdźmy do Komnaty Wojny. Tam są mapy, jest wszystko, co pomoże wybrać najlepszą możliwą lokację dla Twojego ludu. No i tak omówimy szczegóły. – odparł, oczekując odpowiedzi nowego wasala. Wasala, którego krew tak bliska krwi weterana była. Wasala, który był Tarrethowi cenniejszy, niż wszyscy inni opoje razem wzięci.
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 22 gru 2011, 19:26
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=19896#19896

27 gru 2011, 01:32

Gdy wilkołak chwycił jego broń, Grothar z sporą siłą uderzył się pięścią w pierś. Dźwięk był na tyle głośny, że dało się usłyszeć nawet słabe echo.
– Ja, Grothar gro-Grathar znany jako Ostrze Zjednoczenia, wódz plemienia Grah'nazor obiecuje wspierać twoje plemię z całych sił i nigdy go nie zdradzić. – teraz mówił bardzo głośno, niemalże krzyczał. Na jego twarzy widać było skupienie oraz pełną powagę. Po tym odebrał swoją broń i ustawił ją tak jak wcześniej.
– Moje plemię będzie potrzebowało trochę zwierzyny do hodowli. O resztę zadbamy sami. A zajęcie przez nas strategicznej pozycji powinno być dobre zarówno dla mego jak i twojego plemienia. Prowadź. – rzekł i poczekał, aż Tarreth ruszy, by pójść za nim.

z/t (razy dwa?)
Awatar użytkownika
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

30 gru 2011, 22:21

A więc w poszukiwaniu jakiejś zbłąkanej ofiary przyszedł aż tutaj – do lochów, gdzie kiedyś pracował dla króla. Na tyle dobrą miał pracę dla swojego charakteru, ponieważ pracował jako kat. Królem wtedy był Kyealan Stary – jeden z członków Zakonu Amrothu, dziś już praktycznie nieistniejącego. Były tutaj trzy osoby – wilkołak, ork i prawdopodobnie człowiek, lecz w rzeczywistości półczłowiek-półdemon. Nieważne to jednak – ork i wilkołak opuścili już to pomieszczenie, zostawiając na pastwę "Piaskowego Demona" Samaela, co może się za chwilę źle dla niego skończyć. Nie, nie zginie ani nic się mu nie stanie, przynajmniej nie fizycznie, ponieważ psychicznie za jakiś moment zostanie przez cienia opętany. Tak więc Ciemny się schował w cieniu mężczyzny, a co za tym idzie – zmienił się cień Samaela, na cień Linandara. Na razie chwilę go poobserwuje, opętanie za chwilę, mamy na to całą wieczność, moi mili. Całą wieczność…
Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

30 gru 2011, 22:31

Był ignorowany. Całkowicie. Tarreth nawet nie zaszczycił go spojrzeniem. Tylko ten ork. Nie odezwał się do swojego ucznia, ani słowem. Nawet gestem. Czuł irytację i złość. Czuł, że Tarreth uważa go za jakiegoś pachołka, gołowąsa. Nie zwracał uwagi na jego niepospolite umiejętności. Czuł się jak… zwykły człowiek. Istota niższej rangi. Małej mocy i zwykłych umiejętności. Nie mógł do tego dopuścić. Musi pokazać, kim naprawdę jest… Co potrafi. Jednak czuł coś jeszcze. Jakiś niepokój. Nie wiedział co to jest, ale postanowił wyjść stąd. Może to ta aura śmierci… A może?… Nie wiedział. Chciał tylko stąd wyjść na świeże powietrze.

Wróć do „Lochy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.