Kamienne cele

Podziemie pałacu to pilnie strzeżone miejsce przeznaczone dla skazanych i oczekujących wyroku czy wykonania kary osób. W szczególnych przypadkach mogą być oni odwiedzani.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

Kamienne cele

06 lip 2012, 23:51

Rząd kamiennych, ciemnych cel, zamykanych na grube, drewniane wrota z małymi, zakratowanymi "okienkami", przez które straż mogła obserwować, co dzieje się w środku. Tam zaś zamykano zwykle pojedynczo, bądź podwójnie oprychów, którzy przeskrobali coś więcej, niż jakaś kradzież, czy bójka. Morderstwo, zamach na jakąś ważną osobistość, czy wyjątkowe denerwowanie wpływowej osoby…
W środku, w kącie stała jedna, mała prycza, bądź dwie, zależnie od przeznaczenia celi. Jednak nigdy nie dbano o to, czy liczba łóżek odpowiada liczbie zamykanych w środku. Z jednej strony zawsze znajdowało się małe wgłębienie w kamiennej podłodze, oraz niewielki rowek, prowadzący do niedużej dziury w ścianie. Do czego to służyło, trzeba się jedynie domyślić.
Przed celami zwykle przechadzał się korytarzem od czasu do czasu uzbrojony strażnik. W oddali, za zakrętem, znajdował się przedsionek, gdzie czekali kolejni. Na korytarzu co jakiś czas umieszczone były płonące pochodnie, by wszystko rozświetlić bladym, tańczącym płomienien.


Z tego miejsca nie możesz udać się nigdzie, chyba, że przyjdzie czas wolności, wtedy czeka:
Przedsionek Lochów.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

07 lip 2012, 00:47

MG

Ranek, noc, czy późne popołudnie… To bez różnicy. W ciemnych lochach, rozświetlanych jedynie przez zwodnicze światło pochodni, każda pora dnia była taka sama. Wilgoć, zimno, stęchlizna, ciemność, echo kroków strażnika, oraz rzadkie odgłosy zza zakrętu, gdzie znajdował się przedsionek. Po kilku dniach więzień traci świadomość czasu. Co słabszy po kilku miesiącach traci świadomość.
Głuchą ciszę przeszył dźwięk kroków, oraz brzdęk kluczy, które gdzieś w oddali otwarły jakiś zamek. Drzwi, kraty, rozwarły się z piskiem, po czym odbyła się krótka, niezrozumiała wymiana zdań, trochę szmerów i znowu owe dwa odgłosy: tym razem zamykania drzwi i zamku. Kroki oddaliły się. Zastąpiły je kolejne, coraz wyraźniejsze. Dwie, trzy, nie więcej par stóp uderzało nierytmicznie o kamienną podłogę. Zbliżały się. Były coraz głośniejsze. Rozświetloną ścianę oblał podłużnz cień kilku sylwetek. Trzy, cztery… Może więcej.
Nagle zza zakrętu wychylił się wysoki roskvar, prowadzony przez strażnika, który trzymał go za ramię. Był zakuty w kajdany, które przy każdym kroku głośno brzęczały. Zaraz za nimi pojawił się kolejny, dwóch, prowadzonych przez jednego strażnika. Również zakuci.
Nowa dostawa. Tak zapewne pomyślał niejeden więzień, któremu chciało się zerknąć przez małą szparę w drzwiach. Gdzieś w oddali rozległo się głośne i upierdliwe stukanie o kraty, które natychmiast zostało przerwane przez patrolującego strażnika, który wypluł do więźnia szereg przekleństw, grożąc torturami, których niejeden mógłby się przerazić. Większość jednak, jeśli nie wszyscy, zignorowali pojawienie się trzech nowych więźniów.
Ci zostali zaprowadzieni pod dwie, przypadkowe, puste cele, strażnicy otworzyli wrota i niedbale wrzucili tam bardziej lub mniej winnych mężczyzn. Fraen osobno, Cathal i Marcifilo razem. Pech chciał, że powinni dostać cele odwrotnie, gdyż to u Wilka znajdowały się dwie prycze. U tamtej dwójki tylko jedna.
Drzwi zostały zamknięte niemalże od razu, gdy więźniowie przekroczyli ich próg, zamek głośno przeskoczył, a stróże bez słowa oddalili się na swoje miejsce. Po chwili kroki unilkły i nastała głucha cisza, przerywana przez piski szczurów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Już po kilku, kilkunastu minutach, a może nawet i kilku godzinach, głuchą ciszę przerwał brzdęk kluczy, dźwięk otwieranych zamków i echo kilku krótkich zdań. Dla przebywających już w lochach więźniów zapewne czas nie był łaskawy, dłużąc się niemiłosiernie. Co nie zmienia faktu, iż w te rejony podziemi przyprowadzony został kolejny więzień dość szybko po poprzednich. Co za czasy.
Po odgłosach można było rozpoznać, że co najmniej jeden z tych, którzy zmierzali korytarzem w stronę cel, nie był zdolny do samodzielnej pracy nogami. A przynajmniej zdolność ta była silnie ograniczona. Zapewne więzień. Po chwili zza zakrętu wyszli, dwóch strażników, i, prowadzony przez nich, wysoki mężczyzna z raną na klatce piersiowej, opatrzoną pewnie przez osoby do tego przeznaczone zanim go tu wprowadzono. Prawicę również miał unieruchomioną. Najwyraźniej straż stwierdziła, że nic nie zagraża już jego życiu, inaczej leżałby teraz w jakimś przytułku.
Bynajmniej nie szedł on o własnych siłach. Pewnie otumaniony jakimiś środkami przeciwbólowymi, czy uspokajającymi… Od czasu zabrania go z oberży, do tej chwili musiało minąć więcej, niż kilkanaście minut.
Otwarto jedną z cel, wepchnięto tam w miarę ostrożnie więźnia tak, by ułożył się na pryczy, i ją zamknięto. Wszystko to bez jakiegokolwiek słowa. Strażnicy oddalili się i znowu zapadła względna cisza.

Fraen i Bruno w jednej celi, obok Cathal i Marcifilo w drugiej. Jeśli będziecie planować jakąś akcję, dajcie znać któremuś z MG. Wiadomo.
Dziękuję.
Awatar użytkownika
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

19 lip 2012, 21:17

- Cholerny świat… w co się wpakowałem.
Stwierdził oczywistość Marcifilo, opierając się o ścianę celi, w której siedział razem z Cathalem. No cóż, losy dla niego nie potoczyły się ostatnio zbyt łaskawie, najpierw jakiś gościu z innego wymiaru, który go przekonywał do podjęcia wyzwania, gdzie mówił mu że na sto procent wygra zapasy a jednak nie wyszło, potem strata całego majątku, za który miał zbudować w Wolenvain swój własny dom i browar w jednym, następnie picie na umór w Czarnym Kocie, który omal, przez piwowara oczywiście, nie spłonął (chociaż to akurat mogło się zdarzyć, na pewno by nie żałował w obecnej sytuacji), a teraz na domiar złego został uwięziony w lochu. Tyle dobrego że nie był tutaj sam, nie licząc małych władców piwnic, zwanych inaczej szczurami, był tu jeszcze Cathal, z którym miał podróżować. No cóż, na razie los związał ich życiorysy, choć sam Marcifilo wolałby już być w podróży, niż w zimnym niczym (o ironio) północna zima, lochu. Głowa temu pijaczynie pękała niemiłosiernie, zapewne od ciosu w potylicę, jak i od alkoholu, a do tego suszyło go w gardle, no i był nieco przypalony, i ma rękę poranioną, ale nie tak, żeby miał płakać. Do tego pamiętał urywki dnia poprzedniego, gdy jeszcze był w Oberży. Rozmowa z Gerhotem, potem z Cathalem, to jeszcze pamiętał. Później w ruch poszły kolejne kufle sikacza i tutaj już miał problemy z pamięcią. Jakiś trzeci roskvar, krew, strażnicy i pochodnia w dłoni, tyle pamiętał. I to się mu ciężko składało w masę wspomnień w mózgu. Spojrzał na Cathala – też ranny, ma szkło w nodze i do tego walczył i pewnie miał jeszcze gdzieś obrażenia, przynajmniej tak mu się zdawało.
- A raczej – w co się wpakowaliśmy, przyjacielu. A do tego tylko jedna prycza na nas dwóch. Uch, to szkło wygląda fatalnie, ale mnie łeb boli…
Zaczął chodzić od drzwi celi do przeciwległej ściany, jednocześnie masując kark, mając cichą nadzieję, ze to mu jakoś pomoże w męczarniach. Jednakże z bólem głowy wróciła też trzeźwa myśl, a co za tym idzie – jego kodeks moralny. Widząc że to jego towarzysz jest bardziej ranny, postanowił mu odstąpić pryczę, samemu przesypiając tą noc na podłodze, aby następnym razroskvarem się zamienić.
- Co ja bym dał za szklankę, tfu! Za wiadro czystej, zimnej wody. Ej słuchaj, jakie miałeś miano, Cathal? No mniejsza. Ranny jesteś, może idź dziś pierwszy na pryczę, co?
Awatar użytkownika
Posty: 124
Rejestracja: 03 lut 2012, 11:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1555

31 lip 2012, 23:38

Cichy zgrzyt obracającego się klucza w zamku wybudził Bruna. Ten w moment rozgarnął gdzie jest, lecz potrzebował trochę więcej czasu by przypomnieć sobie jak tutaj trafił. Podniósł ociężałą, prawą rękę i spojrzał na nią badającym wzrokiem, jak gdyby zaciekawiony działaniem stabilizatora. Powolnymi ruchami począł ruszać palcami, a dzięki magii przyspieszył choć w lekkim stopniu proces regeneracji. Po kilku minutach zdjął ociężały unieruchamiacz i poczuł, że nie był to najlepszy pomysł. Ręka była zwiotczała, a za mocne jej usztywnienie spowodowało mocne niedokrwienie.
Kolejno, zajrzał w kierunku mostka. W miejscu, gdzie kiedyś widniała goła, zakrwawiona klatka piersiowa były teraz bandaże. O dziwo czyste.
Zmotywowany tym faktem zerwał się w moment z pryczy. To był zły pomysł i pod wpływem szybkiej zmiany ciśnienia Bruno w moment na powrót na niej wylądował.

Obudził się po upływie godziny, spragniony, głodny i wyczerpany. Zadziwiające jak szybko zmieniło się jego położenie – od bohatera, do zera. Uśmiechnął się pod nosem na samą myśl, jak irracjonalne jest to życie. Nagle zorientował się, że nie urzęduje w celi sam. Cóż, póki co miał dość pracy w grupie, więc postanowił, że zadziała na własną rękę. Przynajmniej na razie.
Wstał po piętnastu minutach wracania do siebie i podszedł do kraty.
Strażnik, kurwa! On próbuje mnie zabić! – Wykrzyczał na głos uderzając w kraty, po czym obrócił się na pięcie i przepraszająco spojrzał na współlokatora celi. Wolnym, spokojnym krokiem przeszedł kawałek i z opuszczoną głową przyklęk na ziemi. Twarz była wystarczająco sponiewierana po bitce w oberży, lecz w tym momencie nie było to potrzebne, gdyż była ona schowana w cieniu, który rzucała pochodnia. Posługując się magią sprawił, że otoczenie przybrało jeszcze bardziej mroczny klimat, a ciemności objęły większą część celi. Mimo faktu, że był wyczerpany fizycznie, to jednak znajdował się w idealnym dla siebie miejscu. To właśnie z jego aury, czerpał moc, przygotowując się jednocześnie na to co nastąpi.
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 mar 2012, 21:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1699

12 sie 2012, 11:57

Delikatnie podchmielony wciąż Cathal znajdował sie teraz w celi pod pałacem sprawiedliwości. Co za ironia – obrońcy honoru siedzą w celi za to, że bronili honoru swego ludu. I to ma być sprawiedliwość? No i jeszcze dano im na dwóch jedną pryczę. Rozejrzał się – cela była solidna, drzwi również. Usłyszał pojedyńcze przekręcanie klucza, więc zapewne drzwi posiadały jedną sztabkę w środku. Nadal jednak były spore, a oni sami byli poranieni. Spojrzał na swoją dłoń, która została zraniona przez szkło. Większość szkła opuściła ranę, jednak przed leczeniem postanowił, że wyczyści ją w miarę możliwości jeszcze. Z lekko wykrzywioną od bólu twarzą, wyciągał kolejne to odłamki butelki z rany, która piekła. Gdy uporał się z tą czynnością, usiadł pod ścianą i zaczął zwiększać ilość przepływającej przezeń magii, która kierowała się w stronę ran – chciał przyspieszyć gojenie się.
-Tak przyjacielu… Wpakowaliśmy się. Ale jakoś z tego wyjdziemy. - Odpowiedział spokojnie dla piwowara. – Może nawet szybciej, niż mamy tu siedzieć. – Dodał z delikatnym uśmiechem na twarzy. Oczywiście miało to oznaczać, że nie zamierza siedzieć w celi, kiedy uważał sie za niewinnego – wyjdzie stamtąd, chociażby siłą. Ale przecież nie było chyba innego wyjścia. Spojrzał na Marcifilo oraz ocenił jego stan.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale ten ogień Cię nieco przypiekł. Połóż się. - Powiedział to takim tonem, że jego współwięzień nie mógł nie posłuchać. Sam natomiast wstał, aby podejść do leżącego na pryczy towarzysza. Zaczął zbierać magię z otoczenia, a potem dotknął dłonią oparzonych rejonów ciała piwowara. Nie wiedział, czy to coś pomoże, ale jeśli działało to na roskvara, to nie powinno zrobić krzywdy dla mężczyzny,a mogło pomóc, więc czemu nie spróbować? Zaczął przesyłać magię do organizmu piwowara, mając nadzieję, że uśmierzy to nieco ból, którego ten mógł nie wyczuwać z powodu upojenia alkoholowego. Miał też nadzieję, że za chwilę zacznie to się goić. Pobierając magię z otoczenia wyczuł coś, co wykraczało poza naturę. Albo nie tyle co wykraczał rodzaj, co jego ilość – śmierć. Niedaleko był ktoś parający się mroczną magią. Nic jednak do niej nie miał, póki nie kierowała się przeciw strażnikom lasu oraz jego towarzyszom. Wrócił jednak myślami do próby pomocy dla Marciego.
-Leż spokojnie. – Powiedział spokojnym głosem. Po chwili zaczął śpiewać pieśń w swym ojczystym języku, która to mówiła o tęsknocie za domem, za lasami. Za tym wszystkim, co było dla niego i dla jego ludu ważne. Niski głos, niósł pieśń delikatną i pełną tęsknoty po korytarzach więzienia, uspokajała ona i wprowadzała słuchaczy w melancholijny nastrój. A on sam był całkowicie skupiony nad tym co robił – próbie pomocy dla rannego.
Awatar użytkownika
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

14 sie 2012, 04:55

MG

Zapach śmierci. To właśnie czuli więźniowie przebywający w celach pod pałacem. Smród moczu, potu, czasem nawet gnijących ciał. Najwyraźniej te pomieszczenia miały im posłużyć za dom przez najbliższe miesiące, bądź lata. Niektórzy tracili tu zmysły, cele były małe, miejsca starczyło ledwie dla jednej osoby, a przeznaczone były zwykle dla dwóch. Nie ważne, jak długo się tu odpoczywało, nie dało się zrelaksować, atmosfera panująca tutaj jakby blokowała możliwość trzeźwego myślenia, powoli odbierając rozum istotom, mającym nadzieję na wolność. Drewniane drzwi ledwie wpuszczały nieco światła, strażnik co jakiś czas przechodził koło nich. Ten moment, najwyraźniej, zamierzał wykorzystać Bruno. Podczas, gdy Cathal starał się pomóc swojemu współwięźniowi, Marcifillo, nekromanta zamierzał wykorzystać obecność towarzysza w celi, Fraena, do ucieczki. Nie myślał o konsekwencjach, jednak nie miał zamiaru dłużej kisić się w tych lochach. Jego stan nie był zbyt ciekawy, jednak tutaj, w tym zapomnianym przez bogów miejscu, z pewnością długo nie doszedłby do siebie. Podczas, gdy Cathal podśpiewywał sobie pieśni północy, jego domu, zalatujące nostalgią i kojące zmysły, Bruno udawał, że jest atakowany. Strażnik rzeczywiście, zareagował, jednak nie tak, jak spodziewał się tego młody narwaniec.
– Jeśli chcecie się zabijać, róbcie to ciszej - rzekł spokojnie strażnik więzienia.
– Ty zaś, północny psie, zamknij mordę ze swoimi plugawymi pieśniami. Nie ma tu dla nich miejsca - mówił, wręcz krzycząc, kierując swe ostre słowa do Cathala. Dziwnym jednak było to, że otworzył drzwi, w których siedział owy wojownik.
- Jednak obaj możemy sobie pomóc. Ja chętnie zapcham Ci mordę czymś o wiele zbyt dobrym na twoje plugawe, północne usta… Ty zaś, zrobisz wszystko to, co ja ci każę, a obaj będziemy zadowoleni – skończył z perwersyjnym uśmiechem człowiek. Wyglądało na to, że ten lubował się w mężczyznach, a do gustu przypadł mu akurat człek północy. Korzyść z tego oczywiście była tylko dla zboczeńca, jednak decyzja nadal należała do Cathala.
Pomysł Bruna może i był dobry, jednak nie tutaj. Tutaj ich śmierć nikogo by nie obeszła, nikt by po nich nie zapłakał, strata kolejnej mordy do wykarmienia jedynie byłaby plusem dla królestwa. Nikt tutaj nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Wiara w siebie i nadzieja, to jedyne co im pozostało.
Strażnik wyciągnął miecz do szyi Północnego, machając nim, aby ten w końcu zabrał się do roboty i umilił biednemu człekowi czas. Ledwo zauważalny uśmiech z pewnością denerwował, jednak wybór był prosty. Upodlenie, bądź walka, która najpewniej skończyła by się śmiercią Cathala. W tym momencie był bezbronny i osłabiony, bez pomocy z zewnątrz z pewnością źle się to dla niego skończy. Ściany nie są zaś na tyle grube, by powstrzymać energię magiczną, a cele na tyle zbliżone, by magowie mogli sobie nawzajem pomóc. Kto by pomyślał, że nie siedzą tam zwykli, podrzędni najemnicy?
Awatar użytkownika
Posty: 124
Rejestracja: 03 lut 2012, 11:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1555

14 sie 2012, 17:27

Co za chuj. – Rzucił sam do siebie zdezorientowany Bruno, po nieudanej prowokacji strażnika. Tak cudowne miasto, a lochy tak obrzydliwie obrzydliwe? Szczyny, zaschnięta krew i odór potu i zgniłych zwłok unosił się w powietrzu jak bąki pijanego krasnoluda i mało tego, miały czelność wchodzić do nozdrzy Bruna i wypełniać je tym okropnym niczym zdechły szczur zapachem.
Za chwilę zrobię w jego mózgu sieczkę. Za ten czas skradnij mu klucze, które jak dobrze słyszę obijają się o jego dupę i otwórz mi drzwi. Ewentualnie oszczędź mi roboty i wbij mu ten pierdolony nóż w gardło. – Rzucił telepatycznie do roskvaryckiego więźnia za ścianą.
W momencie gdy usłyszał głos strażnika dochodzący z sąsiedniej celi, natychmiast wytężył zmysły i korzystając ze swych magicznych umiejętność wszedł w umysł więźnia i dostrzegł oraz usłyszał wszystko to co słyszał on. Beczka śmiechu. Ciemności i ten smród musiały z czasem zrobić w umyśle zboczeńca niezły rozpierdol, lecz Saviano postanowił, że dokona jeszcze większego.
Wstał powoli zbierając się z ziemi, po czym ustawiając się przy ścianie oparł się o nią i zamknął oczy. Po głębokim wdechu i osiągnięciu wysokiego stanu skupienia począł próbować dobijać się do umysłu strażnika. Raz za raz wysyłał mu ostre impulsy, które atakowały wszystkie jego zmysły. Najbardziej skutecznymi we wszystkich jego podbojach były zawsze te działające na zmysł słuchu i dotyku. Ostre, wysokofalowe dźwięki pojawiające się u delikwenta znikąd w połączeniu z dziwnym czuciem w całym ciele, jakby zamykanym w jakimś stalowym pudle zawsze obezwładniały przeciwnika. Jednakże mimo niezłej zabawy, Bruno zawsze wolał wchodzić w umysł sterowanego i robić z nim co chce, jednak bacząc na okoliczności i dystans, Saviano potrzebowałby wiele siły by przebić się ze swoją magią przez ścianę i później bezpośrednio sterować opętanym. Sposób impulsów, był w tym momencie najlepszym wyborem.
Teraz. – Rzucił w pośpiechu do Cathala.
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 mar 2012, 21:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1699

14 sie 2012, 18:03

Śpiew koił jego zmysły, dawał mu się skupić, jednakże cos pzoa smrodem i zawodzeniem w głębi lochów mu przeszkodziło. Chędożony strażnik, który nazwał jego ojczyste pieśni "plugawymi". To, co stanowiło dla niego chociaż namiastkę domu, ulotne niczym dym na wietrze wspomnienie ojczyzny, ten szmatławiec nazwał plugastwem. Zaczął płonąć w nim gniew, który starałsię maskować. Jednakze to wszystko miało pewien plus – służbista wszedł do celi, w której nie było dużo miejsca i otworzył drzwi. Dał im szansę na ucieczkę, ale trzeba było ją rozsądnie wykorzystać. Cathal jednak skrzywił się, gdy usłyszał słowa mężczyzny – to co stanęło mu przed oczami było obrzydliwe. Ostrze śmignęło mu przed twarzą, usłyszał świst przecinanego powietrza, a płac miecza spoczął obok jego szyi – był osaczony i nie miał możliwości ruchu – inaczej zginie. A nikt nie będzie tęsknił za jakimś roskvarem, który zginął w więzieniu. Musiałcoś błyskawicznie wymyślić, kiedy to usłyszał w swej głowie głos. Powiedział on, że za chwilę skurwiel będzie miał w mózgu sieczkę. bardzo to odpowiadało młodemu wojownikowi, który zauważył w tym możliwość wyjścia stąd.
-No to dawaj – powiedział cicho do gwardzisty, a sam sięgnął do jego krocza, aby wyjąć męski narząd kopulacyjny. Szybkimi ruchami dłoni ściągnął kolcze spodnie w dół, tak samo zrobił z pantalonami. Jego oczom ukazał się straszny widok – malec powoli rósł, a był bardziej pomarszczony niż kobieta w wieku osiemdziesięciu lat. I też mocniej śmierdział. Zbliżył się do niego i na początek delikatnie złąpał go w obie dłonie, po czym prawą zdjął z cżłonka. Kierował ją powoli do moszny. Szybko pochylił się otwierając usta, aby "wziąć go do buzi", kiedy to złapał go za jądra i potężnym uściskiem mocnej dłoni wojownika chciał je zmiażdżyć. Miało to wywołać wręcz niewyobrażalny ból oraz zamroczyć po tym strażnika. Odruchem bezwarunkowym powinien się schylić i rozluźnić dłonie – miecz wtedy by wypadł. Jednak mało tego, to Cathal chciał się wtedy upewnić, że wszystko będzie szybko skończone – serwie się więc na nogi i postara się uderzyć podstawą dłoni w jabłko adama przeciwnika, po to, aby zmiażdżyć mu krtań i uniemożliwić krzyk. Ostatnią rzeczą z cyklu miało być podjęcie miecza i zakończenie życia zboczeńca ostatecznie. Chciał widzieć jak brudna krew tego śmiecia rozpływa się po brudnej podłodze celi. Wtedy dopiero przeszuka jego ciało w poszukiwaniu broni oraz kluczy – musiał przecież uwolnić Fraena oraz nieznajomego maga, który najwyraźniej był uwięziony obok.
Awatar użytkownika
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

14 sie 2012, 18:26

Miło z jego strony, że zdecydował się ustąpić mu miejsca, chociaż alkoholowy amok jeszcze mu lekko mroczył umysł i nie był w pełni jego sił. Ale jak Cathal zaczynał mu leczyć rękę swoją magią, a do tego śpiewać swoje pieśni, to czuł się… nie, nie jak u siebie w domu, wszak nie był roskvarem, jednakże czuł się jak u jakiegoś dobrego gospodarza, który mu użyczył posłania jakiegoś do noclegu, a i nakarmił chlebem i winem napoił. Czuł w miejscach, gdzie miał oparzenia przyjemny chłód, najwyraźniej tak działała ta magia, i jemu to pasowało. Lecz po chwili pieśni zostały przerwane przez jakiegoś gbura, który ośmielił się im przeszkodzić i kazał jego towarzyszowi niedoli się poniżyć, niczym jakaś dziewka latarniana! A na to nie mógł pozwolić, choć stosunkowo niedawno się poznali. Szczęście w nieszczęściu, że ten strażnik go nie zauważył, czego prawdopodobnie pożałuje za kilka chwil. No i słyszał jeszcze jak w celi obok "ktoś się zabija" a przynajmniej tak to strażnik podsumował. No cóż, może ta wiedza w przyszłości będzie przydatna, a może jednak to tylko przypadek. Teraz to było nieważne, Marcifilo musiał zadziałać szybko i wręcz impulsywnie, żeby nie dać temu dziadowi nawet chwili zastanowienia. Będzie tu niczym skrytobójca, wyłaniający się z cienia.
Gdy roskvar miał się zabrać do, z pewnością jego niegodnej, roboty, to on miałby podźwignąć się z pryczy i wstać na równe nogi. Wtedy zapewne byłby zauważony przez strażnika, ale wykorzystując fakt, że byłby zajęty "pieszczotami", a także to, że miecz był nisko przy krtani Cathala, to on by go przywitał lewym , prostym ciosem w nos, a znając jego krzepę to zapewne byłby mu w stanie wtedy go złamać. Po tym ciosie by starał się ominąć klęczącego Cathala i prawym sierpowym zadać mu jeszcze jeden cios w splot słoneczny. Potem, gdyby się jeszcze po tym nie przewrócił to by na niego zaszarżował, a jak by już leżał to by go kopnął ze dwa razy w żebra, a następnie zapoznałby swoją podeszwę buta z jego szyją, co by mogło się skończyć dla niego, miejmy wszyscy nadzieję, uduszeniem.
Awatar użytkownika
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

17 sie 2012, 23:34

MG

Cóż za wspaniała pogoda… W sam raz, na dobrego loda! – tak z pewnością pomyślał sobie strażnik cel, jednakże się przeliczył. Nie wiedział, że w celach znajdowali się tak potężni więźniowie, że nawet połamani i pobici mogą mu cokolwiek zrobić. Atak Bruno wykonał zamierzony efekt, a nawet lepiej. Chwilowo zachwiał równowagę receptorów nerwowych strażnika, a uścisk, który wykonał Cathal na jego orzeszkach zabolał z bardzo dużym opóźnieniem, co z pewnością dziwiło młodego człeka północy. Kiedy już strażnik poczuł wszechogarniający ból worów, zdezorientowany nieco Cath postanowił działać, jednak miecz, który zbyt długo tkwił koło jego szyi, przejechał mu ostro po niemalże całej długości twarzy, zostawiając piękną ozdobę do końca życia. Rana nie była głęboka, jednak powinno się ją jakoś oczyścić… Jak najszybciej. Gdyż z pewnością może wdać się w nią zakażenie, co może prowadzić do śmierci. Północny zwinął się na chwilę w bólu, ale pomógł mu jego przyjaciel, piwowar, uderzający strażnika i nokautując go. Nie zdążył wydać żadnego dźwięku, co z pewnością mogło być znakiem, że w tym dniu szczęście im dopisywało. Zboczeniec nadal żył, był nieprzytomny. Więźniowie mieli kolejny wybór. Ich decyzja będzie kluczowa, jednak muszą pamiętać, że więzienie, w którym się znajdują jest silnie strzeżone i ucieczka z niego jest niemal niemożliwa.
Atak mentalny Bruno miał swoje skutki, gdyż bardzo zmęczył nekromantę, którego ciało ledwo dawało sobie radę po ostatniej bitce. Ucieczka będzie dla niego z pewnością trudna, jednak pewne było jedno. Nie zamierzał się poddać. Jego silna wola i wiara w siebie sprawiały, że ból nie doskwierał mu tak dotkliwie.
Pozostawała jednak jedna sprawa. Jaką rolę w całej ucieczce odegra czwarty gość, Fraen, który zdawał się być najbardziej opanowany i doświadczony z nich wszystkich.

Wróć do „Lochy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.