Kamienne cele

Podziemie pałacu to pilnie strzeżone miejsce przeznaczone dla skazanych i oczekujących wyroku czy wykonania kary osób. W szczególnych przypadkach mogą być oni odwiedzani.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

Kamienne cele

06 lip 2012, 23:51

Rząd kamiennych, ciemnych cel, zamykanych na grube, drewniane wrota z małymi, zakratowanymi "okienkami", przez które straż mogła obserwować, co dzieje się w środku. Tam zaś zamykano zwykle pojedynczo, bądź podwójnie oprychów, którzy przeskrobali coś więcej, niż jakaś kradzież, czy bójka. Morderstwo, zamach na jakąś ważną osobistość, czy wyjątkowe denerwowanie wpływowej osoby…
W środku, w kącie stała jedna, mała prycza, bądź dwie, zależnie od przeznaczenia celi. Jednak nigdy nie dbano o to, czy liczba łóżek odpowiada liczbie zamykanych w środku. Z jednej strony zawsze znajdowało się małe wgłębienie w kamiennej podłodze, oraz niewielki rowek, prowadzący do niedużej dziury w ścianie. Do czego to służyło, trzeba się jedynie domyślić.
Przed celami zwykle przechadzał się korytarzem od czasu do czasu uzbrojony strażnik. W oddali, za zakrętem, znajdował się przedsionek, gdzie czekali kolejni. Na korytarzu co jakiś czas umieszczone były płonące pochodnie, by wszystko rozświetlić bladym, tańczącym płomienien.


Z tego miejsca nie możesz udać się nigdzie, chyba, że przyjdzie czas wolności, wtedy czeka:
Przedsionek Lochów.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

10 wrz 2012, 22:08

Zaczął odkażać jedynie część rany, jak mu zalecił Cathal po to, żeby następnie ten, który najwyraźniej poczuwał się ich przywódcą zasygnalizował, że będzie medykiem z gorącym mieczem. Jednakże to że był władczy tutaj akurat nie było złą cechą – wprost przeciwnie, potrzebny był im ktoś, kto wydaje rozsądne polecenia i kto przede wszystkim jest charyzmatyczny. A Fraen na pewno tą cechę charakteru posiadał i ją uzewnętrzniał swoją postawą, mową i rozkazami. Uczynił też więc to co przykazał, łapiąc za prawą rękę, a ich kolejny, "najnowszy" towarzysz zajął się kończyną lewą. Tak przygotowani też zaczęli odkażanie rany, które Marcifilo miał już okazję widzieć w swoim żołnierskim zawodzie. Dość… brutalna metoda, jednakże najważniejsza, chociaż zapewne na licu zostanie blizna, która będzie przypominać o fakcie, że Cathal został przymuszony do "igraszek językowych" ze strażnikiem. Chociaż trzeba przyznać, ze dobrze to wykorzystał w zdezorientowaniu strażnika. Niemniej – prawdopodobnie tylko piwowar był jedynym naocznym świadkiem tego. Najprawdopodobniej reszta osób będzie myśleć, że to bitewna rana, pamiątka bo zapewne heroicznej walce. No cóż, taki plus dla wojownika. Wojownika, który wił się jak osika podczas procesu oczyszczania.
Po całej robocie puścił go, a widząc, że Heodren się odsuwa to sam się cofnął, jednakże jedynie o pół kroku. Po tym wszystkim wysłuchał poleceń Fraena i dostosował się, ponieważ rzeczywiście bez żadnego potwierdzenia nie mógł ich wydostać z tego przedsionka Czeluści. Ale może ich zaprowadzić do innego miejsca, zwanego przedsionkiem lochów. No i też miecz został u Syna Północy, jednakże to mogło być najlepsze, co mogli zrobić – dać najbardziej doświadczonemu miecz. On będzie się nim potrafił posługiwać, a piwowar, oraz jego dwaj pozostali "więźniowie" będą używać w zwarciu pięści. No cóż… albo pochodni, ale ten pomysł raczej odpada – ostatnie jej użycie przez Marciego źle się skończyło dla pewnej karczmy. Więc poprowadził ich w kierunku przedsionka, a oni zaraz za nim…

z/t
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 mar 2012, 21:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1699

11 wrz 2012, 06:49

Jego ciałem wstrząsały kolejne spazmy bólu, kiedy rozgrzane ostrze przypalało mu ranę. Okrutny ból, jednak należało to zrobić. Zamknął oczy i zaciśniętymi zębami czekał, aż Fraen skończy. Kiedy nadeszła ta chwila opadł na ziemię, ciężko oddychając. Musiał zebrać się, aby nie opóźniać. Powoli podniósł się z ziemi i palcami delikatnie dotknął rany. Poczuł ostry ból, który przekonał go do nie dotykania dalej.
-Myślę, że jeśli zamierzamy działać w mieście, to należy zajść do przywódcy miasta. Jeśli nam się nie powiedzie, to najwyżej zginiemy walce z silniejszym przeciwnikiem, a nie gnijąc w lochach. – Rzekł. Z każdą chwilą czuł się nieco lepiej, jednak wspomnienie bólu sprzed krótkiego czasu wciąż bolało. Ruszył za Marcifilo, czas opuścić to miejsce.

z/t
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

15 wrz 2012, 19:50

Po ustaleniu pewnych szczegółów z Brunem, "wykonam ruch" i za niego, z jego przyzwolenia. Osobiście też uważam, że MG-post w przedsionku mógłby pojawić się wcześniej… No ale. Formalność jest formalność.

Uwięzieni, ale wolni. Wolni duchem, oraz wolni od krat. Uwięzieni, bo wciąż nie mogli swobodnie się stąd wydostać, ani później poruszać po mieście. Zdecydowali się jednak na plan taki, a nie inny. Fraen zapewniłby im więcej bezpieczeństwa, ale teraz trzeba było jakoś dobrze wykorzystać to, co oni sprawili im wszystkim.
To droga w jedną stronę. Teraz nie można było się zawrócić. Jeżeli straż by ich pojmała, spotkałaby ich śmierć. Wilk wolał jednak nie wypowiadać tych słów na głos. Nie było już nawet sensu pytać, "czy ktoś się rozmyślił". Gwardia by przybyła, zobaczyła trupa i skończyła żywot i pozostałego. Pełna mobilizacja, skupienie, przemyślany plan. Heodren warknął tylko, nie wiedział, ilu ich tam będzie. Co ich czeka. Nikt nie wpuści przed oblicze króla kilku więźniów. To najbardziej strzeżona osoba, większość rycerstwa z grodu się tu zbiegnie… Trzeba będzie to załatwić możliwie jak najszybciej i jak najciszej.
Najpierw jednak kilka teraźniejszych spraw. Odkazić ranę. Horfrad rozgrzał miecz i zrobił swoje. Ranny przeżył to lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jego wycieńczenie uniemożliwiało mu jakiekolwiek działanie ofensywne, na trzymających go ledwo towarzyszach. Padł na ziemię, oddychając szybko. Jęczał w miarę cicho, chyba był świadomy, że za drzwiami może czekać kilku… może kilkunastu? – strażników.
Góral chwycił go za ramię i pomógł mu się pozbierać. Co planu, który przedstawił chwilę potem – nikt nie miał zamiaru wprowadzać żadnych aneksów. Wręcz przeciwnie, najemcy ruszyli niemalże z uśmiechem. Ich hardość ducha podobała się księciu.
Pierwszy poszedł "strażnik", za nim młodzian ze szramą na twarzy.
- Ruszajmy – powiedział stłumionym głosem do obolałego towarzysza, który cały czas trzymał sobie żebra. Najwidoczniej były połamane.
A jako, że mieli tylko jeden miecz, którym władał samozwańczy wódz – to on poszedł trzeci. Na końcu, powolnym krokiem, niczym żywy trup – ciągnął się wyłączony z walki nekromanta…

z/t
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

16 wrz 2013, 00:30

//Kontynuacja tego MG-posta.MG

Siedem długich miesięcy upłynęło, od kiedy Azur po incydencie ze strażnikami wtrącony został do najlepiej strzeżonych, kamiennych lochów Pałacu Sprawiedliwości. Mimo wrodzonej waleczności i niechęci do podporządkowywania się obowiązującym zwyczajom stwór stracił hart ducha. Nigdy jeszcze nie dane było mu doznać takiego poczucia beznadziei. Jakkolwiek zabawnie by to nie brzmiało, troll popadł w depresję. Strażnicy, widząc, że Azur nie odpowiada na ich słowne zaczepki i kuksańce po kilku tygodniach znudzili się i dali mu spokój. Męczona niezwykle wyraźnym poczuciem winy bestia zapadła się w sobie, obserwując coraz to wyraźniejsze symptomy własnego, pogłębiającego się szaleństwa. Koszmary, które, zdawałoby się, śnił nawet na jawie, jeszcze mógł znieść, ale gdy w otaczającym go mroku zaczął dostrzegać kształty swoich licznych ofiar, jego umysł wykoleił się całkowicie. Dni zlały się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Każdy z nich był taki sam. Azur nie wiedział, jak długo przyszło mu tam siedzieć, przestało go to zresztą obchodzić. Jadł, spał i oddychał niejako z przyzwyczajenia, dla podtrzymania swej marnej egzystencji. Jego mocarne mięśnie marniały, skóra szarzała, a oczy zaszyły się mgłą.

Najczęściej w snach widywał Ivanarii. Kobieta, którą zmasakrował w pobliżu centrum Wolenvain napełniała go największym smutkiem. Myśli Azura wbrew jego woli wędrowały w jej kierunku. Osądzająca go pod powiekami, urodziwa twarz pełna była pogardy i gniewu. Ciasna cela stała się więzieniem nie tylko dla ciała, ale także dla umysłu Azura. Wtedy jednak nadeszło ukojenie.

Z początku troll nie zarejestrował faktu otwieranych poza porą karmienia wrót do celi. W drzwiach pojawiło się dwóch strażników, którzy ustawili się po jego bokach na wszelki wypadek. Nie przytrzymywali go jednak, wiedząc, że troll nie ruszy się ze swego siedziska. Gdzieś za nimi majaczyły jeszcze dwie inne, rozmawiające gorączkowo postacie. Jedna z nich zaśmiała się chrapliwie.

- Będzie dobry - rzekł szyderczo jeden z ukrytych w cieniu mężczyzn. - Ogłuszyć - wydał rozkaz. Zanim mocny obuch opadł na skroń Azura, dostrzegł on jeszcze rąbek barwionej na ciemny granat szaty.

//Azurze – ze względu na brak inicjatywy fabularnej z Twojej strony postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce i uwolnić Twoją postać z lochów. Odbyło się to w sposób niesamowicie łagodny, ponieważ Twój Azur „stał” tak długo, że nie miałem serca go teraz okaleczać, obdarzać przewlekłymi chorobami, torturować czy publicznie zgładzić. Masz z/t do Aldhalu, gdzie znajdziesz kolejny MG-post.

Wróć do „Lochy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.