Losowe rozmowy filozoficzne - edukacja

Rozmowy na tematy niedotyczące bezpośrednio Leviathana.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 275
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Losowe rozmowy filozoficzne - edukacja

14 sty 2016, 02:19

Infi stwierdził, żebym wrzucił, bo może wywołać jakąś w miarę fajną dyskusję - proszę bardzo więc, esej, który sobie napisałem na zajęcia z etyki. Komentarze, własne opinie i tak dalej jak najbardziej mile widziane. Pisałem troszkę na odwal się, więc mogą być jakieś błędy, za późno jest, żebym proofreadował.

Pytanie o najwyższy cel edukacji szkolnej


Przeglądając Szewczyka natrafiłem na zagadnienie, które od razu wpadło mi w oko, odnośnie którego wiedziałem, że będzie interesująco się zastanowić, mimo że prawdopodobnie było wielokrotnie wałkowane. Mianowicie chodzi, jak wskazuje, oczywiście, tytuł eseju, o najwyższy cel edukacji szkolnej. Szewczyk nie mówi na ten temat wiele; kilka stron o uprzedmiotawianiu młodzieży, spowodowanym traktowaniem programu nauczania jako celu, zamiast obrać sobie jakieś ambitniejsze dążenia, zakończone wnioskiem, mówiącym, że jedynym sposobem, w który można zapobiec instrumentalizacji podmiotu nauczanego jest dążenie do pełni rozwoju jego osobowości. Wniosek końcowy jest, faktycznie, dość interesujący, i wypadałoby się zastanowić nieco szerzej nad tym, czym właściwie jest pełnia rozwoju osobowości – o tym jednak zaraz. Zacznę od dość istotnego rozróżnienia, którego Szewczyk w tym konkretnym rozdziale nie poruszył w ogóle.

Istnieje bowiem według mnie rozróżnienie pomiędzy najwyższym, ostatecznym celem edukacji a ostatecznym celem szkoły. Cele szkoły nie są tym samym, co cele edukacji. Celem edukacji jest wytworzenie wartościowej, w pełni ukształtowanej jednostki o, jak ładnie ujął to wcześniej Szewczyk, rozwiniętej osobowości. Celem szkoły natomiast jest przygotowanie jednostki do funkcjonowania w społeczeństwie – tak przynajmniej bym cel istnienia szkoły ujął, generalizując mocno na potrzeby tego eseju. Powiedziałbym wręcz, że zasady funkcjonowania szkół zostały ustalone przez kogoś rozczarowanego zupełnie umiejętnościami i kompetencjami zarówno uczonych, jak i uczących, są one bowiem tak nisko osadzone i sprowadzające się do rzeczy wyłącznie koniecznych. Jednostki wybitne, które, oczywiście, zdarzają się, chociaż głównie pomiędzy uczniami(jednostki wybitne w swych respektywnych działach nauki z reguły nie kończą swojej zawodowej kariery jako nauczyciele szkolni), nie są ukierunkowane na zdobycze duchowe i intelektualne w żaden sposób. To, do czego są prowadzone, to jedynie eskalacja tych drobnych, prozaicznych celów, jakie szkoła sobie wyznaczyła. Nie są prowadzone starania w kierunku tego, aby uczynić z dzieci wybitnie zdolnych dzieci kreatywne i zdroworozsądkowo myślące – nie, jedyne, do czego są motywowane i zachęcane, to uczestniczenie w tematycznych konkursach i zawodach. Nie będących, oczywiście, czynnikami szkodliwymi, ale jednak priorytetyzują nie te rzeczy, które według mnie powinny. Jest to dalszy rozwój w strony już rozwinięte, przy jednoczesnym ignorowaniu stron całkowicie lub niemal całkowicie w programie szkolnym zarzuconych. Zamiast radzenia sobie z coraz to trudniejszymi zadaniami i problemami na karcie papieru, dlaczego nie rozwinąć w dziecku zdolności, które umożliwią mu własnoręczny i szybki rozwój intelektualny i duchowy, nie rozwinąć w dziecku chęci samokształcenia się i ewolucji swoich poglądów? Zachęcić dziecko do odnajdywania rzeczy, które je fascynują, na własną rękę, przy ewentualnej drobnej pomocy ze strony nauczyciela – mentorskiej, na zasadzie wskazania ogólnego kierunku, i rozwinąć w nim umiejętności, prowadzące do dalszego rozwoju ich poprzez sokratejską dyskusję. Z mojego miernego doświadczenia życiowego wynika, że póki co najbardziej interesujące idee i koncepty, a także, nierzadko, wyklarowanie się poglądów, pojawiają się bezpośrednio w ogniu dyskusji – i broniąc świeżo wykutego poglądu rozwijamy go na bieżąco, poszerzając o dodatkowe aspekty i wpadając na nowe pomysły.

Mówiłem teraz wyłącznie o dzieciach, które można uznać za wybitnie zdolne. Uważam jednakowoż, że należy także ogół wystawić na działanie dyskusji, wpoić chęć uczestniczenia w nich, pokazać, że to świetny sposób na nie tylko rozwój, ale także zabawę. Dyskusja jest wszakże doskonałym sposobem na nauczanie – uczeń, który dojdzie do jakiegoś wniosku samodzielnie, zachęcony poczynaniami i wskazówkami nauczyciela, z pewnością zapamięta go znacznie lepiej, niż gdyby przeczytał go w książce. Wykształci to także w dziecku procesy, pozwalające na dochodzenie do odpowiednich, prawidłowych wniosków na własną rękę – coś, co w obecnej wizji społeczeństwa mocno kuleje i jest przyczyną niezliczonych problemów. Dzieci nie uczy się zadawania pytań, wręcz się je tego oducza. Uczy się je za to wkuwania na pamięć z książki. Umiejętność ta jest, zgadza się, akceptowalnie przydatna w życiu codziennym, już po zakończeniu edukacji szkolnej, jednakowoż nie jest ona ważna na tyle, aby priorytetyzować na jej bazie cały system edukacyjny!

Założenia, na których oparta jest szkoła, są podporządkowane czysto utylitarnemu punktowi widzenia jako wytworzenie jednostki zdolnej funkcjonować w społeczeństwie. Założenia edukacji jako takiej, i w niej także i edukacji szkolnej, są czymś zupełnie innym – i powinny skupiać się na wytworzeniu jak najkompletniejszej jednostki, jak najbardziej zdolnej do wcielania w życie arystotelejskiego ideału samodoskonalenia się, przynoszącego szczęście. To, co robi szkoła, dąży w zupełnie innym kierunku, co prowadzi mnie z kolei do przekonania, że wiara w te wartości i w zdolności i kompetencje zarówno nauczycieli, jak i ich wychowanków na pewnym etapie skończyła się, umarła, zadowalając się wyłącznie tym, aby nauczyć dzieci absolutnych podstaw, koniecznych do funkcjonowania – wszystkich, nawet tych, zdolnych do poznania czegoś więcej. Jakakolwiek inicjatywa idąca w inną stronę niekoniecznie jest traktowana przychylnie, jako niezgodna ze skostniałymi ideami, kształtującymi i definiującymi cele i kierunki dążenia szkół. Jest to samonakręcająca się spirala – ludzie, kształceni w podobnym systemie edukacji, są niechętni do jego zarzucenia, do przyznania, że coś jest w nim jednak nie tak, że być może nie tędy jednak droga, że szkolenie, któremu przez tyle lat byli poddawani, tak długotrwała indoktrynacja, na którą byli wyeksponowani, była niekoniecznie optymalna. I że, w związku z tym, także i oni mogą nie być ukształtowani optymalnie.

Należałoby przyjąć pewne założenia, według których ewentualnie system dostosowywałoby się do czegoś tak bliskiego systemowi optymalnemu, na ile tylko to możliwe. Krokiem pierwszym byłoby zidentyfikowanie celu ostatecznego – i wracamy tutaj do samego początku, czyli do najwyższego celu edukacji szkolnej. I do założenia Szewczyka, twierdzącego, że celem owym jest dążenie do pełni rozwoju osobowości podmiotu nauczanego. Zgodzę się z tym celem, jednakowoż wypadałoby przybliżyć, jak go rozumiem i dlaczego akurat do niego powinno się dążyć. Pełnią rozwoju osobowości jest jej doskonałość, osobowość niepoprawialna. Każda, oczywiście, jest indywidualna, i dla każdej doskonałość może oznaczać coś innego, jednak droga do niej w każdym wypadku jest długa i sprowadza się do mozolnej, wytrwałej pracy nad sobą, samodoskonalenia się, dążenia do arystotelejskiego ideału eudajmonii, najwyższego dobra.

Skoro owa eudajmonia jest celem ostatecznym edukacji, misją i przesłaniem szkoły powinno być dążenie do niej, bądź też wpojenie uczniowi chęci dążenia do niej. Nie zaś zadowalanie się spełnianiem metaforycznych podstawowych potrzeb piramidy Maslowa z całkowitym pominięciem tego, co jest wyżej. Co prowadzi do wstąpienia na drogę do eudajmonii? Przede wszystkim nauczenie dzieci tego, że samokształcenie, samodoskonalenie się, zadawanie pytań i poszukiwanie na nie odpowiedzi, zamiast traktowania wszystkiego jako z góry narzuconego i oczywistego, jest czymś w życiu człowieka wartościowego nieodzownym, koniecznym. Przeciwieństwo niejako zabijania w dzieciach kreatywności, zjawiska tak popularnego w dzisiejszych czasach i tak dla społeczeństwa krzywdzącego. Szkoła dąży być może nie w kierunku przeciwnym do tego, w którym dążyć powinna, jednak jest tej przeciwności dość bliska. Skupia się na środkach, nie na celu – odnalezienie się w społeczeństwie i zdolność funkcjonowania w nim jest wszakże jednym z pierwszych stopni na długiej, długiej drabinie samodoskonalenia się, prowadzącej ostatecznie do eudajmonii.

Szkoła powinna uczyć samoedukacji i szacunku dla drugiej osoby, prowadzącej do sokratejskiej dyskusji i obopólnie kształcącej wymiany poglądów, zjawiska bardzo, bardzo rzadkiego w nowożytnym społeczeństwie, niestety. Dlatego też – skoro mamy cel ostateczny, i jest on znany filozofom i teoretykom, dlaczego nauczycielom i wykładowcom uniwersyteckim narzucany jest program, który w żadnym stopniu do niego nie prowadzi? Który wręcz zamyka poddanym mu drogi, do tego celu prowadzące? Jakiekolwiek inicjatywy, które edukator przejawiałby, aby podążać w tę stronę, w stronę przygotowywania podopiecznych do dążenia do tego ideału, musiałyby pochodzić od niego, nie byłyby w żaden sposób zinstytucjalizowane ani popierane przez instytucję – odbywałyby się więc kosztem czasu wolnego nauczyciela, poza jego pracą. Groziłyby również konsekwencjami odgórnymi – ideałem ucznia w dzisiejszej szkole czy na studiach nie jest bowiem uczeń myślący. Jest to uczeń cichy, posłuszny, zdolny do nauczenia się na pamięć oszołamiającej ilości narzucanego mu materiału, odzywający się wyłącznie wtedy, kiedy o coś się go zapyta. Jeżeli dążenia nauczyciela wykształcają w dzieciach cechy inne, niż przypadające temu ideałowi, są one traktowane jako nieodpowiednie – co jest na tyle wręcz niegodne, że niemal kryminalne.

Wniosek, do jakiego chciałem dotrzeć w eseju, staje się wobec tego oczywisty – i brzmi następująco: w obliczu najwyższego celu edukacji szkolnej, obecny system nauczania jest absolutnie niezadowalający i wręcz utrudniający do owego celu dotarcie. Potrzebna jest w związku z tym reforma, wykorzenienie i uzdrowienie systemu przed ponownym jego zakorzenieniem. Społeczeństwo, które owej reformy się podejmie jako pierwsze, czy to takiej, czy to jakiejkolwiek innej, której przyświeca podobne pryncypium, wejdzie na niespotykany wcześniej poziom kultury i oświecenia intelektualnego – jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, tak sądzę. Życzę wobec tego polskiemu społeczeństwu, aby jak najwcześniej dojrzało do podobnej zmiany.

Wróć do „Inne Spektra”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.