Jak pokonać prokrastynację?

Rozmowy na tematy niedotyczące bezpośrednio Leviathana.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Jak pokonać prokrastynację?

11 cze 2017, 22:41

Nie odkryję Ameryki, gdy poinformuję Was otwarcie, że mam problemy z regularnością. Widać to choćby po częstotliwości publikowania przeze mnie postów na Leviathanie. Nie mam żadnych wymówek. Ostatnio ustawiłem sobie życie tak, że mam mnóstwo wolnego czasu. I jakkolwiek zawsze to wiedziałem, to teraz nie mam nawet możliwości, aby się oszukiwać – problem tkwi wyłącznie we mnie. I dotyka wszelkich sfer mojego życia, nie tylko związanych z tym forum.

Sprawa jest poważna, bo mam go, od kiedy pamiętam. Mógłbym dociekać, skąd się wziął, mam pewne hipotezy, ale nie o to chodzi, żebyście robili za moich terapeutów. Nie będę przecież opisywał tutaj swojego dzieciństwa i przeżyć, które uwarunkowały moją naturę ze wszystkimi jej cechami. Ta konkretna dotyka gry, którą próbujemy tutaj razem prowadzić i rozrosła się do niebotycznego poziomu. Nie znam nikogo, kto tak mocno oddawałby się prokrastynacji. Tutaj osiągnąłem absolutne, międzynarodowe mistrzostwo. Tak samo jak w szukaniu sposobów na obejście reperkusji wynikających z mojej niesystematyczności.

Generalnie jestem dumny z tego, jak w ostatnich latach pracowałem nad swoimi charakterem. Wyeliminowałem mnóstwo złych rzeczy i stałem się lepszym człowiekiem. Mam wszelkie warunki, by rozwijać się dalej, na wszelkich polach, bo moja sytuacja życiowa jest wręcz doskonała. Mogę wszystko. Tylko ta jedna, ostatnia przeszkoda stoi na mojej drodze. Zacząłem się nawet do niej przyzwyczajać, porzucając marzenia i obojętniejąc. Gdy tylko to odkryłem, stwierdziłem, że sprawa jest poważna. Muszę coś z tym zrobić.

W każdym razie: wiadomo, że człowiek niezmotywowany musi najpierw pomóc sobie sam. Nikt nie zmusi go do wzięcia się w garść. Nawet samo szukanie sposobów na rozwiązanie sytuacji może przerastać. Osobiście próbowałem wielu, ale zazwyczaj spalały na panewce. W związku jednak z tym, że suche, nieosobiste rady zazwyczaj nie działają, postanowiłem zwrócić się z prośbą do Was.

Jestem niemal pewien, że w zasadzie każda z osób czytających te słowa jest ode mnie lepsza w regularności. Chętnie zatem poznam Wasze sposoby. Nie musicie być tytanami produktywności, by opisać tu swoje zwyczaje i metody. Wystarczy, że znajdujecie w sobie motywację, by codziennie robić jedną rzecz. Choćby pójść na uczelnię czy do pracy. Albo posprzątać w pokoju lub nakarmić rybki. Cokolwiek.

Ja od zawsze byłem człowiekiem zrywów: brałem się do działania pod wpływem chwili. Później szło już z górki, ale najgorzej było z tym pierwszym impulsem. Najczęściej pojawiał się, gdy niczego nie planowałem i brałem się do roboty nie jako z roztargnienia. Gdy mam przed sobą jakieś plany, listy zadań i inne grafiki, zamiast mózgu mam watę, przez cały dzień pasywnie przewijając strony internetowe. Nawet tak drobne oczekiwania, jak Wasze pełne wyrozumienia oraz cierpliwości (dziękuję!) wyglądanie postów, zabiera mi moc sprawczą. Możecie sobie wyobrazić, jak sprawa przedstawia się np. w pracy zawodowej. A same zrywy są na dłuższą metę niszczące. Ja mam tego dość, Wy macie tego dość, może jakoś na siebie wpłyniemy.

A, no i dobrze by było, gdybyście nie pisali czegoś na zasadzie „nie bądź smutny” kierowanego do człowieka z depresją. Żadne rady w rodaju „czyny, nie słowa” oraz „poświęć grze choćby tyle czasu, ile przeznaczyłeś na napisanie tego posta” niestety nie pomogą.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

11 cze 2017, 23:44

Mocne uzewnętrznienie, muszę przyznać. Wiem, że pewnie tego nie robisz w dużym stopniu, ale nie skłaniałbym się w stronę przesłaniania siebie wpływem dzieciństwa czy w ogóle przeszłości. Faktem jest, że, rzecz jasna, taki wpływ istnieje i jest niemały, ale takie myślenie nic nie pomoże. Dodatkowo, nawiązując do samego Leviathana, sam tutaj ostatnio niewiele piszę ani nawet przebywam, ale mogę napisać jak u mnie to wygląda z "regularnością".

Ważnym dla mnie było zdanie sobie sprawy z tego, że nikt nie jest wyjątkowy, talenty to tylko i wyłącznie przypadkowe pierdoły, którym przypisuje się często efekty ciężkiej, mozolnej i nieskończonej pracy, którą jest dążenie do doskonałości w danej dziedzinie.
Zawsze uważałem, że super byłoby być sobie jakimś dzieckiem Bhaala, być wybrańcem losu i takie tam, co było powodem zbyt wielu frustracji w moim życiu. Bycie marzycielem to ciężka dola; szczególnie jeśli w rzeczywistości "ktoś, kto chce budować zamki w chmurach, musi mocno stać nogami na ziemi".

Bycie systematyczym to klucz do właściwie osiągnięcia czegokolwiek. Jeśli Ty nie będziesz, ktoś inny będzie. Powiedziałbym nawet, że sam siebie pozbawiasz możliwości na poprawienie stanu swojego żywota, jeśli nie dedykujesz swoim bakcylom wystarczających ilości czasu. Po prostu umierasz z wyboru, nie dajesz sobie szansy na rozkwit.

W moim przypadku bywa to czasem destruktywne, "zerwanie" z rutyną, pominięcie jednego dnia czasami ciągnie się za mną tygodniami, pojawiają się wyrzuty sumienia. Idąc głębiej, jak już robię coś codziennie i udaje mi się to utrzymać, jestem zły, że robię to zbyt krótko. Jest to jednak błędne koło, w które świadomie siebie pakuję, i jak to mówi Kękę:

To cały czas jest
Kończysz jedno
Zaczynasz drugie
Non stop(...)

(...)I choć głupio o tym mówić
Bo rozumiesz
Niby wygrywamy życie
A naprawdę jedyne co czuję

To jest presja
Kroczy za mną kolejny dzień
Moja presja, otwieram oczy, ona tam jest
Moja presja – nie wiem jak mam żyć i jak kochać(...)

(...)Masz ambicje konkretne
To i sobie narzucasz swój standard
Lecz jak spytasz, czy bym chciał się zamienić
Nigdy w życiu!
[/p]

Właściwie sam ten cytat mógłby wyczerpać temat motywacji. Stajesz się wyjątkowy, jeśli robisz coś wyjątkowego. Siedząc na dupie, siedzisz na dupie. Jesteś tym, kim siebie czynisz, nie ma tu wielkiej filozofii. Nie mogę Ciebie pocieszyć, że będzie lepiej jak się weźmiesz. W końcu jednak może to poczujesz. Minie kilka lat, a Ty spojrzysz na to co zrobiłeś i być może poczujesz dumę.

Motywuje mnie też to, że nie chcę przegrać. Ustaliłem sobie standard, do którego nieustannie dążę. A taka droga nie ma końca.
Prawdę mówiąc czasem w ogóle siebie nie motywuję. Po prostu biorę coś i robię. Myślenie nie sprzyja rozwojowi. Pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować i zrobić. Tak jak trzeba się najeść, napić, załatwić inne potrzeby fizjologiczne.
Ale, jak dobrze wiesz, można jeść i można jeść. Prawdopodobnie tak samo najesz się jakimiś pyrami ze schabowym (nie żeby to było coś złego, akurat lubię klasykę), jednak z dnia na dzień podnosisz sobie standard poprzez zmianę potraw, dodatki, selektywne wybieranie komponentów, zmianę formy. Powrót do starego systemu odżywiania po pewnym czasie staje się praktycznie niemożliwy, dobre żarcie staje się częścią życia.

Przykłady są wszędzie. Szczerze to nie sądzę, by cokolwiek co zostanie tu napisane mogłoby w dużym stopniu pomóc Tobie znaleźć motywację. Po prostu musisz podjąć taką decyzję i się jej trzymać. Nie ma innych sposobów, przepraszam.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 275
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

12 cze 2017, 00:33

Wyznacz sobie godzinę dziennie na posty. Nastaw sobie budzik, rzuć, co robisz, kiedy zadzwoni, i zacznij pisać. Wena przyjdzie po jakichś 10 minutach myślenia pewnie.

Nie mogłem się zebrać do napisania pracy licencjackiej, bo nie chciało mi się, zawaliłem milion deadline'ów, w końcu zacząłem właśnie tak robić i skończyłem wszystko w trzy dni, oddając pracę najwcześniej z całej grupy ostatecznie. Miałem zaplanowaną godzinę, ale często siedziałem dużo dłużej, bo, cóż, kiedy już zacząłem, to fajnie szło. Podejrzewam, że u Ciebie z L. też może tak być. Najtrudniej jest zacząć.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

12 cze 2017, 18:31

Nie ma jednej uniwersalnej rady na to. Można próbować kolejnych sposobów, może akurat jakiś podziała. Ja jestem bardzo leniwy, przez co nieraz sobie narobiłem różnych problemów, niektóre były nawet dosyć poważne, a konsekwencje mojego lenistwa ciągną się za mną do teraz. Często, zwłaszcza w niedzielę myślę, że strasznie nie chcę wstać w następny dzień i iść do roboty. Czasem nienawidzę przez to pracy, ale wstaję i idę. Z poczucia pewnego obowiązku wobec pracodawcy, bo mam jakieś tam marzenia i cele, które przed sobą postawiłem i praca jest jedną z dróg do ich osiągnięcia, więc po prostu się zmuszam. Mam nastawiony budzik i po prostu idę. Po pewnym czasie wpadam w rutynę, coraz mniej mi się nie chce i staje się to naturalną częścią mojego życia, aż do momentu, gdy mam przerwę/urlop i po nim muszę znów wrócić do roboty. Nie mam żadnego sposobu, ani myku. Myślę jednak, że czasem trzeba się zmusić parę razy.

Podobnie było z Leviathanem, gdy byłem MG. Do postów się zmuszałem bo wiedziałem, że ludzie na mnie czekają. Nie było jednak żadnej regularności w tym, gracze się wykruszali i tak dalej, więc ciężko było wpaść w rytm.

Inna sprawa była z moim bieganiem. Miałem fatalną kondycję i postanowiłem to zmienić. Na początku się zmuszałem bardzo, później przychodziło mi to bardziej naturalnie, ale nie wytrwałem długo, gdy zmienił się mój plan dnia. Wszystko poszło się "paść".

Nie jestem jakimś filozofem i terapeutą, nie stosuję też żadnych metod. Zmuszam się do działania i tyle. Głównie z jakiegoś poczucia obowiązku wobec innych, rzadko robię coś, żeby mi było wygodniej i lepiej, łatwiej zmusić mi się do działania, gdy pomyślę, że ktoś tam na mnie liczy czy coś w tym stylu. Tylko nie można się zmuszać tak w nieskończoność, musi pojawić się regularność pewna, a później poleci to już lepiej. Czasem dobrze wejść w rutynę. Może zajmij się sesjami, na które masz "hype", gdzie gracze mogą coś odpisać, wymienić kilka postów, żeby wejść w jako taki rytm.

Nie wiem czy da się to z czymś porównać. Może z ćwiczeniami i dietą, gdy wiesz, że musisz zacząć to robić bo będzie źle? Bardzo ciężko jest zacząć na początku, a utrzymanie jako takiej regularności to koszmar, ale im dłużej się uda, tym mniej się trzeba zmuszać i przychodzi to bardziej naturalnie. No nie wiem, bro.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 219
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

13 cze 2017, 12:47

"Mam tak samo jak Ty" - jakby to Czesław zaśpiewał.

Moim zdaniem każdy tak ma w mniejszym lub większym stopniu. Nie jesteś jedyny ani tym bardziej wyjątkowy w tej kategorii. I napiszę więcej - to problem, który jest w Twojej głowie i czytając Twojego posta odnoszę wrażenie, że na siłę próbujesz się go trzymać, wmawiać i wdrażać w życie jako jedną wielką wymówkę, która pasuje do każdej dziedziny życia.
Skąd taki wniosek? Z autopsji. Miałam również okres w życiu, gdy mogłam wszystko. Gdy miałam możliwości i czas. Tyle "celi", tyle mogłam dla siebie zrobić i za każdym razem był to tylko słomiany zapał. Nie robiłam nic. Z lenistwa...bo tak było wygodniej...bo nie miałam motywacji. Bo nie chciałam jej mieć. Łatwiej było sobie wmówić, że mam z tym problem, a szczerze sama sobie ten problem kreowałam, żeby się wytłumaczyć. U mnie akurat ze strachu przed porażką. Może tu tkwi problem?

Jak napisałeś - wymagania/oczekiwania innych demotywują i zniechęcają. Prawda. Wymaganie czegoś od siebie również. Jedyne, co może pomóc i mi pomaga, to odnalezienie w tym co robisz zwykłej przyjemności.
Nie jesteś szczęśliwym człowiekiem. A czym jest szczęście? Dla każdego czymś innym. Błąd tkwi w tym, że prawdopodobnie nie umiesz cieszyć się z tych tzw. małych rzeczy. Być może nie potrafisz lub nie chcesz - no bo co to za szczęście jechać rowerem, jak ktoś ma lamborghini? Duże - jeśli sprawia Ci to przyjemność.

Zmuszamy się do wielu rzeczy - do tego by wstać i iść do pracy. Do tego by posprzątać, pozmywać naczynia, ugotować, zająć się dzieckiem. W moim życiu nie ma wiele miejsca na czas poświęcony samej sobie i przyjemnościom, ale potrafię, chcę cieszyć się z tych chwil i małych rzeczy - z czystego mieszkania, z dobrego jedzenia i z uśmiechu dziecka, bo mama wróciła z pracy. To motywuje, to daje kopa by żyć. Bo świeci słońce lub pada deszcz. Bo świat, jeśli nie oglądasz wiadomości, tylko słuchasz ćwierkania ptaków - jest piękny.

Możesz nastawiać sobie budzik, żeby wyrobić jakąś dyscyplinę w sobie. Możesz się zmuszać, aż wejdzie Ci w nawyk, ale uważam, że dopóki to, co robisz lub masz zamiar zrobić - i nie chodzi mi tu o wielkie cele ani o pracę (to jest jakby osobna kategoria) - dopóki nie sprawi Ci to przyjemności i nie przywoła choćby szczątkowej radości - to nie zwalczysz tego marazmu. Dla mnie pisanie postów jest czymś przyjemnym, czymś co chcę, a nie muszę. Tylko nie mam na to czasu.

I jeszcze jedno - metoda małych kroczków. Zrywy nie są złe, tylko krótkotrwałe, lecz spójrz - to, co robiłeś podczas zrywu, sprawiało radość? Tak? To dlaczego nie robić tego codziennie?
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

13 cze 2017, 13:12

Nie jestem psychologiem, więc nie będę wyszukiwać się głębszych problemów w Twojej psychice. Dla mnie problem wydaje się bardziej prozaiczny, a wynika on z samego komputera. Cholerstwo bardzo dobrze rozprasza, przez co skupienie uwagi na wykonywanej czynności - w tym przypadku hobbby - jest utrudnione, bo się klika w strony internetowe i inne pierdoły.
Weź zacznij pisać te posty w zeszycie i potem je przepisuj do L. Sporo tego będzie, ale zawsze to jakiś konkretny krok do poprawienia koncentracji.
Jeżeli przetłacza cię ilość postów do napisania, jest drugie rozwiązanie. Zrobić reaktywację fabuły i zacząć wszystko od zera. Zrobić jakiś skip fabularny, lepiej zarządzić fabułą, aby łatwiej ją kontrolować.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 cze 2017, 18:49

Drasim pisze:Szcz­e­rze to nie sądzę, by co­ko­l­wiek co zo­sta­nie tu napi­sa­ne mo­głoby w du­żym sto­pn­iu po­móc Tobie zna­l­e­źć mo­ty­wa­cję.

A ja myślę, że każdy z zawartych tutaj postów może pomóc tym, którzy cierpią na podobną przypadłość. Mi czytanie Waszych na pewno dodało otuchy. Do niektórych chciałbym się bezpośrednio odnieść.

Najpierw do posta Roweny. Nie owijasz w bawełnę, więc ja też nie będę. Trochę się minęłaś z moimi słowami.

Ależ oczywiście, że nie jestem wyjątkowy – sam piszę tylko, że najlepszy w dziedzinie.

Ależ oczywiście, że problem tkwi wyłącznie we mnie – wprost o tym mówię.

I oczywiście, że nie pisałbym o tej sprawie, gdyby to była taka pierdoła, jak Ty ją przedstawiasz. Bo uświadomienie sobie własnej prokrastynacji nie jest wymówką, a (wreszcie!) wyzbyciem się ich wszystkich.

Otóż: jestem szczęśliwym człowiekiem, odnajduję radość w małych sprawach i nie jestem perfekcjonistą, ani tym bardziej posiadaczem chorych ambicji. Być może się mylę, ale widzę tutaj echa dość negatywnej opinii, jaką mogłaś o mnie nabrać wieki temu, wyłącznie na podstawie moich działań na Leviathanie. Cóż, szkoda. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia nie weryfikujesz swoich poglądów na mój temat.

Cele mam wyjątkowo racjonalne, marzenia osiągalne i, jak wspominałem, wszystko stoi w zasięgu ręki. Mam wolny tor, wystarczy tylko pobiec. Ale ja, zamiast tego, siadam na trybunach i obserwuję, jak inni, nawet mający gorszy start lub warunki, łatwo mnie przeganiają. Złapałem się na tym, że patrzę na to z życzliwością, nie myśląc o końcu drogi, a co najwyżej wskazując: tam pobiegła reszta! Nie chodzi oczywiście o to, bym miał czuć do ludzi lepszych ode mnie jakąś nienawiść podszytą zazdrością. Mógłbym jednak z łatwością przyjemnie pobiec razem z nimi, a nawet dowiedzieć się czegoś, co mnie przyspieszy.

Mój obecny (dość rozpaczliwy, przyznaję) zryw – którego inkarnacją jest ten temat – spowodowało uświadomienie sobie tego odrętwienia. Popadłem w proponowane przez Ciebie cieszenie się małymi sprawami, takimi jak posprzątane mieszkanie, zrobione zakupy i gorąca herbata. Dobra sytuacja życiowa pozwoliła mi nie przejmować się w zasadzie niczym. Zdziadziałem za młodu, a nie do twarzy mi z bujanym fotelem. Za blisko z niego do grobu.

Problem nie polega na tym, że ja odczuwam strach przed przegraną, nie lubię tego co robię czy nie radzę z oczekiwaniami.

To pierwsze dlatego, że nie zajmuję się zazwyczaj dziedzinami, w których można przegrać (co najwyżej doskonalić).

Drugie, bo nie zajmuję się rzeczami, których nie lubię – na tyle sprytnie poukładałem sobie życie. Przykładowe posty na Leviathanie bardzo lubię pisać, a gdyby mi przeszło, to dowiecie się pierwsi, gdy złożę rezygnację z mojej obecnej funkcji. W tym tkwi sedno; popadłem w prokrastynację na tyle, że nie znajduję motywacji, by robić rzeczy, które kocham. To poważniejsze niż wymyślanie głupich wymówek. Rozmawiasz z gościem, który kilka lat temu całymi dniami nie znajdował powodu, by wstać z łóżka, mimo że odnalazł w życiu miłość.

Trzecie, bo oczekiwania generują naturalny stres, z którym zdrowy człowiek sobie radzi. Ja też. Zazwyczaj. Tyle że on, w połączeniu z moją leniwą dupą, tworzy koktajl, który nie pozwala mi się ruszyć.

Aleksis Bentrum pisze:Dla mnie problem wydaje się bardziej prozaiczny, a wynika on z samego komputera. Cholerstwo bardzo dobrze rozprasza, przez co skupienie uwagi na wykonywanej czynności - w tym przypadku hobbby - jest utrudnione, bo się klika w strony internetowe i inne pierdoły.

Też tak sądzę. Dlatego zainstalowałem sobie jedyny program, którego nie mogę łatwo obejść – Cold Turkey Pro. Zaznaczam tam sobie w kalendarzu czas na pracę i wtedy Indyk blokuje mi dostęp do wszystkich stron i aplikacji, które mogłyby mnie rozproszyć. Dzięki temu już drugi dzień siadam na te kilka godzin do pracy zawodowej. Wcześniej potrafiłem kilka dni nic nie robić, by potem spędzić na tym cały dzień, zarywając noc. Nie muszę chyba dodawać, jak negatywne miało to skutki.

Oprócz tego wymyśliłem sobie zadania do wypełnienia po przebudzeniu. Takie rzeczy, które dają natychmiastowe, naoczne efekty. Pierdoły, ale od czegoś trzeba zacząć. Punktuję siebie nawet za takie podstawy, jak posprzątanie w kuchni, zjedzenie wczesne śniadania i ubranie się. Wbrew pozorom, pracując zdalnie, tego ostatniego wcale nie musiałbym robić. A jak zrobię, to mam już poczucie mocy sprawczej, wykonania zaplanowanego zadania, dzięki czemu łatwiej mi siąść do poważniejszych spraw. Jak praca czy ćwiczenia z gitarą.

Na razie nie robię wiele, ale cieszę się, że cokolwiek. I że już trzymam to już (sic!) drugi dzień. Dla mnie to różnica jak między alfą a omegą. To również dzięki Wam, bo pomogły mi nawet takie truizmy, jak drasimowe „długo będziesz się zmuszał, ale z dnia na dzień będzie to łatwiejsze”. Popracuję nad tym, by w ciągu dnia było też miejsce na Leviathan. Nie chcę jednak narzucać sobie zbyt wiele, by nie zmieniać tych drobniutkich sukcesów w kolejny, niszczący zryw, po którym będzie już tylko gorzej. Jeśli to nie pomoże, to czeka mnie dziadowanie. Albo terapia behawioralna. W międzyczasie proszę wszystkich chętnych o dalsze posty w tym temacie.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 275
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

14 cze 2017, 03:13

Uformowanie się nawyku trwa 90 dni. Powodzenia.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

15 cze 2017, 11:50

Albo skombinujmy budynek do developingu.
Wyobraźcie sobie. Jest dzień wolny, bierzecie kubek kawy, wychodzicie z domu. Idziecie 15 minut - w klapencjach, bo ładna pogoda - do innego mieszkania. Tam cały przedpokój jest w biurkach, na których odpalone są kompy. Gdzieś z boku jest biała tablica, na której można przedstawiać swoje pomysły. Oczywiście widok ziomków z devu, którzy również tutaj przyszli z kubkiem kawy. Gdzieś z tyły wisi sobie kalendarz, a obok jest logo L. - maźnięte jakąś farbą.
A potem wszyscy siadają do działania, poświęcając kilka godzinek na developing. Ktoś do kogoś podchodzi, ktoś kogoś pyta i jest zajebiście.

Zbieramy na biuro, panie i panowie, hehe.
Awatar użytkownika
Zci
Posty: 46
Rejestracja: 17 lis 2016, 15:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3621

16 cze 2017, 02:27

Trochę, dużo czytania, a tu późna godzina, więc napiszę być może coś co ktoś już napisał.

Jeżeli chce się walczyć samemu, to samozaparcie trzeba mieć tak ogromne, że sam problem nigdy by się nie pojawił na pierwszym miejscu.
Na zwyczajne lenistwo potrzebna jest pomoc drugiej osoby. Najlepsza byłaby dziewczyna, ale kumpel chyba też się nada. Nie może jednak to być ktoś "miękki" i musi być to ktoś z kim ma się kontakt, czyli "na żywo", ewentualnie w ostateczności skype czy coś podobnego. Wyjawiasz takiej osobie, że chcesz zwalczyć swoje lenistwo i każesz jej, by pilnowała, abyś ty coś robił. To trochę jak ten program, który wyłącza ci dostęp do "rozpraszających" aplikacji.
Wiem, że nie każdy jest w stanie po prostu "ustanowić" jakiś cel w życiu, ale druga osoba, jej sympatia itp może być celem sama w sobie. Mnie też by się ktoś taki przydał, ale jeszcze daję radę na tak zwaną "zajawkę", czyli jak na przykład widzę, że mam napisać post na leviatanie, a mi się nie chce, to obejrzę jakieś fantasy i od razu czuje klimat i piszę.

Wróć do „Inne Spektra”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kokorosz
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.