Główna Sala

Nora Grzechu. To nie tylko burdel, ale też szynk, przy którym klienci mogą się napić dobrego trunku oglądając półnagie tancerki, wskakujące raz po raz na ich stolik. Oczywiście, miejsce to nie tanie... Przy drzwiach wejściowych stoją dwa wykidajły pilnujący porządku.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

Główna Sala

04 kwie 2011, 18:23

Obrazek

Spora sala udekorowana w barwach czerwieni. Zewsząd zwisają zwiewne draperie, nadając lokalowi tajemniczy klimat. Długa lada wykonana z ciemnego, lśniącego drewna stoi tuż koło wejścia, zaraz za załomem cienkiej ścianki, przykuwając uwagę dopiero po jakimś czasie. Sprytnie ułożone kanapy i fotele, są ukryte za metalowymi przegrodami, sięgającymi w górę prawie trzy metry. Te również udekorowano, zawieszając na nich ciemny materiał, swobodnie opadający w dół.
Tylko na kilku stolikach postawiono świeczki, będące jedynym źródłem światła, poza tym spływającym łagodnie z nieokreślonych miejsc z sufitu. Zostały najprawdopodobniej utworzone za pomocą nie do końca legalnej magii. Okna szczelnie zakryto kilkoma warstw zasłon, chroniąc tym samym skąpo ubranych pracowników przed zimnem. Krzesła niskie, okrągłe, ale bez oparcia są ustawione tak, by żadna osoba nie siedziała tyłem do dziewczyn, mistrzowsko tańczących na niewielkich podestach.
Są tu też schody prowadzące na piętro, gdyby któryś z klientów zamierzał nawiązać bliższy kontakt z szerokim wachlarzem świadczących usług osób.


~*~*~*~

Chwilę przerwy, która została jej udzielona, wykorzystała w najmniej konstruktywny sposób jaki znała. Siedziała tuż przy barze i patrzyła w przestrzeń pustym wzrokiem, myśląc na temat najbliższej przyszłości. Hadareth powiedział, że jest gotowy. Ona też była mniej więcej gotowa, więc czekała tylko na alchemika.
Jeszcze kilka dni…
Loki…
Mam przerwę. – rzekła, machając ręką. Nareszcie nauczyli się jej czteroliterowego imienia. Sporo czasu minęło, zanim ktoś przypadkiem użył go po raz pierwszy.
Łyknęła zdrowo z podstawionego jej kieliszka.
Plan Umbre, nabierał kolorów intensywnej czerni.
Odwróciła się i skinęła głową, do siedzącego w oddali czarnego Pchlarza.
Plan Umbre, był jednym z najnikczemniejszych, jakie do tej pory stworzyła.
Powoli zsunęła się z krzesła. A następnie kołysząc uwodzicielsko biodrami, podeszła do jednego z obserwujących ją mężczyzn, zanim ten sam jej nie przywołał.
Plan Umbre nie obowiązywały reguły. Nie te, stworzone przez ludzi.
Idziesz? – zapytała dziarsko, kładąc rękę na talii. Nie sposób było nie przyjąć zaproszenia, zwłaszcza, gdy klienta już przebiegł miły dreszczyk tak prostej pokusy. Szybko podniósł się z miejsca, zostawiając niedopity kufel piwa. Loki prychnęła cicho i bezszelestnie podążyła ku schodom.
Ile za nią? – usłyszała z dołu, pomimo odległości.
Niezauważalnie poprawiła srebrny sztylet, ukryty pod stertą rzemyków i błyszczącej biżuterii.
…polegał na tym, że to klienci płacili więcej, niżeliby chcieli.

[zt]
-

Oboje zeszli na dół, na co pseudo-wilkołak ruszył ku wyjściu, dołączając do ‘obsłużonego’ przez dziewczynę mężczyzny. Dziękowała niebiosom, za ciemność tu panującą, gdyż nikt nie zauważył czarnych jak smoła oczu, nowo powstałego Cienia.
Otarła pot z czoła, zadowolona z pierwszego sukcesu. Było dobrze. Jak do tej pory wszystko szło jak po maśle. Po chwili wyłapała jedno ze chciwych spojrzeń już od dawna przykutych do jej ciała, niczym pijawka do kociej mordki.
Z przyklejonym uśmiechem wskazała schody, zaczynając proces od nowa.
Oto, czym był plan Umbre; dawała nadzieję na coś zupełnie odwrotnego, do czekających jej ofiar losu.
Śmierć przy tym to pikuś.

-

Szefa trochę dziwiło, z jakim zacięciem pracowała jego nowa dziewczyna, zważając na jej pierwotną niechęć do robienia czegokolwiek poza roznoszeniem drinków. Jak maszyna prowadziła kolejnego klienta na górę, po czym sprowadzała na dół, całkowicie odmienionego. Z wyrazem beztroskiego spokoju opuszczali lokal, najwyraźniej usatysfakcjonowani świadczonymi usługami. Co najdziwniejsze; w ogóle nie widział zmęczenia po kotołaczce, co było niepokojące. Ale jakże ekonomiczne…
Nie chcesz sobie zrobić przerwy? – zapytał, patrząc na nowego klienta Loki, wyraźnie zafascynowanego wdziękami kotołaczki. Ona tylko wyszczerzyła szeroko zęby, w bardzo dwuznacznym uśmiechu.
Nie trzeba, dziękuję. – odparła, łapiąc za rękę otumanionego mężczyznę, który nie spuszczał oczu z jednego, wybranego punktu.
David wzruszył ramionami. No, jak chce…

Pracowała całą noc. Uwodziła, prowadziła, a następnie sztyletowała ofiary, napełniając ich ciała nowym, cienistym tchnieniem. Ilu ich było? Nie pamiętała… Ważne, że nareszcie przestały się jej czepiać o opieszałość.
Siedziała przy barze, starając się nie zasnąć. Wiedziała, że jedynym ratunkiem na w miarę jasne funkcjonowania ciała i umysłu, jest jedzenie. Regeneracja natychmiastowa, bez potrzeby odpoczynku.
Noo, jak na nową, spisałaś się całkiem nieźle. – pochwalił szef, podając jej kubek ciepłego mleka – Masz, i idź się przespać. Wyglądasz na półżywą.
Loki potwierdziła skinieniem głowy, z przyjemnością chłepcząc ulubiony przysmak każdego kotołaka.
Mam nadzieję, że zostaniesz na stałe.
Zobaczę. – stwierdziła lekko zachrypniętym głosem, ocierając zamykające się powieki. W sumie jako kelnerka sprawował się nieźle. I na takiej pozycji mogła zostać, kiedy w końcu przestanie mordować ludzi. Wolnym krokiem ruszyła na zaplecze, by przebrać się w zwykły, czarny płaszcz. I zdjąć ten upiorny dzwoneczek!

[zt]
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

05 maja 2011, 16:10

Kobieta uśmiechnęła się, gdy poczuła jego wzrok na swoich pstrokatych, kocich atutach. Niby niechcący, spod jej płaszcza wypełzł równie pręgowany ogon, podrygujący nieznacznie w tą, lub inną stronę.
Słoneczko, pierwsze, nie jestem panienką. – mruknęła uroczo, przykładając mu zakończony czarnym pazurkiem palec, do jego warg. Zimne, uznała lekko zaskoczona. Jednak dziwniejsze rzeczy Loki już widziała, dlatego również klienteli pozwalała na różnorodność.
– Po drugie, zacznijmy od czegoś do picia może. – zaproponowała, podnosząc na chwilę głowę. Niczym cień, jedna z kelnerek przeszła obok nich, zostawiając jedynie dwa drinki w kolorze ciemnego bzu.
Chyba na tym musiała poprzestać, jeżeli chodzi o telepatyczne sygnały. Czuła narastający ból, mający źródło gdzieś w okolicy środka czaszki. Delikatnie złapała się za obolałą głowę, próbując zniwelować cholerstwo.
– Za jakie grzechy… – powiedziała niemal bezgłośnie, przywołując ręką drobną, blondwłosą dziewczynę.
Ingrid, zabaw pana. Ja muszę się naćp… zasnąć. – poprawiła lekko rozdrażniona, powoli wstając ze stolika. Niestety, ten wyczyn znajdował się aktualnie poza jej możliwościami. Przewróciła się, na szczęście na czworaka, ratując w ten sposób organy wewnętrzne i nie tylko. Przeklęła zdrowo, próbując dość nieudolnie na powrót wstać.
Awatar użytkownika
Ainsley
Posty: 21
Rejestracja: 03 maja 2011, 21:23

05 maja 2011, 16:41

– Zapewniam, że o niczym innym w tej chwili nie marzę – odpowiedział na propozycję drinka, może nie do końca zgodnie z prawdą, bo wizja złapania dziewczyny za ucho i delikatnego potarmoszenia zagnieździła się w jego rudej głowie już chyba nieodwołalnie. Ogon zalotnie wyglądający spod płaszczyka wywołał niemal równy entuzjazm.
Niestety nagle przestało być tak miło jak się zapowiadało. Angus z trudem ukrył rozczarowanie, kiedy jego rozmówczyni najwyraźniej nie za dobrze się poczuła i postanowiła zostawić go w rękach blondyneczki. Zaskoczenia, kiedy spadła ze stołu ukryć już nie potrafił. Niedbale zdusił cygaro stojącej na stole popielniczce i błyskawicznie przyklęknął obok niej, by jakoś pomóc jej się pozbierać. Można być draniem mordującym ludzi bez mrugnięcia okiem, można nawet być zimnym trupem, ale ślicznotka w potrzebie niemal zawsze budzi w samcach rycerskie odruchy. Mężczyzna więc ostrożnie objął słaniającą się, ale klnącą siarczyście (uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem, słysząc jakże adekwatne do sytuacji słownictwo) kotołaczkę i dźwignął ją z podłogi bez większego wysiłku biorąc na ręce. Jego dłonie jak i reszta ciała były zaskakująco chłodne, musiała to poczuć nawet przez ubranie, ale chwilowo się tym nie przejmował.
– Pomogę – to nie była propozycja. To była rzeczowa informacja, która nie pozostawiała miejsca na protesty, mimo że wypowiedziana została miłym i uprzejmym tonem.
– Gdzie ją zanieść? – zwrócił się z pytaniem do blondynki.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

05 maja 2011, 17:00

Blondynka zbladła, wyraźnie nie mając pojęcia co robić dalej. Na słowa nieznajomego stanęła jak na baczność, w mimowolnym przestrachu. Bała się go, ale nie mogła sobie wyjaśnić czemu…
Wskazała ręką na schody, idąc jeszcze kawałek za nimi w kierunku docelowym.
Ostatni pokój po lewej. Nieoznaczony. – powiedziała sucho, bacznie mierząc nieznajomego zagadkowym wzrokiem.
Loki chyba doszła do siebie, gdyż wydała odgłos szczerego zdziwienia czując pod sobą czyjeś ręce. Lodowate w dodatku.
Brr, i lepiej się pospiesz, bo zamarzam. – stwierdziła niezadowolona, mocno czepiając się rękami jego szyi. Przez te sarkastyczne uwagi mogła wylądować jeszcze raz na ziemi, na co wolała się przygotować.
Awatar użytkownika
Ainsley
Posty: 21
Rejestracja: 03 maja 2011, 21:23

05 maja 2011, 17:40

Angus obdarzył wyraźnie zaniepokojoną blondynkę najbardziej uroczym uśmiechem na jaki mógł się zdobyć. Gdyby nie udzieliła odpowiedzi, ze pewnością zostałaby potraktowana z większym chłodem, ale w takiej sytuacji nie trzeba było stresować biednego dziewczęcia. Kotołaczka natomiast chyba poczuła się lepiej, bo jeszcze nie zdążył wnieść ją na piętro, a ona już wygłaszała złośliwe uwagi na temat temperatury jego ciała. A on tylko chciał pomóc. Nieładnie, bardzo nieładnie… Zachichotał nie bez pewnej złośliwości.
– To na pewno gorączka – oznajmił z pełnym przekonaniem, szczerząc zęby niczym niewiniątko, zupełnie nie rozumiejące dlaczego ma się do niego pretensje. Jeśli dobrze pójdzie ta cwana istota zaufa swojemu zdrowemu rozsądkowi i na prawdę kiedy już dojdzie do siebie zrzuci jego niecodzienną temperaturę na wybryki własnego trawionego jakąś chorobą organizmu. Bo przecież zdrowe osoby nie padają w omdleniu na ziemię, chociaż wcześniej wyglądały i zachowywały się zupełnie normalnie.

[oboje zt]
Awatar użytkownika
H. Nirrannidd
Posty: 104
Rejestracja: 05 maja 2011, 19:08

09 maja 2011, 13:41

Do przybytku wkroczył gnom. Stary i zmęczony, ale elegancki, bo odziany w garnitur. Bynajmniej nie wygląda jakby przyszedł tu w tym celu co większość klienteli. Za nim wkroczyła czarnowłosa kobieta, na pewno uzbrojona, ale mało co widać, bo wszystko jest schowane pod zdobionym letnim płaszczem. Przepych z jakim został urządzony lokal oszołomił ją, zresztą podobnie gnoma. Wartość tego przybytku pięćdziesięciokrotnie przewyższa wartość karczmy Katgrana. Nie wliczając w to mistrzowskiego personelu. Słabnący wzrok gnoma jeszcze nie przyzwyczaił się do nietypowego światła, co sprawiło, że widzi wszystko na czerwono… Chyba że personel też jest pomalowany na czerwono.
-Ehhhh Kobieto. Szukam szefa tego burdelu. Mam do niego interes…

Zaraz Jak to niedysponowany? Niedysponowana. Rozumiem. Uroki kobiet pracujących w tym zawodzie… Trzeba się z tym pogodzić. – Szczerze wolałby żeby był to facet… Na pewno nie byłby niedysponowany z powodu ciąży. Co za pech, że akurat teraz… Wolałby mieć to już z głowy, choć nic się nie stanie jak parę dni poczeka. "Cholera oby było to parę dni." – pomyślał. – Przyjdzie mi zatrudniać jakąś uczciwą głupiutką wieśniaczkę, którą trzeba będzie poprawiać na każdym kroku, a na to czasu nie będzie.
Zostawię list. Uraczyła by mnie może pani kawałkiem papieru, piórem i kroplą atramentu? – Niedługo potem dostał to o co prosił, choć nie tak skromnie jak prosił. Piękne pióro które bardzo niezwykle odbijało kolory, a wręcz potrafiło zahipnotyzować. Gnom zadawał sobie pytanie, czy to pióro jest magiczne? Czy cała atmosfera?
Kiedy wreszcie się ogarnął, zabrał się za pisanie. List był napisany stylem bardzo rzeczowym i formalnym. We wstępie przeprosił, za kolejną niepotrzebną kartkę i wyraził nadzieje, że ten list będzie odskocznią od licznych obowiązków. Później nieoszczędzając w słownictwie wyraził swe zdanie na temat tego przybytku, na tle przeżytych 350 lat. od nowego akapitu opisał co potrzebuje i ile w tym temacie może obiecać ze swojej strony, a mianowicie – Potrzebuje ładnej, inteligentnej, samodzielnie myślącej kobiety i za taką właśnie osobę nie zamierza oszczędzać. Poprosił także o szybki kontakt, podał swój aktualny adres, czyli karczma "pod Pechowym Linoskoczkiem". Na zakończenie życzył szybkiego powrotu do zdrowia (przecież nie ma pojęcia co tak naprawdę się stało) i złożył swój podpis.
– Idziemy. – Rzekł do swego bodyguarda i odeszli, zostawiając za sobą raj dla młodzieńców. Hareabaen Wzdychnął, w krótkiej oznace zazdrości.

[z/t]
Awatar użytkownika
Oskar
Posty: 45
Rejestracja: 04 sty 2012, 21:24
GG: 39679869
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1351

04 sty 2012, 23:56

Oskar przyszedł tu, by wręczyć swojej ulubienicy obiecane perfumy. Były to najdoskonalsze perfumy jak do tej pory. Kiedy mężczyzna wszedł do środka, osoby w środku zaczęły się uśmiechać na jego widok, był tu dobrze znany i często to wpadał.
– Hej Sally, co u Ciebie piękna – podszedł pewnym krokiem do barmanki.
– Co się głuptasie pytasz, dzień jak każdy inny. Przecież od wczoraj nie mogło się wiele zmienić. A co tam słychać u Ciebie łobuzie? Pewnie przyszedłeś do Salony? – powiedziała kobieta o pełnych kształtach, skąpo ubrana, stojąc za ladą.
– Jest u siebie?
– Tak i to już od godziny wyczekuje ciebie.
Chłopak odwrócił się na pięcie i pognał schodami do góry po swoją towarzyszkę. Zeszli razem po dłuższej chwili. Co się działa na górze? Tylko oni to wiedzą.
Oboje byli rozbawieni, czerwone rumieńce gościły na ich twarzach, jak u pary kochanków. Usiedli do stolika. Chłopak nonszalancko pomógł kobiecie usiąść, po czym sam udał się po trunek do baru. Siedzieli i rozmawiali, minęła godzina. Po tym czasie chłopak wyszedł zostawiając nowy flakon perfum, a zabierając pustą fiolkę. Wilki jak by wyczuły, iż ich pan własnie opuści przybytek, bo właśnie co przybiegły i usiadły po obu stronach schodów, niczym strażnicy. Kiedy Oskar przechodził obok, one ruszyły w raz z nim, tworząc piękny szyk.
Chłopak zmierzał teraz do innej części miasta.
[z/t]
Awatar użytkownika
Lurwenis
Posty: 9
Rejestracja: 27 lip 2012, 20:53
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2060

03 sie 2012, 23:29

Wszedł powoli do głównej sali , wyglądał na zmęczonego ale było wręcz przeciwnie , to ciało buntowało się przeciwko takiej stagnacji ręce dawno nie trzymały ostrza , nozdrza domagały się zapachu krwi. Był po prostu zmęczony nudą jaka nastała w ostatnich tygodniach a kasa na wyczerpaniu nie całe dwa suwereny licząc to że się przynajmniej najadł. Wszedł do sali i rozejrzał się za kimś interesujący ale nie zauważył nikogo w sali oprócz ochroniarza. "Tacy to nigdy nic nie wiedzą' – pomyślał. Przepych tego pomieszczenia trochę go drażnił ale wiedział że potrzebuje klienta więc usiadł wygodnie w jednym z foteli i czekał na kogoś odpowiedniego. 'Heh w burdelach zawsze znajdzie się alfons któremu klient nie zapłacił lub straszy dziwki , obije się parę ryjów i kasa gotowa' Z tą myślą postanowił poczekać moment na właściciela lub zarządcę tego…..przybytku
Awatar użytkownika
Lurwenis
Posty: 9
Rejestracja: 27 lip 2012, 20:53
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2060

16 sie 2012, 10:43

Zmieszany brakiem kogokolwiek w tym budynku oprócz gburowatego ochroniarza wstał , naprawdę wkurzony i szybkim krokiem wyszedł z burdelu oczywiście po drodze przewracając parę mebli żeby zademonstrować jaki był wściekły.
[z/t]
Awatar użytkownika
Ernest Luwe
Posty: 72
Rejestracja: 20 lis 2011, 21:26
GG: 39831351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1130

01 lut 2013, 01:43

Zamysł uczynienia z Czarnego Kota

bardziej dochodowego interesu, był niewątpliwie ambitny ale i pracochłonny. Mimo to nie można było pozostawić lokalu w takim stanie, gdyż prędzej czy później skończyłoby się to tragicznie. Ernest postanowił nie czekać dłużej i dogadać się z rzemieślnikami. Najpierw udał się do stolarza. Wchodząc do jego pracowni zapukał trzy razy we framugę i skierował się w stronę mężczyzny:
-To znowu ja. Rozważyłem naszą poprzednią rozmowę i postanowiłem, że dobrze będzie jeśli ubijemy interes. Słyszałem od ludzi, że jesteście bardzo dobrzy w swoim fachu, zresztą sam widzę robicie ładne i solidne rzeczy – to mówiąc rozejrzał się z udawanym zaciekawieniem po pomieszczeniu. Jego wzrok zatrzymał się na najbliższym krześle, jednym z tych, które z chęcią by widział u siebie w lokalu.
-Nie macie nic przeciwko jeżeli usiądę? – Nie czekając na odpowiedź rozsiadł się na tyle wygodnie na ile było to możliwe i wyrazem zadowolenia na twarzy kontynuował rozmowę:
-Doszedłem do wniosku, że będę potrzebował znacznie więcej mebli niż początkowo zakładałem. Potrzebne będą także łóżka, szafy i skrzynie. Przynajmniej dwa razy większe zamówienie niż to o którym rozmawialiśmy – tu zrobił przerwę pozwalając stolarzowi wykalkulować jak znacznie może powiększyć się jego ilość gotówki. Gdy Ernest zauważył, że mężczyzna otwiera usta żeby coś powiedzieć, nie pozwolił mu na to i szybko wznowił monolog:
-Najpierw jednak potrzebuję tego o czym rozmawialiśmy ostatnio. Stoły mają dla mnie największy priorytet. Możecie zaczynać robotę. Co do zapłaty to chciałbym teraz zapłacić zaliczkę w wysokości 4 suwerenów, a pozostałe 16 gdy większość zlecenia będzie gotowa do odbioru. Mam nadzieję, że taka cena panu pasuje. Nasza współpraca szykuje się długa, toteż warto zacząć ją odpowiednio.
To mówiąc wyciągnął z torby alkohol i postawił przed sobą kieliszki. Napełnił obydwa po czym chwycił jeden i wstał z krzesła czekając aż jego rozmówca również sięgnie po wódkę. Specjalnie wybrał późniejszą porę żeby uniknąć wścibskich klientów i zapewnić stolarzowi większy komfort. Zamierzał wypić 3, góra 4 kolejki i udać się do krasnoluda z którym rozmawiał na temat kart i kości. Z nim nie zamierzał się targować. Nie czuł się na siłach robić to z krasnoludem, po za tym potrzebował naprawdę dobrze wykonanych przedmiotów i nie chciał go w żadne sposób do siebie zrażać. Postanowił jednak, że na początek wystarczą mu cztery zestawy przeciętnie wykonanych kart i jeśli będzie z nich zadowolony i w miarę jak pozwolą mu środki dokupi resztę. Koszt kart miał wynieść suwerena, a więc 5 szylingów za talię. Także w tym wypadku Luwe uiścił zaliczkę w wysokości 10 szylingów, a resztę chciał zapłacić gdy będzie dokonywać odbioru.
*****

Zadowolony z tego co przyniósł mu los

postanowił udać się do miejsca, o którym zdążył już sporo słyszeć, ale nie miał jeszcze okazji w nim być. Kierował się mianowicie do Nory Grzechu, zamtuzu, który był znany w całym mieście. Z plotek, które słyszał od klientów Czarnego Kota wynikało, że miejsce to nie raz odwiedzała straż miejska, gdyż oprócz kurestwa prowadzono tam także inne interesy, często nielegalnie. Inni mówili natomiast, że nad właścicielami tego miejsca ciąży pech, gdyż żaden z nich długo nie cieszył się z prowadzenia interesu, gdyż znikał w tajemniczych okolicznościach. Ernestowi nie pozostawało nic innego jak samemu sprawdzić jak wygląda stan faktyczny. Interesy na mieście zajęły mu trochę czasu i do burdelu dotarł gdy zaczynało zmierzchać. Wchodząc rozejrzał się dyskretnie po sali i udał się w stronę jednego ze stolików znajdujących się naprzeciwko szynku. Zdjął płaszcz i zwinął go po czym położył na dywanie, a sam rozsiadł się wygodnie, niemal zapadając się na miękkim siedzeniu. Nie pozwolono mu długo czekać i wkrótce podeszła do niego skąpo ubrana kelnerka pytając w czym może pomóc. Luwe patrząc jej w oczy i lekko uśmiechając poprosił na początek o drinka na bazie wódki i jakąś przekąskę. Czekając na na zrealizowanie zamówienia cieszył wzrok poruszającymi się zmysłowo tancerkami, których prawie nagie ciała zachęcały do bliższej znajomości. Ernest w istocie miał taki zamiar. Sącząc drinka spoglądał zadowoleniem na tańczącą najbliżej niego niewysoką blondynkę o alabastrowej cerze odzianej w przepaskę i stanik z materiału koloru indygo. Miała długie spięte srebrną spinką włosy i cienkie bransolety z tego samego metalu na przegubach obu dłoni. Siedząc i obserwując jej uwodzicielskie ruchy, Luwe wiedział już z kim spędzi dzisiejszą noc. Gdy dziewczyna przestała w końcu tańczyć podeszła do niego i usiadła na kolanach oplatając rękami jego szyję. Wyglądało na to, że cała gotówka jaka mu została miała właśnie zmienić właściciela. Cóż taki był plan. Gdy byli już na górze Luwe postanowił dowiedzieć się jak to możliwe, że właściciel przybytku nie ożenił się z nią, widząc na co dzień taką piękność. Ta odpowiedziała, że szef dawno już nie było w lokalu i całkiem możliwe że coś mu się mogło wydarzyć, ale chyba nie przyszedł tu z nią o tym rozmawiać.
-Oczywiście skarbie, że nie. Dobrze wiesz dlaczego tu jestem.
Awatar użytkownika
Ari
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

02 lut 2013, 18:40

MG

Jaki tam ze mnie pan -żachnął się stolarz. Wysłuchał uważnie wszystkiego, co miał do powiedzenia Ernest. Jako, że tamten nie wspomniał nic o drewnianych krążkach, które też chciał zamówić, postanowił sam poruszyć ten temat.
A te drewniane gówienka, co to je miałem zrobić? Mam dzieciaka, który zna się na takim dłubaniu. Maćko mu na imię. Maćko, wydłub taki mały krążek, powiedziałem mu. Wystrugaj na nim jakie skomplikowane wzorki. I zrobił takie coś -stolarz wyjął zza pazuchy mały, drewniany żeton. Zdobiła go niezliczona ilość nacięć, które nie dość, że tworzyły spójną całość, to na dodatek wyglądały na trudne do podrobienia.– Maćko zrobi takich tyle, ile szanowny pan sobie życzy. Dziesięć orów za sztukę, dla takiego wielkiego pana to żaden wydatek.
Ernest poczęstował stolarza wódką, a ten nie miał zamiaru odmawiać. Kim by w końcu był, gdyby odmówił tak szlachetnemu panu? Wypili po jednym, wypili po drugim, zrobiło się wesoło. Gdyby Ernest został jeszcze na kilka kolejek, zapewne skończyli w objęciach jako najlepsi przyjaciele. Całe szczęście wyszedł zanim zdążyli dokonać takiego aktu spoufalenia się.
Ernest zostawił stolarzowi 4 suwereny zaliczki i wyszedł na kolejne spotkanie.
Zamówił jedynie karty zupełnie zapominając o kościach, lub po prostu zostawiając zakup ich na inny termin. Dziesięć szylingów zaliczki zostało zainkasowane przez krasnoluda a Ernest ruszył w dalszą drogę.
Lżejszy o kilka suwerenów, ale nadal przy forsie, postanowił zaszaleć. Udał się do Nory Grzechu, gdzie miał zapewne zamiar zwalić… z siebie nadmiar stresu i wszelkie troski…


/W burdelu masz wolną rękę, rób co chcesz. No, chyba, że zamiast sobie poużywać wolisz wypytać o coś więcej ową damę o wątpliwej reputacji. Wtedy wkroczę.

Wróć do „Nora Grzechu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.