Prywatny Gabinet

Nora Grzechu. To nie tylko burdel, ale też szynk, przy którym klienci mogą się napić dobrego trunku oglądając półnagie tancerki, wskakujące raz po raz na ich stolik. Oczywiście, miejsce to nie tanie... Przy drzwiach wejściowych stoją dwa wykidajły pilnujący porządku.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

Prywatny Gabinet

04 maja 2011, 18:38

Obrazek

Na samym końcu wąskiego korytarzyka znajdował się jeszcze jeden, nieoznakowany pokój. Dębowe drzwi, zamykane na kilka zamków zabezpieczały pomieszczenie przed nieproszonymi gośćmi dość skutecznie. Czemu? Gdyby zajrzeć do środka, taka ochrona stanowiła rzecz oczywistą.
Średnich rozmiarów pomieszczenie łączące wystrojem gabinet i sypialnię. Podłoga wyłożona została miękkim, wzorzystym dywanem tkanym na zmianę brązowymi odcieniami nici. Biurko gładkie, błyszczące, pokrywają zazwyczaj sterty papierów bądź talerzy, zależnie od tego, jak bardzo lokator był głodny. Dookoła poukładano ciemne szafki zawierające przeróżne rekwizyty, na które składały się głównie tajemnicze przedmioty, najbardziej przywodzące na myśl wykwintne instrumenty.
Mieści się tu też kilka foteli i postawione w rogu spore, zasłonięte kotarą łóżko. Oddziela je od głównego pokoju cienka ścianka, mająca w sobie wycinek drzwi, z których zwisały gęsto plecione sznurki czarnych koralików różnych rozmiarów.
Całości dopełniały wszędobylskie obrazy, w głównej mierze pokazujące ponure drzewa z rozcapierzonymi gałęziami.


~*~*~*~*~*~*~*~*~

Chrobotanie przekręcanego klucza trwało długo. W końcu Loki zdołała w jakiś sposób pokonać resztę zamków i zatrzasnąć za sobą drzwi w charakterystyczny sposób.
Ziewnęła szeroko zdejmując z siebie to czarny, to czerwony płaszcz zrzucając je na podłogę, gdzieś w kącie pomieszczenia. Otworzyła jedną z półek, po czym wyciągnęła ciemną, nawet ładną koszulę nocną. Ledwo ją ubrała; padła na łóżko, niczym martwa kłoda, ostatkiem sił spuszczając baldachim.
Po kilku sekundach zasnęła, wtulając głowę w miękkie poduszki.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

07 maja 2011, 22:46

Łkała przez zaciśnięte zęby, wbijając głowę mocno w oparcie kanapy. Trudno ją było przytrzymać, gdyż lata praktyk i pracy w nieprzyjaznym terenie robiły swoje. Lecz z pomocą przyszedł Skoll mocno chwytając ją za klatkę piersiową, by nie mogła nawet głębiej odetchnąć.
Chwila trwała niemal w nieskończoność, aż w końcu usłyszała cichy pomruk. Ni to krzyk, ni westchnięcie, lecz… Poznała ten głos.
Dziecko, które miało tak nieludzkich rodziców, było do człowieka jak najbardziej podobne. Nie licząc drobnych, przyciemnionych kocich uszu, nie różniło się absolutnie niczym od normalnego niemowlęcia.
I patrzyło. Wielkimi, żółtymi oczami wpatrywało się prosto w twarz dziewczyny, cierpliwie czekając aż ta je wyciągnie.
Awatar użytkownika
Ainsley
Posty: 21
Rejestracja: 03 maja 2011, 21:23

08 maja 2011, 10:39

Na moment czas zamarł, jakby został całkowicie zaabsorbowany przez te żółte, zaskakująco rozumne oczy. Ale tylko na moment, bo niemal od razu Sine zdała sobie sprawę, że to bardzo zły moment na kontemplację, niezależnie od tego, jak bardzo dziecko ją zaskoczyło. Miała nieprzyjemne dłonie, chłodne, kościste i w tym momencie pachnące środkami dezynfekującymi oraz krwią, ale to właśnie one wyciągnęły dziwną maleńką dziewczynkę na świat. Była tak spokojna, że przez chwilę kobieta przestraszyła się, że nie oddycha, ale oddychała… równo i delikatnie, z zaskakującym spokojem. Sine niemal odetchnęła z ulgą, zupełnie wbrew sobie. Pospiesznie odcięła pępowinę i przekazała drobne ciałko asystującym jej dziewczynom. Teraz w pierwszej kolejności musiała poskładać jego matkę do stanu jak najbardziej zbliżonego do pierwotnego, za co zabrała się z zagryzionymi wargami i żelazną determinacją w oczach. Kiedy ona coś robi, to musi być zrobione porządnie i ta sytuacja zdecydowanie nie mogła być wyjątkiem. Pospiesznie, ale z ogromną starannością oczyszczała więc, łatała i składała organizm kotołaczki, mając nadzieję, że ta jest tak twarda na jaką wyglądała. Największych szkód zdecydowanie narobił fakt, że ciąża przebiegała tak szybko i delikatne kobiece ciało nie miało najmniejszych szans na stopniowe przygotowanie się do radykalnych zmian jakie w nim zaszły – jeszcze nie doszło do siebie po jednym szoku, a już następował następny. Ten kto ją na to skazał musiał być potworem i alchemicka najchętniej, z pełną satysfakcją, pozbawiłaby go możliwości dalszego przekazywania przekazywania swoich genów następnym pokoleniom.
Skrzywiła się niezadowolona, zakładając ostanie szwy i zabierając się do umycia jej i założenia opatrunku.
– Już po wszystkim – poinformowała pocieszająco, chociaż nie do końca zgodnie z prawdą – w końcu to wszystko jeszcze musiało się zagoić. Wstała z klęczek, by sprawdzić, jak prostytutki radzą sobie z myciem niemowlęcia i uznała, że trzeba im trochę pomóc, bo wyraźnie nie znają się na dzieciach… Tak jakby ona się znała. Z lekko gorzkim uśmiechem (tuż po wyszorowaniu własnych rąk) wytarła dziewczynkę i owinęła ją w czysty ręcznik, po czym wsadziła jej palec do buzi, na wszelki wypadek sprawdzając czy ma odruch z ssania. Ale już czuła, że to nie o dziecko powinna się martwić. Wróciła do Loki i ponownie przyklękła obok niej, tym razem z zawiniątkiem na rękach.
– Chcesz ją zobaczyć?
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

08 maja 2011, 11:18

Całkowicie wyzuta z emocji, patrzyła w przestrzeń przed siebie pozbawionym wyrazu wzrokiem. Fala zimna przeszła od stup do głów, zostawiając po sobie lodowate igiełki wbite głęboko we wnętrze kości. Dopiero gdy usłyszała zlepek zrozumiałych dla niej wyrazów, przeniosła przekrwawione oczy na 'to' coś. Blady uśmiech przeciął jej twarz, gdy zobaczyła własne, nadzwyczaj… Nie, nie umiała znaleźć określenia na trzymany przez dziewczynę skarb. I to jej własny. Poczuła przeogromną chęć zabrania dziecka, by zawsze trzymać to malutkie ciałko w objęciach. Lecz teraz nie mogła nawet podnieść ręki.
Zaśmiała się cichutko. Takiego obrotu zdarzeń nie mógł przewidzieć nawet prorok.
Ja ją zobaczę. – odezwał się cichy głos, wychodzący jakby z ust sześcioletniego dziecka. I rzeczywiście; tuż przy nich stał chłopczyk – ubrany w czarny płaszcz, z nienagannie błękitnymi oczkami i połyskującymi bielą zębami, widocznymi przez lekki uśmiech.
Loki zamarła. Demon pojawił się dosłownie znikąd, delikatnie wyjmując z rąk rudowłosej nowo narodzoną dziewczynkę. Bez względu na to jak mocno alchemiczka trzymała jej córeczkę, chłopczyk już ją miał w objęciach. Nie można było zgadnąć w jaki sposób to zrobił. Po prostu w jednej chwili stał spokojnie w miejscu, a w drugiej zmierzał ku wyjściu. Z nią…
Panie! – krzyknęła Loki, czując nadzwyczajny przypływ sił. Zimny pot wstąpił na jej ciało, teraz z zupełnie innego źródła. Bała się. Po raz pierwszy w życiu, tak naprawdę odczuwała strach. Głównie przez to, że nie była w stanie nic zrobić…
Chłopiec zatrzymał się i odwrócił głowę z zaciekawieniem na rozdygotaną kobietę, podczas gdy dziewczynka poczęła cichutko kwilić.
Tak..? – zapytał nadzwyczaj spokojnie, przebijając ją na wylot niesamowitym odcieniem swoich oczu.
Błagam… Zrobię wszystko, tylko proszę… – mówiła Loki, nie mogąc przerwać słowotoku – Tylko proszę…
Zabieram twoją zapłatę, nie jesteś już mi nic winna. – uciął szybko, trochę rozdrażniony zachowaniem swojego sługi.
Ona ci się nie przyda – przekonywała kotołaczka, podnosząc znienacka głos. Jej rozbiegane spojrzenie wskazywało, iż znajdowała się na granicy paniki. Nawet raz spróbowała usiąść, ale próbę przypłaciła niesamowitym bólem i falą ciepłej krwi.
Demon zacmokał, nie przejęty pozostałymi w pomieszczeniu ludźmi. Dla niego tylko cel stanowił priorytet. Poboczne wątki, sytuacje były nieważne. Całkowicie nieważne.
Co ty możesz wiedzieć, dziecko?
Loki przełknęła ślinę, która była ubarwiona strumyczkiem metalicznego szkarłatu.
Nie wiem nic, ale… Panie, błagam… Zabierz mnie, ale ją zostaw. Jestem więcej warta niż bezrozumne niemowlę, które będzie trzeba uczyć posłuszeństwa…
Chłopczyk tylko westchnął w duchu. Właśnie takiej sytuacji się obawiał.
Awatar użytkownika
Ainsley
Posty: 21
Rejestracja: 03 maja 2011, 21:23

08 maja 2011, 11:47

Kiedy ciepły ciężar nagle zniknął z jej objęć Sine odruchowo szarpnęła się w tył i opadła na wyciągnięte sztywno ręce. Niewinnie wyglądający, słodki chłopiec budził w niej instynktowny, przejmujący strach. Każda cząstka jej przeklętego ciała wyczuwała kim on jest i pragnęła znaleźć się jak najdalej. Kobieta odpełza tyłem wciskając się w kanapę. Trzęsła się jak w febrze, nie potrafiła logicznie myśleć i niczego nie pragnęła bardziej jak zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Otrzeźwił ją dopiero roztrzęsiony głos Loki i plamy krwi barwiące świeżo założony opatrunek. Przez mgłę spowijającą jej umysł przebiła się z niemal oślepiającą jasnością myśl, że oto ten diabelski bachor próbuje zmarnować jej pracę i wysiłek. Niedoczekanie jego! Poderwała się podtrzymując siadającą kotołaczkę, która była gotować zerwać się i wywrócić na podłogę czyniąc sobie jeszcze większą krzywdę.
– Zostaw to dziecko – wycedziła mimo szczękających uparcie zębów, obdarzając demona zaskakująco jadowitym spojrzeniem, jak na osobę, która dygotała ze strachu.
Jakby na potwierdzenie jej słów po pomieszczeniu rozniósł się nieprzyjemny odgłos, przypominający drapanie w szkło.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

08 maja 2011, 12:31

– Gdyby nie to, że Loki prosił mnie o przystanie na tą propozycję, zwyczajnie bym ją zignorował. Aczkolwiek… Łudziłem się, że i w tym przypadku wykażesz się wyrachowaniem, tą wspaniałą bezdusznością, jak przez te wszystkie lata. – zanucił z pewnym żalem, z wyższością zerkając na skulone obok siebie kobiety.
A ty, moja droga… Twój brat się o ciebie martwi, nieprawdaż? Tak, wiele o was słyszałem. Bliźnięta to wielka rzadkość, w szczególności, gdy łączą je pakty ze światem bogów. – rzekł niemalże ciepło, rozciągając dziecięce usteczka w mrożącym uśmiechu – Chyba nie chcesz, by was przedwcześnie połączono na wieki przeklętych, prawda?
Następnie zwrócił się do Loki, która nie była w stanie przerwać demonowi. Czekała, jakby jej życie zależało od jego słowa.
I tak po prawdzie było.
Chłopiec westchnął, po czym bardzo niechętnie położył dziecko przed sobą na ziemi. Kotołaczka wypuściła w końcu powietrze z płuc. Również czekające w napięciu oczy wypełniły się potokami przeźroczystych łez. Teraz już mogło się dziać wszystko. Dziecko będzie żyło. Wolne, wychowane w normalnej rzeczywistości. Tak, jego ojciec zobowiązał się do opieki w razie gdy kobiety zabraknie. Teraz musiał udowodnić ile warte są słowa syna Szatana.
Nagle złapała dziewczynę za rękę.
Raczej się tobie nie wypłacę, ale proszę… Zanieś ją tam, gdzie będzie chciała. Nosiłam ją kilka dni, więc z pewnością urośnie równie szybko. Ona ci powie… – Loki zerknęła na podchodzącego do nich demona, czekającego jeszcze zanim ta się nie pożegna. Kotołaczce uwiązł głos w gardle, gdy zrozumiała że już nigdy nie zobaczy córeczki. I nigdy jej nie dotknie. Czarne łzy wypłynęły z nową mocą, zalewając policzki gęstą cieczą.
Skoll… To Cień. Mój były cień, który będzie ci teraz służył. Daję go tobie. – Skoll na te słowa tylko kiwnął niezauważalnie głową – A płaszcz przekaż… Jej. Zmienia rozmiary… Więc… I nazywa się Sachmet…. – skończyła, zacinając się prawie przy każdym słowie.
Zgodnie z twoją wolą dziecko. – rzekł nagle blondynek, palcem dotykając poharatanego ciała kobiety. Widocznie jej czas się skończył, jak i jego w tym świecie.
Rudowłosa widziała jeszcze szczęśliwe i jednocześnie zmartwione oczy, zanim i te nie rozpłynęły się w powietrzu.
Po tej dwójce zostały teraz tylko plamy krwi, czerwony płaszcz i płaczące żałośnie dziecko.
Awatar użytkownika
Ainsley
Posty: 21
Rejestracja: 03 maja 2011, 21:23

08 maja 2011, 13:25

Kobieta warknęła tylko chicho, dając do zrozumienia,że pogróżki demona nie robią na niej wrażenia i wcale się go nie boi. Chociaż prawda była zgoła inna. Mimowolnie odetchnęła, kiedy blondynek odłożył dziecko, ale potem zdrętwiała, a jej świat stanął na głowie.
Chciała zaprotestować, powiedzieć, ze nie może, że nie zna się na dzieciach, że nie chce. Ale nie potrafiła odmówić. Po prostu nie była w stanie powiedzieć "nie" kiedy te załzawione pełne bólu i nadziei oczy patrzyły wprost na nią. Nie potrafiła, bo poczuła niechcianą odpowiedzialność za dziecko któremu pomogła przyjść na świat i wściekłą, pełną buntu nienawiść do demona, który chciał zniszczyć jej życie już pierwszego dnia.
Ścisnęła pocieszjąco dłoń Loki i kiwnęła głowa na znak zgody.
A potem kotołaczka zniknęła. Sine otarła piekące oczy wierzchem dłoni, a jej blada twarz przybrała nieprzyjemny, zacięty wyraz. Ciskające błyskawicy oczy mówiły wyraźnie, że jest gotowa bez mrugnięcia okiem zabić każdego, kto jej teraz przeszkodzi, czy choćby się odezwie. Ostrożnie podniosła dziewczynkę, owinęła ją czerwonym płaszczem i szepcząc do niej uspokajająco zgarnęła swoją torbę, bo czym bez słowa wyszła.

[zt]
Awatar użytkownika
Oskar
Posty: 45
Rejestracja: 04 sty 2012, 21:24
GG: 39679869
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1351

09 sty 2012, 19:14

Oskar szedł spokojnym krokiem, bawiąc się z wilkami po drodze, dawno już nie jadły, więc będzie musiał je zaraz nakarmić. Całkiem szybko zleciała mu droga, nie obejrzał się, a był już na miejscu. Kazał odźwiernemu nakarmić pupili.. Standardowo wilki zabrano do pomieszczenia za barem, w którym wilki były karmione. Oskar miał wtyki w całej okolicy, a nora, była jego drugim domem. Aż dziwnym było, iż jego kobieta, kazała mu przyjść do nory. Dosyć dziwnym sposobem to zrobiła, bo przecież widzieli się zaledwie dwa dni temu. Wiadomość była jednoznaczna, Oskar wiedział doskonale kto wysłał wiadomość, gdyż kartka była nasączona perfumą, którą to on sam produkuje. Lekki bukiet kwiatów hodowanych w szklarni przy domku. To był piękny i subtelny zapach, którego nie powstydziła by się królowa.
Zaraz po przybyciu Oskara spotkała Wiktoria, która zaprowadziła go do prywatnego gabinetu właścicielki nory. To było dziwne, ponieważ gabinet był pusty. Za stołem stało potężne krzesło, na który miał prawo siadać tylko właściciel. "Skoro nikogo nie ma to co mi szkodzi" pomyślał i usiadł na nim. Krzesło było bardzo wygodne, nic dziwnego, że ten przywilej należał tylko do właściciela. Oskar zaczął rozmyślać, co mogło być powodem, tak pilnego trybu sprowadzenia go. Co prawda on nigdy nigdzie się nie śpieszył, wolał, żeby to na niego czekano. Wszak spóźnić się jest w dobrym tonie uważał.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

09 sty 2012, 19:33

MG:

"Strażnicy" burdelu wiedzieli kim jest Oskar, tak więc nie obawiali się jego wejścia. Wzdrygnęli się tylko na widok jego pupili. Żaden z nich nie lubił bowiem tych bestii, a teraz wyglądały dodatkowo na głodne. Jeden ze pilnujących porządku zaprowadził wilki tam gdzie zawsze, drugi natomiast wszedł za przyszłym właścicielem zatrzaskując za sobą drzwi. Wewnątrz "Nory" nie było nikogo, poza znudzonym personelem rzecz jasna. Dziewczyny na widok Oskara wszystkie wstały szczerząc się do niego. Co niektóre witały się pogodnie, inne pytały drugie, czy to "on".
Wiktor – znajomy Oskara – zaprowadził go do góry, do prywatnego gabinetu. Tam go zostawił.
Na biurku, które znajdowało się przed krzesłem – na którym człowiek zdążył się już rozsiąść, znajdował się kałamarz. Tylko kałamarz z piórkiem w środku.
Mężczyzna nie był wystawiany na próbę i zaraz po jego przyjściu w drzwiach stanęła kobieta.
– Witaj, kochany. – Powiedziała wbijając się w Oskara swoim lubieżnym wzrokiem. Przygryzła wargę, po czym wiotkim krokiem podeszła do niego, a następnie pochylając się wyjęła zza pleców… Kartkę papieru. Spisane były tam akta odnośnie dzierżawy budynku, kilka parafek urzędników i wiele nieistotnych szczegółów.
– Zdobyłam go dziś rano, dla Ciebie. – I położyła go tuż przed nim. – Przejrzałam go, nie ma w nim żadnych kruczków… Wystarczy twój podpis, a ten… Budynek będzie twój. – Kobieta cały czas uśmiechała się czekając na tę jedną parafkę. – Czas w końcu ruszyć nasz… Interes…
Awatar użytkownika
Oskar
Posty: 45
Rejestracja: 04 sty 2012, 21:24
GG: 39679869
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1351

09 sty 2012, 20:03

Oskar słyszał jakieś delikatne kroki na korytarzu. Ktoś zbliżał się do gabinetu, ale nie wzbudziło to w nim niepokoju, siedział dalej pewnie w "królewskim" fotelu. Zaskakującym faktem było dla niego, iż po otwarciu drzwi ukazała się postać jego lubej. O ile można powiedzieć o miłości mając do czynienia z tak rozrzutną osobą względem uczuć. Niemniej jednak ona była osobą, którą szczególnie darzył opieką. Opieką, to było właściwe słowo, ponieważ Oskar nie potrafił kochać, kochał wszystkie kobiety. Lejla była wspaniałą kobietą, mądrą i najpiękniejszą w mieście, sam Oskar dbał o nią, a teraz ona zadbała o niego. Sama poczyniła kroki, by lokal przeszedł na odpowiednią osobę. Nie tylko zmieniła akt z dzierżawy na własnościowy, ale również zadbała o to by to on był właścicielem.
Złoto zgromadzone w skarbcu wystarczyło by na plany, które miał Oskar. Dziwki dobrze zarabiały, a i właściciel mógł się pławić w luksusie.
Pieniędzy odłożonych było bardzo dużo, to też Oskar postanowił je spożytkować.
Wszystko po kolei. Najpierw przewertował umowę, która była nie zrozumiała dla jego osoby, ale nie mógł się do niczego przyczepić. Wyczytał, iż majątek będzie jego wyłączną własnością, co pozwalało mu zrealizować jego zamysły.
Podpisał więc kwit i zostawił papier na blacie, ka którym opierała się uwodzicielsko Leila. Polecił jej dokończenie wszelkich formalności.
– Jestem mile zaskoczony tam faktem – powiedział, biorąc ją na kolana. Rozsiadł się wygodnie, a ona się w niego wtuliła. Jej piękne blond włosy działały na Oskara, począł się nakręcać, ale szybko się zbastował, "przyjemności na później" pomyslał tuląc ją.
– Kiedy dokończymy dzieła, będziemy mogli wdrożyć moje skromne plany….
– Ale jak to? Jakie plany? Ty wiedziałeś o tym, że wkrótce tak czy siak będziesz właścicielem?
– Oczywiście, to było do przewidzenia, ponieważ ja mam tu większy posłuch, aniżeli była już właścicielka.
– W sumie masz rację kochany. Wybacz moje uniesienie. – Oskar teraz delikatnie gładził ją po karku, a kobiety ciało opanowały cudowne ciarki, przechodzące od tyłu głowy pod dolne części podbrzusza. Uwielbiała ona to uczucie, nie wiedziała sama, czemu w jego towarzystwie się tak czuje, ale tylko on potrafił jej jedynie dogodzić.
Po długiej rozmowie rozeszli się w swoich sprawach, by wieczorem spotkać się w głównej sali.
[z/t]

Wróć do „Nora Grzechu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.