Trakt Północny

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Fraemas
Posty: 11
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1220

Trakt Północny

11 gru 2011, 17:41

Trakt północny jest najdłuższym, a zarazem najrzadziej uczęszczanym traktem, w całej Autonomii Wolenvain. Ciągnie się on bowiem od północnej bramy tegoż miasta, aż do Wiecznych Gór Północnych. Jeżdżą bowiem tędy tylko odległe karawany kupieckie handlujące z "Północą".
Idąc od strony gór będziemy mogli zaobserwować jak zmienia się krajobraz. Zaczyna się niemalże płasko, gdzieniegdzie jednak pojawiają się iglaki. Dalej zmienia się on już w zwyczajny iglasty las. To właśnie najdłuższy odcinek całego gościńca. Zbliżając się do miasta przeobrazi się on w las mieszany. Zbaczając z tego odcinka dotrzemy do jednych z najlepszych terenów łownych.
Na całej długości praktycznie braknie wszelkiego rodzaju rozwidleń, aż do samego miasta. Szlak omija bowiem wszystkie pomniejsze miasta i ciągnie się jeno do stolicy.
Nawierzchnia nie jest jednolita. Im bliżej gór tym mniej bitej drogi, a więcej usypanego żwiru. Przechadzka po nim nie jest miła, jednak możemy mieć pewność, że nie zbłądzimy. Na całym trakcie nie ma bowiem żadnego znaku informacyjnego.


*****


Fraemas szedł cały czas patrząc się przed siebie ufając, że dotrze tędy do Wolenvain. Nie przejmował się, czy zgubił, czy też nie jego "towarzyszy". Droga była pusta. Przeszedł on już dobrą połowę, a nie ujrzał ani jednej żywej duszy…
W międzyczasie słońce zdążyło ulec księżycowi, który wezbrał na sile.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

29 maja 2012, 02:20

Mężczyzna, którego zagadnęli oparł się ponownie o ścianę budynku i zapatrzył w płomienie. Ves przyglądała mu się wyczekująco, zastanawiając, czy w ogóle usłyszał i zrozumiał jej pytanie. Sarl tymczasem zrezygnował z rozmowy z mieszkańcem i oddalił w stronę stołu z jedzeniem. Dziewczyna odprowadziła go tęsknym wzrokiem, zerknęła w stronę niedoszłego rozmówcy i już niemal czyniła krok w stronę ogniska i upragnionej kolacji, gdy mężczyzna odezwał się cicho. Zmarszczyła brwi z niezadowoleniem "Teraz się odezwał" pomyślała zirytowana. Szybkość reakcji byłego karczmarza była zaiste imponująca.
Ves odwróciła się w jego kierunku, starając się nie robić zniecierpliwionych min i zamaskować jakoś krępujące dźwięki wydawane przez jej przewód pokarmowy. Słuchała mężczyzny z uwagą, bo mimo głodu była ciekawa historii karczmy. Już po pierwszym zdaniu mężczyzny zmrużyła oczy i popatrzyła na niego z powątpiewaniem "Jest zamknięta, czyli otwarta. Bardzo to logiczne…" prychnęła w myślach. Wzięła jednak pod uwagę stan byłego oberżysty i postanowiła mimo wszystko wysłuchać do końca, tego, co ma do powiedzenia. Założyła ręce na piersi i słuchała, a mężczyzna mówił z coraz większym sensem i stopniowo Ves zrozumiała nawet co kryło się pod jego wcześniejszą, zagmatwaną wypowiedzią. Jego złość była naturalną reakcją, chociaż dziewczynie ciężko było sobie wyobrazić jak można być taką ofiara losu, by dać się okraść w podobny sposób. Popatrzyła na niego z politowaniem, zamiast ze strachem, ale gdy ją przeprosił uśmiechnęła się uprzejmie. Pożegnał się z nią, dodając ponownie, że może przebywać w opustoszałej karczmie ile jej się podoba i odszedł w swoją stronę. Ves odwróciła się szybko na pięcie, gdy tylko została sama. Stół, suto zastawiony swojskimi potrawami, stanowił dla niej teraz priorytet i centrum wszechświata. Apetyczne zapachy przyciągały ją , a ona, zaspokoiwszy swoją ciekawość, nie miała zamiaru się im opierać.
Dziewczyna chwyciła jakiś talerz, który wydawał jej się czysty, po czym przeszła wzdłuż stołu nakładając sobie porcje rożnych smakołyków. Z takim pagórkiem jedzenia odeszła kawałek na bok i ochoczo zabrała się za zaspokajanie głodu. Mniej więcej w połowie posiłku zwolniła trochę tempo i zaczęła interesować otoczeniem. Dość szybko zlokalizowała Sarla, który kończył właśnie rozmowę z kolejnym mieszkańcem Nalin. Wyglądało to tak, jakby mężczyzna spławił najemnika i czym prędzej podążył za flirtującą z nim dziewczyną. Ves odprowadziła ich wzrokiem, gdy wchodzili do jednego z budynków i z pewnym zdziwieniem zauważyła szyld z napisem "Pod Rogaczem" i malunkiem przedstawiającym rogi. Zmarszczyła lekko brwi, po czym wzruszyła ramionami. Skoro karczma była opuszczona, to każdy mógł tam chodzić. Ta parka zapewne chciała zapewnić sobie trochę prywatności. Ves jadła dalej, a gdy jej talerz opustoszał, podeszła do stołu po dokładkę. Tym razem jednak była to niewielka porcja. Dziewczyna była głodna, to prawda, ale zdawała sobie sprawę, że opychanie się jedzeniem, choćby i darmowym, nie wyjdzie jej na zdrowie i będzie się potem kiepsko czuła. W między czasie zdążyła zaobserwować jeszcze trzy pary znikające we wnętrzu "Rogacza" i sprawa zaczęła wydawać jej się jednocześnie dziwna i interesująca. Czyżby opuszczona rudera awansowała na miejsce wioskowych schadzek? W innej sytuacji zapewne zignorowałaby to zupełnie, w końcu to nie jej sprawa, co i gdzie robią wieśniacy. Teraz jednak była stroną zainteresowaną, jako, że po rozmowie z byłym karczmarzem stwierdziła, że nocleg jest rzeczywiście nieodpłatny, nie zamierzała więc rozglądać się za czymś innym. Teraz wszystko zaczęło jej się zgadzać. Musiał być w tym jakiś haczyk. Zawsze jest coś takiego.
Kończąc posiłek zaobserwowała pierwszą parę wychodzącą z przybytku i kolejną, kierującą się do jego wnętrza. Skrzywiła się z niezadowoleniem i odstawiła pusty talerz na stół. Rozważała swoje możliwości. Obecnie widziała dwie – spanie w karczmie z raczej kłopotliwym "sąsiedztwem", albo gdzieś pod gołym niebem. Przydałoby się zorientować w innych możliwościach. Rozejrzała się, poszukując Sarla. Zniknął jej z oczu, ale wydawał się prężnie zajęty załatwianiem im noclegu, więc Ves uznała, że najłatwiej będzie go po prostu znaleźć i zapytać, czego się dowiedział. Chyba, że znienacka okazał się duszą towarzystwa i począł bawić razem z mieszkańcami, jednak biorąc pod uwagę skromną wiedzę, jaką dziewczyna posiadała na jego temat, pierwsza opcja wydawała jej się bardziej prawdopodobna.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

30 maja 2012, 09:27

MG

– Co robisz? Czaisz? Zresztą, nieważne… – powiedział jeszcze na odchodne mężczyzna, któremu śpieszno było do "uszczęśliwienia kogoś" – A śpij sobie gdzie chcesz, nawet na ziemi… A może kto cię do domu wpuści, jeśli oberża nie odpowiada, a szczęście dopisze!
Odwrócił się już ostatecznie i pognał w stronę przybytku, który został błędnie nazwany przez Sarla burdelem. Pod Rogaczem, biorąc nazwę dosłownie, może i tak, ale żeby od razu burdel? Wyciągnął wnioski zbyt pochopnie.
Ves tymczasem wróciła już od pokaranego przez los nieznajomego i zebrała to tu z kociołka, to tam z różna, to jeszcze gdzie indziej z jakiejś wielkiej misy liczne smakołyki, na których sam widok żołądek próbował obudzić cały świat. Przysiadła na pieńku, robiącym za prowizoryczne krzesło przy równie prowizorycznym stole, których znajdowało się tu trzy wokół ogniska w odległości kilku metrów, i poczęła jeść. Jadła tyle, by się najeść, zaspokoić żołądek, męczony postem przez niemalże cały dzień. Wokół niej trwała zabawa, nikt nie podzielał humoru byłego karczmarza, który w tej chwili pewnie gdzieś zabija smutki w alkoholu. Wręcz przeciwnie. Oni trunek wykorzystywali, by jeszcze bardziej poprawić humor, który i tak im dopisywał. Dotychczas w tym tłumie panował chaos, wszyscy tańczyli do muzyki granej raz przez kilka kobiet ze starymi harfami, cytrami i, ciągnącymi główny motyw, fletami, po jednej stronie ogniska, a raz przez mężczyzn z bębnami, grzechotkami i przewodzącymi im piszczałkami, po drugiej. Kobiety przygrywały melodie spokojne i delikatne, przy których można było się rozmarzyć, odpłynąć w nieznane światy sennych przyjemności. Mężczyźni zaś skoczne i szybkie, niemalże hipnotyzujące słuchacza, który wpada w trans i nie liczy się dla niego nic, prócz tańca. Tak też wyglądali wieśniacy, którzy bawili się wszędzie wokół przy dźwiękach ich muzyki.
Dzieci ostatecznie zostały wyłapane przez ich matki i pognane do łóżek. Słońce schowało się już za horyzontem, sprawiając, że niebo szybko zmieniło barwę z płomienistej czerwieni, na mroczny, głęboki niebieski. W oddali, w centrum wioski, kwiaty wielkiego złotego drzewa zamykały się na nadchodzącą noc. Coraz więcej par odchodziło w jakieś ciemne kąty, zerkając przy tym tajemniczo w stronę ogniska. Oberża nie była jedynym takim miejscem, choć rzeczywiście jednym z najczęściej odwiedzanych w tym celu. Festyn, jak zawsze, budził w ludziach ich fizjologiczne potrzeby. Był to czas, w którym były one zaspokajane z ogromnym nadmiarem. Nic więc dziwnego, że dziewięć miesięcy później populacja Nalin gwałtownie rosła. Szkoda tylko, że nie zawsze urodzone dzieci należały do mężów ich matek.
Ani Sarlowi, ani Ves nie uśmiechało się spać przy konkretnych dźwiękach zza ścian. Oboje chcieli znaleźć inną możliwość. Zawsze w grę wchodziło gołe niebo, albo stajnia, jednak dla komfortu mogli chyba znieść kilka głośnych jęków?
Odszukali się wzrokiem, a mężczyzna, widząc Ves pochłaniającą jedzenie, podszedł doń, by nie musiała przerywać. Wtem, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, dźwięki muzyki, ucichły. Ludzie wydali z siebie głośne "oooł…", młodsza część żeńskiej społeczności pojękiwała cicho, starsza poczęła żywo szeptać, piani mężczyźni zaś jak jeden wykrzykiwali jakieś niezrozumiałe słowa i od czasu do czasu wybuchali gromkim śmiechem. Zupełnie, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś, na co od dawna czekali. W jednej chwili plac wokół ogniska opustoszał, zostały dwie orkiestry po obu jego stronach, męska i żeńska. Wszyscy wycofali się za niewidoczną linię, którą wyznaczały te trzy niedługie stoły, wyłożone jedzeniem.
Szepty, jęki, śmiechy i krzyki ucichły, gdy w jednej chwili obie grupy głośno i gwałtownie uderzyły dźwiękiem. Zaczęła się walka, najpierw obie na raz starały się zdominować tę drugą, tworząc potężną, całkiem zjadliwą, szybką, energiczną, a zarazem łagodną, piękną symfonię przeróżnych instrumentów, całkowicie odmiennych, a jednocześnie tworzących solidną całość. Trwało to kilka minut, podczas których spośród publiczności wyszło kilka osób, ubranych na zielono. Kobiety w takich samych sukniach po łydki oraz krótkich narzutach, zasłaniających piersi. Na szyjach miały grube naszyjniki z suszonych owoców, tych które zdążyły już dojrzeć oczywiście, a na głowach przepiękne, różnokolorowe wianki z polnych traw, kwiatów i zbóż. Mężczyźni prawie nago, jedynie przepasani przez pierś również zielonym materiałem. Ci nosili amulety z pazurów i kłów upolowanych własnoręcznie zwierząt.
Zaczęli tańczyć, dwie drużyny, tworzące jedną całość, a jednak rywalizujące ze sobą. Wszystkie kroki wydawały się być zaplanowane, zapewne ćwiczone od kilku miesięcy, by na tą chwilę być tak harmoniczne. Wtedy kobiety ucichły, przestały grać, wycofały się, zwalniając miejsce męskiej grupie, która uderzyła silniej. Tancerki również się wycofały. Cały plac zajęli mężczyźni, dopingowani przez męską publiczność. Walka się zaczęła.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

31 maja 2012, 16:35

Oficer, usłyszawszy wymijającą odpowiedź nie próbował zatrzymywać zaczepionego mieszkańca, który pobiegł w kierunku owego "domu rozpusty". Zaczynał naprawdę żałować, że nie ominął tego zadupia i nie rozbił obozu przy drodze. Co z tego, że dawali darmowe jedzenie? Za świeżo upolowaną dziczyznę zapłaciłby jedynie kilkunastoma minutami skradania się. Teraz jednak było już na to za późno. Postanowił spędzić jeszcze trochę czasu na poszukiwaniach – w końcu, czego się nie robi dla odpoczynku w dobrych warunkach? Rozejrzał się dookoła; w oczy rzuciła mu się Ves, spożywająca posiłek. Ruszył w jej kierunku, w międzyczasie biorąc sobie jeszcze jedną porcję gołąbków w kapuście – nie czuł już głodu, ale wciąż miał apetyt. Usiadł obok dziewczyny na ławce, odwijając kapustę i odkrawając kawałek miejsca.
Bez owijania w bawełnę, ta karczma to nie tyle karczma co burdel, czy tam wioskowy dom schadzek – rzucił. Spojrzał w stronę budynku; do środka wchodziła następna para. – Jakoś niespecjalnie chce mi się tam spać, nie wiem jak tobie. – Rzucił dziewczynie porozumiewawcze spojrzenie. – Popytam ludzi, może złoto wzmocni ich gościnność i znajdą jakieś wolne miejsce.
Nabił na widelec kolejny kawałek i włożył go do ust. Po chwili stwierdził, że ze sporą porcją poradził sobie nadzwyczaj szybko, toteż odłożył pusty talerz na bok. Cały dzień w drodze służył jego apetytowi.

Nie trzeba było być specjalnie bystrym, by stwierdzić, że festyn się rozbujał. Spokojne dotychczas melodie ustąpiły swoistym pojedynkom na muzykę – dwie drużyny jakby walczyły ze sobą; każda chciała przyćmić tę drugą swoją grą. Fechmistrz nigdy nie był fanatykiem muzycznym, ale musiał przyznać, że grajkowie znali swój zawód. Dźwięki pasowały do siebie i kleiły się ze sobą, tworząc imponując całość. Chwilę potem orkiestra ustąpiła miejsca tancerzom, ubranym w zieleń. W tym temacie Sarl również nie był autorytetem, niemniej jednak widowisko było przyjemne dla oka. Kolejny taniec, tym razem męski przypomniał mu zwyczaje jego ludu.
W moich stronach były podobne festyny, jeśli mogę w tym przypadku użyć tego słowa. – wskazał na tańczących agresywny taniec mężczyzn. – Z taką różnicą, że zamiast tańców były walki na szable, zabawa bez zabitych była uważana za nudną – powiedział, sięgając po butelkę z winem i pociągając łyka. Znów zagłębił się we wspomnieniach. Do bardziej spokojnych należały akrobacje konne. Chociaż, pamiętam kiedy jeden z kozaków spadł z konia próbując przeskoku przez siodło. Skręcił sobie kark.– Znów pociągnął z butelki.
Dobra, dosyć wspominek – przerwał i podniósł się z ławki. – Trzeba w końcu znaleźć miejsce do spania. Mam już dosyć dzisiejszego dnia.
Przystąpił więc do działania. Tym razem pytał głównie kobiety – starał się zachowywać w miarę neutralnie i starał się wyrażać bardziej szczegółowo; pytał o jednodniowy nocleg i oferował zapłatę. Miał nadzieję, że złoto wzmocni zwyczajową gościnność tubylców
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

01 cze 2012, 12:22

Dzień miał się ku końcowi, kiedy Anchev dotarł na trakt północy. Widział połacie drzew iglastych, które zdawały się nie mieć końca. Vilmarda, jednakże nie interesowało jak daleko będzie jego cel. Chciał ujrzeć wieczny śnieg miał zamiar osiedlić się między szczytami świata. Niema tam ani ludzi ani zepsucia a przynajmniej tego się spodziewał. Nie mógł znieść brudu Wolenvain dlatego musiał odnaleźć dzikie i nieprzemierzone tereny. Tylko on i dzika natura grzbietu świata. Poza tym w górach jest pod dostatkiem cennych surowców, których potrzebował, by kuć zbroje i pancerze godne bogów. Zresztą kochał góry, więc i tak prędzej czy później zamieszkałby właśnie w górzystej okolicy. Szedł szybkim krokiem po żwirze nie interesowało go to czy się zgubi.
Prędzej czy później, stopa musiała go doprowadzić do dzikich szczytów, gdzie nikt nie ma swej ojczyzny. Być może właśnie tam czeka na vilmardzkiego wędrowca nowa przyszłość. Vilmard oddychając głęboko wędrował aż w końcu jego oczom stawały się coraz wyraźniejsze góry pokryte białym puchem.
z/t
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

01 cze 2012, 23:19

Sarla odnalazła łatwiej niż się spodziewała, a właściwie to on odnalazł ją. Nie zdobył wprawdzie żadnych porywających informacji, ani nie załatwił noclegu, potwierdziły się natomiast przypuszczenia dziewczyny co do karczmy.
Nie, nie za bardzo– mruknęła, patrząc na przybytek z pewnym żalem. Przez chwilę niemal uwierzyła w darmowy nocleg. Sarl dokończył jeść dokładkę gołąbków i ruszył do akcji, by tym razem już za pieniądze załatwić jakieś miejsce, w którym mogliby przenocować. Ves popatrzyła za nim chwilę i również wstała. Trochę niechętnie, bo siedząc na uboczu, przy stole miała względny spokój i dobry widok na całą zabawę. Mogła się trochę odciąć od festynu. Uznała jednak, że przecież podróżują razem, w dodatku, jak dotąd wkład najemnika w całą sprawę był większy.
Dziewczyna zamierzała mu pomóc, chociaż nie przystąpiła do tego z dużym entuzjazmem. Wydawało jej się, że mężczyzna zagaduje głównie kobiety. Dla odmiany postanowiła zająć się panami, choć zdawała sobie sprawę, że szanse nie są duże. Wieśniacy byli już w większości trochę podpici, a poza tym wiadomo, że to nie oni mają w takich kwestiach rozstrzygający głos w domu. Jakby się któryś poważył nająć obcej kobiecie pokój, bez zgody żony… Oj, źle by się działo. Ves musiała się więc uważnie rozglądać. Zdążyła wypatrzeć jednego osobnika, który jak się wydawało mógłby im pomóc. Był jeszcze całkiem trzeźwy, a przynajmniej taki się wydawał, dość młody, a panny oglądały się za nim, więc być może nie miał komplikującej sprawę żony.
Przeczesała palcami włosy i poprawiła ubranie, żeby nie wyglądać tak, jak się czuła, czyli niezbyt dobrze. Podeszła do mężczyzny i zwróciła na siebie jego uwagę kładąc mu dłoń na przedramieniu. Odwrócił się, chyba lekko zaskoczony. Ves uśmiechnęła się uprzejmie i już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale nagle muzyka ucichła, a mieszkańcy wydali z siebie zbiorowe westchnienie. Jej potencjalna "ofiara", jak i wszyscy dookoła, odwrócili wzrok w jednym kierunku. Dziewczyna wspięła się na palce, by dojrzeć coś ponad ramieniem stojącego przed nią rosłego okazu rolnika. Muzyka znów zaczęła grać i rozpoczęło się coś na pograniczu przedstawienia i zawodów, tak jej się przynajmniej zdawało. Nigdy jeszcze nie widziała i nie słyszała, niczego takiego i trzeba to przyznać– zarówno muzycy, jak i tancerze spisywali się znakomicie. Ves z przyjemnością przyglądała się temu, co działo się na rynku. Po chwili "zmagań" kobiety poddały walkę. Żeńska część orkiestry ucichła, a tancerki wycofały, pozostawiając na placu niemal nagich tancerzy. Ludzie dookoła, głównie panowie, zaczęli wznosić okrzyki, a muzyka, bez dźwięków fletów wydawała się nagle niemal agresywna. Ves nie rozumiała zbytnio, co się dzieje, ale kojarzyła fakty.
Jak zwykle– prychnęła z irytacja. –Kobiety odstawiono na bok, a mężczyźni będą się popisywać swoją siłą i agresją. Można się było tego spodziewać. Jak zwierzęta…
Nie zastanawiała się nad tym, że mówi to na głos, otoczona przez nawykłych do pracy w polu chłopów, którym może się to nie spodobać. Po prostu mówiła, co myślała. Podobała jej się harmonia, w jaką łączyły się dwie grupy. Teraz widowisko straciło w jej oczach, dodatkowo, jako kobieta, poczuła się urażona. Zwykle mężczyźni traktowali je z wyższością, nawet, jeśli większość z nich zwyczajnie bała się narazić żonie.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

03 cze 2012, 20:48

MG

Ves wypatrzyła w tłumie swoją nową "ofiarę", którą chciała wypytać o jakiś nocleg, jednak przerwała jej rozpoczynająca się zabawa. Młody mężczyzna, tak jak i wszyscy wokoło, odwrócił głowę z zadowoleniem na dwie orkiestry, które zaczęły swój koncert.
– Haha… Słyszał ją kto? – zaśmiał się na jej słowa jeden z chłopów, trzydziestolatek przy kości, widać, że jadła nie żałował i prowadził raczej osiadły tryb życia – Kobiety na bok, a mężczyźni jak zwierzęta… – przedrzeźnił – Obserwuj lepiej, kobieto, a za chwilę zdanie zmienisz.
Razem z nim śmiechem wybuchnęła jakaś trójka innych chłopów, którzy usłyszeli w tym chaosie grubego mężczyznę. Ten, którego wcześniej zaczepiła nie był pośród nich. Popatrzył jedynie na Ves i szczerze uśmiechnął, nie wypowiedział jednak ani słowa. Wskazał tylko głową, nie przestając się uśmiechać, w stronę tańczących w rytm coraz szybszej i głośniejszej muzyki, która sprawiała wrażenie, jakby za chwilę, gdy tylko rytm i siła dźwięków wyjdzie z jakichś nieznanych nikomu granic, coś miało wylecieć w powietrze. Taniec również stał się chaotyczny, jednak chaos ten był w jakiś sposób kontrolowany, i szybki do granic możliwości. Wtedy, gdy wszystkie te granice miały zostać właśnie przekroczone, dźwięki natychmiast ucichły, a mężczyźni gwałtownie zatrzymali się na swoich miejscach, nie zmieniając pozycji… skamienieli. Tylko klatki piersiowe unosiły się i opadały w zatrważającym tempie. Bębny, grzechotki i piszczałki nie wydały już żadnej nuty.
Rozległy się natomiast inne, spokojne odgłosy szarpania strun harf i cytr, tak ciche, że z początku śmiechy i okrzyki męskiej części tłumu zagłuszały wszystko skutecznie. Dopiero gdy kobiety wkroczyły na scenę, ucichli, wpatrując się w ich powabne kształty, a dźwięk wydostał się w przestrzeń. Tancerki z początku poruszały się powoli, jakby ulegały mężczyznom, którzy wciąż sterczeli tam, niczym posągi. Później dopiero, gdy do gry wkroczył flet, wydając przepiękne, niepowtarzalne nuty, jakich w tej kombinacji jeszcze nigdzie nie słyszano, poczęły z uległości przechodzić do władczości. Zapewne arena, ten plac w tym właśnie wyjątkowym dniu, był jednym z niewielu, jeśli nie jedynym, miejscem i czasem, w którym mogły pokazać swą wyższość nad płcią brzydszą, acz niewątpliwie silniejszą. W takt fleciej muzyki, poczęły wypychać ich ze "sceny", wszystko ubrane w piękne gesty dłońmi i ruchy całym ciałem, doskonale wyćwiczone, harmoniczne. Muzyka stawała się coraz głośniejsza i żywsza, jednak nadal spokojniejsza niż męska.
– Na bok, powiadasz…? – zadał pytanie ten, którego zaczepiła, nie odwracając głowy od widowiska. Nie oczekiwał odpowiedzi.
Sarl tymczasem oddalił się od Ves i począł zaczepiać płeć piękną, pytając o nocleg, jednak szybko zrozumiał, iż jest to bez sensu. Pytane przez niego kobiety albo rzucały ukradkowe spojrzenie gdzieś w tłum, po czym spuszczały wzrok, przepraszały i uciekały jak najprędzej, albo zbywały go krótkim "Odejdź człeku, obcych do domu nie wpuszczę…" W większości były trzeźwe, pilnowane przez swoich mężczyzn, którzy nie byli zadowoleni, gdy Sarl je zaczepiał. Te lekko podpite zwykle pokazywały w kierunku widowiska i piszczały, bo właśnie na scenę wtargnęły przedstawicielki ich płci. Zachęcały do oglądania, do zabawy, zupełnie nie zwracając uwagi na zadane przez niego pytania.
Już miał zaniechać prób, gdy na jego drodze stanęła niewysoka, młoda kobieta w jasnoniebieskim, przewiewnym stroju.
– W tym dniu raczej niczego się nie dowiesz, podróżniku. – odezwała się, widząc jak jedna z tych podpitych na jego zaczepkę wyciąga dłoń w stronę ogniska i zaczyna podskakiwać, śmiejąc się w najlepsze. Wykrzykiwała coś w stylu "To moja siostra, to Nessa, to ona, to ona."
– Święto Zbóż obchodzone jest raz do roku i jest to zaprawdę wielkie wydarzenie. Nikt w tym czasie nie przejmuje się niczym innym, niż zabawą. – powiedziała po chwili, robiąc kilka kroków w kierunku mężczyzny – A ta trwała będzie do samego rana. Jeśli więc jesteś wykończony długą podróżą, nie licz na nich. – wskazała głową na otoczenie, stanąwszy obok Sarla i wlepiwszy zielone i wielkie, niczym szmaragdowe kamyki, oczy w tańczące niewiasty, których spódniczki zadzierały się niejednokrotnie niebezpiecznie pod górę.
– To bardzo piękny zwyczaj… -powiedziała, nie oczekując odpowiedzi. Na jej twarzy pojawił się przyjazny uśmiech. Nie odwróciła jednak wzroku od zabawy, nie spojrzała na mężczyznę. Nie powiedziała też już nic więcej. Milczała.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

03 cze 2012, 22:07

Oficer zaczynał coraz bardziej żałować, że pojawił się na tym cholernym zadupiu. W normalnych okolicznościach pewnie spałby już, owinięty w posłanie obok ogniska nasycony świeżą, pieczoną dziczyzną. Teraz zaś, nasycony specjałami wiejskiej kuchni musiał obskakiwać podpitych, podnieconych dorocznym festynem wieśniaków w poszukiwaniu miejsca do spania. Zrezygnowałby po pierwszych paru nieudanych próbach, ale nie chciał zawieść swojej nowej znajomej, która – jak się okazało – również próbowała coś znaleźć, jednak, jak wywnioskował po raptownym wybuchu śmiechu, nie szło jej najlepiej. Wkurzony następną odmową – jeśli odmową dało się nazwać pijacki chichot, ogólne zignorowanie pytania i ogólny zachwyt nad bujającymi się mieszkańcami na zaimprowizowanej scenie. Zniecierpliwiony odepchnął pijaczkę rękawicą i odwrócił sie – chciał już dać sobie spokój, przyznać się do porażki i zacząć zastanawiać się, jak wybrnąć z owej sytuacji, gdy przed nim pojawiła się kobieta, która nie wyglądała na pijaną. Jej głos również nie brzmiał, jakby wlała w siebie kilka litrów napoju wyskokowego. Wysłuchał, co miała mu do powiedzenia i podążył za jej spojrzeniem w kierunku tańczących kobiet. Zabawa trwała, tłum wiwatował… A on stał pośrodku tego wszystkiego, zdegustowany, zmęczony i patrzył cynicznym wzrokiem na bawiących się wieśniaków. Musiał wyrózniać się z tłumu – zapewne tylko on jeden nie był zachwycony dorocznym wydarzeniem.
Owszem, jest cudowny – mruknął, pogardliwie wydymając usta i krzyżując ręce na piersi. Jego spojrzenie przypominało teraz wnętrze lodówki. Zwrócił je w kierunku rozmówczyni. Zazwyczaj rozmowy z dziewczynami prowadził nieco inaczej, jednak teraz nastrój utrudnił dojście do głosu jego bardziej wstydliwej natury. – Na nich nie mogę liczyć – powiedział, po chwili przerwy, kładąc nacisk na słowo "nich" – a na ciebie? Potrzebuję łóżka tylko na dzisiejszą noc. Dla mnie, i kogoś jeszcze. Zapłacę, oczywiście.
Dodał ostatnie zdanie jakby na zachętę. Złoto przyciągało uwagę, a on był gotów dać trochę więcej za parę ładnych godzin świętego spokoju.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

04 cze 2012, 23:10

Muzyka stawała się szybsza i głośniejsza, a taneczne popisy na scenie coraz bardziej agresywne. Tymczasem kilku mężczyzn obserwujących widowisko odwróciło się do Ves, by ją zrugać i się z niej pośmiać. "Mogłam się tego spodziewać" pomyślała bez zdziwienia i złości. Zrobiła tylko lekko urażoną minę, wzruszyła ramionami i miała już odwrócić się na pięcie, by spróbować znaleźć kogoś innego, kogo można by spytać o nocleg. Zauważyła jednak, że mężczyzna, którego zaczepiła uśmiecha się do niej przyjaźnie i wskazuje na scenę. Westchnęła, wywracając niecierpliwie oczami i wróciła wzrokiem do tego, co działo się na scenie.
Rzeczywiście, po chwili wszelkie dźwięki urwały się nagle, a tancerze zamarli w bezruchu na scenie. Słychać było jedynie okrzyki publiczności. Umilkły, gdy kobiety powróciły na scenę i delikatna, spokojna muzyka rozległa się na placu, już prze nic niezagłuszana. Ves przyglądała się temu z zainteresowaniem i porzuciła udawanie urażonej. Ta melodia również zmieniała się, a wraz z nią tancerki poruszały się coraz odważniej i bardziej… władczo.
W porządku –odezwała się dziewczyna niechętnie, ale głośno. –Muszę przyznać, że pomyliłam się i przedstawienie jest świetne. Pomysłowe, dopracowane.
"Ciekawe ile musieli to ćwiczyć…". Nie miała dużego pojęcia o tego typu występach. O sztuce, jako takiej tez niezbyt duże. Ale też nigdy nie widziała czegoś przygotowanego w ten sposób, nie tylko na wiejskim festynie, ale i w ogóle. Naprawdę się postarali i wyglądało to zdecydowanie imponująco.
Nie pytała chwilowo o nocleg, ale tez nie zapomniała o tej kwestii. Po raz pierwszy była jednak na tego typu zabawie, i nawet można powiedzieć, że jej się podobało. W każdym razie popisy taneczne i muzyczne na scenie oglądała z przyjemnością. Jej szanse na znalezienie odpowiedniego miejsca i tak nie prezentowały się zbyt dobrze, więc chyba mogła sobie pozwolić na obejrzenie występu. Chyba, że zamierzali tańczyć przez całą noc, wtedy pożegna ich po chwili. Nie miałaby zwyczajnie sił stać tam do rana, nie mówiąc o ochocie. Nie podejrzewała jednak, by mieszkańcy wioski, którzy w końcu nie byli profesjonalistami sami mieli kondycję pozwalającą im na coś takiego.
Teraz prym wśród dopingującej publiczności wiodły kobiety, a ich wysokie okrzyki i piski momentami niemalże zagłuszały muzykę. Cały plac skupił swoją uwagę na występie i Ves podejrzewała, że Sarlowi w tym momencie wcale nie idzie lepiej. Zaczęła wracać myślami do pomysłów dotyczących ewentualnego noclegu "Pod Rogaczem" albo pod gołym niebem. Trudno, tak bywa. Zaraz jednak odsunęła od siebie te myśli zdecydowanie. Jeszcze chwilę mogła bawić się razem z wieśniakami i nie przejmować się tak, nie martwić. W końcu to miała być trochę szalona przygoda. W takiej sytuacji niewygody to poniekąd część uroku takiej wyprawy. Uśmiechnęła się do siebie i dość entuzjastycznie przyłączyła do kolejnego aplauzu. Raz się żyje.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

05 cze 2012, 22:59

MG
Wybaczcie zwłokę. Dużo na głowie… Ale postaram się to nadrobić.
Zabawa trwała, kobiety tańczyły, tłum się przyglądał, ognisko płonęło. Od przybycia Sarla i Ves do miasta minęły już jakieś trzy kwadranse. Na szczęście zaspokoili głód w międzyczasie, więc teraz dokuczało im jedynie zmęczenie. A to dało się przezwyciężyć.
Ves, przyglądając się tancerkom, przyznała się do błędu. Na to jednak nie zareagował już żaden z tych, którzy wcześniej wybuchnęli śmiechem. Nie słuchali jej nawet, pogrążeni w obserwacji ponętnych kształtów. Jedynie ten, który wcześniej zareagował miłym uśmiechem, odezwał się do niej.
– Hah. Zaiste. Do Święta Zbóż przygotowujemy się tutaj niemalże przez cały rok… To musi być doskonale dopracowane i pomysłowe. – zerknął na nią, a z jego ust nie znikał uśmiech – Co roku ten sam zwyczaj, ale zawsze inny taniec i inni tancerze. Muzyka też komponowana jest specjalnie na tę okazję. Tego dnia… tej nocy nic nie ma prawa popsuć.
Kobiety nie przestawały tańczyć, ich muzyka wciąż grała, jednak w pewnym momencie włączyła się do niej orkiestra męska i tancerze. Tak, jak na początku, harmonia dźwięków pieściła człowieka od środka, była tak przyjemna, że aż wprowadzała w trans. Słuchając jej, miało się ochotę poddać tej przyjemności i zatańczyć. Tak też robili wszyscy wokół. Kobiety i mężczyźni zaczęli, w parach bądź osobno, poruszać się w rytm muzyki. Zawody się skończyły, przynajmniej tak to wyglądało. Przyszedł czas na wspólną zabawę.
– Może… – odezwał się do Ves mężczyzna po chwili milczenia, wyciągając do niej dłoń – Zatańczymy? A w tańcu wyjawisz mi nareszcie, które z najpiękniejszych imion nosisz i co robisz na festynie w Nalin?
Jego wzrok był niezwykle przyjazny, nie widać było w nim żadnego podstępu, ani ukrytej prawdy. Jedynie zainteresowanie, być może zauroczenie…
Sarl tymczasem znalazł nareszcie kogoś, kto mógł im w tej sytuacji przyjść z pomocą. Zielonooka nie patrzyła na niego, ale można było dostrzec na jej uśmiechniętej twarzy ślady piegów, rozświetlanych przez tańczący blask płomieni. Słuchała jego słów w ciszy, nie odezwała się jednak. Nie zareagowała na jego spojrzenie. Uśmiech zniknął, jednak twarz nadal nie okazywała wrogości. Przypominała tamtego karczmarza. Zamyślona, jakby nie mogła uwierzyć w szczęście tych wszystkich ludzi. Chwytała swymi wielkimi oczami każdy ruch, każdy podskok radości, wybuch śmiechu, okrzyk dopingu… Jakby nie wierzyła. Jednak różniła się od niego, na jej twarzy gościł wcześniej szczery, nieudawany uśmiech. A tamten uśmiechem chciał jedynie zamaskować swoje nieszczęście.
Nagle, bez słowa odwróciła się w przeciwną stronę i wykonała kilka kroków na przód, oddalając się od ogniska.
– Nie musisz nic płacić. – powiedziała, zatrzymawszy się jakieś trzy metry za Sarlem, który zapewne podejrzewał, iż odejdzie bez słowa. Zerknęła przez ramię, wlepiwszy wzrok prosto w jego oczy. Twarz miała nadal zamyśloną, jakby nieobecną. Spojrzenie było pełne spokoju, opanowania, samokontroli.
– Idziesz? Chcę ci coś zaproponować, ale bez tych… wrzasków. Niech się bawią, ciebie i tak zabawa nie interesuje. – rzuciła, wskazując głową na otoczenie, po czym jeszcze raz zerknęła na mężczyznę, tym razem znowu się uśmiechając, by w końcu odwrócić się i ruszyć dalej, nie czekając na jego odpowiedź. Była pewna, że za nią pójdzie. Wszak mu zależało.
Gdy oddalili się od tłumu, ten już tańczył w rytm muzyki obu orkiestr. Tam, gdzie kobieta zaprowadziła Sarla – pod złote drzewo, którego kwiaty były już całkowicie zamknięte – było znacznie ciszej. Spokojniej.
– Nocleg dla ciebie, podróżniku, oraz twego towarzysza, to żadna cena. Mój dom mieści się nieco dalej, więc muzyka nie będzie wam przeszkadzać. – podjęła, odwrócona tyłem do Sarla, a przodem do drzewa, muskając delikatnie palcami pozamykane kwiaty – Jednak pragnę, byś coś dla mnie zrobił. Mój… mój mąż… Jutro rano, gdy tylko słońce wstanie, wyrusza na polowanie. Jednak od kilku dni jest jakiś tajemniczy.
Odwróciła się twarzą do niego i ponownie spojrzała mu prosto w oczy. Była szczera.
– Podejrzewam, że coś ukrywa. Zrobił coś, albo dopiero zrobi. Coś złego. Czy… Czy mogę liczyć, że dowiesz się o co chodzi? – nie spuszczała z niego oczu, czekała, wyraźnie czekała na jego odpowiedź. Zależało jej. Bardzo jej zależało.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

08 cze 2012, 15:36

Kobieta, którą napotkał i od której spodziewał się otrzymać pomoc była jakby.. nieobecna. Podobnie jak on, wydawała się pogrążona w rozmyślaniach i podobnie jak on nie cieszyła się dorocznym festynem, a przynajmniej nie brała w nim czynnego udziału. To ostatnie akurat było ciekawe – miejscowi nie biorący udziału byli rzadkim widokiem. Sarl zastanawiał się, czy w ogóle słucha jego słów – wpatrywała się przed siebie z uśmiechem i nie reagowała w żaden sposób na jego słowa. Nagle, w pewnym momencie po prostu odwróciła się i nieśpiesznie odeszła w przeciwnym kierunku. Oficer ze ściągniętymi brwiami przyglądał się jej, próbując zrozumieć, co zrobił nie tak. Ona jednak, jakby przecząc temu, obróciła się i z uśmiechem poprosiła, by z nią poszedł. Ale gdzie? I po co? Fechmistrz rozejrzał się dookoła, chcąc odnaleźć Ves w tłumie, ale nie udało mu się. Ponownie przeniósł wzrok na nowo poznaną kobietę, która nie czekając na jego reakcję ruszyła przed siebie. Nie zastanawiając się zbytnio, poszedł za nią. Po niezbyt długim spacerze znaleźli się w tej bogatszej części wsi. Pierwszym, co najbardziej rzuciło mu się w oczy było złote drzewo. Zastanawiał się, czy naprawdę było zrobione ze złota, ale natychmiast odrzucił ową niezbyt mądrą myśl. Skąd mieszkańcy wzięliby pieniądze na tak kosztowny pomnik? A poza tym, z prawdziwie złotego pomnika zapewne niedługo po stworzeniu nic by nie zostało. Tajemnicza niewiasta zatrzymała się właśnie pod nim i zaczęła mówić, głaszcząc pień drzewa. Odgłosy zabawy docierały tam tylko w postaci przytłumionych dźwięków muzyki i okrzyków, toteż bez problemu słyszał wypowiadane cichym głosem słowa. Jej prośba nie poprawiła jego humoru, mimo zgody na przenocowanie. Zrozumiał, że nie będzie mógł opuścić tej cholernej wioski od razu po przebudzeniu się. Wolałby po prostu, by podała cenę w złocie, a on wcisnąłby jej te parę monet. Spełnienie jej prośby było zapłatą innego rodzaju, wymagającego poświęcenia czasu, nie pieniędzy.
Spojrzenie wielkich, zielonych oczu świdrujących jego własne wyrażało szczerość i determinację. Skryty mąż, wymykający się z domu bez słowa – nic nadzwyczajnego. Kobieta jednak martwiła się o niego, albo po prostu chciała poznać przyczynę owej zmiany. Polowanie wcześnie rano – powiedziała. Czyli o dłuższym śnie również mógł zapomnieć. No trudno.
W porządku – powiedział tylko. Nie mógł znieść już jej spojrzenia, więc zwrócił je gdzie indziej. – Zrobię, o co prosisz. Obudź mnie przed jego wyjściem – znam się na polowaniu, zapytam go czy weźmie mnie ze sobą. Wtedy spróbuję go podpytać albo zapamiętam jakieś nietypowe zachowania. Jeśli się nie zgodzi, po prostu pójdę za nim.
Owszem, taki miał plan. Powiedział go głośno, by utwierdzić ją w przekonaniu, że chociaż spróbuje zaspokoić jej ciekawość.
– Zaczekasz tutaj chwilę? – zapytał po chwili. – Muszę po kogoś iść. Potem zaprowadzisz nas do siebie, a z rana zajmę się twoim problemem – wysilił się na uśmiech, jeden z tych prawdziwych.

Osiągnięcie swojego celu – czyli znalezienie noclegu – dało mu nowe siły. Uświadomił sobie, że niedługo znajdzie się w łóżku i porządnie się wyśpi. Co prawda z samego rana będzie musiał biegać po lasach w towarzystwie jakiegoś wieśniaka, ale dało się to przeżyć. Być może w południe, albo niedługo po znajdzie się w drodze. Lato trzymało się mocno. Wieczór był przyjemnie chłodny – czuł, że następny dzień będzie bardzo ciepły. Przypomniał sobie morze – nagrzaną przez słońce wodę, szum fal… Pomyślał, że Ves podjęła dobrą decyzję, wybierając na cel właśnie Aldhal. Od razu po przybyciu zaplanował sobie porządną kąpiel w morzu.
Wrócił jednak myślami na ziemię – ponownie znalazł się w samym środku gwaru, wśród tłumu. Teraz musiał znaleźć swoją towarzyszkę. Usiłował przypomnieć sobie, gdzie widział ją ostatnio – w końcu rozpoznał ją, rozmawiającą z jakimś mężczyzną. Nie mógł słyszeć ich rozmowy, wydawało mu się jednak że dziewczyna chce przyłączyć się do ogólnej zabawy. Jak ona znajduje na to wszystko siły? – zadał sobie pytanie, po czym bez wahania podszedł do nich.
– Nie chcę przerywać ci zabawy i przeszkadzać w nawiązywaniu znajomości – powiedział, ignorując kompletnie jej rozmówcę – ale znalazłem to, czego szukaliśmy. Idziesz?
Odszedł parę kroków i obrócił się, czekając, aż dokończy rozmowę.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.