Las przy Trakcie Rybackim

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Cztery Kroki
Posty: 28
Rejestracja: 17 kwie 2012, 16:05
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1810

Las przy Trakcie Rybackim

03 lip 2012, 21:03

Prowadzący z Aldhalu do Naliinu Trakt Rybacki wiedzie przez mniej lub bardziej zalesione fragmenty terenu. Po drodze można znaleźć kilka przystani – karczm i wiosek – gdzie zmęczeni podróżni mogą spędzić spokojnie noc i zjeść coś przed położeniem się do łóżka o zróżnicowanej jakości wykonania i komforcie spania. Jednak nie każdy decyduje się wędrować szlakiem. Niektórzy usiłuję uniknąć patroli na drogach. Inni szukają zwierzyny w obfitych lasach. Jeszcze inni po prostu nie lubią spędzać czasu wśród ludzi. Każdy z nich może wędrować lasami, gdzie nie zagraża im cywilizacja, ale może zagrozić dzikie zwierzę albo zbłąkany bandyta.

***

Do ostatniego typu wędrowców należał Cztery Kroki Od Zwierzyny. Ludzie go zdenerwowali i odebrali mu szansę na zarobek. A wszystko przez te głupie elfy. Miał ochotę rozerwać im gardła, ale straż pewnie by się domyśliła że to on i znów miałby problemy. Pozostało mu tylko wrócić do zleceniodawcy i przekazać mu że więzień dotarł do przedstawicieli prawa i z pewnością zostanie dostarczony do Wolenvain na sąd. Może mimo to otrzyma jakieś wynagrodzenie…

Wysoki gnoll siedział na przewróconym drzewie. Przed nim paliło się ognisko, raczej symboliczne. Miało odstraszać drapieżniki, chociaż i tak mało które zwierzę zbliżyło by się do gnolla mając w tej sprawie jakiś wybór. Nie chodziło też o upieczenie upolowanego jelonka, bo gnoll zwyczajem przodków wolał mięso nie tyle podsmażone co… poparzone. Jadł teraz łapczywie, rozrywając potężnymi szczękami wielkie kawałki mięsa, powarkując od czasu do czasu ni to ze złości ni to zadowolenia. Mimo to, broń gnolla znajdowała się w pobliżu. Nie przeżył tak długo zaniedbując takie drobiazgi.
Obok na ziemi ułożono spore legowisko z gałęzi, liści, mchu i innych znalezionych i przytarganych tu przez gnolla surowców. Nie wyglądało najwygodniej, ale jemu w zupełności starczało. Nie przepadał za tymi dziwnymi, miękkimi łóżkami łysych małp.

Gdy gnoll rozgryzł kość jelenia by dobrać się do szpiku, nagle zamarł. Wrażliwe nozdrza Czterech Kroków poruszyły się badawczo, a łeb obrócił wkoło, szukając czegoś. Gnoll wyczuł jakiś obcy zapach, który nie był do końca właściwy. Sięgnął po broń i wypuścił mięso z pyska. Rozglądał się uważnie wokół, szukając źródła zapachu.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Artemus
Posty: 38
Rejestracja: 14 maja 2012, 16:03
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1977

17 maja 2013, 16:06

MG

Sytuacja, w jakiej Eltenebreise została postawiona z pewnością nie była zbyt typowa ani przyjemna. Została zdradzona, z niewiadomych przyczyn, przez osobę, której zdołała zaufać. W dodatku wszystko działo się w dziwnych, ale nieco znajomych okolicznościach. Granice teraźniejszości i przeszłości powoli zaczynały się zacierać.
Człowiek władający piorunami powoli ruszył przed siebie. Wyładowania elektryczne powoli rozchodziły się po całym jego ciele – gęstniały i rozszerzały się, wkrótce obejmując go całego. To było dziwne – gdyby chciał zaatakować, zrobiłby to już dawno. W końcu uniósł obie ręce, wyzwalając ładunek.
Nie wiedziała, co później się stało. Nie było jej wiadomo o żadnej mocy, którą mogłaby dysponować. Była już właściwie skazana na porażkę, gdyż nie miała jak obronić się przed atakiem. Jakiekolwiek próby kontroli wody spełzły na niczym. Jedyne, co usłyszała, to przeraźliwy huk – i padła bez przytomności.
Gdy odzyskała świadomość, znajdowała się ciągle w tym samym miejscu. Sama. Wszystko wyglądało niemal identycznie, jak poprzednio – staw dalej stał w tym samym miejscu, tafla wody zdawała się nieporuszona. Nie wiadomo, na jak długo utraciła przytomność. Chwilę później zaczęły wracać do niej obrazy tego, co widziała, czy też może tego, co jej się przyśniło. Wielka fala wody, jakby powstająca ze swojego miejsca i ruszająca do przodu, ukrywając otoczonego wyładowaniami człowieka w swoich odmętach. Jakby huk był wywołany właśnie przez wodę. Nawet jeśli ładunek został wypuszczony, nie dotarł do niej.
Nikogo poza nią nie dało się dostrzec na polanie, otoczonej zewsząd linią drzew. Las trudno było przeniknąć wzrokiem; gaj brzóz dalej zmieniał się w zwartą formację starych dębów.

Zmienić na Sarla
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

18 maja 2013, 16:36

"I na co Ci był ten gniew, wariatko? Jak zwykle nic z tego nie wynikło. Przeklinam Cię, Ourelio, Ciebie i Twoje nędzne gierki, bo jestem niemal pewna, że to Twoja sprawka."

To, co wyobraziła sobie Elten najzwyczajniej w świecie się nie powiodło. Trudno się dziwić, przecież tak naprawdę nie mogła nic umieć, bo niby skąd? Choć była najadą, a te z łatwością posługiwały się magią wody, to ona najwyraźniej była inna, żałosna. Czarna owca, która nigdy nie mogła się dostosować do niczego… "Żałosna."
W zasadzie sama nie wiedziała, skąd pojawiły się w jej głowie takie myśli. Jakim cudem mogła się porównywać do swoich kuzynek, skoro żadnej z nich nigdy nie poznała. Ba, nawet nie było jej dane takiej osoby spotkać. Gdzieś w głębi duszy czuła, że była inna. Na swoje nieszczęście zaufała Ourelii, pewnie dlatego, żeby upodobnić się do swych rodaczek. Może kiedyś była niewierząca, a wraz z rozpoczęciem wyznawania kultu pani mórz, zaczął się także wszelki ból i cierpienie. Odrzuciła od siebie te myśli, zaistniała sytuacja była sama w sobie wystarczająco dziwna i nietypowa.

Podniosła się z ziemi, otrzepując ubiór z kurzu. Zbroja nie została nawet zadraśnięta przez Mauno. To, że nigdzie nie mogła go dostrzec samo w sobie było dziwne. Jakim cudem tak po prostu zniknął? A może się ukrył? Elten doszła do wniosku, że pewnie nadal jest zagrożona, jednak ciekawość sugerowała jej, aby podeszła bliżej do stawu. Może fala, którą widziała jakby przez sen była rzeczywista i teraz mężczyzna leży na dnie martwy? Na samą myśl zrobiło jej się przykro, ba, uroniła nawet łzę. Zganiła się za to i, rozejrzawszy się dokoła, podeszła do akwenu, nachylając się lekko nad nim. Miała przy sobie miecz, na wszelki wypadek. Ujęła go w prawą dłoń, zanurzyła w wodzie i zaczęła lekko sunąć ostrzem to w prawo to w lewo, jakby miała w ten sposób dojrzeć, co znajduje się na dnie, bo póki co pierwsze, na co zwróciła uwagę, to odbicie własnej twarzy w czystej tafli, zmąconej jedynie przez ruch stali wykonywany przez nią samą. Wpatrzyła się w staw, nie wiedząc, czego się spodziewać.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

20 maja 2013, 19:51

MG

W najadzie powoli zaczynała dokonywać się przemiana. Nie mogła wiedzieć, co się wtedy stało się z nią, a także ze wszystkim innym. Nie było żadnego wytłumaczenia dla irracjonalnych rzeczy, które się wówczas działy. Na pewno nie był to sen – to, co się wydarzyło, było zbyt realne jak na jakiekolwiek senne mary. Włosy stawały jej dęba od wyładowań elektrycznych. Czuła wyraźnie zapach wody, gdy ta wręcz wyszła ze swoich brzegów tuż przed utratą jej przytomności. Gdy ją odzyskała, czuła lekki, tępy ból po uderzeniu w głowę i wiatr, który zerwał się nagle i poruszył koronami drzew. Słyszała wyraźnie szelest liści i widziała niewzruszoną taflę wody w stawie.
Nie mając kogo obwinić za zaistniałą, niezrozumiałą sytuację, zrzuciła to na Ourelię, panią mórz, której kiedyś była wyznawczynią. Jakiekolwiek klątwy posyłała jednak w stronę bogini, ta nie odpowiedziała w żaden sposób, ani nie potwierdzając swojej winy, ani jej nie negując. Pozostawała jedynie niezakłócona niczym cisza, spokój charakterystyczny dla oderwanego od cywilizacji zakątka lądu. Mimo że znajdowała się w znajomym sobie miejscu, nie potrafiła określić swojego dokładnego położenia. Nie wiedziała, jakim cudem znalazła się w takim miejscu – rozsądek podpowiadał jej, że obóz i staw dzieliły setki kilometrów. To jednak nie miało najmniejszego sensu. Tak samo, jak cała reszta.
Nie miała pojęcia, co mogło stać się z Mauno. Zgodnie z jej wizją zostałby on wciągnięty do stawu – i na to wyglądało, gdyż nie pozostał po nim żaden ślad. Albo po prostu był przywidzeniem. Czymkolwiek. Jakakolwiek była prawda, wciąż czuła się zdradzona. Ciągle uważała go za wroga, który podstępem wykorzystał jej zaufanie. Nie czuła wyrzutów sumienia po jego śmierci – jeśli faktycznie umarł – gdyż broniła się przed jego atakiem.
Pozbierawszy się z ziemi ruszyła w stronę stawu, spodziewając się zobaczyć na jego dnie zwłoki. Wciąż jednak obawiała się pułapki, toteż nie odkładała miecza. Spojrzała w głąb stawu.
Poczuła uderzenie w swoim umyśle. Nie było ono fizyczne, ani w żaden sposób magiczne. Po prostu uświadomiła sobie coś tak nagle i tak mocno, że aż zakręciło jej się w głowie. To był sen. Realny, ale wciąż sen. Miała tendencje do świadomych snów – nie był to pierwszy raz. To, co zobaczyła, uświadomiło jej to. Patrząc w idealnie przezroczystą, zdawałoby się bezdenną otchłań wody ujrzała to, co kiedyś się jej objawiło. Ścieżkę życia. Swojego, poprzedniego, którego nie pamiętała. Nie dostrzegała już lustra wody, a obrazy przesuwały się w przód same z siebie, mimo że ona nie ruszyła się z miejsca.
Droga tworzyła odgałęzienia, symbolizujące poszczególne wątki jej życia. Jednak ktokolwiek szedł tą drogą – jej umysł, czy też dusza – poruszał się coraz szybciej. Nie mogła w żaden sposób się zatrzymać ani chociaż spowolnić. Obrazy kłębiły się, nakładały na siebie zbyt szybko, by dało się je rozpoznać i zapisać na nowo w pamięci. Docierały do niej dźwięki, głosy, jednak zbyt odległe i zbyt zniekształcone, by móc je skojarzyć i przyporządkować do którejś ze znajomych twarzy. W końcu droga zakończyła się. Na jej skraju widniała lita ściana – nie mogła sobie przypomnieć, czy była ona drewniana, czy kamienna. Skojarzyła jej się z jakimś budynkiem, nie mogła jednak rozejrzeć się i potwierdzić swoich podejrzeń. Wskazywało na to jednak dwoje drzwi obok siebie, ale w oddzielnych framugach. Wiedziała, że symbolizują one śmierć, obie śmierci. Ostatnie, co zobaczyła – i co głęboko wryło się w jej pamięć – to ostrze tasaka wbite w drugie drzwi.
Wizja urwała się, ale ona wciąż zachowywała świadomość. Spodziewała się, że – tak samo, jak poprzednio – jej sen zakończy się w tym miejscu i obudzi się tam, gdzie zasnęła dnia poprzedniego. Ostatnim jednak, co poczuła tuż przed ponowną utratą przytomności, była woda. Gdyby ktoś ją obserwował, mógłby ujrzeć, jak zapatrzona w wodną toń bezwładnie upada w przód. Jednak zamiast dryfować po powierzchni wody, jej ciało zatonęło. Jakby coś ją wciągnęło.
Gdy Mauno ocknął się ze snu, w który zapadł niespodziewanie, było już jasno. Zbyt jasno. Nie czuł się senny ani trochę wtedy, w nocy, i zdziwił się, że był w stanie spać do tej godziny. Po położeniu słońca – była to pierwsza rzecz, na jaką zwrócił uwagę – uznał, że jest już południe. Zdecydowanie zbyt późno. Czuł się tak, jakby coś go uśpiło by… By przestał czuwać i by mogło stać się coś nieodwracalnego. Nie znał źródła tych myśli, ale tknięty nagłym przeczuciem podniósł się i spojrzał na posłanie kobiety. Wiedział już, że jej tam nie będzie. Nie zostało po niej ani śladu, jak się szybko zorientował. Nie mógł stwierdzić kierunku, w jakim się udała ani kiedy mogła uciec. I stał tam, pośrodku drogi, nie wiedząc, co ma zrobić.
Co tu się kurwa dzieje…?

Eltenebreise z/t

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.