Gęstwiny przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

Gęstwiny przy Dziwnym Trakcie

25 lip 2012, 17:50

Przy trakcie, łączącym stolicę Autonomii – rozwijające się, potężne miasto Wolenvain – oraz zniszczoną wioskę – ruiny Varti – rośnie sporych rozmiarów, gęsty las. Wielkie, wiekowe drzewa, pochylają się nad drogą, rozkładając nad nią baldachim potężnych gałęzi, rozszczepiających światło na słabe promyki tu i tam. Głucha cisza, która roznosi każdy odgłos na sporą odległość, dodaje temu miejscu spokoju i harmonii, tak bardzo potrzebnego komuś, kto większość życia spędził wśród zgiełku miasta.
Wśród drzew swoje życie od zawsze prowadzą przeróżne gatunki ptaków, grających koncert niemal bez przerwy. Pomniejsze zwierzęta przemierzają runo leśne, szemrają w ściółce i wdrapują się po wysokich pniach, niezwykle czujne na jakikolwiek ruch czy odgłos w pobliżu. Im dalej w las, tym atmosfera staje się bardziej tajemnicza, drzewa rosną gęściej, światła do runa dociera mniej. Gdzieniegdzie można znaleźć kępki paproci wśród których skrywają się te najmniejsze zwierzęta. Jagody, jeżyny, dzikie maliny, borówki… To tylko mały procent z tego, co w lesie może znaleźć wprawne i znające się na tych sprawach oko.


Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

12 lip 2013, 11:11

Jakim cudem Alia obroniła się przed jego atakiem? Nie miał bladego pojęcia. Po jej wcześniejszych dość marnych pokazach użycia magii umysłu nie spodziewał się, że tak łatwo wyczuje jego wpływ a ponadto poradzi sobie z, nim na tyle dobrze, aby dać radę się na niego rzucić ze sztyletami. Na całe szczęście miał plan awaryjny, który podziałał i spowodował, że zyskał przewagę w bezpośrednim starciu, lecz niestety dziewczyna i tak zdążyła (o ironio) zostawić jeden ze swoich sztyletów w jego udzie. Przynajmniej miał, czego chciał. Problem polegał na tym, że nagłe wyzwolenie takiej ilości energii w stronę umysłu swojej oponentki też przez chwilę przeszkodziło mu w jasnej ocenie sytuacji, w końcu nie uciekał się niemalże nigdy do tak prymitywnych i mało wyrafinowanych działań i nie wychodziło mu to optymalnie.
Darrian potrząsnął głową, by szybciej przywrócić swoje zmysły do stanu używalności i wydawało mu się, że Alia pobiegła ukryć się za jednym z drzew, których w okolicy było dość sporo. Przynajmniej wiedział lub zdawało mu się, że wiedział, mniejwięcej, w którą stronę patrzeć w oczekiwaniu nadlatujących sztyletów, gdyż pamiętał, że ta miała jeszcze jeden. W razie, gdyby udało mu się dostrzec coś lecącego w jego stronę, pierwszym priorytetem będzie odskok w bok, zależnie od trajektorii pocisku, czymkolwiek ten, by nie był. Poza tym, miał teraz czas. Wiedział, że dziewczyna nie jest w stanie mu zaszkodzić, a jeśli sama zacznie uciekać w takim stanie to najprawdopodobniej przywali głową w drzewo, którego nie zauważy i zjedzą ją wilki albo coś w tym stylu. Najwyższy czas, by przejść do ofensywy a najlepsze było to , że nie musiał się nawet podnosić z miejsca, by to uczynić. W tej chwili największym wrogiem dziewczyny było jej własne ciało i jego dość kiepski stan, należało to wykorzystać. Alia nie mogła wiedzieć, że łuk Pół-elfa służył tylko, jako straszak z racji faktu, że ten mógłby nie trafić w stodołę a trzymał go tylko z chwilowego braku lepszej broni. Brak celności nie przeszkadzał mu na szczęście w naciągnięciu strzały na cięciwę, skierowaniu grotu w stronę drzewa, za którym, o ile dobrze mu się zdawało chowała się dziewczyna, napięciu cięciwy i wypuszczeniu strzały gdzieś w jej stronę. Nie spodziewał się, że trafi, jego jedynym celem była tylko kontynuacja ataku, wpłynięcie na jej ocenę sytuacji bez bezpośredniego wpływu na jej umysł, który teraz oddzielała od niego gruba warstwa drewna.
- Znajdziemy cię i zapłacisz za to! - Krzyknął, używając najgroźniejszego tonu głosu, jaki tylko potrafił z siebie wydobyć, co w tej sytuacji nie było najtrudniejsze, biorąc pod uwagę złość, która nadal w, nim krążyła i wciąż świeży ból zranionej nogi. Nie miał zamiaru jej gonić, nie w tym stanie. Chciał spowodować, by panikowała, by zignorowała swój stan, zignorowała utratę krwi i rzuciła się do ucieczki, która powinna zrobić to, czego on teraz nie mógł – dokończyła dzieła. Jej szczęście musiało się w końcu wyczerpać, miała się bać, miała uciekać na oślep.
Kiedy Alia niewątpliwie rzuci się do ucieczki, Darrian będzie musiał oczywiście zająć się sobą. Pierwsza na liście rzeczy do zrobienia była oczywiście noga, nie mógł używać jej w charakterze pochwy na sztylet na stałe. Najpierw zdejmie szaty przez głowę, narzekając na to , że zaczynają mu przeszkadzać i planując sprzedanie łuku i pozostałych strzał za płaszcz z kapturem albo nawet sam kaptur. Następnie, zdejmie pas ze skórzni i obwiąże, nim udo nad raną, zaciskając tak mocno, jak się da, aby spowolnić krwawienie. Szaty, natomiast miały inne zadanie, Pół-elf miał zamiar oderwać z nich kaptur, by reszta zachowała jakotaką wartość. Fakt, że materiał nie był już pierwszego sortu i widział już trochę napraw powinien mu to zadanie ułatwić a w razie czego, pomoże sobie grotem strzały. Kiedy będzie miał wolny materiał w postaci kaptura, przyjdzie czas na nieprzyjemną część zabiegu – wyciągnięcie sztyletu z rany i jak najszybsze jej owinięcie materiałem z kaptura, by zatamować krwawienie, względnie osłabione uciskiem, o, który zadbał wcześniej. Nie miał zamiaru magicznie uciszać bólu, w tej chwili był on ważnym sygnałem, informującym go o tym, co dokładnie działo się z jego nogą. Nadal jednak w razie ataku, uniki będą stanowić priorytet.
Co natomiast z Rinej ktoś mógłby zapytać, otóż ta, widząc, że sytuacja nie przedstawia większego zagrożenia, traktowała ją, jako pokaz, z którego mogła się pośmiać. Jej nosiciel nie wzywał jej na pomoc, więc sama się nie wpraszała na pierwszy plan.
– Ty lepiej się ucz. Wypada wiedzieć, co robić, kiedy magia zawodzi, a nie słyniesz z zaradności. – Napomknął w myślach, kiedy wyczuł nastawienie Wiedźmy.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

13 lip 2013, 20:40

Mimo zmęczenia, wytrwale parła przed siebie, chcąc znaleźć się jak najdalej od zagrożenia, jakim wciąż pozostawał mag, mimo ran. Wiedziała, że teraz priorytetem jest uciec, nie dać się złapać. Zmęczenie i strach zaburzył nieco jej logiczne myślenie, podobnie jak wciąż pulsujący ból głowy. Słyszała groźbę mężczyzny i aż podskoczyła ze strachu, gdy strzała, wystrzelona przez jej wroga wbiła się w drzewo niedaleko jej dawnej kryjówki.
Alia mimowolnie wzdrygnęła się, czując narastającą panikę. Serce przyspieszyło jeszcze bardziej, wybijając rytm, w takt którego nie nadążyłby nawet najzdolniejszy tancerz. Poddając się jednak resztkom logiki, zmusiła się do utrzymania stałego tempa, wiedząc, że nawet chwilowe wahanie może kosztować ją życie. Pomimo presji, jaką czuła, mając za plecami przeciwnika, przy każdym drzewie zatrzymywała się na moment, regenerując siły na następne kilka kroków.
Zmierzała w ten sposób w głąb lasu, mając nadzieję, że po jakimś czasie spotka kogoś, która zdoła jej pomóc dojść do zdrowia. Idąc, nadal trzymała głowę spuszczoną, z lewą ręką przytkniętą do nosa. Czuła, jak rękaw nasiąka krwią i mimo woli poczuła odruch wymiotny na myśl, jak wiele jej jest. Nie miała nic, czym mogłaby go zatamować, gdy więc krwotok nie ustawał, nadal pochylona odsunęła tkaninę, by zamiast tego złapać nos między palec wskazujący a kciuka. Liczyła, że ten, pośpiesznie wymyślony sposób sprawi, że ucieczka będzie chociaż trochę łatwiejsza.
Głęboko oddychała przez usta, panicznie wręcz chcąc zachować świadomość. Mimo wyczerpania, sumienie dawało o sobie znać. Wiedziała, że zrobiła coś złego, raniąc drugą osobę, nawet jeśli była to obrona konieczna. Słowa, które tamten wykrzyczał i strzała wymierzona w nią jeszcze bardziej stłumiła kłucie w sercu. W każdej innej sytuacji wróciłaby, by pomóc poszkodowanemu, jednak zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że powrót do mężczyzny, który chciał ją skrzywdzić i którego ona sama prawie zabiła, może być najgorszym pomysłem z możliwych.
Kusiło ją, by się obejrzeć, zobaczyć, jak Darrian sobie radzi, wiedziała jednak, że to też niezbyt pomoże jej zapomnieć, choćby na chwilę obecną o tym, co zrobiła. Zdusiła więc w sobie odruch, woląc męczyć się domysłami niż prawdziwym widokiem. Oderwała się od jednego z wielu na jej drodze drzew, zmierzając do kolejnego. Tam będzie kolejny postój. Głęboko oddychać, nie oddać się panice.
Przecież w końcu się uda, musi tylko w to wierzyć. Przeżyć – to jest teraz najważniejsze.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

16 lip 2013, 12:34

MG:
Alia

Przeżyć – to teraz jest najważniejsze. Nie ma co, w chwili, gdy strzała wbiła się w drzewo, Alia wyobrażała sobie, co teraz należy zrobić, co teraz trzeba zrobić – co chciałaby zrobić. Jednak wizje te nie trwały dłużej niż sekundę, bo zaraz dowodzenie przejęła panika – dobra znajoma Alii.

Myśli w głowie o tym, że ta strzała mogłaby wbić się w nią, kończąc jej i tak niewiele znaczące życie, przeraziły Alię do granic możliwości. Serce waliło jak oszalałe z siłą młota uderzającego o kowadło. Z krwią cieknącą z nosa zmieszały się łzy, Alia poderwała się z ziemi wrzeszcząc panicznie.

Emocje wzięły górę, krople krwi skapywały często z jej twarzy, ale to było ostatnie, czym się martwiła Alia. Coraz obracała się, by uzyskać pewność, że Darrian jej nie goni. Strach nie uwzględniał niczego, a rozsądek jakby nie istniał. Alia czuła, że robi się jej słabo, ciało staje się cięższe, ale serce waliło dalej i panika nie pozwalała nad niczym zapanować.

Biegła w głąb lasu, sama nie wiedziała gdzie. Po prostu – byle dalej od Darriana. Nogi, które stawały się ciężkie niczym ołowiane, coraz mniej podnosiły się od ziemi. Obraz rozmazywał się i zachodził bielą.

I to ostatnie, co Alia pamięta…

Alia, jesteś nieprzytomna gdzieś w głębi lasu. Prawdopodobnie nikt Cię nie znajdzie. Czy przeżyjesz – to się okaże.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

22 lip 2013, 16:04

– Mnie magia nie zawodzi. – Odgryzła się Rinej, kiedy jej nosiciel skończył opatrywać nogę, nie mając zamiaru dawać mu taryfy ulgowej ze względu na stan.
– Tak, zwłaszcza, kiedy rzucasz w kogoś całym lasem. – Odpowiedział jej Pół-elf, wiążąc ostatni element prowizorycznego bandaża, za który służył rozpruty kaptur.
– Gdybyś dawał sobie radę sam, nie byłoby problemu. – Wiedźma nagle wydawała się bardziej kompetentna, jeśli chodzi o kłótnie. Nadal jednak było to wszystko na zasadzie zaczepek niż faktycznej sprzeczki.
– Może tam skąd pochodzisz Pół-elf z parą sztyletów wygrywający starcie w zwarciu z dwumetrowym wilkołakiem w pełnej płycie to norma, ale tu to inaczej działa. – Odrzekł, póki co kończąc słowne zaczepki. Jego opatrunek się nie rozlatywał, teraz tylko mieć nadzieję, że nie wda się jakieś zakażenie i powinno być dobrze. Następie odwiązał pas służący za tymczasową opaskę uciskową nad raną gdyż miał teraz opatrunek do hamowania ubytku krwi i założył go z powrotem na miejsce, przy okazji chowając sztylet do jednej z dwóch pochew. Sztylet nie pasował idealnie, ale nie powinien też wypaść sam z siebie bez jakichś szczególnych wstrząsów. Teraz musiał wstać, problem w tym, że nie wiedział co zrobić po tym jak wstanie. Miał dwa wyjścia – iść za Alią czy zostawić ją w lesie bez poczucia kierunku żeby zjadły ją wilki. Fakt, że dziewczyna w stanie kompletnego zamroczenia pobiegła w losowym kierunku, napawał go obawą, że jeśli za nią pójdzie to też się zgubi. Z drugiej strony chciał dokończyć dzieła. Nie, jednak nie było sensu, jej stan poprawi się o wiele szybciej niż jego noga, więc mógł ją tak gonić dość długo.
Decydując się na powrót do miasta, Darrian miał zamiar powoli wstać na nogi, starając się opierać większą część masy ciała na tej zdrowej. Ta sama zasada będzie obowiązywać co do spaceru w stronę traktu z którego zeszli a potem dalej, do Wolenvain.

z/t
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

26 lip 2013, 14:54

link
W półmroku przedzierał się przez chaszcze. Tak kończy się właśnie jazda skrótem. Miejsce, w którym się znalazł ani trochę nie przypominało brudnych, przytulnych ulic Wolenvain. Zsiadł z konia, by go zbytnio nie porysować. Nie mówiąc o swojej twarzy, która przy pierwszym spotkaniu z zielenią dostała wredną suchą gałęzią w okolice oka. Każdy hałas sprawiał, że brodacz podskakiwał w panice. Najgorsze w tym wszystkim było to, iż on stanowił największe źródło hałasu. Chcąc dodać sobie odwagi zanucił z wolna. Nie pomogło. Zamiast zatrzymać się i czekać promieni słonecznych brnął dalej.
– Mam dość Panie Koniu. Zgubiłem się. – Przyznał ze zgrozą.
Rozejrzał się po okolicy. Ciemno, zarysy drzew. Ledwo co gwiazdy widać przez gęstwinę. Przywiązał zwierze za strzemiona do wystającej gałęzi i starając się mieć go w zasięgu wzroku rozejrzał się… za czymkolwiek. Drzewa, drzewa, krzaki, drzewa, mech, drzewa, drzewa. Z oddali nadciągnął grzmot i grajek aż wrzasnął.
Wrócił do Pana Konia i objął go za szyję. Zwierzę spojrzało na niego z lekką odrazą. Ale w końcu nie było tu innych koni, które mogłyby wyśmiać ledwo-nie– źrebaka za bycie Pieszczoszkiem Mamusi I Dwunożnych. Słyszalnie parsknął z ulgą.
– Mi też zrobiło się lepiej. – Poklepał Pieszczoszka po szyi.
Myślał o wygodnym miejscu na nocleg. O ognisku nie było mowy, więc miał nadzieję, że wszystkie wilki, bandyci i magiczne plugastwa będą bardzie zainteresowane koniem niż nim. I tu właśnie pojawiał się dylemat. Jeśli chciał być względnie bezpieczny. Musiał położyć z dala od przynęty. Jednak z drugiej strony, noce mają to do siebie, iż są cholernie zimne. Z dala od ciepłego końskiego boku, który jest ciepły i koński.
– Koniu, już czas kłaść się spać, oczekuję od ciebie, że położysz się tak, bym mógł wesprzeć cię moim ciepłem, a ty swoim mnie. – Nie doczekał się odpowiedzi, nie doczekał się reakcji. Zwierzę patrzyło na niego prześmiewczo.
– Pożałujesz tego! – warknął i odszedł szukając miejsca do spania.

-Kapitanie! Przed nami cała królewska flota! Tym razem nie mamy szans uciec, jesteśmy otoczeni.
– Kto powiedział, że będziemy uciekać? Ładować balistę i przygotować się da abordażu, skurwiałe szczury! – Poprawił olbrzymi, przypominający pieróg kapelusz, wziął się pod boki i ruszył na mostek.
– Załogo! Nie bądźcie pizdami do stu tysięcy beczek wódki! Jeśli to ma być nasz ostatni rejs odejdźmy w chwale! Nie pozwólcie, by wzięli was w niewolę, nie ma nic gorszego niż usychać w ciasnej celi, gdy miało się wybór chwalebnej śmierci! – Pokażmy jak walczą ludzie, którzy nie mają nic do stracenia! – Marynarze mieli łzy w oczach, jeden chcąc uniknąć pośmiewiska odwrócił się tyłem. Gdy usłyszeli ostanie zdanie, wszyscy jak jeden mąż, nawet ten zapłakany, odwrócili się i dobyli mieczy. Z dwudziestu gardeł wydobył się ryk skandujący imię kapitana.

Mimowolnie lewa dłoń znalazła się na jego twarzy. Obudził go pająk. Sądząc po rozmiarach rozpłaszczonych resztek bardzo duży pająk. Przespał się odrobinkę w ekstremalnie niewygodnej pozycji, na jednym z bardziej rozłożystych drzew. Przynajmniej nie było już tak ciemno. Noc ustąpiła szaremu świtowi odsłaniając konia i ciemnobrązowy kształt. Popisowym skokiem obrotowym opuścił drzewo.
– Siedem na dziesięć. I jestem coraz lepszy. – Uwolnił swego mniej lub bardziej wiernego wierzchowca i ruszył zbadać obiekt, odstający od wystroju lasu.
– Kobieta, a raczej… dziewczyna. – Przedstawił ją zwierzęciu. Szturchnął ją butem. Reakcja nie była taka jaka być powinna. W sumie, sam nie wiedział czego się spodziewać. Szturchnął po raz drugi, tak dla pewności. Gdy to nie pomogło pochylił się nad nią. Odwróciwszy ją na plecy spostrzegł krew. Nie miała żadnych ran ciętych a mimo to, twarz upieprzona była w zaschniętej czerwonej mazi i składników runa leśnego. Splunął na rękaw i przetarł dziecięcą twarzyczkę.
– Nie śpij, bo cię okradną. – Dotknął jej czoła. Ciepłe, nie może tu leżeć długo. Przyłożył ucho do jej ust.
– Coś tam dychasz. – Gdy, była nieprzytomna nie mogła się sprzeciwiać. Męczył się z nią trochę. Za stary już był na takie sprawy. Ale jednak kobieta to kobieta, więc starał się być delikatny. Zasapał się, ale w końcu przerzucił ją przez koński grzbiet. Teraz wypadałoby wrócić na trakt. Było już jasno więc może określić położenie wspinając się na drzewo.
-Zostań. – Przywiązał zwierzę i już wspinał się na wysokie drzewo.

-Tam się coś świeci. Słońce chyba. – Zarysy ognistej kuli masakrowało szarość świtu. Skoro skręcił za bardzo w lewo, udał się na północny zachód miast kierować się na północ. Stolica powinna być miej-więcej na wschodzie. Gdy co jakiś czas będzie robił postoje na sprawdzenie kierunku powinien na trafić.

Leonard, Alia x2 z/t

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kewc
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.