Lasek przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3806
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lasek przy Dziwnym Trakcie

28 lip 2012, 18:10

Choć niezbyt wielki, niezasługujący właściwie na miano pełnoprawnego lasu zagajnik znajdujący się na północ od znajdującej się pomiędzy Varti a Wolenvain nitki łączącej trakt południowy z północnym nigdy nie należał do szczególnie uczęszczanych miejsc schadzek, zdecydowanie miał swój urok. Rzadko rozmieszone, młode drzewa, mnóstwo polan z gęstą trawą i łagodnie skrzypiące po butami kępki mchu w niczym nie przypominały ciężkiego do przebycia, starego i mrocznego Lasu Cieni. Tutaj każda roślina miała dostateczną ilość miejsca do rozrostu, odpowiednią dozę światła i pokarmu z żyznej gleby. Lasek ten ongiś był domeną wielkich, stadnych zwierząt, jak żubry czy łosie, jednak wysoka popularność organizowanych przez szlachtę z Wolenvain polowań w te rejony znacząco uszczupliła ich populacje. Polowania w tym miejscu przestały być opłacalne i przeniosły się w inne rejony, dając tutejszej faunie i indywidualnym myśliwym nieco wytchnienia.

Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego;
Traktu północnego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

29 paź 2012, 20:36

Kurtuazyjna, o ile można za takową uznać sytuację, w której rozmówcy tarzają się w leśnym runie, część konwersacji dobiegła końca. Łowczyni osiągnęła swój pierwotny cel, jakim było poznanie miana Czerwonego. Asterias. To dobre imię, imię pasujące do osoby reprezentującej sobą tak skrajne cechy, osoby czysto…przypadkowej, chaotycznej, śmiejącej się w twarz śmierci nawet, gdy ta przyciska mu lodowate ostrze do szyi i ugniata ponętnymi udami biodra. Wysłuchawszy słów elfa odchyliła się do tyłu, przyjmując niemalże prostą pozycję, a z perspektywy Asteriasa, znacznie bezpieczniejszą.
- Wielki miecz, powiadasz – powstrzymała się od wszelkich nawiązań do "wielkich mieczy" i tego, co potężny wojownik mógł zrobić za pomocą swojego ostrze. Uśmiechnęła się kącikiem ust i wstała, nie omieszkając przy omijaniu nóg Asteriasa obrócić się na chwilę plecami do niego, po czym znów górując nad nim wyciągnęła dłoń w jego stronę.
Gdyby ktoś niesłyszący obserwował całą akcję z boku, prawdopodobnie uśmiałby się do łez. Łowczyni jednak stała z bezczelnym uśmieszkiem, wyciągając rękę do Czerwonego, jakby chciała mu pokazać, kto z nich dwojga potrafił się pozbierać w kilka chwil, a kto leży jak kłoda.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

02 lis 2012, 01:51

Cała sytuacja zdecydowanie była zabawna, dla niego, jak i dla Arael. Zgrabna łowczyni wstała jak gdyby nigdy nic, dodając wzmiankę o "wielkim mieczu", który z pewnością nie tylko dla Astera był powodem do podtekstów. Uśmieszek na jej twarzy wyraził wszystko, a młody mag widząc jej "pomocną dłoń" skierowaną w jego stronę bez wahania dał sobie pomóc, i po chwili oboje stali już na własnych nogach. Bez problemu pomogła mu wstać, zgrabnie przerzucając ciężar wedle własnej woli. To zdecydowanie tworzyło z niej "ciekawego" sojusznika… Czerwony otrzepał się z brudu, gdyż lubił, kiedy jego czerwony pancerz wyglądał na nieskażony bitką, co sprawiało wrażenie, że jest żółtodziobem w rzemiośle, które wszyscy łowcy głów uprawiają.
"Daj ludziom myśleć, żeś słaby. Kiedy już będą tak myśleć, staną się łatwym celem…"
To była zasada, którą elf przestrzegał od niepamiętnych czasów.
Ten dzień się jeszcze nie skończył, a patrząc na te wszystkie wydarzenia dotychczas, wiadomym było, że czeka ich jeszcze coś ciekawego. Zapewne związanego z Infim… Na pewno z nim związanego. Miecznik był coś za cicho jak na swoje standardy, co wprawiło Astera w małe, niewidoczne dla innych zakłopotanie. Czuł wręcz w nozdrzach, że coś jest nie tak, że czegoś nie dostrzegł… że coś się jeszcze wydarzy. Niemożliwe do określenia uczucie towarzyszyło elfowi, i z pewnością nie okaże się ono bezpodstawne… W ten czy inny sposób.
– Dzięki, Arael, ale… Gdzie teraz jesteśmy, i kto pilnuje worka? – rzekł Aster z poważniejszą już miną.
– Coś mi tu śmierdzi… Tu jest zbyt cicho - dodał, a na jego twarzy pojawił się grymas zamyślenia…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3806
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

02 lis 2012, 03:24

Gdyby tylko Asterias miał pojęcie, co dzieje się w dalszej części lasku, w którym się znajdował, wiedziałby, że jego ostatnie słowa nijak nie rozminęły się z prawdą. Elf z pewnością znał smród palonego ciała, a to właśnie on wypełnił pobliski gaik.

Przesłuchiwany przez niecnego maga Infi niemal dobrowolnie wpuścił go do swego umysłu, pozwalając mu dotknąć samej esencji swego jestestwa. Senkara skorzystał z zaproszenia… I to był jego błąd. Lekko poruszył i wprawił w ruch nieznane nawet najmędrszym uczonym, mroczne siły.

Siły, które powinny zostać uśpione po wsze czasy.

Senkara, widząc zrywającego jego zaklęcie Infiego postanowił użyć mocy, których potęgi sam zdawał się nie rozumieć. Widać było, że długo tak nie pociągnie, że wyniszczając swojego przeciwnika wyniszcza i siebie. Postawił wszystko na jedną kartę, chciał doszczętnie zniszczyć tego, kto mu zagrażał. Zdezintegrować go. To, co zobaczył, sprowadziło za jego niebieskie źrenice istny obłęd, który kazał mu poświęcić własne życie za cenę unicestwienia Infinitusa. Mag krwawił, ledwo trzymał się na nogach, topniał w oczach… Tak jak i (tym razem dosłownie) topniał jego przeciwnik.

Skóra czerwonookiego mężczyzny płonęła żywym ogniem, jednak ogromny ból, jaki się z tym wiązał, był dla niego niczym wobec odzyskania namiastki mobilności, jaką mógł się teraz cieszyć. Przekuwając całe cierpienie w jeden, potężny ryk, Infinitus zaszarżował na Senkarę, chcąc wyrwać mu serce gołymi rękami. Zaklęcie, choć potężne, nie dało rady całkowicie zatrzymać miecznika.

Pełgające po całym ciele Infiego magiczne płomienie szybko trawiły całe jego ciało, w mig przebijając się przez wątpliwej ochrony warstwę podniszczonych ubrań. Czerwona tkanka mięśni wojownika rysowała się coraz wyraźniej wraz z kolejnymi wypalanymi warstwami skóry, gdy ten ruszył prosto na swego oprawcę. Wiedział już, dlaczego nie dane było mu czuć bólu tak, jak inni go odczuwali. To ból był jego sprzymierzeńcem, nie przeciwnikiem. We wszystkich potyczkach to właśnie on dawał mu siłę, aby przeżyć. To on wzbijał go na wyżyny rzeźnickiego szału, podczas którego dosłownie ćwiartował swoich wrogów, nie zważając na własne rany. Ból od zawsze był jego paliwem i siłą, która pozwalała mu przeżyć. Przez te wszystkie lata znalazł w nim swoistą przyjemność, czując jego moc i to, w co może się ona przerodzić. Infi nigdy w całym swoim życiu nie czuł takiego bólu, jak teraz. Takiej potęgi. Pierwszym jej celem miał być mag Senkara, którego szybka śmierć miała być nagrodą za jego poświęcenie przy wyzwalaniu potencjału Infiego. Miecznik wyciągnął prawą rękę przed siebie. Wiedział, że już za chwilę jego dłoń pochwyci znienawidzonego magika.

Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

02 lis 2012, 23:57

Chciałam coś popytać Aleksa, ale mi uciekł, a specjalnie na prośbę Infiego odpisałam teraz, bo jutro jadę do rodziny, i w ogóle, i w szczególe, i o… :{

Gnollica podeszła o krok bliżej, nachyliła się i zmrużyła powieki. Toto pachniało ludźmi, ale było dziwną maszkarą. Żaden znany jej człowiek nie miał sześciu par oczu, a jeśli któremuś zdarzało się nazywać siebie "nimi", to najpewniej był szalony. A to podejrzane paskudztwo, które wlepiało w nią ślepia, nie dość, że wołało "nas, zabij nas" i wyglądało niecodziennie, to jeszcze było jakby zrośnięte z tą przeklętą jaskinią. Oczywiście, że z chęcią to zabije, ale ów cholerstwo gadało coś o kamieniu, a Dziwne Oczy nie była typem myślicielki, więc najpierw wypadało dopytać, o co chodzi.
Jaki kamień, do psiej cholery – powiedziała bardziej twierdzącym, aniżeli pytającym tonem. A na pewno pełnym irytacji. Musiała oczywiście wywrzeć pozytywne wrażenie na błagającym stworze, więc dodała warkliwie: – Powiedz jasno, to pomogę. Może. – dodała, już do siebie.
Na wypadek, gdyby jednak nie otrzymała odpowiedzi od tego szalonego tworu, zaczęła rozglądać się po wnętrzu. Jakkolwiek by nie patrzeć, tylko gnolli wzrok ją ratował, bo było tu ciemno jak w d… ironia losu. Cała jaskinia była w pewnym sensie kamieniem, przynajmniej z zewnątrz. W co miałaby uderzyć? Czy któraś część tego "pomieszczenia" różniła się od tkankowej reszty? Przyjrzała się też czaszce z wytrzeszczonymi oczyskami. Może ma po prostu uderzyć w czerep? Pomacała też swoistą "kolumnę", coby przekonać się, czy się niczym nie wyróżnia w dotyku.
Żałowała w tym momencie – jak zresztą w każdym – że jej poczucie dumy kazało jej wejść za dzikiem do tej jaskini. Ciekawość także, oczywiście, ale teraz nie będzie ani dzika, ani… jej? To nie wchodziło w rachubę, więc poprawiła toporek w łapie i podjęła inną taktykę. Zaczęła stukać w miejsca, które wydały jej się odstające od reszty, inne, podejrzane, łącznie z samą czaszką, i za każdym razem pytała nieszczęsny byt:
To? Uderzyć w to? - i obserwowała reakcję. Jeśli miałoby się jej to udać, oczywiście, że postarałaby się spytać: – Co to da? – i w ten sposób naciskać na otrzymanie odpowiedzi. Nie była przecież miłosierną istotką, aby bezinteresownie pomagać, po prostu chciała się stąd wydostać i liczyła, że "uderzenie w kamień" otworzy jej drogę do wyjścia. Ale musiała się tego dowiedzieć od sześciookiego.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

03 lis 2012, 18:34

MG

Ajumi, widząc działania czarodzieja, postanowiła działać. Usłyszała jego wypełnione nienawiścią słowa. Prędko wychyliła się, wyzwalając swoją pryzmatyczną energię, wcześniej starając się ją skumulować. Wystrzeliła czarnym promieniem, niestety jej myśli były zbyt rozproszone, aby mogła wybrać oczekiwany czerwony kolor.

Senkara wiedział, że umrze. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale musiał unicestwić swój cel – stwarzał zbyt wielkie niebezpieczeństwo. W jego ciele rozpętał się prawdziwy koszmar, a niezwykle silne drgawki były najmniejszym problemem. Błękitnymi oczami wpatrywał się na nadchodzącego nieprzyjaciela, który mimo budzącej się potęgi, rozkładał się w zastraszającym tempie.

Infi czerpał energię z odczuwanej tortury. Ból od zawsze był sprzymierzeńcem czerwonookiego, więc i dziś nie zawiódł go – zesłał na umysł mężczyzny fale niewyobrażalnej katuszy. Infi z każdą sekundą stawał się silniejszy. Idąc ku wrogowi, wyciągnął swą mocarną, bezskórną rękę.

Czarna energia trafiła w Senkarę, momentalnie czar prysł. Lider Entropii, natychmiast odczuł, że jego ruchy przestały być ograniczone. Mag zamarł w bezruchu. Trzask! Ogromna siła przycisnęła tchawicę Kruka. Infinitus, w mgnieniu oka, znalazł się przy nim. Podniósł go, lewa dłoń niemal zmiażdżyła szyję. Prawica miecznika dotknęła klatki piersiowej maga. Przebicie!

Senkara zwisał, przebity na wylot kończyną swej własnej ofiary, która trzymała serce zza jego plecami. Błękitne wejrzenie matowało, ciemność ogarniała jego wizję… a ostatnim widzianym obrazem było lico prawdziwego potwora. Mroczna opoka poczęła powoli schodzić z czarodzieja, wybierając nowego dzierżyciela – Infiego. To działo się zbyt nagle, ciemność okryła całego jego, a widoczne były tylko czerwone oczy.

*

Prawdziwa manifestacja jaskini ryknęła siarczyście. Gdyby mogła, zapewne rzuciłaby się na Dziwne Oczy, albowiem ta – w poszukiwaniu kamienia – uderzała losowo w tkankę organiczną, co sprawiało cierpienie istocie.

- GRAAAAAAAAAA, AAAAAAAA! – zawyła, a posady organicznej hali wprawiły się w ruch. Mięso rozpoczęło wydzielać zieloną gęstą maź. Stal topora nieznacznie pobrudziła się wydzielinami. Syk. Metal roztapiał się, jakby został poddany działaniu silnego kwasu. Gnollica musiała działać, i to szybko.

Kolejka dowolna, Ken nadal nie odpisuje. Opis Mrocznej Opończy wyślę na prywatnie Infiemu, bo tylko on czuje efekty, a opisywanie ich publicznie byłoby nierealistyczne <<
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

04 lis 2012, 04:37

Łowczyni, być może wbrew oczekiwaniom Czerwonego, zaśmiała się perliście. Rzeczywiście, nikt, zupełnie nikt, nie pilnował worków pozostawionych przy trakcie, a jako, że był on często uczęszczany przez przypadkowych przechodniów szansa na to, że wciąż tam leżały, była niebezpiecznie niska, ot, marzenie szaleńca. Ponadto, elf miał rację. To miejsce było za ciche, tak stężony spokój paradoksalnie wzbudzał zaniepokojenie Arael.
- Cholera, masz rację. Sugerowałabym spieprzać stąd tak szybko, jak tylko możemy. Przyszliśmy stamtąd.
Nie ma głupich, tym razem Czerwonooka dokładnie wiedziała, w którą stronę od niej znajduje się trakt. Złapała dłoń Asteriasa pewna, że i on chce się stąd jak najszybciej wyrwać, i podniósłszy worek, będący niegdyś kapturem, pełen jajek, poszła pewnym krokiem przed siebie, ciągnąc za sobą Czerwonego. Chciała jak najszybciej uciec z tego niepokojącego miejsca.

z\t

Aster musi zostać w lokacji dopóki nie napiszę MG posta – Aleks <<
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3806
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 lis 2012, 14:13

Bezskórny potwór, jakim stał się Infi, przeszedł kilka dzielących go od przyszłej ofiary kroków. Potęga zaklęć, jakimi został obłożony nijak nie była w stanie go zatrzymać. Krew tryskająca z pękających w oczach, odkrytych żył wojownika pokrywała teraz niemal całe jego ciało, nadal trawione przez magiczne płomienie. W oczach Senkary widoczny był strach, jaki nałożyła na jego umysł zbliżająca się śmierć. Obaj przeciwnicy wiedzieli, że dla maga to już koniec. Jeśli nie z ręki Infiego, to z powodu żywiącego się jego siłami życiowymi zaklęcia.

Koszmar skończył się tak szybko, jak się zaczął. Infinitus dopadł swego przeciwnika zanim ten zdechł z przemęczenia, miażdżąc mu szyję i przebijając jego klatkę piersiową. Na wylot. Trzymane za plecami maga, błyskawicznie wydarte z jego ciała serce zabiło niemrawo w zgniatającej je dłoni. Gasnące spojrzenie szeroko otwartych oczu Senkary zamarło, wlepione w twarz Infiego. Umierający mózg czarodzieja być może dostrzegł jeszcze, jak jego Mroczna Opończa okala nowego właściciela. Zbudowana z czystej esencji ciemności opoka w mgnieniu oka otuliła umęczone ciało czerwonookiego wojownika, kojąc cały ból, jaki mógłby odczuwać, gdyby się uspokoił. Z siłą konia pociągowego Infi wyciągnął swą doskonale czarną dłoń z czeluści ciała martwego Senkary, odrzucając go na bok jak kłodę. Wyglądało na to, że zwyczajna skóra nie była mu już potrzebna, bowiem jego ciało zostało scalone z czymś, co z powodzeniem mogło ją zastąpić.

Ajumi, która w miarę swoich możliwości starała się pomóc przewodnikowi Entropii nadal znajdowała się w pobliżu. Niezbyt trzeźwo myślący Infi wyciągnął skrwawioną rękę ku zielonowłosej. W jego poturbowanym umyśle coraz lepiej rozbrzmiewały echa dawnego racjonalizmu, dzięki któremu postanowił jej nie krzywdzić. Z pewnością bała się, była zdezorientowana, możliwe, że chciała stąd uciec. Była jednak potrzebna wojownikowi bardziej, niż ktokolwiek mógł sądzić.

- Ajumi… - rzekł chrapliwym, cichym głosem. Zakręciło mu się lekko w głowie. Był kompletnie nagi, a jego nowa skóra zdawała się wręcz pochłaniać wszelkie światło z otoczenia. Wiedział jednak, że to tylko iluzja, a jego właściwe ciało jest pod nią bardzo uszkodzone. Potrzebował uzdrowiciela, a ciągle wiedział, że driada jest biegła w sztuce leczenia. - Pomóż mi… - sapnął, krótko machając ręką, przywołując ją do siebie. Gdyby był w stanie się pozbierać, dodałby jej otuchy, powiedziałby, że nadal jest tym samym mężczyzną, którego poznała w Lesie Cieni, jednak… nie mógł, a coś w środku podpowiadało mu, że wcale tak nie jest.

Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

04 lis 2012, 18:14

Czuła, że musi zareagować. Nie mogła pozwolić temu oprychowi by dokończył swe dzieło. Zaatakowała wychylając się z kryjówki. Jej energie nie koniecznie przybrała kolor jaki by chciała. Nie było to dla niej teraz najważniejsze. Wpatrywała się w to co się działo jak wmurowana. Obserwowała zachowania Infiego z niedowierzaniem. Wciąż czuła zmęczenie i ból po zdarzeniach przy jaskini. Mimo to bardziej przerażona była widokiem wyrwanego serca. Uniosła zdrową rękę do ust i wydała cichy pisk. Chciała uciec stąd jak najszybciej. Zaczynała odczuwać dziwny strach w obecności Infiego. Jego oprawca już nie żył… powinna wracać do Ken'a i mu pomóc. Miała nadzieję, że jej nie zauważył…

Kiedy wyciągnął rękę w jej kierunku stwierdziła, że ucieczka niema sensu. Gdyby się odwróciła mógłby zrobić jej to samo co magowi ale… przecież to był Infi nie powinien. Drgnęła cofając się o krok i uważnie obserwując jego poczynania. Dziwna czarna powłoka, która przeszła z ofiary na niego bardzo niepokoiła Ajumi. Nie wypada nikogo zostawiać w takiej potrzebie.
- Infi? – Poznał ją. Chyba to jakiś dobry znak. Gdyby nie był sobą pewnie by tylko atakował i nawet nie wiedział kogo. Może to tylko jej wyobraźnia… może to wciąż ten sam czerwonooki. Musiała się wziąć w garść Nie teraz, ochłoń, już nikt Ci krzywdy nie zrobi. Powtórzyła sobie w myśli kiedy to ruchem reki przywołał driadę do siebie. Zrobiła dwa niepewne kroki przed siebie i znowu się zawahała. Wciąż walczyła ze strachem. Im bliżej była tym bardziej udawało jej się dostrzec, że potrzebuje szybko pomocy medycznej.

Kiedy poprosił o pomoc bez wahania podeszła bliżej do niego. Na wyciągnięcie ręki. Chwyciła go nieobandażowaną dłonią za jego dłoń. Podeszła teraz o wiele bliżej z o wiele większą pewnością siebie. Teraz bez żadnych wahań stwierdziła, że musi mu pomóc. Resztkami swej energii i sił skupiła się chcąc go uleczyć. Obje byli wyczerpani ale Ajumi teraz nie było w stanie nic przeszkodzić. Najważniejszy był dla niej Infi. Zaczęła przedkładać jego zdrowie ponad swoje. Znalazła w sobie jakąś siłę, zaczęło jej bardzo zależeć i po prostu użyła swej mocy. Leczenie było jej najmocniejsza stroną. Nie bardzo wiedziała na ile jest mu w stanie pomóc podczas gdy sama straciła jedną dłoń i była w niezłym szoku… ale w pewien sposób ta adrenalina ją napędzała do działania. Gdyby nie to pewnie by nie zaatakowała maga i pewnie teraz by uciekła zamiast mu pomagać. -Będzie dobrze – Mruknęła cicho pod nosem. Nie wiedziała czy chce dodać otuchy bardziej sobie czy czerwonookiemu. Uśmiechnęła się słabo patrząc w jego czerwone ślepia. Resztki energii całkowicie poświęcała jemu.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

04 lis 2012, 22:15

MG

Senkara upadł martwy na ziemię, jeden z najlepszych członków Kruków zginął w nieudanej akcji powstrzymania czerwonookiego. Gdy opończa odseparowała się od poprzedniego właściciela, Infi i Ajumi ujrzeli wygląd maga. Był bardzo stary, lico pełne zmarszczek i dziwnych zniekształceń. Długie siwe włosy sięgające do bioder kiedyś zapewne lśniły, gdy były młode. Trup nosił na sobie zniszczoną, szarą szatę, która charakteryzowała się mnóstwem wypukleń. Na pasie przeczepiono wiele woreczków o tajemniczej zawartości. Dziura po kończynie miecznika paskudnie się prezentowała, krew bezproblemowo spływała ziemię.

Ajumi, mimo strachu, zaufała mężczyźnie odzianego w czerń. Delikatna istotka przeżyła dziś zbyt wiele, nie była przygotowane na taki zbieg wydarzeń. Wycierpiała, lecz uratowała lidera Entropii. Uratowała swego Infiego. Podbiegła do niego, aby uzdrowić go, mimo, że sama potrzebowała pomocy. Dotknęła mrocznego ramienia… To wystarczyło.

Niespodziewanie, coś gwałtownie pochłonęło jej energię. Wystarczył dotyk, a utraciła wszystkie rezerwy swych sił. Mimowolnie odeszła dwa kroki do tyłu, a później upadła na ziemię. Cała opończa zawibrowała gwałtownie, jakby zareagowała na wchłoniętą energię życiową driady. Nagle, z klatki piersiowej, wystrzeliła się cienista maź wprost na ciało Senkary. Nie minęła chwila, a budyniowata istota pochłonęła wszystkie przedmioty czarodzieja. Wyrosły z niej macki, które pochwyciły kawałki kamienia i księgę, przyciągnęła do siebie znaleziska. Znów skoczyła! Miękko wylądowała na głowie Ajumi. Skierowała się ku rannej dłoni, esencja mroku pokryła całą kończynę, dokładnie przylegając. Czerwonooki uważnie to obserwował, nie miał bladego pojęcia co się dzieje. Esencja zasyczała, wydobył się rzadki dym. Palce mozolnie odrastały, złamania regenerowały się. Dziewczyna nic nie czuła, była nieprzytomna. Kawałek opończy zakończył operację, w mgnieniu oka odlepił się od zdrowej i całej dłoni, wracając na swe dawne miejsce.

– Dziękuję Ci, mój Wybawco. Mamy wiele do zrobienie, patrz! – Infi usłyszał dziwny, głośny głos dobiegający ze wszystkich stron. Wiedział, że były to słowa mężczyzny, który posiadał dosłownie gardło ze stali – wydobywał z siebie dźwięk podobny do szorującego metalu o metal. Opoka pochłonęła całe lewe oko dzierżyciela, jednooki ujrzał obraz. Prawa gałka oczna widziała normalnie, zaś lewa ukazywała zupełnie inne położenie. Wizję nieprzytomnego Kenhkara. – Powinniśmy mu pomóc, niedługo zostanie zaatakowany przez gilgernegera. – Wizja ponownie się zmieniła, tym razem Infi dostrzegł wzrokiem absolutną ciemność. Powoli pojawiały się białe rysy, z początku, nieznanego stworzenia. Kolejne sekundy odkrywały następne partie ciała, aż w końcu dzierżyciel potrafił zidentyfikować nieznanego. Dziwne Oczy miała kłopoty. – Twoja towarzyszka zginie, jeżeli jej nie uratujemy. – Obraz ponownie się zmienił, Infi dotarł okiem na zewnątrz, do pierwotnego wejścia jaskini, które zamknęło się. Wizja skoncentrowała się na małej dziurze utworzonej magią Kenhkara. – Wykorzystamy tą dziurę, ale potrzebujemy energii. Obecne pokłady wykorzystujemy, aby widzieć. Już znasz odpowiedź. – Infi zobaczył Astera, który szedł za Arael. Wizja była skoncentrowana na elfie, przywódca wiedział, gdzie go szukać, jakoby w nieznany sposób zdobył lokalizację kamrata. – Wchłoniemy energię od Twego kompana. Jeżeli zależy Ci na gnollicy. Nie myśl! Działaj!

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3806
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 lis 2012, 23:24

Takiego obrotu spraw nikt nie mógł przewidzieć. Nie odczuwający bólu mimo braku swojej własnej skóry Infi poprosił o pomoc swoją towarzyszkę, Ajumi, która mimo strachu zdecydowała się jej udzielić. Gdy jednak zielonowłosa rozpoczęła znany wojownikowi proces leczenia leżących pod Mroczną Opończą warstw ciała swojego ukochanego, zdarzyła się rzecz niebywała. Cień wyssał całą jej energię, powodując omdlenie i tak już zmęczonej kobiety. Infi chciał zareagować, jednak wszystko działo się zbyt szybko, tak oto bowiem z jego ciała wystrzeliła cienista substancja, uczepiając się kolejno ciała martwego Senkary i rannej dłoni Ajumi. Opończa wchłonęła przedmioty maga, zostawiając tylko jego szatę, odnawiając po chwili poodgryzane niedawno palce driady. Cuda, jakie działy się wokół miecznika były niepojęte dla jego, bądź co bądź, prostego umysłu, który dodatkowo odczuwał teraz zupełnie nowe doznania. Zanim Infi zrozumiał, co tak naprawdę się wydarzyło, w jego głowie odezwał się głos, mówiąc kilka arcyciekawych rzeczy. Metaliczny głos rozlegający się ze wszystkich stron w niczym nie przypominał jednak myśli szaleńca. Był klarowny (mimo jego metaliczności), zrozumiały, rzeczowy. Paradoksalnie to dzięki niemu czerwonooki mężczyzna odzyskał nieco stabilności psychicznej. Gdy Opończa pokazała mu będących w potrzebie członków Entropii, Infi zawahał się na chwilę. Ostatnie słowa jego nowego, tym razem „stałego” kompana oddaliły jednak wszelkie wątpliwości.

- W to mi graj - mruknął, mrugając kilka razy. Rozejrzał się krótko, omiatając wzrokiem swoje otoczenie. Biedna Ajumi leżała u jego stóp, nieco dalej znajdował się Senkara z dziurą w piersi. Nie było na co czekać.

Cienisty stwór zdarł szybko szaty z maga. Były na niego o wiele za małe, ale postanowił przewiązać się nią w pasie, aby ukryć swój wstyd. Nie był w końcu zwierzęciem. Jeszcze. Chwytając w swe przepastne ramiona lekką jak piórko driadę, wojownik zauważył, że u jej sukni brakuje sporego kawałka materiału. Okazało się, że zielonowłosa znakowała drogę, za co Infi w tej chwili był jej niezwykle wdzięczny. Biegnąc między chaszczami wojownik dopadł do ciągle leżącego na ziemi Kenkhkara z zamiarem uwolnienia go z nieciekawego, według Opończy położenia. Korzystając ze swojej znacznej siły Infi zarzucił sobie obu nieprzytomnych na barki, w pośpiechu zdążając w kierunku Asteriasa.

Dopadł go przy samym zejściu na trakt. To, że sylwetka miecznika przypominała osobę, która zakładała Entropię, mogło okazać się okolicznością sprzyjającą. Niósł też dwójkę swoich towarzyszy, więc nie było mowy o pomyłce. Arael i Czerwony musieli wiedzieć, że oto przed nimi stoi ten sam Infi, jednak w nieco zmienionej formie. Wojownik ostrożnie ułożył na ziemi Ajumi i Kenhkara, ciągle czujnie patrząc na swoich drużynników. Nigdy nie wiadomo, co mogło im strzelić do głowy, gdy zobaczyli półnagiego, niemal niewidocznego w zapadającym zmroku mężczyznę. Infi uniósł obie ręce w powietrze, pokazując, że nie żywi złych zamiarów mimo potwornej aparycji.

- Nie ma czasu na wyjaśnienia – rzekł zgodnie z prawdą, po czym splunął siarczyście na bok. – Asteriasie, potrzebuję twojej mocy – dodał bez ogródek, wyciągając czarną łapę. – Najwyżej zemdlejesz – ostrzegł, mając w pamięci to, co stało się z Ajumi. To, że tak łatwo przyszło mu szafowanie energią Asteriasa miało swoje korzenie w pewnych przeszłych wydarzeniach związanych z Czerwonym. Echa minionej walki w okolicy Gorących Źródeł nadal nie zniknęły, wojownik nie troszczył się o elfa, który tak niecnie go wtedy podszedł, mimo tego, że należeli teraz do tej samej drużyny, a Czerwony dźwigał właśnie bezcennego Wygnańca. – Podaj mi rękę – powiedział z cieniem rozkazu w głosie, kompletnie nie przejmując się tym, co powie Arael, bacząc za to na jej kuszę.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52250
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.