Lasek przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lasek przy Dziwnym Trakcie

28 lip 2012, 18:10

Choć niezbyt wielki, niezasługujący właściwie na miano pełnoprawnego lasu zagajnik znajdujący się na północ od znajdującej się pomiędzy Varti a Wolenvain nitki łączącej trakt południowy z północnym nigdy nie należał do szczególnie uczęszczanych miejsc schadzek, zdecydowanie miał swój urok. Rzadko rozmieszone, młode drzewa, mnóstwo polan z gęstą trawą i łagodnie skrzypiące po butami kępki mchu w niczym nie przypominały ciężkiego do przebycia, starego i mrocznego Lasu Cieni. Tutaj każda roślina miała dostateczną ilość miejsca do rozrostu, odpowiednią dozę światła i pokarmu z żyznej gleby. Lasek ten ongiś był domeną wielkich, stadnych zwierząt, jak żubry czy łosie, jednak wysoka popularność organizowanych przez szlachtę z Wolenvain polowań w te rejony znacząco uszczupliła ich populacje. Polowania w tym miejscu przestały być opłacalne i przeniosły się w inne rejony, dając tutejszej faunie i indywidualnym myśliwym nieco wytchnienia.

Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego;
Traktu północnego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lip 2012, 19:08

Oddelegowana do zebrania pożywienia w postaci dziczyzny część Entropii powoli, acz nieubłaganie zagłębiała się w przydrożny lasek. Infi uważnie rozglądał się i badał otoczenie, będąc w tym miejscu po raz pierwszy. Musiał przyznać, że wbrew temu, czego się spodziewał, drzewa nie rosły tutaj gęściej. Szukał śladów bytności nadających się do zjedzenia zwierząt, póki co na próżno. Liczył na to, że Dziwne Oczy, jako niewątpliwie bardziej doświadczona w sztuce tropienia pomoże mu w tym zadaniu ze wszystkich swoich sił. Miecznik nie wiedział, jaki typ zwierzyny łownej może znaleźć w tym miejscu, jednak czuł, że nie może być ono całkowicie opustoszałe. W całym zagajniku musiał znaleźć się choćby jeden wilk, dzik czy zając, którego można byłoby wrzucić na ruszt przy wieczornym ognisku. Rozmyślanie o ociekającej tłuszczem dziczyźnie przypomniało Infiemu, jak dawno nie jadł. Po wydarzeniach z ostatniej nocy nie myślał o zmęczeniu, bólu czy głodzie, krocząc we mgle własnego, zmienionego umysłu. Nie uporządkował myśli, starał się zająć teraźniejszymi problemami, a przeszłość próbował odkreślić grubą kreską. Przyjdzie jeszcze czas na rozmyślania. Teraz trzeba było działać. Wojownik nasłuchiwał w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak przebywających w pobliżu zwierząt, przy okazji zapamiętując drogę, mając nadzieję, że tym razem nie spotka na swojej drodze skorego do żartów satyra, który poruszy drzewa tak, aby miecznik się pogubił.

Nieprzypadkowo Infi nie nosił przy sobie żadnej dystansowej broni mimo tego, że, jak sam mówił, był myśliwym. Nie fascynowało go krycie się w trawie i mozolne podchodzenie zwierzyny od zawietrznej, choć i to potrafił zrobić, jeśli zaszła potrzeba. Gdy już polował, starał się ubić grubego zwierza, a jego ulubionym celem były niedźwiedzie. To właśnie w lesie Infi ćwiczył, aby utrzymać formę, to podczas polowań wcielał w życie wymyślone przez siebie techniki walki mieczem, niejako przy okazji zdobywając pożywienie, skóry na handel i inne przydatne, jak kości czy poroża, przedmioty. Wojownik nie liczył na znalezienie w tych okolicach niedźwiedzia – typ lasu po prostu nie odpowiadał preferencjom tych wielkich drapieżców, jednak nie poddawał się, co rusz przyklękając, aby zbadać ślady na ziemi. Przyszło mu ciężko pracować, aby zapewnić jedzenie swojej drużynie, jednak wiedział, że musi to zrobić. To on ich tutaj ściągnął, nie pozwalając się przygotować, więc to on zapewni im wikt i opierunek. W tym momencie liczył jednak na pomoc Dziwnookiej. Nie było czasu, aby gruntownie przeczesać las, a ktoś taki jak ona musiał posiadać swego rodzaju instynkt. Po prostu musiał.

- Oczy, znalazłaś coś? - zapytał jedynie na tyle głośno, aby utrzymać swój głos na granicy słyszalności. Nie wygłaszał teraz przemowy do ludu, mógł zachowywać się naturalnie. - Ja… nic - rzekł z trudem, wywracając oczami i opierając się o najbliższe drzewo. Przewodnik Entropii dyszał ciężko, nie mogąc pozbyć się nagłego, a silnego i obezwładniającego bólu głowy, który spowolnił jego ruchy do zera. Coś było nie tak, miecznik czuł, jakby jego mózg oplotła nagle zaciskająca się na nim pięść. Tysiące świateł pojawiło się przed jego wrażliwymi na tego typu efekty oczami, znikając tak szybko, jak się pojawiły. Infi zsunął się powoli po drzewie, chcąc usiąść na miękkim mchu, lecz zachwiał się i upadł i impetem na zadek. Pasy przytrzymujące na jego plecach pochwę z mieczem niemiło wpiły się w jego ciało.

Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

28 lip 2012, 19:56

Zagajnik był miejscem przyjemnym dla gnollicy, aczkolwiek do polowań preferowała bardziej zalesione tereny. Preferowana – nie znaczyło to, że miałaby sobie nie poradzić tutaj. Tam gdzie zwierzyna, tam i jedzenie, to było oczywiste w jej przypadku.
Hiena, która poruszała się w odległości kilku kroków przed swoją panią, wyglądała na zwierzę w stanie niemal euforycznym. Nareszcie otaczało ją niemal całkowite milczenie i przyroda, a ponadto dobrze wiedziała, że zaraz będzie mogła zatopić kły w jakiejś ofierze.
Dziwne Oczy była równie zadowolona z sytuacji. Czerwonooki denerwował ją mniej niż reszta małpiastych z Entropii, a Kenkhar pozostawał jej zupełnie obojętny do tej pory, bo zdawał się trzymać na uboczu, co ją wielce cieszyło. Poruszała się bezszelestnie pomimo swojego rozmiaru, nie przestając wypatrywać śladów zwierząt i używać nozdrzy, które miały doprowadzić ją do przyszłej ofiary.
Zastanawiała się jednocześnie, jak jej towarzysze mają zamiar polować. Żaden z nich zdawał się nie chcieć zakładać okrutnych pułapek, które wybiłaby im z głowy bardzo szybko, a Infi nie miał nawet żadnej broni dystansowej przy sobie. Przynajmniej ona jej nie widziała. Kenkhar wspominał wcześniej coś o kontrolowaniu wiatru, ale gnollica nie bardzo wiedziała, czego się ma spodziewać. Oczekiwała, że pewnie pokieruje wiatrem tak, by zwierzę ich nie wyczuło, ale jak małpa może kierować wiatrem, to już była dla niej zagwozdka.
Stąpała ostrożnie, zaczynając wyczuwać znajome, przyjemne zapachy. Wyjec również wyrażał pewne podekscytowanie zdradzając, że są na dobrym tropie, chociaż świeżych śladów jako takich jeszcze widać nie było. Wtedy też miecznik zadał pytanie, a ona miała odpowiedzieć ledwo słyszalnym głosem, że "Tak, wyczułam właśnie trop i jestem Dziwne Oczy", kiedy usłyszała upadek Infiego.
Zirytowana obróciła się i nieco skonsternowana spytała:
Chyba się nie zmęczyłeś?
Podeszła do Czerwonookiego i przyjrzała mu się dokładniej.
Powiedz, co ci jest. Może pomogę.
Gnollica może nie wyglądała na dobroduszną lekarkę, ale na pomniejsze problemy była w stanie pomóc za pomocą ziół, które miała w swojej torbie. Co prawda nie miała zamiaru dzielić się swoimi własnymi dobrami, ale zareagowała szybciej niż pomyślała. Może i była oschła, ale swoim braciom pomagała całe życie i weszło jej to w nawyk.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

29 lip 2012, 02:11

Tej zbieraniny drzew nie można było nazwać lasem. Miło stąpało się po miękkiej ziemi w otoczeniu niewielkich krzewów. Powietrze dodawało sił, wręcz uzależniało maga wiatru. Ten starał się zachować czujność, nadstawiał ucha przy każdym kroku, lecz — jeżeli chodzi o wytropienie pożywienia — bardziej liczył w tej kwestii na Dziwne Oczy. Dziwne imię — pomyślał. Spojrzał na Infiego. Brak łuku czy czegokolwiek, co mogłoby kojarzyć się z myślistwem. Kenhkar nie miał pojęcia, na czym dokładnie polega polowanie. Wiedział tylko, że powinien zachowywać się jak najciszej i — gdy znajdą trop solidnego zwierzaka — skierować wiatr za ich plecy, aby pozostali niewykryci.

Szli dobrą chwilę w kompletnej ciszy, a Oczy zdawała się całkowicie naturalnie poruszać w tym środowisku. Nagle przywódca się odezwał. Pytał o coś ich towarzyszkę. Kenhowi jednak to umknęło, gdyż miecznik oparł się nagle o drzewo, a to napełniło brodacza niepokojem. Kilka sekund i czerwonooki upadł. Mag wiedział już, iż coś na pewno jest nie tak. Ruszył żwawo w stronę lidera. Dziwne Oczy zdążyła już rzucić uszczypliwy komentarz, aczkolwiek zaoferowała też swą pomoc. Kenhkar przyklęknął przy wojowniku, a następnie przyjrzał mu się dokładnie.

— Infi — rzekł — patrz na mnie. Co się dzieje? Mów.

Wyglądało to jak zwyczajne omdlenie, lecz znając poniekąd siłę dowódcy, Kenh nie wykluczał czegoś poważniejszego.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

29 lip 2012, 04:44

Las zawirował, gdy przywódca Entropii usiadł z impetem na mchu, ledwo łapiąc oddech. Głowa łupała go niemiłosiernie, a zmysły szalały. Doznania nie układały się w żadną logiczną całość, chaotycznie atakując receptory. Infi to rozszerzał, to mrużył oczy, ciągle łapczywie walcząc o powietrze. Słowa jego towarzyszy dotarły do niego jakby po czasie, zniekształcone i spowolnione.

- N-nie… - wyjąkał tylko, wywracając oczami. Byłby osunął się, padając na plecy w mech, jednak jego wbity w ziemię, ciągle przytwierdzony do pleców miecz skutecznie uniemożliwił mu zrobienie z siebie większego pośmiewiska. Wojownik bardzo chciał odpowiedzieć na zadawane mu pytania, jednak nie był w stanie tego zrobić. Język jakby związał się w supeł, skutecznie niwecząc jakiekolwiek próby komunikacji, więc odgłosy wydobywające się z jego ust przypominały raczej przeciągłe mruczenie i charczenie. Miecznik czuł, jakby po jego ciele, od serca, rozpływała się dziwna, bolesna substancja, kując każdy mięsień i każdą tkankę niczym zabójcza trucizna. Mimo wszystko Infi zachował jasność umysłu, nie panikując wewnątrz własnego, niedziałającego ciała. Nikt go nie otruł – tego mógł być pewien. Próbował patrzeć na Kenhkara, jednak jego wzrok mimowolnie uciekał ku niebu, nie będąc w stanie skupić się dłużej na jednym obiekcie.

I wtedy pojawiła się gorączka. Ciało Infinitusa zdawało się płonąć żywym ogniem, zwiększając swoją temperaturę o kilka dobrych stopni. Ktoś obeznany z tego typu objawami mógł stwierdzić, że wojownika trawi niebezpieczna choroba, która rozwijając się może doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń organizmu czy nawet śmierci. Fala bólu dotarła wreszcie do opuszek palców mężczyzny, kończąc tam swój bieg i… tak jak nagle wszystko się zaczęło, tak się skończyło. Infi obwisł, niemal tracąc przytomność, zlany potem i potwornie słaby, jakby przebiegł znaczną odległość. W jednej chwili zwaliło się na niego zmęczenie z kilku ostatnich, nieprzespanych dni. W połączeniu z wysysającym siły atakiem bólu i niemocy, jaki miał miejsce przed chwilą, Infi poczuł, jakby już nigdy nie miał się podnieść z ziemi, w tym momencie marząc tylko o długotrwałym odpoczynku. Byłby się porzygał, ale zamiast tego po prostu splunął siarczyście, odchylając głowę w bok. Jego nienaturalnie blada, spocona twarz kontrastowała z jej zdrowym odcieniem sprzed paru chwil.

- Nie wiem, co to było - powiedział, dysząc ciężko. Na razie nie próbował się podnieść, czując niemoc w swoich członkach. W takich chwilach żałował, że nie miał przy sobie manierki z wodą. - Dajcie mi chwilę.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1189
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

29 lip 2012, 22:32

MG

Każda

szanująca się drużyna poszukiwaczy przygód jest zbiorem osób dobrze uzupełniających się, tworząc zgraną i silną grupę. Wiadomo, iż nie ma ideałów, a jednie rzetelna współpraca kamratów potrafi nie raz zmienić bieg przeżywanego problemu. Jeśli ktoś nie działa tak, jak powinien – jest ranny lub chory – reszta drużynników cierpi, albowiem traci na jakiś czas niezbędny element utwardzający ich wszystkich. Brak dodatkowego ostrza, czaru, a nawet wiedzy może doprowadzić do nieprzyjemnych reperkusji. Entropia powstała niedawno, założona przez istotę, która nie była wprawiona w dowodzeniu. Infiemu brakowało doświadczenia, kierował się zdrowym rozsądkiem i sprytem, jednakże nie miał zielonego pojęcia, co trza zrobić, gdy ktoś będzie kulą u nogi. Nie znał optymalnych akcji, które nie wpłynęłyby zbyt negatywnie na całą Entropię. Bogowie nie byli dziś łaskawi czerwonookiemu. To właśnie on był – na razie – ciężarem. Nagły atak niezidentyfikowanej przypadłości skutecznie zmiotła wojem, skazując go na niedyspozycję w czasie pierwszego zadania drużyny. Bez pomocy medycznej nie zajdzie daleko, potrzebował odpoczynku. Lider Entropii wymagał ekspertyzy lekarskiej i snu, wysiłek fizyczny mógłby go wykończyć, to stanowczo nie był jego dzień na polowanie. Kenhkar i Dziwne Oczy od razu zauważyli symptomy przemęczenia u swego przywódcy. Nie potrzebowali dokładnych oględzin, aby dojść do wniosku, że miecznik musi odpuścić sobie łowy.

Szelest.

Krzaki poruszyły się, coś przebiegło koło trójki towarzyszy. Dziwne Oczy poznała zapach zwierzyny. Blisko nich znajduje się dzik, który rychło oddalał się od nich. Mogli zaryzykować i podążyć za przyszłym obiadem, jednakże doskonale wiedzieli o tym, iż jedna osoba nie nadawała się do podjęcia akcji. Musieli wymyślić plan. Zawsze mogą odpuścić, ale nie wiadomo kiedy znów przydarzy się taka okazja.

Pragnąłbym, aby działała taka kolejka – MG, Dziwne Oczy, Kenhkar, Infi, MG itd
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

30 lip 2012, 22:34

Nozdrza i uszy gnollicy poruszyły się. Nie było żadnej wątpliwości, że to zapach dzika, a ciche warknięcie hieny tylko to potwierdziło. Dał znać swojej pani, że czas na polowanie, ale nie ruszył bez komendy.
Dziwne Oczy nie miała czasu niańczyć Czerwonookiego, ale jednocześnie głupio było go tak zostawić, nawet jej. Wyraźnie zniecierpliwiona zaczęła grzebać w torbie, mrucząc coś pod nosem. W końcu wyciągnęła jakieś zawiniątko, upewniając się zapachem, że jest to to, czego szukała, sięgnęła zaraz po manierkę z wodą i obie rzeczy podała Kenkharowi. Odezwała się do niego najciszej, jak to było możliwe, pochylając się ze względu na różnicę wzrostów:
Niech to chwilę żuje, ale tylko tyle, no, na palec – nie wiedziała jak powiedzieć "szczypta" w tym głupim języku – i popije wodą. To powinno go… – znów nie mogła znaleźć lepszego słowa, więc dokończyła tak, jak potrafiła: – …obudzić. Z Wyjcem pójdziemy na polowanie. Nie odchodźcie stąd.
W zawiniątku był susz jakiegoś zioła, ale nie potrafiła go nazwać. Wiedziała, że to roślina działająca pobudzająco i żucie powinno ocucić Infiego. Nie czekała na żadne przyzwolenia, tylko gestem pokazała hienie, by szła razem z nią i skierowała się ostrożnie w stronę, gdzie spodziewała się zwierzyny.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

30 lip 2012, 23:29

Infi wyglądał na całkiem inną osobę, niż potężny i pewny siebie wojownik sprzed kilku minut. Rzeczy, które zawładnęły jego ciałem, sprawiały, iż Kenhkar nie mógł się nadziwić. Brodacz patrzył, jak ciało miecznika spowija mocarna gorączka, której przeciętny zjadacz chleba nigdy by nie przetrzymał. Kenh sięgnął myślami do sakwy z ziołami, lecz prędko uświadomił sobie brak potrzebnego specyfiku. Nosił najpospolitsze rośliny, pozwalające na uzdrowienie ludzi z uporczywego kataru czy nieustępliwego kaszlu. Specyfiki, pozwalające na zwalczenie gorączki, należały do jednych z najbardziej rzadkich.

Problem jednak rozwiązał się sam. Maligna zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Twarz Infinitusa wydawała się teraz nienaturalnie blada; Ken odniósł niemiłe wrażenie, jakoby przywódca jedną nogą stał już w grobie. Chociaż – gdy przyjrzeć się uważniej – z każdą chwilą było coraz lepiej, lecz Infi nadal nie miał sił, by stanąć na nogi.

Wtem człowiek dosłyszał wyraźny szum – coś mu podpowiadało, że inne coś znajduje się za jego plecami. Zwierzak Dziwnych Oczu warknął. Zwierzyna – mruknął do siebie mag. Zapragnął wstać i udać się za jedzeniem, pomimo że nie miał pojęcia o polowaniu. Przypomniał sobie o liderze. Nagle powstrzymał swój pierwotny zamiar. Bo jeżeli zostawią tu kierownika, to co się z nim stanie? Zostanie tu i wyzionie ducha? Albo napadną go inne bestie, szukając łatwej zdobyczy? Inicjatywą wykazała się gnollica, dając Kenhkarowi zawiniątko i manierkę wody. Pokrótce poinstruowała go, jak powinien podać to Infiemu i ruszyła ze swym pupilem za kolacją.

Brodacz nie chciał zwlekać, ale nie mógł być pewien, czy środki nie zaszkodzą bardziej choremu. Nasypał nieco zioła na palec, przyjrzał mu się uważnie, a na końcu powąchał. Wszystko zdawało się być w jak najlepszym porządku. Nie znał tego gatunku, ale człowiek uczy się przez całe życie, prawda? Spojrzał na Infiego, chcąc ocenić naprędce jego stan. Nie działo się nic, co mogłoby napawać zbytnim niepokojem, więc Kenh odezwał się do dowódcy:
– Infi, żyjesz? Otwórz usta – tu wepchnął do ust czerwonookiego odrobinę leku, nie siląc się na delikatność. – Tylko solidnie przeżuj. I popij potem wodą! – dodał nieco głośniej, wręczając mu manierkę.

Ciekaw był, co teraz się stanie. Wstał i przeszedł parę kroków w tę i z powrotem, kontrolując ciągle stan zdrowia pacjenta.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

01 sie 2012, 05:31

Wbrew pozorom Infinitus nie był kompletnym ignorantem w sprawach ziół. Wiedział, co podaje Kenkhkarowi Dziwne Oczy, od razu rozpoznając ziółko działające na pobudzenie. Tego mu było trzeba, jak mniemał. Jak na mężczyznę przystało, nie uważał, że nagły atak, który prawie spowodował jego omdlenie jest czymś poważnym. Drobne ziółka na pewno pomogą. Pałaszując z udawanym zapałem gnollską roślinkę, mężczyzna otarł spocone czoło. Lekarstwo, jak każde, nie było zbyt dobre w smaku, ale Infi wierzył, że podziała, więc robił dobrą minę do złej gry. Okazało się, że włochata kobieta o cokolwiek hieniej aparycji prócz garści liści o przeróżnym działaniu nosi przy sobie także bukłak z wodą. Spragniony po ekstremalnych przeżyciach związanych z bólem i pożogą trawiącą jego ciało miecznik przyjął go z wdzięcznością, pijąc ile wlezie. Samo to sprawiło, że poczuł się znacząco odświeżony, jednak nadal nie ufał swoim nogom, które jeszcze chwilę temu tak perfidnie go zawiodły. Siedząc na tyłku czekał na oznakę powrotu ich sprawności, zastanawiając się, jak, do cholery, ma powstać z mieczem niemal w jednej trzeciej wbitym w podłoże. W ostateczności postanowił wykorzystać tak chętnego do pomocy, brodatego maga wiatru.

- Pomóż mi wstać. - Nie było to polecenie, ale raczej najdelikatniejsza prośba, na jaką w tej chwili było stać Infiego. Nigdy nie był zmuszony prosić, samemu idąc przez życie, jakiekolwiek by ono nie było. Przypadek chciał, że na początku jego pierwszej, wielkiej wyprawy musiało go coś trafić. Cóż, nikt nie jest Zeatelem, prawda? Każdemu prędzej czy później powinie się noga. Infi był kontent, że stało się to właśnie teraz. - Musisz wyciągnąć mój miecz z pochwy. Sam raczej tego nie zrobię - rzekł cicho wojownik, jak zawsze w takich sprawach na granicy słyszalności. Nie wątpił w swoją kondycję, ale obawiał się, że próba samodzielnego wyciągnięcia jego potężnego, pięciostopowego bękarta z wbitej w ziemię pochwy mogła się okazać nieco ponad jego nadwątlone siły. Musiał poczekać, aż zioła uwolnią pełnię swojej zbawczej mocy, dając mu zastrzyk energii i siły na choćby wolny spacerek wśród rzadkich drzew przy jednoczesnym obserwowaniu myśliwskich zapędów przyprowadzonych tutaj członków Entropii. W porównaniu do tego, jak czuł się ledwie kilka minut temu, miecznik nie mógł narzekać. Niespodziewana niemoc dopadła go w dość niespodziewanym momencie, do tego pierwszy raz w życiu, więc w oczywisty sposób Infi czuł się nieco skonfundowany i niepewny. Nawet odgłos przemykającej nieopodal zwierzyny nie rozchmurzył zmartwionej twarzy miecznika. Całe szczęście, że Dziwne Oczy wykazała zmysł praktyczny, przestępując kilka kroków w kierunku, z którego doszedł hałas. Sam Infi zwiększył nieco czujność, ale koncentrował się raczej na próbach powstania niż czymkolwiek innym.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1189
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

01 sie 2012, 16:52

MG

Biologiczny specyfik został implikowany w Infiego za pośrednictwem Kenhkara, który nie patyczkował się w żadną subtelność, po prostu wepchnął palec z lekarstwem w otwór gębowy czerwonookiego. Chory odruchowo skrzywił twarz, organizm nie lubi takich penetracji. Zioła nie zadziałały od razu, ciało musiało przyswoić składniki, w tym przypadku upłynie kilkanaście dobrych minut, zanim Infi poczuje prawdziwą ulgę. Wiedział, co konsumuje, roślina pobudzi go, odzyska utracone siły, jednakże domyślił się, iż nastąpi efekt uboczny. Znał zapach i smak tych ziół, umysł zlepiał wspomnienia dotyczące zielarskiej praktyki. Właściwość leku nie regenerowała organizmu, lecz pobudzała go oraz przyśpieszała metabolizm. Mózg jest oszukiwany tym, iż ciało jest w pełni wypoczęte. Reperkusja nie jest skrajnie groźna, ale miecznik za kilkanaście godzin będzie spał jak niedźwiedź, dosłownie. Odczuje zmęczenie, którego nie doświadczył przez wiele lat ciężkiego życia. Kenhkar nie mógł przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń, albowiem nie znał tych ziół, a przeprowadzenie ekspertyzy na palcu nie należy do zaawansowanych sztuk badawczych. Szczęście w nieszczęściu, Infi się wyśpi po polowaniu…

Lider poprosił maga, aby pomógł mu wstać, albowiem znalazł się w nieciekawym położeniu. Mieli cholerne szczęście, że nie grasują tutaj potwory. Byliby łatwym łupem. W tym czasie Dziwne Oczy tropiła dzika…

*

Trop nie był trudny, dzik został odnaleziony po krótkim marszu, ale Dziwne Oczy mogła się zaniepokoić pewnym zapachem, który wzmacniał się, gdy zbliżała się ku ofierze. Nie znała tego zapachu, nie przypominał nic, co było jej znane. W końcu dotarła do podnóża jaskini, do której wszedł odyniec. Nie wyglądała na głęboką, jednakże jama była źródłem dziwnego aromatu. Miała wybór, wejść do jaskini lub zawrócić do kompanów… Jaskinie nie powinny występować na tym terenie.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52178
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.