Lasek przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lasek przy Dziwnym Trakcie

28 lip 2012, 18:10

Choć niezbyt wielki, niezasługujący właściwie na miano pełnoprawnego lasu zagajnik znajdujący się na północ od znajdującej się pomiędzy Varti a Wolenvain nitki łączącej trakt południowy z północnym nigdy nie należał do szczególnie uczęszczanych miejsc schadzek, zdecydowanie miał swój urok. Rzadko rozmieszone, młode drzewa, mnóstwo polan z gęstą trawą i łagodnie skrzypiące po butami kępki mchu w niczym nie przypominały ciężkiego do przebycia, starego i mrocznego Lasu Cieni. Tutaj każda roślina miała dostateczną ilość miejsca do rozrostu, odpowiednią dozę światła i pokarmu z żyznej gleby. Lasek ten ongiś był domeną wielkich, stadnych zwierząt, jak żubry czy łosie, jednak wysoka popularność organizowanych przez szlachtę z Wolenvain polowań w te rejony znacząco uszczupliła ich populacje. Polowania w tym miejscu przestały być opłacalne i przeniosły się w inne rejony, dając tutejszej faunie i indywidualnym myśliwym nieco wytchnienia.

Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego;
Traktu północnego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

05 lis 2012, 00:17

Asterias szedł ciągnięty przez oprawioną w czarną, delikatną skórę dłoń Arael. Nie stawiał jej żadnego oporu, gdyż nie widział takiej potrzeby. Po prostu dał się prowadzić, niczym jakiś chowaniec. Cóż, nic lepszego do roboty i tak nie miał, więc nie widział w tym niczego dziwnego, albo upadlającego. Wręcz przeciwnie. Relacje międzyludzkie były dla niego nowością. Nie znal się na nich, rzadko ktokolwiek zamieniał z nim więcej niż dwa zdania, z których większość słów była obelgami. Nie dziwiło go to, gdyż był łowcą głów, a przecież wszyscy są do swoich tak bardzo przywiązani. Czasem nawet zbyt bardzo, ale przecież każde więzy da się przeciąć, a co da się przeciąć, na tym da się zarobić. Aster lubił zarobić. Pieniądze otwierały drzwi do ciekawych opcji, takich jak alkohol, albo nowe przedmioty. Pomyśleć, że dał się okraść jakiemuś trupowi… Ale nie rozmyśla się nad rozlanym mlekiem, nawet jeśli było nad wyraz smaczne i mogło zapobiec ranom kłutym. Wtem poczuł i usłyszał znany przez siebie głos, głos Infiego. Był pewien, że nic mu nie jest, jednak coś było z nim nie tak… Miecznik wyglądał jakby zmienił pigment w skórze. Stał się przedstawicielem czarnej rasy ludzkiej… A może to jakaś nowa moda. Któż wie.
Wtem usłyszał od "przywódcy", aby podał swoją dłoń, gdyż potrzebuje jego mocy… Zaiste ciekawa prośba, jednak do spełnienia. Walka z Infim w tym stanie mogła się źle skończyć, a i Aster nie miał ochoty na walkę. Chociaż nie podobał mu się rozkazujący ton Miecznika, postanowił, że pozwoli mu zrobić to, czego chce. "Przywódca" był typem istoty, który może nie pokazywał swojej troski wobec innych. Szczególnie wobec młodego elfa. Traktowali się bardziej jako… Konkurentów. Nie dosłownie, oczywiście. Jednak możliwe, że dla Astera to skończy się gorzej niż tylko omdleniem, dlatego postanowił pożyczyć sobie nieco mocy od wielce urokliwej Łowczyni, wciąż trzymającą jego dłoń. Ona odczuła to bardziej jako ucisk na swojej ręce, jednak było to coś zupełnie innego. Skórę maga przebiły delikatne i niemalże niezauważalne igiełki, z łatwością przechodzące przez cienką warstwę skórzanych rękawiczek Owieczki, nie dając jej odczuć niczego prócz dość silnego uścisku. Kiedy przestał uciskać i odciągał swoją rękę do siebie, za nią podążyła smuga krwi, której ilość była niewielka niczym jeden łyk wody wykonany przez dziecko. Na jej ręce nie było żadnych ran, Asterias postarał się, aby Arael nie ucierpiała i nie miała żadnych przykrych kropek na ręce.
- Wybacz, i staraj się nie używać broni, moja droga – rzekł pewnym, pełnym głosem jeszcze raz ukazując jego głębię. Mrugnął, aby ona się nie martwiła, gdyż jak mu się wydawało, połączyło ich coś, co mogło przerodzić się kiedyś w interesującą znajomość.
– Dobrze, Infi. Jednak staraj się być mniej władczy. Nie lubię, kiedy partner dominuje - to rzekłszy szybko skierował strugę krwi do ust. Znów kryjąc się za maską śmiechu, delikatnie przekazał Infiemu wiadomość, żeby nie przesadzał z tymi rozkazami. Długo to nie trwało, połknął ją, a jego oczy poczęły się jarzyć szkarłatem, ukazując moment, w którym poczęła wypełniać go demoniczna energia pochodząca wprost od jego znajomego demona.
W tym momencie ujął Miecznika za dłoń pozwalając na zabranie energii. Z szaloną prędkością jej ilość zaczęła rosnąć, a objawiało się to w aurze wokół elfa, wzroku, a nawet zarysie twarzy. Wyglądała ona jakby przybrała bardziej czerwony, nie zarumieniony, kolor. Pojawił się nawet zarys rogów, który był tak delikatny i dobrze ukryty pod włosami, iż tylko wprawiony znawca mógłby to przyuważyć.
Ciekawe, co się teraz stanie.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

05 lis 2012, 01:33

Przywódca Entropii ruszył czym prędzej ku Asteriasowi, niosąc na barkach dwóch towarzyszy. Infi zaakceptował nowego kompana, który, natychmiast zaproponował mu pomoc w uratowaniu Oczów. Wyglądało na to, że tą nieznaną istotą kierowały szlachetne pobudki, ponieważ wykorzystała prawie cały zasób swej mocy na uleczenie Ajumi i chwilowe ulepszenie wzroku dzierżyciela. Oczywiście, gdy miecznik szedł na spotkanie, mroczna materia odkryła lewe oko, wnikając w powiekę. Nie wyczuwał energii kamrata, jednakże obecnie musiał wierzyć mu na słowo.

W końcu członkowie Entropii spotkali się, niemal przy wejściu na trakt. Lider delikatnie położył na ziemi nieprzytomnych, a później od razu przeszedł do sedna. Potrzebował mocy.

– Nie podoba mi się energia tego Asteriasa. Będę musiał ją pobrać bezpośrednio z krwi, a nie będę się patyczkował – rzekła Opończa, mówiąc mniej metalicznym głosem, a bardziej głębokim, jak uczony w trakcie dumania nad problemem. – Musisz mi pomóc, Szefie. W momencie, gdy się połączę się z tą istotą, będę wchłaniać krew i bezpośrednio przemieniać ją w moje ciało. Szef będzie wiedział ile jest krwi w koledze, więc Szef powie, kiedy mam przestać. Nie mam takiego wyczucia w fizycznych aspektach jak istoty fizyczne. – Infi był w momencie wystawienia ręki. – Nie podoba mi się ta kobieta. O, dobry wzrok, Szefie, ta kusza może być bardzo niebezpieczna w sprawnych rękach. W momencie zagrożenia, wykorzystam zgromadzoną energię, aby uratować naszą skórę, ale nie chcę tego robić, bo nasza kumulacja pójdzie na nic. – Wojownik, mimo potoku słyszanych słów, nadal zachowywał czujność, jakby mowa opoki nie dekoncentrowała go, tak, to musiała być telepatia. Manipulator krwi w tym samym momencie połknął demoniczną juchę, przez co znacznie zwiększyła się jego moc, Opończa zauważyła to. – Co jest, Szefie? On wypił krew tej kobiety, dlaczego jego moc wzrosła? Stała się potężniejsza, bardziej widoczna i jaśniejsza, niczym płonąca gwiazda. Cóż, dziwnym trafem energia stanie się bardziej kompatybilna z naszą, ponieważ jest cholernie podobna do Twojej własnej. Nie mi wnikać w te wszystkie zależności, będę miał przynajmniej mniej roboty. Te jego oczy… Gorsze od Twoich, Szefie.

Ich dłonie złączyły się, nawet Czerwonemu wszystko działo się zbyt szybko. Mroczna materia przebiła brutalnie skórę elfa, wczepiając się do żył. Mag w mik zauważył, że utracił kontrolę nad krwią, która została wchłonięta. W następnej sekundzie wiedział, iż wypompowano z niego cały litr. Infi, natomiast czuł wszystko w zwolnionym tempie. Jego umysł złączył się z organizmem swego kompana. Wiedział o każdym uderzeniu serca, poznał jasny wiek Asteriasa i najważniejsze: miał pełny wgląd ma układ krwionośny. Mimo, że nie znał się na medycynie, nagle pojął, ile krwi musi stracić Czerwony, by umrzeć, a dowiedział się, że nagłe zniknięcie jednego litra spowoduje złe skutki w organizmie. Opończa nie zamierzała przestać, bezlitośnie piła dalej.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

05 lis 2012, 03:13

Chociaż Infi dopiero co poznał Opończę już teraz mógł stwierdzić, że tworzą ze sobą całkiem niezły duet. Działali, gdy trzeba było działać, planowali, gdy był na to czas i potrafili zabić, kiedy chcieli. Gracja elfa, który miał stać się źródłem mocy do ocalenia Dziwnych Oczu z jaskini była nie do opisania. Miecznik nie wiedział, co mają na celu wszystkie jego kocie ruchy i gładka mowa, jednak wkrótce okazało się, że dążył on do osiągnięcia specyficznego rezultatu. Za pomocą nieznanych nawet Opończy praktyk Asterias zdołał tego dokonać, przy czym jego aparycja nieco się zmieniła. Infi poczuł, że między nimi znajduje się jakaś więź… i wcale nie chodziło o ich złączone dłonie.

Okalający ciało Infiego stwór stwierdził, że wyssie krew Czerwonego tak, aby przetworzyć ją na swoją energię. Wojownik nie wiedział, o co konkretnie chodzi, ale przystał na to, tak jak i przystał Asterias. Dłonie mężczyzn złączyły się, a Infi zobaczył więcej, niż kiedykolwiek. Miał świadomość każdej żyłki w ciele elfa, a obserwując je w tak fantazyjny sposób, na jaki pozwoliła mu Opończa, wtłoczył sobie do mózgu ich układ. Zrozumiał, ile krwi znajduje się jeszcze w ciele elfa i ile potrzeba mu utoczyć, aby wysuszył się i zmarł na jego oczach. Chociaż wizja wyssanego do cna długouchego w połączeniu z mocą, jaką dałaby Opończy cała jego krew była niezwykle kusząca, kłóciła się nieco z priorytetami przywódcy Entropii. Właśnie szedł ratować gnollicę, której kompletnie nie znał. Poświęcając po temu Asteriasa postąpiłby nieracjonalnie, zważywszy też na to, że chciał wkrótce odbyć z nim dłuższą pogawędkę. O ile obaj przeżyją do czasu, kiedy będą mogli spokojnie porozmawiać.

Utrata tak wielkiej ilości krwi w jednej chwili wydawała się być bardzo niebezpieczna, jednak Infi musiał spróbować. Gdy ilość pobranej przez Opończę krwi sięgała niemal dwóch litrów, Infi przekazał swojemu cienistemu doradcy rozkaz zatrzymania się. Zrobił to wyłącznie myślami, podświadomie, nie formułując ich w żadne słowa. Wiedział, że Opończa go słyszy. Energii powinno być już dostatecznie wiele, szczególnie, że Asterias wydatnie zwiększył jej zasób przed połączeniem. Wojownik spróbował odjąć swoją dłoń od jego. Nie wiedział, co się wydarzy, gdy Czerwony straci tak ogromną ilość życiodajnego płynu ze swego ciała. Jedno było pewne – przeżyje.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

05 lis 2012, 23:24

Takiego obrotu spraw Łowczyni bynajmniej nie oczekiwała. Znikąd pojawił się Infi, czarny jak spalona skwarka i wypalił w stronę Czerwonego, że potrzebuje jego mocy, na co ten, cholernie odważny i wierny, albo klasycznie głupi, elf, wyraził zgodę. Po chwili zobaczyła, jak kontakt między ich dłońmi urywa się, a w powietrzu unosi cienka, karmazynowa smużka. Rzeczywiście, to elfowi przyszło nad wyraz pomyślnie, gdyż nie poczuła utraty energii. Już po chwili ręka maga i nieznana czerwonookiej z nazwy Opończa utworzyły połączenie, wywołujące, eufemizując, nietęgi wyraz twarzy na licu tego pierwszego. Po raz kolejny w ciągu tych kilku dni stwierdziła, że niewiele jest rzeczy, których nie lubi bardziej od bycia zaskakiwaną, a na pewno jedną z nich było krzywdzenie osób, które budziły w niej protekcyjne odruchy. Jako, że czarna pulpa mówiąca głosem Infiego miała czelność zarówno zaskoczyć ją i rozpocząć miarowe krzywdzenie jest pięknookiego elfiątka, Łowczyni, mówiąc językiem ludu, wkurwiła się niemożebnie. Po raz kolejny wprowadziła umysł w stan maksymalnego skupienia, by jej kolejne działania były możliwie najprecyzyjniejsze i najskuteczniejsze przy możliwie niewielkich stratach własnych i asteriasowych. Uznała, że przede wszystkim musi zakończyć połączenie między mężczyznami, czy raczej mężczyzną i czarnym humanoidem, którego ludzkość można było nie podważać, a całkowicie zanegować. Ponadto wyobraziła sobie siebie na miejscu Czerwonego. Zgoda na towarzyszenie w wyprawie mającej zbadać *przeczucia* Infiego nie zawierała w sobie przyzwolenia na zagrabienie mocy, a nieszczególnie podobał jej się pomysł skupiania całej potęgi Entropii w jednej jednostce, i tak już na tyle potężnej, by przypuścić wyprawę w tak groźne miejsce jak owiana złą sławą Pustynia Śmierci, prawdopodobnie pełniejsza potworów niż wolenvaiński szalet nieczystości.

Plan był prosty, by nie powiedzieć prymitywny. Wprawić przeciwnika w konfuzję, subtelnym, delikatnym ruchem zerwać połączenie między osobnikami i zdobyć chociaż cień kontroli nad przeciwnikiem. Na razie wolała nie używać kuszy, gdyż nie wiedziała, jak czarna materia reaguje i jakie właściwości w kontakcie przejawia. Stwierdziła, że najwyższy czas na rozpoczęcie realizacji planu. Nie myśląc o sprawach przyziemnych, postarała się wprawić przeciwnika w konfuzję porządnie wymierzonym kopnięciem z odpowiednim zamachem, dokładnie w miejsce, w które kopnięcia wprawiają w konfuzję – prosto w krocze. Nie napawając się zbytnio finezją ruchu, kontynuowała sekwencję, stając na ułamek sekundy tyłem do połączenia, by wykonać salto z podparciem w rękach, tak, że centralna część ostrzy znajdującego się na jej butach, obecnie przylegających do siebie pięta w piętę, znajdowała się na idealnej trasie kolizyjnej z czarnym bytem. Przewrót był na tyle dobrze wyważony i spełniał dostateczną liczbę zasad zachowania równowagi, że broń nabrała odpowiedniego tempa i uderzyła ze stosowną siłą, od której niejedna głowa zaśpiewałaby pieśń pożegnalną swym ramionom.

Mając cholerną nadzieję, że cios poszedł tak, jak zaplanowała, jeszcze przed wyrzuceniem kończyn w powietrze wiedziała, co chce zrobić – po wylądowaniu obrócić się na pięcie jednocześnie luzując zabezpieczenie harpuna, i wykorzystując nabrany podczas obrotu impet, wcelować w miotnąć ostrzem na łańcuchu wprost w okolice łydki czegoś, co przedstawiało się jako Infi, wymusić na śmiercionośnej broni efekt "róży" i pociągnąć z całej siły, by pozbawić twór równowagi i dać Asteriasowi czas na względne pozbieranie się. W razie, gdyby coś poszło cholernie nie tak, arsenał jej sztuk pozbawiania oponentów oddechu nie był nawet w połowie wykorzystany, wolała jednak nie wykładać od razu wszystkich kart na stół, zwłaszcza, gdy tak ważny gracz obecnie sugerował aparycją, że dysponuje co najmniej trójką mocnych figur.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

06 lis 2012, 00:02

To wszystko działo się zbyt szybko. W przeciągu zaledwie sekundy z jego ciała ubył aż litr krwi! Nie była to niebezpieczna ilość, ale prędkość z jaką posoka została Asterowi wydarta dosłownie z żył była niepokojąca. To mogło się dla niego bardzo źle skończyć. Gdyby nie "pożyczył" nieco mocy od Arael, z pewnością leżałby tutaj sztywny jak kłoda, cały w drgawkach. Musiał działać szybko, a pomóc mu w tym miała jego precyzja, to, że jest elfem oraz dość szybko wykorzystany napływ mocy. Jako elf, Aster wolniej się rozwijał emocjonalnie, wolniej nad wszystkim myślał, wolniej się uczył, ale za to jego reakcje dawały mu przewagę nad innymi rasami. Wiele jest historii o zwinnych i szybkich niczym wicher elfich miecznikach, niestrudzenie i bez lęku pokonujących swych przeciwników jeden po drugim. Długowieczność dawała większe możliwości poznawcze, a swój refleks młody mag ćwiczył odkąd tylko pamiętał. Zawsze był nadpobudliwy, chaotyczny i wesoły. Po prostu, jakby całe życie miał w sobie tą dziecięcą energię, pozwalającą mu tak łatwo radzić sobie z różnymi przeciwnościami losu. Aster robił wszystko impulsywnie, czasem podświadomie. To dawało mu szybszy czas na reakcje, elfy miały mniejsze problemy z koncentracją. Wieloletnie ćwiczenia na swoim ciele i umyśle oraz wyuczone odruchy także dawały zamierzony efekt.
Wiedział, że musi działać szybko, pomysł pojawił się w ułamku sekundy w jego głowie. Kontrola krwi w jego ciele była niemalże niczym nie ograniczona, dlatego zadziałał natychmiastowo. Napływ mocy od demonicy również był mu przychylny, lecz krótkotrwały. Wystarczył jednak, by Aster postanowił to zakończyć i zadziałać w jednej chwili.
Instynktownie rozpoczął manipulować krwią, skupiając ją do głównych narządów w swoim ciele, aby ich nie uszkodzić. Wstrzymał oddech, zrobił kilka zatorów na drodze wylotowej, z której ciemna masa wysysała jego życiodajną wodę, niczym wodę ze strumyka. Owe wycofanie krwi do głównych narządów, takich jak serce, płuca i mózg można określić mianem centralizacji. Nazwę tą można logicznie wyjaśnić. Krew zbierała się w głównych ośrodkach organizmu, które nazwać można centrami, kosztem mięśni i skóry. Objawiało się to przez diametralną zmianę wyglądu skóry Asteriasa, która stała się niemal natychmiastowo blada i szybko traciła temperaturę.
Cały proces był bardzo bolesny, jednak Aster nauczył się kontrolować to uczucie w pewnym stopniu. Odnajdywał wewnętrzny ból, wywoływał wzrost czynników, które go maskują. Tym razem nie mógł wywołać uczucia gniewu, gdyż to z pewnością sprawiłoby, że jego serce miast zmniejszyć swą wydajność, zwiększyłoby ją wielokrotnie, przyczyniając się do większych powikłań. Robił to już niemal odruchowo, stało się to dla niego normalne. Zatory z pewnością kupią mu nieco czasu, który musi wystarczyć, aby elf zmniejszył swe ciśnienie, zredukował bicia serca do niezbędnego minimum i wykonywał jak najmniej czynności. Oczywiście owe zatory z krwi wrócą do płynnej formy zaraz po rozłączeniu Astera i materii. Czuł się słabo. Próg bólowy zaczął być naprawdę nieznośny. Ciało maga walczyło z nim, a on całą swoją wiedzą i podświadomością starał się nie panikować i nie przyspieszać pracy serca. Był bardzo blady, jednak zdawało mu się, że owa Kaszanka na Infim, kiedy nie będzie miała co ssać, zaprzestanie swych prób. Miał także nadzieję, że zaufanie, którym obdarzył Miecznika okazało się słuszną decyzją. Liczył także na pomoc swojej nowej towarzyszki. Chciał, aby ktoś przerwał łączność pomiędzy nimi. Chociaż ból stawał się nieznośny, twarz Astera pozostawała w bezruchu. Starał się przeżywać wszystko w sobie, jak najmniej wykorzystując dostępne sobie ograniczone zasoby. Wiedział, ze jak się uwolni, z pewnością zemdleje. Z jego ciało ubyło co najmniej półtora litra krwi. To z pewnością przyniesie komplikacje, jednak wiedział, że jeśli teraz nikt go nie zaatakuje, przeżyje. Opończa działała szybko, jednak trafiła na obeznanego w swym fachu zaklinacza krwi. Nawet jeśli był tak młody. Wola przeżycia była w nim silna.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

06 lis 2012, 07:34

MG

Dzisiejszy dzień był niezwykle pechowy członkom Entropii. Infi, Kenhkar, Dziwne Oczy i Ajumi znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Nie mogli spodziewać się tego, że gilgerneger znajduje się dokładnie w tym lasku, a dziś był dniem, w którym wyruszył Senkara – persona odpowiedzialna za likwidację pewnego nieudanego eksperymentu. Niefortunnie, sprawy nie potoczyły się tak, a nie inaczej. To dowód na to jak, na pierwszy rzut oka, losowe przypadki potrafią potężnie wpłynąć na losy innych, Entropia musiała sobie jakoś poradzić…

Arael postanowiła działać, natychmiastowo wprowadzając swój plan w życie. Co dziwne, nie przejęła się głębiej losem swego lidera, został od razu wrzucony na cel unieszkodliwienia. Jej umysłem zawładnęło dwubiegunowe uczucie – zimna analiza i poruszający gniew, stanowiło to niebezpieczną mieszankę dla jej wroga oraz… Jej samej. Poruszyła się, wykonując szybki i prosty ruch. Zechciała kopnąć męskość Infiego, który był jeszcze w trakcie wchłaniania energii.

– O zgrozo! – krzyknęła zaskoczona Opończa, albowiem przewidywania sprawdziły się, tajemnicza kobieta zaatakowała. Metaliczny dźwięk rozbrzmiał w głowie dzierżyciela, tym samym ostrzegając go. Noga łowczyni była w tym momencie w ruchu, bezbłędnie trafiła… Czerwonooki zdziwił się, Arael siarczyście kopnęła Lorven winne powietrze, o włos omijając krocze, mężczyzna wiedział, że powinien zostać trafiony. Nagle, otrzymał metaliczną odpowiedź od Opończy, czemu tak się stało. Zabójczyni wprawiła swe ciało w akrobatyczną sekwencję – Szybka jak błyskawica i zwinna jak kurtyzana z najlepszych południowych zamtuzów, Szefie, ale do licha… Nie mamy czasu na walkę – gdy opoka przemawiała, czerwonooki najzwyczajniej w świecie puścił rękę maga, absorbując nieprzewidzianą ilość posoki. "Butowe" ostrze przecieło powietrze, Arael nie zamierzała jeszcze zaprzestać. Lądując miękko na pięcie, wykorzystując pęd obrotu, rzuciła harpunem. Niestety, Infi i jego "stały" towarzysz wpatrywali się w nią, miecznik odskoczył na dobre dwie stopy w prawo, błyskawicznie unikając niebezpieczeństwa.

Asterias, zaprawdę był mistrzem magii krwi. Jego plan wypalił, utracił jeden i pół litra, powstrzymując ssanie Opończy. Jednak, organizm doznał szoku, albowiem stracił w nienaturalnie szybkim tempie cenną juchę. Wzmocnienie demoniczną krwią równie szybko zanikło, jak się uaktywniło. Zanim upadł na ziemię, wyczuł jak gwałtownie zwiększyła się Moc Opończy. Blady i zmęczony walczył z delikatnymi drgawkami i uczuciem pustki. Dopóki drgawki nie przejdą, nie potrafił się skupić.

– Szefie, mamy jakiś plan przeciwko tej kobiecie?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

07 lis 2012, 01:02

Szok wywołany wystawieniem na zupełnie nowe czynniki mógł wywołać rozliczne skutki. Jedni mdleli, inni zaciskali zęby i udawali, że wszystko jest w porządku, jeszcze inni załamywali się, a Arael… atakowała. Niezdolna wyraźnie do racjonalnego pomyślunku zabójczyni zaatakowała połączonego z Asteriasem Infiego, który, wbrew pozorom, wcale złych zamiarów wobec elfa nie miał. Czerwonooka nie mogła tego wiedzieć i lider Entropii nie miał jej tego za złe. Można było powiedzieć, że wojownik spodziewał się takiego obrotu spraw. Dlatego na początku ich spotkania podniósł obie ręce w górę, dlatego przemówił do swoich towarzyszy już z daleka. Szczęściem Asterias chociaż częściowo zrozumiał jego intencje, samemu będąc na tyle głupim bądź szalonym, aby przystać na karkołomną propozycję miecznika w nieswojej skórze.

Wszystko szło dobrze, dopóki Arael nie wychodziła ze zdumienia. Gdy w końcu jej się to udało, zareagowała instynktownie… tak jak i zareagował Infi, przerywając połączenie z Asterem przed wyssaniem z niego planowanej ilości krwi. Na nic by się to jednak nie zdało, gdyby nie Opończa. Tracąc lwią część skumulowanej energii mroczna istota zdołała zachować męskość swego posiadacza od poszatkowania przez ostrza czerwonookiej młódki. Dalej poszło z górki. Infi miał czas, aby zobaczyć, jak kobieta odpina harpun od swego przyodziewku, jak rzuca go w jego kierunku, jak daleko się znajduje… odskoczył, unikając przebicia. Gdzieś z boku czerwony elf osunął się na nogi. Infi byłby mu podziękował, gdyby nie napięta sytuacja pomiędzy nim, a jednym z najbardziej nieprzewidywalnych członków Entropii – Arael.

- Opanuj się, kobieto! - ryknął Infi, pochylając się lekko, gotów do kolejnych uników i obezwładnienia gładkolicej dziewoi w dogodnym momencie, gdyby sytuacja na to pozwoliła. Ponownie rozłożył ręce, jednak przy jego potwornej aparycji nijak nie oznaczało to gestu pokoju, do którego tak się przyzwyczaił w swym stosunkowo zwyczajnym, jak dotąd, życiu. Dobrze, że się nie uśmiechnął. Jego zęby błyskające w czarnej jak noc twarzy z pewnością nie dodałyby mu wiarygodności. - Chcę pomóc Dziwnookiej! Lepiej zajmij się tą trójką! - zawołał, pokazując leżących na ściółce Ajumi, Kenkhkara oraz osłabionego Asteriasa. Nie wiedział, czy Arael nie zaatakuje go znowu, ale gdyby się opanowała, wojownik planował ruszyć w drogę powrotną do zwanej przez Opończę gilgernegerem formacji skalnej w poszukiwaniu dziury stworzonej przez nieprzytomnego teraz maga wiatru.

Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

08 lis 2012, 23:16

Udało się! Wyglądało na to, że jego działania przyniosły pożądany skutek. Przez chwilę zwątpił w to, czy się uda, jednak ta czarna maź nie jest wszechmocna. Asterias był zadowolony, chociaż strasznie słaby. Starał się opanować drgawki, jednak na próżno. To cud, że przy takim ubytku krwi nie stało mu się nic poważniejszego. Zapewne zawdzięcza to swoim unikalnym zdolnościom. Tym razem miał szczęście, jednak następnym razem, kiedy znowu przyjdzie mu być dawcą mocy, z pewnością zrobi to na swoich zasadach. Widział jednak, że Infi wcale nie zamierzał go zabić. Znał się na wojaczce, jednak o skutkach takiej straty nie mógł wiedzieć, dlatego Aster postanowił nie żywić do niego żadnej urazy. Przeciwnie zaś do tego czarnego czegoś, które opatuliło Infiego niczym matka chroniąca swe dziecko. Było w nim coś… Złego. Przeczucie nie pozwoli Czerwonemu zmrużyć oka w pobliżu Opończy, zdecydował, że będzie miał na nią oko… Przynajmniej kiedy wydobrzeje. Drgawki były niebezpieczne, nie dla życia, ale dla jego języka. Mógłby go sobie nieopatrznie przegryźć, co z pewnością sprawiłoby, że miałby mniejsze powodzenie u kobiet. Na to nie mógł pozwolić. Język był jego drugą, i ulubioną, bronią, której nie zamierzał tracić. Na szczęście, miał przy sobie płaszcz.
Najpierw się położył. Dał odpocząć mięśniom. Nadal się trząsł i dużo siły zabierała mu jakakolwiek próba opanowania swego ciała. Postanowił działać. Ile tylko mógł powstrzymywał swoją szczękę przed silnym drganiem. Było to wyczerpujące, dlatego postanowił delikatnie przyspieszyć mozolne ruchy. Sięgnął po jedną z fiolek przy pasie, delikatnie i powoli, skupiając się i używając elfiego daru precyzyjności i zwinności zbliżył ją do swojej twarzy. Położył ja w odległości ramienia od siebie, po czym powoli kulnął się na bok, aby jego twarz była w stanie widzieć wywar. Nadal drgał, co go wyczerpywało, ale się nie poddawał. Wrócił do pozycji półleżącej, drugą, prawą tym razem ręką otworzył drogę w buteleczce, co pozwoliło mu wypicie wywaru. Trochę z pewnością się wyleje, jednak zbliżał owy eliksir do swej twarzy i postanowił wlać go do swych ust i szybko połknąć.
Wszystkie ruchy wykonywał bardzo, jak na niego, pieczołowicie, dokładnie i mozolnie, co z pewnością przyniesie pożądany przezeń skutek.
Następnie postanowił tak poleżeć przez jakiś czas. Nie spać, jednak dać odpocząć nieco ciału. Postanowił kątem oka zobaczyć, co na to Arael. I tak jak się spodziewał, nie była zadowolona kolejną śmiertelną przygodą w tym dniu. Chociaż wydawała się bardzo chaotyczna i nieogarnięta emocjonalnie, tak naprawdę była zdezorientowana i przestraszona.
Wcześniejsze uśnięcie obok martwego ciała, zaraz po pokazie Asteriasa, dało mu do myślenia, że z jej psychiką działy się ostatnio straszne rzeczy. Była przemęczona i nie do końca panowała nad swoim zachowaniem i postępowaniem.
– Infi, po prostu idź jej pomóc – rzekł cicho lecz zrozumiale Czerwony odpowiadając na nie do końca usłyszane stwierdzenie. Nie chciał nadwerężać ani jednego mięśnia, jeśli nie było to potrzebne. Warto dodać, że jego głos był bardzo roztrzęsiony. Nie przez emocje, lecz przez drgawki. Nie zamierzał długo mówić, gdyż wymagało to sporo siły. Mikstura powinna szybko zacząć działać. Nadgryziony język szybko się zregeneruje, jeśli do takiej sytuacji dojdzie. Mówił z częściowo zaciśniętą szczęką, co brzmiało jakby nieco seplenił bądź syczał. Tym sposobem chronił mięsień formułujący lirykę wypływającą z krwawych ust.
– I nie zmarnuj tej mocy tak szybko, całkiem jej tam sporo – dodał uśmiechając się, jednak z głową skierowaną w niebo.
– Arael, zgodziłem się na to, pomóż pozostałym, proszę – poprosił grzecznie, z bardzo miłym akcentem. Co brzmiało dość komicznie biorąc pod uwagę zaciśniętą szczękę.
– I, na miłość Lorven, odpocznij nieco. Może i nie wyglądasz jak trup, ale tak się zachowujesz - dodał z charakterystycznym uśmiechem na twarzy. Tym samym, którym obdarzył ją już wcześniej, podczas "wesołego zabawiania" w krzaczkach.
Teraz, na co miał najszczerszą ochotę, zamierzał odsapnąć.
Zaraz po tym, tą samą ręką, złapał płaszcz i włożył go sobie do ust, uniemożliwiając uszkodzenie języka.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

09 lis 2012, 22:16

MG

Czerwony uczynił fatalny błąd, na jaki mógł sobie pozwolić. Drgał, częściowo kontrolując swe ciało. Postanowił wypić eliksir, przywracający część utraconych sił. Otworzył butlę, po czym wlał bezceremonialnie zawartość, by następnie szybko ją połknąć. Pochłonięta substancja nie trafiła w tą dziurkę, którą trzeba. Elficki mag pogorszył swój niepewny stan – drgał i krztusił się, podświadomie starał się złapać oddech, przez co jeszcze bardziej pogarszał swój stan. Życiodajne powietrze nie docierało do jego płuc. Arael patrzyła się na to, ale nie zrobiła nic, jakby sparaliżowała się obserwowanym widokiem. Być może przeżyła zbyt wiele jednego dnia? Czerwony umierał, potrzebował pomocy.

Dzierżyciel nie chciał walczyć, tracić czasu na burdy we własnych szeregach. Każda sekunda mogła być gwoździem do trumny Dziwnych Oczów, miecznik musiał się śpieszyć. Łowczyni nie zareagowała na jego słowa, nie zareagowała na nic. Infi nie miał chwili do stracenia, powierzył bezpieczeństwo druhów kobiecie, która niedawno postanowiła go unieruchomić. Czy był to dobry wybór? Ta myśl prawdopodobnie gnębiła go, lecz dokonał wyboru. Opończa ponownie zawibrowała, silnie strząsając swą materią. Był to drugi raz, dzierżyciel nie miał pojęcia, co to mogło oznaczać, a sama istota nic o tym nie mówiła – najwyraźniej to odruchy naturalne, tak samo jak oddychanie w przypadku istot fizycznych. Mężczyzna ruszył ku jaskini.

Słońce w większości znikło zza linią horyzontu. W wśród drzew zapanowała ciemność, a gdzieniegdzie rzucone cienie stwarzały poczucie niepokoju. Infi był wyjątkiem. Zanurzył się mroku lasku, a humor, mimo przeżytych złych okoliczności, wielce mu się poprawił. Nigdy wcześniej nie czuł, tak dziwnego uczucia. Czuł się powiązany z otaczającym go mrokiem, wiedział, że pod ciężkim płaszczem nocy nic nie może mu zagrozić. Zdawało mu się, iż sam przeistoczył się w żywy cień. Wiedział, że biegnie, wiedział, że pracował energicznie łokciami, ale jednocześnie nie mogło opuścić go wrażenie dosłownego płynięcia w wszędobylskiej czerni, jakby był rybą w wodzie. Jego wzrok nadal wydział wyraźnie, niczym w jasny dzień.

– Taaaak. Wreszcie jest mrooocznie i przyjeeeemnie, Szefie. – metaliczna barwa głosu poczęła się zmieniać z każdym wypowiedzianą sylabą. Przekształcała się w intrygujący, tajemniczy półszept, silnie stymulował świadomość dzierżyciela. Ton towarzysza podobał się podświadomie Infiemu, jakby Opończa wyzwoliła w sobie prawdziwą moc, a jej mowa to odzwierciedlała. – Czas przygotować nas… Do skoku…

]Przemiana <<

Nawet Infi nie zdawał sobie sprawy, co Opończa mogła uczynić z jego ciałem. Materia mroku przebiła niewielkim kolcem skórę prawej dłoni, spływająca krew natychmiastowo przeistaczała się w cienistą powłokę. Owy kolec odczepił się od materii, wgłębiając się w ranie. Niedługo potem znalazł się w żyle, rozczepił się na miliony niewielkich elementów, które mogły swobodnie płynąć z krwią. Miecznik biegł przed siebie, nieświadomy całego procesu. Absolutnie czarne drobnoustroje odbijały się od napotkanych cząstek organicznych, zarażając je mrokiem. Ścianki tkanek czerniały, pokrywały się ciemnością. W końcu Opończa dotarła do bijącego serca, do centrum tego ciała. Przeniknęła swą Mocą życiodajny mięsień, jednocząc go ze sobą. Gdy serce Infiego poczęło tłoczyć zmienioną krew, esencja dotarła do mózgu wraz z tlenem, wcześniej pochłaniając resztę organów. Płaty fizycznego umysłu okryła "noc", a impulsy stały się gwiazdami tejże nocy. Biel gałek ocznych zdegradowała się w czerń, a tylko czerwień tęczówek pozostała niezmieniona.

Docierali do jaskini, prawie zapomnianego przez Leviatana stworzenia. Biegli co tchu, przed oczyma dzierżyciela pojawiła się niewielka dziura, efekt zaklęcia maga powietrza.

– Nie zatrzymuj się! Biegnij w ścianę! – ryknęła Opończa, a jej głos motywował do czołowego zderzenia się z skałami. Miecznik wiedział, że aby uratować gnollicę, musiał zaufać szalonemu pomysłowi kompana, lecz co dzisiaj nie było szaleństwem? – Niechaj nas noc pochłonie. Czerwonooki, gdy znajdował się bardzo blisko dziury, opoka zaświeciła fioletową, niemal niezauważalną aurą. Nagle dzierżyciel zniknął, wyparował w powietrzu.

Wylewał się z mroku wnętrza jaskini, niczym woda z butli. Najpierw wypełzły ręce, zza nimi popłynęła część tułowia, a na końcu nogi. Lider Entropii leżał na ziemi, nie do końca rozumiejąc, czym przez chwile był. Wszystko działo się za szybko. Wzmocnione oczy pozwoliły stwierdzić, gdzie się znajdował – w środku groty.

– Czym prędzej biegnijmy, Oczy jest już blisko, Szefie! – powrócił metaliczny głos. – Tam, w środku, znajduje się byt, z którego muszę wyssać energię. Pokonując go, uratujemy Oczy! Biegnij przed siebie! Wojownikowi zostało pobiec przez pierwszą paszczę, przedzierając się przez "tchawicę", aby dotrzeć do celu – do Oczów i do nieznanej mu istoty.

Jako, że Arael może być niedysponowany, a Aster się dusi, by być w pełni uczciwym, Kenhkarze – budzisz się. <<
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

11 lis 2012, 17:37

Kenhkar otworzył oczy, czemu towarzyszył dokuczliwy ból w czole. Wszystko było zamazane, niewyraźne. Mag zauważył, iż leży na ziemi jak kłoda. Doszedł do wniosku, że musiał stracić przytomność. Okolica zdawała się być nieco ciemniejsza niż ta, którą zapamiętał. Gdzie ja w ogóle jestem? — zapytał sam siebie. Oczywistością było, iż ktoś go przeniósł z okolic jaskini. Pytanie brzmiało — dokąd? Odpowiedź przyszła sama z siebie. Drzewa rosły tu rzadziej, czyli znajdował się albo na obrzeżach lasku, albo na jakiejś polance. Chociaż na dobrą sprawę nie mógł być całkowicie pewien, gdzie tak naprawdę go poniosło.

Podniósł się na łokciach, by móc dojrzeć ciut więcej. Zaraz dostrzegł Ajumi, leżącą nieopodal, a nieco dalej — dwójkę innych członków Entropii — Asteriasa i Arael. Kobieta wyglądała na sparaliżowaną strachem. Z kolei elf leżał na ziemi i się krztusił. Wyglądało to dość poważnie, więc wiedziony poczuciem obowiązku Kenhkar z trudem powstał i do niego podszedł.

Przyklęknął przy towarzyszu, szybko go obejrzał. Nie dostrzegł żadnych ran, zdecydował więc, iż czas zająć się tym nieszczęsnym krztuszeniem się. Zaobserwował jednakże ponadprzeciętną bladość skóry elfa — wyglądał niewiele lepiej niż jakiś trup. Kenh szybko przedostał się za plecy elfa, chwycił go pod pachy i delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie podciągnął do pozycji stojącej. Przy okazji warknął do Arael:

— Wiesz, przydałaby się pomoc. — Liczył, iż Łowczyni pomoże mu podtrzymać Astera, podczas gdy on pochyli go i zacznie klepać pomiędzy łopatki, chociaż był w stanie zrobić to samemu — elf do najcięższych nie należał. Mimo wszystko z pomocą zawsze łatwiej.

— No, synku — zawołał z lekkim uśmiechem — wypluj ciasteczko.

Gdy klepnął Asteriasa pięć solidnych razy, sprawdził, czy już po wszystkim. Wiedział, że jeśli to nie pomoże, to zaciśnie jedną dłoń w pięść, uchwyci ją drugą i zacznie uciskać nadbrzusze elfa. Miał nadzieję, iż to wystarczy, ale nadal był gotowy do wykonywania tychże czynności naprzemiennie, aż Czerwony wypluje ciasteczko.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 24 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 23 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.