Lasek przy Dziwnym Trakcie

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lasek przy Dziwnym Trakcie

28 lip 2012, 18:10

Choć niezbyt wielki, niezasługujący właściwie na miano pełnoprawnego lasu zagajnik znajdujący się na północ od znajdującej się pomiędzy Varti a Wolenvain nitki łączącej trakt południowy z północnym nigdy nie należał do szczególnie uczęszczanych miejsc schadzek, zdecydowanie miał swój urok. Rzadko rozmieszone, młode drzewa, mnóstwo polan z gęstą trawą i łagodnie skrzypiące po butami kępki mchu w niczym nie przypominały ciężkiego do przebycia, starego i mrocznego Lasu Cieni. Tutaj każda roślina miała dostateczną ilość miejsca do rozrostu, odpowiednią dozę światła i pokarmu z żyznej gleby. Lasek ten ongiś był domeną wielkich, stadnych zwierząt, jak żubry czy łosie, jednak wysoka popularność organizowanych przez szlachtę z Wolenvain polowań w te rejony znacząco uszczupliła ich populacje. Polowania w tym miejscu przestały być opłacalne i przeniosły się w inne rejony, dając tutejszej faunie i indywidualnym myśliwym nieco wytchnienia.

Z tego miejsca możesz udać się do:
Ruin bramy zachodniej Wolenvain;
Traktu południowego;
Traktu północnego.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

11 lis 2012, 19:43

Przepraszam za przestój, mam Sajgon. Do środy powinnam odpisywać na czas, potem może być gorzej, a w następnym tygodniu… niech bogowie mają mnie w opiece. Ale przynajmniej zdawkowo będę próbowała.

Wnętrze jaskini okazało się nad wyraz wrażliwe, co gnollicy się nie spodobało. Wrzask potwora nie zapowiadał niczego dobrego. Dziwne Oczy spojrzała na swój toporek, a raczej to, co z niego pozostało. Zasmuciła się srodze. A następnie wpadła we wściekłość.
Warknęła wściekle, nie, wręcz zaryczała. Podobno zawsze może być jeszcze gorzej i jej priorytetem powinno być niepogarszanie swojej sytuacji. Ale gnollica była do pewnego stopnia bestią – i choć oswojona, czasem dawała o siebie znać. W tym momencie przypominała zaszczute zwierzę, które w obronnym geście z ofiary przemienia się w agresora. Z tym, że tu niezupełnie o to chodziło.
Była wściekła, bo czuła, że to sześciooki stwór ją podpuścił, czyli zdradził. Nie miała czasu ani ochoty analizować sytuacji. Chciała po prostu dokonać zemsty, nim rozpłynie się w sokach trawiennych tego wynaturzenia. Wzięła zamach i z całej siły wbiła zniszczone ostrze pomiędzy trzy pary oczu.
Wyciągnęła topór, sama nie wiedząc, czy ma to jakiś sens. I choć ledwie mogła myśleć w stanie, w jakim się znalazła, instynkt samozachowawczy kazał jej rozejrzeć się za drogą ucieczki. Za tym małym promykiem nadziei. Czy prowadził on w głąb stwora? Zaczęła nerwowo iść w stronę, która wydała jej się najsensowniejsza. Nie chciała usmażyć sobie łap.

Wyjec zawył. Infi uciekł, jego pani nie było. Próbował się ruszyć. Trzeba było wywąchać to całe towarzystwo, bo wyglądało na to, że został sam…
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

17 lis 2012, 22:47

Surprise, motherfucker

To, co nieznane budzi strach, niepewność, zwątpienie, nierzadko tak potężne, że nawet najsilniejsi nie potrafią oprzeć się uczuciu przytłoczenia. I mimo, iż serce Łowczyni nie znało strachu, zostało rozbite. Na miliony drobnych kawałeczków. Przez jej umysł przebiegały kolejne kaskady obrazów, twarz rozeźlonego wilkołaka, którego głębokość blizn i dzikość oczu nadawała iście onieśmielającego, przerażającego widoku, skruchę w oczach przepraszającego za swą absencję Merratrona, skruchę, która powoli obróciła się w agonalny ból i zaskoczenie, prawdopodobnie spowodowane nagłą dekapitacją. Cierpienie w minie Asteriasa, które wywołało dziką, nieopanowaną reakcję. Coś, co złamało jej naturalny tok działania, wywołało czyn nielicujący z jej standardową taktyką – zamiast chłodno przemyśleć, rzuciła się, by zabić, niepomna tego, jakie mogło to nieść ze sobą konsekwencje dla niej, Czerwonego, Infiego, całego lasu. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że przecież elf zgodził się na oddanie krwi. Jej umysł był niezwykle skupiony na dręczeniu jej seriami coraz to bardziej przytłaczających, smutnych wspomnień, kiedy zawiodła, zrobiła coś nie tak, nie dała z siebie tyle, ile mogła. Apogeum fali okazało się pełne zrozumienie zbrodni, jaką popełniła, mordując Merratrona, elfa, który jej zaufał, elfa, który na śmierć bynajmniej nie zasłużył, elfa, któremu mogła pomóc, a którego skrzywdziła w tak bezpośredni, nieodwołalny sposób. Czuła się jak ktoś, kto pogwałcić elementarne prawa natury, wiedziała, że tak właśnie powinna się czuć. Wiedziała, że teraz ma dług wobec świata, który musi spłacić. Zabiła. Musi ocalić. Odkupienie poprzez równowagę.

Odzyskując władzę w kończynach, rozejrzała się. Nawet nie wiedziała, czy jej ataki trafiły, ale wnioskując z tego, że na ziemi nigdzie nie leżały skrawki materii, a Infi-przypalona skwarka był całkowicie nieobecny bądź niewidzialny. Właściwie jedyne żyjątka, jakie zauważały jej wyczulone na każdy ruch oczęta to Asterias, który wyglądał, jakby wypił zbyt wiele i zakrztusił się własnymi wymiocinami, Kenhkar, który sprawował chyba obecnie funkcję osoby, która utrzymywała jej pięknoczerwone elfiątko przy jako-takim stanie, i leżąca nieopodal, nieprzytomna driada, do której Łowczyni nie pałała zbytnią sympatią.

A potem, żeby nie zmienić wizerunku tego dnia i zapamiętać go jako najbardziej niezorganizowany, chaotyczny i popieprzony dzień jej życia, usiadła pod drzewem, wyciągnęła przed siebie beztrosko nogi, i nie zważając na nic, wyjęła zza pazuchy bukłak z wódką zabrany od zamordowanego Merratrona i pociągnęła solidny łyk, wykrzywiając usta i zaciskając powieki, spod których krzepka gorzała wycisnęła kilka łez. Łowczyni nigdy wcześniej nie miała w ustach niczego tak obrzydliwego, pierwszy raz piła alkohol niebędący piwem lub winem. Podobało jej się jednak ciepło rozlewające się po całym ciele, nieporównywalnie silniejsze od tego, które znała dotychczas. To miał być długi i przygodny dzień, a czuła, że do jego końca zdobędzie jeszcze kilka wspomnień, które później będzie można przekuć na historie, nadające się do opowiadania jeszcze za czterdzieści lat.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

21 lis 2012, 23:26

Na całe szczęście Arael przestała sprawiać kłopoty. Być może to zdecydowana reakcja Infiego na jej niebezpieczne podrygi oraz bełkot ewidentnie zniesmaczonego jej zachowaniem, półżywego Asteriasa dały jej do myślenia. Grunt, że dała przewodnikowi Entropii czas, którego teraz potrzebował. Miecznik zdecydował, że policzy się z nią później, a odrobina zdrowego rozsądku, która w niej została nie pozwoli jej na zostawienie swoich towarzyszy na pastwę losu. Bądź co bądź, czerwonooki zaczął powoli przywiązywać się do swojej drużyny i wolałby, aby do końca pierwszego wspólnego dnia dotrwała ona w niezmienionym składzie. Oczywiście wiedział, że odczucia Arael mogą być w tym względzie zgoła inne. Wszak – nie znał jej prawie w ogóle, a obdarzając ją zaufaniem mógł srogo się zawieść. Cóż, Infi nie należał do osób szczególnie głęboko rozmyślających nad swoimi decyzjami, a gdy w grę wchodził czynnik czasowy… Nie pozostawiał miejsca na myślenie.

- Zaczekajcie tu - warknął na odchodne, odwracając się i płynnie przechodząc do biegu przez las. Chociaż normalnie wolałby zbadać ślady i w ten sposób dotrzeć do jaskini więżącej Dziwnooką, Opończa pozwalała mu zobaczyć to, czego nie zobaczyłby w normalnych warunkach. Bezbłędnie obrał kierunek, zdążając do celu ile sił w nogach. Podczas tego szaleńczego biegu nowa skóra wojownika dynamicznie reagowała na pogłębiający się mrok. Czarna substancja była zadowolona. Infi mimo woli i prób skupienia na czekającym go zadaniu nie mógł opędzić się od pytań, które siłą rzeczy zadawał sobie w myślach. Wiedział, że Opończa może do niego mówić, ale on sam jeszcze tego nie próbował. Nie zamierzał i tym razem, jednak podświadomie liczył na jej odpowiedź. Zastanawiał się, co stało się z jego dawną skórą, w jakim jest ona stanie, dlaczego obrażenia, których doznał, nie wpływają negatywnie na jego ciało. Próbował zrozumieć, co tak naprawdę stało się, gdy w szale zabił Senkarę. Mając w pamięci reakcję Arael rozmyślał nad tym, czy możliwym byłoby ukrycie obecności Opończy na jego ciele, aby nie spotykać się z natychmiastową wrogością ze strony napotkanych osób. Gonitwa myśli zakończyła się dopiero, gdy miecznik dotarł do znanej mu skądinąd formacji skalnej.

Zanim zdążył pomyśleć nad tym, jak przedostać się przez małą, wytworzoną magią Kenhkara dziurkę, był już po drugiej stronie. Nieco skonfundowany, nie wiedząc, co tak naprawdę się wydarzyło, przestąpił ostrożnie kilka kroków wgłąb. Zobaczył ohydną, rozwartą paszczę z powybijanymi zębami. Nigdzie nie było ani śladu Dziwnych Oczu, co dobrze wróżyło na przyszłość. Smród, jaki unosił się wokół, nieprzyjemnie drażnił nos mężczyzny. W tym momencie zaczął żałować, że nie ma przy sobie swego miecza, porzuconego gdzieś za kamienną ścianą. Chociaż broń ta wydała mu się nagle zbyt duża i nieporęczna, spędziła u jego boku tyle lat, że w sytuacjach stresowych czuł się bez niej jak bez ręki. Ciągle obserwując swoje otoczenie podążył w jedynym dostępnym mu kierunku – przez paszczę. Gotów w każdej chwili przerwać marsz rozglądał się w poszukiwaniu ścieżki, którą mogłaby przejść Dziwnooka. Wszystko wskazywało bowiem na to, że jest gdzieś tam, w oddali. Wtedy jednak odezwała się Opończa, potwierdzając teorię swojego dzierżyciela i zachęcając go do biegu w nieznane. Utrzymując, że wewnątrz jest ktoś, kogo należy zlikwidować, wprowadziła zamęt do umysłu Infiego. Nadal nie wiedząc, czy może jej zaufać, przyspieszył nieco, zdeterminowany.

- Dziwne Oczy…?! - zawołał w truchcie, czekając na jakikolwiek odzew.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

23 lis 2012, 00:22

MG

Kenhkar obudził się, funkcjonalność jego zmysłów powoli powracała, z każdą przemijającą sekundą lepiej widział wizję rzeczywistości. Rozmazane obrazy nabierały stosownych konturów i naturalnej ostrości. Umysł maga ostatecznie przebudził się, a rozchodzący po czaszce, wielce gnębiący ból głowy był tego świadectwem. Cóż, mogło być gorzej. Prócz paru zadrapań, straty materialnej oraz doskwierającego zmęczenia, Kenhkar miał się nawet dobrze. Pomógł Asteriasowi, ratując przyjaciela z śmiertelnie groźnej, pechowej sytuacji. Mag krwi, wcześniej wstając na równe nogi za sprawą kompana, pozbył się z siebie płynu eliksiru, uwalniając drogi oddechowe od ciężaru. Przez dobre kilkanaście minut głośno kaszlał, mozolnie wyrównywał oddech i po chwili wreszcie mógł łyknąć coś, co było – teoretycznie – nieszkodliwie i niezabójcze – życiodajny – nie zawsze – tlen. Wszystko było w porządku.

Elf był niezgorszym magiem i dosyć dokładnym obserwatorem. Gdy jego stan był stabilny, a jeno przemęczenie wymusiło odpoczynek, zyskał czas na pomyślunek. Zrozumiał, a raczej odkrył, że aura Opończy zmieniała się przez pobieraną energię z posoki, Asterias dopiero, gdy był bezpieczny zwrócił uwagę na drobne subtelności w deficycie Mocy wokół mrocznej istoty. Inteligentna opoka emanowała zimnem, kumulowała w pobliży swego dzierżyciela nieprzyjazną atmosferę. Długouchy czarodziej mógł zaryzykować stwierdzeniem, iż nawet ta istota pobudzała agresję wśród pobliskich form życia – Arael mogłaby być dowodem tej tezy, jednakże kierowały ją również i inne pobudki. Po walce usiadła przy drzewie i zapijała się trunkiem. Najwyraźniej uznała, że jej pomoc nie była potrzebna. Czerwony musiał także wziąć pod uwagę inny fakt. Jeżeli przed przemianą przywódcy wyczuwał cokolwiek od niego samego, Opończa z idealną precyzją tłumiła to. Nosiciel Wygnańca zapamiętał jedynie moment, w którym byt ciemności posiadał ogromne zasoby Mocy, przeładowana niucha uczyniła swoje. Jej właściwości przemiany materii obcej w swoją były aż nadto skuteczne – wykonywała proces w mgnieniu oka. Astarias wydedukował ostatnią ważną wskazówkę – gdy tracił krew, coś podczepiło mu się do świadomości. Obecnie nie wiedział jak to wytłumaczyć, lecz był pewny. Był pewny, że przez krótki czas dzielił się swoim umysłem. Ajumi spała, a sen dawał jej zasłużony spokój od przeżytego koszmaru. Wiele ujrzała swą parką pięknych oczek. Doznała niezbędnego doświadczenia, które przyda się jej w przyszłości. Możliwe, że jaskiniowa przygoda wzmocniła dziewczynę psychicznie. Możliwie, iż przeżywała jeszcze przez wiele dni niespokojne sny, nie pozwalające jej zapomnieć. Jednak żyła, była cała i zdrowa.

Infi dokonał kolejnego wyboru. Znajdował się w miejscu o sporej przestrzenni, jego wzrok wyłapał ślady walki i gdzieniegdzie martwe korpusy "węży". Do górnego sklepienia dzieliło go dziesięć stóp. Skalne ściany, od pierwotnego wejścia, gwałtownie poszerzały się, na oko, o dwadzieścia cali, a na środku pomieszczenia było dużo miejsca, a aby dosięgnąć do kamiennego sufitu należało by skoczyć na piętnaście stóp. Kamienne ściany symetrycznie – do wejścia – zwężały się ku wielgaśnemu otworowi, któremu wybito bardzo dużo zębów przypominających długie sztylety. Podłoże, po którym stąpał wojownik promieniowało znacznym, lecz niedokuczającym ciepłem. Czym bliżej zbliżał się następnej " organicznej komnacie", spostrzegł ślady istoty humanoidalnej. Zdecydowanie przeszła dalej, pokonując zagrożenie ze strony otworu.

Czerwonooki, zdeterminowany, dostał się do przełyku bestii. Miejsce pulsowało, tkanki poruszały się tylko im znanym rytmem. Dzięki powłoce nosiciel nie czuł jak bardzo było tu lepko od płynów i niewiadomych substancji substancji. Jeżeli obchodziłoby go to, Opończa niepokojąco się nie odzywała. Infi mimowolnie poczuł się samotny, był sam w wnętrzu gardła magicznego cholerstwa. Śmierdziało tutaj, temperatura podniosła się, porównując ją do wcześniejszej lokacji. Wszędzie, dosłownie wszędzie widniały dziury od uzębienia – niektóre kości nadal schowane były, czekając na odpowiednią okazję, coby wysunąć się i coś dźgnąć. Przywódca Entropii mógł także narzekać na ciasnotę tego miejsca, ledwie się mieścił, a każdy krok kosztował go wiele wysiłku. Połamane lub wyrwane w całości zęby… To dawało nadzieję. W końcu Infi krzyknął, będąc nieopodal głównego obszaru jaskini.

W Oczach przebudziły się pierwotne instynkty, niczym pierwotni krewniacy, dała ponieść się furii. Blada, wysunięta częściowo istota o wielu oczach stała się ofiarą agresji. Gnollica uderzyła toporem prosto w czaszkę, a ta pękła niczym dynia, kości wydawały się takie kruche… Mózg przemienił się w pakę, która upaćkała organiczne podłoże i ściany w niedalekiej odległości. Pozostałości gałek ocznych trzeba było szukać na dole. Czerwona krew w nikła w wszędobylskie mięso potwora. Nic się nie stało. Kwasu było więcej, stopy samicy niemiłosiernie zapiekły, paliły. Oczy zawyła przez ból, chciała uciekać w stronę światełka. Nagle usłyszała głos Infiego zza jej pleców. Mężczyzna dostał się do środka.
Dzierżyciel stąpał po kwasie, ale nie uświadczył żadnej krzywdy. Widział w ciemności niczym za dnia. Na środku znajdowała się organiczna kolumna, od sufitu do podłoża. W niej zwisał korpus jakieś istoty, której głowa przypominała otwarty kadłubek niźli podobną do ludzkiej czaszkę. Żywa sala nieznacznie mniejsza od wejściowej cechowała się jednym. Sześć czarnych kryształów zdobiło niektóre fragmenty ścian, wysoko położonych. Dobre 8 stóp nad łbem Infiego. W końcu zarejestrował najważniejsze – Dziwne Oczy, ona nie mogła go zauważyć, nawet nie czuła jego zapachu. Tutaj nie docierało żadne światło z zewnątrz – nie mówiąc o oddalonym promyczku na północ od małego przejścia.

– AAAAAA! NIEE! CZEMU, CZEEEEEEMU…?! – Niespodziewanie ryknęła Opończa, a jej głos zatrząsł całym nosicielem, który natychmiast wyczuł falę smutku i gniewu mrocznego towarzysza. Metaliczny wydźwięk był bardzo trudny do zrozumienia, Infi z ledwością wyłapywał sens kolejnych słów. – NAJWAŻNIEJSZA CZĘŚĆ ZMIAŻDŻONA! ROZBITA! Niechaj zaraza Eeskara pochłonie to wszystko! DLACZEGO?! – Czerwonooki mógłby się zaniepokoić, w jego umyśle pojawiły się myśli mordercze i nikczemne. Opończa była bardzo niezadowolona. – Szefie, obawiam się, że nie wyjdziemy stąd. Widzisz to coś w tej kolumnie? To serce gilgernegera. Zostało zniszczone. Nie wykonam skoku, nie pobiorę energii… Cholera. – Słysząc to, Infi stwierdził, iż kompan przestał logicznie planować, albowiem był zdenerwowany, z ledwością tłumił negatywne uczucia. Miecznik został zmuszony do wymyślenia jakiegoś błyskotliwego planu, zanim Oczy zostanie rozpuszczona przez soki jaskini, która definitywnie budziła się ponownie.

***

Wyjec z ledwością się ruszał, rozległe wewnętrzne rany zwierzęcia dawały się mu we znaki. Złapał zapach grupy… powoli udał się za wonią Kenhkara. Po bardzo długim czasie dotarł do Areal i reszty drużyny.

Asteri, Owiec i Ken – jesteście wolni fabularnie. Możecie wrócić do sesji, zaczynając kombinować przy jaskini. Infi Oczy – macie bardzo mało czasu, uciekajcie z tego sektora jaskini. Wyjec jest ciężko ranny, nie może wykorzystywać swych wszystkich zdolności, nawet nie może biegać. Trzeba go uzdrowić. Przepraszam, że tak późno, pewne sprawy mnie zatrzymały Błędy w pisowni poprawię o ludzkiej porze, albowiem mój mózg wysiada. Jeżeli macie jakieś wątpliwości walcie na GG lub PW. <<
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis 2012, 14:44

Sytuacja, w jakiej znalazł się Infi dla wielu mogła okazać się sytuacją bez wyjścia. Po przejściu przez wąskie „gardło” jaskiniowego potwora dotarł tam, gdzie znajdowała się Dziwne Oczy. Daleko zabrnęła, ale wydawało się, że nie odniosła poważniejszych ran… W przeciwieństwie do stworka, który znajdował się w centrum komnaty. Rozłupany, przedziwnie wyglądający kadłubek nie dawał żadnych oznak życia. Gnollica zajęła się nim dokumentnie, jednak bez wyraźnych korzyści. Jedyną reakcją wynaturzenia, w którym znajdowała się wraz z Infim było rozpoczęcie wydzielania znacznych ilości żrącej substancji, która zaczęła stopniowo wypełniać organiczną komnatę. Infi szybko skonstatował, że skoro zęby i swoiste gardło znalazły się za nim, teraz musi znajdować się w… żołądku potwora. Nie czuł, że kwas sprawia mu jakiekolwiek problemy, ale wiedział, że Dziwnooka może mieć zgoła inne odczucia. Zanim jednak zdecydował się wyrzec choćby jedno słowo, dostrzegł czarne kamienie na suficie jaskini, wysoko nad jego głową. Mając w umyśle jazgotanie wyraźnie niezadowolonej Opończy, Infi postanowił wreszcie bezpośrednio do niej przemówić.

- Uspokój się! - warknął w myślach, nie chcąc, aby jego nowy towarzysz całkowicie spanikował. – Widzisz te kamienie na górze? Możemy ich dosięgnąć, użyć? Opowiadaj, szybko!

Chociaż przepływ myśli pomiędzy Opończą a jej dzierżycielem był błyskawiczny, zwlekanie i tutaj mogło okazać się zgubne. Trzeba było działać, więc Infi liczył na to, że dialog odbędzie się w przeciągu kilku następnych sekund.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

28 lis 2012, 15:32

MG

Dzierżyciel spostrzegł czarne kamienie, niewątpliwie połączone z organiczną strukturą jaskini. Co ciekawe, bezgłowy kadłubek kazał zniszczyć pewne kamienie… Gdyby Oczy mogła widzieć tak dobrze w ciemnościach jak nieco przemieniony lider Entropii. Infi przemówił za pomocą myśli, a Opończa błyskawicznie usłyszała jego słowa. Nagle mroczna materia symbiotycznej istoty potężnie zadrgała. Czerwonooki już trzeci raz przeżywał ten proces – ostatni był najdotkliwszy. Dzierżyciel poczuł, iż coś porusza się wewnątrz jego ciała. Magiczna ciemność skutecznie blokowała zmysły miecznika, przez co nie mógł wyczuć niczego w sobie, a raczej tego co się w nim działo. Niezidentyfikowana aktywność Opończy spowodowała znaczne osłabienie zdolności działającej bezpośrednio na mózg. Infi zdał sobie sprawę, że jego wnętrze nieustanie było penetrowane i przekształcane. Jego wszystkie mięśnie bolały, jakby jakaś siła ciągle je rozciągała. Serce biło niebezpiecznie wolniej, lecz bardzo mocno. Żołądek był rozszarpywany od środka, jakby setki egzotycznych pasożytów delektowało się mięsem nosiciela. Oczy piekły niemiłosiernie, jakby ktoś przystawił pochodnię do gałek. Niespodziewanie, wszystko uspokoiło się. Ból ponowie zanikł…

– Taaak – zaczęła Opończa, a jej głos stał się znacznie bardziej wyrazisty i klarowniejszy. – Te kamienie mogą nam posłużyć… Tak. Czas, abyś wykorzystał swe nowe ciało, szefie – metaliczna mowa wydawała się zadowolona i podniecona. Znów miała okazję wchłonąć energię. – Twoja "skóra" posiadła nowe właściwości. Teraz nie tylko służy… jako ochrona. Widzisz, pewnie czujesz to nieopisane wrażenie, jakbyś mógł "więcej", co? Jesteśmy w mroku… Tutaj będzie łatwiej, taaak – Opończa przyciągając samogłoskę wydawała się złowroga. – Wokół ciebie panuje "strefa", szefie. Uważaj, teraz musisz posłużyć się wizualizacją i wyobraźnią przestrzenną. Masz "zasięg"… "przedłuż" swe kończyny. Wyrwij te kamienie, a je POOOOŻRĘ! – Ryknęła, wymawiając ostatnie zdanie.

Między Opończą, a Infim zaowocował dialog dlatego teraz odpisałem. <<
Awatar użytkownika
Asterias
Posty: 255
Rejestracja: 12 paź 2011, 14:48
Lokalizacja postaci: Pustynne Wyżyny
GG: 4014804
Karta Postaci: viewtopic.php?t=887

29 lis 2012, 16:53

Asterias czuł się nieco lepiej, i mógł oddychać. Drgawki jak widać ustawały. Z pewnością jakaś część eliksiru dotarła do miejsca, w którym miała wylądować, a to wystarczyło, by nieco ustabilizować stan Czerwonego. Arael, jak zwykle, zaskoczyła go swoim zachowaniem. Jak gdyby nigdy nic poszła ukryć się w cieniu drzewa i poczęła coś pić, co, po wyrazie twarzy, można określić mianem trunku. "Dziwna kobieta…" – pomyślał sobie Aster. Nawet jak na jego standardy jej zachowanie wprawiało go w zaskoczenie, a ponoć to on był zawsze tym, który miał wprawiać w to innych. Cieszył się zaś z tego, że jeden z towarzyszy, chociaż dość mocno potłuczony, postanowił się mu pomóc. To zdecydowanie była dobra droga, jeśli ktoś chciał zdobyć zaufanie Czerwonego Maga. Nadal słaby, acz już stabilny, postanowił spróbować wstać. Gdyby jednak było to jeszcze zbyt szybko, robił to powoli, aby w razie upadku bądź zawrotów nie potłuc się bardziej niż to wskazane.
Wszyscy, prócz Arael, wyglądali jakby właśnie przeżyli bitwę stulecia. Jednak łowczyni zdawała się przejawiać bardziej psychiczne rany, czego znakiem było jej dziwne zachowanie. Aster nie do końca wiedział, czy to przez to, że jest kobietą, czy przez dzisiejsze przeżycia.
Jedno było pewne. Potrzebowała nieco pomocy w poukładaniu swojej głowy, elf zaś nie lubi pozostawać dłużny. Postanowił się jej pomóc w najbliższym czasie, i, być może, zyskać solidnego sojusznika. Widział, że chciała mu pomóc, kiedy Opończa namiętnie wysysała go z jego życiodajnej juchy. Jej zachowanie w tym momencie nieco zaskoczyło maga, gdyż nikt nigdy nie pomógł mu bez mrugnięcia okiem. To był odruch. Ten fakt czynił z niej bardzo ciekawy obiekt, który lepiej trzymać przy sobie.
Wtem ujrzał Wyjca, zwierzęcego towarzysza gnollicy. Wyglądał jakby miał wyzionąć ducha, jednak widać było w jego oczach siłę potrzebną do przeżycia.
– Dziękuję… Przepraszam, możesz mi przypomnieć jak miałeś na imię, człowieku? - rzekł w stronę "wybawiciela", któremu również chciałby się w najbliższym czasie odwdzięczyć. Stan Kenha był stabilny, dlatego postanowił zachować część mocy, którą mógł jeszcze spożytkować na pomoc najbardziej potrzebującym, a dokładniej Wyjcowi. Zwierzak poruszał się wolno, ledwie utrzymywał się na swoich łapach. Aster miał jeszcze resztki eliksiru w buteleczce, której zawartość w większości wypluł. Powinno wystarczyć.
Podszedł, jeśli tak można nazwać powolne "kulanie" się do hieny, usiał delikatnie przy niej i pogłaskał ją. Ból nieco mu jeszcze doskwierał, jednak nie było tak źle. Przyciągnął nieco zwierze, które z pewnością nie miało już sił na stawianie oporu, rozdziawił mu delikatnie i powoli paszczę i wlał resztki swego eliksiru. Buteleczka numer trzy była już pusta, pozostały mu jeszcze dwie, na czarną godzinę. Dotknął miejsce, w którym znajdowała się krew zwierza i rozpoczął leczyć jego wewnętrzne rany. Robił to powoli i tylko do czasu, w którym stan Wyjca będzie ustabilizowany i zapewni elfa, iż towarzysz Dziwnookiej przeżyje. Czuł się słabo, dlatego starał się używać jak najmniej mocy w krótkim czasie, rozkładając leczenie na dłużej, acz bezpieczniej. Miał nadzieję, że zwierzak zrozumie dobre intencje i nie będzie sobie za bardzo szkodził.
Aster zawsze miał dobry kontakt z dzikimi zwierzętami. Zapewne przez fakt, że przez długi czas musiał sobie radzić sam w wielkim lesie, w którym nauczył się tropić dzięki elfickim korzeniom. Trzeba było przyznać, że wśród wszystkich ras Lewiatana, elfy wyróżniały się urodą, która mogła konkurować z driadami. Samo spojrzenie mogło przywodzić pozytywne uczucia, być może nawet zwierzęta tak to postrzegały. Możliwe, że to po prostu kwestia ich wyczuwania intencji innych. Fakt faktem, mag nigdy nie krzywdził bez dobrego powodu, którym w większości przypadków był worek złota, czy też jakiś ciekawy przedmiot o niemałej wartości. Rzadko uderzał z czystej nienawiści czy gniewu, w gruncie rzeczy, w swoim chaosie, był opanowany i zachowywał zimną krew. To zdecydowanie był dla niego spory plus. Miecz na plecach nie uwierał zbytnio, gdyż jego pozycja była ustawiona w taki sposób, żeby miecz nie dotykał podłoża.
Czuł się, jakby ktoś wsadził mu kij w rzyć, jednak starał się nie zostawiać artefaktu bez opieki.

Podczas leczenia rozmyślał także na temat samej czarnej masy oplatającej ciało Infiego. Jej energia, która niegdyś była jego, była zimna, wręcz lodowata w odczuciach. To mogło oznaczać, że jej domeną był mrok. Dlaczego? Z czystej logiki, światło i ogień są ciepłe, przywodzą na myśl bardziej pozytywne, świetlane odczucia, zaś mrok był zimny, czarny, nieprzenikniony. Wiedział, że to nie domena lodu, gdyż aura tego czegoś była zbyt tajemnicza i mroczna.
Na chwilę jego umysł począł przeraźliwie boleć, jakby informacje wdzierały się do jego umysłu wbite z siłą dziesięciu słoni. To było chwilowe, acz bardzo nieprzyjemne uczucie, powodujące zachwianie się maga i przerywające jego prace leczące.
Chwile odczekał. Ból ustał. Otworzył oczy, wciąż wirowało, acz trwało to krótko. "Dziwne" – pomyślał Czerwony i kontynuował pracę nad ustabilizowaniem stanu Wyjca.
Głowa nadal nieco go bolała, jednak czuł, albo raczej wiedział, że jego wiedza na temat domen magicznych się powiększyła. To było dlań dziwne, acz nie miał teraz czasu by nad tym rozmyślać. Postanowił skupić się na leczeniu przyjaciela Dziwnookiej.
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

29 lis 2012, 18:18

Kenhkar wyprostował się, próbując przezwyciężyć doskwierający ból kończyn. Tak, był zmęczony – bardzo chciał spocząć wreszcie w jakimś przytulnym miejscu, najlepiej na miękkiej trawie przy iskrzącym się radośnie ognisku. Żałował, że zaczynała się zima, zabijając wszelką zieleń na rzecz białego puchu i przejmującego chłodu. Dobrze, że idziemy na pustynię – pomyślał. – Tam powinno być ciągle gorąco. Przynajmniej tak słyszałem.

Spróbował przeanalizować sytuację krok po kroku. By nikt mu nie przeszkadzał, przysiadł na pobliskim kamieniu, opierając plecy o solidny, aczkolwiek zdający się być młodym, dąb. Westchnął cicho, podrapał się po brodzie, wyjął z niej jakąś cholerną gałązkę i począł układać wydarzenia.

Walczył z Infim, tak, to było pewne. Założyciel Entropii zdawał się stracić wszelki rozsądek, w ślepym szale go atakując. Stracił Glamaithila – na myśl o tym wydarzenia, Kenhkar walnął bezsilnie w głaz, na którym siedział. Sprawdził prędko wszystko, co ma przy sobie, kawałków kostura nie odnalazł. Cholera! – zawołał gorączkowo w swych myślach. Prędko jednak postanowił się uspokoić, wziął kilka wdechów, zamknął oczy – porzucił wszelkie negatywne myśli i na powrót rozpoczął układanie wydarzeń w jedną całość.

Po utracie broni starał się walczyć za pomocą pięści. Łatwo nie było, ale dawał radę. Szansę na zwycięstwo otrzymał, gdy zwierzak Dziwnookiej dziabnął miecznika w ramię. A wtedy… w tym właśnie miejscu zaczynała się dziura w pamięci, która sięgała ocknięcia się na skraju lasku. Kto go tutaj przyniósł? W którą stronę powinien podążyć, by odnaleźć na powrót jaskinię wraz ze szczątkami jego kostura? No i gdzie do cholery jest Infi i driada?! Tego mag powietrza nie wiedział. Ale zamierzał poznać prawdę jak najprędzej.

Popatrzył po Asteriasie i Arael – z pewnością wiedzieli, skąd się tu wziął. Dostrzegł też Ajumi, nieprzytomną. Coś ukłuło go w boku. Pewnie jego poczucie odnośnie niesienia pomocy innym. Zsunął więc swe zacne pośladki ze skały i podszedł spokojnie do Zielonej. Zdawała się być… normalna. Co ciekawe, jej uszkodzona ręka wróciła do stanu sprzed walki z paszczami przy jaskini. Kenhkar zaczął się zastanawiać, jak do tego doszło. Mógł założyć dwie rzeczy: albo krew bestii sprawiła, że z czasem uszkodzenia zostały naprawione, albo ktoś użył magii leczniczej. Czy czegoś w tym stylu. Zważając na to, iż trochę czasu minęło od starcia pod pieczarą, założył, że ktoś użył magii. Jucha jakichś paszczysk wydawała się być trucizną, izolatorem – ale na pewno nie czymś, co mogłoby wyleczyć takie obrażenia. Mimo wszystko brodacz się uśmiechnął. Może i on jej nie pomógł zbyt dobrze, ale wszystko było z nią w jak najlepszym porządku. Chociaż – pomyślał – ja nie mogłem zrobić nic więcej. Poczuł żałość, bezsił. W jego duszy zapłonęło pragnienie zgłębienie sekretów leczenia innych. Prawda, umiał użyć rozmaitych ziół i mikstur, aczkolwiek nie był w tym mistrzem. A magia lecznicza to inna para wygodniejszych kaloszy.

Wróciwszy do rozważań przypomniał sobie, iż po przebudzeniu widział Ajumi. Cóż, najwidoczniej ratowanie życia elfa sprawiło, że o tym zapomniał. Właśnie, elf. Kenhkar wiedział, że Czerwony żyje. Ale dlaczego się krztusił? Może widział tego, kto ich tu przyniósł? Mag pomyślał o Infim. Gdzie on był? Czyżby biegał po lasku niczym nagi szaleniec? Kenhkar miał wiele pytań – teraz przyszedł czas, aby poznał odpowiedzi.

Nagle odezwał się do niego Asterias, pytając o imię. Człowiek uśmiechnął się, po czym uchwycił przedramię elfa.

– Kenhkar – odrzekł krótko, po czym kontynuował nawiązaną rozmowę. – Cieszę się, że już ci lepiej. Zastanawiałem się przed chwilą, czy mógłbyś… – urwał resztę zdania, gdy Aster ruszył ku Wyjcowi. Zachowawszy milczenie, mag zbliżył się do elfa leczącego hienę. Widział, jak w pysku zwierzaka ląduje jakiś eliksir. Nie mógł powstrzymać się od ciętego zdania:

– Oby się bidaczek nie zakrztusił – rzucił z szelmowskim uśmieszkiem na ustach. Chwilę później jednak zmarszczył brwi w skupieniu. Obserwował tę jakże interesującą scenę. Aster zdawał się leczyć zwierzę. Kenhkar zbliżył się ostrożnie, przykucnął tuż za magiem krwi.

– Leczysz go? – zapytał cicho, czekając z napięciem na odpowiedź Czerwonego.

Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

30 lis 2012, 10:18

Rozłupała czaszkę tego zdradzieckiego dziwactwa i chociaż nie przysporzyło jej to żadnych pozytywów, a wręcz przeciwnie, poczuła ulgę i pierwotne zadowolenie. Uczucia te nie trwały długo, jej łapy niemiłosiernie piekły i Oczy zawyła z bólu wbrew sobie. Musiała stąd uciekać, jeśli nie chciała być strawiona żywcem. Im większe cierpienie sprawiał jej potwór, tym bardziej traciła swoją pewność siebie i powoli zaczęła tracić panowanie nad emocjami. I wtedy usłyszała głos Infiego.
Choć nie było czasu na rozmyślania, gnollicę na chwilę zamurowało. Zastanawiała się, czy to jej umysł Plata jej już figle. Dopiero pieczenie w łapy przywołało ją do porządku i zawołała w odpowiedzi:
Czerwonooki, tutaj jestem! Nie widzę cię, do rozochoconych suk, nic nie widzę… - ton Dziwnych Oczu musiał brzmieć płaczliwie – jak na taką istotę. Mimo to starała się nie dać poznać Infiemu słabości. Zbliżając się w stronę, z której dobiegał głos, podjęła próbę zaoferowania współpracy. Jak w stadzie. – Wiesz jak wyjść? Mam… pomóc? - przełknęła to słowo z goryczą. Ale bezsierstny nie wchodził tu raczej dla zabawy, ale żeby ją znaleźć. A skoro tu wlazł, to musiał wiedzieć, jak się stąd wydostać. Przyszedł po nią i na pewien sposób jej to pobłażało.
A potem dotarło do niej, że czuje swąd – ale ten, który wynikał z palenia jej łap. Dlaczego nie czuła Czerwonookiego? Choć było to nader podejrzane, nie miała ochoty teraz się na tym skupiać. Zbliżyła, jak jej się zdało, do Infiego, gotowa do ucieczki z tego przeklętego miejsca raz na zawsze.

Wyjec odnalazł tych śmierdzących nieudaczników, którym postanowiła towarzyszyć jego pani z nieznanych mu powodów. Chciał się położyć, odpocząć – nie, nie chciał. Czuł, że nie może inaczej, choć serce ciągnęło go do działania. Wtem podszedł do niego jeden z tych dopiero co poznanych, niegodnych zaufania stworzeń. Zwierz odsłonił w obronnym geście zęby, ale w końcu zrezygnował i z tego, czując, że brak mu sił na stawianie oporu. Ten dziwny osobnik pogładził go, jakby czuł się jego właścicielką, a przecież nią nie był… ale to nie było takie złe, gorzej było, gdy otworzył mu pysk – jak śmiał? Ale hiena o dziwo poczuła, że robi się jej lepiej. Rozluźniła się, nie miała już ochoty grozić Asteriasowi. Potrzebowała chwili spokoju, a Czerwony jej pomagał… tak, chwilę odpocznie, a potem będzie mogła poszukać pani. Tak będzie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 gru 2012, 00:53

Zapadająca noc była tylko preludium do złowieszczej arii nowego ja Infiego. Wiele jeszcze było do zrobienia, a choć dzierżyciel Opończy nie spał od dwóch dni, również w najbliższym czasie nie zamierzał udać się w objęcia Eeskara. Musiał odkręcić to, w co wplątał członków swej nowo powstałej drużyny. Mimowolnie czuł się za nich odpowiedzialny. Ciągając Entropię za sobą w szaleńczej pogoni za sennymi marzeniami nie przewidział, że kłopoty spotkają ich tak wcześnie. Infi wiedział, że Pustynia Śmierci została ochrzczona właśnie taką nazwą nie bez kozery i utrudnień oczekiwał dopiero u jej stóp. Czuł, że zawiódł swoich towarzyszy. Jego nieostrożność zebrała spory trzos, nie zamierzał oddawać jej więcej. Desperacja przemieszała się z frustracją i adrenaliną, przyspieszając bieg krwi wojownika. Czuł, że za moment jego ciało zadziała instynktownie, a wszelkie wykonywane przez nie ruchy będą dyktowane przez jego podświadomość. Zdrowy rozsądek Infiego biernie rozgościł się w kabinie jego jaźni, obserwując widowisko. Pierwsze zadziałały płuca, wyrzucając z siebie powietrze. Struny głosowe zadziałały nienagannie, choć dość chrapliwie. Wargi wespół z językiem ułożyły się w słowa Wolnej Mowy.

- Wracaj tam, skąd tu przyszłaś! - krzyknął Infi, szybkim i równym krokiem podchodząc do Dziwnych Oczu. Miał świadomość, że gnollica może być skonfundowana, wszak jego aparycja zmieniła się znacząco od poprzedniego ich spotkania. Nie miał pojęcia, czy w ogóle widzi go w słabym, płynącym z oddali świetle. Mając jednak w pamięci omdlenie Ajumi, nie ośmielił się jej nawet dotknąć. Dźwięk jego głosu musiał wystarczyć. - Nie idź w stronę światła! - dodał miecznik pospiesznie, nie mając dobrych przeczuć co do jedynej, jak mogłoby się wydawać, drogi ucieczki. Dziwne Oczy powinna być bezpieczna w grocie, do której próbował przebić się Kenhkar. Przynajmniej nie było tam kwasu, który jakimś sposobem nie czynił liderowi Entropii jakichkolwiek przykrości. Nie było jednak czasu, aby podziękować opatrzności za tak szczęśliwe zrządzenie losu. Opończa potrzebowała energii, aby wydostać stąd swego dzierżyciela i jego towarzyszkę. Źródłem mocy miały być zawieszone na suficie jaskini, ciemne kryształy.

- Zaraz do ciebie dołączę! - zapewnił gnollicę mężczyzna, przystępując do głównej części swego napręde ułożonego planu.

Jakkolwiek dziwnie zabrzmiały słowa cienistego stwora zastępującego skórę Infiego, ten… postanowił mu zaufać. Tak, jak zrobił to wcześniej. Posłusznie wyobraził sobie, jak jego dłoń na mistycznie wydłużonym ramieniu sięga upragnionych kamieni. Wyciągnął ją w górę jak najwyżej potrafił, oczekując, że coś się wydarzy. Gdyby Opończa go oszukała, wyglądałby zaiste głupio. Miał nadzieję, że Dziwne Oczy posłucha jego rady i ucieknie z tego miejsca jak najszybciej. Kolejne działania czarnej masy, która niejako sterowała ciałem Infiego były dla niego nieodgadnione. Mimo chęci nie mógł ręczyć za swoje dalsze czyny. Postanowił poddać się biegowi wydarzeń, gotów zrobić wszystko, co dałoby mu choć cień szansy na ucieczkę z jaskini wraz z Dziwnooką.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.