Trakty na obszarze Lokent

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

Trakty na obszarze Lokent

17 lis 2012, 22:13

Trakty w Lokent dzielą się na dwie grupy:

-Dzikie, ubite ludzkimi nogami. Najczęściej nierówne i najeżone niebezpieczeństwami, ale mające swoje zalety. Nie są aż tak zatłoczone jak główne drogi, a także są o wiele spokojniejsze. Nie usłyszysz tutaj głosów rozzłoszczonych kupców ani narzekań starych bab.

-Często uczęszczane, wykładane marmurową kostką. Posiadające sprzyjające przejazdowi wszelkich karawan.

Idąc wzdłuż drogi można zobaczyć jedynie wyglądające na niezagospodarowane pola, martwe drzewa sprawiające wrażenie zastygłych w jakiejś okropnej walce i niezliczone krzaki dzikich róż, które walczą o życie ostatkami sił. Patrząc obiektywnie, mimo brzydoty takich miejsc mają one klimat tajemniczości. Wszyscy znamy tego typu obszary. Z tych wielce strasznych bajań starych kobiet.

Przy traktach znajduje się niezliczona liczba gospodarstw. Ludzie tam pracujący, a właściwie prawie, że niewolnicy prezentują się podobnie jak te martwe drzewa. Zmęczeni pracą nędzarze, na twarzach których już dawno nie jawił się uśmiech.
Przechodząc obok ich chat można usłyszeć ich codzienną modlitwę, słowa pozbawione nadziei:
-Eh, co za życie…

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MG
Nie wiadomo ile czasu minęło od ucieczki Adeli z zamku. Koń, który nie był przystosowany do ciągłego galopu, szybko się zmęczył i zwolnił. Na nieszczęście dla dziewczyny, mimo upływu czasu nie zajechała zbyt daleko.
Na pewno zastanawiała się, czy ojciec dowiedział się już o ucieczce. Zawsze był zajęty, ale ciężko nie zauważyć zniknięcia panienki Adele. Służba nie przepuściłaby możliwości wkupienia się w łaski swojego pana, więc w końcu ktoś by na nią doniósł. Na przykład jej pokojówka, albo prywatny lekarz.
Jednak, nie przejmowała się tym. W końcu mogła poczuć się lepiej… przynajmniej do czasu, aż zaczęło się ściemniać. Nie było możliwości zatrzymania się gdziekolwiek, więc jechała dalej.
W końcu stanęła przed swoim pierwszym, od czasu rozpoczęcia podroży, wyborem – rozgałęzieniem dróg. No, właśnie, który trakt wybrać?

Każdy miał swoje wady i zalety.

Jeden z nich był dziką, zarośniętą dróżką. Z jednej strony, na tego typu drodze nie mogła spotkać się z ludźmi jej ojca. Z drugiej, była straszna… i zapewne pełna niebezpieczeństw.
Na głównym trakcie raczej nie kręcili się bandyci, ale mogła zostać przez kogoś rozpoznana, albo zauważona przez pościg.

Wybór na pewno nie był prosty, ale nie miała zbyt wielkiego pola manewru – musiała zdecydować.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

17 lis 2012, 22:46

Uciekła z domu w nocy, gdy wszyscy jeszcze spali, wiedząc że aby ucieczka była możliwa, powinna już w okolicach świtu obmyśleć jej plan. Właściwie nie było czasu, aby przemyśleć co i jak, rzuciła się w wir spontanicznych czynności, od samego początku ewakuacji z rodzinnego dworku, zaczynając od ogłuszenia najwyższego sługi, aż po kradzież pieniędzy, rapiera i ucieczkę na jednym z koni. Samotna podróż traktem dla czternastolatki mogła okazać się samobójcza, bała się jak jeszcze nigdy w życiu, ale jednocześnie adrenalina pompowała jej działania do tego stopnia, że mogłoby się zdawać, iż robi takie rzeczy od urodzenia, a przecież została wychowana na uroczą damę…
Teraz było za późno na powrót, jej duma szlachcianki na to nie pozwalała, zdecydowała się na coś i poniesie konsekwencje, choćby miało ja to kosztować nawet życie, nie wróci do domu i nie wyjdzie za tego obrzydliwego szlachcica. Wiedziała, że aby rodzice dowiedzieli się o jej ucieczce, muszą wrócić z Lokent do dworku.
Chciało jej się ryczeć jak dziecko i mimochodem łkała opuszczając tereny, których przecież nie ma prawa źle wspominać, jeszcze trochę, a będzie dalej niż kiedykolwiek w życiu. Jej malutkie serce dudniło w młodej piersi, a emocje wciąż wariowały, tym bardziej że nie ma pojęcia co zrobi ze swoim życiem.
Ukradła konia, z którym wiele przeszła, miała zaufanie do sił zwierzęcia i czuła przywiązanie do niego, mimo iż nie był najsilniejszy ze stadniny, wierzyła że jego uczucia do niej pomogą mu zanieść ją dalej… Niestety koń słabł, brak kondycji mogła zarzucić jedynie stajennemu, który za mało przykładał się do hodowli ogierów. Pogłaskała go czule po szyi chcąc dodać mu sił, chociaż coś podpowiadało jej, że znacznie mniej boi się tej mrocznej aury, niż ona sama.
Trzeba było otwarcie przyznać, że okolica nie należała do najprzyjemniejszych, co z kolei było winą dbania jej ojca bardziej o dom księcia Lokent, niż rodzinne gniazdko i okolice. Pan Gremory był świetnym gospodarzem, ale nie własnych włości.
Zawsze z litością patrzyła na biedę ludzi i upadające gospodarstwa, a z czystego serca chciała pomóc im, lecz była tylko kobietą, a im przecież nic nie wolno, a damie nawet nie wypada… Zawsze irytował ją kontrast pomiędzy życiem elit, a pospólstwa, teraz jednak przeczuwała, że jej decyzja zdegraduje ją raz na zawsze do niższych sfer. Jadąc przed siebie zastanawiała się, czy ludzie okażą jej tyle serca, co ona miała do ludzi… Złudne nadzieje…
Dojechała do rozdroża, który dotychczas znała tylko z okna karocy, co oznaczało że wcale daleko nie zajechała, a już robiło się coraz ciemniej. Rozejrzała się niespokojnie, lecz było jasne, że na głównym trakcie mogła być szybciej odnaleziona przez ewentualny pościg, oni mieli konie silniejsze niż jej koń, a co jakiś czas mógł trafić się patrol. Spojrzała ze zgrozą na drogę zarośniętą i wyglądającą na zupełnie opuszczoną. Jej serce zabiło jeszcze mocniej, lecz pognała konia właśnie w tym kierunku. Straszna, bo straszna, ale przecież wiedziała na co się decyduje, grunt że nie będzie tam ludzi z Lokent.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

18 lis 2012, 11:27

MG
Wkroczyła na tą niepewną ścieżkę. Koń kilka razy zarżał przeciągle, ponieważ krzaki róż raniły jego delikatną skórę. Mimo wszystko, posłusznie szedł dalej.
Ludzie ojca? Nic by jej nie zrobili. Jedynie zaprowadzili na ślubny kobierzec i do końca życia musiałaby oddawać się nielubianemu chłopcu.
Lepsze to niż być zgwałcona i zabita (niekoniecznie w tej kolejności) przez grupkę zwyczajnych zbirów.

Pojawili się znikąd. W mroku niebezpiecznie błysnął sztylet. Ten z najbardziej parszywą gębą, widocznie przywódca bandytów uśmiechnął się do niej najplugawiej jak umiał.
-Zejdź z konia. Mógłbym zajść cię od tyłu i zadźgać, ale to nie w moim stylu.
Splunął.
-W moim stylu jest raczej zabawa ze zwierzyną. Co chłopaki, chcecie się zabawić!?
Przywódcy zawtórowała cała dziesiątka chłopów, ukryta w cieniu.
-Widzisz… to będzie ciekawa noc.

Jeśli dziewczyna szybko czegoś nie wymyśli, pożałuje ucieczki z dworku. W końcu zawsze lepsze jest życie z człowiekiem, którego się nie lubi niż gwałt dokonany przez kilku niewyżytych mężczyzn, który zapewne skończy się śmiercią….

Znalazła się w beznadziejnej sytuacji. Co z tego, że ma rapier? Te psie syny nawet nie wyjmowali broni, bo wiedzieli, że jest tylko bezbronną dziewczynką. Sądząc po spojrzeniach, które wymieniali bawiła ich ta cała sytuacja.
-Chcesz zabaweczkę, dziecinko?
Bandyta, który wypowiedział te słowa uznał to za świetny żarrt, więc zaczął się głupkowato śmiać.
Nagle, od strony głównego traktu można było usłyszeć śpiewu żelaznych, lekko przepitych głosów…
Może to była szansa dziewczyny? A może kolejni wrogowie, albo co gorsza – ludzie ojca? Nie wiadomo. Teraz byli tylko bandyci i donośne, napływające z niedaleka:
Hej ho, hej ho, chędożyć by się szło!
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

18 lis 2012, 12:01

Było jej żal zwierzęcia i przepraszała go myślami, bojąc się wydać z ust zbyt głośne dźwięki, w myślach obiecała mu dużo sianka jak tylko skończą ten etap podróży. Jej parzystokopytny przyjaciel jakby odczytując myśli właścicielki wiózł ją dalej w wyznaczonym przez nią kierunku, a ona sama nie przestawała go głaskać po szyi.
Im dalej w głąb tym bardziej dudniło jej serce, obawiając się tego co może czekać po przebyciu kolejnego metra tej parszywej ścieżki. Niebawem wszelkie nadzieje, że przejedzie ją bezpiecznie prysły jak mydlana bańka, a pospolity bandzior zagrodził jej dalszy przejazd. Tacy ludzie to społeczne gnidy, żerujące na uczciwych obywatelach, wiedziała to od instruktora jazdy konno, który opowiadał jej wiele razy o ucieczce przed tego typu osobnikami. Było oczywiste, że oferowanie zapłaty za przejazd nic nie pomoże, przecież najpierw mogli ją zgwałcić, a potem zabrać co sobie chcą.
Patrzyła na nich z dumą i wyniosłością, jaka przystoi szlachetnie urodzonej, hardo splunęła na ziemię na znak pogardy co do tego typu ludzi. Oczywiście, że się bała, ale silny charakter swoje robił, także nie wpadała w panikę, a na spokojnie analizowała przez chwilę beznadziejność sytuacji, w jaką wpadła. Bardzo powoli nakazała swojemu rumakowi zrobienie kroczków w tył, aby zwiększyć dystans i możliwość manewru. Zbiry śmiały się głupkowato, kazali jej zejść z konia i oczywistym było, że chcą ją pozbawić cnoty.
Nagle z oddali słychać było zbrojnych, mimo że pijanych i również z lubieżnymi myślami, to przecież nie ośmielą się zrobić krzywdy komuś z rodu Gremory, a jako żołnierze byliby zmuszeni do pomocy młodej damie. Głęboko wierzyła w poczciwość ludzi z Lokent, bo przecież w tych stronach nie możliwe byłoby aby chodzili inni zbrojni niż z Lokent. Jej pierścień rodu dawałby jej nietykalność w stosunku do tej gromady, tak chciała myśleć…
Wspięła konia aby ten stanął na tylnych nogach, przednie kopyta miały uniemożliwić jakiekolwiek próby ataku przywódcy zbirów, który coraz bardziej się do niej zbliżał. Następnie nakierowała konia z powrotem w kierunku głównego traktu i nakazała mu szybki galop. Wierzyła że zbiry nawet jeśli mają łuki to nie będą do niej strzelać, trupa nie pochędożą. Nagle z młodej piersi wyrwał się krzyk, aby zwrócić uwagę zbrojnych na nią samą.
-Ratunku! Na pomoc!– krzyczała ile sił, uwalniając skrywane wcześniej emocje i przenosząc je na głośność krzyku.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

18 lis 2012, 15:27

MG
Źrenice bandyty rozszerzyły się. Nie spodziewał się ze strony dziewczyny tak szybkiej i trzeźwej reakcji. Ocenił książkę po okładce, pomyślał, że skoro jest całkiem sama i słaba odda mu się, drżąc ze strachu.
Przetarł oczy, jakby upewniając się, że nie ma przywidzeń. Nie miał. Zaklął parszywe, zapewne raniąc uszy szlachcianki, przy której tak się nie mówiło.
-Mała dziwka…
Przywódca wykrzyczał coś do swoich ludzi, kilkoro z nich wyjęło łuki.
Adela miała ogromne szczęście. Strzały świstały na wszystkie strony, ale żadna nie trafiła w dziewczynę.
Noc, która do tej pory jej nie sprzyjała ochroniła jej szlachecki tyłeczek.

Gdy zaczęła krzyczeć, tak żałośnie i rozpaczliwie jak tylko potrafią damy w opresji, pijacki śpiew niedalekiej grupki całkowicie ucichł. Przez chwilę mogło się wydawać, że już nikt jej nie pomoże, a zbrojni po prostu uciekli… do czasu, aż grupka wyłoniła się zza zakrętu.
Ich wzrost i długie, sięgające nawet do pasa, brody wręcz krzyczały "jesteśmy krasnoludami!".
-No chłopy, nie wydawało nam się!
Wrzasnął rudobrody starzec.
-Ładować kurwa, kusze. I to migiem!
Zrobili to, co kazał dowódca oddziału. Bełty poszybowały w miejsce, z którego uciekała nasza bohaterka.
Bandyci nie mieli jak się bronić, ponieważ nie posiadali tarcz. Niektórym udało się uciec, ale większość została wystrzelana jak kaczki.
-Przepraszam, że musiałaś to oglądać, panienko. Tropiliśmy tych psich synów już wystarczająco długo…
Mimo, że stereotypy mówiły inaczej krasnoludy w większości nie byli nieokrzesanymi kurduplami. Przywódca najemników utwierdził Adele w tym przekonaniu.
-Jesteśmy łowcami głów. Zabijamy złych ludzi… nic ci nie zrobili? Mam nadzieję, że nie.
Pod jego gęstą brodą zajaśniał uśmiech.
Pozwól, że odprowadzimy cię do najbliższej karczmy. Potrzebujesz odpoczynku. Poza tym, noc nie jest przyjazna dla takich kruchych istot.

Jak powiedzieli, tak zrobili. Po chwili cała grupka, wraz ze szlachcianką, pojawiła się przed drzwiami karczmy "pod gnijącym elfem". Nie była ona jakimś szczytem luksusu, ale przynajmniej mogła chwilę odpocząć.
-No, tutaj będziesz bezpieczna. Na nas już czas, zostało jeszcze wielu bandytów do zabicia. Żegnaj, dziewczynko!
Brodacze oddalili się pospiesznie – znowu została sama.
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

18 lis 2012, 16:39

Na szczęście zbrojni okazali się szlachetnymi ludźmi, a właściwie krasnoludami, zanim jeszcze wybiegła z drogi wiodącej ku straceniu cnoty, wypuścili salwę bełtów, która uratowała jej życie. Nagle cała zaczęła drżeć z nagromadzonych emocji, które zapanowały nagle nad całym jej ciałem. Wybawcy okazali się bardzo wyrozumiali i troskliwi, wiedzieli czego potrzebuje, dali jej jedną z ciemnozielonych peleryn z kapturem, aby ogrzała się i mogła ukryć pod nakryciem głosy uczucia, z którymi wolałaby być sama. Umilkły również ich przyśpiewki o chędożeniu i piciu, zamieniły się w spokojne rozmowy, a każdy z nich zdawał się mieć dużo szacunku do młodej damy.
Siedziała spokojnie w siodle, próbując wziąć się w garść i opanować napływające łzy. Po jakiejś godzinie jazdy udało jej się, zdjęła kaptur z głowy i obdarzyła swoich kompanów serdecznym uśmiechem.
-Dziękuję wam mości Panowie, uratowaliście mi życie.– ukłoniła się elegancko wciąż siedząc na koniu.
Po bliżej nie określonym czasie zajechali do karczmy. I tym razem Krasnoludy zachowały klasę, zapłacili za nocleg Adeli i ruszył w swoją stronę. Została sama w obcym miejscu, a jej zachowanie szlachcianki trochę nie pasowało do prostoty wnętrza. Drewniany budynek był ogrzewany murowanym kominkiem, wokół kilka długich stołów i ławy, na których można było usiąść, a na ścianach futra i trofea myśliwskie, podkreślające klimat wystroju. Za ladą stał prawdopodobnie szef lokalu, w brudnym fartuchu i pospolitym mieszczańskim stroju. Pierwszy raz była w takim miejscu, ale musiała zachowywać naturalność i swobodę, co biorąc pod uwagę jej ruchy damy, wyuczoną wyniosłość nie było łatwym zadaniem. Zbliżyła się do laty z zamiarem zabrania klucza i schowania się jak najszybciej w pokoju.
-Krasnale, które były tu przed chwilą opłacili jeden pokój dla mnie. Poproszę klucz i miskę strawy do niego.– wyjęła trzy złote monety i rzuciła je na blat. -Zajmijcie się też moim koniem, ma dostać jakiś popas i możliwość wypoczynku.– gospodarz wydał jej klucz i przyjął monety, mogła więc udać się na spoczynek pewna, że wszystko będzie załatwione.
Nie czekała długo w skromnym pokoju, dziewczyna w jej wieku przyniosła jej ciepły gulasz już po około dwudziestu minutach. Pokój był skromny, ale przytulny, stare łóżko, duża skrzynia i ciepłe futra, którymi mogła się nakryć. Zmęczona emocjami i przygodami jednego dnia po zjedzeniu zamknęła drzwi na klucz i położyła się spać.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

18 lis 2012, 21:43

MG
[/oldsize]

Gdy szlachcianka weszła do jego karczmy, w właścicielu obudził się duch człowieka interesu. Od razu wyskoczył zza lady i zaczął obskakiwać swojego gościa.
-Witam, witam w moim uroczym przybytku! Panowie zapłacili, jasne…. Mam nadzieję,że będziesz się dobrze czuć i zostaniesz tu na dłużej.
Karczmarz wrócił za ladę i wyciągnął kilka zakurzonych butelek.
-Jeśli chcesz napić się winka, mów śmiało. Nie obchodzi mnie twój wiek.

W końcu dostała upragniony klucz, więc ruszyła na górę. Niedługo odwiedziła ją dziewczynka w ubrudzonym gulaszem fartuchu i twarzą, na której widać było skazy mąki. Zapewne kucharka.
Położyła obok niej talerz z parującą zupą.
-Smacznego
Nie czekając na żadną reakcję dziewczyny, zaczęła:
-Przepraszam za nachalność mojego wuja. Nie mamy zbyt wielu klientów, więc jeśli ktoś się pojawi za wszelką cenę chce go zatrzymać. Nawet nie zauważa, że swoim zachowaniem może kogoś odstraszyć.
Dziewczyna zarumieniła się i stanęła w kącie. Minęła chwila, nim wykrztusiła jakiekolwiek słowa:
-Wiesz, jeśli chcesz się wykąpać, właśnie napełniam balię. Możesz się dołączyć, porozmawiamy…
W tym momencie była już kompletnie czerwona.
-Może i jestem zbyt śmiała. Ale to nic złego… w końcu obie jesteśmy kobietami.
Przełknęła ślinę i spojrzała na szlachciankę wyczekująco.
-Jeśli się zdecydujesz, przyjdź do pokoju obok. Idę zagrzać wody.

Wycofała się z pokoju i ruszyła schodami w dół. Kilka razy obróciła od studni do kuchni, aż w końcu woda była gotowa do napełnienia połowy "wanny". Kobieta sprawnie przeniosła wiadra na górę i nalała wody do balii. Służka wskoczyła do środka i zaczęła niecierpliwie spoglądać w stronę uchylonych drzwi. Była ciekawa czy gość do niej dołączy… w końcu miałaby do kogo gębę otworzyć.
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

18 lis 2012, 23:31

Gdy miała się położyć córka gospodarza zaproponowała jej kąpiel, co było dla niej dość dziwne. Gdy ponownie została sama w pokoju usiadła na łóżku i zaczęła się zastanawiać nad tym co powinna zrobić, przecież szlachetnie urodzonej nie wypada z niższymi brać kąpieli, ani w ogóle z kimkolwiek… Ale z drugiej strony powinna przyzwyczajać się do tego, bo właśnie przez jej decyzje zrezygnowała z przywilejów szlachty, ucieczka z domu raz na zawsze prawdopodobnie pozbawi ją możliwości powroty, więc co ze szlachectwa, skoro zaczyna żyć jak niżej urodzeni?
Drugim argumentem był strach przed kradzieżą, miała skromny bagaż i co jeśli ktoś jej to skradnie? Ale przecież miała klucz, więc mogła zamknąć drzwi, a klucz przewiesić na sznurku, którym wiąże się tunikę i zawinąć go wokół nadgarstka.
Powąchała swoje ciało i stwierdziła, że naprawdę potrzebuje kąpieli, przecież emocje które dziś doświadczyła spowodowały, że pociła się więcej niż normalnie, co skutkuje dość nie przyjemnym zapachem własnego ciała. Nigdy tak nie śmierdziała, przerażało jej to i wydawało się bardziej upokarzające niż kąpiel z obcą kobietą i z pewnością mniej szlacheckie.
Zdjęła ubranie i owinęła pościelą nagie ciało. Klucz umieściła na sznurku od tuniki i przywiązała na nadgarstku, po czym zamknęła swój pokój i udała się do pokoju obok. Bala była już napełniona wodą, a w powietrzu dało się zauważyć unoszącą się parę. Wsunęła się delikatnie do niej, tak aby nie pokazać nieskromnych miejsc córce gospodarza, starannie asekurując się prześcieradłem.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

19 lis 2012, 22:00

MG
Gdy Adela weszła do pokoju, ujrzała bratanicę gospodarza szorującą swoje brudne nogi i spocone po całodziennej pracy nogi. Dziewczyna podniosła głowę i uśmiechnęła się serdecznie.
-Już myślałam, że nie przyjdziesz. Śmiało, wskakuj.
Kucharka podwinęła nogi, aby zrobić trochę miejsca dla gościa. Trochę ją śmieszyła ta cała sytuacja z prześcieradłem, ale nie skomentowała tego. Była wstydliwa, jej sprawa.

Kobieta sięgnęła po drucianą szczotkę i zaczęła myć sobie plecy. Nie była to najprzyjemniejsza metoda, ale nie miała zamiaru prosić o to już i tak zawstydzoną dziewczynkę.
-Odkąd okoliczne trakty oblegają bandyci nie mamy zbyt wielu klientów.
Kucharka przegryzła wargę. Za bardzo gwałtowny ruch i szczotka boleśnie podrapała jej plecy.
-Zresztą, sama się o tym przekonałaś. Podsłuchałam rozmowę wuja i tych krasnali..
W tym momencie zarumieniła się delikatnie.
-Tak w ogóle, wołają na mnie Elwira…. a ty, jak się nazywasz?
Poza tym, co robi dziewczyna w twoim wieku na tak niebezpiecznym trakcie? Nie jestem zbyt nachalna?

Odrzuciła włosy do tyłu.
-Przepraszam, mogłaś poczuć się przesłuchiwana. Po prostu jest ze mnie straszna gaduła, a nie mam możliwości spotkać nowych ludzi…
Mamy mało klientów… wspominałam już o tym?


Skończyła myć plecy, więc położyła szczotkę bliżej Adeli.
-Wiesz, chciałabym kiedyś poczuć zew przygody. Nawet jeśli napadliby mnie bandyci, nie narzekałabym. Czasami myślę, że będę gnić w kuchni do końca życia. Najpewniej, taka jest prawda.
Z jej ust na moment zniknął uśmiech.
-Ale nie jest aż tak źle! Przynajmniej robię dobre ciasta… musisz spróbować mojego ciasta! Zostajesz na długo?
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

19 lis 2012, 22:56

Adela zupełnie nie miała ochoty na rozmowę z nieznajomą, chciała odświeżyć się jak najszybciej to możliwe i uciec z krępującej sytuacji.
-Mam na imię Adela i podróżuje tędy, aby odwiedzić znajomych.– nie umiała wymyśleć lepszej ściemy na poczekaniu, a ta wydawała się jej całkiem realistyczna. Kłamstwo nie należało do jej zdolności, przecież nigdy nie musiała tego robić. Czuła się niezręcznie w tej sytuacji, a gadatliwość Elwiry, bo tak przedstawiła się dziewczyna, wcale nie uprzyjemniała jej tego czasu.
-Chciałabyś doznać przygody? Rozumiem to musi być fajne… Ja pierwszy raz wyjeżdżam… Wznowię podróż skoro świt, aby zyskać jak najwięcej dnia, nocą jest groźniej.– odpowiedziała na kolejne pytania.
Rzeczywiście powinna zastanowić się którędy pojedzie w dalszą drogę. Peleryna z kapturem pozwalała jej na przejazd koło żołnierzy z Lokent, nie ryzykując wzbudzania ich zainteresowania, może więc lepiej było podróżować głównym traktem, niż wchodzić w niepewne ścieżki. Prawdopodobnie jej koń znów będzie w pełni sił, a z karczmy wiodły dwie drogi– w prawo i w lewo, przyjechała z prawej strony, więc pewnie powinna jechać w lewo.
Z rozważań wybiła ją Elwira podając drucianą szczotkę. Jasne, że nie najprzyjemniejsze, ale trzeba było się jakoś umyć, wzięła ją i starannie zaczęła czyścić ciało.
-A tak, wspominałaś, że macie mało klientów.– odpowiedziała znowu. Nie chciała rozmawiać, ale z grzeczności wypadało odpowiedzieć dziewczynie.
Po jakimś czasie zaczęła się unosić, była już czysta i mogła spokojnie uciec do siebie.
-Dzięki za kąpiel, pójdę już się położyć, jestem padnięta.– uśmiechnęła się do kucharki i wstała z bali, tyłem do dziewczyny nie, pokazując jej swojego ciała. Po prostu chciała wyjść tak samo jak tu weszła.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi, Kerreos, Sonneillon
Liczba postów: 52162
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.