Ścieżka Elfów

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Tłuk
Posty: 16
Rejestracja: 20 lip 2013, 14:42
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44341#44341

Ścieżka Elfów

13 lis 2013, 12:49

Znaczna część traktu ciągnie się po długim wysokim na metr łagodnym wale. Zwykle takie wały nie robią się znikąd, ale nikomu jak dotąd nie chciało się zbadać sprawy. Podobno kiedyś był jeszcze wyższy, ale deptany przez setki tysięcy stóp stracił swój majestat. Jedni powiadają, że został usypany przez elfy w czasach Wielkiej Powodzi(o tym też niewielu słyszało) inni, że to miejsce gdzie płyty ziemskie stykają się (co za bzdura, przecież wszyscy wiedzą, że ziemia składa się wybitego przez bogów pierścienia usypanego ziemią)
jeszcze inni, że kiedyś był wyłożony kostką brukową w całości.

Wracając do tematu. Szlak wije się akurat na tym łagodnym wzniesieniu z przyczyn praktycznych. Padające tu deszcze miast tworzyć olbrzymich kałuż, tworzą takie mniejsze. Ciężej się w nich taplać, za to dużo łatwiej przejechać wozem, a zimą łatwiej odnaleźć miejsce w którym "powinno" się jechać przez zaspy. Maszerując nim mija się łąki, pola, wioski oraz cała masa wolnej przestrzeni. Szlak komunikacyjny przebiega bardzo blisko Lasu Cieni i łączy się z innym, który tam prowadzi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Tłuk
Posty: 16
Rejestracja: 20 lip 2013, 14:42
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44341#44341

13 lis 2013, 13:03

Biegł brzegiem rzeki śmiejąc się radośnie.
– Głupki, głupki, głupki. Kąpio się w szczynach, zasrańce. – Jednak przez całą drugą drogę nie zastał ani jednej osoby, która padłaby ofiarą jego podłego żartu.
– Coś musieć pójść nie tak. Tłuk biec nie w ta rzeka? – Biegł i myślał intensywnie.
Truchtał długo, żółty ślad zgubił już na samym początku, lecz musiał gdzieś tu być. Zdeterminowany parł dalej a z jego ust buchały obłoki pary.
Gdy dotarł do mostu usiadł zmęczony na ziemi. Nic tak nie męczy trolla jak kilkugodzinny wysiłek umysłowy. Kamienna budowla przewieszona przez szeroką rzekę zmieści aż pięciu trolli obok siebie. Przy jego budowie stawiano bardziej na praktyczność niż na cieszące trollowe oczy zawijasy. I dobrze. Tłuk nie lubił zawijasów.
– Co te ludzie się nie kąpio?! – Wrzasnął w niebo. Drącymi ze smutku dłońmi wypakował z torby fajkę i nabił ją Kopem W Czachę. Kręcił się przez chwilę po moście i trochę pod nim brodząc w zimnej wodzie.
– Kurwosz, nie ma od czego odpalić.
Schował fajkę do torby zamiast niej wyciągając płaszcz podróżny. Ruszył Szeroko-Wysoko-Twardą drogą w obojętnym kierunku.
z/t
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

21 lis 2014, 20:33

Oddalając się coraz bardziej od bram Aparilume, chłonęła widoki zaoranych pól, położonych po obu stronach traktu. Gdzieś pomiędzy nimi, a widoczną z wału ciemnozieloną ścianą Lasu Cieni, znajdowała się jej rodzinna wioska. Przez trzy lata, które spędziła za murami namiestniczego miasta, okolica diametralnie się zmieniła. Wiele ze zrujnowanych starych chałup przepadło na zawsze, wraz ze związanymi z nimi wspomnieniami dziecięcych zabaw,. Na ich miejscu powstała nowa zabudowa, która, mimo, że o wiele bardziej estetyczna, niezbyt podobała się Grynfie. Zmiany ugruntowały jej przekonanie, że nie ma już tutaj czego szukać. Znane jej z dzieciństwa obszary namiestnictwa wyglądały obco i wypełnione były obcymi ludźmi.

Słońce powoli kończyło swą wędrówkę po nieboskłonie, pozostawiając dziewczynie decyzję o wyborze miejsca na spędzenie nocy. Minęła już parę karczm, ale zaporowe ceny noclegów sprawiły, że wyszła z tych przybytków tak szybko, jak doń weszła. Zanim jednak nad światem zapanowały kompletne ciemności, zauważyła nadpaloną ruderę, wystającą ponad zarośnięte chwastami i uschniętymi bylinami pole. Idealne i niezwykle komfortowe miejsce noclegowe, nieprawdaż? Nie miała jednak wyboru, zmęczone nogi nie pozwalały jej na wędrówkę przez noc. Ułożyła się więc na ziemi pod resztkami stołu i zasnęła, przykrywając się naprędce zebraną wiązką wysokich traw.

Poranek zdecydowanie nie był najprzyjemniejszym w jej życiu. Do tej pory bezchmurne niebo malowało się teraz w różnych odcieniach szarości. Na domiar złego nieznośnie burczało jej w brzuchu, jednak temu mogła natychmiast zaradzić. Rzepa i dwa wędzone śledzie popite wodą z bukłaka całkowicie zaspokoiły apetyt dziewczyny. Nie mając już nic do roboty na opuszczonej farmie, kontynuowała wędrówkę.

Im dalej od Aparilume, tym rzadsza i pośledniejsza była zabudowa okolicy. Z rzadka pojawiające się wioski straszyły nieszczelnymi dachami i sczerniałymi, podziurawionymi przez robactwo, ścianami domostw. Grynfa zauważyła też obecność pewnego zacofania gospodarczego, widocznego zarówno w złożoności narzędzi rolniczych, jak i w stosowanej metodzie uprawy – malutkie gospodarstwa, z uwagi na niedobór zwierząt pociągowych, obsługiwane były ręcznie, za pomocą pordzewiałych motyk i łopat.

Po minięciu jednej z przedstawiających obraz nędzy i rozpaczy wiosek, zauważyła spory kamień milowy, ustawiony pod rozłożystym dębem. Las Cieni zbliżał się w tym miejscu do traktu na odległość paru kilometrów, a wyspy drzew gęsto pokrywały jego przedpola, częściowo zarastając nieużytki. Grubo ciosane kawałki granitu ustawiane były w odległości 25 mil od siebie, co pozwoliło Grynfie wywnioskować, że pokonała już czwartą część drogi do Morinhtaru. Podczas krótkiego postoju wyciągnęła z sakwy pasek suszonego mięsa i żując posiłek, przypominający w smaku wyprawiony rzemień, ruszyła w dalszą drogę.

Okolica stawała się coraz bardziej niegościnna, a o wiele rzadziej niż na wcześniejszym odcinku traktu rozmieszczone wioski pełne wygłodzonych mieszkańców podpowiadały dziewczynie, że zbliża się do granicy namiestnictwa. Krótki, zimowy dzień chylił się ku końcowi, a problem braku noclegu znów się ujawnił. Tym razem jednak żadna gnijąca rudera nie pojawiała się na horyzoncie, więc Grynfa była zmuszona spędzić noc na drzewie. Ryzyko napotkania dzikiego zwierza było bowiem zbyt wysokie, żeby ułożyć się do snu w jakichś krzakach. Szczęściem, wypatrzyła sporego buka o odpowiednim rozłożeniu gałęzi i w wielkiej niewygodzie zasnęła w pozycji uniemożliwiającej upadek.
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

26 lis 2014, 19:24

Drugi już podczas podróży poranek obudził Grynfę ostrymi promieniami słońca. Dziewczyna ostrożnie zeszła z drzewa i rozprostowawszy obolałe wskutek snu w niewygodnej pozycji członki, zabrała się do śniadania. Tym razem składał się na nie spory kawał sera, który zagryzła paroma chrupiącymi liśćmi kapusty. Po posiłku podniosła kij i ruszyła w dalszą drogę, świadoma, że dla własnego bezpieczeństwa musi jak najszybciej opuścić pozornie bezludne tereny pogranicza.

Tempo podróży z uwagi na doskonałe warunki pogodowe znacznie wzrosło i już po paru godzinach wędrówki poprzez zdziczałe pola dotarła do sporego kamienia milowego, ustawionego po południowej stronie traktu. Prawdę mówiąc, gdyby nie widoczna z odległości paruset metrów skała, Grynfa nie zauważyłaby, że pokonała już połowę odległości do Morinhtaru.

Przez następne parę godzin krajobraz nadal się nie zmieniał. Dziewczyna mogłaby uznać, że minięty znak był tylko przywidzeniem. Identyczne, zarośnięte kolczastymi krzewami łąki, roztaczały się po obu stronach traktu, praktycznie uniemożliwiając odnalezienie jakiegokolwiek punktu odniesienia, niezbędnego do chociaż przybliżonego ocenienia przebytej odległości. Grynfa, nie zatrzymując się, skonsumowała wędzonego śledzia. Nie zamierzała pozostać na tym pustkowiu ani chwili dłużej, niż było to konieczne.

Słońce już dawno minęło zenit. Okoliczne cuda natury, wraz ze stopniowo słabnącym oświetleniem, zaczynały wyglądać coraz bardziej złowieszczo. Kontynuowanie podróży po zmroku nie byłoby dobrym pomysłem, dlatego dziewczyna, podobnie jak poprzedniej nocy, zdecydowała się spędzić noc na drzewie. Idealnym przedstawicielem flory do takiego wykorzystania był rozłożysty, częściowo uschnięty dąb, na który też bezzwłocznie wlazła. Gałęzie rośliny były niezwykle grube, pozwalając na wygodne i bezpieczne ułożenie się w miejscach łączeń konarów.

Rozpryskujące się na twarzy krople deszczu obudziły Grynfę. Poranek jeszcze nie wstał, ale rozjaśniające mroki nocy błyskawice umożliwiały dalszą wędrówkę. Już po paru minutach spostrzegła oznaki cywilizacji. Pojedyncze, zaorane pola zaczęły się pojawiać po obu stronach traktu z coraz to większą częstotliwością. Chwilę potem, gdy trakt wywiódł ją na szczyt niewielkiego pagórka, dziewczyna mogła już zauważyć sporą wieś. Grynfa powitała widok domów z widoczną na twarzy ulgą. Deszcz właśnie przestał padać, choć niebo bynajmniej się nie rozchmurzyło, więc dziewczyna zaczęła żuć pasek suszonego mięsa. Wstający dzień witany pianiem licznych kurów dopełniał tę scenerię.

Kolejne mile mijane przez dziewczynę odsłaniały następne bogate, ludne osady. Pusty dotąd trakt wypełnił się tłumem śpieszących w codziennych obowiązkach wieśniaków. Około południa kompletnie się wypogodziło i Grynfa, zauważywszy następny kamień milowy, usiadła obok na niewielkiej ławeczce z rozpołowionej belki, w celu spożycia obiadu, na który składał się spory kawał sera i dwie rzepy, popite resztkami wody z bukłaka. Dziewczyna nie miała większego celu w pozostawaniu dłużej w tym miejscu, szybko więc wstała i kontynuowała podróż. Napełniła również bukłak wodą z pobliskiego strumienia. Szybko kończący się dzień nie zaskoczył jej tym razem w szczerym polu. Wypatrzyła bowiem opustoszałą chałupę, której mieszkańcy prawdopodobnie udali się na targ do miasta. Ułożyła się na wyłożonej słomą podłodze i natychmiast zasnęła.

Poranne pianie kurów zbudziło dziewczynę z głębokiego snu. Grynfa wstała i spożywszy wędzonego śledzia, opuściła domostwo, ruszając w dalszą drogę. Trakt mijał teraz rozległe, pozbawione liści sady. W tym też miejscu ubita glina nawierzchni traktu ustąpiła miejsca ciosanemu kamieniowi. Morinhtar był blisko i dziewczyna nie zdziwiła się, gdy po minięciu paru mil zobaczyła z pagórka wbudowaną w skalną ścianę jednego z Wichrowych Szczytów bramę miejską. Po chwili mogła już podziwiać ją w pełnej krasie. Wszelkie opowieści posłyszane na aparilumejskim targu zbladły wobec rzeczywistości. Groza, wypływająca z bram drugiego co do wielkości ludzkiego siedliska w Autonomii, była wręcz przytłaczająca. Dziewczyna, wzdrygnąwszy się, zrezygnowała z wcześniejszych planów odpoczynku w tym miejscu i dotarłszy do rozstajów, skierowała się na wschód, w stronę Derinu.

z/t

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.