Trakt Południowy

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Trakt Południowy

03 maja 2011, 20:13

Ta długa droga, prowadząca od bram Varti aż po Khan'Sal, ostatnie średniocywilizowane miasto na południu, charakteryzuje się jednym stałym widokiem: po prawej stronie widać głównie stepy przeradzające się szybko w pustynie, po lewej zaś szczyty strzelistych gór Ikrem. Trakt jest w dość dobrym stanie, chociaż nie jeździ nim wielu podróżnych. Tylko kupcy dbający o interesy troszczą się o przejezdną i łatwą drogę.
Chociaż większość ludzi z Varti ciągnie w stronę północnego-zachodu, a nie na południe, to trudno też nie spotkać na trakcie do Khan'Sal nikogo przez dłużej niż parę godzin. Powietrze tutaj jest zazwyczaj czyste i przejrzyste, a widoczność może ograniczać jedynie lekka krętość traktu, którego dalsze części bywają zasłonięte pagórkami.


~*~*~

W jasny dzień na trakt wstąpiła Niniel, na swoim gniadym koniu. Jechała stępa, ostrożnie – w głowie dudniło jej od teorii na temat jazdy konnej. Doszła do być może błędnych wniosków, że skoro już zna teorię, to przerodzić ją w praktykę może sama. Tak więc o jasnym świcie wymknęła się z siedziby Enklawy, oporządziła konia (co zajęło jej trzy razy dłużej niż myślała) i ruszyła ostrożnie w stronę Varti. Po ponad trzech godzinach zatrzymała się w miasteczku by posilić się jakimś biedakiem, wypiła wino w miejscowej karczmie i wsiadła z powrotem na konia.
Mysiała przyznać, że mięśnie zaczynają ją boleć, jednak nie miała zamiaru ustąpić. Czuła się w koniu coraz lepiej, a to dawało jej motywację.
Mając za sobą Varti na odległość jednej stai, ścisnęła łydkami boki konia i ruszyła wolnym kłusem. Przyjemnie było podnieść głowę i poczuć we włosach wiatr, chociaż z drugiej strony gorący wicherek z pustynnych terenów zrobił się z czasem nieprzyjemny i nasunął złe wspomnienia.
Niniel skupiła się na wczuciu się w konia. Położyła jedną dłoń na jego karku by poczuć bliskość ze zwierzęciem. jednocześnie starała się skoncentrować na wszystkim, co przekazał jej Kelio:, pięty nisko, plecy proste, odpowiednie ruchy miednicą w czasie anglezowania. Jej gniadek był średnio szybkim i posłusznym koniem, idealnym do nauki jazdy. Najada zadowolona z tego, jak łatwo przychodził jej kłus, pogoniła konia lekkim szturchańcem piętą. To było… Nie tak przyjemne uczucie. A raczej, mogłoby być przyjemne, gdyby nie fakt, że poświęciła całą uwagę na wbiciu się w siodło i nie spadnięciu. Do tego odnosiła wrażenie, że zbyt puściła gniadka na wodzy i nie zdoła już nad nim zapanować.
Nie ujechała nawet kilkudziesięciu kroków, gdy zza drzewa przy skraju drogi wyskoczyła tuż przed konia sporych rozmiarów wiewiórka. Niniel szarpnęła panikujące zwierze do tyłu, po chwili czując sój błąd – tylko mu pomogła. Przednie kopyta uniosły się z ziemi a najada zrobiła jedyne, co wydawało jej się słuszne – złapała grzywę i przylgnęła do szyi konia.

[zt – skok czasu o 5 lat, nowa era]
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Infi;
Vyrn;
Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

06 lip 2015, 09:42

Na początku podróży upał Liliannie trochę przeszkadzał, ale jak każda sobie podobna istota miała mechanizm bardzo szybkiego przyzwyczajenia się do mniej, lub bardziej sprzyjających warunków otoczenia. Wraz z upływem czasu obserwowała jak współdrużynnicy opadają z sił od gorąca. Sama tez była zmęczona, ale upałem w najmniejszym stopniu. Jadąc w ten sposób z Infim, mając go blisko siebie za plecami, musiała bardzo uważać, by jej kamuflaż nie osłabł, by narwany przywódca nie musiał reagować zbyt ostro. Wiedziała, że prędzej czy później to wyjdzie na jaw, ale wolała żeby było to jednak później.

Wielbłądy szły wolno i monotonnie bujały się na boki, drużyna mijała wielu podróżnych, ale bez jakiegokolwiek bliższego kontaktu. W pewnym momencie zauważyła, że poza traktem, dość daleko przemieszczają się jacyś jeźdźcy, coś ją ścisnęło w środku, a to nie był dobry znak. nic jednak nie mówiła, widziała bowiem że ich przewodnik tez jest zaniepokojony tymi jeźdźcami.

Taka bliskość jaką dzieliła chwilowo z Infim stanowczo sprzyjała jego męskiemu podejściu. Coraz częściej jego łapy były zbyt wścibskie. Na początku kobieta to ignorowała zbyt skupiona na kamuflażu, ale wraz z opadaniem z sił stała się bardziej drażliwa. W pewnym momencie nie wytrzymała i cicho tak by reszta grupy nie słyszała zwróciła mu uwagę, dość ostrym tonem. To było jej pierwsze i możliwe, że ostatnie ostrzeżenie tego dotyczące.

Gdy przewodnik zaproponował postój była jak najbardziej za, chciała rozprostować nogi i choć na chwilę uwolnić się od żaru bijącego od mężczyzny za nią.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

07 lip 2015, 02:35

Dla Ciemnego było to pierwsze w jego krótkim życiu doświadczenie - jazda na wielbłądzie, więc nic dziwnego, że nie potrafił utrzymać równowagi. Na szczęście nie spadł na ziemie, a to byłoby już totalną kompromitacją. Mijał innych podróżników podczas podróży, lecz nie było ani okazji, ni ochoty na nawiązywanie nowych znajomości. Wolał skupić się po raz kolejny, żeby nie spaść z tego cholernego dromadera. I jeszcze ten smród, długo jeszcze nie przywyknie.
Towarzystwo Vyrna mu nie przeszkadzało, właściwie była jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które mógł teraz odczuć. Nie był w grupie sam. Właściwie to w tej chwili czuł się ciężarem nawet, jeżeli miałoby się okazać, że jest kluczowym trybikiem w tej machinerii, jaką jest Entropia.
Było ich dwóch. Jeden był wysoki i smukły, można było wyczuć, że jest prawdziwym arystokratą.
Czuł się źle, jakby stracił swój cel. Właściwie, nie miał żądnego celu, zaś wszystkie jego decyzje były kierowane wewnętrzną intuicją. Spotkał ekipę Infiego, dołączył do ich grupy a tak naprawdę nie miał w tym żadnego celu. Przynajmniej świadomie. Coś w nim jednak było przekonane, że czyni właściwie, podróżując z tą grupą. Możliwe, że jest to droga do uzyskania odpowiedzi na wiele pytań dręczących umysł Zamaskowanego. Jakim cudem znalazł się na pustyni, jak dotarł do ludzkiej osady, wiele innych wątpliwości. W duszy miał Nieład, w umyśle mętlik, zaś w żołądku żółć palącą trzewia od tej jazdy. Jeżeli w tej drużynie był ktoś, kto potrzebował odpoczynku, to właśnie Ciemny go potrzebował najbardziej w tej chwili. Zbawieniem było pytanie Asima, czy chcą teraz odpocząć, zaś w oczach Ciemnego pojawiła się nadzieja.
Drugi zaś miał dzikość w oczach, odziany w skóry i dzierżący topory. Stali naprzeciwko siebie na moście.
- Muszę... zejść z tego cholerstwa.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

16 lip 2015, 19:15

MG

Drużyna jednogłośnie postanowiła, że czas na postój. Trudno się było dziwić. Kenkhar i Infi byli nadal nieprzyzwyczajeni do garbatych wierzchowców, a tym samym zmęczeni. Lilianna chciała się zapewne uwolnić od obmacującego ją żółtookiego, natomiast Ciemny i Vyrn po prostu padali z nóg. Wyciskanie z siebie ostatnich potów na początkowym, stosunkowo prostym odcinku zwyczajnie nie miało sensu.

Asim wskazał niewielką grupę ciernistych krzaków przy trakcie, w pobliżu których zapewne chciał się zatrzymać. Co prawda ta licha roślinność nie stanowiła dobrej ochrony ani przed wzrokiem, ani też przed warunkami pogodowymi, ale była lepsza niż nic. Przewodnik dotarł do niej pierwszy i zsiadł ze swojego wierzchowca. Podobnie uczynili pozostali. Kenkhar i Infi z pewnym trudem wylądowali na sztywnych nogach, pozostali mieli mniej szczęścia. Lilianna musiała oprzeć się na przywódcy Entropii i tym samym dopisać kolejny epizod do ich kontaktów fizycznych w tej podróży. Natomiast pod Vyrnem i Ciemnym nogi się zwyczajnie ugięły, sprawiając że obaj mężczyźni wylądowali ciężko na ziemi. Może i dobrze, ostatecznie i tak wszyscy musieli usiąść.

Powód dla którego Asim poświęcił tyle uwagi ciernistym krzewom szybko stał się oczywisty. Zaczął ostrożnie obrywać roślinność aby stworzyć ognisko i przygotować jakiś prosty posiłek, zapewne łudząco podobny do tego co Kenkhar i Infi mieli okazję już kiedyś jeść na pustyni. Gęste, mocno walące ziołami zupy, trochę suszonego mięsa czy ryb i wino do popicia tego wszystkiego.

Z całej drużyny właściwie tylko Lilianna była w stanie dostrzec, że Sokół był nieco zaniepokojony. Niechybnie kobieca intuicja okazała się w tym wypadku przydatna. Asim nie dawał tego po sobie łatwo poznać, a stan drużyny nie sprzyjał dokładnej obserwacji. Zapewne nie podobał mu się fakt pojawiających się co jakiś czas na horyzoncie jeźdźców.

Wymruczał coś do siebie cicho pod nosem nie przerywając pracy. Później jeszcze podszedł do znachora i wyszeptał kilka słów, ten odburknął coś w odpowiedzi. Nie powiedzieli nic drużynie, nie podjęli żadnych kroków. Może widniejący na horyzoncie jeźdźcy wcale nie byli zagrożeniem. A może tak sobie tylko wmawiali.
Postój mijał szybko, mieli jednak dość czasu aby zjeść prosty posiłek i nieco odpocząć. Nadal jeszcze nikt nie zadał pytania, czy pozostaną tutaj dłużej i prześpią się, czy też spróbują pokonać jeszcze część trasy przed zachodem słońca. Co prawda Asim wcześniej raczej wspominał jakoby miał zamiar wyruszyć dalej po popasie, jednak drużyna na pewno zdołałaby go przekonać do zmiany planów. Nie zależało mu na wykończeniu fizycznym jadących z nim osób. Ognisko powoli dogasało, nikt się nim już nie przejmował. Nie było już zresztą potrzebne. Po spełnieniu swojej roli w przygotowaniu posiłku trzaskający ogień stał się jedynie kolejnym źródłem morderczego ciepła. Wiszące na niebie słońce świetnie radziło sobie bez jego pomocy, wyciskając z podróżników niemałe ilości potu. A przecież nie byli jeszcze na prawdziwej pustyni, jedynie na trakcie przy jej obrzeżach.

Gdy tak siedzieli próbując przywrócić zdrętwiałe członki do stanu używalności Asim poderwał się nagle. Podążając ze jego wzrokiem pozostali mogli dostrzec gromadę jeźdźców, na pierwszy rzut oka ich liczba zamykała się gdzieś pomiędzy dziesiątką, a piętnastką. Nie było już wątpliwości gdzie zmierzają popędzone do galopu konie. Wprost na Entropię. Asim krzyknął w pustynnym języku coś, czego pozostali nie byli w stanie dosłownie zrozumieć. Niemniej jednak, przekaz słów był oczywisty. Trzeba było szykować się do walki. Zapewne szczodrość Infiego i ilość plotek jakie rozsiano wokół jego osoby przyciągnęła ludzi żądnych jego monet. Znachor ryknął chwytając za swój podobny do stołu młot. Asim począł nerwowo rozglądać się na boki, w końcu doskoczył do swojego wierzchowca i uniósł materiał siodła odsłaniając rękojeść jakiejś broni.

Konni pędzili w ich stronę zmniejszając dystans. Całej drużynie pozostało kilka minut na to, aby przygotować jakiś plan działania. Ich (prawdopodobnie) wrogowie mieli przewagę liczebną i zapewne byli mniej zmęczeni, nawykli do długiej jazdy. Nadjeżdżająca grupa wyglądała na jedną z wielu w okolicy gromad nomadów. Odziani lekko, niektórzy nawet bez jakiejkolwiek dodatkowej ochrony, która mogłaby pomóc im w walce. Ich broń zapewne także miała już swoje lata i nie była z najwyższej półki. Tylko co z tego, nie czyniło jej to raczej mniej śmiertelną.

Okolica raczej nie sprzyjała taktycznemu podejściu. Jedyne co mieli, to sporą ilość ciernistych krzewów, zebranych zapewne wokół jakiegoś niewielkiego źródła wody. Roślinność była bardzo gęsta, ciężko było się przez nią przedrzeć i porastała nierówny okrąg o jakichś siedmiu metrach średnicy. Miejscami wystawały spomiędzy nich jakieś wyższe, zielonkawe rośliny. Teren wokół był raczej równy, wszelkie wzniesienia były niskie i właściwie nieznaczące. Jedynie dalej przy trakcie majaczyła jakaś gromada skał, do której zapewne zdołaliby dotrzeć nim dogonią ich jeźdźcy gdyby zebrali się dostatecznie szybko. Trudno im było ocenić jak duże są skały ze względu na odległość.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

17 lip 2015, 16:06

Znużony Kenhkar zsunął się powoli z wierzchowca. Zaraz zaczął stawiać krótkie i prędkie kroki, chcąc sprawić, aby odrętwienie, które dopadło jego nogi, minęło jak najprędzej. Zerknął przy okazji na towarzyszy — Infi trzymał się nieźle, ale nie można było tego powiedzieć o reszcie świeżaków. Lilianna nie padła na ziemię tylko dlatego, iż pod ręką miała miecznika. Vyrn i Ciemny z kolei, pozbawieni podparcia, padli, pozbawieni władzy w nogach.

Dopiero teraz Kenh ogarnął, jak bardzo jest zmęczony. Najchętniej położyłby się spać. Ale musiał się jakoś trzymać.

Z kolejnymi minutami, już podczas posiłku, było coraz lepiej. Strawa dodawała sił. Pocenie się miało chyba jednak nie ustąpić. Cóż, pewnie taka specyfika pustyni.

Gdy Sokół zerwał się nagle na nogi, mag podążył za jego wzrokiem. To, co dostrzegł, gdy wstał, niespecjalnie mu pasowało. Przełknął z trudnością ślinę, domyślając się gdzieś w środku, co ich czeka. Asim coś zakrzyknął, ork chwycił swój młot.

Nadchodziło starcie. Czas, by nowi członkowie Entropii pokazali, na co ich stać.

— Ja bym wprowadził wielbłądy w tę osłonkę, co nam robią te krzaki — powiedział szybko Kenhkar. — Nawet konie nie pomogą im się przez nie przedrzeć. Nie ma co marnować sił na szukanie innego miejsca. — Przyłożył dłoń do czoła, rozglądając się. — Te krzaki tworzą nam coś w rodzaju muru. Brońmy więc bramy. — Ruszył rychło w stronę swojego wierzchowca. Niezależnie od tego, czy drużyna podążyłaby za jego pomysłem, czy też zdecydowała jednak czmychać, trzeba było zająć się wielbłądami.

Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

27 lip 2015, 22:38

Padł na ziemię gdy w końcu zszedł z tego zwierzęcia. Upał, zmęczenie i znużenie dały o sobie znać, gdy ugięły się pod Ciemnym kolana. Dzięki Bogom, już wolne. Mieli chwilę odpoczynku, mogli coś zjeść, napić się i odpocząć. Prawdopodobnie zamaskowany był osobą, która najbardziej tego potrzebowała. Chociaż z drugiej strony, był jeszcze Vyrn, który prawdopodobnie nie miał wcześniej kontaktu z piaskami pustyni. Całe szczęście, że Ciemny wiedział, czego mogliby się spodziewać na dalszej trasie.
Z pełnym brzuchem i po chwili odpoczynku Zamaskowany był w stanie nawet racjonalnie myśleć. Co prawda nogi dalej właziły w dupsko, zaś golenie błagały o litość, aczkolwiek mógł w tej chwili być dla nich nawet miłosierny. Siedział więc na ziemi. Czuł napięcie - nie potrafił określić źródła ani powodu, ale coś nie dawało mu spokoju. A może to tylko...
Asim poderwał się z ziemi, dobywając młot. Zaraz za nim obejrzał się Kenkhar, a Ciemny ujrzał w końcu zagrożenie kilkunastu jeźdźców, którzy szarżowali prosto na nich. Dobył swojego ostrza, które, choć krótkie, to byłoby mordercze w odpowiednich rękach. A teraz trzymała je dłoń, której właściciel właśnie przejżyje swój chrzest bojowy na nowo. W poprzednim wcieleniu ta broń by wystarczyła do unicestwienia oddziału ponad pięciokrotnie większego. Teraz Ciemny nie był jeszcze wprawiony w walce. Uznał, że pomysł maga na temat obrony zarośli był dobry. Nawet bardzo dobry. Krzaki cierniste będą bardzo dobrą osłoną przed końmi oraz nieopancerzonym przeciwnikiem, zaś "brama" będzie miejscem walki korzystnym właśnie dla obrońców. Więc, chociaż pierwszymi, którzy ujrzeli zagrożenie byli Asim z Kenkharem, to właśnie Zamaskowany właśnie ruszył do ciernistych krzewów.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

When the God Comes Back

10 sie 2015, 11:54

– Co jest. – Chwilę zajęło Infiemu zrozumienie, jakie konsekwencje zwiastuje widok, któremu się ze zmarszczonym czołem przypatrywał. Duża grupa jeźdźców galopowała ku Entropii z głębi pustyni. Na koniach. Wyglądało na to, że chcą usiec drużynę, zabrać jej pieniądze i zzuć buty stygnącym trupom, choć ich motywy nie były pewne. Taka bezczelność była nie do pomyślenia i zirytowała wojownika, który nie lubił domniemywać, za co tym razem miałby umierać. Liczył na to, że nomadzi chociaż się okrzykną, mówiąc, po co to wszystko, aby można się ich było później protekcjonalnie pozbyć. Niespiesznie, choć żaden z przeciwników nie mógł jeszcze widzieć jego teatrzyku, Infi podszedł do swojego wielbłąda i dobył Wygnańca. Gotowała się w nim krew, ale nie był to powód, aby zatracić resztki dumy i biegać w przerażeniu po tymczasowym obozie.

– To leć – powiedział tylko Kenhkarowi na jego propozycję, licząc na to, że pozostali do niego dołączą. Sam żółtooki stanął nieco z boku, z mieczem ujętym w obie dłonie i opuszczonym do pasa. W innym stanie umysłu na pewno wymyśliłby coś lepszego, korzystając z otoczenia, wielbłądów i pozostałego ekwipunku grupy, ale teraz na nic nie wpadł, nie chcąc też dołączać do tych, którzy udali się w kierunku krzaków. Długie ostrze jego miecza wodziło lekko po spękanej ziemi, niecierpliwie oczekując zatopienia się w jednym z nadciągających samobójców. Infi wyglądał może na łatwy cel, ale był pewien, że z łatwością będzie mógł uniknąć początkowego ataku z szarży, odpowiadając swoim i w miarę możliwości zrzucając z siodła pierwszego jeźdźca, z którym przyjdzie się mu zmierzyć (czy to podcinając nogi jego konia czy to uderzając nomada bezpośrednio). Względem kolejnych, którzy na pewno zjawią się wraz z nim, mężczyzna nie miał jeszcze żadnego pomysłu. Trzymanie ich na odległość mogło być dobre i dość łatwe, zważywszy na to, że broń Infiego miała znaczną długość, ale nie sposób było na ten moment stwierdzić, czy taktyka ta się powiedzie.

Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

15 sie 2015, 13:23

Vyrn chciał po prostu odpocząć. Zeskoczył z wielbłąda, ledwo utrzymując równowagę przy lądowaniu i oklapł w pierwszym lepszym dogodnym miejscu. Jak się okazało - jego wypoczynek nie miał trwać długo. Do ich obozowiska zbliżali się jeźdzcy z otwarcie wrogimi zamiarami. Vyrn rozejrzał się. Drużyna zaczęła się organizować. Kenhkar zajął pozycję w krzakach, Vyrn poszedł za nim, próbując przy okazji rozprostować kończyny i przygotować się do walki. Sprawdził sztylet w pochwie. Chyba będzie musiał go użyć, chociaż nie miał pomysłu, jak to zrobić przeciwko konnym.

Zająwszy pozycję, popatrzył na Infiego, który stał z dala od drużyny. Ciekaw był, co ma zamiar zrobić. Sam stawi czoła tylu jeźdzcom? Patrzył, jak wyciąga miecz. Czyżby ich przywódca stracił rozum? Cóż, Vyrn raczej nie miał zamiaru z nim o tym rozmawiać - bałby się, że Wygnaniec trafi prędzej w niego niż we wrogów.

Był gotów, na pozycji. Pozostało czekać na rozwój wydarzeń. Ciągle jednak przyglądał się zółtookiemu. Nie chciał przegapić niczego, co w ciągu następnych minut stanie się obok niego. Chciał mieć w pamięci dokładny rozwój wydarzeń. Z całej drużyny to właśnie przywódca wydawał się najbardziej interesujący, mimo że na pozór wyglądał na zwykłego, prostego brutala.

Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

15 sie 2015, 15:01

Ku nieszczęściu wszystkich jej złe przeczucia się ziściły. Lilianna jako krucha istota nie miała szans w walce z rosłym mężczyzną. Widząc, że przywódca Entropii zajął już pozycję zapominając o wszystkim i uzbroiwszy się w Wygnańca, kobieta wzięła ich wierzchowca z a wodze i truchtem poprowadziła go pod osłonę krzaków. Wróciła szybko, a jeźdźcy w tym czasie zbliżyli się znacznie.

Zajęła miejsce nieco z tyłu, bo w pierwszej linii na nic by się nie przydała. Wyjęła szable spokojnym ruchem. Zaczęła sięgać swoimi myślami do najeźdźców by dowiedzieć się coś o tym jakimi są przeciwnikami. Równocześnie próbowała wywrzeć wpływ na ich konie, żeby wpadły w popłoch, albo pozrzucały jeźdźców, o ile byłoby to możliwe. Czekała aż zbliżą się na tyle by móc w ten sposób zadziałać.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 sie 2015, 19:02

MG

Uderzenia końskich kopyt stawały się coraz głośniejsze. Za pędzącymi w stronę grupy jeźdźcami wznosiły się tumany wyrzucanego w powietrze pyłu. Widok był, jeśli nie przerażający, to przynajmniej budzący zaniepokojenie. No, może nie u Infiego, którego prosty mózg doszedł do równie prostych wniosków - że pora się napierdalać.

Pomysł wykorzystania w jakiś sposób krzaków wydawał się na pierwszy rzut oka dobry, chociaż sam Asim nieco się ociągał. Zapewne wątpił, że zapewnią one jakąkolwiek ochronę. Może miał nieco racji, drużyna nie miała czasu aby próbować się wedrzeć pomiędzy rośliny, czy wyciąć sobie jakąś drogę. A oczywistym było, że jeśli schowają się za nimi, to jeźdźcy zwyczajnie je okrążą. Niemniej jednak, nie można było odmówić Kenkharowi jednego - jego inicjatywa sprawiła, że chociaż jedna flanka grupy miała pozostać bezpieczna i zasłonięta. Problemem okazał się oczywiście Infi, który zignorował resztę zupełnie i postanowił pozostać w otwartym polu. Nie zmieniło to planów grupy, miecznik został pozostawiony samemu sobie, gdy reszta cofnęła się kilkanaście metrów w stronę gąszczu. Stojący nieco na uboczu żółtooki nadal był raczej trudny do przeoczenia. Najwidoczniej mężczyzna liczył, że zdoła sam stawić czoła nadciągającej dziczy. Kiedy wydawało się już, że będzie tak stał niczym skazaniec, ramię w ramię obok niego znalazł się znachor ze swym dziwnym młotem. Ork zawarczał jedynie. Zdawał się ignorować obecność Infiego, jednak wszyscy dobrze wiedzieli że tak nie jest. Żółtooki nie był sam.

Mieli coraz mniej czasu, który nieubłaganie uciekał. Każdy myślał o tym, jak przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Każdy robił to na swój sposób. Infi czekając już na starcie, Kenkhar próbując podejść do tego taktycznie, Vyrn głowił się jak zrobić jeźdźcowi krzywdę sztyleten, Asim natomiast patrzył w stronę nadjeżdżających posępnie. Ileż by zapewne dał teraz za konia. Przewodnik nie wyglądał na kogoś, kto lubuje się w walce.

Natomiast Lilianna pożytkowała ten czas jeszcze inaczej. Sięgała po swoje skryte przed innymi talenty, próbując wykorzystać te umiejętności na nowe, nieco odmienne sposoby. Starała się nawiązać z jeźdźcami i ich końmi podobny kontakt do tego, który nawiązywała już w przeszłości ze zmarłymi. Szybko udało jej się uzyskać jakąś odpowiedź. Ludzie jadący w ich stronę powodowali wrażenia zbliżone do tych, jakie docierały do niej od duchów. Szybko doszła do wniosku, że najwyraźniej jest to normalne i każdy człowiek ma w sobie coś z takiego ducha. Perfekcyjnie logiczne. Jednak nie pomogło jej to w ustaleniu jakimi przeciwnikami są ludzie w nadciągającej grupie. Po prostu nie dostarczało na ten temat żadnych informacji. Choć po tej krótkiej chwili poświęconej bardziej magicznemu spojrzeniu odniosła wrażenie, że są to ludzie raczej okrutni i nie pierwszy raz już robią coś takiego.

Podobnie sprawa miała się z ich wierzchowcami. Kobieta nie była pewna jak wprawić je w popłoch. Próbowała przemawiać do nich jak do zmarłych dusz, jednak nie wywołało to żadnej reakcji, którą drużyna mogłaby zauważyć. Może po prostu nic jej z tego nie wyszło. A może słowa to było zbyt mało.

Napięcie rosło. Oczekiwanie do jakiego byli zmuszeni było wręcz nie do zniesienia. W końcu jednak grupa dotarła do nich i... zaczęła zwalniać. Kilkunastu jeźdźców, którzy jeszcze przed chwilą pruli galopem, zatrzymało się w bezpiecznej odległości od Infiego. Konie niespokojnie tańczyły na suchej ziemi. Byli na tyle blisko że wszyscy mogli ich słyszeć, choć wypowiedziane słowa były skierowane do dzierżącego miecz mężczyzny. Fakt że jako jedyny pozostał z przodu zapewne sprawił, że uznali go za jedynego słusznego rozmówcę. No, był jeszcze ork. Ale ork był orkiem.

Nomadzi przedstawiali sobą kolorowe i mało jednolite towarzystwo. W większości byli ubrani w przypominające jopule, acz cieńsze, lżejsze i otwarte z przodu ubrania, oraz luźne spodnie. Niektórzy mieli gołe głowy, kilku było w hełmach, pozostali mieli na głowach zawiązane turbany. Jeden z nich rzucał się w oczy ze względu na dość misternie wykonany stalowy hełm, na którego czubku znajdował się sięgający łopatek koński ogon wykonany z czerwonych sznurków. Musiał zapewne ubrać go specjalnie na tę okazję, bo wątpliwe raczej aby spędzał w takim upale cały dzień z hełmem na głowie. Na jego czole już można było dostrzec krople potu.

Gdyby ktoś z drużyny postanowił szybko przeliczyć jeźdźców doliczyłby się czternastu. Z nich może połowa miała na sobie jakieś uzbrojenie w postaci skórzanych naramienników, kamizelek, czy niedużych, przytwierdzanych do przedramienia tarcz o okrągłym kształcie. Skórzane uzbrojenie dawało nieco ochrony, ale nie było czymś, co gwarantowała że powstrzyma dobre, silne pchnięcie wyprowadzone przez któregokolwiek z mężczyzn w drużynie. Poza dwoma bezwzględnie każdy z nomadów miał - jeśli nie posiadał tarczy - na lewym przedramieniu dość gruby, skórzany karwasz.

U siodeł i boków wisiała różnoraka broń. Prym wiodły zakrzywione, jednoręczne miecze typowe dla tego ludu. Jednak sporo też było krótkich, poręcznych buzdyganów oraz trzy lub cztery dzierżone w dłoniach włócznie. Co najmniej u pięciu koni przy siodle w sajdakach można było zauważyć łuki. Cięciwy były nałożone, broń jedynie czekała aż właściciele po nią sięgną.

- Wy oddacie pieniądze, broń i wielbłądy - padły zniekształcone przez nomadzki akcent słowa w Wolnej Mowie. Mężczyzna który przemawiał wysunął się przed grupę. To właśnie on był posiadaczem ciekawego hełmu i zapewne przywódczą bandy. Jego kary wierzchowiec prychał co chwila niespokojnie. Skośne oczy człowieka - świadczące o przodkach pośród ludów, które Autonomii raczej nie odwiedzały - wwiercały się w Infiego wyczekująco, zaś pewny ton głosu wyraźnie świadczył, że przywódca całej bandy oczekuje grzecznego potaknięcia i wykonania poleceń, niczego więcej i niczego mniej.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Charles William

18 sie 2015, 20:15

Jednak zdecydowali się gadać. Nomadzki pleb wysforował się ze swego stada, bełkocząc coś zza chusty okalającej jego kanciasty łeb barwy niezdrowego moczu. Do uszu Infiego doszły słowa takie jak „pieniądze”, „broń” i „oddacie”. Wyglądało na to, że postanowiono za niego. Gdyby nie jego wyraźnie przyćmiony umysł, z pewnością zacząłby się zastanawiać, czy wszyscy pustynni bandyci mają tak słabo rozwiniętą zdolność przewidywania przyszłości. W normalnej sytuacji może i byłoby tu miejsce na pertraktacje. Niestety, żadna drużyna, w skład której wchodził Infi, nie mogła uczestniczyć w takich sytuacjach.

Tamci chcieli złota i wielbłądów, jednak najważniejszym dla Infiego było to, że chcą także broni. Przy takiej przewadze i tak twardych żądaniach oczywiście nie sposób było się sprzeciwić. Wygnańca nie można było jednak oddać tak po prostu, do rąk. Urągałoby to wartości tego pięknego oręża. O wiele lepszym pomysłem zdało się jego posiadaczowi pozostawienie swojej brzytwy głęboko w ciele jednego z nich. Takie opakowanie idealnie pasowało zarówno do obdarowującego jak i do prezentu.

Jak robił to przy każdym z konfliktów, także i teraz Infi pozwolił swoim emocjom wziąć górę. Nie miał ich zbyt wiele, a główną był znany już jego kompanom gniew. Przeciwnie jednak do tego, co widzieli wcześniej, teraz był to gniew spotęgowany powagą sytuacji. Bijatyka w karczmie była czymś innym od poważnej walki na śmierć i życie, która teraz zbliżała się nieuchronnie. Obecny tutaj Kenhkar widział już, jak Infi zachowuje się w takich momentach, jednak nie wiedział, co zmieniło się w nim od czasu, kiedy zetknął się z Wygnańcem. Wpadnięcie w amok okazało się dla woja jeszcze łatwiejsze niż zwykle. Nie podobało mu się, że ktoś przerywa jego podróż w taki sposób. Nie podobało mu się, że chcieli jego rzeczy. Nie podobało mu się, że siedzą na koniach. Nie podobało mu się też, że są ludźmi pustyni. Wszystko, od skwaru, przez pozostałych członków Entropii, po ubrania, które nosił, denerwowało go niemiłosiernie. Nie budował w sobie tego gniewu w sposób świadomy, dorzucając węgla do pieca. Był to raczej ogień, który tlił się zawsze, a teraz zaczynał wymykać się spod kontroli… A Infi mu na to z chęcią pozwolił.

Nawet nie spojrzał na orka, który stanął u jego boku, choć szanował go za to, że postanowił doń dołączyć. Opuścił broń jeszcze niżej, podchodząc tak blisko najbliższego nomada, jak było to możliwe. Nie chodziło tu nawet o to, że mógł zostać zaatakowany, ale raczej o to, że nie potrafił długo utrzymać siebie w ryzach. W kuliminacyjnym momencie, gdy wszystko zalała ślepa furia, zaatakował. Używając wszelkich swoich zdolności, pragnął zabijać. Liczyła się dla niego ilość, więc nie zamierzał dać się głupio zabić. Jego stan nie pozwalał jednak na wymyślne uniki, więc używał ataku jako obrony. Wcześniej w takich sytuacjach zdarzało się, że instynktownie wiedział, skąd nadejdzie kolejny cios lub skąd nadleci strzała, więc liczył na to, że i tym razem będzie podobnie, co da mu szansę na reakcję.

Działania Infiego były nieprzemyślane i pochopne – po prostu głupie. Jego przeciwnicy mieli przewagę wysokości i szybkości, wszystko dzięki swoim koniom. Było ich też zdecydowanie zbyt wielu. Być może udałoby się szybko dopaść do tych z łukami, zanim w ogóle po nie sięgną. To byłoby dobre. Na korzyść woja działał element zaskoczenia oraz fakt, że jego przeciwnicy nie mogli się spodziewać po nim takiej siły i szybkości. Trzeba było bowiem dodać, że gdy się wściekł, był nieludzko wręcz sprawny.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.