Długi Trakt

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Długi Trakt

04 wrz 2011, 01:23

Obrazek
Trakt ten, oddzielający się w pewnym momencie od Traktu Iquańskiego, prowadził w kierunku południowo-wschodnim, pełnił przed odłączeniem się Niezależnego Księstwa Lokent od Autonomii rolę ważnego szlaku handlowego. To właśnie tą trasą kupcy z Wolenvain zmierzali niegdyś do Lokent – portowego miasta, do którego przypływają także kupcy z dalekich krain. Towary pospolite w tym regionie były tam wymienia za rzeczy bardzo rzadkie lub w ogóle tutaj nie występujące, co sprawiało, że przeważnie w zasięgu wzroku zawsze był jakiś podróżnik (lub ich grupka).
Obecnie jednak, gdy trakt biegnie przez granicę dwóch, nie utrzymujących zbyt ciepłych stosunków państw, Lokent wprowadziło kontrole graniczne, z którymi musiał liczyć się każdy, kto wyjechał z Lasu Cieni tym właśnie traktem.
Wzdłuż traktu występuje wiele małych gospód, gdzie można przenocować, zjeść czy nakarmić zwierzęta, choć ich liczba zmniejsza się właściwie z dnia na dzień.
Opiszmy jednak dokładniej samą trasę – brukowana, trwała droga jest nachylona, co zapobiega gromadzeniu się wody i ułatwia podróż w trakcie deszczu.
Trakt ten, jak sama nazwa wskazuje jest bardzo długi (ok. 200 mil średnich wolenvaińskich*), a jego krajobraz zmienny – od widoku na jezioro Iqua, przez podróż w cieniu Gór Ikrem, aż po Las Cieni i równiny Niezależnego Księstwa. Przebycie drogi od Derinu do Lokent zajmuje przeciętnemu pieszemu wędrowcowi około miesiąca.

*Jedna mila = 4200m.
Infi zaciągnął się świeżym, wiosennym powietrzem przywodzącym na myśl delikatną słodycz porannego pocałunku kochanków. Na niebie leniwie sunęły lekko przybrudzone obłoczki, zdawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę, aby zbadać ich konsystencję. Gdzieś w oddali słyszalne było stukanie dzięcioła o korę drzewa, któremu ten leśny doktor pomagał pozbyć się pasożytów. Sielska atmosfera dodawała otuchy, jednak idący traktem mężczyzna nie zwracał uwagi na otoczenie. Nie okazywał po sobie nawet śladu emocji, chociaż euforia rozpierała jego wątłą, acz wytrzymałą klatkę piersiową. Infi naciągnął kaptur, skrywając twarz. Wiedział, że dzisiaj jest ten dzień, dzień w którym zacznie wcielać w życie swój wielki plan. Instynktownie czuł, co dokładnie ma zrobić, aby dotrzeć do celu tej niepozornie rozpoczynającej się podróży. Nie zastanawiał się, co popychało go w ostatnich latach do takich, a nie innych działań, faktem było, że zawierzając własnej intuicji zawsze dobrze na tym wychodził.Zatopiony w myślach, mężczyzna wkroczył żwawym krokiem do Lasu Cieni.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Estelawien
Posty: 186
Rejestracja: 14 sie 2014, 13:06
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49681#49681

28 sie 2015, 17:41

Estelawien kuśtykała niezdarnie, wspierając się ciężko na ramieniu mężczyzny, gdy ten pomógł jej wstać, prowadząc w stronę pasącego się opodal konia. Nie była zbytnio w stanie, by zważać na to co też stało się z goniącymi ją umrzykami, czy faktem że właśnie obmacywał ją nieznajomy mężczyzna. Była wyczerpana, ledwie ciągnąc obolałe nogi przed siebie, jakby każdy krok miał być dla niej niemożliwym wysiłkiem, gdy raz za razem z jej ust uchodził cichutki, chrapliwy jęk. W końcu wiedziona dobrocią swego wybawcy, wsparła się na końskim łęku, wtulając umorusane czoło w bok jego siodła, gdy urywany oddech powoli uspokajał się w jej piersi. Nie miała sił, by zastanawiać się nad absurdalnością tej sytuacji; nad tym, że właśnie zupełnie jej nieznajoma dusza pochyliła się nad nią i wyciągnęła rękę, by wyciągnąć ją z tego bagna, choć równie dobrze mogła ją zabić i zgwałcić, uprzednio pozbawiwszy resztki dobytku. Mogła tylko zachodzić w głowę, dlaczego to robił, jednak na razie była mu po prostu i bezwarunkowo wdzięczna. Wciąż nawet najlżejszy szelest drażnił jej wyczulone, nerwy budząc paranoiczny, pełen strachu i napięcia płomień trawiący jej skatowany umysł. Słone łzy paliły jej brudne policzki, żłobiąc w nich wąskie ścieżki, gdy dawna zabójczyni drżała pod dotykiem otulającego jej plecy, chłodnego wiatru.

Gdy tylko podsunął jej bukłak pod nos przyssała się doń łapczywie, uchwyciwszy go jedną ręką, jakby zaraz miał zniknąć, będąc ledwie mirażem. Pierwszych parę łyków rozlało się po jej gardle, drapiąc już i tak podrażnione gardło, gdy Estelawien zakrztusiła się, gwałtownie, kaszląc i zalewając się napitkiem. Mimo to nim jeszcze się uspokoiła do końca znów zaczęła pić, nieco spokojniej i mniejszymi łyczkami, kojąc nieznośne pragnienie. Rozcieńczone, słodkawe wino zdawało się jej w tej chwili cudowniejsze niźli ambrozja, powoli rozlewając się po jej ciele i przywracając przynajmniej cień rozsądku i jasności w jej myślach. Dziękuję...tak bardzo dziękuję. Wymamrotała w swej głowie, czy to pod adresem nieznajomego, czy bogów oddychając głęboko i w końcu wlepiając weń zdecydowanie przytomniejsze, stalowe oczy.

-Ja...-zaczęła i znów zakaszlała, prawie nie zginając się w pół. Nie prawdę. Nie mów mu prawdy! Zawył cichutko jej instynkt, gdy znów złapała haust powietrza.-Ja podróżowałam z karawaną do Wolenvain. Zaatakowali nas...martwi. Ja...ja widziałam ich kości...oni gnili, ale...ale walczyli i...-znów zebrało się jej na płacz, gdy upiorne wspomnienia z siłą wołu uderzyły o jej rozchwiany ucieczką umysł.-Ja uciekłam. Pomógł mi...taki elf...ale potem chciał mnie zabić i...oni znowu nas znaleźli...oni....-zacisnęła dłonie na siodle jakby zaraz miała osunąć się na ziemię, gdy poczuła jak nogi zaczynają się pod nią uginać. W zasadzie cały czas mówiła prawdę, mieszając różne fakty i elementy swej historii, ale nie kłamiąc; nie do końca. Nie miała na to ani dosyć siły, ani rozsądku.-Błagam, nie zostawiajcie mnie tu, panie...proszę...zrobię wszystko, tylko mnie nie zostawiajcie.-zaszlochała, zrozpaczona i przerażona, wyglądając naprawdę żałośnie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

31 sie 2015, 19:31

MG

Szlachcic podtrzymał kaszlącą Estel, by w końcu wydusić z nich jakiś opis wydarzeń. Mężczyzna odsunął się dwa kroki od kobiety, lewą dłoń oparł na głowicy miecza. Drgnął lekko, gdy ta roztaczała swoją opowieść.

I trzeba przyznać, że opowieść brzmiała surrealistycznie. Niemalże niczym z jakiejś bajki, czy legendy którą opowiada się czasami siedząc wygodnie w domu i próbując zająć czas swój i znudzonych towarzyszy niedoli. Tymczasem stojąca przed nim dziewczyna nie tylko mówiła że to wszystko przeżyła, ale w dodatku płakała i trzęsła się udowadniając to samym sobą.

- Słyszałem plotki o tych lasach, że krążą tu nieumarli... - mężczyzna powiedział powoli, Estelawien jednak miała wrażenie, że w jego głosie jakby zadrgała nuta niepewności, niedowierzania? Wsparta na głowicy miecza dłoń jakby mocniej się zacisnęła. Ale może to była tylko jej podświadomość.

- Z powodu tych plotek i zerwania stosunków z Lokent... nie jeżdżą tędy karawany - mężczyzna dokończył swoje zdanie i rozwiał tym samym wszelkie wątpliwości kobiety. Nie uwierzył jej. Zadziwiające jak krótkie nogi miało to kłamstwo, nie było w stanie nawet przejść kilku kroków traktem.

Rycerz zamilkł, spoglądając na nią nieufnie. Widać było, że jest rozdarty. Z jednej strony wydawało mu się, że dziewczyna potrzebuje pomocy. Płakała, wyglądała jak ostatnie nieszczęście, słaniała się na nogach. Nie była kimś, kto stanowił zagrożenie. Przynajmniej ona. Mężczyzna rozejrzał się znów po okolicy. Przez chwilę stał patrząc na nią w napięciu, w końcu westchnął cicho i opuścił nieco głowę. Nie był głupi, ale najwidoczniej należał do tych osób, które dobroduszność pewnego dnia doprowadza do nieszczęścia. Nie był jeszcze pewien czy to już ten dzień, ale nie chciał zostawiać rudowłosej samej w środku lasu.

- Jesteś w stanie dosiąść konia? - skinieniem głowy szlachcic wskazał drugiego, jucznego konia. Co prawda nie był on osiodłany, a niósł różnorakie pakunki, jednak nie sprawiało to że nie można było go od biedy dosiąść. Pytanie tylko, czy Estelawien mogła utrzymać się na jego grzbiecie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

17 lis 2015, 15:10

//Lafran

MG

- Tak mówisz? Od kiedy to prostych mężczyzn-mieszańców noszących elfickie symbole sprzedają przy traktach opowiadając historyjkę o wyjątkowo marnej próbie kradzieży? - mówił dalej, a w jego głosie wciąż przebijała ironia i oschłość. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że takim człowiekiem właśnie jest, oschłym, prześmiewczym i ironicznym.

- Nie, głupi dzieciaku. Masz żyć. Mój dług nie jest twoim długiem. Moim też już zresztą nie. Odzyskałeś wolność. Odzyskałeś życie. Czy ten, który cię wychował był tak nieudolny, że nauczył cię myśleć tylko o zabijaniu?

Mężczyzna wyciągając wreszcie z juków jakiś mieszek, który zdawał się pusty. Zajrzał do środka, po czym cisnął go poirytowany gdzieś w bok. Tak, zdecydowanie był pusty. Najwidoczniej stwierdził, że dalsze poszukiwania nie mają sensu, wrócił i usiadł przy ognisku.

- Nie rozumiem dlaczego nie zabrali ci tej szarfy, zapewne można ją sprzedać w niezłej cenie - kontynuował beztrosko, nadgryzając jabłko, które musiał wyjąć jakimś cudem podczas przeglądania juków.

- Wydłubiesz komuś oko - skomentował gdy tylko Lafran wyciągnął swoją szablę. Nie przestawał prowokować i rzucać coraz to kolejne uwagi, zapewne prowadząc tym sposobem swoistą grę, która miała wystawić dumę Lafrana na próbę.

- Niektórzy mówią, że miecze nie lubią gdy się ich dobywa w innym celu niż przelanie krwi. Giną szybko, jak większość głupców. Skoro do nich nie należysz, to może jest jeszcze dla ciebie nadzieja. Chociaż sprzedawca raczej niezbyt cię cenił. Wydałem dziesięć szylingów. Piętnaście razem z szablą.

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

18 lis 2015, 17:34

Pół-elf zacisnął zęby. Nie podobały mu się słowa mężczyzny. Nie, dlatego, że go obrażał, chciał poniżyć czy coś podobnego. Chociaż kwestionowanie mistrza, z którym Lafran związał się emocjonalnie zabolało. Nie podobało mu się, dlatego, że każde zdanie było gorzką prawdą, którą musiał przełknąć. Polana sosami ostrej ironii i słonej oschłości. Podane w najbrutalniejszy możliwych sposobów.

Spojrzał się na swoją szablę. Też miał rację, jeśli chodzi o oręż. On idący drogą zarówno magii jak i bogini zapomnianej przez wielu, niechciane dziecko dwójki z piętnastki dawno powinien to dostrzec. Każde ostrze powinno być wyciągane tylko w dwóch celach. Przelania krwi i obrony czyjegoś życia. Choć oba cele często są nierozłączne. Są momenty, kiedy bez zabicia kogoś nie uratuje się drugiego istnienia. A przez niepohamowaną rządzę przygód i wyzwań nie spełnił swojej roli, jako przywódca. Jego towarzysze zaginęli przez to, że dał się ponieść emocjom. Jednak pojął tą lekcję, nad, którą zapewne długo będzie jeszcze medytował.

Schował szablę i skłonił się pokornie swemu wybawicielowi.

- Dziękuję ci za te gorzkie, lecz jakże prawdziwe słowa mądrości. Wezmę je sobie do serca by w przyszłości nie popełniać już pochopnych czynów. Przyjmuję, że jestem twoim podwójnym dłużnikiem. Powiedz mi, zatem jak mogę spłacić owy dług? Czy mogę chociaż ulżyć ci w twojej wędrówce? - Czuć było skruchę i wdzięczność w jego głosie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 lis 2015, 22:18

MG

Mężczyzna zarechotał w krótkiej salwie śmiechu.

- Ależ ty jesteś wyniosły. Nic nadal nie zrozumiałeś, prawda? Chciałoby się odpowiedzieć, że jestem takim samym głupcem jak i ty, ale zdecydowanie bym przesadził - rzucił w ogień garść patyków, iskry wystrzeliły wysoko w zimne powietrze powoli znikając.

- Wiele jeszcze musisz zobaczyć, skoro przytyki starego człowieka nadal niosą dla ciebie mądrość - stwierdził, znów niejako ganiąc Lafrana.

- Kogoś ty wychował - wymamrotał do siebie. Niesiony wiatrem szept i niewyraźny ruch ust były dla młodego półelfa niemal niezauważalne. W gruncie rzeczy Lafran nie był pewien, czy przypadkiem się nie przesłyszał, a rzucone w niebyt słowa były jedynie kolejnym ironicznym komentarzem, wbitą w jego ciało mentalną igłą.

- Od tego, żeby ulżyć w mojej wędrówce jest on - rozmówca Lafrana wskazał niedbałym gestem przywiązanego nieopodal konia. - Ale skoro chcesz się już na coś przydać, to potrzymać w nocy wartę, żebym chociaż raz miał okazję się porządnie wyspać.

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

21 lis 2015, 16:59

Czy to był wiatr, a może precyzyjnie, ledwo słyszalne zdanie by wbić gwóźdź prawdy w jego głowę. Z drugiej strony czy to było teraz ważne? Lafran był mu wdzięczny za uratowanie życia więc musiał ze stoickim spokojem znosić każdą docinkę ostrą niczym sztylet wbity w serce.

- Nie ma problemu. I tak dostatecznie długo się wyspałem po tym jak dostałem po łbie. – Pół-elf uśmiechnął się krzywo. – Jeśli chcesz możesz iść spać nawet teraz. Popilnuję by nikt nas nie zaszedł.

Lafran zaczął wpatrywać się w ogień.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

21 lis 2015, 23:08

MG

W ogniu, w który Lafran się wpatrywał nagle buchnął w górę kolejny płomień. Iskry pomknęły w górę dogasając powoli w powietrzu, a wzruszona sterta drewna przewróciła się na bok. Okolica rozjaśniła się na krótką chwilę. Rozbłysk minął, a wokół znów zaczęła wygrywać ciemność. To mężczyzna rzucił kolejną, niemałą ilość drewna wprost w objęcia chciwych płomieni.

- Stąd nie przyjdzie z pewnością - parsknął.

Siwowłosy jegomość poukładał swoje bagaże w pobliżu ognia i oparł się o nie plecami. Wyglądało na to, że z jego strony Lafran miał już więcej komentarzy nie usłyszeć. Słońce zniknęło kompletnie za horyzontem, a wokół poczęła rządzić się ciemność. Wybawiciel młodego półelfa owinął się szczelnie płaszczem i przymknął oczy. Trudno było powiedzieć, czy zasnął czy, też nadal czuwał.

Przywiązany niedaleko koń nadal skubał mozolnie trawę, co jakiś czas prychając cicho, czy też postukując podkutym kopytem. Można rzec, że okolica przedstawiała sobą zaiste sielankowy obraz, a noc mijała spokojnie.

Spokojnie aż do samego wschodu słońca. Gdy pierwsze promienie poczęły dobywać się zza horyzontu starszy mężczyzna wstał i zaczął przygotowywać się do dalszej drogi. Lafran też wypadł z transu, w który wpędziło go całonocne czuwanie. Nie był w gruncie rzeczy pewien, czy jakoś w ciągu nocy nie zasnął, cała ta "warta" zlała mu się w jedną wielką plamę w pamięci. Niemniej jednak, nadal był cały i zdrowy. Pozostawało jedno pytanie. Co miał zamiar zrobić teraz?

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

27 gru 2015, 13:21

Wpatrywanie się w wesoło tańczące płomienie ognia zawsze było pewnym rodzajem medytacji. To płomień był symbolem jego bogini oraz jego mocy. Choć jego umiejętności we władaniu nią zapewne mocno ustępowały wielu, kształcącym się latami magom.

Nawet nie zauważył, kiedy nastał świt. Cała noc wpatrywania się w ogień i czuwania. Był pewien, że przynajmniej parę razy zasnął. Zbyt długi trans, a do tego zmęczenie po wielu trudach i przeżyciach dawały o sobie znać. I ta igła bólu wbita przez sumienie po stracie swoich towarzyszy. Nawet, jeśli miał świadomość, że to nie była w pełni jego wina to jednak i tak czuł się odpowiedzialny za to, co się stało.

Lafran przyglądał się jak mężczyzna pakował swoje rzeczy i szykował do drogi. Poczuł, że przyszła pora by on również wyruszył. Najlepiej w stronę najbliższego miasta. Tam już prędzej postanowi, co dalej począć ze sobą. Może znajdzie jakąś pracę? Odbuduję drużynę? Albo zajmie się szerzeniem swojej wiary? Sam nie wiedział, co bogowie mu przyniosą z wielkiego worka losu.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 wrz 2016, 13:51

MG

Gdy wybawiciel Lafrana przygotował się do dalszej drogi chwycił wodze konia i począł prowadzić go w stronę drogi. Przystanął na chwilę i spojrzał na półelfa.

- Masz przed sobą wiele nauki. Jesteś jak dziecko, które otrzymało narzędzia, jednak nie potrafi się nimi dobrze posłużyć. Radziłbym ci następnym razem bardziej uważać - rzucił, po czym wyszedł na drogę. Nie dosiadł konia, a ruszył dalej prowadząc go powoli przed siebie. Objuczone zwierzę posłusznie podążało za swoim panem. Skierował się w stronę Derinu, zapewne kontynuując podjętą swego czasu wędrówkę. Jak długo już szedł, dokąd i po co? To pozostawało dla Lafrana tajemnicą. Zapewne gdyby się szybko zebrał mógłby go jeszcze dogonić i kontynuować wspólną podróż, w końcu szli w tym samym kierunku. Mógł też poczekać aż tamten się oddali i zapewne stracić go z oczu na zawsze. Półelf miał silne przeświadczenie, że ten starszy mężczyzna wie o nim i jego przeszłości dużo więcej niż powinien, tak jakby gdzieś go już kiedyś poznał. Jego zachowanie, sposób bycia i komentarza właśnie na to wskazywały. Jakby był jakimś śladem przeszłości, którą Lafran swego czasu niejako zostawił za sobą. Czy chciał do niej sięgać?

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.