Długi Trakt

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Długi Trakt

04 wrz 2011, 01:23

Obrazek
Trakt ten, oddzielający się w pewnym momencie od Traktu Iquańskiego, prowadził w kierunku południowo-wschodnim, pełnił przed odłączeniem się Niezależnego Księstwa Lokent od Autonomii rolę ważnego szlaku handlowego. To właśnie tą trasą kupcy z Wolenvain zmierzali niegdyś do Lokent – portowego miasta, do którego przypływają także kupcy z dalekich krain. Towary pospolite w tym regionie były tam wymienia za rzeczy bardzo rzadkie lub w ogóle tutaj nie występujące, co sprawiało, że przeważnie w zasięgu wzroku zawsze był jakiś podróżnik (lub ich grupka).
Obecnie jednak, gdy trakt biegnie przez granicę dwóch, nie utrzymujących zbyt ciepłych stosunków państw, Lokent wprowadziło kontrole graniczne, z którymi musiał liczyć się każdy, kto wyjechał z Lasu Cieni tym właśnie traktem.
Wzdłuż traktu występuje wiele małych gospód, gdzie można przenocować, zjeść czy nakarmić zwierzęta, choć ich liczba zmniejsza się właściwie z dnia na dzień.
Opiszmy jednak dokładniej samą trasę – brukowana, trwała droga jest nachylona, co zapobiega gromadzeniu się wody i ułatwia podróż w trakcie deszczu.
Trakt ten, jak sama nazwa wskazuje jest bardzo długi (ok. 200 mil średnich wolenvaińskich*), a jego krajobraz zmienny – od widoku na jezioro Iqua, przez podróż w cieniu Gór Ikrem, aż po Las Cieni i równiny Niezależnego Księstwa. Przebycie drogi od Derinu do Lokent zajmuje przeciętnemu pieszemu wędrowcowi około miesiąca.

*Jedna mila = 4200m.
Infi zaciągnął się świeżym, wiosennym powietrzem przywodzącym na myśl delikatną słodycz porannego pocałunku kochanków. Na niebie leniwie sunęły lekko przybrudzone obłoczki, zdawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę, aby zbadać ich konsystencję. Gdzieś w oddali słyszalne było stukanie dzięcioła o korę drzewa, któremu ten leśny doktor pomagał pozbyć się pasożytów. Sielska atmosfera dodawała otuchy, jednak idący traktem mężczyzna nie zwracał uwagi na otoczenie. Nie okazywał po sobie nawet śladu emocji, chociaż euforia rozpierała jego wątłą, acz wytrzymałą klatkę piersiową. Infi naciągnął kaptur, skrywając twarz. Wiedział, że dzisiaj jest ten dzień, dzień w którym zacznie wcielać w życie swój wielki plan. Instynktownie czuł, co dokładnie ma zrobić, aby dotrzeć do celu tej niepozornie rozpoczynającej się podróży. Nie zastanawiał się, co popychało go w ostatnich latach do takich, a nie innych działań, faktem było, że zawierzając własnej intuicji zawsze dobrze na tym wychodził.Zatopiony w myślach, mężczyzna wkroczył żwawym krokiem do Lasu Cieni.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Keria
Posty: 14
Rejestracja: 01 mar 2014, 00:19
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47092#47092

30 mar 2014, 14:39

Cieszyła się, że rozmowa zeszła na wiedzę, naukę. Ten temat był jej bliższy niż cokolwiek innego, wszak większość swego życia spędziła na poznawaniu nowych dziedzin i doskonaleniu swych umiejętności. Wojownik z niej był marny, wierzyła w siłę umysłu i była bardziej niż zadowolona, gdy spotykała ludzi podobnych do niej pod tym względem, nie będących próżnymi ignorantami o mięśniach ogromnych rozmiarów i broni, której Keria nawet nie byłaby w stanie unieść, nie mówiąc już o posługiwaniu się nią. Nie twierdziła, że wszyscy wojownicy byli głupi i niewarci uwagi – jedynie większość z tych, których do tej pory poznała. Niestety.

Przypomniała sobie o sytuacji z przeszłości, która zaczęła się bardzo podobnie. Spotkała mężczyznę, który był zafascynowany jej zdolnościami i wprawił ją w podziw swoimi. Zaproponował jej wzajemną naukę i przyjęła jego ofertę. Niespełna pół roku później była sama, ze złamanym sercem i magicznie uszkodzona. Nie dopuszczała jednak do siebie myśli, że po raz drugi podobne wydarzenie mogłoby mieć miejsce, nie miała przecież aż takiego pecha!

- Na pewno nie będziesz – powiedziała, wciąż lekko nieobecna. Po chwili uśmiechnęła się jednak lekko, nie chcąc, by Drasim zaczął się pytać o powód jej zamyślenia. - Zielarstwo nie jest aż tak trudne, to kwestia nauczenia się kilku szczegółów i umiejętności wykorzystania tej wiedzy później przy przygotowywaniu mikstur i leczeniu.

Kiedy wyciągnął do niej rękę, by pomóc jej wstać, nie wiedziała, co zrobić. Nie przestawała się uśmiechać, nie widać po niej było jej ogromnego skonsternowania, jednak wewnętrznie analizowała szybko dwie możliwości. Nie mogła odmówić jego pomocy bez wzbudzania podejrzliwości Drasima, ale z drugiej strony niezbyt chciała go dotykać. Trudno. Jej to nie zaszkodzi, wzdragała się przed kontaktem fizycznym z czystej uprzejmości i poszanowania innych.

Przyjęła jego pomoc i w momencie, w którym dotknęła dłoni mężczyzny, jej umysł zalał strumień cudzych myśli. Wiedziała, że nie mógł jej poczuć w swojej głowie, za to ona miała pełny wgląd w to, co czuł i myślał. Dostrzegała wyraźną ciekawość, którą wzbudziła w Drasimie swoim zachowaniem, słyszała, jak się zastanawiał, czy będzie chciała kontynuować z nim podróż, skoro ma Pimpusia i może znacznie szybciej dotrzeć do celu. Nie wyczuła żadnych wrogich myśli, niczego, co sprawiłoby, że czułaby się zagrożona lub miała ochotę na natychmiastowe opuszczenie mężczyzny. Zyskała tylko gwarancję swoich przeczuć i, zadowolona, przerwała kontakt, puszczając rękę Drasima, gdy tylko stanęła na nogi.

- Nie ma za co – odparła, wyraźnie wesoła, na kolejne podziękowanie. - Bardzo chętnie będę ci towarzyszyć aż do Derinu, dość mam samotnej wędrówki.
Przywołała swojego konia krótkim okrzykiem i podniosła z ziemi siodło. Zwierzę było w o wiele lepszym stanie niż przed odpoczynkiem, nie tylko Keria męczyła się wielogodzinną jazdą w taką pogodę. Zaczęła siodłać Pimpusia, mając na uwadze to, by jej koniowi było wygodnie i nic go nie uwierało. Zamocowała juki, obróciwszy zwierzę tak, aby Drasim nie mógł dostrzec, jak zakrywa łuk dużym workiem, który zasłaniał go całkowicie.

- Jeśli chcesz, mogę powieźć twoją torbę, będzie ci na pewno lżej iść – odezwała się, gdy tylko skończyła przygotowywać się do podróży. Przewiesiła torbę przez ramię i wyciągnęła włosy spod jej paska, żeby nie krępowały ruchów jej głowy.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

30 mar 2014, 15:40

Drasim był zadowolony z nawiązanej współpracy z Kerią. Wymiana wiedzy przysłuży im się. Dobrze zrobił, że nie zszedł z traktu by uniknąć tajemniczego z początku jeźdźca. Nie dość, że nie będzie musiał sam podróżować to jeszcze przy okazji się czegoś nauczy. Same plusy. Zauważył jej niemal niewidoczną nieobecność, jakby myślami była zupełnie gdzieś indziej, ale jego twarz nie zdradzała niczego. Co prawda znał się na zielarstwie, potrafił rozróżnić różne rośliny i wiedział co i jak zastosować, ale warzenie mikstur było dla niego nowością. Z pewnością taka wiedza mu się przyda.

Wyciągnięta przez uzdrowiciela ręka stanowiła niejako próbę. Już wcześniej zauważył jej zachowanie, unikała jak mogła kontaktu fizycznego. I teraz również widział, że jasnowłosa się waha, jakby zastanawiała się co zrobić. Po chwili jednak wyciągnęła dłoń i przyjęła jego pomoc, z czego był rad. Jego uwadze nie uszła jej wesołość, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Zamiast tego uśmiechnął się na wieść o tym, że zamierza mu towarzyszyć. Droga powinna minąć w miarę szybko. Obserwował jak Keria pakuje się i przez głowę Drasima przeszła myśl by spróbować jej pomóc, ale stwierdził, że ona sama sobie poradzi. Poza tym nie znał się na koniach, a nie chciał czegoś po prostu spieprzyć. Na propozycję dziewczyny pokręcił przecząco głową.

- Właściwie to jest prawie pusta i nie stanowi żadnego poważnego ciężaru dla mnie. – Odparł. Fakt, że torba nie ważyła zbyt wiele nie był jedynym powodem. Zielonooki zwyczajnie nie miał ochoty oddawać dopiero co poznanej osobie swojego dobytku, nieważne jak sympatyczna się zdawała. Uzdrowiciel spokojnie poczeka, aż dziewczyna dosiądzie swojego wierzchowca i ruszy w dalszą drogę, ciekaw jak dalej potoczy się ich znajomość.

- Masz jakieś plany dotyczące wizyty w Derinie? – Zapytał Drasim, chcąc jakoś podtrzymać rozmowę. Poza tym dobrze było się dowiedzieć co kobieta zamierza. On sam chciał zarobić trochę pieniędzy, a przynajmniej miał taki zamiar. Bo co z tego wyniknie to dopiero się okaże.

Awatar użytkownika
Keria
Posty: 14
Rejestracja: 01 mar 2014, 00:19
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47092#47092

30 mar 2014, 16:31

- Rozumiem – odparła, domyślając się, że nie tylko z tego powodu odmówił. Ona sama miałaby wielki problem z zaufaniem dopiero poznanej osobie z całym swoim dobytkiem, mało komu pozwalała dotknąć swojego konia lub którykolwiek z juków, nie mówiąc nawet o niesieniu ich czy przeglądaniu ich zawartości. Kochała swoją prywatność, był to też jeden z powodów, dla których starała się ograniczyć kontakt fizyczny z innymi – nie chciała naruszać ich prywatności.

Pogłaskała Pimpusia po pysku i zgrabnie wsiadła mu na grzbiet. Siodło, które nosił, było stare i wytarte, ale bardzo wygodne, zarówno dla jeźdźca, jak i konia. Sprawiało, że jazda była czystą przyjemnością i wręcz nie chciało się zsiadać z Pimpusia. Dziewczyna poprawiła się na siodle, chwyciła wodze w prawą rękę i lewą przełożyła pasek od torby przez głowę, by mogła torbę bezpiecznie przekręcić za siebie i mieć gwarancję, że nie zgubi jej, gdyby była zmuszona do szalonego pędu. Lubiła być pewna, że będzie sobie w stanie poradzić w każdej sytuacji, jaką może napotkać.

- No to idziemy – powiedziała, świadomie nie używając czasownika "jedziemy", który byłby bardziej odpowiedni do opisania jej samej. Nie chciała jednak sprawiać, by Drasim się poczuł w jakikolwiek sposób gorszy, ponieważ nie miał konia. Nigdy nie wiadomo, za jakie błahostki inni mogą się obrazić, a teraz Keria nie chciała stracić jego sympatii, bo zależało jej na chociaż ogólnej nauce leczenia.

- Prawdopodobnie przejdę się po sklepikach i straganach i uzupełnię swoje zapasy roślin, zaoferuję swoje usługi w różnych miejscach, wszystko zależy od tego, co ujrzę w mieście, nigdy jeszcze tam nie byłam i nie bardzo wiem, czego się spodziewać – zaczęła wyliczać, choć w zasadzie było jeszcze wiele rzeczy, które mogła zrobić. W każdym miejscu, do którego przybywała, szukała zatrudnienia w różnej formie, niekiedy robiła za skrybę, czytała innym pisma, tłumaczyła teksty, pomagała w przytułkach, zaopatrywała sklepiki lub nawet wysoko urodzonych, nie miała większego problemu ze znalezieniem sobie zajęcia, gdy tylko trochę się postarała, zawsze dawała sobie radę.

Ruszyli wolno przed siebie. Keria jechała o wiele wolniej, niż zazwyczaj, jednak nie żałowała tego, bo miała wreszcie towarzystwo inne od kochanego konia, który przecież nie mógł jej na nic odpowiedzieć. Szybko Derin pojawiło się na horyzoncie, a dziewczyna nie mogła oderwać od niego wzroku. Już dawno nie była w większym mieście, ostatnimi czasy trzymała się mniejszych wiosek, o których większość osób nigdy nie słyszało. To będzie miła odmiana od rutyny, jak sądziła Keria. Ciekawe tylko, czy się nie przeliczyła.

z/t dla obojga
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

16 kwie 2014, 19:39

MG

Spokojnym krokiem przez trakt zmierzała pewna osobliwość. Osobliwość ta miała postać odzianego w ciemne szaty osobnika z kapturem na głowie, nie sposób było z miejsca rozpoznać jego płeć, czy przynależność rasową. Osobnik ów prowadził ze sobą konia.

Konia, który również przedstawiał się osobliwie. Można się zastanawiać, po co prowadzić konia za uzdę gdy można go dosiąść. Otóż, w wypadku tego konia najwyraźniej było to z jakiegoś powodu średnim pomysłem. Głównym powodem zapewne był fakt, że przerzucona przez niego była pewna osoba, a właściciel najwidoczniej nie chciał zbytnio męczyć zwierzęcia. Lafran kiwał się to w prawo, to w lewo w rytm kroków wierzchowca, a skrępowane na plecach ręce nie ułatwiały utrzymania równowagi.

Związany mężczyzna nie miał właściwie pojęcia jak długo był nieprzytomny, ani też dlaczego znajduje się gdzie się znajduje. Przekręciwszy się w niewygodny sposób mogliby zauważyć, że Las Cieni znika powoli w oddali, a on sam zmierza w stronę Derin, lub też Lokent. Logika podpowiadała to pierwsze, jednak logika wielokrotnie potrafiła zawodzić w tym miejscu. Sam fakt jego obecności właśnie na tym trakcie, czy też w takich warunkach był zgoła nielogiczny i wymykał się wszelkim próbom zrozumienia. Przecież niedawno jeszcze najzwyczajniej w świecie pracował dla dość upierdliwego pracodawcy, który to nie wyglądał jednak na kogoś, kto może spowodować tego typu problemy.

Mężczyzna w ciemnych szatach szedł bez słowa, jedynym dźwiękiem z jego strony był miarowy oddech, który dało się usłyszeć pomiędzy stuknięciami końskich kopyt. Gdzie i po co prowadził zwierzę wraz ze skrępowaną ofiar? Pozostawało to zagadką. Niewątpliwie droga ta miała się ciągnąć jeszcze przez jakiś czas, a jej finał mógł się okazać nieszczególnie przyjemny.

Wyglądało na to, że jest ich tylko dwójka. Nikogo więcej nie dało się dostrzec w pobliżu. Z jakichś powodów postanowiono zostawić Lafrana wyłącznie w towarzystwie jednej osoby, zapewne uznając, że nie stanowi zbyt wielkiego zagrożenia, lub też z konieczności takiego czynu. Co się stało z towarzyszącym mu do niedawna Austem? Tego mógł się jedynie domyślać. Nie mógł mieć w gruncie rzeczy nawet pewności, czy jego znajomy jeszcze żyje.

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

16 kwie 2014, 23:15

Lafran rozglądał się na tyle, na ile pozwalała mu jego pozycja. Głowa bolała go tak jakby wszyscy powiernicy Lorven skakali mu po głowie. Nie wiedział gdzie jest, co tutaj robi, ani dlaczego został porwany. Jedynie, co pamiętał, to fakt, że otoczyła ich jakaś niegodziwa grupa i groziła śmiercią mu jak i Austowi.

Na myśl o Austcie oczy mu się otworzyły szeroko. Zaniepokojony zaczął się zastanawiać czy z towarzyszem wszystko w porządku. Co, jak co, ale stary, zdziecinniały elf był ostatnią osobą, jaka mu została. Jedyny przyjaciel w wędrówce, jeden z ostatnich członków Czarnych Kotów. Zastanawiał się, co z niego za przywódca skoro pozwolił, by wszyscy jego towarzysze zaginęli, poginęli lub odeszli. Zaczął modlić się w duchu do swojej bogini, by zachowała biednego starca przy życiu.

Po pewnym czasie zaczął dokładnie przyglądać się swojemu… sam nie wiedział, komu. Porywaczowi? Eskortującemu? Wybawicielowi? Tą ostatnią myśl szybko odegnał, bo to było praktycznie niemożliwe. Jednak intrygował go fakt, że owy mężczyzna jest ubrany w taki, a nie inny sposób. Ciemne szaty, kaptur i ten oddech. Wręcz wyrwany z jakieś kiepskiej opowieści barda. Zastanawiał się, dokąd go prowadzi. Czy to jakiś kultysta? Natomiast w przerwach pomiędzy rozmyślaniami próbował jakąś wyswobodzić się z więzów. Jednak zdawało mu się, że zbyt dobrze go związał. Jak wieprza na rzeź.

W końcu zebrał w siebie odwagę i powiedział tajemniczej osoby.

– Wybacz mi panie, że przerywam jakże przyjemny spacer – powiedział spokojnym głosem półelf, – ale mógłbyś mi powiedzieć, dokąd mnie prowadzisz? – Powiedział znacznie głośniej.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

19 kwie 2014, 21:13

MG

Prowadzący konia mężczyzna chrząknął, mruknął coś po czym skręcił schodząc z traktu i kierując w stronę niewielkiego zagajnika nieopodal.
- Więc obudziłeś się. Trochę to trwało. – wymruczał w przestrzeń przed sobą, choć słowa jego niewątpliwie skierowane były do Lafrana. Więzień nadal nie był w stanie dojrzeć twarzy nieznajomego, a ten najwidoczniej nie kwapił się do odwracania.

Koń został wprowadzony w zagajnik przy trakcie, gdzie jego właściciel westchnął i puścił uzdę. Rozejrzał się wokół wspierając dłonie na biodrach. Uważnie się przyglądając Lafran mógłby dostrzec niewielki ruch pod kapturem, który świadczył, iż skryta pod nim głowa została potrząśnięta w wyrażającym zadowolenie skinięciu.

- To dobre miejsce na obóz – padło stwierdzenie, po którym mężczyzna odwrócił się chwycił dłonią głowę Lafrana i zepchnął go z konia. Mając związane ręce i nogi popchnięty mógł jedynie próbować nieudolnie wylądować na ziemi, co skończyło się niegroźnym, ale dość mocno odczuwalnym obtłuczeniem tyłka.
- Nie pokładaj się pod koniem. – Zwierzę zostało odprowadzone do młodego drzewa, gdzie je przywiązano, oraz zdjęto z niego siodło i juki. Nieznajomy w końcu sięgnął i zdjął z głowy kaptur. Lafranowi ukazała się krótko ostrzyżona, siwa czupryna wśród której grały nuty dostrzegalnej jeszcze czerni, oraz, również krótka, broda utrzymana w tej samej tonacji.
Człowiek, bo niewątpliwie był to człowiek podźwignął siodło wraz z jukami i przeniósł kilka metrów rzucając na ziemię. Najwidoczniej było to miejsce, które obrał sobie na obóz.

- Zapewne zastanawiasz się co tu robisz – zaczął mówić butem odgarniając z upatrzonego miejsca śmieci. - Widzisz. Kupiłem cię. – od strony mówiącego rozległo się pełne rozbawienia chrząknięcie, jakby perspektywa kupienia kogoś była rzeczą nad wyraz ciekawą i zabawną. Mężczyzna urwał swoją wypowiedź po raz już kolejny, tym razem oddalając się i znikając za plecami Lafrana. Przez jakiś czas słychać było stamtąd postukiwania, które w pewnym momencie urwały się. Półelf usłyszał za sobą kroki, następnie coś silnie uchwyciło go za kołnierz i powlokło w stronę zaczątków obozu po trawie. Zatrzymał się jakiś metr od siodła. Siodła, pod którym leżała jego szabla. Zaczęło do niego docierać, że ma na sobie jedynie ubrania, swoją skórzaną zbroję i szarfę.

Nieznajomy puścił go i minął, rzucając na ziemię sporą stertę nazbieranych gałęzi, które to trzymał pod pachą podczas wleczenia Lafrana. Usiadł w pewnej odległości od nadal spętanego mężczyzny i beztrosko począł je układać, mając zapewne zamiar rozpalić ognisko. Tymczasem była to pierwsza okazja, by lepiej się mu przyjrzeć. Choć posiwiały niewątpliwie wciąż był w sile wieku. Jego twarz zdawała się wyciosana z kamienia, pełna powagi, o ostrych, wyraźnych rysach, pozbawiona jakichkolwiek krągłości, ogorzała od słońca. Zdawało się, że wręcz idealnie pasuje do mieszaniny czarno-siwych włosów, które ją okalały. Wieńczył ją dość duży nos i oczy. Oczy o barwie stali, a w których jednocześnie widać było stal. Gdy szare tęczówki na kimś spoczywały, zdawały się zdolne do rozpoznania każdego kłamstwa. Na sobie miał ciemną, szarą, wysłużoną szatę, u pasa zaś nosił półtoraręczny miecz, którego rękojeść ozdobiona była niewielkim, matowym rubinem. Pod szatą miał jedynie koszulę i spodnie, również utrzymane w ciemnej tonacji. I oczywiście pas, przy którym oprócz miecza znajdował się sztylet, oraz trzy sakiewki. Do jednej z nich właśnie sięgnął.

- Więc, widzisz. Mężczyźni, którym zapłaciłem twierdzili, iż chciałeś ich okraść… – wymruczał, wyciągając krzemień i dobywając noża. Uderzył kilkukrotnie trzonkiem broni o kamień, po kilku próbach zdołał sprawić, że garść chrustu, którą ułożył w środku ogniska zajęła się nieśmiałym płomieniem.

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

20 kwie 2014, 14:18

Okraść? Okraść?! W Lafranie wręcz się zagotowało. Nie był złodziejem, zresztą jego honor nie pozwoliłby mu na to. Co jednak mógł poradzić skoro tamci go zaatakowali, ogłuszyli, a teraz jak się okazuje jeszcze sprzedali, jak sztukę mięsa. Przez moment nawet zastanawiał się, czy niewolnictwo jest w ogóle dozwolone w Autonomii. Już chciał odpowiedzieć sarkastycznie swojemu "właścicielowi" lub nawet, go spalić przy pomocy swojej mocy, lecz ugryzł się w język i się powstrzymał.

- Nie znam cię panie, lecz mogę zapewnić, że nigdy nie próbowałem nikogo okraść. – Westchnął ciężko. – Chociaż i tak pewnie mi nie uwierzysz. Razem z moim przyjacielem zostaliśmy zatrudnieni do odnalezienia paru przedmiotów dla człowieka imieniem Bolesław. Znaleźliśmy tylko jeden. Złotą gruszkę i zapewniam cię na honor, że otrzymaliśmy ją w darze, a nie ukradliśmy. Kiedy chcieliśmy się rozliczyć z mości Bolesławem pojawili się ci ludzie, którzy zapewne mnie sprzedali i ogłuszyli, a go zabili. Nie wiem tylko, co zrobili z moim przyjacielem. – Zaczął się rozglądać po okolicy. – Niestety nie widzę go tu. Nie widziałeś może, kiedy mnie kupowałeś starego już mężczyznę z długą siwą brodą? Był to Aust, mędrzec i czarodziej. Trochę już zbzikowany, ale dobrego serca.

Lafran wziął głęboki oddech i spojrzał się w oczy mężczyzny. Widać było wyraźnie, że oceniał go wzrokiem.

- Powiedz mi proszę jeszcze dwie rzeczy. Kim jesteś? I co chcesz bym zrobił? Skoro mnie kupiłeś to masz w tym jakiś cel. I czy w zamian za obietnicę odpracowania kwoty, za którą mnie kupiłeś pozwolisz mi odnaleźć przyjaciela i sprawdzić czy wszystko z nim w porządku?

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

23 kwie 2014, 22:15

MG

Stalowe oczy jego rozmówcy śledziły Lafrana, gdy ten przemiał. Zapewne odpuszczenie sobie sarkastycznych pyskówek, czy też prób spalenia mężczyzny wyszło mu na dobre. Jakby nie patrzeć, był związany, a gruba lina dość skutecznie ograniczała jego ruchy. W dodatku nie miał zielonego pojęcia z kim rozmawia, co sam przed sobą musiał przyznać.
- Złotą gruszkę, powiadasz? Uganiacie się za zadziwiającymi rzeczami, przyznaję. Nie wiem czy mówisz prawdę, czy też nie, nie zamierzam tego oceniać. Nie moja to sprawa. – mężczyzna począł patykiem grzebać w ognisku szturchając płonące drewno w zamyśleniu. W końcu westchnął cicho i sięgnął do leżących nieopodal juków, z których to wyjął kilka pasków suszonego mięsa.

- Kim jestem? Zwykłym podróżnikiem, chłopcze. Nikim ważnym, ani nikim kogo miano potrzebował będziesz znać w przyszłości. Co chcę abyś zrobił? Chcę, abyś żył. Widzisz, mam do spłacenia pewien dług. Życie za życie – starszy mężczyzna podniósł się i ponownie dobył sztyletu. Tym razem podszedł do Lafrana i rozciął więzy na jego nadgarstkach. Po tym czynie niedbałym ruchem odgarnął butem ziemię obok elfa, po czym rzucił w to miejsce dwa dość długie pasy suszonego mięsa, o które chwilę wcześniej uszczuplił swoje zapasy. Jak nietrudno się było domyślić, przeznaczone były dla świeżo uwolnionego, który to zresztą zaczynał zdawać sobie sprawę z faktu, że dość po dość długiej nieprzytomności i ostatnich przeżyciach doskwiera mu głód. Po tym człowiek znów podszedł do swego siodła i czubkiem buta pchnął w stronę Lafrana jego szablę wraz ze sztyletem.
- Jeśli miałeś przy sobie jakieś pieniądze, to je zabrali – rzucił w stronę półelfa, przyklękając obok juków i grzebiąc w nich, najwidoczniej próbując znaleźć coś konkretnego.

Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

14 mar 2015, 17:48

Półelf zaczął rozmasowywać nadgarstki, by przywrócić krążenie. Po tak długim czasie niewoli, wyswobodzone ręce zdrętwiałe. Jednak nie tylko to doskwierało Lafranowi. Czuł też głód. Przez dłuższą chwilę patrzył się niczym wilk na dwa pasy suszonego mięsa, które rzucił mu owy mężczyzna. Ślina zaczynała cieknąć mu z kącików ust. Nieśmiało podniósł mięso i zaczął powoli przeżuwać mięso, które znikało w jego trzewiach przywracając siły stracone przez kilka ostatnich dni.

Gdy tylko skończył jeść pokłonił głowę z wdzięczność swojemu wybawicielowi. Jednak Lafran zdawał sobie sprawę, że jeden kłopot się rozwiązał, ale pojawiają się następne. Spojrzał się na swoją broń, przysunął ją do siebie i zaczął się jej przyglądać czy przypadkiem nie jest zniszczona.

Rozumiem. Życie, za życie. Czyli albo mam kogoś zabić, albo pomóc ci kogoś uwolnić? Jeśli się mylę, to wybacz. Jestem tylko prostym mężczyzną, który przez większość życia zajmował się wojaczką. – Powiedział wyciągając powoli ostrze szabli. Spoglądał jak odbija miękkie światło ognia. Wydawało mu się w porządku, ale kiedy zdobędzie parę grosza będzie musiał dać ją do naostrzenia. Jeśli przeżyje oczywiście. Bał się czy przypadkiem nie okazał się złym przywódcą. Miał niemiłe przeczucie, że wszyscy jego kompani już nie żyli. Starał się je odpędzić z umysłu, ale ono ciągle do niego wracało.

Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

04 cze 2015, 13:38

Szczelnie otulony płaszczem, z kapturem naciągniętym na głowę i chustą osłaniającą twarz przedzierał się przez trakt.
Tegoroczna zima zaskoczyła Kruka. Zazwyczaj te zimne pory roku przeczekiwał w Khan'Sal bądź w Varti - z dala od okropnego zimna, które towarzyszy tej porze roku. Możliwe, że zimno nie stanowiłoby dla niego przeszkody, bowiem cieplejszy płaszcz i solidniejsze buty zrobiłby swoje. Może przemieszczałby się z jednego zajazdu do drugiego, z jednego miasta do kolejnego. To tylko gdybania. Maszerując sprawnym krokiem przez zaspy śniegu, przypominał sobie pierwsze spotkanie z tym niezwykłym zjawiskiem. Młody elf, który dopiero co zobaczył Świat powierzchni był jeszcze bardzie skonsternowany tym.. białym czymś. Pamiętał, że ktoś z organizacji wyjaśnił mu czym jest biały puch. Był szczerze oczarowany tym cudem natury.
Szkoda, że jego zdania nie podzielali wszyscy mieszkańcy powierzchni. Zimę uważali za stan wegetacji, który należy przeczekać w domostwach i jak najmniej wychodzić na zewnątrz. Dni był krótkie, Słońce raczyło swoim majestatem przez krótki czas. Za to noce były długie i zdecydowanie zimniejsze niż dni. Powszechna ciemność, zupełnie taka jak w jego ojczyźnie. Do tego chłód, o wiele większy niż oferowały podziemia rodzinnego miasta. Dawne, ciekawe czasy.

Pociągnął kilka razy nosem i przyśpieszył kroku. Tylko wysiłek fizyczny ogrzewał go w jakimkolwiek stopniu, utrzymując organizm przed wychłodzeniem. Lokent było już za nim - jak zawsze prześlizgnął się przez szczelne granice i trakty wewnętrzne bez najmniejszego problemu. Uwielbiał to księstwo - pełne politycznych intryg, mniejszych spisków, zawieszonego napięcia. Niestety zima nie dodawała uroku Księstwu, a już na pewno nie miastu Lokent. Żył jednak pewnym pocieszeniem związane z mijanymi miejscami. Po przebiciu się przez Las Cieni, następnym przystankiem będą Gorące Źródła. Namiastka ciepła w skutym lodem kontynencie.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.