Długi Trakt

Szlaki lądowe rozchodzące się we wszelkich kierunkach świata. Często uczęszczane gościńce są wybrukowane, ale w świecie gry nie brakuje też wąskich, niebezpiecznych ścieżynek.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Długi Trakt

04 wrz 2011, 01:23

Obrazek
Trakt ten, oddzielający się w pewnym momencie od Traktu Iquańskiego, prowadził w kierunku południowo-wschodnim, pełnił przed odłączeniem się Niezależnego Księstwa Lokent od Autonomii rolę ważnego szlaku handlowego. To właśnie tą trasą kupcy z Wolenvain zmierzali niegdyś do Lokent – portowego miasta, do którego przypływają także kupcy z dalekich krain. Towary pospolite w tym regionie były tam wymienia za rzeczy bardzo rzadkie lub w ogóle tutaj nie występujące, co sprawiało, że przeważnie w zasięgu wzroku zawsze był jakiś podróżnik (lub ich grupka).
Obecnie jednak, gdy trakt biegnie przez granicę dwóch, nie utrzymujących zbyt ciepłych stosunków państw, Lokent wprowadziło kontrole graniczne, z którymi musiał liczyć się każdy, kto wyjechał z Lasu Cieni tym właśnie traktem.
Wzdłuż traktu występuje wiele małych gospód, gdzie można przenocować, zjeść czy nakarmić zwierzęta, choć ich liczba zmniejsza się właściwie z dnia na dzień.
Opiszmy jednak dokładniej samą trasę – brukowana, trwała droga jest nachylona, co zapobiega gromadzeniu się wody i ułatwia podróż w trakcie deszczu.
Trakt ten, jak sama nazwa wskazuje jest bardzo długi (ok. 200 mil średnich wolenvaińskich*), a jego krajobraz zmienny – od widoku na jezioro Iqua, przez podróż w cieniu Gór Ikrem, aż po Las Cieni i równiny Niezależnego Księstwa. Przebycie drogi od Derinu do Lokent zajmuje przeciętnemu pieszemu wędrowcowi około miesiąca.

*Jedna mila = 4200m.
Infi zaciągnął się świeżym, wiosennym powietrzem przywodzącym na myśl delikatną słodycz porannego pocałunku kochanków. Na niebie leniwie sunęły lekko przybrudzone obłoczki, zdawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę, aby zbadać ich konsystencję. Gdzieś w oddali słyszalne było stukanie dzięcioła o korę drzewa, któremu ten leśny doktor pomagał pozbyć się pasożytów. Sielska atmosfera dodawała otuchy, jednak idący traktem mężczyzna nie zwracał uwagi na otoczenie. Nie okazywał po sobie nawet śladu emocji, chociaż euforia rozpierała jego wątłą, acz wytrzymałą klatkę piersiową. Infi naciągnął kaptur, skrywając twarz. Wiedział, że dzisiaj jest ten dzień, dzień w którym zacznie wcielać w życie swój wielki plan. Instynktownie czuł, co dokładnie ma zrobić, aby dotrzeć do celu tej niepozornie rozpoczynającej się podróży. Nie zastanawiał się, co popychało go w ostatnich latach do takich, a nie innych działań, faktem było, że zawierzając własnej intuicji zawsze dobrze na tym wychodził.Zatopiony w myślach, mężczyzna wkroczył żwawym krokiem do Lasu Cieni.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

26 lis 2013, 13:56

MG

Aust porządnie dostał po łbie. Uderzenie drewnianej pałki było na tyle mocne, aby pozbawić starca kilku godzin świadomego życia. Gdyby jeno nie czarował przy zabójcach, to może pokonywałby drogę o własnych siłach. Cóż, stary mag zapłacił za swój atak gniewu.

W końcu obudził się, ale to przebudzenie świadomości raczej przypominało chwilowe wyostrzenie percepcji, bowiem chwilę później znów zagłębiał się we śnie. Budził się i zasypiał kilkanaście razy. Leżał związany na grzbiecie jakiegoś zwierzęcia, prawdopodobnie konia. Raz, pokonując na chwilę zamglenie umysłu, dostrzegł kawałek traktu.

- Zabijmy starca. – Aust usłyszał te słowa, gdy przez moment łapał za swą jaźń, by sekundę później znów wędrować przez senną mgłę. Usłyszał kilka takowych urywków rozmów łowców.

- Trza zabrać go do Var..

- Jest nikomu niepotrzebny…

- Zdobyliśmy przewagę…

- Dobra, bierzemy go…

Aust obudził się, tym razem porządnie. Miał związane ręce grubym sznurem, opierał się plecami o pień drzewa w pobliżu traktu. Lewe ramię nadal go bardzo bolało, a sama rana nie została opatrzona. Przeszycie dziwną strzałą na wylot… musiał coś z tym zrobić. Nogi miał niezwiązane, więc to przynajmniej było plusem z całej sytuacji. Musiał działać.

Był wieczór, być może noc. Niebo było zachmurzone, delikatnie sypało śniegiem.

Pokaż treść
Aust, przechodzisz na tryb gry swobodnej. Spróbuj jakoś uwolnić się od więzów. To mój ostatni MG post, ponieważ schodzę ze stołka MG. Znajdujesz się kawałek, na północ, za Gorącymi Źródłami. Oczywiście, wyjęto z ciebie strzałę, ale rana jest. Powodzenia!
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

08 lut 2014, 14:03

Słusznie przyuważył domniemany człowieczek, że olbrzym nie był zainteresowany dyskusją, tym bardziej, że Anchev szybko się zorientował, że rozmówca nie należał do najbystrzejszych. Dlatego po napchaniu się wstał, założył z powrotem hełm i ruszył bez słowa w swoją stronę. Jak uprzednio sobie zaplanował zmierzał do Lokent i dlatego kontynuował podróż traktem bez zbędnego balastu w postaci tamtego chłopaczka. Ciężki, ale i szybki chód można było porównać do forsownego marszu wielkiego ogra… Tyle, że w przeciwieństwie do ogra vilmardowi nie brakowało gracji i równego niemalże oficerowi równego kroku i tempa. Dzięki czemu, nim jeszcze dzień dopiero począł wkraczać w fazę południa olbrzym był już niemalże przy samej granicy. Wprawdzie obiło mu się o uszy, że strażnicy pilnujący granicy to banda chciwych gburów, ale czarnooki miał nadzieję, że obędzie się bez zbędnej przemocy. Jakby nie patrzeć wiązał z tym krajem swoje życie i głupio byłoby już na starcie… Stać się wrogiem publicznym, o ile rzecz jasna przeżyliby jacyś świadkowie. W głębi duszy miał tylko nadzieję, że ten kraj nie będzie przesycony skurwysyństwem jak Wolenvain, którego swoją drogą miał po dziurki w nosie. Do dzisiaj pamięta jak tym krajem kilka lat temu władał wampir, a później jakieś wilkołakopodobne coś… Brak ładu, monarchii, tyrania, przemoc a później dziwić się dlaczego ten kraj się stacza. Pewnie jednym z powodów jest fakt, że rządzą wynaturzenia, ale kto by na to zwracał uwagę. Od samego myślenia o tym wszystkim Anchev czuł jak gotuje się w, nim krew dlatego zaprzestał i powrócił do skupiania się na drodze.

//Edytowałem tego posta, zmieniając nieregulaminowe "goliat" w pierwszym jego zdaniu na poprawne "olbrzym". Na przyszłość polecam zważać na tego typu niuanse – Infi.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 lut 2014, 19:45

MG

Chociaż przed Anchevem znajdował się bardzo duży odcinek Długiego Traktu, ten humanoidalny stwór nie załamywał się. Droga do Lokent była opustoszała, ale rozsiane przy niej, opuszczone budynki (zapewne dawne karczmy i stajnie) zapewniały dobre schronienie. Po odłączeniu się księstwa od Autonomii handel z udziałem tego gościńca praktycznie zamarł. Podróżnych było niewielu, większość z nich stanowiło chłopstwo przechodzące z wioski do wioski. Tylko raz przyszło Anchevowi minąć korowód jazdy jakiegoś możnego pana, którego członkowie tak czy inaczej nie zaszczycili go nawet spojrzeniem. Stworowi brakowało jedzenia, więc musiał je jakoś zdobyć. Nie był w tym mistrzem, więc przez dłuższy czas podróży szedł głodny i osłabiony. Na szczęście przez początkową część wędrówki jego pragnienie było zaspokojone. Idąca równolegle do Długiego Traktu od samych Gorących Źródeł rzeka zapewniała mu odpowiednią ilość wody pitnej. W Lesie Cieni było z tym już o wiele gorzej, ale obfite, wczesnoletnie opady, jakie szczęściem nawiedziły te tereny podczas podróży Ancheva praktycznie uratowały mu życie. Piesza podróż trwała niesamowicie długo. Przy czwartym jej tygodniu wojownik wyszedł wreszcie z lasu, wiedząc, że od Lokent dzieli go jedynie niewielki obszar. Oczywiście dane mu było słyszeć o restrykcyjnych kontrolach granicznych, jakie przeprowadzało księstwo, wiedział też coś o niepokojącej frakcji Latarników pełniącej w tym kraju coś w rodzaju tajnej służby. Czego się nie spodziewał, to napotkania trzech konnych zaraz po wyjściu na równinę.

Wszyscy byli podobnie odzianymi mężczyznami, każdy z nich miał na sobie dopasowaną, długą do kolan, brązową i bawełnianą jopulę, wystające spod nich, wykonane z takiego samego materiału spodnie, szerokie pasy na biodrach i wysokie, jeździeckie buty. Wyglądało na to, że znajdowali się w pobliżu już od dłuższego czasu – ich stroje były przybrudzone, a facjaty nieogolone. Co ciekawe, tylko jeden z nich miał miecz przy pasie, reszta zdawała się bezbronna, chociaż sądząc po wypchanych jukach mogliby ukrywać w nich spory arsenał małej, choć równie zabójczej, jak normalna, broni. Trzymali się w bezpiecznej odległości, gotowi do zawrócenia, gdyby coś poszło nie po ich myśli. Byli profesjonalistami.

Na czoło oddzialiku wysforował się ten z mieczem, podjeżdżając do Ancheva na kilka kroków. Jego, masywny, kary koń popatrzył prosto w oczy wojownika. Strażnik położył dłoń przezornie na rękojeści swego półtoraka. Z pewnością nigdy nie widział takiego cudaka, szczególnie obwieszonego obwieszonego narzędziami mordu jak posąg Ourelii glonami na rozpoczęcie sezonu rybackiego. Znajdujący się na ogierze człowiek tylko lekko przerastał gigantycznego stwora. Odchrząknął.

- Hola, wędrowcze - powiedział, a jego głos, wbrew wszelkim oczekiwaniom, nie drżał. - Mów, co sprowadza cię do księstwa, co niesiesz i skąd jesteś! - polecił, uważnie przyglądając się Anchevowi. Był ostrożny i czujny, a za nim czaiło się jeszcze dwóch strażników.

//Z racji, że dopiero wróciłeś na forum, poszedłem Ci na rękę, nie zabijając Twojej postaci z głodu i pragnienia podczas podróży bez przygotowania przez większość Autonomii Wolenvain. Pamiętaj w przyszłości, aby w postach, w których opisujesz podróż, zamieszczać też informacje o tym, jak Twoja postać radziła sobie ze zdobywaniem np. jedzenia. Inną opcją jest zabranie odpowiednich zapasów na drogę.
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

09 lut 2014, 04:13

Wędrówka była długa i męcząca, ale dla kogoś z wytrzymałością vilmarda nie było to kłopotem wbrew obiegowej i w sposób nachalny ubarwianej opinii. Traktat i okolica wyglądała jakby niedawno przetoczyła się przez nią plądrująca armia z Wolenvain albo jakby Lokent było z tym parszywym krajem w trakcie wojny… Wiadomo mieszkanie na granicy z wrogo nastawionym państwem to, jak zakładanie rodziny na terytorium orków. Może i było w tym poniekąd nieco prawdy, bowiem wyraźnie widoczne były napięte stosunki a przynajmniej tak można byłoby to odebrać. Brak handlu, opuszczone dobytki, pustostan na granicy mówi niemalże sam za siebie. Tak czy siak, niezmiernie cieszył go fakt, że przynajmniej będzie mógł dzielić z kimś nienawiść do imperialistycznego Wolenvain. Wędrówka była uciążliwa, ale nie zabójczo, choć Anchev nie spodziewał się długości tego traktu, który wydawał się niemieć końca. Ku jego uciesze w końcu dotarł do granicy i ni stąd ni zowąd pojawiła się straż graniczna, która nawiasem mówiąc nie wyglądała nawet w maleńkim stopniu na straż. Dla kolosa oczywiste było, że byli to Ci cali Latarnicy, o których słyszał. Zwykli strażnicy winni być odziani w odpowiedni rynsztunek, zróżnicowany do walki z bandytami i zbójami a ich posterunek to nie przestrzeń tylko solidna strażnica, w której powinni rezydować. Widać zresztą było, że są już na trakcie dłuższy czas, więc musieli podróżować anie robić to, co należy do wspomnianej straży. Choć jak wiadomo Anchev mógł się mylić, ale, póki co przystawał przy swoim. Trójka jeźdźców nie wyglądała imponująco, wprawdzie zaskoczył się, że nie narobili w szmaty na jego widok. Czyżby naprawdę sądzili, że konie, miecz i ewentualne badziewne bronie rzucane, strzeleckie przebiją się przez vilmardzką zbroję, warstwy grubej zbrązowiałej skóry i żelaznych mięśni kolosa? Mimo wszystko cieszył się w duchu, że jednak się go boi o czym świadczyła aż nazbyt wyczuwalna czujność i zdziwienie. Trudno było zatrzymać grymas zadowolenia, który mimo wszystko był niewidoczny z racji hełmu. Anchev skrzyżował ręce na klacie i po chwili niezręcznej, niepokojącej ciszy odparł. – Jestem najemnikiem ze wschodu i zmierzam do Lokent w poszukiwaniu zatrudnienia. Wolenvain to nie miejsce dla wojowników, a raczej dla chciwych intrygantów i nocnych dziwactw. – Niski i złowrogi ton głosu wydobył się z hełmu potęgując wrażenie mocarności Ancheva. Wątpliwe, by go puścili, gdyby powiedział prawdę, a jeśli nawet to nie obędzie się bez patetycznej dyskusji. Uznał, natomiast, że podkreślenie jego antypatii do ich wroga pomoże w przedostaniu się przez granicę. – A przy sobie mam tylko to co widzisz przed sobą. – Dodał niechętnie choć i tak był nad wyraz uprzejmy choć głównie z powodu uciążliwej podróży, która dała mu się we znaki.

//Dodam tylko ze swej strony że w poprzednim poście który także był na trakcie jest napisane że moja postać jest już w okolicach lasu cieni, a tak poza tym to ok.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 mar 2014, 04:04

MG

Konni spojrzeli po sobie, wyłapując dochodzące zza zasłony hełmu Ancheva słowa. Siedzący wewnątrz pełnej zbroi płytowej potężny stwór biegle władał Wolną Mową, posługując się słowami, jakich Latarnicy z pewnością się po nim nie spodziewali. Wielka postać okazała się wyjęta z kontekstu nie tylko pod względem aparycji i noszonego ekwipunku, ale także tego, co miała w głowie. Choć, jak utrzymywał sam olbrzym, jego zamiary były pokojowe, zdecydowanie trzeba było na niego uważać. W głowach strażników ani chybi zachodziły teraz niezwykle złożone procesy myślowe. Z lasu na teren chronionego przez nich księstwa wypadł inteligentny, odziany w kunsztownie wykonaną zbroję wojownik. Pomijając już nawet to, że jego ekwipunek musiał kosztować fortunę, spotkanie kogoś podróżującego w pełnym pancerzu zdecydowanie nie należało do spraw, które można było zwyczajnie zbyć. Noszenie na sobie czegoś takiego niesamowicie męczyło, szczególnie, jeżeli szło się pieszo, stąd zbroje takie ubierano jedynie przygotowując się do walnej bitwy, w której uczestniczyć się będzie w siodle. Niewiadomą pozostawało, jak vilmarda było stać na tak drogocenny przedmiot ani z kim szedł wojować. Póki co jednak nie było sensu go dłużej zatrzymywać.

- Dobrze więc - rzekł po dłuższej chwili Latarnik z mieczem, co odbiło się wśród jego podwładnych echem pełnych ulgi westchnień. - Możesz iść do miasta, wiedz jednak, że będziesz obserwowany. Teraz pozwól się nam odprowadzić - zaproponował, wypuszczając się lekko za Ancheva. Gdyby ten przystał na jego bezpośrednią propozycję zwyczajnie ruszając w dalszą drogę, Latarnicy poszliby stępa lub kłusa, zachowując wokół niego kilkumetrowy, bezpieczny dystans. Opuściliby go dopiero przy wyglądającej nieco jak latarnia morska wieży strażniczej, która umiejscowiona została zaraz przy trakcie. Idący dalej samotnie stwór zostałby wtedy po kilku godzinach wędrówki minięty przez zakutanego w brązowy płaszcz, jadącego konno jegomościa, niechybnie Latarnika zmierzającego do Lokent z wieścią o niezwykłym przybyszu kierującym się do stolicy księstwa.

//Przyspieszyłem nieco akcję, aby Cię dłużej nie blokować. Zanim uwikłasz się w jakieś wymagające interwencji MG interakcje z NPC w Lokent pamiętaj o tym, co pisałem Ci względem KP w temacie sesji.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

26 mar 2014, 09:09

Drasim wlókł się traktem, podpierając się swoim kijem. Podróżował już długi czas, nie mogąc znaleźć swojego miejsca. W ostatniej wiosce nie poszło mu zbyt dobrze. Wszystko szło gładko do momentu, aż ściągnął kaptur. Któryś z chłopów wgapił się w jego oczy i zaczął coś wrzeszczeć. Czarnowłosy nawet nie wsłuchując się w krzyki wiedział co się kroi i czmychnął zanim ktokolwiek zdążył się zorientować o co chodzi. Miał już wprawę w uciekaniu. Podczas tych wędrówek po różnych wioskach, często zastanawiał się po co opuścił Lokent. Nie było mu tak źle w mieście, ale opuścił je bo wrażeń mu się zachciało. Od tamtej pory nigdzie nie zatrzymał się dłużej. Tułał się po osadach ze zmiennym szczęściem, raz zostawał przyjęty, a raz nie. Na szczęście jakoś udało mu się przetrwać zimę i wyruszyć na dalszą tułaczkę. Wędrował bez większego celu co zaczynało mu już przeszkadzać. Trochę się zmęczył i postanowił odpocząć chwilę.

Słońce prażyło niemiłosiernie, więc znalazł większe drzewo, które dawało cień i usiadł, opierając się o pień plecami. Miał widok na trakt, on sam również był doskonale widoczny. Musiał pomyśleć co zrobić ze swoim życiem. W końcu trochę mu go jeszcze zostało. Myślał, żeby zatrzymać się w jakimś większym i robić to co potrafił najlepiej. Tylko że takie życie choć stabilne to było nużące. Drasim wyciągnął skórzaną manierkę ze swojej torby, mając zamiar pociągnąć łyk. Pojemnik okazał się pusty i zielonooki skrzywił się. Nie orientował się zbytnio jak daleko ma do następnego miasta, więc będzie musiał poszukać wody pitnej. Wydawało mu się jednak, że znajduje się już niedaleko Derinu. Z frustracji podniósł kamień i przerzucił przez cały trakt. Westchnął cicho i rozglądnął się dookoła. Ani jednej żywej duszy na trakcie. Musiał znaleźć wodę, ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę tu posiedzi. Po nodze zaczęła mu się wspinać biedronka. Wziął ją na palec i zwrócił się do niej:
- Ty to dopiero musisz mieć ciekawe życie. Jesz, latasz. Czasem uciekasz przed niebezpieczeństwami. Nawet nie masz pojęcia, że mógłbym cię zgnieść jednym palcem. – Po tych słowach odłożył owada na trawę obok siebie. On sam tylko raz doświadczył strachu o swoje życie, ale to było dawno. Drasim siedział i rozmyślał, chwilowo zapominając o świecie.

Awatar użytkownika
Keria
Posty: 14
Rejestracja: 01 mar 2014, 00:19
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47092#47092

26 mar 2014, 11:27

Było gorąco. Słońce świeciło mocno od samego rana, a dużych drzew, które umożliwiałyby odpoczynek w przyjemnym cieniu, brakowało. Dziewczyna zdjęła już z ramion ciężką pelerynę, a najchętniej pozbyłaby się i pozostałych części garderoby. Jechała wolno, nie męcząc za bardzo Pimpusia i wzrokiem szukała miejsca, w którym chociaż na chwilę mogłaby się skryć przed słońcem. Nawet jednak w takich chwilach nie chciałaby zamienić swojego trybu życia i osiedlić się w jednym miejscu, gdzie nie musiałaby zmagać się ze zmienną pogodą na trakcie i wałęsać się od miasta do miasta, by znaleźć pracę. Chociaż miała serdecznie dość słońca, włóczenie się za bardzo jej się podobało, żeby miała z niego zrezygnować.

Nagle ujrzała ziemię obiecaną. Duże drzewo o rozłożystych gałęziach, dające dużo cienia. Od razu uśmiechnęła się szeroko. Najchętniej zostałaby pod nim do samego zmierzchu, wiedziała jednak, że najlepiej by było do tego czasu dotrzeć do miasta albo przynajmniej znaleźć jakąś przyzwoitą gospodę. Na razie się tym jednak nie przejmowała, pośpieszyła konia, który zdawał się tak samo wyczekiwać odpoczynku, jak i ona.

Cień był już częściowo zajęty przez mężczyznę, którego Keria dostrzegła niemal od razu. Wyglądał spokojnie, łagodnie, wydawał się być niegroźny, jednak nigdy nie można było być tego pewnym. Dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru zrezygnować z długo wyczekiwanego odpoczynku, więc podjechała do mężczyzny, zatrzymując się dwa metry od niego.

- Czy mogłabym się przysiąść? – zapytała, wciąż siedząc na Pimpusiu. - Nie ma innego drzewa w zasięgu wzroku, a bardzo się zmęczyliśmy – Poklepała czule bok konia, zaznaczając, że o niego jej chodziło, by nieznajomy nie miał wątpliwości. Nie widziała na mężczyźnie ani koło niego żadnej broni prócz długiego kija, istniała więc możliwość, że był równie pokojowo nastawiony, co Keria. Dziewczyna byłaby w stanie nawet podzielić się swoją wodą i jedzeniem, byle tylko mogła usiąść i odpocząć.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

26 mar 2014, 12:23

Zastanawiając się co ze sobą zrobić i przypatrując okolicznej przyrodzie, Drasim w oddali zauważył jeźdźca. Był jeszcze daleko i nie poruszał się zbyt szybko, więc zielonooki mógł zwyczajnie zejść z traktu jeśli chciałby uniknąć kontaktu. Był jednak zbyt leniwy w tej chwili by to zrobić, więc postanowił zaczekać. Wkrótce okazało się, że konia dosiada młoda kobieta. Początkowy niepokój nieco zelżał, ale z natury Drasim był niezbyt ufny. Nie chciał dać zwieść się pozorom. Póki jeszcze dziewczyna była daleko, przyjrzał się jej, a potem spuścił nieco wzrok, twarz zakrywając kapturem. Siedział spokojnie, gdy jasnowłosa zatrzymała się nieopodal i zwróciła do niego. Nie wyglądała zbyt groźnie i raczej nie stanowiła zagrożenia, chociaż w oczy czarnowłosego mężczyzny rzucił się od razu jej dosyć wysoki wzrost.

- Nie mam nic przeciwko – odpowiedział neutralnie, ściągając kaptur. Raczej nie groziło mu niebezpieczeństwo, ale nigdy nic nie wiadomo. Drasim ciągle siedział oparty o drzewo, więc wypadało mu wstać. Poza tym czuł się trochę nieswojo, gdy tak patrzono na niego z wysoka. Powoli podniósł się, podpierając kijem. Nie chciał spłoszyć kobiety albo co gorsza wywołać wrażenia, że zamierza zaatakować. Spokojnie spojrzał w jej oczy na ułamek sekundy po czym zagadnął.
- Straszny upał, co nie? Nikomu nie życzę smażenia się w tym słońcu. Nie odmówię strudzonej podróżniczce podzielenia się cieniem jakie daje to drzewo. W końcu nie należy ono do mne.
Rozmowy nigdy nie były mocną stroną Drasima, rad był jednak z towarzystwa kogoś, choćby miałoby być tylko chwilowe. Zbyt długo podróżował całkiem samotnie. Zdecydowanie lepiej też rozmawiać z kimś kto odpowie niż z owadami.

Awatar użytkownika
Keria
Posty: 14
Rejestracja: 01 mar 2014, 00:19
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47092#47092

26 mar 2014, 22:02

Nieco zaskoczyło ją to, że mężczyzna naciągnął kaptur na twarz, gdy tylko ją zauważył. Nawet taki szczegół nie umknął jej uwadze, chociaż mogło się wydawać, że nic nie znaczył i powinna go zignorować. Zaczęła się zastanawiać, co spowodowało, że chciał zakryć twarz przed nią, jednak zanim zdołała dojść do jakichkolwiek sensownych wniosków, zatrzymała się przed nieznajomym.

- Jestem niezmiernie wdzięczna, już dalej chyba byśmy nie zajechali, nie w taką pogodę. – Uśmiechnęła się do wędrowca i sprawnie zeskoczyła z Pimpusia. Jedynie w sprawach związanych z jazdą konną mogła pochwalić się zręcznością, co ją samą zaskakiwało niezmiennie od lat. Zauważyła z niejakim zadowoleniem, że mężczyzna zdjął kaptur i dostrzegła, co starał się ukryć na początku. Miał niesamowite oczy. Przywodziły na myśl ślepia jaszczurki czy może kota, niespotykane u zwyczajnych ludzi. Nie przestraszyła się. Za dużo w życiu widziała, by zlękła się takiego drobiazgu, chociaż nie mogła oderwać od nich oczu i nie ukrywała swojego zainteresowania.

- Masz piękne oczy – powiedziała, nie bacząc na to, że mógł ich nie lubić i nie chcieć, by inni zwracali na nie uwagę. Nie spytała się, jaka historia się za nimi kryła, nie było to pytanie, które mogła zadać na minutę po zawarciu znajomości. Wolała nie tracić towarzysza, który wydawał się całkiem sympatyczny, przez swoją przeogromną ciekawość.

Tymczasem mężczyzna podniósł się z ziemi o lasce i Keria miała okazję przypatrzeć się jego sylwetce. Był wysoki jak na człowieka, nieznacznie niższy od samej dziewczyny, która często uchodziła za olbrzyma. Nie wydawał się być wojownikiem, był na to za szczupły i mało umięśniony, jednak zawsze pozory mogą mylić. Nie uszło uwadze dziewczyny, że podparł się laską, wstając. Nie wiedziała, czy było to spowodowane zmęczeniem czy go coś bolało, od razu zaczęła analizować, co mogłaby mu podać, gdyby jednak coś mu dolegało. Zboczenie zawodowe, można by rzec.

- Jesteś zmęczony czy coś się stało, że musiałeś podeprzeć się laską? – Nie mogła powstrzymać się od pytania i miała wielką nadzieję, że mężczyzna nie będzie jej miał tego za złe. W końcu nie miała złych intencji, jednak czasami jej dociekliwość było odbierana przez innych jako zbytnie zainteresowanie i płoszyła rozmówców. Cóż, zbytnim taktem dziewczyna nigdy nie grzeszyła.

- Tak w ogóle, nazywam się Keria. – Ponownie się uśmiechnęła, lub – co bardziej adekwatnie opisuje jej mimikę – pogłębiła wcześniejszy delikatny uśmiech, który zawsze gości na jej twarzy. - Tak, pogoda dzisiaj jest fatalna na jakiekolwiek podróże, niestety. Zawsze jednak lepsze to od zamieci śnieżnej.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

27 mar 2014, 12:12

Słysząc słowa kobiety, Drasim tylko przytaknął i odwzajemnił lekko uśmiech. Spokojnie czekał, aż podróżniczka zsiądzie z konia, co też uczyniła i to całkiem zgrabnie zresztą. Widać, że była obyta z tymi zwierzętami. Tak jak się spodziewał wpatrzyła się w jego oczy, jednak nie okazała żadnego strachu. Czego miała się w ogóle bać? Była tego samego wzrostu, a nawet wyższa, a on miał przy sobie jedynie drewniany kij. Reakcja jasnowłosej ucieszyła go, ale słów, które padły potem zupełnie się nie spodziewał. Został zaskoczony i trochę zbity z tropu. Do tej pory nikt stwierdził, że ma ładne oczy. Oprócz jego rodzicielki, ale to się nie liczy. Bo która matka powie, że ma brzydkie dziecko?

- Dziękuję. Mam jednak czasem z powodu nich małe problemy. – Odparł spokojnie. Może gdyby nie był taki mierny w kontaktach towarzyskich to rzuciłby również jakimś komplementem. Zielonookiemu nie uszło uwadze to, że kobieta dokładnie go sobie obejrzała. Poza tym zauważył, że zwraca uwagę na każdy szczegół o czym mógł się przekonać po tym jak wstał.

- Straciłem rachubę czasu siedząc tutaj. Trochę mi mięśnie zesztywniały, to wszystko. – Kobieta była ciekawska, ale nie miał jej tego za złe. Wydawała się sympatyczna i pokojowo nastawiona.

- Na imię mi Drasim. Miło spotkać na trakcie kogoś przyjaźnie nastawionego. – Powiedział i lekko się uśmiechnął. Będzie mógł chwilowo nie myśleć o tym co zrobić ze swoim życiem.

- O tak, zdecydowanie. Lepszy upał od mrozu. – Rzekł i oparł się plecami o drzewo. Nie lubił zimy, pogoda miała wpływ na jego organizm, a on nie wymyślił jeszcze jak się od niej uniezależnić. Czekał spokojnie, aż kobieta zajmie się swoim koniem. Teraz on będzie mógł się jej dyskretnie przyjrzeć. Nie lubił wgapiać się w ludzi bo niektórzy dziwnie na to reagowali z powodu jego oczu.

- Dokąd zmierzasz? – Zapytał z ciekawości, przyglądając się jej ekwipunkowi i jukom, starając się zgadnąć czym się zajmuje.

Wróć do „Trakty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.