Gabinet Majordomusa "Komnata Wojny"

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Gabinet Majordomusa "Komnata Wojny"

24 lis 2011, 20:19

Pomieszczenie dość duże, jedno z najstarszych w Pałacu Sprawiedliwości. Surowe ściany, pozbawione malowideł i ozdób, pomijając tarcze, broń i sztandary, gdzie tylko prosty, szkarłatny dywan nadawał pomieszczeniu życia.
Pomieszczenie dzieliło się bazowo na dwie części, mimo, że te nie były oddzielone od siebie niczym więcej, jak kilkoma stopniami:
Bliżej wejścia znajdowała się część poświęcona wszystkim, którzy okupowaliby te pomieszczenie w razie wojny – Wielki, dębowy stół, na którym walały się mapy świata oraz prowizoryczne figurki z strzępami kolorowych materiałów, symbolizujących jednostki Wolenvain i przeciwników. Przy ścianach stało wiele równie topornych szaf, w których znajdowało się wszystko, co być powinno: Spis oficerów, liczba wojsk, kosztorysy, płatnerze, stan zbrojowni, zapasy… Wszystko.
Dalsza część, dużo mniejsza, w kącie pomieszczenia poświęcona była Majordomusowi. Tak, jak reszta mebli i biurko, stojące niedaleko za podwyższeniem pokoju było ciężkie i toporne – dębowe. W okolicy kilka półek, na których stały różne zwoje i księgi, poświęcone wojsku.
Całe pomieszczenie było wysokie i dobrze oświetlone, lecz w żadnym wypadku nie było przytulne. To miejsce miało symbolizować surową i bezwzględną naturę wojny, ale jednocześnie i chwałę wojska.

Od kiedy rozniosła się wieść, że to Tarret będzie Majordomusem, opuszczone pomieszczenie postanowiono odświeżyć. Na dworze, wśród tych, którzy do pomieszczenia mieli dostęp znalazł się ktoś, kto miłował się w kulturach innych ras, nie wykluczając Lycan. Chciał wesprzeć Weterana, nadając pomieszczeniu przyjaznego mu wyglądu, więc zdecydował się przełamać surowość Komnaty Wojny i nadać jej Duchowego kontaktu. Czytał wiele ksiąg o wilkołakach, dzięki czemu pięknie odwzorował totemy, którymi Lycanie uwieczniali wszystkie Duchy. Kilka wiszących na ścianach zwojów, na których na czerwono wypisane były okrzyki bojowe, motta i morały, przekazywane w wojsku od pokoleń były spisane w języku wilkołaków, za pomocą ich run.
Całość miała sprawić, by Majordomus dobrze się tu czuł, zawsze pełen sił.


Dodane po 52 minutach:

Po krótkiej wycieczce po korytarzach pałacu, Tarret w końcu został doprowadzony do Komnaty Wojny – sali narad wojennych i biura majordomusa w jednym. Zaskoczony był wystrojem – czyżby już całe miasto wiedziało o tym, że wilkołak stanął na czele armii? Kto wie… Nie mniej jednak poczuł się pewniej, widząc totemy, przedstawiające Duchy Przodków. Największy z nich – totem Diegai – Praprzodek wszystkich wilkołaków, który był uznawany za istotę wojny napawał żołnierza największą dumą i pewnością.
Energicznie zabrał się za wertowanie spisów, zapisek, raportów i innych dokumentów wojska.
Niestety, wszystkie były bardzo stare, sprzed prawie dziesięciu lat. Dla siwego weterana było to niepojęte. Począł wyrzucać tego typu śmieci w kąt, a pomocny skryba, którego przysłał jeden z żołnierzy zgarniał to w stos, który po porządkach miał trafić do archiwum.

Po kilkunastu minutach do sali wszedł strażnik, którego posłał Tarret, a za nim weszło wielu mężczyzn, ubranych w różne zbroje, a cechujących ich jedno – byli oficerami. Pośród nich był Kapitan Ajen, który z dumą uśmiechnął się do wilkołaka.
Zaczęło się zebranie całej inteligencji wojskowej. Pierwsze od wielu lat. Zaczęto od spisu oficerów i podziału obowiązków. Jeden z oficerów miał spisać wszystkich żołnierzy, którymi miasto dysponuje. Na szczęście od tych lat sercem wojska były koszary i było tam o wiele więcej informacji, niż tutaj. Niestety to był dopiero pierwszy krok ku odbudowie wojska.
Kilku oficerów zostało posłanych do zbrojowni, by tam oszacować zdobycze wojenne, ogólny stan i tego typu sprawy. Kolejni mieli zająć się placem treningowym i samymi ćwiczeniami. To jednak odeszło na dalszy plan. Majordomus miał ważniejsze sprawy na głowie.

Pierwszą decyzją – najistotniejszą – na dzień dzisiejszy było sprowadzenie armii do jakiejś roli. Oficerowie wybili Tarretowi pomysł armii najemnej z głowy, bo to po prostu nie działa w zamian za to, wojsko od teraz miało nie tylko służyć na murach i w obronie, ale i pracować, jak wszyscy inni. Odbudowywać budynki cechowe, mury, bramę.
Wiedział, że ludność jest rozgoryczona, jeśli nie wściekła na królową, toteż taki ruch pomógłby nie tylko w odbudowie miasta, ale i reputacji królowej, pomogłoby uspokoić lud.

Wiele pracy, wiele pracy… Wici rozesłane, praca wrze…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

24 maja 2012, 23:42

Niniel tylko potrząsała głową, gdy słuchała jego słów. Słuchała uważnie, jednak nie zgadzała się z nimi. Jak mogła jednak powiedzieć, że ona nie ma litości? Że nic oprócz jej nihila oraz Liliah nigdy jej nie obchodziło?
Nie mogła.
Gdy skończył, oparła się plecami o biurko by po chwili podskoczyć i na nim usiąść. Zapowiadała już dłuższa rozmowa, na którą jednak nie miała zbytniej ochoty.
Zbyt dosłownie wziąłeś moje słowa – oparła spokojnie i nieco powolnie, nie patrząc mu w oczy, jakby tłumaczyła coś dziecku. Jej dłonie uniosły się lekko by bezsensownie gestykulować. – Nie planuję żadnej zagłady rasy ludzkiej. Na razie, dodała w myślach. – Chcę jedynie… Albo inaczej. Zgadnij jakiego incydentu byłam dzisiaj światkiem? – Zamilkła na chwilę, podnosząc na niego spojrzenie, ale ponieważ nie mógł znać odpowiedzi, udzieliła mu nią sama: – Ludzki mężczyzna zaatakował w Linoskoczku elfa, po prostu z czystej nienawiści do "odmieńców".
Przerwała na chwilę by wilkołak miał czas na zastanowienie się nad tym faktem, po czym ciągnęła dalej:
Wolenvain jest ostoją tolerancji, ale pojawiają się też czarne owce. I jakiej są one rasy…? ZAWSZE ludzkiej. Widziałeś kiedyś, by gnom krzywo patrzył na elfa? Nie, ponieważ gnomy nie mają powodu by nienawidzić innych ras. Jednak ludzie mają powód… Jest ich od groma, żyją krótko ale rozmnażają się jeszcze szybciej, zużywając tym samym więcej surowców i też naszej ziemi. Uważają, że mają przewagę nad innymi rasami, ponieważ jest ich więcej… Co jest czystą bzdurą, bo tak aroganckich i głupich istot jak ludzie jeszcze nigdy nie widziałam.
Zamilkła, wpatrując się w jego twarz, wyczekując reakcji. Po chwili zeskoczyła z biurka i podeszła do niego, a wyraz jej twarzy przedstawiał mieszaninę uparcia i obojętności.
– Będę pilnować w Wolenvain tego, by ludzie nie czuli się lepsi. Szczególnie dlatego, że w rzeczywistości są gorsi. I nie będę tego robić poprzez aresztowanie babuń czy piekarzy, chyba że ci sami staną przede mną i zadrą nosa.

Czy słowa Niniel były kłamstwem? Nie. Było całkowitą prawdą, iż najada nie zaplanowała jeszcze żadnych większych przedsięwzięć. Miała jedynie wizje, wizje cudowne ale mające miejsce w dalekiej przyszłości. Droga do nich była jej samej nieznana.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

24 maja 2012, 23:57

Kiedy Niniel zaczęła mówił, stary Wilk zawiązał ręce na piersiach i uważnie jej słuchał. Słuchał, a na myśl ciągle przychodził mu Basilus. Cholera – miała rację. Musiał jej to przyznać. Rozumiał doskonale jej punkt widzenia. Za młodu też był taki narwany, chciał przytemperować – może nie tyle ludzi – ale wszystkich, którzy uważali się za lepszych. I wychodziło mu to. Zawsze. Taki cwaniak kończył z bardziej, lub mniej obitą gębą.
Jednak… Z wiekiem, wilkołak nabrał rozumu, zmienił filozofię. Nie temperował, nie sprowadzał do parteru tych, którzy wykraczali poza szereg. Raczej dba, by ci drudzy nie czuli się gorsi. Dbał, by wszyscy byli traktowani równo.
Mamy podobne cele – odparł, przytakując – Ale zabierasz się za to d złej strony. Trzeba ludziom wbić do głowy, że wszyscy mają takie same prawa, a nie gnębić ich. To tylko pogorszy sytuację, doprowadzi do buntów, zamieszek… Chcesz tego? Chcesz, by Wolenvain stało się kotłem wojny? Placem boju między ludźmi i nie ludźmi? Chcesz zniszczyć fundamenty tego miasta? – spytał, unosząc rękę. Tak teatralnie, by nadać wszystkiemu więcej dramatyzmu.
Następnie ją opuścił, by potem pogłaskać kobietę po ramieniu.
Nie tędy droga, moja droga. Nie tędy droga… – mruknął spokojnie, obdarzając Białowłosą pełnym zrozumienia wzrokiem.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

25 maja 2012, 01:00

Niniel straciła siły do rozmowy, co można było dostrzec bo jej smętnie zwisających ramionach. Wiedziała już, że nie przekona Tarretha, ponieważ trzymała się silnie swoich przekonań głównie z powodu swoich uczuć. A ich wilkołak nie mógł całkowicie zrozumieć, bez względu na to co sam przeżył w przeszłości. Nie chciała wcale, by wszystkich traktowano równo, tak jak on wspomniał, bo nie istniało na tym świecie coś takiego jak równość. Traktowanie wszystkich równo byłoby niesprawiedliwe. Hierarchia, tak, to było to co Niniel sobie wyobrażała.
Jednak czy musiała go przekonywać? Czy potrzebowała go teraz całkowicie po swojej stronie? Nie. Tak naprawdę nigdy nie brała nawet pod uwagę, że Tarreth może przejąć jej ideologię. Wiedziała, że na razie nie ma się czego obawiać z jego strony, będzie się on najwyżej nieco o nią martwił, to wszystko. Wzruszyła ramionami by pokazać mu, że jego filozofia do niej nie przemawia i że ona nie ma też z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Spojrzała w jego czerwone oczy, niby z dołu, ale jednak nieco z wyższością.
– Miasto leży mi na sercu – rzekła prawdę, bowiem wiedziała, iż jemu nie można kłamać. – Jeśli kiedykolwiek doprowadzę do wojny, to będzie ona opłacalna, w wyniku swoim warta przelanych łez i krwi.
Jak niby miał odczytać w jej słowach kłamstwo, kiedy we wszystko co mówiła głęboko wierzyła? Jej przekonania były zakorzenione w jej umyśle niczym baobab, nie dało się ich tak po prostu wyrwać w przeciągu jednego poranka, do tego argumentacją którą już nie raz słyszała. Wzruszyła ponownie ramionami po czym dodała, tonem kończącym tę dyskusję:
I tak masz mnie na oku, więc możesz spać spokojnie. Jeśli o to się boisz…
Pozwoliła sobie na nutkę ironii, wpatrując się w jego kufę. Uśmiechnęła się krzywo, stwierdzając że jej humor został dzisiaj ostatecznie zniszczony, po czym odwróciła się by usiąść ponownie na krześle.
Łaskawie poczekam teraz aż zjesz, chociaż swoją małą awanturą straciłeś sporo naszego wspólnego czasu. Nie chcę zabierać się do roboty jeśli masz pusty brzuch, więc hop hop.
Złożyła dłonie na kolanach, nie patrząc na niego. Czy będzie ciągnął temat? Tak czy siak będą musieli go przerabiać zapewne jeszcze wiele razy… Po co w ogóle mu to mówiła. Kobieta nie mogła się powstrzymać, by się nie skrzywić.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

25 maja 2012, 01:34

Był przerażony tymi słowami. wilkołak nie wiedział, czy ma znowu ryknąć, czy się załamać, czy co zrobić. Niniel mówiła o wojnie. Chwalebnej, opłacalnej wojnie. Wojnie, która… No właśnie – jaki byłby jej cel? Z tego, co zrozumiał, mogła ona doprowadzić do ruiny ludzi – może nawet sprawić, że byliby kimś gorszym, od zwierząt… Bądź w drugą stronę – jeśli się przeliczyła, to każdy, kto nie był człowiekiem, mógł przestać istnieć. Okrutna wizja wojny.
Jednak… czym wojna była dla Tarretha? Jedni powiedzą, że domem, inni, że matką, jeszcze ktoś mógłby rzec, że jego wolnością, życiem. Była to poniekąd prawda, jej ziarno i fundamenty – jednak nie cała. Tarreth zawsze walczył w obronie innych. Zażarcie, z pasją. Zawsze walczył dla tych, którzy sami za oręż chwycić nie mogli. Walczył, by chronić wszystkich, którzy byli zagrożeni – walczył dla wolności. To była jego ideologia. Każdy miał prawo do wolności i szczęścia. Każdy miał prawo bytu. Grunt, by nie przeszkadzał tym innym osobom. Wojna była smutny, tragicznym obowiązkiem, które zostawiało stałe piętno nie tylko w historii, ale i sercu i umyśle każdego weterana. Uodporniony na okrucieństwa bitew wilkołak był brutalny – miejscami okrutny. Lecz to po prostu skaza psychiczna wojny o wolność.
Wojny, która zawsze pochłaniała setki żołnierzy, by wyłonić zwycięzcę.
Wojna nigdy nie była niczym dobrym, opłacalnym. A chwałą okrywali się jedynie polegli.
Nie wytrzymał. Nie wybuchł. Nie był nawet zły. Był zrozpaczony. Podszedł do kobiety i delikatnie ujął jej gładką twarz w silne dłonie.
Niniel… Czy Ty słyszysz, co Ty mówisz? Jaka wojna? Jaka opłacalna? Nie pamiętasz, co było w bitwie z Imperium? Gdzie w tym coś się opłacało? Miasto ma więcej problemów, niż dotychczas. Mnóstwo rodzin straciło swych bliskich, bądź dobytek! A to była zaledwie jedna bitwa! Wojna zawsze była złem… Nie proś o nią, nie doprowadzaj do niej… Proszę Cię! Opanuj się! – mówił zdenerwowany, niemal spanikowany. Jego serce krwawiło, widząc cały ten ból i nienawiść kobiety. Najgorsze było jednak to, że nic nie potrafił z tym zrobić… Był bezsilny.
Weteran westchnął ciężko, po czym usiadł na swoim fotelu. Musiał zjeść śniadanie. Przygotowując sobie posiłek, zastanawiał się nad jego możliwościami. Kim on był, skoro nie potrafił w żaden sposób wpłynąć na swoją przyjaciółkę? Kim był, skoro był bezsilny?
Mam jeszcze jedno pytanie… – zaczął, gryząc porządny kawał świńskiego udźca – specjalnie dla wilkołaka przygotowanego. Gdy połknął, spojrzał poważnie na wampirzycę – Kim ja dla Ciebie jestem? Współpracownikiem? Towarzyszem? Przyjacielem? Kim? Bowiem nie spotkałem się z czymś takim, by nawet bliscy przyjaciele rozkoszowali się sobą nawzajem. To nie jest to – spytał, wracając do śniadania. Nie miał zamiaru się spieszyć – nikt g nigdzie nie gonił.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

25 maja 2012, 14:23

Nie przeszkodziła mu, gdy podszedł do niej i ujął jej twarz w dłonie. Poddała się temu, spoglądając mu prosto w jego czerwone oczy, jednak na jej obliczu próżno było szukać skruchy. Znowu rzuciła słowami, które powinna zachować dla siebie, zwłaszcza, że były nieprzemyślane. Nie miała w planach żadnej wojny – przeciwnie, jeśli wojna wybuchnie będzie to oznaczało jej porażkę. Jej celem było raczej zmienienie myślenia mieszkańców i opanowanie miasta w ten sposób, by ludzie nie mieli jak się buntować. Czy jednak miała cofnąć rzucone już słowa? Czy jeśli się poprawi, Tarreth lepiej ją zrozumie? Nie, tego była pewna. Dlatego też milczała, słuchając wilkołaka i patrząc na niego. Kiedy wreszcie skończył uniosła rękę, by złożyć swoją dłoń na jego. Znalazła kontakt wzrokowy, po czym rzekła, wolno i wyraźnie:
Tarreth… Czy kiedykolwiek cię zawiodłam? – Pytanie retoryczne, ponieważ nie przypominała sobie by kiedyś zrobiła coś wbrew jemu. Pilnowanie by nie popełniał żadnych głupstw pod wpływem złości czy zranionego honoru było przecież zawsze z korzyścią dla niego. Dała mu krótki czas do namysłu, po czym dodała: – Trochę więcej zaufania, proszę.
Przecież nawet jeśli kiedyś będzie jej dane go "zdradzić", to na razie wcale tego nie planowała i nie sądziła też, żeby coś takiego wydarzyło się w najbliższej przyszłości. Za dużo przygotowań ją czekało, na razie ludzie w mieście byli bezpieczni, nie licząc zagrożenia ze strony grasującego wampira…
Potrząsnęła lekko głową, wyrzucając te myśli z umysłu, i cofnęła rękę, dając Tarrethowi odejść i usiąść na swoim miejscu. Ona sama usadowiła się w prostej pozycji, składając dłonie na kolanach – znowu zastygła w całkowitym bezruchu, nawet jej włosy zdawały się nie poruszać, chociaż szparą w oknie wpływało do komnaty ciepłe powietrze. Obserwowała ze spokojem i obojętnością jak Tarreth je. Już dawno przyzwyczaiła się do tego, iż luksusy związane z jedzeniem zmyślnych potraw nie są jej dane, zresztą… Na wampirze posiłki też nie narzekała.
Gdy oznajmił, że ma jeszcze jedno pytanie, spodziewała się raczej powrotu tematu o ludziach. Zaskoczył ją więc tym samym, pytając o stosunki między nimi. Opanowała lekko zaskoczony wyraz twarzy, lecz nie odpowiedziała od razu, dając sobie chwilę do namysłu. Widać nie chciał zapomnieć poprzedniej nocy, przynajmniej takie wyciągnęła wnioski. To mocno komplikowało jej plany, chciała wyprowadzić wszystko na dobrą drogą, jednak biorąc pod uwagę jego ostatnie zdanie, może to nie być proste.
Mruknęła coś niezrozumiale, po czym wyrzuciła z siebie pewnym głosem:
Jesteś dla mnie tym wszystkim, co wymieniłeś. – Kłamstwo? Nie… O ile weźmie się pod uwagę, że Niniel miała nieco inną definicję dla słowa "przyjaciel". – I… Skoro twierdzisz, iż "to nie jest to", to mogę wyciągnąć z tego wnioski, że jestem dla ciebie kimś więcej niż przyjacielem… Inaczej byłoby to wbrew twojej woli. Czy… Mam rację?
Uniknęła tak naprawdę odpowiedzi, zadając mu praktycznie to samo pytanie. Bo niby co powinna powiedzieć? Że jest już zaręczona z pewnym wampirem? Cóż, na to przyjdzie czas, ale na pewno nie teraz… Chcąc nie chcąc musiała mu zdradzić prawdę, nawet jeśli miała go ona zranić.
Powstrzymała się przed zagryzieniem wargi. Wszystko toczyło się w złym kierunku… Nie spodziewała się, że zdoła Tarretha tak ośmielić, że będzie to dla niego aż takie ważne… Miała nadzieję, że potraktuje to bardziej jako incydent pod tytułem "stało się i się nie odstanie, było przyjemnie, ale czas wrócić do obowiązków".
Aż jej martwe serce ją zabolało, bo przez chwilę naprawdę poczuła wyrzuty sumienia. Nie powinna była próbować piec dwóch pieczeni na jednym ogniu. Wilkołak będzie czuł się zapewne wykorzystany, co kompletnie nie było jej celem. Ona dążyła za zaspokojeniem swoich żądz, wybierając do tego osobę, którą najbardziej szanuje. Nie było w tym kłamstwa czy żadnego podstępu… Była kierowana uczuciami i poddała się nim, przeżywając dzięki temu niezapomnianą noc. Najgorszym było jednak to, iż nie chciała, by ta noc wywróciła jej życie do góry nogami. Tarreth mógł dostrzec przez moment na jej twarzy cień cierpienia, który się po niej prześliznął i zaraz też zniknął.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

25 maja 2012, 15:05

Future World Music – Eternal Love

Majordom ufał Niniel. Wierzył, że Białowłosa nigdy nie posunie się do tak szalonych czynów. Bał się, co by się wtedy stało z nim i towarzyszką. Tarreth przysiągł bronić KAŻDEGO mieszkańca miasta przed złem. Obiecał, że tak długo, jak będzie stał na straży, żadna rasa nie będzie wykorzystywana, żadna kasta nie będzie traktowana z góry. To była obietnica, którą wilkołak złożył przeszło 40 lat temu, gdy wstępował w szeregi armii.
I tego typu przysięga obowiązuje aż do śmierci. Co by się wtedy stało? Czy stanęliby po przeciwnej stronie konfliktu? Czy ograniczyłoby się na słowach? Czy ich spotkanie zażegnałoby wojnę? Może… Lecz…
Co, jeśli nie? Co by było, gdyby żal kobiety kompletnie zepsuł jej serce? Gdyby jej łzy były czarnym oceanem, w którym utonęły wszelkie uczucia i logika?
Nie… wolał o tym nie myśleć.
Masz rację – przytaknął, biorąc kolejny już kęs mięsiwa, niemal kompletnie ogołacając kość – Lecz to nie jest odpowiedź na moje pytanie, Niniel. Czy ja jestem tym samym dla Ciebie? – spytał poważnie, stonowanym głosem. Spojrzał na wampirzycę i… Udało mu się. Dostrzegł to, czego kobieta nie zdołała utrzymać na łańcuchu. Zdołał ujrzeć to, czego widzieć nie miał. Cierpienie, ból, które niewątpliwie było wywołane tym pytaniem. Bała się odpowiedzi? Bała się prawdy? Czy… Prawda była a tak bolesna? Czy Tarreth na prawdę był ofiarą zwykłej, ludzkiej pokusy?
Nie chciał tego przyjąć do siebie.
Nie chciał, lecz już zaczął godzić się z domniemaną prawdą. Jego wielkie, gorące serce, jakby stanęło. Jakby po raz kolejny przestało bić, tracąc wszystko, co odzyskał minionej nocy. Ostatnie płomyki nadziei, ogniki ciepła dogasały. Aczkolwiek nie zginęły. Jedynie straszliwe domysły nie były w stanie zniszczyć wiary Tarretha tak szybko – lecz i jego wiara na włosku wisiała.
Nagle, wyprostował się na fotelu, nachylił nad biurkiem. Na czach Białowłosej… Ściągnął pierścień. Trzymając go w dwóch palcach, prezentował go wampirzycy. Mizerne światło słoneczne odbijało się od niego, ukazując jego nieskazitelność. Po chwili tej prezentacji położył go delikatnie na biurku.
Złożył broń. Już… Już nie widział sensu walki, bo był przekonany, że już przegrał. Nie musiał słyszeć prawdy, bo był jej prawie pewny. Nie mógł jej słyszeć, bo to by go po prostu zabiło. Już i tak umierał. Gdy pierścień spoczął na dębowym biurku, wilkołak ostatni raz na niego spojrzał i przeniósł wzrok na Niniel. Szkarłatne, pozbawione blasku, żaru, życia oczy wręcz krzyczały, że cierpi. Cierpi, ale jednocześnie wciąż ofiaruje resztki swej godności, swej siły kobiecie. Martwy wzrok, niemal identyczny, jak otwarte ślepia zamordowanego, który przyjął na siebie cios, wymierzony w najlepszego przyjaciela.
Ten gest, ten wzrok były jednoznacznym znakiem – nie szukał prawdy, nie potrzebował jej. Nie chciał jej znać, bo jeśli taka była, to by się źle skończyło.
Ja ofiarowałem Ci wszystko, co posiadam. Wszystko, co miałem, a co nigdy nie miało już istnieć – oznajmił, głosem męczennika. Nie był to jego potężny głos, nie był władczy, wojowniczy. Nie był też załamany. Głos ten był podobny do majaków kogoś na łożu śmierci… Do głosu delirium – Chcę jedynie wiedzieć, kim ja byłem wczoraj, kim jestem dzisiaj – dokończył, opierając się delikatnie o oparcie fotela. Oparł łokcie na nim i położył pysk na związanych, zaciśniętych dłoniach. Był gotowy na każdą odpowiedź.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

27 maja 2012, 00:05

Spłoszyła się nieco niczym sarna, gdy zorientowała się, że Tarreth dostrzegł jej moment wątpliwości. Wilkołak wstał błyskawicznie, a ona mechanicznie wcisnęła się bardziej w fotel. Przez moment naprawdę poczuła strach, nie wiedziała co począć, jak się zachować, jaką przybrać maskę na twarzy. Skąd miała wiedzieć, że stary Wilk jest aż tak uczuciowy? Widocznie nie znała go zbyt dobrze. Dla niej był on wojownikiem którego często ponosiły nerwy i który potrzebował w niej oparcia… Ale żeby od razu takiego? Żeby od razu pokładał w niej wszystkie swoje nadzieje? Poczuła gorzki smak w ustach, zaschło jej w gardle. Już dawno nie została tak zaskoczona i niestety tym razem, zaskoczenie wcale nie było pozytywne. Spłoszonym wzrokiem błądziła po gestykulujących rękach wilkołaka i jego pysku. Dopiero teraz w pełni zrozumiała, że jej wybryk może się naprawdę źle skończyć.
Ściągnął pierścień… Co chciał jej tym ruchem przekazać? Że białowłosa może kłamać, ile wlezie? Że może sterować nim niczym marionetką? Czy może, że nic go już nie obchodzi, jeśli jej odpowiedź będzie zła? Rozmach tego czynu tylko dodatkowo ją przeraził.
I wtedy zrozumiała. Poddał się. Myślał, że zna już odpowiedź. Niniel zamarła, podążając wzrokiem za pierścieniem, który leżał teraz niewinnie na masywnym biurku. Skupiła na nim wzrok, słysząc głos wilkołaka jak zza grubej kurtyny. Zrozumiała go, mimo to jego słowa nie od razu do niej dotarły. Potrzebowała chwili by je w umyśle przetworzyć i wchłonąć informacje. Wtedy podniosła głowę by spojrzeć ponownie na oblicze Tarretha. Instynktownie, niczym atakowane zwierzę, zatrzymała czas. Wszystko w okół zdawało się poszarzeć, wilkołak zastygł niczym kamienny posąg. Kobieta uwięziona również w nieruchomym ciele, zagubiona obijała się o ścianki swojego umysłu. Nie zrozumiała do końca co wilkołak miał na myśli mówiąc, że dał jej wszystko, nawet to, co nigdy nie miało już istnieć, ale wiedziała jedno: jej odpowiedź będzie niosła za sobą dużo konsekwencji.
Spróbowała ogarnąć błąkające się myśli, zmusić się do skupienia. Teraz, w ciszy, gdy nikt jej nie zmuszał do natychmiastowej odpowiedzi, miała czas do namysłu. Zadała sobie to samo pytanie, które zadał jej Tarreth. Kim dla niej był? Czy mógłby jej zastąpić nihila, Liliah? Jej serce zabolało ją na samo wspomnienie tych imion. Wiedziała, że mimo swojej ciemnej duszy, oddałaby w każdej chwili swoje życie, gdyby tylko jej brat miał odzyskać swoje. Nawet gdyby ona miała już nie istnieć, nawet gdyby miała go już nigdy nie zauważyć… Wystarczyłoby jej to, że on nadal tu jest i przeżywa to, co nie było mu nigdy dane.
Czy wilkołak był dla niej podobną osobą? Zorientowała się, iż jest dla niej ważny, jednak nigdy nie był i nie jest aż tak, jak jej brat. Nie chciała go stracić, jednak nie chciała mu też kłamać. Gdy już podjęła decyzję, w niechęcią przywróciła normalny bieg czasu i spojrzała w oblicze wilkolaka. Trudno było jej wypowiadać te slowa, jednak nie miala wyboru. Jej blade usta otwarły się, słowa zostały rzucone.
– Byłeś i jesteś ważną częścią mojego życia… Bez której bym sobie poradziła – mniejsza… – Ale jest za wcześnie, bym miała składać jakieś obietnice czy wyznania… Nie spodziewaj się ich.
Miała nadzieję, że Wilk spokojnie przyjmie te słowa a ona będzie mogła powrócić do swojego normalnego trybu życia. Żeby tyle się zmieniło po prostu po jednej nocy…? Tego się nie spodziewała.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

27 maja 2012, 13:34

Całe życie Tarreth był uczony, a potem sam uczył, że nie istnieje coś takiego, jak poddanie się. Że należy walczyć do końca. Pole bitwy jest zaskakującym miejscem, gdzie niejednokrotnie nawet opłakana sytuacja może zostać opanowana. Gdzie teoretycznie słabsza strona wygrywa. Jego wojownicze serce nigdy nie pozwalało mu zaprzestać walki. Powinien walczyć więc i tutaj. Dlaczego zatem nie walczył? Dlaczego złożył broń? Dlaczego postanowił upaść? Żołnierze nazywają to Ofiarą: Najwyższym poświęceniem w imię wyższej sprawy. Wilkołak zdawał sobie sprawę, że drążenie tematu mogłoby jedynie pogorszyć sytuację. Wiedział, że ta walka i tak była przegrana. Więc dla dobra tego, co było – poległ.
Czy interesowała go odpowiedź, jakiej miała udzielić Niniel? Bez wątpienia. Tylko czy interesowało go, czy będzie to kłamstwo, czy też nie. Też. Jednak tutaj właśnie złożenie broni mogło uratować oboje – On pokazał, że jest gotów na każde poświęcenie, że potężny artefakt, który tak upraszcza jego życie nie jest wart tej prawdy. Bo ile byłoby w tym zaufania, gdyby każde pytanie było pod znakiem prawdy? Zero. Prawda boli nieraz. Często też dotyka obie strony.
Niniel z kolei pokazała, że Tarreth nosić pierścienia nie musi, by szczerze z nim porozmawiać. Bowiem te słowa na pewno prawdziwe były. Tak oto poważna rozmowa, konfrontacja… zakończyła się klęską majordoma. Pierwszą od lat. Klęską, której gorycz miała zabić jego serce, a czemu ostatecznie Białowłosa zapobiegła na swój sposób.
Jednak… Czy warto było starać się? Weteran wolał nie odpowiadać na to pytanie.
Jego twarz wciąż przepełniona była tą bezsilnością, tą martwą egzystencją. Spojrzał on na swoje śniadanie i ruchem ręki, który przypominał ostatnie ruchy umierającego złapał za kolejny kawał mięsa. Chciał dokończyć śniadanie.
I tu stało się coś dziwnego. Każdy kolejny ruch ciała był twardszy. Każdy kolejny ruch był silniejszy. Każdy kolejny ruch był zimniejszy, przepełniony tą pierwotną siłą, jaką wilkołak dysponował.
Każda kolejna minuta zdawała się na nowo hartować siwego żołnierza, który coraz bardziej zaczął przypominać dawnego Tarretha. Gdy skończył śniadanie, włożył pierścień na palec. Jego blask ponownie zaczął chować się pod sierścią wielkiego Wilka, chowając tym samym tak znaczący szczegół siły politycznej wojownika.
Następnie wstał i zaczął ubierać swoją zbroję. Element po elemencie, części nowej, wspaniałej zbroi lądowały na przeznaczonych im miejscach, by w końcu nawet potężne dłonie żołnierza schowały się na misternie zrobionych, szponiastych rękawicach.
Gdy się odwrócił, Niniel mogła ujrzeć tą samą twarz, którą ujrzała w koszarach.Tego samego, niestrudzonego, nie znającego bólu, strachu i życia wilkołaka, który pragnął po prostu walczyć. Którego jedynym celem w życiu była walka na polu bitwy. Ta surowa twarz, przed którą najmocniejsi by się wzdrygnęli.
Potężny woj wziął do ręki swój miecz, Niszczyciela Legionów i z niebywałą lekkością, niespotykaną łatwością umieścił ostrze na swoich plecach.
Podszedł on do drzwi swojego gabinetu i przekręcił klucz.
Niedługo do pałacu zawita szlachta miasta i urzędnicy. Trzeba ustalić jakiś system notowania przychodów i wydatków… – wytłumaczył zimno, bez uczuć.
Następnie bezceremonialnie wyszedł, wołając służbę, że mogą sprzątnąć po śniadaniu i ogólny bałagan w gabinecie majordomusa.
Wyszedł. Wyszedł, wręcz unikając kontaktu wzrokowego z Niniel. Dlaczego…? Sam dokładnie nie wiedział. To było raczej podświadome działanie.

<z/t>
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

28 maja 2012, 11:04

Tarreth nie odpowiadał na jej słowa. Gdy tylko te padły, zamarł na krótką chwilę, żeby zaraz potem kontynuować posiłek. Z każdym ruchem, z każdym sięgnięciem po nowy kawałek mięsa, zdawał się być coraz bardziej pewny swojego postanowienia i… zrozpaczony. Tak przynajmniej odbierała to najada. Jasnym było, że jej odpowiedź nie była tym, czego pragnął wilkołak, jednak on nie poddawał się, nie łamał w sobie. Z typowym dla siebie uporem podniósł się ponownie po porażce, by dalej iść przez życie, które zgotowało mu już tak wiele smutnych niespodzianek. Białogłowa również milczała, obserwując jego ruchy i czując pustkę zarówno w sercu jak i w umyśle. Sama nie wiedziała czy ostateczny obrót wydarzeń był dobry, była jednak pewna jednego: to wszystko mogło się zakończyć o wiele gorzej. Bojąc się palnąć coś głupiego, po prostu milczała, gdyż cisza w tym momencie była jej najbliższym sojusznikiem.
Gdy wilkołak skończył, zaczął się ubierać. Nałożył zbroję, swój cenny pierścień, podniósł z ziemi swoją broń. Niniel ceniła jego zaufanie, ale nie miała też wątpliwości, iż w następnym rozmowach z nim znowu będzie musiała pokonywać przeszkody stawiane jej przez jego boski artefakt. Czy jednak było to aż tak trudne? Artefakty, chociaż były dziełami boskimi, również dawały wywieźć się w pole. Nie bała się walki przeciwko Jumani.
Białowsłowa czekała aż wilkołak skończy się przygotowywać, bowiem w przeciwieństwie do niego ona nie miała nic więcej, co mogłaby na siebie założyć. Jak się okazało Tarreth jednak nie miał zamiaru na nią czekać. Podszedł do drzwi, zawołał służbę której wszystko posprzątać, po czym rzucił paroma formalnymi i zimnymi słowami i wyszedł. Najada została na chwilę sama, nadal czując w ustach gorzkawy smak. Tej nocy nie tylko coś zyskała, ale też i straciła… Wilkołak w jej obecności nie zachowywał się więcej jak jej przyjaciel. To wywoływało u niej uczucia, których sama nie rozumiała, lecz nie z pewnością nie były one pozytywne. Miała nadzieję, że to wszystko nie odbije się to na niej za bardzo… Dotąd zawsze cieszyła się przyjaznym nastawieniem wilkołaka.
Do pokoju weszła służba, więc i ona poczuła obowiązek opuszczenia pomieszczenia. Podniosła z ziemi swój miecz, by umieścić go w pochwie, po czym wzięła z biurka swój pas z całym jej dobytkiem i trzymając go w ręce ruszyła w stronę drzwi. Minęła dwie dziewki, które przypatrywały się jej wielkimi oczami. Z pewnością wyczytały coś z chłodnej postawy wilkołaka jak i z jej miny, jednak najada nie przejmowała się tym zbytnio. Traktując je jak zjawy po prostu minęła je, by wyjść z gabinetu i trzasnąć mocno drzwiami. Przynajmniej w ten prymitywny sposób mogła odreagować swoją złość. Przegrała dzisiaj w zupełnie takim stopniu, w jakim przegrał Tarreth. Z tej walki nie mógł wyjść żaden zwycięzca.

[z/t]
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

11 sie 2012, 23:29

Zmęczonym krokiem, wielki weteran ponownie przekroczył próg swego gabinetu. Tego poranka było to miejsce wielkiej kłótni, która na szczęście odeszła w niepamięć.
I teraz miało to być miejsce, w którym majordom ponownie zacznie prace nad rozwojem armii. Lecz do tego musiał zwołać swych oficerów. Wieść została posłana. Musiał zatem jedynie czekać, aż przybędą.
Opadł on zatem na potężnym fotelu i czekał. Czekał na to sympatyczniejszą – w jego mniemaniu – formę obrad.
Czekał na Sztab Wojskowy.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.