Gabinet Majordomusa "Komnata Wojny"

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

Gabinet Majordomusa "Komnata Wojny"

24 lis 2011, 20:19

Pomieszczenie dość duże, jedno z najstarszych w Pałacu Sprawiedliwości. Surowe ściany, pozbawione malowideł i ozdób, pomijając tarcze, broń i sztandary, gdzie tylko prosty, szkarłatny dywan nadawał pomieszczeniu życia.
Pomieszczenie dzieliło się bazowo na dwie części, mimo, że te nie były oddzielone od siebie niczym więcej, jak kilkoma stopniami:
Bliżej wejścia znajdowała się część poświęcona wszystkim, którzy okupowaliby te pomieszczenie w razie wojny – Wielki, dębowy stół, na którym walały się mapy świata oraz prowizoryczne figurki z strzępami kolorowych materiałów, symbolizujących jednostki Wolenvain i przeciwników. Przy ścianach stało wiele równie topornych szaf, w których znajdowało się wszystko, co być powinno: Spis oficerów, liczba wojsk, kosztorysy, płatnerze, stan zbrojowni, zapasy… Wszystko.
Dalsza część, dużo mniejsza, w kącie pomieszczenia poświęcona była Majordomusowi. Tak, jak reszta mebli i biurko, stojące niedaleko za podwyższeniem pokoju było ciężkie i toporne – dębowe. W okolicy kilka półek, na których stały różne zwoje i księgi, poświęcone wojsku.
Całe pomieszczenie było wysokie i dobrze oświetlone, lecz w żadnym wypadku nie było przytulne. To miejsce miało symbolizować surową i bezwzględną naturę wojny, ale jednocześnie i chwałę wojska.

Od kiedy rozniosła się wieść, że to Tarret będzie Majordomusem, opuszczone pomieszczenie postanowiono odświeżyć. Na dworze, wśród tych, którzy do pomieszczenia mieli dostęp znalazł się ktoś, kto miłował się w kulturach innych ras, nie wykluczając Lycan. Chciał wesprzeć Weterana, nadając pomieszczeniu przyjaznego mu wyglądu, więc zdecydował się przełamać surowość Komnaty Wojny i nadać jej Duchowego kontaktu. Czytał wiele ksiąg o wilkołakach, dzięki czemu pięknie odwzorował totemy, którymi Lycanie uwieczniali wszystkie Duchy. Kilka wiszących na ścianach zwojów, na których na czerwono wypisane były okrzyki bojowe, motta i morały, przekazywane w wojsku od pokoleń były spisane w języku wilkołaków, za pomocą ich run.
Całość miała sprawić, by Majordomus dobrze się tu czuł, zawsze pełen sił.


Dodane po 52 minutach:

Po krótkiej wycieczce po korytarzach pałacu, Tarret w końcu został doprowadzony do Komnaty Wojny – sali narad wojennych i biura majordomusa w jednym. Zaskoczony był wystrojem – czyżby już całe miasto wiedziało o tym, że wilkołak stanął na czele armii? Kto wie… Nie mniej jednak poczuł się pewniej, widząc totemy, przedstawiające Duchy Przodków. Największy z nich – totem Diegai – Praprzodek wszystkich wilkołaków, który był uznawany za istotę wojny napawał żołnierza największą dumą i pewnością.
Energicznie zabrał się za wertowanie spisów, zapisek, raportów i innych dokumentów wojska.
Niestety, wszystkie były bardzo stare, sprzed prawie dziesięciu lat. Dla siwego weterana było to niepojęte. Począł wyrzucać tego typu śmieci w kąt, a pomocny skryba, którego przysłał jeden z żołnierzy zgarniał to w stos, który po porządkach miał trafić do archiwum.

Po kilkunastu minutach do sali wszedł strażnik, którego posłał Tarret, a za nim weszło wielu mężczyzn, ubranych w różne zbroje, a cechujących ich jedno – byli oficerami. Pośród nich był Kapitan Ajen, który z dumą uśmiechnął się do wilkołaka.
Zaczęło się zebranie całej inteligencji wojskowej. Pierwsze od wielu lat. Zaczęto od spisu oficerów i podziału obowiązków. Jeden z oficerów miał spisać wszystkich żołnierzy, którymi miasto dysponuje. Na szczęście od tych lat sercem wojska były koszary i było tam o wiele więcej informacji, niż tutaj. Niestety to był dopiero pierwszy krok ku odbudowie wojska.
Kilku oficerów zostało posłanych do zbrojowni, by tam oszacować zdobycze wojenne, ogólny stan i tego typu sprawy. Kolejni mieli zająć się placem treningowym i samymi ćwiczeniami. To jednak odeszło na dalszy plan. Majordomus miał ważniejsze sprawy na głowie.

Pierwszą decyzją – najistotniejszą – na dzień dzisiejszy było sprowadzenie armii do jakiejś roli. Oficerowie wybili Tarretowi pomysł armii najemnej z głowy, bo to po prostu nie działa w zamian za to, wojsko od teraz miało nie tylko służyć na murach i w obronie, ale i pracować, jak wszyscy inni. Odbudowywać budynki cechowe, mury, bramę.
Wiedział, że ludność jest rozgoryczona, jeśli nie wściekła na królową, toteż taki ruch pomógłby nie tylko w odbudowie miasta, ale i reputacji królowej, pomogłoby uspokoić lud.

Wiele pracy, wiele pracy… Wici rozesłane, praca wrze…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

19 sie 2012, 00:34

MG
Brigord z rodu Berkwista, weteran wielu (głównie morskich) bitew spojrzał na Tarreta, a w tym spojrzeniu było coś niezwykłego. Oto właśnie miały spełnić się marzenia o organizacji, która będzie oddziałem przeznaczonym do niesienia pomocy zwykłym obywatelom. Majordomus zgodził się bez problemów, samemu zresztą widząc w Patriotach nadzieję i przyszłość. Szlachcic z Lokent uzyskał pozwolenie, mógł zrobić wszystko, co sobie zaplanował i to tylko dlatego, że wywarł dobre wrażenie na dowódcy wolenvaińskich wojsk. Wojownik pokiwał głową, znowu stukając swoim wielkim mieczem o podłoże.
- Z początku będzie nas niewielu, tylko ja i bracia Firaar, którzy zgodzili się mi pomagać jako pierwsi z kapitanów - powiedział, cały w skowronkach. - Wiem jednak, że gwardia królewska to doświadczeni woje. Może oni mogliby szkolić straż i nowych jej rekrutów? - Dowódca elitarnego oddziału zmrużył oczy, nadal się nie odzywając. Bardzo trudno było z niego wydobyć jakiekolwiek słowa. Nikomu nadal się to nie udawało. - Skoro tak bardzo na to nalegasz, majordomusie… - dodał Berkwist po chwili namysłu.
- Cóż, straż ma swoich dowódców, którzy znają się na rzeczy – podchwycił Hermon. - Jest ich jednak zbyt mało. Jednak jeżeli gildia mości Brigorda zajmie się sprawami poza miastem, wielu strażników będzie się po prostu nucić, a patrole będą wielkie, szczególnie, że majordomus chce zwiększyć naszą liczebność.
- Po co to, Tarret? - spytał nagle Ajen. – Chcesz upchać straż w mieście i powiększyć jej szeregi, przy czym nie planujesz zwiększenia zakresu jej obowiązków… Czegoś tutaj nadal nie rozumiem - wyraził swe powątpiewania szlachcic.
- Mi te ustalenia wystarczą – podjął znów Brigord. - Jeśli panowie pozwolą, oddalę się do swoich spraw. Patrioci zostaną powołani do życia jak najprędzej, skoro otrzymamy środki ze skarbca miasta. Co stanie się dalej to nie moja działka.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

20 sie 2012, 19:13

Wilkołak machnął mocarną, okrytą potężnym pancerzem łapą, zaznaczając, ze Ajen nie mówi prawdy.
Nie mam zamiaru nikogo upychać w mieście. Chce tworzyć silne posterunki, przyczółki, trasy patrolowe, linie obrony, które z pewnością nam się przydadzą. A do tego potrzebni są ludzie. Dobrze wyszkoleni ludzie, którzy nie posrają się ani na widok bandy trolli, ani na widok własnych ziomków, oddanych zdrajcom, ani świecącym wojskom Imperium – tutaj spojrzał na małomównego przedstawiciela gwardii królewskiej – I niezauważalnych zwiadowców. Prawdziwe cienie, które pozwolą nam wiedzieć o wrogu więcej, niż on sam o sobie wie – wtedy wzrok przeniósł na Lustro, by potem się wyprostować – Potrzebuję, armii, która, gdy powiem "Imperium atakuje" weźmie broń i czekać nawet trzy dni i trzy noce będzie na starcie. I z wami jest to możliwe. Z Patriotami, z Gwardią, która… Będzie musiała przejść kilka zmian i zwiadowcy, którzy dostarczą mi informacji na temat czasu spędzonego w wychodku każdego, kogo będę chciał mieć na oku. Dopiero, gdy gałęzie naszego wojska będą sprawne i będą współpracować, możemy iść gdziekolwiek. Do tego potrzebuję silnego wojska. Potrzebuje armii potężnej… Bo Lokent zbyt długo było nam cierniem w oku. Mam zamiar nauczyć ich księcia, gdzie jego miejsce – Tarret zakończył krótką przemowę, zostawiając chwilę ciszy. Teraz był czas na reakcję dowódców.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 sie 2012, 03:16

MG
Przemowa Tarreta wywołała niemałą konsternację. Nikt z obecnych nie spodziewał się tak konkretnej deklaracji co do Niezależnego Księstwa Lokent, a choć wielu myślało o utarciu nosa tamtejszemu władcy, nikt z rządzących nie powiedział tego głośno. Aż do dziś. Twarz Brigorda rozświetliła się, a jego blizna rozciągnęła. Już nie kwapił się do wyjścia z sali. Elf Lustro podchwycił spojrzenie majordomusa zaraz po wzmiance o niezauważalnych zwiadowcach, dopiero później spuszczając wzrok z powątpiewaniem, jakby słowa radnego były tylko kolejnym marnym sloganem. Ajen Firaar wyglądał na zmieszanego, jakby rozdartego pomiędzy przyjaźnią łączącą go z Tarretem a interesami miasta i jego wojskowych. Hermon stał niewzruszony, jakby spodziewał się takiego obrotu spraw od samego początku. Zdecydowanie można było uznać, że dowódca straży był absolutnym mistrzem stania bez ruchu, zapewne dzięki wieloletniej praktyce wartownika. Każdy z dowódców był inny, każdy reprezentował inną gałąź nowej, tworzonej właśnie armii. Zadaniem majordomusa było wszystko to powiązać i przekazać swoje myśli najlepiej jak potrafił. Musiał zadowolić każdego z nich, w przeciwnym wypadku jego wizja mogłą upaść zanim tak naprawdę zabrał się do jej realizacji.
- Konkrety - odezwał się wreszcie kapitan gwardii królewskiej. Jego chrapliwy, jakby chory głos sprawiał wrażenie, jakby niósł się tylko kilka centymetrów od jego strun głosowych, zanikając po chwili. Zdecydowanie za rzadko go używał.
- Właśnie, wilku. Konkrety. Przedstaw nam swoje wytyczne – podchwycił Ajen, czujnie obserwując rycerza, który po raz pierwszy tego dnia zabrał głos. - Wizje masz szczytne, ale jak chcesz tego dokonać? Podsuwaliśmy ci kilka propozycji, do żadnej się nie odniosłeś. Słuchamy więc. - W innych okolicznościach słowa szlachcica mogłyby być uznane za nieco zuchwałe, jednak były kapitan czwartej kompanii nie silił się na przesadną grzeczność wobec swojego dawnego kumpla. Napięcie sięgnęło zenitu. Wszyscy wlepili swoje oczy w radnego, oczekując od niego podjęcia szybkich i niosących zapowiedziane skutki decyzji. Teraz to on miał prowadzić naradę.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

08 wrz 2012, 21:02

Majordomus uśmiechnął się, widząc entuzjazm Sztabu Wolenvain.
Zacznijmy od Patriotów. Zależałoby mi, żeby założyciele organizacji wspierali wojska miasta przy szkoleniu i doszkoleniu żołnierzy, by pomagali utrzymać… Odpowiedni stan sił miasta. Oczywiście ręka rękę myje: Miasto nie pozostawałoby dłużne za to. Szczegóły tej ugody obgadam potem z założycielami. W każdym bądź razie ścisła współpraca moja – czyli wojska Wolenvain – z Patriotami to jedynie profity dla obu stron – objaśnił, niespecjalnie wdając się w szczegóły. W końcu to Brigord miał być szefem Patriotów, organizacji nie podlegającej Miastu.
Dalej Straż Miejska. Tutaj jest dużo pracy. Przede wszystkim, skoro robimy z tego armię, której działania będą miały szerokie zastosowanie, to nie mogą być Strażą Miejską. Ochrzcimy wojska miasta Gwardią Wolenvain. Hermonie, dostaniesz skrybę i szczegółowo spiszesz, co potrzebne Gwardii Wolenvain i ile to ma kosztować. Myślę, że gość będzie znał się na rzeczy. Mundury, nowe kwatery i takie tam. Cokolwiek. Wraz ze szkoleniem, które zapewni Gwardii Wolenvain i gildia Brigorda i Straż Królewska, to się skończy tak, że mężowie z całego miasta będą walić drzwiami i oknami, by dołączyć. Trzeba zadbać o wizerunek wojska, trochę ogłoszeń, zachęcających, parady wojskowe i inne takie. Gwardia Wolenvain ma być wizytówką! Ma być dumą! – zaczął, biorąc krótką przerwę, aby znów kontynuować – Podzielimy ją na dwie gałęzie: Gwardię Wolenvain, czyli faktyczne, liczebne wojsko i Straż Miejską, której działanie ograniczy się do pilnowania miasta. Rozdzielimy dowództwa obu gałęzi, przez co będzie mniej bałaganu, a sztaby będą wiedziały, jaki jest zakres ich obowiązków. I to wszystko pod Sztabem Generalnym, na którego czele stać będę stał ja i najwyżsi oficerowie wszystkich wojsk miasta. Gwardia Wolenvain będzie działać gównie poza miastem. W najbliższym czasie trzeba będzie wzmocnić okolicę, budować fortyfikacje i inne takie. To miasto musi być bezpieczne. Gwardia nudzić się nie będzie – wtem przeniósł wzrok na Lustro – Zwiadowcy będą osobną organizacją, której zadania poza zbieraniem informacji rozszerzą się do usuwania pojedynczych celów. Nie wiem, ile się wojsko zmieniło przez te dwadzieścia lat, ale za moich czasów, to to miasto posiadało zabójców. I tutaj też będzie osobne dowództwo, które na pewno będzie wiedziało, co, jak i gdzie zrobić – wytłumaczył, przenosząc wzrok na przedstawiciela Straży Królewskiej.
Straż Królewska też Strażą Królewską nie będzie. Nie jesteśmy już miastem monarchii. Jednak to jest już sprawa drugorzędna, którą omówię przy całej Straży. Póki co, oczekuję, że Straż weźmie czynny udział w szkoleniu i życiu Gwardii Wolenvain. Sama obecność sprawi, że ludzie będą z przynajmniej ciekawością patrzyć na wojsko – wytłumaczył wilkołak, prostując się.
Panowie, szykujmy się. Mamy mało czasu, by pokazać światu, że Wolenvain jest wciąż silne! Czeka nas Zjednoczenie Autonomii. Wszystko jasne? Jakieś pytania?
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

10 wrz 2012, 07:35

MG

Wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu mężczyźni wbili spojrzenia w majordomusa. Oczekiwali konkretnej mowy, męskiej decyzji, wyjawienia zamiarów… i doczekali się. Ich twarze z początku wyrażały aprobatę i chęć współpracy, wkrótce jednak zmieniły się w wyrazy zdziwienia czy wręcz oburzenia. Po chwili głos zabrał były kapitan, Ajen.

- Tarret… co ty prawisz - jego twarz wyrażała najszczersze zdumienie. - Mądre to wszystko, piękne zaiste, ale… armia poborowa, najemnicy, jak możni po dworkach? Albo masz majętnych sojuszników, albo mowami porwiesz tłumy. Nie wątpię w to. - Skłonił się lekko. - …Lecz po oblężeniu ludzie jeszcze bardziej stronią od mieszania się w takie sprawy. Proszę o wybaczenie… - rzekł Hermonowi - …ale tylko szaleńcy dołączają teraz do straży miejskiej. Chcesz naobiecywać im krasnoludzkiego złota…? – zakpił, na powrót odwracając się do wilkołaka.

- Patrioci to teraz ledwie trzy osoby - zakomunikował Brigord. - Zajmiemy się szkoleniem rekrutów, a do ich grupy dołączymy chętnych do wstąpienia w nasze szeregi - zdecydował. Firaar wyglądał, jakby chciał polemizować, jednak zaniechał pod srogim spojrzeniem mówiącego mężczyzny. - W ten sposób nowi Patrioci poznają, co to twarde zasady zanim w ogóle zaczną dla nas pracować. To dobry plan.

- Kto będzie więcej zarabiać? Patrioci czy Gwardia Wolenvain? - rzeczowo dopytał się Hermon, ponownie okazując swoją praktyczną naturę.

- Patrioci to w zamierzeniu elita elit - odpowiedział mu natychmiast szlachcic z Lokent, na co odpowiedziało mu gniewne spojrzenie kapitana do niedawna królewskiego oddziału. Niezrażony bliznowaty kontynuował. - Mam wiele własnych środków, które chcę przeznaczyć na zapłatę. Nie sądzę, aby miasto było w stanie dać więcej swoim żołnierzom - rzekł, marszcząc brwi. - Patrioci to trudna, wymagająca służba, nie siedzenie w barakach za pieniądze i wychodzenie tylko na wypadek rozrób, co widać chce uskuteczniać majordomus. – Ostatnia część zdania była wypowiedziana niepodobnym, gniewnym głosem. - Patrioci będą pomagać obywatelom w segmencie, w którym ani armia ani straż miejska nie mogą i móc nie będą.

- Opłacanie stałej armii, Patriotów i straży miejskiej z budżetu miasta pożre tony złota - przyznał szczerze Ajen. - Może i wyposażenie mamy. Kapitanów mamy. A co damy tym wszystkim ludziom na własność, jeśli nie pieniądze? Nie obędzie się bez pomocy szlachty rolnej, a oni od czasu abdykacji królowej mają nas głęboko w rzyci - szlachcic załamał ręce. - Musimy coś z nimi zrobić, tak jak mówił Lustro. Kim, u licha, są oficerowie? – Ktoś wreszcie wypowiedział na głos pytanie, które cisnęło się wszystkim na usta. Tarret używał cokolwiek dziwnych określeń, a tylko Ajen, jako jego przyjaciel miał odwagę zapytać o znaczenie jednego z nich.

- Wybaczcie, panowie, moją bierność - rzekł wspomniany elf. - Chyba ktoś tutaj zmierza.

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

10 wrz 2012, 17:59

Majordom skrzywił się, machając mocarnymi łapami, jakby chciał odgonić krążący wokół niego chaos, skupowisko marudzeń jego sztabu.
Oszaleliście? Przecież nie oczekuję, że w przyszłym tygodniu będę miał armię, z którą ruszę na Lokent. Wiem, ze to wymaga czasu i ja wam go daję tyle, ile go potrzebujecie, by to wszystko ogarnąć.Macie siebie nawzajem, mnie, resztę Rady, macie czas i wytyczne. Czy kiedykolwiek wam coś więcej było potrzebne? – zapytał retorycznie, opierając się pięściami o piękny stół.
Najważniejsze póki co, to wprowadzić w życie Patriotów i dokonać "rewolucji" w trzonie naszych sił, czyli Gwardii Wolenvain. To są priorytety, które fundamentami dalszych zmian będą. Czyli powiększeniem liczby wojsk, współpracą, poprawieniem wizerunku wojska i tak dalej… A właśnie! Ludzie nie są tacy głupi. Właśnie dlatego, że wojsko jest słabe, to powinni chętniej wstępować, by chronić rodziny. Trochę "przemawiania do rozsądku" i będzie świetnie. Póki co nikt nie musi wiedzieć, że planujemy wojnę z Lokent, prawda? – kolejne pytanie, uświadamiające, jak prosty jest mechanizm.
Kiedy Brigord wtrącił o planach Tarreta z tym pięknym gniewem w glosie, ten chrząknął z nieskrytym zadowoleniem. Może nawet odnajdywał w tym swego rodzaju komplement?
Ponadto. Patrioci to organizacja, która pomimo współpracy z miastem, nie jest częścią miasta. Można to z powodzeniem nazwać "Grupą specjalną", aczkolwiek co do "elity elit", to myślę, że z powodzeniem i Patrioci i Straż… Uhm… – uciął, nie mogąc wymyślić jakiejś sensownej nazwy dla Straży Królewskiej, której przedstawiciel był obecny na sali – … I Wilcza Straż mogą dzielić ten tytuł. Ponadto, Patrioci będą mogli w szeregi Wilczej Straży wstąpić. Bądź zrobimy to inaczej, ale to nie jest aż takie ważne – wytłumaczył weteran.
Nazwa "Wilcza Straż" nie jest przypadkowa. Acz też nie jest dopracowana. Jednak wyjaśnienie tego pozostaje między starym wojownikiem, a kapitanem dotychczasowej elity.
Co do pomocy ze strony szlachty rolnej… To myślę, że nie znajdziemy tam problemu. W miarę rozwoju armii i oni dostrzegą, że armia pilnuje ich interesu, więc i pomogą w jej utrzymaniu. Jeśli tego "przypadkowo" nie zauważą, to im o tym powiemy, a jak i to nie zadziała, to będą pierwszą ofiarą armii, a ich włości należeć będą do miasta i to miasto będzie opłacało armię – oznajmił zimno wojownik. Liczył się z ostrą dezaprobatą ze strony reszty sztabu, więc nie przestawał – To są radykalne kroki, których mam nadzieję nie tworzyć. Jednak sami wiecie, jaka szlachta jest, czego chcą, a co dają. Co chcieliby dawać, a czego nie. Im mocniej ich za mordy będziemy trzymać, tym lepiej – wytłumaczył równie zimno, patrząc na reakcje zebranych.
Gdy Lustro wspomniał o zbliżających się osobach, Tarret westchnął tylko i zerknął na drzwi.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

10 wrz 2012, 19:33

MG

Zebrani odwrócili się w stronę drzwi. Nikt ich nie otworzył. Wyglądało na to, że poza Lustrem nikt niczego nie usłyszał. Elf skrywał wiele tajemnic, a jedną z nich była doskonała, zapewne wzmocniona magicznym przedmiotem czujność.

- Mości majordomie - rzekł cicho. – W tej materii możemy zdać się na Zwoje. Od lat pomagali władcom miasta w zbieraniu informacji i likwidowaniu… niepożądanych person. - Elf uśmiechnął się lekko. – Ich przydatność jest niekwestionowana. Inna sprawa, że jest to niezależna organizacja, która współpracowała ostatnio z królową Nikol. Przenieśli swoją siedzibę z Minaloit, ciężko ich teraz znaleźć. – Zakapturzony zwiesił ręce. – Jest to jednak… wykonalne. Decyzja jest wasza, majordomusie.

Ajen skrzywił się mimowolnie, patrząc prosto w wilcze oczy Tarreta. Nie było w nim strachu.

- Mamy wszystko… prócz pieniędzy - powiedział dobitnie i bez ogródek. - Zdajesz się w ogóle o tym nie myśleć. Szczytne masz cele i podniosłą mowę, ale bez konkretnych rozporządzeń i jasnego planu nic się nie uda. Nie wyobrażam sobie jak to ma wyglądać. - Kapitan westchnął. - Dworscy możni z pewnością ci pomogą, jednak jest ich zbyt niewielu, aby utrzymali to wszystko na swoich barkach. A ja nadal nie wiem, kim są oficerowie.

- Szczęściem sprawa Patriotów jest już ugadana - powiedział promiennie Brigord. Zdawało się, jakby nagle przestały obchodzić go nierealne marzenia Tarreta. - Poradzę sobie ze sprawami urzędowymi i wyekwipowaniem swoich. Obiecałeś nam, majordomusie, pieniądze z kasy miasta, a my w zamian będziemy szkolić Twoją armię… - tu nastąpiła krótka pauza, podczas której Berkwist wyraźnie powstrzymywał się od wyrażenia swojej niezbyt pochlebnej opinii na ten temat - …więc sprawy finansowe mamy uregulowane.

Kapitan jedynego stałego oddziału miasta skrzywił się na wzmiankę o Wilczej Straży, jednak nie wyrzekł ani słowa. O tym mieli z majordomem rozmówić się później.

- Oczekuję edyktu, w którym dokładnie przedstawisz swoje plany - powiedział stanowczo Ajen, co w innej sytuacji zakrawałoby na brak szacunku wobec radnego. - Wraz z opisem, skąd, u licha, weźmiesz na to wszystko złoto. Trzeba też poinformować innych członków Rady.

Hermon nie powiedział nic, w ciszy zgadzając się z decyzjami wyżej urodzonych. Miał jednak jedno pytanie natury praktycznej.

- Czym są mundury? - rzekł po długim zastanowieniu. W myślach układał już spisy, które wręczy obiecanemu przez majordoma skrybie, jednak nie miał pojęcia, jakim rodzajem uzbrojenia są wymienione przez Tarreta mundury. W głowie przywódcy drabów miejskich pojawiały się myśli o nowym, prawdopodobnie gnomim wynalazku oraz ochraniaczach na koguty męskiej części straży. Musiał się upewnić.

Na korytarzu wyraźnie odezwał się odgłos kroków.

Kolejny MG-post pojawi się, gdy do Komnaty Wojny wkroczą Niniel i Herubin.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

14 wrz 2012, 17:38

Niniel już z korytarza słyszała podniosłe głosy dochodzące z komnaty Wilka. Uśmiechnęła się pod nosem, zdając sobie sprawę jak zażarcie dyskutowali. Nie spodziewała się wprawdzie niczego innego, chociaż błędnie tkwiła w przekonaniu, że decyzje jakie Tarret musi podjąć są mniej istotne niż w rzeczywistości. Szli z Herubinem w milczeniu, ramię w ramię, a ich kroki odbijały się po gołych ścianach zagłuszając ledwo słyszalne głosy obradujących. Białowłosa nie zidentyfikowała praktycznie żadnego słowa.
W końcu stanęli przed mosiężnymi drzwiami, a najada odpuściła sobie pukanie. Nacisnęła zdecydowanie klamkę i weszła do środka, wzrok swój kierując od razu na zebranych. Ajena Firaara poznała od razu, w końcu był kiedyś jej kapitanem. Teraz wszystko się zmieniło, to ona i Tarret wsławili się w walce bardziej niż on, jednak szacunek do starego towarzysza broni pozostał, mimo iż nie znała go tak dobrze jak Wilk. W drugim i trzecim mężczyźnie rozpoznała dowódców gwardii królewskiej i straży miejskiej, i chociaż ich imiona miała na końcu języka, to nie mogła sobie ich przypomnieć. Czwartą osobą na którą padł jej wzrok był mroczny elf, którego już gdzieś widziała, lecz nie miała pojęcia jaką funkcję dokładnie zajmuje. Droga Ourelio, ale ze mnie ignorantka, pomyślała jasnowłosa, będąc dogłębnie zawiedziona własną niewiedzą. Udało jej się jednak tego po sobie nie pokazać. Ostatnim zebranym był ktoś, kto na Wolenvainlskiego żołnierza jej nie wyglądał, nigdy go nawet nie widziała. Biorąc jednak pod uwagę że wszyscy tu byli, musieli być dla Tarreta zaufanymi ludźmi. To jej wystarczyło.

Witam – przywitała się tak cicho, że niemal niedosłyszalnie, kiwnęła jednak głową w geście szacunku, przy Ajenie chyląc ją ledwo zauważalnie niżej. Po tym krótkim geście formalności podeszła szybkim krokiem do biurka Tarreta, jej wyraz twarzy zdradzał zaś pierwszy raz od paru godzin pozytywne emocje.

Nie chcieliśmy przeszkadzać w obradach, los jednak nas do tego zmusił – wytłumaczyła się Wilkowi, bo przecież miało jej tu nie być. – Mam nadzieję jedynie, że nie przerwaliśmy wam w połowie myśli, a jeśli tak… To proszę was o wybaczenie, lecz sprawa z która przybywamy jest niecierpiącą zwłoki. – Jej wzrok podążył po kolei po wszystkich twarzach, jakby najada miała nadzieję wyczytać z nich, w jakim punkcie tak naprawdę im przerwano. Niestety nie potrafiła czytać w myślach…

W czasie gdy wy omawialiście tutaj sprawy militarne, my z Herubinem przyjęliśmy na audiencję pewnego centaura, którego lud zaoferował nam… rzekomą pomoc. – Kobieta pokazała im na otwartej dłoni kopię paktu przyniesionego przez Urlosa, a jej jej postawa, ruchy i wyraz twarzy zdradzał typową dla nią rezolutność. Musiała jednak przyznać sama przed sobą, iż nadal nie wie co myśleć o butnym centaurze, chociaż jego propozycje zachęciły ją do dalszych działań, nawet w sprawach militarnych których nie chciała się z początku tykać. Teraz jednak wiedziała już, że jej to nie wyjdzie.

Pozwólcie że odczytam na głos, będzie szybciej.

Wprawnym ruchem odwinęła delikatny rulon, chrząknęła cicho i zaczęła czytać:

Starszyzna Alne za pośrednictwem Urlosa, Mo z Alne, reprezentanta Alne, pragnie pozdrowić szanowną Radę miasta Wolenvain i oferować pomoc w trudnych czasach.
Oto co następuje:
Punkt pierwszy: oferujemy wzbogacenie wojsk miasta Wolenvain o dwieście wojowników morain (dziewięćdziesięciu wojowników Ra, tyle samo Mo oraz dwudziestu szamanów In), którzy będą do waszej dyspozycji.
Punkt drugi: oferujemy trenowanie waszych wojsk przez Mistrzów Wojowników morain.
Punkt trzeci: oferujemy handel dobrami wytwarzanymi w Alne.
Punkt czwarty: oferujemy fort, który zostanie wzniesiony tuż za Pustynią Śmierci i Nizinami Szmaragdu, rękoma morain, więc jego budowa będzie trwała kilka razy krócej niż gdyby był budowany przez budowniczych Wolenvain. Fort będzie własnością miasta Wolenvain. Tu trzeba zaznaczyć, że miejsce to jest wyjątkowo korzystne pod względem wojskowym, oraz gospodarczym, gdyż znajduje się w przesmyku pasm górskich, którym idzie Trakt Centralny, a okoliczne ziemie są bardzo urodzajne.
Żądania:
Punkt pierwszy: fort o którym wspomniano zostanie zasilony dwoma oddziałami żołnierzy z Wolenvain (po sześćdziesiąt ludzi), którzy będą tam stacjonować, a jeśli ich umiejętności bojowe będą oceniane przez morain z Alne za zbyt niskie, wówczas zostaną zamienieni na sprawniejsze oddziały. Ponadto fort zostanie zasilony rolnikami z Wolenvain (ich liczba zależna jest od decyzji Rady), którzy będą produkować tam żywność, a część nadwyżki która powstanie (dokładniej: jej jedna piąta) zostanie wysłana do Alne. Co więcej – oddziały w forcie mogą zostać natychmiast wezwane do broni w każdej chwili w przypadku gdy Alne byłoby zagrożone.
Punkt drugi: wojska morain, które przybędą do Wolenvain będą na utrzymaniu miasta Wolenvain, chyba, że wojownicy będą preferować wyżywienie na własną rękę.
Punkt trzeci: w mieście Wolenvain zostanie wydzielony plac, do którego nikt poza morain, oraz Radą i posłańcami, nie będzie miał wstępu, a na którym powstanie świątynia morain, gdzie wojownicy morain będą się modlić.
Punkt czwarty: położenie Alne zostanie w ukryciu przed każdym. Ujawnienie będzie w ostateczności, gdy Alne miałoby być zagrożone. Wszelki handel z Alne będzie się odbywał za pośrednictwem fortu.
Punkt piąty: o wszystkich znaczących decyzjach, które zostaną podjęte – a które będą miały w planach wykorzystanie wojsk morain – Rada będzie informować reprezentanta morain w Wolenvain, który będzie rezydować w świątyni morain w Wolenvain. Nie jest to pytanie o zgodę wykorzystania wojsk morain, lecz po prostu informacja o ich wykorzystaniu.

Kończąc skierowała swoje spojrzenie natychmiast na Tarreta, jakby chciała wyłapać jego pierwszą reakcję. Odłożyła kopię paktu na jego stół, by każdy chętny mógł go ponownie przeczytać. Jej wzrok przesunął się po wszystkich zebranych.

Tak więc plemię centaurów-duchów chce zostać naszymi oddanymi sługusami – pozwoliła sobie na kwaśny żart, nie mogąc się przy nim nie skrzywić. Nie mogła też nic na to poradzić, że cały ten pakt trudno jej było wziąć na poważnie. Westchnęła cicho i wróciła do poważnego wyrazu twarzy, uważnie przyglądając się wszystkim zebranym. - A tak naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony jeśli to prawda, to pozbylibyśmy się kilku problemów, z drugiej zaś… Cóż, to wszystko jest śmiesznie nierealne, a ten ich wysłannik jest kiepskim politykiem. Oby był lepszy w mieczu… A może to z tą starszyzną coś nie tak? W każdym razie musiałam go zmusić by podał jakiekolwiek szczegóły, a on wydawał się być tym albo oburzony albo rozśmieszony.

Niniel oparła się lekko o biurko majordomusa, w zamyśleniu przyglądając się jego właścicielowi.

Nie podobały mi się jego emocje, Tarret – powiedziała nieco ciszej, chociaż dosłyszalnie dla wszystkich. Ledwo powstrzymała się przed niepewnym zagryzieniem wargi. – Wyczułam rozśmieszenie i pobłażliwą pogardę, wywołane zapewne moją dociekliwością. Nie z takim nastawieniem powinni przychodzić posłannicy…

W komnacie zapadła na krótką chwilę cisza, którą też przerwała sama najada, rozluźniając się nieco.

W każdym razie wydaje się, że nie lubią być nazywani centaurami… Chociaż nimi są, oczywiście – dorzuciła z lekkim rozbawieniem, chociaż jej oczy nadal zdradzały głębokie zamyślenie. Jej wzrok wpadł w tym momencie na Herubina, którego widok rozjaśnij nieco jej myśli.

A ty jakie wyniosłeś wrażenia z tej audiencji, Herubinie? – spytała z ciekawością, nie spuszczając z niego swoich turkusowych oczu. – Co sądzisz o tym pakcie?

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

14 wrz 2012, 22:07

Na jego twarzy Niniel nie mogła dostrzec nawet cienia uśmiechu, ale on sam jakby promieniał. Ta delikatnie wyczuwalna aura towarzyszyła mu odkąd jego stopy, a raczej kopyta, poczuły chłód ziemi. Chyba miną lata nim dobrowolnie wejdzie na jakąś łajbę. Jego myśli zmieniały się z niewyobrażalną prędkością, co rusz zmieniał tok myślenia, by odwrócić monetę losu. Musiało to być genialne, bo nie dość że musiał odpokutować swoje winy, to jeszcze odzyskać zaufanie, które rzecz jasna było w strzępach.
Musiał co chwila przyśpieszać, lub zwalniać by iść równo z radną. Jego umysł był w innym miejscu, coraz częściej pochłaniały go wszelakie rozważania. To niedobrze, powinien być skoncentrowany. Kobieta szła w ciszy, a i on nie miał zamiaru przerywać tego błogiego stanu. Szybko dotarli do komnaty majordamusa, za szybko. Powoli przypominał sobie rozmieszczenie sal i pokoi, nie minie tydzień, a przypomni sobie wszystko.
Dźwięki z komnaty popsuły mu nastrój, nie wiedział dlaczego ale wszystkich wojskowych porównywał do Tarreta, go choć szanował to nie lubił. Chciał, żeby spotkanie przebiegło szybko i w miarę bezboleśnie.
Nie znał się na etykiecie, ale wejście bez pukania wydawało się dość… dziwne. Nie mogąc jednak ingerować, szedł za nią krok, w krok. Powtórzył drobną ceremonie powitalną, by nie wyjść na ignoranta, którym praktycznie był.
Stał jak skała, starając się nie okazywać emocji. Wsłuchiwał się po raz kolejny w punkty traktatu. Tak zachęcający, że prawie nierealny.
Jej żart skwitował kwaśną miną. Nie bawiło go słowo sługus, po ostatniej wycieczce do niewolniczej kopalni. Zastanawiało go jak wykończyć proceder, zwany niewolnictwem.
Gdy Niniel skończył wysunął się nieco do przodu, jego twarz początkowo była skierowana lekko w dół, teraz jednak spojrzał prosto w oczy wilka. Nie mógł kłamać i dobrze o tym wiedział.
- On jest inny… taki szczery, wytrwały, wierny jak na te czasy słodszy od łakoci z Derinu. Lecz coś w nim jest, coś co daje wiarę w jego szczere intencje, choć byłoby łatwowierne uwierzyć mu od tak…
Wziął drugi oddech, nie śpieszył się i nie miał zamiaru przyśpieszać. Mrugnął leniwie, jakby znów chciał udowodnić że jest jedynie starym, niedołężnym satyrem.
- Co do samego traktatu, by wyżywić fort trzeba będzie przesiedlić mnóstwo rolników i wątpię by im się to spodobało, oni będą wpajać w nasze wojska ich idee, to oni mogą założyć bazę w środku naszego pięknego miasta, trzeba myśleć o nastrojach społecznych, nie wszystko jest tak idealne jak nam to przedstawił Urlos. No i zostaje rzecz tajemniczego miasta centaurów, byłbym chętny rozpoczęciem współpracy ale z ograniczonym zaufaniem.
Chyba mroczny elf najlepiej rozumiał co miało znaczyć ostatnie zdanie. Szpiegostwo i zbieranie informacji o wszystkich wydarzeniach w forcie i planach braci posła było ich obowiązkiem! Wiedział, że w tych ciężkich czasach nie można było ufać nikomu, dogłębnie poczuł to na ostatnim bankiecie….
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

28 wrz 2012, 17:59

Wilkołak westchnął lekko i krótko, ciesząc się, że zbliżają się do momentu kulminacyjnego spotkania.
Będzie zatem edykt. Napiszę go razem z resztą Rady, która lepiej orientuje się w kwestii złota. O to się nie martwcie – machnął ręką i…
I no właśnie. Ktoś otworzył drzwi. Weteran nienawidził bezczelnych aktów, jak takie coś, dlatego miał zamiar ochrzanić głupca, który śmiał im przeszkadzać. Lecz, gdy ujrzał Niniel, zgasł tak szybko, jak się zapalił. Należała do osób, które miały to wręcz święte prawo do przerywania żołnierzowi, kiedy tylko miała ochotę. Niebywałe wyróżnienie, zważywszy na fakt, że istnieją tylko dwie osoby, które mają ten przywilej.
Tuż za nią pojawił się Herubin. Ot czarna owieczka, która ma tak niebywały talent do wpakowywania się w różnego rodzaju kłopoty – na szczęście ie tylko z opłakanym dla miasta skutkiem. Można było zaobserwować drgnięcie pyska rosłego wilkołaka, lecz nie można było tego nazwać ani uśmiechem, ani skrzywieniem się – tylko Tarret po prawdzie wiedział, co ukrywał.
Centaurów-duchów? – spytał ciekawy, łapiąc list i zaczynając czytać – Tia… – mruknął, ukazując list członkom zebrania wojskowego. Niech poznają treść, wyrażą swoją opinię.
Zobaczmy najpierw, z czego te całe centaury są zrobione. Potem omówimy szczegóły. Co do tej części dla morain w mieście, to nie widzę problemu – wyznanie jest rzeczą, do której się nie wtrącamy, no chyba, że zaprzeczamy sami sobie, posiadając już kilka świątyń różnych większych, lub mniejszych bóstw i kultów. Kwestią ich wyżywienia i tego typu sprawy – zdaję się na was. Wojsko zostawcie mnie – oznajmił pewnie, acz spokojnie, wręcz stoicko.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.