Komnata Biwekira Wawrekara

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

Komnata Biwekira Wawrekara

06 gru 2015, 19:32

Przejście pomiędzy korytarzem a izbą mieszkalną pana Biwekira oddzielały jednoskrzydłowe drzwi. Po przekroczeniu ich progu trafiało się do pokoju głównego, który zajmował większą część przestrzeni komnaty szlachcica. Naprzeciwko wejścia do tego pomieszczenia znajdowało się okno w przedniej ścianie. Prostokątny stół stykał się z jej lewym kątem. Na jego dębowym blacie postawiono ceramiczny dzban wypełniony do połowy winem rozcieńczonym wodą. Obok niego położono cztery drewniane kielichy, ozdobione umiejętnie wystruganymi wzorami cierni, które opierścieniały te naczynia. Trzy krzesła przysunięto do stołu: pierwsze do jego tylnego boku, drugie i trzecie do prawego boku. Ceglany kominek przylegał do lewej ściany na środku. Pod paleniskowym otworem wykonano drugi na przechowywanie drewna na opał i pogrzebacza. Na biurku, znajdującym się na lewo od drzwi wejściowych, dotykającym ściany tylnej ułożono stos niezapisanych kartek papieru. Kałamarz napełniony atramentem, pióro przygotowane do pisania, wosk do pieczętowania listów, stalowa pieczęć herbu Zielony Dąb, niezapalona świeca wsadzona do mosiężnego świecznika i abakus - to wszystko położono na owym biurku. Przy nim stało wygodne, obite skórą siedzisko z podparciami na ramiona. Kamienną podłogę dekorował duży, zielony dywan ukazujący dąb. Główny pokój posiadał sporo wolnego miejsca, przez co swobodne poruszanie się po nim nie stanowiło żadnego problemu.


Wejście do sypialni małżonków zamykały drzwi znajdujące się na prawo od okna pokoju głównego. Znakomitą większość powierzchni zajmowało dwuosobowe wyścielone łoże z rzędem miękkich poduszek, a za nim okno z zielonymi zasłonami. Cztery stykające się ze sobą kufry ukrywały dobytek męża i żony. Jeden z nich był zamknięty na klucz, drugi przechowywał męskie stroje, natomiast pozostałe skrywały kobiece ubrania. Wszystkie pojemniki ustawiono przy prawej ścianie - obserwując sypialnię z perspektywy wejścia do niej. W lewej ścianie również było okno z zielonymi zasłonami, a obok niego stał owalny stolik z miednicą. W tym pokoju bez poczucia ciasnoty mogły stacjonować trzy osoby.


Drzwi, naprzeciwko biurka w głównym pokoju, prowadziły do drugiej sypialni, która należała do syna Biwekira, Cergwira. Jednoosobowe wyścielone łóżko z dwoma poduszkami w zupełności wystarczyło pięcioletniemu chłopcu. Za miejscem do spania znajdowało się okno. Obok niego, przy łóżku, leżał kufer z ubraniami dla chłopczyka. Przy prawej ścianie umiejscowiono stolik z krzesłem, przy którym Cergwir spędzał większość dnia przy nauce czytania, pisania i rachowania pod okiem matki. Na blacie chaotycznie porozrzucano arkusze papieru zapisane koślawym tekstem. Na podłodze walały się trzy drewniane figurki miniaturowych rycerzy. Ta sypialnia zapewniałaby komfort dla czterech osób.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

07 gru 2015, 21:30

Biwekir Wawrekar zmierzał powolnym krokiem do swojej komnaty. Na jego twarzy zastygł grymas złości od chwili opuszczenia siedziby brata. Szlachcic zapewne odbył nieprzyjemną pogawędkę z krewniakiem, bowiem wyglądał on na niezadowolonego. Przyszłość malowała się w ponurych barwach, a obecna sytuacja rodu pogłębiała kolory nędzy na obrazie przedstawiającym dzisiejszą Autonomię. Dyskutowanie na jej temat nie należało do rzeczy łatwych, zważywszy na charakter rozmówców, którzy z łatwością ulegali ognistym emocjom. Ród Wawrekara popierał politykę prowincji stołecznej, a w szczególności widział on ogromny potencjał w działaniach pana Dardema Rejranda i jego Konsorcjum. Zdrowy rozsądek podpowiadał, aby dołączyć do wpływowego gracza na arenie polityki, licząc na na jego przychylność i niemały zysk wynikający z takowej przychylności. Niemniej Biwekir nalegał, aby zainwestować środki na zdobycie wiedzy traktującej o losie rodziny zmarłego pana namiestnictwa lokenckiego. Rycerza gnębiła ta kwestia, nie miał bladego pojęcia, co się z nią stało po powstaniu Niezależnego Księstwa Lokent. Patriotyzm do rodzinnych terenów sprawiał, że mężczyzna zamierzał zająć się tą sprawą. Prosił brata o małą pomocą finansową, ale zakończyło się to jedynie szermierką słowną. Biwekir mógł liczyć jedynie na siebie.

Brązowooki dotarł do swej izby. Pierw powitał go skrzypiący dźwięk zawiasów otwieranych drzwi, który obudziłby umarłego. Mężczyzna wszedłszy do środka, od razu usłyszał trzeszczącą melodię palonego drewna w kominku. Ciepłe powietrze utuliło go czule, przytulna atmosfera uspokajała rozdrażniony umysł. Płomyki w palenisku leniwie tańczyły, przyciągnęły spojrzenie męża, ale tylko na chwilę. Siedzącą przy biurku Riarennę pochłonęło pisanie na papierze. Płynne ruchy jej delikatnej dłoni kreśliły znaki za pomocą gęsiego pióra. Jasnowłosa kobieta ubrana w błękitną suknię spodnią wydawała się nie zdawać sobie sprawy z obecności mężczyzny. Ten uśmiechnął się pod wąsem i stanął za plecami ukochanej. Ułożył on swe dłonie na jej ramionach. Pocałował głowę żony. Wybranka odwróciła się po chwili w jego kierunku. W jej turkusowych oczach promieniowała dobroć, jakby sama Lorven pobłogosławiła jej duszę. Małżeństwo poczęło rozmowę na tematy powierzchniowe, wymieniając się ciekawostkami dzisiejszego dnia. Okazało się, że Riarenna tworzyła wiersz w przypływie natchnienia. Konwersacja trwała długo, lecz Riarenna zamierzała udać się na spoczynek, a lirykę dokończyć następnego dnia. Mąż zapewnił ją, że niedługo do niej dołączy. Białogłowa udała się do sypialni.

Biwekir zdjąwszy czapkę i rękawice, położył je na blacie biurka. Odpiął on pochwę z orężem, oparł ją o ścianę. Ściągnął pas rycerski, który zawiesił na oparciu siedziska. Szlachcicowi zaschło w gardle, więc postanowił czym prędzej je zwilżyć. Nalał do drewnianego kielicha wino z dzbanka, a następnie zajął miejsce przy biurku. Napił się, oparł się wygodnie, westchnął. Zaczął dumać plany na następny dzień. Zamierzał sprawdzić poczynania syna w nauce. Chłopiec kładł się spać późnym wieczorem, dlatego nie było sensu zakłócać jego snu. Cergwir osiągnął wiek, który pozwalał mu na rozpoczęcie treningu bojowego. Ilość srebra uniemożliwiała na wysłanie go pod opiekę doświadczonego rycerza, więc sam ojciec miał zamiar nauczyć syna niezbędnych umiejętności. Prócz tego trza było przygotować monety na opłatę edukacji syna oraz pobytu w Pałacu Sprawiedliwości. Biwekir miał nadzieję, że w niedługim czasie otrzymałby zlecenia od Patriotów, które zwiększyłoby dochód. Rozmyślał on także nad zdobyciem na własną rękę dodatkowych zleceń. W niespokojnych czasach ludzie lubili rozwiązywać problemy za pomocą miecza. Dodatkowo nie zaszkodziłoby sprawdzić stan rządu końskiego i samej klaczy, która przebywała w miejskich stajniach. Sporo spraw wymagających pieniędzy, a wina wciąż było odrobinę za mało.

Jeżeli nikt nie zamierzał odwiedzić Biwekira o tej porze, ten, po godzinie spędzonej na refleksji, udałby się na spoczynek. Wtedy ściągnąłby on buty, skierowałby się do sypialni, aby tam się przebrać i położyć do łóżka.

Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Levitate and Bow

13 wrz 2016, 17:49

MG

Wino i snute plany uspokoiły myśli Biwekira, który nie czuł się dobrze po sprzeczce z bratem. Miał inne cele niż on i nie mogli dzisiaj dojść do porozumienia. Mimo wszystko ich niedawno zmarły ojciec dzieląc między swych synów ziemie nie podzielił ich samych. Nadal trzymali się razem, ale Grodnir miał chyba nieco mniej wojowniczą naturę. Był – owszem – srogi i gorący miał łeb, ale ostatnimi czasy nie kierował swych starań w kierunku odzyskania dziedzictwa, angażując się raczej w lokalną politykę. Być może miał na celu to samo, co Biwekir, ale chciał dojść do tego innymi drogami. Na razie ich zdanie nie pokrywało się i Wawrekarowie, choć stojąc po jednej stronie, z pewnością nie stali teraz obok siebie.

Tak przynajmniej sądzić mógł młodszy z nich, zmęczony słownymi utarczkami z równie porywczym bratem. Gdy odszedł do swego małżeńskiego łoża, zgodnie z przewidywaniami znalazł w nim nie tylko swą żonę, ale też syna i córkę. Riarenna spała, obejmując dzieci. Wychowana tradycjonalistycznie przez swego ojca Brigorda od zawsze była sceptycznie nastawiona do pomysłu tworzenia dla pięcioletniego Cergwira osobnej sypialni. Zwykła mawiać, że jest to bezbożny pomysł rodem z Czeluści, ale Biwekir znał prawdę – za bardzo kochała swe pociechy, by tak łatwo się z nimi rozstać. Nie była bowiem osobą szczególnie cnotliwą, jeśli chodziło o sprawy obyczaju. Sama zajmowała się między innymi poezją, rzeczą niegodną damy, marnując na drogie kartki papieru niemałe sumy. Rzecz ze sztuką pisaną była w ogóle zabawna – zajmowali się nią albo mężczyźni wyjątkowo świątobliwi albo tacy bez bogini przy duszy. I jedni i drudzy dalecy byli stylem życia od Biwekira, który, zmożony rozważaniami i alkoholem, położył się wreszcie.

Spał nieco za długo. Gdy otworzył oczy, zobaczył swą dziesięcioletnią córkę wystrojoną niczym na bal. Dopiero co się przebudził, więc nie zrozumiał, dlaczego się to dzieje. Minę musiał mieć na tyle głupią, że sama Aradunka udzieliła mi odpowiedzi.

– Tato, hrabia! – wykrzyknęła z ekscytacją, wymykając się służce i rzucając się w kierunku swego ojca. Byłby zniszczyła sobie kreację, gdyby nie jej niezawodna opiekunka. Starsza kobieta zestrofowała Aradunkę lekko i przystąpiła do dalszego strojenia jej. Wkrótce Biwekir przypomniał sobie – oto do Wolenvain przybywał hrabia Virnhild Hilduun, jeden z najpotężniejszych graczy prowincji stołecznej i zagorzały przeciwnik Konsorcjum oraz pretendenta do tronu, od niedawna także hrabiego, Dardema Rejranda.

Śmierć ojca i wstąpienie do zakonu pierwszego w kolejce do sukcesji, starszego brata, trafiły się mu akurat teraz, przed zjazdem szlachty. Nieprzychylni już szeptali, że jest w tym coś podejrzanego, jednak nie osłabiło to pozycji Dardema. On sam był w stolicy od paru dni, szykując się do zaprzysiężenia swych wasali w Jaśminowym Parku. Na organizację tego wydarzenia poszło mnóstwo pieniędzy, uroczystość miała być duża i przybyć mieli wszyscy istotni szlachcice oraz kapłani ze stolicy i okolic. Co istotne, pojawić się miało także wielu wpływowych kupców, członków założonego przez Rejranda Konsorcjum, nad którym pieczy prawdopodobnie nie będzie już sprawował. Gdyby Biwekirowi udało się dostać na ceremonię, mógłby porozmawiać z wieloma ważnymi osobami, w których było być może kilku skłonnych mu pomóc.

Tymczasem jednak członków jego rodziny absorbował pan Hilduun. Dodatkowego zainteresowania przydawał mu fakt, że hrabia nadal nie miał żony i niemal wszystkie rody stolicy, które miały córki na wydaniu, zamierzały mu je zaprezentować. Wawrekar musiał zdecydować, czy nie wziąć posiadania dziesięcioletniej córki za pretekst do spotkania się z hrabią. Nie był taki, jak ci, którzy dorobili się po wojnie i teraz siedzieli w stolicy, uważając się za paniska godne legend. Nie mógł się więc ich wzorem łudzić, że Aradunka ma jakiekolwiek szansę poślubienia hrabiego. Być może jednak udałoby się w ten sposób zamienić kilka słów z tym, na kogo Derin patrzył przychylnie, widząc w nim zarzewie wewnętrznego konfliktu w prowincji stołecznej; konfliktu, który Jego Namiestniczej Mości panu Gilbarowi Jakurenowi był bardzo na rękę.

Nie sposób było nie wyjść na dziedziniec i nie przyjrzeć się hardemu Strażnikowi Gór. Mógł się on Biwekirowi spodobać. Miał posturę, aparycję i opinię wojownika, chociaż dotyczyło go też wiele mniej lub bardziej istotnych plotek. Jako pragmatyk, pan Wawrekar nie zamierzał jednak na nich polegać. Nie poznawszy człowieka nie mógł o nim powiedzieć wiele więcej. Trzymał syna na barach, by ten mógł dobrze się przyjrzeć. Córka miała gorzej, ale i tak niemal mdlała z ekscytacji. Nawet żona Biwekira promieniała w obecności hrabiego, a przynajmniej tak mu się zdawało. Wznieciło to w nim gniew, który szybko stłumił, postanawiając ponownie, że nie spocznie, dopóki nie odzyska swej ziemi.

W tłumku zaczepił go chłopak, którego czasem wysyłał w mniej istotnych sprawach do miasta lub z korespondencją. Poinformował, że w mieście zjawili się też Patrioci, a informacja ta musiała ożywić Biwekira. Zatem – wrócili. Sam nie udał się do Lwiego Brodu ze względu na śmierć ojca, ale słyszał już coś o strasznych wydarzeniach, w których brał udział jego teść oraz członkowie kompanii, do której należał. Dowiedział się, że Patrioci zmierzali do Łaźni Radosnych Pijawek i szybko wywnioskował, że jest wśród nich kapitan Ajen Firaar, stały bywalec i wielki zwolennik tego miejsca. Dołączenie do kąpieli jawiło się kuszącym, szczególnie, że mógłby tam w spokoju porozmawiać z dawnymi kompanami i dowiedzieć się wszystkiego bezpośrednio od nich, jednak była to kosztowna inwestycja. Chłopak, którzy przyniósł wieści, czekał na miedziaka, hrabia Virnhild zsiadł z konia i żywo konwersował z szambelanem Twierdzy Mardemem, a zmartwiona o los swego ojca Rarienna patrzyła wyczekująco.

Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

14 wrz 2016, 17:36

Szlachcica obudził znajomy głos jego córki. Otworzywszy oczy, ujrzał on pięknie odzianą dziewczynę, gotową do zaprezentowania się... No właśnie, komu? Widok wystrojonej dziesięciolatki przywołał zdziwienie na twarzy ojca, który chwilę później wykonał głupi gest podrapania się po łysej głowie. Patrzył na Ara­d­u­n­kę jak przygłup. Dopiero się przebudził, nie wiedział co się wokół niego działo, jego umysł mozolnie się rozgrzewał. Nagle wesoła pociecha Biwekira postanowiła się na niego rzucić, tryskająca wesołość z młodego ciałka napełniała ojcowskie serce radością. Na szczęście starsza służka powstrzymała wygłupy dziewczynki.

- Hrabia? - Wawrekar zapytał nieprzytomnym głosem.

Wysoko urodzony usiadł na łóżku i przetarł oczy. Po chwili wstał on, podszedł do okna, a następnie spojrzał przez nie. Zorientował się o swej późnej pobudce, ale także zorientował się o poruszeniu, które zapanowało na dziedzińcu. Spostrzegł przedstawicieli szlachty zgromadzonych na zewnątrz, chłonęli oni oczami drużynę jeźdźców, która przekroczyła bramę twierdzy. Wąsacz zauważył proporce orszaku, natychmiast przypomniał sobie, o jakiego hrabiego konkretnie chodziło córce. Do Wolenvain przybył Hilduun.

Biwekir, w zwyczajowym odruchu, płynnym ruchem prawicy postawił końcówki wąsów do góry. W jego głowie rodził się plan zaprezentowania się hrabiemu, z całą pewnością wielu możnych zamierzało wykorzystać przybycie znaczącego gracza, a Wawrekar nie był tutaj wyjątkiem. Pierw postanowił on wybadać cel przyjazdu potężnego człowieka do stolicy, zanim podejmie następne kroki.

- Znakomicie, znakomicie, moja córko - odezwał się hardym i cwanym głosem. Ton wypowiedzi rycerza zdradzał entuzjazm. - Przygotuję się i wyjdziemy na dziedziniec. Poczekaj na mnie w głównym pokoju.

Mężczyzna w szybkim tempie się ubrał, pomijając czapkę oraz rękawice. Założył sygnet Patriotów na serdeczny palec lewej dłoni. Opierścienił biodra tylko jednym pasem, pominął zakładanie rycerskiego, bowiem spodziewał się pozostać na terenie twierdzy, więc noszenie broni nie miało większego sensu.

Wąsacz niedługo później opuścił sypialnię. Jeżeli zastał w głównym pokoju pozostałych członków rodziny, to przywołał ich do siebie. Razem z nimi pomodlił się do Lorven, dziękując jej za dobre życie oraz prosząc o lepszą przyszłość. Ta malowała się w ponurych barwach, promyk światła w mroku wskazałby pokornemu słudze słuszną drogę, w którą wyruszyłby odważnie wraz z rodziną.

W końcu Wawrekarowie wyszli na dziedziniec. Wmieszali się w tłumek ludzi i jako jego część, obserwowali pojawienie się znamienitej osoby. Ojciec wziął na barana Cer­gwira, aby chłopak mógł cokolwiek zobaczyć, zapewne teraz widział najwięcej ze wszystkich zebranych tutaj ludzi. Pan Hil­d­u­un zacnie się prezentował, wywołał w Biwekirze dobre wrażenie, ponieważ cenił on dobrze zbudowanych mężczyzn, którzy byli zdolni wiele znieść oraz utrzymywać na swoich szerokich barkach ciężar obowiązków. Wąsacz był wojownikiem, potrafił rozpoznać ludzi o podobnej naturze, lubił przebywać w towarzystwie osób radzących sobie na polu walki. Niemniej, zięć Brigorda mało wiedział o samym charakterze Virnhilda, dlatego jeszcze powstrzymywał się przed wyrażaniem ostatecznej opinii. Mąż mimochodem zerknął na swoje kobiety, córka ostatkami sił utrzymywała się na drobnych nóżkach, zaś żona z dziwnym blaskiem w oku lustrowała hrabiego. Widok ten zdenerwował wąsacza, który z wysiłkiem poskromił wybuch gniewu. Gdyby los inaczej się potoczył, sam w chwale wjeżdżałby do stolicy. Wzmocnił w sobie chęć pomordowania zdradzieckich kurew w Lokent, odzyska rodzinną ziemię!

Niespodziewane pojawienie się chłopca z informacjami zaciekawiło brązowookiego. Wysłuchał uważnie Liska - bowiem tak lubił nazywać tego chłopaka - a to, co powiedział, zaniepokoiło Patriotę, bo martwił się o los ojca żony. Już wcześniej doszły go słuchy o cholernie dziwnych wydarzeniach w Lwim Brodzie, o straszliwych walkach z istotami rodem z Czeluści. Uzyskane informacje były w istocie plotkami, które bardzo często mijały się z prawdą. Jednakże większość z nich wspominała o jakichś bitkach, dlatego Biwekir chciał się dowiedzieć, w jakim stanie powrócił jego teść. Rodzina była najważniejsza.

Postawił synka na ziemię.

- Ojciec powrócił - skierował poważne słowa do żony - Sprawdzę, co u niego oraz dowiem się, co właściwie się wydarzyło w Lwim Brodzie. Do tego czasu spróbuj dowiedzieć się, ukochana, jakie wiatry przywiały hrabiego Hilduuna, poza oczywistymi powodami. I, na Lorven, uważaj na naszą córkę. - przedstawiał swoje zamierzenia. - Wyruszam teraz.

Łagodnym wzrokiem spojrzał na syna.

- Miej oko na matkę i siostrę, Cergwirze - przemówiwszy, pogłaskał dzieciaka po głowie.

Odwrócił się do Liska

- Poczekaj na mnie przy bramie, chłopcze.

Biwekir powrócił do swoich komnat. Otworzył kufer z kosztownościami, wyciągnął z niej jedną sakwę z monetami i wziął ją ze sobą. Zamknął kufer na klucz. Opierścienił biodro pasem rycerskim, przyczepił doń pochwę z mieczem - bezpieczny człowiek to uzbrojony człowiek. Wyszedł ponownie na dziedziniec, aby spotkać się z Liskiem. Wręczył mu srebrną monetę.

- Dobrze się spisałeś. Teraz prędko pobiegnij do łaźni i powiedz opiekunom przybytku, aby przekazali panu Fi­ra­arowi, że w niedługim czasie do niego dołączę. To wszystko. Leć.

Szlachcic udał się do Radosnych Pijawek. Nie śpieszył się, pozwolił młodemu posłańcowi działać - niechaj Ajen wie, że jego znajomy nadchodził. Biwekir był głodny jak wilk, dlatego nie mógł się doczekać pory, w której zasiadłby z rodziną do stołu. Chciałby zobaczyć wśród nich Brigorda. Myślenie o teściu pogrążało go w ponurym nastroju.

Z/t
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Low

07 lip 2017, 23:31

MG

Uzyskawszy pewność, że zostanie godnie zapowiedziany w łaźniach, Biwekir Wawrekar wyruszył z Twierdzy na spotkanie swoich kompanów. Mogło go trochę urazić to, że dowiedział się o ich przybyciu z drugiej ręki, ale nie potrafił go winić. Z tego, co słyszał o wydarzeniach w Lwim Brodzie, miały tam miejsce naprawdę straszne rzeczy. Jeśli jacyś Patrioci wrócili cało, zasługiwali na relaks w łaźniach. Ajen nie robił niczego bez potrzeby i jeśli nie poinformował Biwekira w pierwszej kolejności, to najpewniej uznał, że są ważniejsze sprawy. Dobro kompanii zawsze przedkładał ponad wszystko, a ponadto znał Wawrekara dość dobrze – wiedział, że nie uniesie się z byle powodu.

Zdążając do Jaśminowego Parku szlachcic został zaczepiony przez żebraków, którzy uczepili się go i błagali o pieniądze. Na szczęście udało mu się z tego wyjść bez szwanku oraz utraty pieniędzy. Nie miał wątpliwości, że gdyby się nie pilnował, pozbyłby się mieszka. Nie miał nawet okazji, by oddać kilka monet z własnej woli – do akcji szybko wkroczyli strażnicy miejscy, nie szczędząc lag. Gdyby Biwekira nie pchała do przodu potrzeba poznania losu swego teścia oraz pozostałych Patriotów, mógłby się nawet zaangażować w tę sytuację. Tym razem jednak miał przed sobą jasny i nie cierpiący zwłoki cel; wkrótce dotarł przed front łaźni Radosnych Pijawek.

//Kolejnego Twojego posta oczekuję w temacie łaźni.
Biwekir Wawrekar
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

Re: Komnata Biwekira Wawrekara

29 lip 2017, 12:43

Biwekir Wawrekar zostawił przyjaciela, dwóch starych kamratów i hołotę za sobą. Dumny szlachcic maszerował w kierunku twierdzy z towarzystwem posępnych myśli, gnębiących jego łysą głowę. Pomimo hardej postawy, wąsacz wielce zmartwił się losem teścia. Niepokoił się, denerwował się, a przede wszystkim zachwiała nim wizja przedstawienia relacji żonie. Pomimo wątpliwości, Wawrekar szedł przed siebie, nie zwalniając ani na moment.

Po długiej chwili wędrówki, stopa przedstawiciela herbu Zielony Dąb zaczęła kroczyć po pałacowej posadzce. Ignorował on wszystkich tych, którzy zamierzali go zatrzymać i wdać się z nim w pogawędkę. Agresywna facjata możnego zdradzała jego podirytowanie, a zaciśnięte pięści gotowość do wyrządzenia komuś krzywdy.

Spracowana łapa otworzyła drzwi komnaty. Pan Biwekir nabrał powietrza, z świadomym wysiłkiem postarał się załagodzić wyraz swej parszywej facjaty, potem przekroczył próg. Odpiął on pas mieczowy oraz pochwę, oba przedmioty ułożył na biurku, a następnie wykonał gest z jego rodzinnych stron – z czcią pogładził swe wąsy. Teraz był gotów powitać żonę, syna, córę.

– Powróciłem! - zawołał

Zanim mąż poruszyłby sprawę teścia, zamierzał poświęcić trochę czasu rodzinie. Porozmawiać z nimi, popytać o kwestie związane z hrabią Virnhildem Hilduunem, zjeść posiłek przy jednym stole. Szlachcic cenił sobie spędzenie czasu z dziećmi, pomimo ognistego charakteru. W ich otoczeniu starał się być lepszy, niż w rzeczywistości był. Poczuwał się do ojcowskich obowiązków, lecz także lubił skupiać uwagę na potomkach. Młode patrzałki dzieci zdawały się emanować największym darem Lorvem – niewinnością. Kiedy nadeszłaby pora pójścia spać, wtedy Biwekir wziąłby Riarennę na stronę, aby prywatnie porozmawiać. Zamknęliby się w swej sypialni.

Niebieskooki spoczął blisko swej ukochanej. Dużymi dłońmi zamknął rączki kobiety w delikatnym uścisku. Biwekir był szczery w stosunku do żony, żyli już zbyt długo, ażeby bawić się w typowe dla młodych gierki. Z latami współżycia ogień zakochania prysł, jednakże namiętność zastąpił solidny dąb. Rodzina wymagała pewnego gruntu, jasnych decyzji i współpracy. Małżonkowie znali się, dlatego mąż czuł się naturalnie i swobodnie, kiedy patrzył na oczy swej wybranki.

– Riarenno – zaczął cicho, spokojnie – odwiedziłem Radosne Pijawki. Odbyłem rozmowę z naszym przyjacielem, Ajenem – po wypowiedzeniu imienia druha, Biwekir zastopował. Złość wraz z martwieniem zawitały na jego twarzy. – Dowiedziałem się, co zaszło pod Lwim Brodem i jaki jest stan naszego ojca – nieświadomie przeciągał wypowiedź, żeby nie zbyt prędko poruszyć sedno sprawy. – Patrioci stoczyli tam bój z siłami zła, jakkolwiek to niedorzecznie brzmi. Ojciec dzielnie przewodził kompanią, która stanęła do nierównej walki. On... – wąsacz przerwał. Poczuł w sobie smutek.

Dopiero po chwili kontynuował.

Dotknął go los wojowników. Spoczął w kamienicy, ciężko ranny i wyczerpany. Ajen wezwał najlepszych chirurgów, aby zajęli się nim. – Zakończył wypowiedź z trudem. Był gotów zmierzyć się z kobiecym niepokojem.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: July

01 sie 2017, 15:41

MG

Dobrze zrobił Biwekir Wawrekar, że wrócił do żony tak rychło. Los ojca bliski był Riarennie, choć porzuciła nazwisko rodowe na rzecz dołączenia do rodziny Biwekira. Lokentczycy mieszkający w Twierdzy trzymali się razem, a chociaż wielu starało się zdobyć ich względy ze względu na ich polityczną wartość, woleli trzymać się we własnym gronie. Utrata jednego z nich, i to samego Brigorda Berkwista, byłaby wielkim ciosem. Mąż ten był rozpoznawalny wśród wielu mieszkańców stolicy, angażował się w wiele przedsięwzięć i nie ukrywał, że leży mu na sercu dobro jego kraju. Zrobił wiele dla mieszkańców Wolenvain, stanowiąc dla wielu wybawienie od złego losu, który zgotowała im wojna. Pochylał się nad sprawami tak zubożonej szlachty jak i robotników bez miejsca do życia. Wielu zresztą dał pracę, przyjmując ich do swojej kompanii. Niestety, ostatnie przedsięwzięcie mocno przetrzebiło jej szeregi.

Riariennę zmieszała postawa jej męża, ale zrozumiała, że musi poczekać na wieści. Nie była zresztą aż tak niecierpliwa, jak można by się było spodziewać. Zmartwienie płynęło z jej oczu, ale mało w nich było niecierpliwości. Trzymajacego złe wieści dla siebie Biwekira mogło to zaciekawić. Wkrótce jednak okazało się, że jego komnaty odwiedziło w ciągu pierwszej części dnia kilka osób. Nie było czasu, aby o tym porozmawiać, ale wkrótce jasnym stało się, że był wśród nich brat Biwekira, Grodnir, który dzisiaj wyjeżdżał z Wolenvain.

Wzmianka o krewnym przypomniała panu Wawrekarowi wczorajsze spięcia, a także coś jeszcze – tego dnia mieli przecież z całą rodziną udać się do Grodnira na obiad. Zagadnięta o to Riarenna odparła, że ze względu na zaistniałe okoliczności odwołała spotkanie. Było to godne i właściwe, szczególnie zważywszy na niepewną kondycję jej ojca. Być może przyjdzie niebawem sposobić się do organizowania pogrzebu – nie podobna było opuszczać miasta, by weselić się na zewnętrznym dworze.

Grodnir bowiem nie mieszkał w Twierdzy, zamiast tego goszcząc na odległym stąd o parę godzin drogi dworze. Należał on do jednego ze szlachciców podległych Jego Hrabiowskiej Mości Reniuszowi z rodu Amrota. Z samym hrabią Grodnir również trzymał się nieźle, co było ciekawostką, bo hrabia wydawał się osobą skorą bardziej do intryg niźli wojaczki, co nie przystawało mężom z rodu Wawrekara. Biwekir sądził czasem, że wysłuży się jego bratem w celu realizacji jakichś mrocznych celów. Opinia o rodzie Amrota oraz przeszłe wydarzenia, w którym uczestniczyli jego członkowie, nie pozostawiała wątpliwości. To oni byli głównymi możnymi optującymi za wyniesieniem nikomu nieznanej kobiety na króla. Wielu sądziło ponadto, zapewne ze względu na bladą cerę i jasne włosy przedstawicieli hrabiowskiego rodu, że składa się on z wampirów. Biwekir w takie bzdury nie wierzył.

Gdy Biwekir rozmawiał z dziećmi, dowiedział się, że przybycie hrabiego Hilduuna nadal zaprzątało ich myśli. Strażnik Gór spotkał się z innym hrabią, Dardemem Rejrandem, a jako że byli obecnie najwyżej postawionymi szlachcicami wizytującymi stolicę, plotkowano o tym zawzięcie. Doszło do tego, że Aradunka wprost spytała ojca, czy on też spotka się z panem Virnhildem. Było to dość nieprawdopodobne, ale trudno było całkowicie odmówić prośbie córki. Być może nadarzy się jeszcze sposobność, by porozmawiać z tym legendarnym w oczach jego dzieci człowiekiem.

Całą osoba Riarenny emanowała smutkiem podczas wieczornej rozmowy z mężem. Wydawało się, że nie winiła opatrzności za los, jaki spotkał jej ojca. Trudno jej było przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego, ale jakoś sobie rodziła. Biwekir poznał to od razu po pulpicie zawalonym papierami, z których wiele nosiło znamiona świeżego atramentu. Z pewnością powstał już niejeden opiewający wydarzenia spod Lwiego Brodu poemat autorstwa małżonki pana Wawrekara.

– Wiem to – rzekła krótko, dodając zaraz po tym, że komnaty Wawrekara odwiedził nie tylko jego brat, ale również mistrz cechowy, który zajmował się ranami pana Brigorda, wtajemniczając Riarennę w skomplikowane sprawy chirurgiczne. Powiedział jej także, że przynajmniej do jutra nie można odwiedzać rannego. Dobijało się także wielu znajomych oraz dalszych krewnych, aby wyrazić swoje zaniepokojenie oraz solidarność. Większość z nich odprawili słudzy, ale z paroma Riarenna zamieniła kilka słów. Mimo że powód ich odwiedzin był ponury, odrywali małżonkę Biwekira od zmartwień.

– Zawsze modliłam się do Protektorki Dusz, by Devouler z jej ramienia obdarzył mego ojca łaską – rzekła hardo, ale łzy popłynęły z jej oczu, gdy drżąca z żałości przytuliła swego męża.

Biwekir Wawrekar
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

Re: Komnata Biwekira Wawrekara

01 sie 2017, 17:32

Mąż przytulił swoją żonę pogrążoną w żałobnym nastroju. Głaskał ją po włosach i cierpliwie znosił jej słabość, ponieważ perspektywa straty rodzica była zaprawdę przytłaczająca. W kamienicy Patriotów walczył o życie znamienity mężczyzna, który wiele poświęcił na cel wzmocnienia stolicy. Jego przedsięwzięcie pomogło wielu stanąć nogi. Pan Brigord Berkwist stał się wzorem do naśladowania, jednakże w pierwszej kolejności był ojcem Riarenny. Zapewne w jej oczach był on nie tylko wspaniałym rodzicem, lecz także drogowskazem do dalszego realizowania jego wizji, ponieważ w potomkach często odbijała się wola ich przodków.

– Czuję, że Lorven ma jeszcze plany w stosunku do naszego ojca. Protektorka Dusz obroni go przed cieniem Eeskara. Wierzę w to – wyszeptał słowa nadziei do ucha małżonki. – Później będzie mój teść śmiał się z blizn na ucztach. Jest silny i ma wigor młodych. Da radę, na Lorven! – poniosło nieco Biwekira, bowiem uniósł głos, kiedy przemawiał.

– Teraz musi odpoczywać. Pojutrze dzieci odwiedzą swojego dziadka, pójdziemy wszyscy do kamienicy Patriotów – rycerz postanowił płynnie zmienić temat, żeby odciągnąć umysł ukochanej od rozpaczy. – Jutro porozmawiam z naszymi przyjaciółmi, aby podziękować im za wizytę. Z pewnością wierzą w powrót naszego ojca do zdrowia i będą w stanie wspomóc jego dzieło.

Przed snem Wawrekar przedstawił plan Riarennie. Zamierzał on poprosić szlachciców o pomoc pod postacią powierzenia kilku ludzi na sprawę Patriotów. Ich szeregi skurczyły się, więc świeża krew z całą pewnością wzmocniłaby stowarzyszenie. Poza tym wąsaty wysoko urodzony wątpił w ludzi Ajena. Garstka z nich przeżyła Lwi Bród, ale ilu z nich zachowało zdrowy rozsądek po bitwie? Biwekir wielokrotnie wsłuchiwał się w historię ludzi będącymi świadkami działania magii. Ofiary czarodziejskich sztuczek często doznawały uszczerbku na poczytalności, stawali się obłąkańcami. Patrioci potrzebowali wojów, którzy mieli poukładane we łbie.

Rano, po pomodleniu się do Lorven, Biwekir postanowił wykorzystać czas, aby odnaleźć i porozmawiać z ludźmi, którzy odwiedzili bądź zamierzali odwiedzić jego komnaty. Jeżeli odnalazłby ich, wykorzystałby swoją etykietę w celu stosownego podziękowania im za spotkanie z Riarenną. Później odniósłby się do własnej wiedzy o tych szlachcicach oraz wspólnej historii łączących ich z Lokent oraz Brigordem. Powspominanie dobrych czasów zazwyczaj łączyło ludzi. Potem Biwekir Wawrekar przeszedłby do sedna w rozmowie, poprosiłby rozmówców o przysługę pod postacią kilku wojów, którzy mogliby dołączyć do Patriotów. Wąsacz powołałby się na sukcesy stowarzyszenia oraz ich wkład w bitwę pod Lwim Brodem. W końcu Ajen opowiedział mu, w łaźniach, co grupa poczynała, zatem rycerz miał o czym gadać. Jeżeli Wawrekarowi udałoby się zdobyć dziesięciu chłopów zdolnych do bitki, byłby wielce zadowolony. Polecił możnym wysłaniu ich do kamienicy Patriotów.

Wawrekar martwił się o brata pomieszkującego w dworze rodu Amrota. Wąsaty wojownik w dupie miał plotki o jakichś wampirach czy innych straszydłach. Martwiła go perspektywa niebezpiecznej gry prowadzonej przez Grodnira. Żył na dworze mistrzów intrygi, a tacy widzieli ludzi jako narzędzia do pozyskiwania wpływów i dóbr. Biwekir mógł jedynie mieć nadzieję, że jego brat nie spierdoli sprawy i potrafił zagrać z tymi cholernymi szujami.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Vereomil
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1043
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Ponczolinio
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.