Sala Tronowa

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

Sala Tronowa

19 wrz 2011, 13:55

Po wejściu do Pałacu przytłacza przestrzeń pustego holu, który oświetlają jedynie przymocowane do ścian pochodnie, które zdają się wiecznie płonąć. Czujne oczy straży obserwują każdy ruch, ponaglając interesanta do konkretnego działania.
Dlatego też zmierzasz ku wielkim żelaznym wrotom, zdobionym w pozłacane płaskorzeźby. Straż rozchyla potężne skrzydła, za którymi jawi się najważniejsze pomieszczenie w całym Pałacu. Sala tronowa.
Podłużna komnata skryta jest w ciemności. Piękne, wąskie okna o ostrych łukach zakryte są ciężkimi, grubymi kotarami z ciemnego sukna. Osoba postronna i mało spostrzegawcza nie dostrzeże, ze pod tą przykrywą umieszczone są szczelnie zamknięte okiennice. Parę metrów od każdego z okien trwa mosiężny stojak z głęboką czarą wypełnioną oliwą. Płonący ogień oświetla wnętrze.
Posadzka wykonana jest z dokładnie oszlifowanych kamiennych płyt. Każdy krok odbija się echem, które niknie w mroku wysokiego sklepienia podtrzymywanego przez rządy strzelistych kolumn, poprowadzonych wzdłuż sali.
Przestrzeń zdaje się przytłaczać, bardziej niż przedtem. Idziesz więc przed siebie i nie możesz oderwać wzroku od jedynego stałego punktu, znajdującego się w przeciwległym końcu sali.
Tron znajduję się na niewielkim podwyższeniu. Kamienny, misternie rzeźbiony i okuty mosiężnymi zdobieniami. Potężny, obity granatowym suknem. Tu stojaków z czaszami ognia jest nieco więcej. wszystko po to, by dokładniej oświetlać zasiadającego i miłościwie panującego władcę…

***
Straż uchyliła przed nimi wrota sali. Nikol wprowadziła Serghia do środka. Sala imponowała swą wielkością, przestronnością i surowym wystrojem.
I jak ci się podoba? Czy nie za mrocznie? – jedynie to mogło martwić obecną królową. Nie mogła jednak pozwolić na promienie słoneczne wpadające przez okna. Wkrótce mdlała by na tronie, a to nie było wskazane. – Poza tym brak kolorów nie rozprasza, lecz koncentruje na pracy.
Nikol lekkim i tanecznym krokiem zbliżyła się do tronu, ciągnąć za sobą nadwampira. Na siedzisku lśniła złota korona wysadzana drogocennymi klejnotami.
Uczynisz mi ten honor? – rzekła podając mu koronę i chyląc głowę.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

14 cze 2012, 15:08

Najada przysłuchiwała się uważnie każdemu zabierającemu głos, jednak jej oblicze jak i wzrok pozostawały obojętne bez względu na sens usłyszanej treści. Nie musiała długo czekać aż jej milczenie zostało wykorzystane i wszyscy zamiast próbować mówić do niej, poczęli kłócić się między sobą. Pozostając niewzruszoną nie umknął jej fakt, że moment zamieszania wykorzystał jasnowłosy chłopiec, który wkradł się do sali i szepnął coś na ucho skrybie. Kim mógł być, skoro nie pałacowym chłopcem na posyłki?
Białogłowa, nadal opierając brodę na dłoni, ledwie zauważalnie zaczęła masować sobie skroń. Eskalacja obejmująca szlachtę przyprawiała ją o ból głowy, który powstrzymywał ją przed wstaniem i zaprowadzeniem porządku. Niczym najbliżsi tronowi bogacze patrzyła na resztę jak na zwykłą bandę dzieci, jak na idiotów, a rozczarowanie zdawało się odbierać jej siły do działania. Przeniosła zmęczony wzrok na Tarretha i z przerażeniem dostrzegła, iż jego ramiona drgają, co mogło być jedynie przejawem zbliżającego się wybuchu. Już miała się zerwać by temu zapobiec, gdy okazało się, iż nie wilkołak a przybyły rycerz posunął się do rękoczynów. Potraktował dwóch szlachciców niczym psy, zaciągając ich siłą pod stopy majordoma i upokarzając ich tym samym tak, że z pewnością długo tego mu nie zapomną. Robienie Radzie wrogów było ostatnim czego Niniel pragnęła, dlatego też odetchnęła z ulgą ciesząc się, iż Tarreth został z tych czynach wyręczony. Optymistyczne podejście było jednak błędem, którego żałowała – zaraz poniósł się po sali wrzask majordoma a ona zapadła się w swoim fotelu, powstrzymując się przed schowaniem twarzy w dłoni. Zdawała sobie sprawę, że jego czyny musi przecierpieć, czekała więc spokojnie aż Wilk zakończy swoją mowę, wiedząc, że i tak nic już nie może zrobić. Poza tym nie było może aż tak źle – chociaż metody przez niego używane znacznie różniły się od jej własnych, to uzyskany efekt zapewne nie będzie wiele gorszy; szlachta zamknie jadaczki i będzie można dojść do jakiegoś konsensusu… Lub po prostu postawić warunki, ponieważ kompromisy średnio się Niniel widziały.
Gdy zapadła cisza Tarreth swoimi słowami zwrócił na nią uwagę, za co była mu wdzięczna. Miała nadzieję, iż teraz ustalony spokój nie będzie już zakłócany przez resztę obrad, ponieważ to on był kluczem do decyzji. Białogłowa wstała, prezentując w całej swej krasie swoją piękną, szlachecką figurę. Bezgłośnie, bo też nie miała na sobie nawet butów, i lekko niczym motyl, zeszła z lekkiego podwyższenia na którym stał tron i fotele, by stanąć na poziomie zebranych. Jej twarz nabrała nieco łagodniejszego wyrazu, co nie oznacza jeszcze uśmiechu… Po prostu przedstawiała sobą nieco bardziej "ludzki" charakter. Chcąc nie chcąc musiała pokazać jakieś przeciwieństwo Tarretha, by zachować w Radzie chociażby złudną równowagę. Oblicze zwróciła w stronę najbiedniejszej szlachty, która w czasie oblężenia straciła ziemie.
Łączę się z wami w bólu, jednak nie możecie zapomnieć, że nie jesteście jedynymi, którzy potrzebują pomocy. Gdybyśmy każdą taką osobę wpuszczali na narady, to pałac pękłby w szwach, zaś tytuł szlachecki nie oznacza, że pomoc wam należy się jako pierwszym. – Niniel rozłożyła ręce w znaku bezradności, czując jednocześnie na sobie nienawistne spojrzenia. No cóż… Ktoś musiał zniszczyć ich złudne nadzieje. – Szlachta niczego wam nie odebrała a legalnie odkupiła, chociaż nazywajcie to jak chcecie. I pomimo tego, że nasze możliwości są mocno ograniczone, postaramy się pomóc… A kluczem do tego będzie coś, czego nikt wam zabrać lub odkupić nie może: wasze umiejętności. Inni – tutaj wskazała ręką między innymi modnie ubranego mężczyznę ze szpadą u boku – mają może wasze ziemie, ale nie wiedzą jak je odpowiednio uprawiać. To wy byliście ich posiadaczami i wiecie jak się z nimi obchodzić, szczególnie na zepsutej i zdeptanej przez wojska glebie.
Niniel zaczęła iść powoli wzdłuż rzędów krzeseł, by nie ulegało wątpliwości, że jej słowa są kierowane teraz do wszystkich. Wszystkim też patrzyła w oczy.
Musicie zawrzeć sojusz nie tylko z Radą, ale też między wami samymi. Wspólną pracą możemy nie tylko przywrócić miasto do dawnej świetności, ale też ją przebić. – Przystanęła na chwilę, wzrok ponownie kierując na modnisia. Patrzyła do niego ponieważ otworzył niezbędnie jadaczkę, jednak jej słowa były skierowane do wszystkich jemu podobnych. – Jeśli chcecie mieć pożytek z zakupionych ziem, jeśli chcecie pomóc miastu, zatrudnijcie prawowitych właścicieli tych upraw. Oni odzyskają dach nad głową i grosz, wy zaś człowieka, który wie na temat uprawy wiele więcej od was. Najbogatsi – tu wskazała najbliżej tronu siedzącą szlachtę i skinęła uprzejmie głową – dadzą środki na inwestycję. Nic nie szkodzi na przeszkodzie zatrudnienia specjalistów z Nalinu lub Derin. Jeśli rok będzie udany a inwestycje się powiodą, będzie można sprzedać plony może nawet po starych cenach.
Kobieta odetchnęła cicho i ruszyła z powrotem w stronę tronu, by stanąć teraz przed pierwszym rzędem, w samym środku szerokiego przejścia, i skrzyżować ramiona na piersi. Jej uważny wzrok przesuwał się po skupionych twarzach. Najada już po wydanym przedstawieniu zorientowała się, że nienawiść pomiędzy bogatszą a biedniejszą szlachtą będzie trudna do pokonania. Gdyby tylko wcześniej wiedziała, iż jedni wykupili po wojnie ziemie drugich, mogłaby się na to lepiej przygotować. Teraz jednak nie warto było tego rozpamiętywać, należało ratować sytuację.
– Nie wybrzydzajcie proszę w pomocy, jaką możecie nam udzielić. Jeśli nie rzucicie złotem, nie możecie robić dla miasta niczego więcej niż spełnianie takich drobnostek o jakie proszę. Jeśli one się wam nie widzą, to nie widzę powodu waszej obecności tutaj.
Awatar użytkownika
Posty: 79
Rejestracja: 29 maja 2012, 20:35
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1952

15 cze 2012, 18:42

Już kiedy szedł przez korytarze w kierunku sali tronowej usłyszał dosyć burzliwą dyskusję, którą słyszał juz kilka razy, czy to w domu rodzinnym, czy gdzieś indziej. Tak zachowywała się szlachta – krzyczała i bluzgała, tylko aby więcej dostać. Wielu z nich dzięki temu zwiększyło swoje majątki, a inni bez umiejętności bezmyślnego walczenia o swoje, je tracili. Czyli wniosek nasuwał się sam – nawet jeśli nie potrafisz walcz o swoje i cudze, a zarobisz na tym. Może to dlatego u władzy siedzieli tacy ludzie, któzy nie znali się na niczym, poza braniem w swoją kieszeń? Chociaż… Drefan był podobny, ale może nieco bardziej wyrafinowany. I nie potrzebował tak wiele, ale jeśli chciał, potrafił się pozbyć przeszkód. Uśmiechnął się wspomniawszy swoją byłą żonę i to co zrobił. Zresztą obserwowanie tego było ciekawe.
Podszedł do drzwi do sali tronowej, które były otwarte, a stali w nich strażnicy, którzy zaprzestali prób uspokajania tłumu, kiedy wilkołak wyryczał swoje groźby i pogardy.
-Drefan Raor, szlachcic z Derin. – Powiedział do nich tylko i wszedł, prawie się nie zatrzymując. Ruszył obok okien w celu zajęcia pozycji za bogatszą szlachtą, jednak przed biedniejszymi. Słyszał słowa kobiety, która mówiła dosyć dobrze, ale jakby czegoś brakowało. Może było to zbyt optymistyczne założenie? Postanowił jednak się nie odzywać za dużo teraz i kiedy zajął pozycję odpowiednią jego zdaniem stanął w miejscu opierając się o ścianę obok jednego z okien. Złożył ręce na piersi, ponad którymi widniał srebrny półksiężyc. Przydałoby się posłuchać więcej, zanim zabierze się głos i on o tym wiedział. Przyglądał się jednocześnie najadzie, która pewnie nie tylko go zachwyciła urodą. A wilkołak? Wielka bestia, która zapewne tylko groziła i nie potrafiła powiedzieć niczego konkretnego.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

16 cze 2012, 18:35

MG
Rzuceni na podłoże szlachcice z pochodzenia pozbierali się dość szybko, jakkolwiek miecznik, który z taką łatwością podniósł dwóch mężów i miotnął nimi o podłoże bynajmniej nie silił się na delikatność. Pierwszy wstał bogatszy z podżegaczy, zostawiając na posadzce prezent w postaci kilku własnych zębów. Drugi, co ciekawe, podniósł się z godnością i nawet otrzepał pokrwawione kapiącą ze skroni krwią odzienie. Po raz kolejny okazało się, że pieniądze to nie wszystko.
Stojący pomiędzy nimi Tarreth nie przebierał w środkach. Wilkołak znany był ze swego ostrego języka, nie zachowywał konwenansów, zawsze po prostu mówił to, co chciał powiedzieć, twardo i po żołniersku, nieistotne, do kogo przemawiał. Polityka nie była jego żywiołem, nie ukrywał swoich emocji, wściekając się nie na żarty. Krzykacze nie ośmielili się nie wypełnić jego polecenia, odwrócili się bowiem do reszty i spoglądali na nich, spotykając się głównie z pogardą ich jeszcze niedawnych przyjaciół i partnerów w sporze. Cóż, oportunizm to cecha szczególnie poważana w interesach, a czymże były obrady, jeśli nie załatwianiem interesów? Podczas, gdy majordomus prawił srogie słowa, Niniel przyglądała się całemu zajściu z godną wytrawnego gracza obojętnością. Co jak co, ale dawnej przywódczyni Enklawy nie brakowało umiejętności najważniejszych w tego typu zebraniach, gdzie wyczucie i powściągliwość były na wagę złota. Nie potępiała postępowania swojego kochanka, ale widać było, że wolałaby, aby sprawy potoczyły się w inny sposób. Gdy radna wstała, uciszeni pokrzykiwaniami Tarretha szlachcice co do jednego spojrzeli w jej stronę, bojąc się odezwać, chociaż z pewnością na ich usta cisnęły się żądania, skargi i propozycje. Po chwili do grona możnych dołączyli kłótliwi mężczyźni, obaj ze zwieszonymi głowami, krwawiąc ze swoich ran. Nikt nawet nie zaszczycił ich wzrokiem. Najada miała o wiele inne podejście, rzeczowo przedstawiając swoje argumenty i rozpatrując wszelkie za i przeciw, swoimi słowami zatykając usta szlachciców, którzy nie mogli się nie zgodzić z jej ugodowym stanowiskiem. Większość z nich potakiwała, a ci, którzy się nie zgadzali, siedzieli cicho. Po jej mowie zapadła cisza, przerywana tylko skrobaniem pióra skryby, przy którym nadal czuwał jasnowłosy chłopczyk, starający się wyglądać tak, aby nikt go nie zobaczył. Udało mu się prawie ze wszystkimi.
Nagle powietrze przeszyło przenikliwe chrząknięcie, a następnie szelest szat odwracających się szlachciców. To zielonoskóry ork postanowił zabrać głos, nadrabiając braki w wymowie słowami pochodzącymi z własnego języka.
- Nie być, wargh, nieuprzejmy - stwierdził, z pewnością próbując usprawiedliwić nieznajomość panujących w Wolenvain zwyczajów. - Nasz ghaal zniknął, mamy nowy. Gdy uciekaliśmy z Agstus napotkaliśmy ludzkich dah'rrak… nomady. Dah'rrak chcieli… - Tutaj nastąpiła dłuższa przerwa. - Handlować. Burgum może bronić karawany. Ludzie niedobrzy. Ludzie nie dają budować wioska. Burgum przyszedł do zamek. – Ork skończył najwyraźniej, czekając na reakcję obecnych w sali tronowej ludzi. Pierwszy powstał jeden ze szlachciców siedzących w pierwszych rzędach.
- Pani… - skłonił się. - Majordomusie. Możni. Burgumie. - Po każdym słowie następowały pozdrowienia. - Od czasu, gdy Varti zostało spalone na wiór, odnowienie szlaków handlowych do Khan'Sal powinno stać się priorytetem, jak to mówił nasz przyjaciel. - Szlachcic rzucił okiem na zielonoskórego. - Nikt nie wie, co dzieje się w Varti. Mówią, że to miasto duchów. Musimy założyć tam placówkę handlową, jak za dawnych lat. - Szlachcic westchnął. - Mam środki i mogę się tego podjąć, potrzebuję ludzi.
- Orkowie budują się na moich ziemiach - przerwał mu inny mężczyzna, nie witając się nawet z przybyłymi. - Nie dostałem pieniędzy z tego tytułu, a decyzja należała do majordoma. Oczekuję rozwiązania sprawy. - To powiedziawszy, usiadł. W międzyczasie do sali tronowej wślizgnął się Drefan, na którego właściwie nikt nie zwrócił uwagi.
Awatar użytkownika
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

27 cze 2012, 08:21

MG

Młody strażnik przyozdobiony jeszcze w dziewiczy wąsik biegł szedł żwawo, a momentami wręcz gnał korytarzami w kierunku sali tronowej. Posiadał świadomość tego, że na chwilę obecną toczona jest w niej ważna narada prowadzona ze szlachtą, jednak miał bardzo pilne wieści, które musiały zostać przekazane trybem natychmiastowym Majordomowi. Świadomość strażnika dotycząca tego, że właśnie miał przeszkodzić na chwilę w rozmowach i dyskretnie przekazać wieści ciążyła młodemu mężczyźnie wyjątkowo. Poprawił rynsztunek, uspokoił oddech i wszedł do sali uchylając jedno z ogromnych skrzydeł. Nie rozglądał się po obecnych, utkwił wzrok w Tarretcie i szybkim krokiem w ciszy do niego podszedł nachylając się do jego wilczego ucha by dyskretnie przekazać majordomowi wiadomość o tym, że pewien człowiek zgłosił strażnikom przy bramie, iż przy brzegach Morza Smoczego, w wysokim klifie znajduje się jaskinia w której zaś występują diamenty. Lecz mało tego! Cenny kruszec został odkryty przez niegodziwych ludzi, którzy w krótkim czasie zorganizowali w owym miejscu niewolniczą kopalnię. Wielu z "ochotniczych pracowników" było mieszkańcami Wolenvain. Zostali zwerbowani w tajemniczych okolicznościach…wszystko to było ważne, jednak nie tak bardzo, jak to, że wśród owych niewolników znajdował się również Herubin szczycący pałac swoją już kilkudniową nieobecnością. Ludzie w kopalni wyswobodzili się spod jarzma oprawców, lecz nie są w stanie się wydostać z obszaru nielegalnego wyrobiska, gdyż jedyną drogą wydostania się była ta drogą morską, na łodzi. Z tych wszystkich względów człowiek powołujący się na prośbę Herubina uprasza o zorganizowanie kilku okrętów na którym można by było przetransportować więzioną ludność (chociażby i kupieckie) oraz wysłania niewielkiego oddziału strażników którzy opanowali rozbestwiony tłum byłych niewolników. Wszystkie te informacje pochodziły od Arteo Lutani, jednego z zamożniejszych kupców, który zdołał uciec z kopalni. Pan Lutani cieszył się dobrą opinią, jak i stał przed bramą do pałacu. Był gotowy poprowadzić grypę ratowniczą do owego miejsca. Wszystko wskazywało więc na to, że te wszystkie informacje są prawdziwe.
Młody strażnik zakończył swój szepczący monolog informacji, po czym czekał na rozkaz. Potrzebował jedynie zezwolenia wilczura by rozpocząć przegotowania do całej akcji.
-Majordomie…?
Jakąkolwiek decyzję podejmie Tarreth, strażnik ukłoni się i wyjdzie z pomieszczenia żwawo starając się by nie zwracano na niego większej uwagi.
Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

28 cze 2012, 13:18

Przepraszam, że taaaaak straaaasznieeee dluuuugoooo, ale po prostu nie miałem sił na grę. Postaram się to rekompensować.

Te obrady były coraz gorsze. A może nie? Jedni marudzili, a inni mówili rzeczowo i konkretnie. Cała sztuka polegała na tym, by jakimś cudem podzielać tą uwagę pomiędzy rzeczy ważne, jak i pierdoły, by żaden z obecnych gości nie poczuł się głupio – nawet, jeśli sam jegomość w istocie był durniejszy, od dziurawego szczewika.
Najpierw wilkołak zwrócił się do szlachcica, mówiącego o traktach handlowych – handel był istotny, a bezpieczne trakty zapewnią miastu bezpieczne źródło dochodu.
Ludzie też problemem nie są. Wolenvain dysponuje wojskiem. Podczas, gdy będę je reorganizował, obecni żołnierze są dostępni. Należy się udać do garnizonu miasta, przedstawić swoje zadanie i z mojego polecenia poprosić o przydzielenie odpowiednich ludzi. Sztab się tym odpowiednio zajmie i będzie można czyścić trakty – wytłumaczył spokojnie majordom, stojąc gdzieś pod ścianą. W wypowiedzi pomagał sobie lekkimi, acz stanowczymi gestami łapy, okrytej ciemnym pancerzem.
I wtedy przyszła kolej na następnego jegomościa…
Orkowie nie są głupi. To inteligentna, honorowa i silna rasa. Nie wierzę, by usadowili się na ziemi uprawnej, więc wybrali jakiś nieużytek – czyli nie przynoszą Ci strat. Zamień więc swoje ględzenie na myślenie, jak mieć z tego korzyści. Powinieneś być w tym dobry, nie? Ja na Twoim miejscu bym pielęgnował kontakty z plemieniem. Dzięki dobrym kontaktom z plemieniem orków, możesz wynieść wspaniałe profity. To świetni rzemieślnicy i jeszcze lepsi wojownicy. Zastanów się, co możesz z tym zrobić. Jednak uczulam – tutaj Tarreth zwrócił się do orkowego wysłannika, ukazując mu swój pełny szacunek – Z każdą sprawą, z jaką do nich wyjdziesz, oni mają prawo przyjść do mnie. Od teraz są to w równym stopniu mieszkańcy miasta, jak i Ty, czy ja – oznajmił, po czym zakończył, zauważając młodego żołnierza, pospieszającego ku niemu. Schylił się on zatem, by wysłuchać jego słów, po czym równie cicho mu odpowiedział:
Wysłać trzy oddziały po piętnastu ludzi. Dowodzi kapitan Iron. Zabezpieczyć teren. Na miejscu Radny Herubin powie wam, co zrobić z ludźmi. Niech upewni się, że wszystkiego upilnował i niech wraca. Trzeba wysłać tam górników i rzemieślników. Odmaszerować. – rozkazał cicho. Tak cicho, że Niniel mogła usłyszeć niewyraźne burczenie, może niektóre słowa. To jednak nie miało znaczenia, bo Tarreth i tak miał zamiar jej o tym powiedzieć.

To była inwestycja i as w rękawie wilkołaka. Mógł dzięki temu zmienić oblicze zebrania. Bez słowa podszedł do Białowłosej i wytłumaczył jej, co się dzieje. Jako, że ona lepiej się na tym wszystkim znała, lepiej mogła to wykorzystać.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

04 lip 2012, 20:15

Niniel stała dumna i wyprostowana, ręce pozostawiając skrzyżowane na piersi. Znowu ledwo drgnęła, a biel zarówno jej sukni jak skóry i włosów sprawiała, iż kobieta wyglądała niczym prawdziwa statua kuta w jasnym marmurze. Jej bystremu wzrokowi nie umknęła postać wysokiego spóźnialskiego, który bez słowa przekroczył drzwi sali i stanął pod jej ścianą, jak gdyby nigdy nic. Całkowite skupienie białwosa poświęciła jednak nie jemu, a zebranej szlachcie. Raz, dwa, trzy, parę słów które nie pozostawiały mądralom żadnego wyboru, i już zamknęli swe jadaczki. Nie trzeba było mięśni i szerokich pięści, by zapanować nad tą bezmyślną masą. Wystarczyło kilka aluzji, a zebrani już nie mieli drogi odwrotu. Białogłowa w duchu już rozkoszowała się swoim małym triumfem, obliczem swym jednak się nie zdradzając. Stała dalej, obserwując te okropne gęby i czując się lepszą, kiedy nie kto inny a ork zabrał głos. Podążyła za nim swoim wzrokiem, słuchając go z równą uwagą co innych.

Informacja o nowym ghaalu trochę ją zaniepokoiła, lecz nie zdziwiła. Nigdy nie ulegała stereotypom i zdawała sobie sprawę, że rasie orków można zaufać do większego stopnia niż się to powszechnie uważało, jednak gdzieś w głębi jej umysłu tkwiło przekonanie, iż wewnątrz orkowego systemu władzy najsilniejsi wojownicy stale walczą o przywództwo, wykorzystując oczywiście coraz to bardziej szemrane metody. Coś takiego rezultowałoby głównie brakiem stabilności takowego systemu. Odstawiając jednak te rozmyślania na bok, kobieta skupiła się bardziej na kolejnych słowach Burguma. Musiała się podwójnie skupić, bowiem jego Wolna Mowa pozostawiała wiele do życzenia, przy czym starała się nie skrzywić – była mocnego przekonania, iż ona sama nigdy tak nie brzmiała, chociaż języka tego zaczęła uczyć się dopiero przed jakimiś trzynastu laty.

Mimo skupienia, sens słów orka nie bardzo do niej dotarł. Zrozumiała jedynie, że przed budowaniem osady plemię dostało propozycję obrony ludzkich karawan. Czy może nomadzi chcieli jedynie handlować? Pewnym było tylko, że całe wydarzenie spowolniło budowy nowego orkowego domu, jednak ta informacja była zbyt szczątkowa by najada mogła cokolwiek podjąć w tym kierunku. Zmarszczyła swoje brązowiutkie brwi, patrząc na szerokie oblicze wojownika.

- Przyznam, że nie do końca rozumiem problem jaki cierpią twoi ludzie. Czyżby nomadzi których napotkaliście naprzykrzali się wam, mimo waszej odmowy, czegokolwiek żeście im odmówili?

Żywiła szczerą nadzieję, że tym razem Burgum wysłowi się bardziej zrozumiale, jeśli nie trzeba będzie posłać po tłumacza orkowego języka, co tylko znowu pochłonęłoby niepotrzebne masy czasu. Lepiej byłoby je inaczej wykorzystać… Lecz nie od niej to należało. Czekając na odpowiedź Niniel zwróciła swoje nieco chłodne spojrzenie na mężczyznę, który wtrącił swoje trzy grosze zaraz po orku. Dlatego właśnie tak żałowała początkowej deklaracji Tarretha, jakoby szlachta miała mieć wpływ na ważne decyzje w mieście. Od tego do cholery jest Rada… Chciała od bogaczów pieniędzy, nie porad, bowiem cechowali się oni zazwyczaj właśnie sporą ilością złota a nie potrzebnego rozsądku. Nie miała zamiaru omawiać każdej reformy w mieście ze szlachtą, od nich pragnęła jedynie środków. W ten sposób traciła tylko czas…

Oczywiście, że trakty, również te do Khan'Sal, zostaną oczyszczone ze wszelkich rabusiów - odpowiedziała mu tonem spokojnym ale też lekko pouczającym, jakby tłumaczyła dziecku coś oczywistego. – Jeśli zaś chodzi o samą placówkę handlową, to myślę że podjąć się tego musi ktoś znający się nie tylko na handlu ale i dyplomacji. Jeśli tylko zapewnisz mnie o swoich odpowiednich kwalifikacjach, będę skłonna przydzielić ci to zadanie, ba, będę nawet wdzięczna za twój wysiłek.


Odetchnęła głębiej, lecz ledwo zauważalnie, czując, iż ciężar zebrania powoli zaczyna jej ciążyć i ją męczyć. Jej turkusowe spojrzenie podążyło do kolejnego gaduły, tym razem składającego skargi, na jej nieszczęście całkiem słuszne. Nie miała zielonego pojęcia, iż ziemie oddane orkom zostały po prostu bezprawnie komuś odebrane. Zerknęła szybko na Tarretha, po czym powróciła wzrokiem do nadąsańca. Rozwiązanie majordoma nie było idealne, więc postanowiła wtrącić swoje trzy grosze. Jej odpowiedź była jak zwykle spokojna i wyprana z emocji, posiadająca również małą dawkę chłodu, coby chłopstwo znało swoje miejsce i się nie burzyło.


Nieużytki czy nie, i one mają swoją cenę… - Umilkła na chwilę, lecz chociaż jej słowa mogły nieść nadzieję, to błysk w oku zdradzał zgoła coś innego. – Dostaniesz zapłatę na swoją ziemię, połowę ze skarbca, połowę od orkowego plemienia, jednak dopiero wtedy, gdy i nas i ich będzie na to stać. Ponad to zapłata nie będzie rosła z czasem i chociaż dostać ją możesz nawet dopiero za dwie wiosny, to wysokości ona będzie dokładnie takiej, jaką dostałbyś za tę ziemię dzisiaj. Ale jeśli chcesz pomóc miastu tak jak wszyscy zebrani tutaj… – Na twarzy Niniel pojawił się lekko złośliwy uśmieszek. Nie zamierzała przestać wywoływać na szlachciankach nacisku. – To zapomnisz o kwocie jaką winne ci jest orkowe plemię.


Najada odwróciła głowę kończąc tym samym dialog z postulantem i spoglądając na Wilka. Młodziutki strażnik szeptał właśnie jej kochankowi coś na ucho, pozostawiając ją poza kręgiem tajemnicy. Kobieta nie zareagowała w żaden inny sposób jak po prostu przypatrywanie się tej dwójce i czekaniem aż skończą – było to co prawda irytujące, zwłaszcza gdy Tarreth podejmował decyzję bez jej udziału, ale wtrącanie się wydawało jej się jakieś nie na miejscu… Poniżej jej dumy. Czekała więc kotłując się w środku coraz bardziej, aż w końcu młody gwardzista kiwnął ostatecznie głową gotowy do odejścia, a Wilk wyprostował się w całej swej okazałości. Nie musiała się ruszać, olbrzym sam do niej podszedł by przekazać uzyskane informacje, za co była mu wdzięczna. Przyglądała się kątem oka jego kufie, czerwonym oczom i otaczającemu je, miękkiemu futrze. Chyba pierwszy raz od poprzedniej nocy był tak blisko niej… Jednak ona skupiała się jedynie na treści, którą starał się jej przekazać.


Wiadomości które niósł zaskoczył ją. Na Ourelię, handel ludźmi, niewolnicza praca? I to tuż pod nosem Rady, tuż przed bramami Wolenvain? Zadrżała na samą myśl, iż informacja ta wycieknie poza mury Pałacu, jednak z drugiej strony zapewne nie było przed tym ucieczki. Powstrzymała się przed głośnym przekleństwem, wpatrując się teraz w kufę wilkołaka z widocznym niepokojem na twarzy. Te wieści były tragiczne, a ona czuła się bezsilna.


Zakładam, że wysłałeś już odpowiednich ludzi by się tym zajęli… Chociaż prawdę mówiąc sama wolałabym tam być a twoja obecność już z pewnością by nie zaszkodziła. Musimy być pewni, że odbijemy wszystkich zakładników i nikomu nie stanie się krzywda, szczególnie jeśli ten ktoś… jest wysokiej rangi. – Mówiła szeptem, ponieważ szczególnie te słowa były przeznaczone jedynie dla wilkołaka. – Jedyne co możemy robić to publiczne powieszenie zbrodniarzy gdy już zostaną złapani. Jeśli... – Jej zatroskany głos był zbyt widoczny, więc odetchnęła głęboko by nieco opanować emocje, po czym spojrzała ponownie w krwistoczerwone oczy Tarretha. – Tak, pokazanie masie, iż nie tolerujemy zbrodniarzy i dbamy o dobro mieszkańców miasta jest jedynym, co możemy zrobić. Chociaż już sam fakt tego zajścia ponownie niszczy nam reputację…


Zamilkła, myśli jej krążyły jednak stale koło tego tematu. Najpierw imperialny potwór w królewskich salach, potem magowie i psychopaci, a teraz handlarze którzy za cel objęli sobie jej obywateli. Niech to szlag trafi! Nie tak miały wyglądać jej rządy, miała własne plany, tymczasem musi się zajmować niańczeniem mieszkańców.

Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

05 lip 2012, 00:29

Podróży szybkiej i bezpiecznej towarzyszyła dobijająca monotonia, mijali kolejne wysepki, a każda kolejna wydawała się identyczna. Znużony oglądaniem fal oddał się rozmyślaniom, nie chciał zastanawiać się nad rzezią w Cechy, myślał nad przyszłością. Co mogło czekać go jako radnego Wolenvain? Niczym szarańcza dopadły go wątpliwości, zadawał sobie podstawowe pytanie dlaczego on?
Myśli towarzyszyły mu przez cały spacer po mieście. Nie śpieszył się choć powinien, nie denerwował się choć powinien, porzucił obowiązki choć nie powinien, wszystkie te ograniczenia przyjął na siebie wraz z przyjęciem funkcji opiekuna miasta. Ignorował mieszkańców, szedł bocznymi uliczkami unikając wzroku gapiów.
Ciemność skrywała jego blade lica, ciemne fioletowe worki po oczami powstałe po wczorajszych… rozrywkach stały się nad wyraz widoczne. Usta wyschły zapominając o słonych morskich falach, ile on by dał za ujrzenie choćby kropli wody.
Odetchnął z ulgą gdy przed jego obliczem wyrósł wspaniały pałac sprawiedliwości. Siła i potęga miasta, górująca nad nim ukazywał, w zamiarze, potęgę rady. Bramy strzegli wojownicy, ciężką mieli prace, Herubin jedynie podarował im niewinny uśmiech, a oni widząc go tu nieraz uchylili wrota.
Nie śpieszył się, nie mógł wiedzieć przecież o posiedzeniu, miał jedno zadanie porozmawiania z majordamusem. Korytarze słuchały stukotu jego kopyt, gdy zwiedzał kolejne części labiryntu komnat. Dopiero gdy do jego uszu dotarła wiadomość o posiedzeniu, zamurowało go, dowiedziawszy się o tym z ust zwykłego sługi ruszył pewnie w stronę sali tronowej.
Wrota otworzył się szeroko, a pośrodku wejścia stała niepozorna istotka. Rogacz straciwszy wcześniejszą pewność siebie, nieco można by powiedzieć przestraszony rozmiarem obrad stał niczym posąg. Usta uchyliły się delikatnie, by dopiero chwile później wydać dźwięk
- Herubin… radny miasta…
Nie przejmując się ani szlachtą, ani orkiem, ani nawet samym Tarrethem krokiem dostojnym podszedł do godnego mu miejsca.
- Wzmogła mnie choroba, wybaczcie spóźnienie– dodał w drodze do siedzenia, gdy usadowił się na miękkiej poduszczę kontynuował– Rada rozwiązała problem niewolniczej kopalni, wkrótce stanie się najpewniej własnością miasta, wzbogacając nadszarpnięty skarbiec…
Przypadkowym sukcesem podzielił się z resztą bohaterów autonomii, nie był żądny chwały i glorii. Miał jedynie ochotę rzucić to, wrócić do lasu i usnąć wraz z braćmi na tysiącletni i dłuższy sen, gdzie oddałby się w krainę duchów. Z nienaruszoną kamienną miną zerknął na członków wszystkich stanów, starał się odnaleźć i nasłuchiwać, to nie on był od wygłaszania kazań, zostawił je w zgrabnych dłoniach Niniel.

//Post nieważny fabularnie – Infi.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 lip 2012, 23:54

Nie lubię odpisywać, gdy nie ma kompletu. Nieco przyspieszę akcję.
MG

Trzy wypowiedzi, jakie nadeszły jedna po drugiej, zostały rozpatrzone po kolei. Obaj szlachcice – zarówno ten, który prawił o odnowieniu ośrodka handlowego w Varti jak i ten, który narzekał na brak pieniędzy uzyskanych z tytułu budowy orkijskiej wioski na jego ziemiach musieli zaczekać na odpowiedź Rady, bowiem ork Burgum zaskarbił sobie całą jej uwagę. Niniel postanowiła wdać się z zielonoskórym w dłuższą konwersację, aby uniknąć nieporozumień. Widać było, że szanuje każdego z rozmówców, nawet, jeżeli chodziło o nieznającego Wolnej Mowy orka. Nawet, jeżeli udawała – wychodziło jej to nad wyraz dobrze.

Twarz Burguma zaraz po wypowiedzi radnej całkowicie wypełnił wyraz maksymalnego skupienia. Chciał być dobrze zrozumiany. To od niego zależały losy całego plemienia, on jako jedyny odważył się zapuścić tak głęboko w terytorium zamieszkane przez cywilizowane rasy, których orkowie nie rozumieli. Nowy ghaal wiedział, jak ważny jest kontakt z władcami tego regionu, a posłanie swojego przybocznego na ważne obrady było niezwykle mądrym posunięciem. Burgum nie chciał zawieść jego zaufania, więc zmusił swój mózg do pracy na szybszych obrotach.

- Dah'rrak… nomady chcieli… handlować. Z miasto - wydukał, rzucając cień zrozumienia na swoje poprzednie słowa. - Miasto wyśle karawany. Tak powiedział. - Ork wskazał mężczyznę, który zaoferował swoją pomoc w odnowieniu handlu z pustynnym krajem. Widocznie zielonoskóremu od początku również chodziło o to samo. - Burgum i wioska ochraniać karawany. Chcieć złoto i ziemia. Ludzie nie dają budować. Wioska ochraniać wozy, oni dać ziemia i złoto. - Ork pod koniec swojej wypowiedzi wyraźnie się rozkręcił, a gdy skończył, jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Wreszcie jasno udało mu się sformułować ofertę ghaala. Był z siebie dumny. Czekał na decyzję.

Przyszła kolej na tego, który zasiadał w pierwszym rzędzie. Tarreth zdecydował się dać mu wszystko, czego potrzebuje, jednak Niniel była ostrożniejsza. Nie znając struktur, jakie po oblężeniu miasta panowały wśród elit społecznych, wypytała szlachcica o jego kompetencje. Nie wyglądał na urażonego.

- Jestem pewien, że w Konsorcjum, które zostanie utworzone w przypadku aprobaty ze strony Rady znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie zapewnić placówce handlowej wszystko, czego potrzebuje - rzekł pospiesznie i dokładnie, mając nadzieje rozwiać wszelkie wątpliwości. - Konsorcjum zatrudni także orków do ochrony karawan, jeżeli o to chodzi - dodał, patrząc na Burguma, którego twarz poczęła emanować wdzięcznością. Wyglądało na to, że kwestia zapłaty orkom-najemnikom została rozwiązana. Pozostawała jeszcze nierozwiązana sprawa ziemi pod budowę wioski. - W związku z tym, że nie otrzymamy z tego tytułu żadnych pieniędzy od Wolenvain, w imieniu członków stowarzyszenia proszę o zwolnienie ich z opłat na rzecz jego odbudowy. - Każdy, nawet orkowie mieli swoje warunki, a ten bogacz nie był wyjątkiem. - Jeżeli plan się powiedzie tak czy inaczej przyniesiemy miastu ogromne zyski. Khan'Sal nigdy nie szczędziło złota, a Konsorcjum pragnie rozszerzyć działalność także na inne kraje. Lista członków zostanie dostarczona do odpowiednich urzędów.

Szlachcic trzymał rękę na pulsie całego zgromadzenia. Wiedział, że jako jedyny zaproponował konkretną pomoc Radzie i wiedział też, że muszą się zgodzić na jego warunki, jeżeli marzą o odzyskaniu przez Wolenvain dawnej potęgi. Tajemniczy bogacz oferował wiele, wiele wymagał i wiele mógł zrobić, a jako jedyny z całej zbieraniny możnych przedstawił konkretny projekt. W dodatku – nad wyraz korzystny.

Swoją odpowiedź dostał wreszcie oburzony brakiem zapłaty za swe ziemie mężczyzna. Już miał odszczeknąć Tarrethowi, gdy do akcji wkroczyła Niniel. Jej warunki nie były korzystne, ale lepsze niż majordomusa, więc szlachcic zgodził się na nie bez słowa. Wobec oferowanego przez Konsorcjum zatrudnienia dla orków jego interesy były zabezpieczone. Przynajmniej taką mógł żywić nadzieję.

Wtem porządek obrad został zakłócony przez wkroczenie do sali tronowej młodego, odzianego w typowy, żołnierski rynsztunek posłańca. Szlachcice zmuszeni zostali do grzecznego czekania na swoją kolej, bowiem cała uwaga radnych została skierowana na zdenerwowanego, niosącego ważną wiadomość chłopaka. Zebrani nie śmieli wyrazić swojego niezadowolenia, bowiem wiedzieli, jak może się to skończyć. Wielu z nich zerkało z przestrachem na potężnego wojownika siedzącego w jednym ze środkowych rzędów oraz włochatego majordomusa, adresata ustnej wiadomości, jednak nie tylko trwoga była powodem ich milczenia. Coś musiało być na rzeczy, skoro na miejsce rozmów pozwolono wkroczyć byle młodzikowi. Sprawa była najwyższej wagi. Nic więc dziwnego, że gdy tylko posłaniec otworzył jedno skrzydło wielkich, idealnie pasujących do tego królewskiego pomieszczenia drzwi, zebrał na sobie spojrzenia niemal wszystkich zebranych. Wojak nie zwracał uwagi na szepty i wlepione w niego oczy, zmierzając prosto ku swojemu celu, jakim był wilkołak Tarreth. Przekazywanie informacji odbyło się sprawnie, jednak sytuacja nadal była napięta – zebrani wyraźnie chcieli wiedzieć, jakie wieści nie mogły czekać na zakończenie obrad. Posłaniec wyszedł z sali przy akompaniamencie nabierających siły rozmów. Między sobą rozmawiali także członkowie Rady.

Proszę o pisanie bez retrospekcji, jeżeli zamierzacie dialogować z NPC. Kolejne wypowiedzi Waszych postaci nastąpią po wyjściu posłańca z pomieszczenia.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

24 lip 2012, 14:29

Po małej przerwie wynikiniętej z nagłego wtargnięcia posłańca Niniel musiała natychmiast wrócić myślami do obecnych obrad. Nie było to łatwe, ponieważ w jej głowie krążyły myśli zarówno na temat problemów związanych z reputacją miasta, jak i pytanie w jaki sposób wykorzystać najodpowiedniej zdobytą kopalnię diamentów. Również obawy, że w kopalni mógł ucierpieć ktoś o wysokiej pozycji nie dawały jej spokoju. Słyszała na sali szepty szlachty, wyczuwała podniecenie zmieszane z podenerwowaniem. Ona sama miała wrażenie, że zaistniała sytuacja była bardziej katastrofą niż sukcesem, jednak zamierzała za pomocą odpowiednich słów wykorzystać zajście w kopalni na swoją korzyść. Obrzuciła zebranych podłużnym spojrzeniem po czym unosząc swoją bladą dłoń nakazała ciszę.

Stało się wielkie szczęście w małym nieszczęściu. Szczęście na tyle spore, że może ono nawet rozwiązać parę problemów tego zebrania. Nie omieszkam przekazać wam radosnych wieści, lecz to dopiero po obradach. Tymczasem nie dajmy się rozkojarzać i kontynuujmy póki temat świeży. – Na jej ustach zamajaczył uśmiech, lecz ton jej głosu pozostał twardy, coby nikt z zebranych nie ośmielił się przeciwstawić jej słowom. Wiedziała, iż wielu ma na to ochotę, widziała to po ich twarzach, lecz przyszedł czas by nauczyli się trochę pokory. Wbrew słowom Tarretha stalki oni wiele niżej od Rady. Białogłowa bez zwłoki zwróciła swoje turkusowe spojrzenie na orka.

Stojący przed nią wojownik wydawał się być naprawdę zaoferowany swoją sprawą. Poświęcając mu całą swoją uwagę nie powtrzymała się przed lekkim uśmiechem, widziała bowiem jaką trudność sprawiały mu jej wypowiedzi i z jakim skupieniem gapił się na jej usta. Jednym słowem widać było jak bardzo mu zależy i białogłowa nagle zdała sobie sprawę, że mimo barier językowych to właśnie na rozmowę z nim ma teraz większą ochotę niż na tę paplaninę prowadzoną przez szlachtę. A może odnosiła takie wrażenie tylko dlatego, że z powodu tego ograniczenia jakie posiadał ork nie mógł on kłócić się z nią jak reszta tej zgrai? Nieistotne, pomyślała po czym zeszła jeden stopień by stanąć bliżej orka i wsłuchała się całkowicie w jego słowa. Ten, starając się teraz podwójnie, mówił też o wiele bardziej zrozumiale, chociaż do prawdziwego pojęcia sensu jego wypowiedzi i tak potrzebowała maksymalnego skupienia.

I udało jej się, oczywiście. Zaoferowany wojownik orkowego plemienia składał jej propozycję, ochranianie Wolenvainskich karawan w zamian za złoto… I jako spłatę za ziemię którą dostali. Białowłosa patrzyła na niego intensywnie na razie milcząc i zastanawiając się tylko, a jej zmarszone brwi przynosiły jej lekko złowrogiego wyglądu. Cóż się dziwić, jak na jej gust cena której wymagał Burgum była dosyć wysoka. Nie zdążyła sformuować czy choćby zdecydować się na jakąś odpowiedź, kiedy to szlachcic z pierwszego rzędu powstał ponownie, jakby chcąc popędzić jej z pomocą czy następnymi kuszącymi propozycjami.

Z uśmiechem na słowach dodał swoje trzy grosze, a najada nie mogła się nie powstrzymać przed uniesieniem wysoko brwi. Czy planował to od samego początku? Dlaczego dopiero teraz z tym wyskoczył? Jakie Konsorcjum do cholery? Z niewiadomych powodów zarówno postura jak i uśmieszek szlachcica, oraz jego niesamowity zapał, poczeły irytować Niniel i siać w niej zwątpienie. Nie chcąc mu przerywać pozwoliła mu mówić dalej, wpatrując się w niego spokojnie, lecz jednocześnie nie ukrywając sceptyzmu błąkającego się po jej twarzy. Jej wątpliwości nie zostały rozwiane, przeciwnie, z każdym swoim słowem szlachcic pogrążał się w jej oczach jeszcze bardziej. Gdy w końcu zakończył swoją mową wpatrywał się z nią z tak samo irytującym zadowoleniem i pewnością siebie jak przedtem. Gdyby tylko wpatrzył się w wyraz twarzy białogłowej zorientował by się, że rzeczywistość nie jest taka kolorowa jak się spodziewał. Niniel podejrzewała, że ten wielki paniczek chce wykiwać ją i całe miasto, a do tego nie zamierzała dopuścić.

Po dłuższej chwili ciszy odchrząknęła tylko, po czym dokładnie dobierając słowa odpowiedziała mu na jego pomysł:

Chyba się źle zrozumieliśmy, drogi panie. – Zarówno jej twarz jak i barwa głowy zdawały się spokojne, jednak coś w tym tonie wypowiedzi zdradzało oznaki niezadowolenia i złości. - Z początku chciałeś bym dała ci ludzi do obrony karawan, wykazywałeś troskę jeśli chodzi o nasze szlaki z Khan'Sal. Teraz zaś nagle wyskakujesz z jakąś organizacją o której chyba nikt z nas, – przy tych słowach zatoczyła nad zebranymi półkole ręką, – nie ma zielonego pojęcia. Tak, tutaj widzę pewien makament… Musimy wiedzieć więcej na temat twoich planów. Sądziłam, iż chcesz zadbać o dobro każdego handlarza, który wyrzuszyłby na południe, tymczasem grundując do tego pozapaństwową organizację sprawiasz raczej wrażenie troszczącego się jedynie o własne interesy. Z całym szacunkiem, ale nie potrzebna nam organizacja, która za pomocą Rady zdobędzie sobie monopol na handel z południem, a otworzenie szlaków dla każdego wolnego kupca. To oni będą przynosić złoto państwu, to oni będą w stanie podnieść się z popiołów.

Niniel zamilkła na moment wypatrując na jego twarzy jakielkolwiek reakcji. Lecz nie po to, by dać mu słowo do obrony, zamierzała drążyć dalej, do samego dna, chciała zobaczyć jak szlachciczek się z tego wyplącze. W głębi serca chciała przecież żeby się wybronił, w innym wypadku nici z jakiejkolwiek współpracy. Nabierając dłuższy oddech ciągneła dalej:

Oby twój zapał dotyczył obrony każdej z karawany na szlakach, nie tylko tych którzy są członkami twojej organizacji. Tak jak rzekłam monopolu nam nie trzeba, rynek ma być otwarty. Żadnych ceł ani innych bzdur uniemożliwiającyh wolny handel.

Kobieta przerwała na chwilę, by posłać mu przepraszający, jakkolwiek zupełnie nieszczery uśmiech.

Mam nadzieję, że rozwiejesz moje wątpliwości tego dotyczące. Zanim Rada oficjalnie poprze jakiekolwiek organizacje, musi wiedzieć na ich temat nieco więcej niż tylko znać samą ich nazwę. Będąc zupełnie pewną twoich dobrych intencji z przyjemnością przyznam ulgi członkom twojego stowarzyszenia. Mam nadzieję, że i ono jak i nasze miasto będzie mogło znowu rozkwitnąć.

Jeśli tylko mężczyzna rozwieje jej wątpliwości Niniel upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu; zapewni bezpieczeństwo na szlakach oraz pozbędzie się problemu orków. Zastanawiała się tylko jaką cene jej będzie za to zapłacić… Zastanawiała się, kiedy Konsorcjum zacznie się wymykać spod kontroli i pozwalać sobie na coraz więcej. Bo jej podświadomość mówiła jej, iż kiedyś te czasy nadejdą… Dlatego też tak bardzo wywierała nacisk na potrzebę współpracy nowej organizacji z Radą. Chciała mieć ich na oku.

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

24 lip 2012, 18:13

Stał. Stał i patrzył, jak Niniel rozmawia z tak podobnymi do niej, a zarazem tak ohydnie uwłaczającymi Jej inteligencji i intencjom szlachcicami. Wilkołak nie odzywał się. Jego szkarłatne ślepia krążyły po zebranych, a każdy ruch jego gałek ocznych zdawał się bardziej napinać jego mięśnie. Było oczywiście inaczej – stary żołnierz ciągle trzymał tą samą, kamienną pozę, a jego pysk nie drgnął.
Spojrzał, jak Białowłosa rozmawia z orkiem… I zazdrościł jej. On nie potrafił tak rozmawiać z nikim. On był od wydawania i wykonywania rozkazów – prostego polecenia, które bez względu na wszystko miało być wykonane.
Dopiero po chwili jego wzrok zawisł na postaci najady. Wyglądała tak lekko i swobodnie. Niczym leśny duch wiatru, odbicie słońca w tafli strumyka. Wyglądała, jak wszystko, co Tarreth kochał – poza wojną, acz i temu obrazowi kobiecie nic nie brakowało. Złapał się odruchowo za pysk, wspominając kuksańca, jakim go nagrodziła za jego wybuch złości. Z punktu widzenia czasu wydawało się to teraz wręcz zabawne. Lekko uśmiechnął się, zatopiony we własnych wspomnieniach.
Lecz nie na długo.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, kim jest w tym pomieszczeniu i kim powinien być w ogóle, jako żołnierz Wolenvain. Jednak po kolei:
Wydaje mi się, że on mówi o organizacji, która ma powstać z zebranej tu szlachty. Wiesz, jakiś związek handlowy, czy coś, mam rację? – wtrącił bezceremonialnie swoim grubym głosem – kompletnie ignorując fakt, ze oni rozmawiali. I tak niewiele miał do powiedzenia w tej sali, więc przynajmniej tyle powie.
I kolejne spojrzenie na Niniel. Wyglądała, jak samotny, biały rycerz, stojący naprzeciw armii demonów, by bronić niewinnych.
Tak, już wiedział.
Jak stał prosto, tak nagle ruszył w stronę kobiety. Szybko, pewnie, lecz nie agresywnie. Stanął przed nią i zwrócił się do wszystkich zebranych.
Mogę porwać Panią Niniel na chwilę? Przypomniało mi się coś, co nie bardzo dotyczy obrad, a co muszę jej przekazać teraz – spytał i czekał.
Tak, Tarreth spytał szlachtę o pozwolenie na rozmowę z Niniel.
Tak, Tarreth spytał SZLACHTĘ.
Tak, Tarreth SPYTAŁ.

Coś się działo…

//Wyróżnione na czerwono słowo edytowałem z "Lady" – Infi.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.