Sala Tronowa

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

Sala Tronowa

19 wrz 2011, 13:55

Po wejściu do Pałacu przytłacza przestrzeń pustego holu, który oświetlają jedynie przymocowane do ścian pochodnie, które zdają się wiecznie płonąć. Czujne oczy straży obserwują każdy ruch, ponaglając interesanta do konkretnego działania.
Dlatego też zmierzasz ku wielkim żelaznym wrotom, zdobionym w pozłacane płaskorzeźby. Straż rozchyla potężne skrzydła, za którymi jawi się najważniejsze pomieszczenie w całym Pałacu. Sala tronowa.
Podłużna komnata skryta jest w ciemności. Piękne, wąskie okna o ostrych łukach zakryte są ciężkimi, grubymi kotarami z ciemnego sukna. Osoba postronna i mało spostrzegawcza nie dostrzeże, ze pod tą przykrywą umieszczone są szczelnie zamknięte okiennice. Parę metrów od każdego z okien trwa mosiężny stojak z głęboką czarą wypełnioną oliwą. Płonący ogień oświetla wnętrze.
Posadzka wykonana jest z dokładnie oszlifowanych kamiennych płyt. Każdy krok odbija się echem, które niknie w mroku wysokiego sklepienia podtrzymywanego przez rządy strzelistych kolumn, poprowadzonych wzdłuż sali.
Przestrzeń zdaje się przytłaczać, bardziej niż przedtem. Idziesz więc przed siebie i nie możesz oderwać wzroku od jedynego stałego punktu, znajdującego się w przeciwległym końcu sali.
Tron znajduję się na niewielkim podwyższeniu. Kamienny, misternie rzeźbiony i okuty mosiężnymi zdobieniami. Potężny, obity granatowym suknem. Tu stojaków z czaszami ognia jest nieco więcej. wszystko po to, by dokładniej oświetlać zasiadającego i miłościwie panującego władcę…

***
Straż uchyliła przed nimi wrota sali. Nikol wprowadziła Serghia do środka. Sala imponowała swą wielkością, przestronnością i surowym wystrojem.
I jak ci się podoba? Czy nie za mrocznie? – jedynie to mogło martwić obecną królową. Nie mogła jednak pozwolić na promienie słoneczne wpadające przez okna. Wkrótce mdlała by na tronie, a to nie było wskazane. – Poza tym brak kolorów nie rozprasza, lecz koncentruje na pracy.
Nikol lekkim i tanecznym krokiem zbliżyła się do tronu, ciągnąć za sobą nadwampira. Na siedzisku lśniła złota korona wysadzana drogocennymi klejnotami.
Uczynisz mi ten honor? – rzekła podając mu koronę i chyląc głowę.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

24 lip 2012, 19:42

Kobietę poniosły rozmowy do tego stopnia, że nawet postać wilkołaka popadła u niej krótko w zapomnienie. Dopiero gdy ten odezwał się swoim gburliwym głosem ona odwróciła się by spojrzeć na niego z lekkim zaskoczeniem. Tak, jej myśli zostały kompletnie porwane przez szlachtę, tymczasem i stary Wilk miał coś do dodania. Odwrócona w jego stronę zastanawiała się milcząco nad jego słowami, nie skomentowała ich, bowiem sama dokładnie nie wiedziała czym chce być to Konsorcjum. Myślała nad tym dłuższą chwilę po czym podniosła głowę i chyba pierwszy raz dzisiaj udało jej się napotkać wzrok wilkołaka. Jej twarz jak zwykle była bez emocji, jednak brakowało jej tego typowego dla niej chłodu. Była po prostu piękną kobietą, a nie złoszcząc się na nikogo jej oczy nie groziły złowrogim blaskiem. To nie były częste momenty.

Ze zdziwieniem dostrzegła, że olbrzym ruszył w jej stronę szybkim krokiem, jakby miał jej coś ważnego do przekazania. I faktycznie, krótko po tym stanął przed nią i przeprosił wszystkich zebranych, po czym otoczył ją ramieniem nie dotykając jej przy tym i razem odeszli na bok, z dala od wszystkich wścibskich uszu. Białogłowa nie wyglądała przy nim tak krucho, była taka mała i drobna, że ich duet wyglądał wybitnie komicznie. Mimo to uważała, że musieli wywoływać dobre wrażenie, byli przecież poniekąd przeciwieństwami a to oznacza, że jedno mogło temperować głupie pomysły drugiego.

Nie była zła, że majordom odciągnął ją na bok, bo przecież byli w końcu Radą i mieli prawo na zamienienie paru słów na osobności. Była jedynie całkowicie zaintrygowana tym, co Wilk miał jej do przekazania. Prawdę powiedziawszy sądziła, iż losy zebrania są po prostu w jej rękach, bowiem Tarreth był tak wielkim żołnierzem jak słabym politykiem. Nie spodziewała się z jego strony żadnego genialnego pomysłu odnośnie Konsorcjum, bo taki mógłby przecież wygłosić również przy wszystkich. O cóż więc mogło chodzić?

Gdy już stali koło siebie Białowłosa podniosła głowę i wlepiła w niego swoje turkusowe spojrzenie. Jej wyraz twarzy zdradzał zainteresowanie, a ona sama miała wrażenie, że nawet końcówki wodospadu jej długich włosów, spływających po obu stronach jej bladej twarzyczki, drżą niemal z niecierpliwości. Tak samo drżał błysk w jej oku.

Nie powiem, zaskoczyłeś mnie Wilku – powiedziała prędko, wpatrując się w jego oblicze: czerwone jak rubiny oczy, szorstką sierść i długie, wystające po obu bokach jego kufy kły.

Nie zwlekaj, mów o co chodzi – popędziła go, czując na sobie dziesiątki szlacheckich oczu. Zapewne sądzą, że wszystko to o ma jakiś związek z wieściami przyniesionymi przez posłańca. Czyżby tak właśnie miało być? Czy to o kopalni diamentów chciał rozmawiać? Białowłosa zadreptała w miejscu nie mogąc doczekać się jego słów.

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

24 lip 2012, 19:55

Wilkołak stanął prosto i rozejrzał się po sali. Och, ta szlachta. Burżuje i świnie. I co by nie zrobili to i tak w końcu będą tym bydłem, które Tarreth bez wahania wydałby do masarni. Ostatnie, władcze, silne i pozbawione strachu spojrzenie na ludzi, by znów schylił się lekko. Chciał, by słyszała to tylko Niniel, a on był wielki.
Nie znam się na pieniądzach i polityce. Nie uznaję kompromisów, ugód, porozumień i umów. Jedyne, co rozumiem, to rozkazy. Tylko nimi się posługuję i tylko je przyjmuję. Nie nadaję się na kogoś, kto powinien zasiadać w Radzie. Tylko błota nanoszę – tutaj przerwał, by raz jeszcze, na krótką chwilę spojrzeń na siedzącą szlachtę. Mało interesująca zbieranina gorszej jakości mięsa armatniego. Nic ciekawego – Chce odejść z Rady. Nadaję się na oficera, mogę nim być. Mogę nawet mieć pod skrzydłem całą armię. Jednak nie dla mnie jest siedzenie tutaj. Wolałbym ten czas spędzić na opierdalaniu rekrutów. Przyjmujesz moja rezygnację? Bleh! Nie masz innego wyboru – I tak odejdę. Czy Ci się to podoba, czy nie – machnął łapą i wyprostował się, mówiąc wciąż bardzo cicho – Od tej pory to Ty decydujesz o wszystkim. Będę służył radą na arenie wojny. Będę pomagał we wszystkim, co z wojskiem związane – jednak na tej naradzie, do momentu poruszenia tematu armii będę jedynie Twym osobistym gwardzistą… I straszakiem na tych śmierdzieli – wyjaśnił.
Stał teraz dumnie, prezentując całą swoją monumentalną siłę zarówno fizyczną, jak i siłę woli. Niczego nie był tak pewien, jak tej decyzji. Teraz to od Niniel zależało, co się dalej z nim stanie.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

24 lip 2012, 21:29

Niniel stała przed nim i zadzierała głowę, ale nie patrzyła z niedowierzaniem, przeciwnie, kiwała tylko jakby spodziewała się takiego obrotu wydarzeń. Co prawda nie w tym momencie, ale wiedziała że kiedyś to zapewne nastąpi. Nie wiedziała tylko, że tak szybko. Sądziła, że po tym poranku Tarreth na długo jeszcze nie zaufa jej kompletnie. Spodziewała się jego nieufności i kontroli… A tu proszę, niespodzianka, dostała władzę do rąk szybciej niż się spodziewała.

Ale czy naprawdę tego chciała? Z zamyśleniem, jakby nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w oblicze wilkołaka. Przecież nie tylko szlachta ale i ludność szybko zorientuje się, że to Niniel troszczy się p gospodarkę a Tarreth o wojsko. Przecież to ona zajmowała głównie głos na tych oto obradach, tak samo jak wilkołak zajmował się szkoleniem rekrutów. Nawet bez oficjalnego podziału jasnym było, że dzielą się obowiązkami, że każdy zajmuje się czym innym. Problem w tym, że kiedy Wilk odejdzie z Rady, pozostaną w niej tylko ona i Herubin, co radą już trudniej nazwać. Wszystko pozostanie tak jak było, będą się przecież zajmowali tymi samymi rzeczami jak dotąd, a mimo to Tarreth nie będzie już wśród tego najważniejszego kręgu. To nie przypadło jej do gustu. Sprawa równowagi w Radzie o której wcześniej myślała nadal była bardzo istotna. Mieszkańcy miasta nie chcieli monarchy. Mieszkańcy miasta nie chcieli znowu królowej, a u jej boku majordomusa. Nawet jeśli taki oficjalny podział by przeszedł, to jeszcze nie teraz, było na to za wcześnie. Czy Tarreth nie rozumiał?

Niniel wbiła w niego swoje turkusowe spojrzenie, po czym powoli uniosła rękę by oprzeć ją na jego ramieniu, niby w braterskim geście. Trudno było powiedzieć czy robiła to by się do niego zbliżyć i pokazać mu, że jest po jego stronie, czy też na pokaz przed szlachtą. W każdym razie nie spuszczała z niego wzroku, który pozostawał nad wyraz poważny.

Zostajesz tutaj, Tarreth - powiedziała głosem tak pewnym, jakby nie miał prawa się nawet sprzeciwiać. – To nie podlega żadnym dyskusjom. A co do odejścia z Rady… Cóż, w każdej radzie powinien być podział na obowiązki, prawda? Nie każdy jest mistrzem wszystkiego. Jeśli chcesz możemy ten podział uwidocznić. Nie będziesz musiał pojawiać się na żądnych spotkaniach tego typu, lub będziesz pojawiał się tylko dla samej twej obecności. Nie musisz niczego komentować. Jesteś w Radzie Głosem Wojska, odgrywasz tu równie ważną rolę co ja. To, że zajmujesz się tylko sprawami militarnymi nie powinno cię wykluczać z naszego kręgu, ba, taka osoba jest nam potrzebna. – Niniel zamilkła, zdejmując dłoń z jego ramienia, bowiem trzymanie jej tak długo na wysokości sprawiało jedynie odpływ krwi. Nie odsunęła się jednak, jej dłoń powędrowała powoli w dół i delikatnym gestem spoczęła na jego przedramieniu. Wzrok Białogłowej zdradzał prawdziwą troskę. – Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się mając cię po swojej stronie. Cieszę się, że… Mam cię na moje rozkazy. Ale nie odrzucaj proszę tego tytułu, to tylko mi zaszkodzi. Mi i miastu… Ludzie chcą cię widzieć na tej pozycji.


Zamilkła ostatecznie, wpatrując się w oblicze Wilka. Miała nadzieję, że ten odpowie jej szybko i przede wszystkim twierdząco. Szlachta za jego plecami już zaczynała się niecierpliwić, co jej nie dziwiło, ale też w tym momencie nie przejmowała się tym zbytnio. Wszystko nie powinno się przeciągać, o ile tylko Tarreth przystanie na jej prośbę będą mogli zaraz wrócić do reszty. A wtedy… Kiedyś… Nie zasiądzie może ona na tronie, ale na pewno na honorowym, środkowym miejscu w małym półkolu Rady.

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

24 lip 2012, 21:53

I to właśnie dlatego majordom nie zajmował się polityka – w wojsku nie musiał dbać o zdanie innych, nie musiał bawić się w takie podchody. Tam była siła i wytrzymałość. Żołnierze podążali za tym, kto dobrze walczy i wie, co robi, a nie za tym, który dba, by wojsko ładnie wyglądało w oczach mieszkańców. Wojny wygrywało się bitwami twarzą w twarz z wrogiem, nie jakimiś popapranymi dyplomatycznymi bzdetami.
I to właśnie dlatego Tarreth musiał przyznać rację Białowłosej. Nie znał się na tym, nie bawił się w to – a ona czuła się tu świetnie.
Raz jeszcze spojrzał na szlachtę, która to się zaczynała niecierpliwić.
Uzupełnianie się, wybijanie nawzajem głupich pomysłów, tworzenie Jedności – tym była Rada… Teraz wilkołak to rozumiał. Poza tym… Jako zwykły generał, nawet Tarreth by miał problemy z uciszeniem tego bydła, bez problemów politycznych. Niniel musiałaby go jakoś ukarać za okazywanie braku szacunku jej i jej gościom.
Taaaaa…
I czego się gapicie? Rady żeście nie widzieli? – warknął na szlachtę, patrząc na nich spode łba. Miał nadzieję, że ten – dość niskich lotów – tekst trochę ich uspokoi. W wojsku to działało.
Następnie znów zwrócił się do Niniel.
Masz rację. Znowu. W razie czego, to po prostu daj sygnał, a Zbrojne Ramię Wolenvain nauczy tych śmierdzieli szacunku i pokory – oznajmił. Oj tak. Ręka go baaaardzo świerzbiła. I tutaj ukazywał się jego kunszt i dyscyplina wojskowa – tylko najlepsi potrafili powstrzymać swe żądze – jakiekolwiek by one nie były – I drobna rada… Nie wiem, o jakich opłatach oni mówią, ale jeśli pokryjemy koszty wykupu ziemi dla orkowego plemienia z kopalni, to oni będą musieli płacić te opłaty handlowe. To jest długoterminowe i przyniesie nam więcej zysku, biorąc pod uwagę gospodarkę na całe miasto, hm? – nie miał pojęcia o handlu. O rodzajach rynków. Wojownik po prostu dedukował najprostsza metodą. Czytał z tego, co słyszał.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

25 lip 2012, 13:24

Przyglądała mu się widząc, ile rozterek błąka się w jego oczach. Szybko pojął jej o co chodzi, to było pewne, jednak nadal miała wrażenie, iż wcale go to nie cieszyło. Był zmuszony zostać oficjalnym członkiem Rady, nawet jeśli mu to nie pasowało. Jakby dając upust swojej złości ofukał szlachtę, a ona chociaż miała ochotę zachichotać, rzuciła mu tylko karcące spojrzenie, coby ta hołota myślała, że mają kogoś po swojej stronie. Białogłowa miała nadzieję, że przyzwyczaili się już do nieco grubiańskiego zachowania wilkołaka, który był świetnym dowódcom i jednym z najważniejszych bohaterów Oblężenia. Coś za coś, jego zachowanie było tolerowane tylko z powodu jego przydatności… I jego sławy.

Spoglądała wyczekująco w oczy Tarretha, chcąc wreszcie usłyszeć ustną odpowiedź, aż ten w końcu przyznał jej rację zupełnie tak jak się tego spodziewała. Odetchnęła z ulgą, poklepała go ostatni raz po przedramieniu i cofnęła rękę.

Cieszę się, że to rozumiesz. Sama nie dałabym sobie rady – rzekła Białogłowa, po czym przestąpiła z nogi na nogę i zajrzała przez jego ramię na zebraną szlachtę. – Nie wiem ile suwerenów przyniesie nam ta kopalnia, ale najlepiej by było opłacić nią tych wszystkich orków i ich usługi… Wtedy plemię nie miałoby żadnego długu względem Konsorcjum. Obawiam się, że jeśli przez długi czas będą opłacani tylko przez tę głupią organizację, to po jakimś czasie… Po prostu staną po jej stronie. Będą jej więcej zawdzięczać niż nam, a do tego nie możemy dopuścić. – Niniel zamilkła, opanowując pośpiesznie zmartwienie które pojawiło się na jej obliczu. – Najlepiej by było podzielić się opłatami z Konsorcjum, wtedy orkowie będą zawdzięczali nam więcej niż im.

To o czym mówiła było tylko zwykłym zabezpieczeniem. Obawiała się bogatych organizacji, bowiem w bogactwie tkwiła potęga. Jeśli Konsorcjum zacznie kiedyś wywoływać na niej nacisk a ona nic nie będzie mogła zrobić, ponieważ mają po swojej stronie całe plemię orków… Zadrżała na samą tę myśl. Może wyolbrzymiała, może była zbyt ostrożna, ale to zawsze lepsze niż bycie lekkomyślnym.

- Chodź, musimy do nich wrócić - mruknęła do wilkołaka po czym obeszła go szybkim krokiem by po paru sekundach ponownie stanąć obliczem skierowanym w stronę zebranej masy. Wszyscy czekali niby spokojnie, jednak na wielu twarzach dostrzegła zniecierpliwienie i złość. Zmusiła się do uśmiechu, po czym uniosła lekko swoje dłonie i jej głos ponownie zadudnił w olbrzymiej sali:


Możliwym jest, że koszty obrony karawan miasto będzie mogło w połowie pokryć – rzekła donośnie, po czym zwróciła spojrzenie na bogatego handlarza i ukłoniła się bardzo płytko. – Nie chcemy by ten obowiązek spoczął jedynie na barkach Konsorcjum. – Jej głos brzmiał delikatnie i niewinnie. Przyglądała się przy tym twarzy bogacza, szukając na niej jakiejkolwiek reakcji. Na razie nie wyjaśniała skąd miasto miałoby wziąć środki, zostawiała tę wiadomość na sam koniec obrad.

Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

27 lip 2012, 02:29

MG

Kilka wypowiedzianych przez Niniel słów wywołało istną burzę. Stało się coś dobrego, a Rada, prócz kilku zdań mających na celu uspokojenie nerwowych możnych nie powiedziała niczego na ten temat. „Po obradach”, rzekła Niniel, co spowodowało, że większość zebranych siedziała teraz jak na szpilkach w oczekiwaniu na upragnione wieści, które jakoby mogły „rozwiązać kilka problemów”. Podekscytowanie szczelnie wypełniło Pałac Sprawiedliwości. Mało kogo interesowała rozmowa radnej z bogaczem prawiącym o Konsorcjum. Nie dotyczyła „wielkiego szczęścia”, które się wydarzyło. Wszyscy zwietrzyli w tym stwierdzeniu nadzieję na poprawę własnego losu, być może też losu miasta, skoro w końcu zdecydowali się mu pomóc. Atmosfera była więcej niż napięta.

- Jeśli chodzi o handel z dalekimi krajami, kupcy nim zainteresowani zawsze łączyli się w cechy. Konsorcja - odpowiedział szlachcic Niniel, jakby tłumaczył dziecku podstawowe mechanizmy rządzące światem. - Zwiększają one bezpieczeństwo, zabezpieczają interesy zjednoczonych pod ich egidą handlarzy. - Jego wykład zdawał się nabierać tempa i nic, nawet głośne szepty czy wręcz jawne rozmowy wokół niego nie mogły go powstrzymać. - Powstawały od zawsze. Nikt nie pracuje samotnie, bo indywidualni handlarze nie mają środków do zapuszczania się na dalekie południe, wiec siedzą w kraju. - W jego głosie nie dało się wyczuć fałszu. - Jeżeli Rada zna się na handlu, ma od tego ludzi, pieniądze, zaopatrzenie i potrafi się zorganizować, przy czym zapewnić konwojom bezpieczeństwo, to przepraszam. – Mężczyzna teatralnie skłonił głowę. - Odniosłem wrażenie, że jestem proszony o pomoc, której obecnie jestem w stanie udzielić na każdym szczeblu. – Na jego twarz wrócił zwyczajowy, wyrażający pewność siebie uśmieszek. Ten osobnik okazał się być arogancki, zadzierający nosa i bezczelny. Jak każdy szlachcic, z tym, że ten przynajmniej oferował coś konkretnego. - Prosiłem o oddziały do ochrony karawan, jednak okazało się, że orkowie spełnią tę rolę, więc Wolenvain zostałoby odciążone nawet z tego obowiązku. Rada otrzymałaby wielkie zaplecze handlowe i pieniądze jedynie - podkreślił ostanie słowo - z tytułu bycia władcami Autonomii, w której Konsorcjum prowadziłoby swoją działalność. My chcemy godnie żyć, handlować i pomnażać swój majątek, uiszczając oczywiście stosowne podatki i opłaty na odnowę miasta. To oczywiste. – Powiedział to tak, jakby rzeczywiście było oczywiste. - Oczekujemy teraz tylko oficjalnego przyzwolenia na przywrócenie sytuacji sprzed wojny, ale w większym wymiarze. – Zakończył swój przydługi wywód, patrząc radnej prosto w oczy, gdy nagle przerwał im Tarreth, bez ogródek po prostu zabierając Niniel na stronę, gdzie porozmawiali dłuższą chwilę. W międzyczasie wilkołak fuknął na szlachciców jakby byli rekrutami wojskowymi, co zdecydowanie im się nie podobało, a podniosło jeszcze większy harmider. Nadal każdy z zebranych chciał wiedzieć, o czym dyskutuje Rada i jaką wiadomość przyniósł młody posłaniec. Gdy cicha rozmowa radnych się zakończyła, z tłumu jął się słyszeć wysoki, kobiecy głos.

- Mamy odejmować sobie od ust w imię Wolenvain, podczas gdy Rada stroni od wyjawienia swoich planów? - powiedziała dama w fantazyjnie ułożonej fryzurze i bufiastej sukni. – Każecie nam spowiadać się ze wszystkich naszych zamiarów, a sami nie mówicie nic. Kto was w ogóle wybrał? - Kobieta była wyraźnie oburzona, za nic mając sobie uspokajające słowa jej siedzącego obok męża. Zapewne nie wiedziała zbyt wiele o polityce i handlu, ale mimo tego postanowiła się wtrącić, jak zwykle mieli w zwyczaju ludzie jej pokroju.

Szlachcic od Konsorcjum był wytrwały, cały czas stał, nawet gdy Niniel przestała się nim na chwilę interesować. Jej propozycję przyjął jedynie nieufnym skinieniem głową, za to o wiele bardziej entuzjastyczny był ork Burgum, wznosząc swoją zaciśniętą dłoń ku powale w orkijskim geście szacunku, warcząc przeciągle. Plemię akceptowało każdą decyzję Rady, bo w końcu Tarreth pozwolił im tutaj przebywać. Nie Konsorcjum, nie inni szlachcice. Tarreth. Tylko jemu i jego współpracownikom chcieli podlegać, a że rozłam w Sali Tronowej dostrzegalny był gołym okiem, tym gestem Burgum jasno opowiedział się po jednej stronie.

Możni byli niespokojni. Podjęli dzisiaj kilka ważnych decyzji, które będą wymagały od nich sporych zmian. Datki na rzecz odnowy miasta, przegrupowania na farmach i zmniejszone ceny zboża, sprawa handlu z położonymi za górami Ikrem terenami i orkami jako ochroniarze… Mimo wszystko okazało się, że zgromadzenie spełniło swoją rolę w stu procentach, a zebranie chyliło się już ku końcowi.

Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

27 lip 2012, 13:50

Zamieszanie w sali było o wiele większe, niż Niniel się tego spodziewała. Gdy odeszli z Tarrethem na stronę, szepty i rozmowy eskalowały jeszcze bardziej. Z radością zakończyła rozmowę z nim i zaciągnęła go wręcz przed oblicze szlachty. Stanęli na swoich dawnych pozycjach, ona z przodu, wilkołak nieco z tyłu. Przypomniała sobie szybko uprzednie słowa szlachcica, gdy ten wbijał w nią swój bezczelny wzrok. Cieszyła się, że ekscytacja w Sali Tronowej sięgała tego stopnia, iż wielu nie mogło dosłyszeć jego grubiańskich i aroganckich słów. Wbiła w niego swoje zimne spojrzenie, jakby chciała go z miejsca zamordować, a na usta cisnęły jej się już nieodpowiednie słowa. Z ledwością powstrzymała się i przybrała na twarzy uśmieszek identyczny do jego własnego: złośliwy, przebiegły i pobłażający.

- Nie byłbyś taki pyszny, o panie, gdybyś rozumiał choć trochę z jaką ostrożnością Rada zmuszona jest działać. Każdy błąd może mieć tragiczne skutki dla miasta – wypowiadając ostatnie słowa wskazała pozostałych zebranych, jakby to oni właśnie mieli na tym ucierpieć. – Nie mamy prawa sprawiać nad twoją organizacją kontroli, ale mamy prawo żądać przynajmniej podstawowych informacji dotyczącej waszych ruchów.

Kobieta zamilkła na chwilę, pocierając dłonią o dłoń. Czuła nieznośną suchość swojej skóry, a i jej gardło było jak wiór. Miała ochotę poprosić służbę o wodę, ale postanowiła iż lepiej będzie doprowadzić już to spotkanie do końca, a potem dopiero wziąć długą kąpiel. Odetchnęła uspokajając nerwy i spojrzała na powrót na szlachcica.

Nikt nie miał zamiaru ci odmawiać, panie, i dobrze o tym wiesz. Masz wolną drogę, mi pozostaje jedynie wyrazić nadzieję, że i my będziemy jakoś w stanie pomóc tobie. Po zebraniu czekam na wszystkie formalne papiery.

Niniel tymi oto słowami skończyła z paniusiem, ciesząc się, że jest to w końcu za nią. Może arogancik był niebezpieczny, może będzie sprawiał w przyszłości dużo problemów, ale nie wątpiła też, że w najbliższym czasie będzie przydatny. Wbrew pozorom osiągnęli dzisiaj więcej, niż się tego spodziewała, szczególnie wznowienie handlu powinno wszystkich cieszyć… Jak i odkrycie kopalni diamentów.

Białogłowa już miała zdradzić nowinę, której tak wszyscy byli ciekawi, kiedy jedna z przypudrowanych dam wstała, zadzierając nosa, i wydarła się bezczelnie w jej kierunku. Na Ourelię, najadzie już drgały nadgarstki i prawie poczyniła pierwszy krok w jej stronę, nie chciała więc wiedzieć jaka może być reakcja stojącego za nią Tarretha. Musiała wkroczyć do akcji zanim ten spróbuje się chociaż odezwać. Jej głos był zimny jak jeszcze nigdy tego poranka, miał w sobie coś z syku węża. Również jej oczy przewiercały damulkę na wylot. Niniel potrafiła wyglądać doprawdy przerażająco, nawet jeśli nie była ponad dwumetrowym wilkołakiem.

O ile sobie przypominam, nie zdradziłaś nam żadnych swoich zamiarów ani też nie zaproponowałaś żadnej konkretnej pomocy. Jeśli moje decyzje ci nie odpowiadają, to to proponuję wszcząć rebelię, może zostaniesz kiedyś królową. – Jej słowa były ironiczne i złośliwe, ale nie miała zamiaru się powstrzymywać. – Nie jesteśmy w szkole, gdzie każde bogate dziecko dostaje natychmiast to, czego zażąda. Raczę nauczyć się cierpliwości lub nas opuścić.

Takie traktowanie szlachetnie urodzonej było paskudne, ale równie paskudnie potraktowała ona rządzących. Niniel nie mogła pozwolić by burżuje się rozwydrzyły i pozwalały sobie na coraz więcej. Zamierzała chociaż udawać że ich szanuje, tak długo jeśli oni będą szanować ją. Bo tak naprawdę to przecież ona, nie oni, była na tej gorszej pozycji. To ona wypruwała sobie flaki dla tej hołoty którą wolałaby po po prostu zagryźć, ewentualnie masowo wywieźć na głębokie morze i tam ich wszystkich wyrzucić za burtę. Jednak ona trzymała swoje nerwy na wodzy, tak więc i oni powinni.

Ignorując już teraz napudrowaną mądralę, bo przecież nie będzie wdawała się z dyskusje z kimś takim, zwróciła się do wszystkich, a jej twarz rozjaśnił fałszywy uśmiech.

Tak jak mówiłam, szczęście w nieszczęściu, niestety. Zacznę od złej wiadomości. – Tak naprawdę nie miała pojęcia czy to dobry pomysł, ale wydawało jej się, że zawsze jest lepiej na końcu słyszeć dobre wieści. – Nasze straże odkryły na północ od Wolenvain niewolniczą kopalnię, a w niej wielu zmuszonych do pracy mieszkańców naszego miasta. – Białogłowej nie mógł umknąć wybuch podnieconych i oburzonych głosów, ale nie zamierzała robić dłuższej przerwy, coby jak najszybciej uspokoić ich lepszymi wieściami. - Dobrą wiadomością jest, że została ona szybko odkryta i został tam też posłany cały oddział na ratunek. Kopalnia zostanie przejęta w ręce miasta, z zysków jakie nam dostarczy będziemy mogli zrekompensować szkody wyrządzone na niewolnikach oraz po części zfinansować odbudowę miasta.
Niniel uśmiechnęła się, modląc się przy tym żeby diamenty faktycznie występowały w znalezionej kopalni. Jeśli posłaniec się mylił może być jej ciężko to wszystko cofnąć.

Obserwowała reakcję szlachty. Ona sama uznawała to za raczej dobrą wieść – chociaż Herubin został porwany, to nikt ze szlachty chyba nie ucierpiał, więc nie powinni się złościć. Gdyby było inaczej, gdyby któryś z członków szlacheckich rodzin zniknął na tak długi okres czasu, sprawa ta zostałaby z pewnością poruszona na obradach, tymczasem nikt o tym nie wspomniał.

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

29 lip 2012, 23:54

Czas wracać do pracy. Niechętnie, lecz wilkołak dał się wręcz zaciągnąć przed oblicze szlachty. Niechętnie – a jednak wciąż nie można było tego poznać. Był wszakże żołnierzem! Doskonale wiedział, co znaczy robić rzeczy, których się szczerze nie chce i jak je wykonywać, by nie można było tego poznać.
Tarreth nie słuchał gadki o tych wszystkich cechach i konsorcjach – dla niego było to mało istotne. Tym mniej istotne, że z ust szlachcica, któremu na dzień dobry urąbał twarz uderzeniem łapy. Za co? Za tą właśnie bezczelną twarz. Mały drań… W wojsku to by się dowiedział…
Po powrocie do rozmów, odezwała się jakaś… baba. Wyglądająca jeszcze durniej, niż reszta szlachty baba, której głos porównywalny był do interakcji dwóch zardzewiałych części wozu – nie do zniesienia.
Z natury impulsywny wilkołak już kipiał ze złości. Obnażył kły, a jego ognisty wzrok wbity był w kobietę. Lecz kiedy postąpił jeden krok w przód, został zatrzymany przez… Niniel. Wspaniała istota. Jedna z dwóch żyjących, która była w stanie uspokoić weterana. Jednak pomimo, że stary wojownik już nie miał zamiaru obedrzeć jej ze skóry – to nie zostawi bezczelności.
Jego mięśnie były tak napięte ze złości, że zdawało się, iż jego własna zbroja pęknie. Jego oddech był dość dobrze słyszalny. Ciężki oddech, nosem. Tarreth spojrzał na męża kobiety.
Panie, kto u was ma pierwsze i ostatnie słowo? Radzę zająć się żoną, bo pewnego dnia jej niewyparzona gęba narobi jej strasznych kłopotów! – warknął, wymachując energicznie ręką – jakoś ten gniew musiał wyładować. Potem jedynie miażdżył paniusię wzrokiem. Istny mord w oczach. Ogień, jakiego nie widać przy pożarach całych miast. Krew, której barwę widać przy każdym trupie. Przeszywający wzrok, przepełniony furią – oto była kwintesencja strachu, jaką dysponował wilkołak. To były jego oczy, które niejednemu wojakowi odebrały chęci do walki. Wzrok, powtarzający "Pilnuj się. Pilnuj się…".
Po chwili pierwotnej wręcz metody ustalania, kto tu rządzi, majordom cofnął się trochę i oparł o mur zamku. Pozostało mu dalej słuchać, mimo, iż nim nosiło. Był, jak wulkan. W każdej chwili mógł eksplodować. Był, jak burzowe chmury – wiszące nad ziemią, gotowe, by wydać całą swą przerażającą moc.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

01 sie 2012, 03:46

W kolejnym MG-poście kończymy, no chyba, że będą jakieś problemy.
MG

Szlachcic od Konsorcjum miał wreszcie, czego chciał. Z zadowolonym uśmieszkiem usiadł na swoje miejsce, nie kontynuując rozmowy z Niniel. Stowarzyszenie miało zostać utworzone, dodatkowo zezwolono mu na odbudowę Varti jako stacji przeładunkowej, wznowienie handlu z Khan'Sal i rozpoczęcie handlu z Północą. Wszystko to przy protekcji plemienia orków, które samorzutnie zadeklarowało chęć współpracy. Wszystko układało się nad wyraz dobrze. Konsorcjum w krótkim czasie miało przynieść wielkie zyski miastu, jednak co oczywiste, jego działalność należało monitorować. Osłabione Wolenvain mogło mieć z tym niemałe problemy, jednak w obecnej sytuacji utworzenie się cechu kupców wiązało się z samymi korzyściami. Czas pokaże, czy pokładane w Konsorcjum nadzieje nie są jedynie mrzonkami.

Kobieta, która postanowiła wtrącić swoje trzy ory do obrad, zaczerwieniła się na słowa Niniel i wyraźnie oburzyła na to, jak potraktował ją Tarreth. Na szczęście obok siedział jej mąż, uspokajając ją, zanim doszło do kolejnego wybuchu. Uderzył ją lekko grzbietem dłoni w lewy, spąsowiały policzek, jakby na znak, że przynosi mu tylko niepotrzebny wstyd przed Radą, po czym przekazał jej kilka niesłyszalnych w ogólnym rozgardiaszu słów. Szlachcianka nie powiedziała już nic do samego końca obrad, urywając rozmowę z radnymi, zanim się na dobre zaczęła.

Na wieść o odnalezieniu niewolniczej kopalni, o ile to możliwe, zawrzało jeszcze bardziej. Nikt od razu nie powiedział ani słowa do członków Rady, ale podekscytowani szlachcice zaczęli dość głośno dyskutować między sobą. Na pewno fakt zdobycia przez Wolenvain nowego źródła dochodów nie uszedł ich uwadze, bo głośna dyskusja dotyczyła obecnie tego, kto się nim zajmie i kto najwięcej na tym zarobi. Oczywistym było, że dwuosobowy organ zarządzający będzie potrzebował osób trzecich, aby zajęły się one zatrudnieniem robotników w kopalni, transportem dóbr, ich obrotem w mieście i poza nim. Najrozsądniejszym wyjściem byłoby transport nieznanego szlachcicom kruszcu do Derin, które zawsze chętnie skupowało nieprzerobione surowce w celu dalszej obróbki, czego idealnym przykładem było srebro z Minaloit. Jako pierwszy, ku przewidywanemu niezadowoleniu radnych, zareagował znany wszystkim, arogancki panicz.

- Jeśli można wiedzieć: odnaleziono kopalnię… czego? - dopytał, tym samym uciszając innych możnych. Każdego ciekawiło, co konkretnie wydobywane jest w nowej kopalni. - Kto zajmie się transportem kruszcu i jego rozprowadzaniem? - Kolejne, wypowiedziane na głos ważne pytanie. - Wierzę, że Rada ma jakiś plan, ale Konsorcjum byłoby w stanie…

- Przestań pierdolić, Fivan - odezwał się dotychczas cichy staruszek z rozbieganym wzrokiem. - Konsorcjum to, Konsorcjum tamto… Nikt nie chce się zajmować handlem z dzikusami, ale to nie powód, że macie trząść całym światem. Zostawcie coś nam – z tłumu jęły się słyszeć aprobujące ten pomysł głosy. - Chętnie zainwestuję w nową kopalnię, nieważne, co w niej jest.

- Ja też - rzekł nieznany z imienia szlachcic w krótkich loczkach, tuląc ramieniem swą młodą, acz skromnie odzianą dziewoję.

- Ja również - dołożył się łysy, krzepki pan z pierwszych rzędów. Pióro usadowionego w rogu pomieszczenia skryby poruszało się bez ustanku, podczas gdy kolejni szlachcice deklarowali chęć oddania swoich pieniędzy na rzecz pracowników, statków transportowych, karawan i Indrumon wie czego jeszcze. Wszystko związane, oczywiście, z nową kopalnią. Jak widać, ciekawość i konkurencja otwierała kiesy o wiele szybciej, niż hasła o bezinteresownej pomocy. Każdy chciał uszczknąć coś dla siebie, jak to bywało od zawsze. Rada musiała polegać teraz na urzędnikach, którzy po obradach, jak zawsze mieli sprawiedliwie rozdzielić wpływy i zostawić jak najwięcej miastu. Historia pokazywała, że proces ten odbywał się niemal automatycznie – władcy nie musieli przejmować się podskórnymi mechanizmami tworzącymi dobrobyt, bowiem nigdy jeszcze w takiej sytuacji nie zawiodły. Obrady chyliły się ku końcowi.

Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

02 sie 2012, 07:04

W momencie gdy Ssivach wreszcie dotarł do Wolenvain, miał już podstawowe informacje o stanie miasta. Czas jednak płyną nieubłaganie niczym pstrąg tęczowy w strumieniu, tak więc trzeba było wziąć się za planowanie i wprowadzanie tego planu w życie. Do tego wszystkiego niestety niezbędne były dokładniejsze informacje. Tak, więc nie licząc na tym etapie na czynnik ludzki, zielonooki znalazł ustronne miejsce między domami i sprawdzając czy nikt nie zwraca na niego uwagi zniknął w kłębie czarnej mgły, która po chwili rozwiała się ukazując kawkę, która przygląda się jednym okiem ziemi tuż obok swoich nóg. Szybki ruch głowy, uderzenie dzioba i z światem musiał się pożegnać jeden dorodny skorek. Ssivach nie mógł sobie odpuścić takiego ptasiego przysmaku, który pod cudownie kruchym pancerzykiem miał wręcz idealnie rozpływające się, pożywne wnętrze. Oj tak, wraz z przemianą zmieniały się Ssivachowi upodobania smakowe. Jednak nie ma co się dziwić, to co dla człowieka, elfa dobre, to dla ptaków niekoniecznie, a jakby nie patrzeć podobno pierwotną funkcję smaku było informowanie organizmu o tym czy dany pokarm jest przydatny dla organizmu. Wracając jednak do meritum, czarnowłosy, a właściwie to teraz czarnopióry poderwał się do lotu kończąc rozkoszowanie się "ptasią delicją". Pierwsze metry lotu były nadzwyczaj chwiejne, ale po tych ciężkich machnięciach skrzydeł, Ssivach przypomniał sobie podstawy latania o których zapomniał zachwycając się ostatnim posiłkiem. Po ustabilizowaniu lotu wzniósł się wyżej i widząc Pałac Sprawiedliwości krzyknął radośnie miękkie kjak na które dostał odpowiedź innych kawek witających go w mieście. Tak, te zwierzęta były niesamowicie towarzyskie, dlatego tak bardzo Ssivach je lubił, czuł do nich pewien respekt. Mało kto dostrzegał ich powiązania rodzinne, wewnętrzną siłę całej struktury, gdzie wszystkie osobniki okolicy potrafiły walczyć o jedno słabe pisklę. Z takimi przemyśleniami dotarł do pałacu sprawiedliwości. Tutaj musiał się bardziej skupić na swoim celu wyprawy. Na razie miał to być rekonesans, ale może ciekawe informacje dostarczyć. Wreszcie znalazł to co go najbardziej interesowało, piękne, wąskie okna o ostrych łukach. Przelatując obok Sali tronowej dostrzegł zebranie. Na taką drugą szansę prawdopodobnie będzie zielonookiemu długo czekać tak więc nie mógł jej nie wykorzystać. Wylądował więc na zewnętrznym parapecie i widząc po jego drugiej stronie tłustego pająka. Te ośmiołape twory co prawda nie były ulubionym pokarmem czarnowłosego, ale musiał wyglądać naturalnie więc z braku laku, przemaszerował z dumnie uniesionym dzióbkiem taksując ciekawskim wzrokiem zebranie przebył na swoich nóżkach całą długość parapetu zewnętrznego i dorwał słodkiego, lecz nieco glutowatego pająka. Jednak Ssivacha nie interesował teraz smak, lecz to co działo się wewnątrz Sali tronowej, tam zaś działo się wystarczająco dużo by zaprzątnąć myśli zielonookiego. Jeśliby wystarczająco dużo zebrałby informacji, to mógłby wybrać cel, stworzyć plan i nie czekałby długo na rozpoczęcie działań.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerra z Derinu, Lota
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.