Sala Tronowa

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

Sala Tronowa

19 wrz 2011, 13:55

Po wejściu do Pałacu przytłacza przestrzeń pustego holu, który oświetlają jedynie przymocowane do ścian pochodnie, które zdają się wiecznie płonąć. Czujne oczy straży obserwują każdy ruch, ponaglając interesanta do konkretnego działania.
Dlatego też zmierzasz ku wielkim żelaznym wrotom, zdobionym w pozłacane płaskorzeźby. Straż rozchyla potężne skrzydła, za którymi jawi się najważniejsze pomieszczenie w całym Pałacu. Sala tronowa.
Podłużna komnata skryta jest w ciemności. Piękne, wąskie okna o ostrych łukach zakryte są ciężkimi, grubymi kotarami z ciemnego sukna. Osoba postronna i mało spostrzegawcza nie dostrzeże, ze pod tą przykrywą umieszczone są szczelnie zamknięte okiennice. Parę metrów od każdego z okien trwa mosiężny stojak z głęboką czarą wypełnioną oliwą. Płonący ogień oświetla wnętrze.
Posadzka wykonana jest z dokładnie oszlifowanych kamiennych płyt. Każdy krok odbija się echem, które niknie w mroku wysokiego sklepienia podtrzymywanego przez rządy strzelistych kolumn, poprowadzonych wzdłuż sali.
Przestrzeń zdaje się przytłaczać, bardziej niż przedtem. Idziesz więc przed siebie i nie możesz oderwać wzroku od jedynego stałego punktu, znajdującego się w przeciwległym końcu sali.
Tron znajduję się na niewielkim podwyższeniu. Kamienny, misternie rzeźbiony i okuty mosiężnymi zdobieniami. Potężny, obity granatowym suknem. Tu stojaków z czaszami ognia jest nieco więcej. wszystko po to, by dokładniej oświetlać zasiadającego i miłościwie panującego władcę…

***
Straż uchyliła przed nimi wrota sali. Nikol wprowadziła Serghia do środka. Sala imponowała swą wielkością, przestronnością i surowym wystrojem.
I jak ci się podoba? Czy nie za mrocznie? – jedynie to mogło martwić obecną królową. Nie mogła jednak pozwolić na promienie słoneczne wpadające przez okna. Wkrótce mdlała by na tronie, a to nie było wskazane. – Poza tym brak kolorów nie rozprasza, lecz koncentruje na pracy.
Nikol lekkim i tanecznym krokiem zbliżyła się do tronu, ciągnąć za sobą nadwampira. Na siedzisku lśniła złota korona wysadzana drogocennymi klejnotami.
Uczynisz mi ten honor? – rzekła podając mu koronę i chyląc głowę.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

03 sie 2012, 00:25

Białogłowa z zadowoleniem spoglądała na czupryny rozgadanej szlachty z góry. Raz po raz głowy obracały się w lewo i prawo, by szepnąć coś z ekscytacją to jednemu, to drugiemu sąsiadowi. Ze swojej uważnej obserwacji wywnioskowała, iż podniecenie w Sali kręciło się zdecydowanie w okół zarobku, nie niewolników. To znaczyło jednocześnie, że tylko Herubin z tych wyższych sfer ucierpiał jako jeden z nich… Niniel powstrzymała się przed pokręceniem głową. Jak głupim można być by porywać Radnego i zmuszać go do niewolniczej pracy?

Jak oblana zimną wodą zorientowała się po szeptach, że w swych słowach nie wspomniała w ogóle o diamentach. Tłumiąc złość na samą siebie odchrząknęła cicho, by uciszyć wzniesione głosy, lecz to nie zadziałało. Mimo całkowitej niewiedzy na temat cennego kruszcu, szlachta rzuciła się do słownej walki o każdy suweren jaki można by na nim zarobić. Najada już kolejny raz dzisiaj pomyślała jak żałosnymi i słabymi istotami są zebrani przed nią ludzie. Kłócili się zawzięcie o wszystko, niczym dzieci wyrywały sobie zabawki z rąk i podstawiały nawzajem nogi. Jeden ze sprytniejszych postanowił jednak użyć umysłu zamiast siły – rzekomy Fivan jako pierwszy wystartował ze swoją propozycją wsparcia, jakby chcąc sobie zaklepać miejsce dla siebie. Za nim jednak niczym w efekcie domino potoczyło się coraz więcej głosów, szlachta przekrzykiwała się nawzajem i wykazywała chęć "pomocy".

Jacyż oni pomocni…, przemknęło najadzie po głowie, kiedy powstrzymując grymas na twarzy uczyniła krok w kierunku masy i podniosła lekko dłonie by ją uciszyć. Zadziałało skuteczniej niż zwykłe chrząknięcie. Mimo tu i tam pojawiających się szeptów głos Białogłowej niósł się po Sali niczym po wodzie.

O ile posłaniec się nie myli, we wspomnianej kopalni znaleziono diamenty. – Wiedząc, że informacja ta może ponownie wywołać burzę rozmów i jeszcze większą kłótnię szlachty o to, kto zajmie się cennym znaleziskiem, uniosła jeszcze wyżej ręce i natychmiast pociągnęła dalej: – Cieszę się, że tak dobrodusznie decydujecie się wesprzeć miasto. - Niniel zdołała całkowicie opanować ton głosu, który brzmiał tylko neutralnie i obojętnie, ale sam wydźwięk tych słów był wystarczająco nadziany ironią. – Jestem też pewna, że każdy z was będzie mógł nam jakoś pomóc, szczególnie ci, którzy od początku deklarowali chęć intensywnego wsparcia miasta.


Cóż, jej słowa nie niosły za sobą praktycznie żadnych konsekwencji, chciała jednak zaznaczyć jakoś różnicę pomiędzy tymi, co pomagali z paserstwa, a tymi co z dobrej woli. Wolała już tym drugim pozwolić zająć się dokładniej kopalnią, ponieważ im bardziej ufała, jednak była też pewna, iż pałacowi urzędnicy jej również nie zawiodą.


A teraz, na sam koniec, pozostaje mi podziękować wam za przyjście. Nie każdy z was pozostawił po sobie dobre wrażenie, ale też wielu z was pozytywnie nas zaskoczyło. Jesteśmy wdzięczni na wszelką obiecaną pomoc i mamy nadzieję, że zacieśniona współpraca pomiędzy Radą i szlachtą przyniesie obopólne korzyści. Obrady uważam za zakończone.


Ostatnia sylaba uroczystego głosu Niniel poniosła się po Sali, po czym ucichła całkowicie pod napływem nowych rozmów. Białogłowa przeniosła spojrzenie na Tarretha, jednak nie odważyła się uśmiechnąć. Nie zamierzała na oczach szlachty oddawać się żadnym czynnościom wywołanym przez myśli tylko i wyłącznie prywatne. Kobieta odwróciła się plecami do burżujów, by podejść do rosłego wilkołaka.


Ptaszka zajadającego się pająkiem na pałacowym parapecie nawet nie dojrzała, ale i jemu nie udało się zebrać zbyt wielu informacji.


Gadanina skończona… Czy mamy coś jeszcze na głowie? – spytała Wilka lekko oficjalnym tonem, bo też nie zamierzała ponownie szeptać na oczach zebranych jakby miała jakieś sekrety. Jej słowa i tak prawdopodobnie mało kto dosłyszał, ale już jedna osoba byłaby jedną za dużo. Kątem oka dostrzegła skrybę stawiającego na zapisanej karcie ostatnie słowa spotkania, a koło niego umorusanego w czymś, jasnowłosego chłopca, któremu to wcześniej udało się wśliznąć na salę obrad. Marszcząc lekko brwi skinęła na niego palcem, nakazując mu do siebie podejść. Zapewne nie było to ważne, mimo to interesowało ją kim był ten mały. Z jej twarzy sam zapewne mógł już wyczytać zbliżające się pytanie…

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

03 sie 2012, 18:52

Tarreth stał i patrzył na to wszystko. Po prostu patrzył. Jedyne, co w jego oczach i uszach było ciekawe w całym tym gadaniu, to swoiste przekleństwo jednego z szlachetnie urodzonych bogaczy, oburzonego tym, co wyprawia przedstawiciel tego całego Konsorcjum. Żołnierz chrząknął cicho, ciesząc się, że nawet takie panienki, jak oni potrafią używać języka.
Jednak… To było tyle. Obrady się kończyły, co deklarowała Niniel. Sprawy były załatwione… Wszystkie? Nie. Wciąż została sprawa utrzymania i wyposażenia armii Wolenvain. Wilkołak chciał o tym "porozmawiać" z szlachcicami, jednak… No, w tym miejscu to on był bezbronną owieczką. Nie znał się na polityce i gospodarce, nie potrafił dyskutować. Był prostym żołnierzem. Więc milczał. I teraz… Będzie musiał to załatwić inaczej.
Westchnął ciężko, spuszczając łeb, by spojrzeć na kamienną posadzkę. Chciał, by ta hołota już wyszła. Był zmęczony tymi oczojebnymi strojami i kretyńsko przesłodzonym i zaakcentowanym głosem każdego burżuja. Chciał usiąść i odpocząć, pomimo, ze wcale się nie wysilał.
W sumie nie, skoro mamy kopalnię… To pieniądze na armię się znajdą. Wezmę kilku skrybów, określą wydatki na wyżywienie, zakwaterowanie i żołd, a potem wyliczą, ile będzie kosztować uzbrojenie armii i ewentualne rozwijanie jej – odpowiedział, spuszczając luźno swe potężne łapy.
Miał dość tego dnia – a on się dopiero zaczął!
Poza tym… chciałbym Cię o coś zapytać… – mruknął, spoglądając na kobietę łagodnie. Jak poprzedniego wieczora, gdy ta przybyła do jego komnaty, widząc całe jego zmęczenie.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

09 sie 2012, 21:57

Szkoda, że nie skorzystaliście z możliwości prowadzenia gry swobodnej zanim napiszę tego posta.
MG
Informacja o tym, że w kopalni znaleziono najprawdziwsze diamenty, dawniej obecne w Autonomii tylko jako towar importowany z dalekich, południowych krajów, zelektryzowała zgromadzenie, co w wyraźny sposób odbiło się na sytuacji w sali tronowej. Szlachcice poczęli przekrzykiwać się, składając oferty (często bez pokrycia) i próbując wywalczyć sobie jak najkorzystniejsze warunki. Gwar był prawie tak wielki, jak podczas bójki na samym początku rozmów, w tym jednak przypadku jego powód był zgoła inny – teraz wszyscy rzucali się jeden przez drugiego, aby pomóc miastu, węsząc w tym dobry interes. Cóż, czasy były trudne, każdy chciał nabić nadwątloną kiesę znalezionymi na wybrzeżu pieniędzmi w postaci szlachetnych kamieni. Nikt nie zwracał uwagi na przycupniętą na zewnętrznym parapecie kawkę.
Najada Niniel przewidziała taki obrót spraw i poczęła uspokajać tłuszczę, w kilku dobrze dobranych słowach łagodząc ich zachowanie. Oczywiście, nie ochłodziły one rozgrzanych perspektywą wielkiego zarobku głów możnych, ale przynajmniej utemperowały je na tyle, że poziom hałasu ponownie spadł do akceptowalnego poziomu. Białowłosa miała coś w sobie – mimo braku merytorycznego przygotowania do obrad, potrafiła prawić frazesy tak długo, aż wszyscy uznają, że ma rację i wie więcej, niż pokazuje. W przyszłości mogła okazać się znakomitym politykiem, ważąc swoje słowa i mówiąc to, co jej ludzie chcą usłyszeć. W tej dziedzinie taka umiejętność to klucz do sukcesu, musiała być tylko bardzo ostrożna. Póki co szło jej świetnie. W oczach Wolenvain stracił za to Tarreth, zupełnie nie mając pojęcia, jak prowadzić tego typu spotkania. Nie było czemu się dziwić – był żołnierzem i wojownikiem, nie kimś, kto załatwia sprawy najwyższej rangi państwowej.
Korzystając z tego, że uwaga nadal była skupiona na niej, kobieta, uznając najwyraźniej, że wszelkie sprawy zostały załatwione, zakończyła obrady. Pierwszy z sali wyszedł ork, za nim postąpili ci, którzy nie pchali się do proponowania swojej pomocy nawet, gdy chodziło o diamenty, następnie ci, którzy przez całe obrady nie odezwali się ani słowem, a na końcu rozwrzeszczany tłum inwestorów, chcących jak najszybciej udać się do komnat urzędników w celu załatwienia formalności dotyczących pomocy w wydobyciu cennego kruszcu. Na szczęście tego typu papierkowa robota była załatwiana niemal od ręki przez urzędników, którzy od kiedy odrośli nieco od ziemi uczyli się pisać, rachować i zarządzać kartotekami. Rada nie musiała się tym martwić. Oczywiste, że szlachcice również zarobią na odkryciu, jednak źródłem dobrobytu miast byli przede wszystkim ich mieszkańcy, a władza miała za zadanie popychać ich do własnej inicjatywy oraz umożliwiać im rozwijanie metropolii, pobierając odpowiednie podatki. Wydawało się, że Wolenvain wkrótce stanie na nogi, choć może było już za późno. Cóż, lepiej późno, niż wcale, prawda…? Rada po raz pierwszy dokonała czegoś wspólnie, niestety w niepełnym składzie. Herubin miał jednak swój udział w zdobywaniu kopalni diamentów dla miasta, będąc teraz w oczach pospólstwa tym, który bohatersko wywalczył Wolenvain drogę do błyszczących, bajecznie drogich kamyków.
Wszyscy możni opuścili wreszcie pałac, a w sali tronowej został tylko wytrwale piszący skryba oraz mały chłopak obok niego. Nagle starszy mężczyzna odkaszlnął, i nie zważając na rozmowę radnych, zaczął mówić głosem przepełnionym starczą flegmą i dziwnym akcentem.
- Pani Niniel. Panie Taret - powiedział w te słowa, powstając z wolna. Wydawało się, że skłania przy tym głowę, równie dobrze mógł byś jednak garbaty. - Ten tu młodzik ma do przekazania ważne wieści z Minaloit - dodał z tą samą, niespotykaną w Autonomii barwą głosu. Radnym nie było jednak dane dalej go słuchać, bowiem po chwili odezwał się wskazany przez dziadka chłopak.
- Krasnoludy nawiedziły kolonię górniczą - rzekł młodzik, zaskakująco śpiewnie, gładko i czysto, zupełnie jakby nie odczuwał stresu spowodowanego przemawianiem do rządców całego kraju, a przynajmniej jego dużej części. Mógł wyrosnąć na biegłego retora. - Jest ich więcej, niż mieszkańców miasteczka. Wykupują opuszczone domy i gadają o odzyskiwaniu swoich włości pod górami. Zapewne chodzi o odnalezionego w kopalni srebra golema - prawił, jakby był tam przez cały czas i opisywał, co widzi, zaskakując obecnych zupełnie niedziecięcym słownictwem. - Alchemik Bentrum zostanie burmistrzem, wydaje się być odpowiednią osobą. Tako rzecze Devonhild Jamig, namiestnik Minaloit. - Chłopaczek skończył, kłaniając się nisko, po czym nasłuchując słów pochwały za dobrze wykonaną pracę pomógł staremu skrybie zgarnąć cały swój majdan i wyjść przez wrota sali głównej.

Niniel – +24PCh
Tarreth – +19PCh
Sesja zakończona, lokacja wolna, Drefan z/t.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

11 sie 2012, 13:31

Infi, nie myśl sobie, że my tacy szybsi od Ciebie jesteśmy :P

Niniel trudno było uwierzyć jakie poruszenie wywołała wieść na temat diamentów. Tłuszcza była gotowa niemal pozabijać się, by tylko chociaż w małym stopniu również skorzystać na tym odkryciu. Cieszyła się z całego serca, że nie musiała teraz zajmować się żadnymi formalnościami… Tak naprawdę nie była stworzona do roli przewodniczki miasta, a mimo to tak skrzętnie ją wypełniała. Nie rozumiała sama siebie, lecz z drugiej strony czuła w tym momencie kompletnie jej nieznaną satysfakcję. Udało jej się. Uczyniła pierwszy krok w kierunku "sławy", tym razem wywalczonej słowami, nie mieczem.

Kobieta czekała, aż szumy w sali kompletnie ucichną, po czym zwróciła się w stronę skryby. Chociaż ona sama przed kilku laty mówiła jeszcze z lekkim akcentem, to wydźwięk słów mężczyzny wyjątkowo ją irytował. Słuchała w ciszy, nic nie komentując, aż w końcu głos przejął mały chłopczyk.

Jak się mogła spodziewać, kłopotom tego południa nie było końca. Gdy już starzec i dzieciak opuścili salę, Niniel spojrzała na Tarretha wzrokiem zdradzającym niedowierzanie, złość i zmęczenie. Krasnoludy opanowują Minaloit? Od tak, bo ludzie nie mają wystarczająco pieniędzy by zachować swoje domy? Sprzedać się było gorzej niż dać się podbić. Najada zirytowana poczęła chodzić w tę i z powrotem przed wilkołakiem, w ciszy starając się przełknąć jakoś ten problem. W końcu zatrzymała się, by patrząc w marmurową posadzkę wydusić z siebie te kilka słów:

Słyszałeś to? Krasnoludy opanowują nam Minaloit…! – Zamarła na chwilę, gdyż nie wiedziała co jeszcze dodać. W końcu te słowa wyrażały już wszystko, co było do wyrażenia… Spojrzała ze strachem na Tarretha. – Jeśli Minaloit znajdzie się w ich rękach, to możemy pożegnać się z kolejnym miastem w Autonomii. Krasnoludy nie mają powodu by z nami współpracować. Najpierw Lokent, teraz to

Kobieta zamilkła, wdychając głęboko powietrze, jakby dla spokoju. Zastanawiała się na poważnie, czy nie powinna teraz wyjść, osiodłać swego konia i po prostu ruszyć jak najprędzej do Minaloit… Co prawda chłopczyk wspomniał o nowym burmistrzu, jednak nigdy o nim nie słyszała, nie miała pojęcia kim jest, nie wiedziała jakie on ma do tego wszystkiego nastawienie i czy można mu ufać. Jednak jeśli coś takiego się dzieje… To oznacza tylko, że albo na to przyzwala, albo – co bardziej prawdopodobne – po prostu sobie z tym problemem nie radzi. Cóż, jeśli krasnoludy osiągną znaczącą przewagę nad innymi rasami w mieście, to i on nie posiedzi długo na tym stanowisku.

Moment, moment… Zapewne jak zwykle histeryzuję i wyolbrzymiam, powiedziała sobie sama w myślach, starając się opanować wszelkie emocje. Chłopiec powiedział, że jest ich więcej od mieszkańców… To niedobrze. Ale może nie są agresywnie nastawione, może nie chodzi im kompletnie o podbicie miasta a jedynie o bogactwo… Ważne jest tylko, żeby Minaloit nie wyśliznęło się z rąk Autonomii.

Kobieta uspokoiła się nieco, lecz to nadal nie starczyło. Musiała przynajmniej dowiedzieć się więcej, jeśli samej się tam nie udać. Trzeba wysłać nowego posłańca! Informacje udzielone przez jasnowłosego chłopca były tak marne…

Kobieta spojrzała wreszcie na wilkołaka nieco nieobecnym spojrzeniem.

Tarreth… – zaczęła spokojnie, jakby zagubionym głosem. Zamilkła na chwilę, jakby miała problem z ułożeniem myśli. W końcu wyrzuciła z siebie szybko: – Chciałeś mnie o coś zapytać? Tarreth posłuchaj… – Jej pytający głos momentalnie zamienił się dalszą plecionkę, jakby nie mogła czekać na jego odpowiedź: – Muszę dowiedzieć się, co dokładnie dzieje się w Minaloit. Muszę być pewna… Jak sądzisz, czy wysłanie posłańca wystarczy? Czy nie powinnam udać się tam osobiście? Tego nowego burmistrza… Wypadałoby poznać, może krasnoludy faktycznie są jakimś zagrożeniem, może mogę pomóc… – Jej przerywana gadanina miała więcej sensu, niż by się to wydawało. W obecności Tarretha nie była po prostu tak spięta, poza tym zbyt wiele myśli kłębiło się w jej głowie, by mogła jakoś logicznie układać je w zdania.

Czekała z nadzieją na odpowiedź wilkołaka, potrzebowała w tym momencie jakiejś pomocy. Zastanawiała się, co niby stoi na drodze, by wsiąść na konia i po prostu załatwić to wszystko osobiście. Była rozdarta.

Kawki przy oknie nadal nie mogła zauważyć…

Awatar użytkownika
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

11 sie 2012, 23:24

Okrutny los, upierdliwy poranek i cholerny dzień. Cokolwiek wilkołak by sobie nie wymarzył, to i tak wszystko spełznie na niczym, bo i tak coś szlag trafi. I najgorsze było to, że jego całe ciało i wszystkie zmysły mówiły mu, że to nie koniec problemów. Nie dane było majordomowi załatwiać własnych spraw, bo musiał doglądać państwa.
Spojrzał na chłopca ze spokojem stratega. Z tym samym spokojną, tą samą maską patrzył również na Niniel. Ileż ona miała w sobie charyzmy!~Ileż chciała dla tego ludu zrobić, podczas gdy Tarreth… Tracił siły. Nie miał sił, by zajmować się wojskiem, nie chciał. Jakby obrzydło mu wszystko. Jakby marzył o swej pięknej samotni w lesie.
Nie puszczę Cię samej, a sam też nie pojadę, bo muszę w końcu zająć się wojskiem… Udaj się do garnizonu miasta i powołaj do siebie… – tutaj chwilę się zastanawiał. Jego ogniste oczy ruszały się po pustce, jakby czytał coś, czego nikt inny nie widział. Jakby czytał księgę, bądź zwój – II kompanię piechoty. Dobrzy żołnierze. Mogą się przydać. Idź i załatw, co załatwić musisz… Ja – z bólem serca to mówię – ale muszę zostać… – westchnął, odwracając się w kierunku wyjścia do komnat. Wtedy zwrócił się on do jednego ze sług i kazał posłać do garnizonu, by do Komnaty Wojny zebrali się oficerowie Wolenvain. Trzeba było wziąć się do roboty.

Zanim jednak opuścił on Salę Tronową, odwrócił się do Białowłosej i troskliwymi oczami spojrzał kobiecie w oczy.
Uważaj na siebie. W razie czego pamiętaj, że krasnoluda w siłowej walce nie pokonasz – przewróć go, a będzie bezbronny. Pomimo swej siły i wytrzymałości – a nawet szybkości – są dosyć ociężałe i niegramotne. – po tych słowach odwrócił się powoli. Powoli, jakby w ogóle nie chciał się odwracać. Jakby chciał udać się razem z Niniel. Odwrócił się i wyszedł.

[z/t]
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

17 sie 2012, 14:14

Gdy Tarreth na nią przenikliwie spojrzał i z takim spokojem w głosie jej odpowiedział, Niniel niemal momentalnie się uspokoiła. Wszystkie jej myśli zdawały się nagle ułożyć, ciało natomiast straciło swe napięcie. Przypatrywała mu się intensywnie, marszcząc przy tym swoje równe brwi. Wysłuchała jego słów co do ostatniego, po czym zmarszczyła brwi jeszcze bardziej. Mówił oficjalnie i na temat spraw państwowych, ale czyż nie chciał jej wcześniej czegoś powiedzieć? Zdawało się, że Tarreth zmarkotniał i pominął właściwie swoją sprawę.

Niniel odzyskując jasność umysłu odwróciła głowę, by się zastanowić nad jego słowami. On tymczasem odwrócił się już i odchodził, jakby klamka już zapadła. Najada westchnęła cicho, po czym rozsiadła na się swoim krześle, opierając brodę o dłoń. Była zmęczona, lecz musiała podjąć decyzję. Teraz, będąc już trochę uspokojoną, myślało jej się o wiele jaśniej. Doszła do wniosku, iż faktycznie trochę histeryzuje. Nawet jeśli krasnoludy faktycznie będą sporym zagrożeniem dla Minaloit, to i ilość sprawiała, że nie dałoby się ich inaczej przegonić niż za pomocą wojska, a atak nie byłby na razie ani uzasadniony, ani mądry, ponieważ same Wolenvainskie siły były już nadszarpnięte.

Kobieta zawołała służbę, by ponownie dzisiejszego poranka napisać pismo. Pergamin i deseczka, razem z piórem i atramentem, pojawiły się równie szybko co poprzednio. Najada bez dłuższego namysłu poczęła pisać swym wysokim, cienkim pismem, a słowa na pergaminie następujący postulat głosiły:

Bądź pozdrowiony, burmistrzu Bentrumie
Posłaniec przyniósł mi wiadomość na temat krasnoludów osiadających się w Minaloit. Byłabym szczęśliwa znając ich dokładną liczbę, oraz czy przypadkiem nie potrzebujesz jakiejś pomocy, burmistrzu Bentrumie. Podobno krasnoludów jest wiele, lecz – mam nadzieję – nie wykazują one chęci przejęcia całego miasta, razem z władzą nad nim? To mogłoby być niefortunne nie tylko dla Minaloit, ale też i dla całej Autonomii.



PS Winszuję przejęcia stanowiska burmistrza.

Z uszanowaniem,
Radna Wolenvain, Niniel

Przemknęła po teksie jeszcze dwa razy, po czym skinęła na służkę, która podbiegła do niej z rozgrzanym, ciepłym woskiem, oraz pieczątką w ręku. Najada dmuchnęła dwa razy na swoje pismo, odczekała parę sekund by atrament zaschnął, po czym złożyła je, zalała woskiem i szybkim ruchem przypieczętowała. Na czerwonej powierzchni pojawiło się godło orła i lwa.

Jak się zwiesz? – spytała cicho zdenerwowanej dziewczyny u jej boku. Była zapewne nowa w Pałacu.

- Ssellena - odpowiedziało dziewczę, lekko się jąkając.


Mam nadzieję, że mogę na tobie polegać, Seleno. – Niniel wstała i spojrzała na nią z góry, przekazując jej zapieczętowane pismo. – Znajdź najszybszego posłańca w Pałacu i przekaż mu to. Powiedz, że odbiorcą ma być niejaki Bentrum, nowy burmistrz Minaloit, a jeśli ten nie zostanie odnaleziony, szukany powinien być namiestnik. Posłaniec ma się pośpieszyć.


Skromna dziewczyna dygnęła lekko, odbierając list, po czym szybkim krokiem opuściła Salę Tronową. Niniel patrzyła za nią dopóki ta nie zniknęła… Miała ochotę usiąść i odpocząć, lecz wiedziała, że gdy usiądzie, trudno jej będzie wstać. Trzeba było zająć się ważniejszymi sprawami. Musiała przecież zajrzeć też do Tarretha i wypytać o tę tajemniczą sprawę. Również wizyta w Linoskoczku by nie zaszkodziła, chociaż nie po to, by zajmować się papierami… Robiła to przecież wczoraj. Nie, teraz miała ochotę jedynie rozsiąść się wśród nic nieznaczących ludzi i mieć równie mało na głowie co oni.


Niniel, pozostawiona samotnie, pozwoliła sobie na głośne westchnięcie, po czym podnosząc poły swojej sukni poczęła schodzić po schodach, by po chwili również zniknąć w głównych drzwiach Sali Tronowej.



[z/t]
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

05 wrz 2012, 15:17

MG
Zanim jeszcze Niniel opuściła pomieszczenie, do sali tronowej grzecznie wślizgnął się jeden z pałacowych chłopców na posyłki. Strażnicy zaczepili go przy wejściu, jednak nie czynili wstrętów – miał ważną wieść do przekazania. Wysłany przez strażników przy bramie chłopak skłonił się głęboko przed białowłosą kobietą.
- Pani… - rzekł dworskim zwyczajem. - Proszę o wybaczenie. Przed bramą twierdzy stoi… przybysz. - Goniec zawahał się. - Konio… człek. Prawi, że jego sprawa jest nie cierpiąca zwłoki i oferuje pomoc. Nie chce odstąpić. Przyjąć?
Niezależnie od reakcji Niniel, posłaniec przekaże jej słowa strażnikom przy bramie. Centaur nie był zwykłym widokiem w Autonomii, a jego gładkie słowa i chęć pomocy miastu nie mogły odejść w niepamięć. Jako patriota, goniec miał nadzieję, że radna przyjmie Urlosa na audiencję.
Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

06 wrz 2012, 23:03

Dynamicznym krokiem zwiedzał kolejne korytarze, starając się jednocześnie przypomnieć sobie układ pomieszczeń. Rzecz jasna odnalezienie sali tronowej, do wymagających zadań nie należało, musiał odświeżyć nieco swoją pamięć, w końcu przez ostatnie tygodnie był zmuszony oglądać sufit przytułku. Był ciekaw czy już doszedł do siebie, walka w kopalni to była pestka w porównaniu z bitwą magów, gdy chciał wyrzucić z siebie każdą cząstkę magii. Bolesne przeżycie dla istoty zrodzonej z magii.
Nie patrzył na centaura, choć korciło go by przypatrzyć się jego monumentalnej figurze. Coś sprawiało, że czułeś się wobec niego taki maleńki, w przenośni i dosłownie. Połączenie tupotów ich kopyt o posadzkę, pobudził do pracy całą służbę. Ciężko było nie zauważyć powrotu radnego wraz z nowym znajomym.
Dotarli do bram sali tronowej, stały dumne i niewzruszone, takie same jak podczas bitwy z potworem Extreem. Herubin przypomniał sobie jaka słodycz ogarnęła jego ciało gdy rada współpracując pokonała zło, zagrażające autonomii. Triumf dobra, ale czy na pewno?
Nie czuł się winny, choć bał się kolejnych słów złości od towarztszy, wobec jego czynów. Chyba po tym gdy Tarreth, prawie zniszczył pół szpitala by potraktować go niczym śmiecia, przestał z taką radością przyjmować swój los, los dzierżącego władze.
Usiadł na wyszykowanym dla niego miejscu, jedno z trzech które było przeznaczone dla rady. Kolejny raz dopadła go myśl, skąd on się tu wziął…
Nie proponując jednego z licznych miejsc siedzących, przemówił podpierając podbródek o drobną pięść. Spojrzał w oczy nowego… no właśnie, przyjaciela czy wroga.
- Rada, a raczej ja witam Cię w imieniu Wolenvain, jakieś to wieści przywozisz ze swych ziem? Mości Tarreth dotrzeć tu powinien niedługo, muszę Ci wystarczyć ja…
westchnął, nie wiedział czy Nal to usłyszał. Denerwował się lekko, nie wiedział czy Niniel jeszcze jest w pałacu, czy niepostrzeżenie wyszła. A co jeśli będzie musiał zdecydować o losie przybysza? Wygnał z głowy wątpliwości, wsłuchał się w jego słowa, serce miał czyste, więc i według niego zdecyduje.

Wszystkie błędy zamierzone <pada na łóżko>
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

07 wrz 2012, 22:15

Gdy chłopiec na posyłki zatrzymał kobietę przed wejściem, ta poczuła w środku nutkę irytacji, chociaż jej oblicze pozostało całkowicie obojętne a tym samym i chłodne. Stała wyprostowana, słuchając słów chłopca, a jej wzrok niemal przewiercał jego postać na wylot. Lecz gdy tylko paź wypowiedział ostatnie słowa, irytacja Niniel została zastąpiona ciekawością. Centaur tutaj? Prawdziwy centaur? Nie pamiętała kiedy ostatni raz widziała osobnika tej rasy w okolicy, musiało to być jeszcze kilka lat temu, przed pięcioletnią wojną. Kobieta kiwnęła głową i odprawiła niecierpliwie chłopca, samej wychodząc z pomieszczenia i szybkim krokiem kierując się w stronę Bramy przy której miał stać tajemniczy osobnik. Po jej głowie kołatało się kilka pytań: jak rzeczony jegomość miał zamiar wspomóc Wolenvain? Jakie były jego motywy? Był filantropem, czy jedną z tych pijawek które ją otaczały? No i najważniejsze: kiedy do cholery będzie miała trochę czasu dla siebie.
Będąc już przy Bramie poczęła się rozglądać, lecz żadnego centaura nie dostrzegła. Przez chwilę myślała już, że zrobili ją w konia (co świetnie zresztą do sytuacji pasowało), jednak od najbliższego strażnika dowiedziała się, że jej gość opuścił już to miejsce razem z Radnym Herubinem. Mieli udać się do Sali Tronowej. Och, doprawdy…?, pomyślała zaciskając pięści i marszcząc ze złością brwi. Odwróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem, zastanawiając się przy tym jaką drogę obrał sobie Herubin, że nie minęli się po drodze. Zapewne zapomniał już którędy do Sali Tronowej i prowadził centaura naokoło. Jej kroki odbijały się echem po marmurowych ścianach.

Gdy w końcu wpadła z powrotem do podłużnego pomieszczenia, odetchnęła z ulgą widząc na samym jego końcu dwie postacie. Ruszyła w ich kierunku szybkim krokiem i zaraz już stała koło nich, jak zwykle wyprostowana i dumna.

Witam - przywitała się krótko z centaurem, po czym przeniosła spojrzenie na satyra. – Jak i ciebie, Herubinie. Długo się nie widzieliśmy – dodała niby przelotnie, a tak naprawdę zjadliwie. Jej wzrok padł na niego tylko na chwilę, a był jednak w pewien sposób ostry. A może rozczarowany lub poirytowany? Trudno było jednoznacznie stwierdzić, lecz coś z nim było nie tak. Trudno się zresztą dziwić, Herubin znajdował się ostatnio albo w dziwnych, albo w nieznanych jej sytuacjach, a ona miała wrażenie, że gdyby tylko bardziej się postarał, mógłby uniknąć wszelkich kłopotów. Nie był to jednak czas na pogawędkę z satyrem, niestety. Gość czekał.


Najada szybko przeniosła spojrzenie z powrotem na centaura, podziwiając przy okazji jego osobliwą budowę oraz błyszczące futro. Rozsiewał w okół siebie aurę dumy i elegancji. Niniel w przeciwieństwie do Herubina postanowiła się nie rozsiadać, wzorcem gościa po prostu stojąc. Dłonie złożyła za swoimi plecami i splątała palce. Po raz -ęty dzisiaj zmusiła się do w miarę przyjaznego wyrazu twarzy.


Słyszałam, że przybywasz do nas w dobrych zamiarach - zaczęła białowłosa, wywiercając swoim turkusowym spojrzeniem dziurę w rozmówcy. To jej niemruganie mogło być irytujące… – Cieszy mnie to. Zwą mnie Niniel, nic więcej dodawać nie trzeba. Chętnie wysłucham twojego postulatu.


Nie tylko jej wyraz twarzy, ale i głos, zdawały się być łagodniejsze i cierpliwsze. Widać najada się starała.


Miała nadzieję, że centaur nie poczuje się urażony tak mało oficjalnym powitaniem. Oko Niniel oceniło go jednak na wojownika, nie szlachcica, a wojownicy zazwyczaj nie potrzebują żadnych honorów, a jedynie szacunku. Ten mu przecież okazała.

Awatar użytkownika
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

07 wrz 2012, 23:26

Urlosowi zaimponowały czystość i porządek w sali tronowej. Dla niego, tak jak dla wszystkich morain przesadne dbanie o takie miejsce to zwykła strata czasu, niemniej było tam pięknie. Stanął przed radnym, który oficjalnie go przywitał, rozpoczynając jednocześnie spotkanie. Nie da się ukryć, że nie tak to sobie wyobrażał, czuł się nieco zbyty, przez Radę. Smutna prawda jest taka, że nawet obecny tu Radny przypadkiem go spotkał przed bramą – gdyby się spóźnił kilkanaście minut, Urlosa już by tam zapewne nie było.
Centaur westchnął nieco skrępowany, sam nie wiedział, czy powinien czekać uprzejmie na pozostałych członków, czy nie. Po chwili namysłu doszedł, że co by się nie stało, radny Herubin nie podejmie żadnych kluczowych decyzji sam, więc nie wykorzysta oferowanej pomocy na swoją wyłączną korzyść, lecz będzie musiał to przedyskutować z pozostałymi dwoma członkami.
Miał zaczynać, gdy usłyszał kroki za sobą. Obrócił się lekko, by zobaczyć kolejne dziś chucherko, które drepta w lekkim pośpiechu na swoje miejsce – tron. Urlos spoglądając w dół uważnie obserwował kobietę. Jego niczym w kamieniu łupana twarz i surowy wzrok nie zdradziły żadnych emocji, chociaż wewnątrz centaur był nieco rozbawiony nową osóbką, jak i tym, że póki co, ogromnym miastem rządzą dwie drobinki. Kobieta wykonała miły gest nie siadając na swoim tronie, towarzysząc mężczyźnie – w głowie Urlosa zaczęła się rodzić myśl, że możliwe jest, iż mógł całą sytuację ocenić zbyt szorstko.
Wciąż brakowało ostatniego członka Rady, ale Urlos postanowił nie liczyć na szczęście i pojawienie się trzeciej osoby. Skoro spotkanie miało już oficjalne otwarcie, Urlos oddał niski pokłon przed Radą.
Kłaniam się przed Radą miasta Wolenvain. Jestem Urlos, Mo z Alne, reprezentant Alne i przybywam tu by oferować Wam dar w postaci możliwości zemszczenia się na swoim niedawnym najeźdźcy, jak i ogólnym wzmocnieniu swojej pozycji pod każdym względem. Morain z Alne, pragną zawrzeć sojusz i pakt o wzajemnej pomocy z miastem Wolenvain, a w przyszłości z pewnością zwane księstwem Wolenvain.
Centaur wyciągnął z tobołków zapieczętowany zwój. Delikatnie złamał pieczęć, zwój rozwinął i począł czytać:
Starszyzna Alne za pośrednictwem Urlosa, Mo z Alne, reprezentanta Alne, pragnie pozdrowić szanowną Radę miasta Wolenvain i oferować pomoc w trudnych czasach.
Oto co następuje:
Punkt pierwszy: oferujemy wzbogacenie wojsk miasta Wolenvain o dwieście wojowników morain, którzy będą do waszej dyspozycji. Tu wtrące, że jeśli Rada życzy sobie zobaczyć co nasi wojownicy potrafią, z przyjemnością dam pokaz na placu ćwiczebnym.
Punkt drugi: oferujemy trenowanie waszych wojsk przez Mistrzów Wojowników morain.
Punkt trzeci: oferujemy handel dobrami wytwarzanymi w Alne.
Punkt czwarty: oferujemy fort, który zostanie wzniesiony tuż za Pustynią Śmierci i Nizinami Szmaragdu, rękoma morain, więc jego budowa będzie trwała kilka razy krócej niż gdyby był budowany przez budowniczych Wolenvain. Fort będzie własnością miasta Wolenvain. Tu trzeba zaznaczyć, że miejsce to jest wyjątkowo korzystne pod względem wojskowym, oraz gospodarczym, gdyż znajduje się w przesmyku pasm górskich, którym idzie Trakt Centralny, a okoliczne ziemie są bardzo urodzajne.
Tu przejdę do szczegółów, oraz do żądań, które mają morain w przypadku, gdy Rada zgodzi się na warunki paktu.
Punkt pierwszy: fort o którym wspomniano zostanie zasilony dwoma oddziałami żołnierzy z Wolenvain, którzy będą tam stacjonować, a jeśli ich umiejętności bojowe będą oceniane przez morain z Alne za zbyt niskie, wówczas zostaną zamienieni na sprawniejsze oddziały. Ponadto fort zostanie zasilony rolnikami z Wolenvain, którzy będą produkować tam żywność, a część nadwyżki, która powstanie zostanie wysłana do Alne. Co więcej – oddziały w forcie mogą zostać natychmiast wezwane do broni w każdej chwili w przypadku gdy Alne byłoby zagrożone.
Punkt drugi: wojska morain, które przybędą do Wolenvain będą na utrzymaniu miasta Wolenvain, chyba, że wojownicy będą preferować wyżywienie na własną rękę.
Punkt trzeci: w mieście Wolenvain zostanie wydzielony plac, do którego nikt poza morain, oraz Radą i posłańcami, nie będzie miał wstępu, a na którym powstanie świątynia morain, gdzie wojownicy morain będą się modlić.
Punkt czwarty: położenie Alne zostanie w ukryciu przed każdym. Ujawnienie będzie w ostateczności, gdy Alne miałoby być zagrożone. Wszelki handel z Alne będzie się odbywał za pośrednictwem fortu.
Punkt piąty: o wszystkich znaczących decyzjach, które zostaną podjęte – a które będą miały w planach wykorzystanie wojsk morain – Rada będzie informować reprezentanta morain w Wolenvain, który będzie rezydować w świątyni morain w Wolenvain. Tu wyjaśnię – nie jest to pytanie o zgodę wykorzystania wojsk morain, lecz po prostu informacja o ich wykorzystaniu.

Urlos zwinął zwój po czym ponownie złożył ukłon Radzie.
Rozumiem, że decyzja wymaga czasu, oraz zdania ostatniego członka. Tak jak mówiłem, będę dumny móc zaprezentować umiejętności wojowników morain na placu ćwiczebnym, kiedy tylko sobie tego życzycie. Zatrzymam pakt dopóki nie podejmiecie decyzji. – schował zwój spowrotem do tobołka.
Urlos wahał się przez chwilę przed wypowiedzeniem następnych zdań.
Mam też osobistą prośbę. Dopóki nie podejmiecie decyzji w związku z paktem, będę w mieście, lecz wątpię czy znajdzie się miejsce na ewentualny nocleg dla mnie, ze względu na widoczne różnicę pomiędzy nami, dlatego czy mógłbym prosić o szczególny pokój gościnny, w którym mógłbym poczekać do podjęcia decyzji?
Urlos spoglądał niewzruszony raz na Niniel, raz na Herubina, analizując każdy ich ruch i reakcję.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Xariel
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.