Sala Tronowa

Wybudowany w 408EF na gruzach Zamku Jasności duży pałac znajdujący się w północno-wschodniej części miasta. Otoczony jest graniczącym z rzeką murem zawierającym w sobie także budynki wojskowe i stajnie. Stanowi siedzibę królów Autonomii Wolenvain.
Awatar użytkownika
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

Sala Tronowa

19 wrz 2011, 13:55

Po wejściu do Pałacu przytłacza przestrzeń pustego holu, który oświetlają jedynie przymocowane do ścian pochodnie, które zdają się wiecznie płonąć. Czujne oczy straży obserwują każdy ruch, ponaglając interesanta do konkretnego działania.
Dlatego też zmierzasz ku wielkim żelaznym wrotom, zdobionym w pozłacane płaskorzeźby. Straż rozchyla potężne skrzydła, za którymi jawi się najważniejsze pomieszczenie w całym Pałacu. Sala tronowa.
Podłużna komnata skryta jest w ciemności. Piękne, wąskie okna o ostrych łukach zakryte są ciężkimi, grubymi kotarami z ciemnego sukna. Osoba postronna i mało spostrzegawcza nie dostrzeże, ze pod tą przykrywą umieszczone są szczelnie zamknięte okiennice. Parę metrów od każdego z okien trwa mosiężny stojak z głęboką czarą wypełnioną oliwą. Płonący ogień oświetla wnętrze.
Posadzka wykonana jest z dokładnie oszlifowanych kamiennych płyt. Każdy krok odbija się echem, które niknie w mroku wysokiego sklepienia podtrzymywanego przez rządy strzelistych kolumn, poprowadzonych wzdłuż sali.
Przestrzeń zdaje się przytłaczać, bardziej niż przedtem. Idziesz więc przed siebie i nie możesz oderwać wzroku od jedynego stałego punktu, znajdującego się w przeciwległym końcu sali.
Tron znajduję się na niewielkim podwyższeniu. Kamienny, misternie rzeźbiony i okuty mosiężnymi zdobieniami. Potężny, obity granatowym suknem. Tu stojaków z czaszami ognia jest nieco więcej. wszystko po to, by dokładniej oświetlać zasiadającego i miłościwie panującego władcę…

***
Straż uchyliła przed nimi wrota sali. Nikol wprowadziła Serghia do środka. Sala imponowała swą wielkością, przestronnością i surowym wystrojem.
I jak ci się podoba? Czy nie za mrocznie? – jedynie to mogło martwić obecną królową. Nie mogła jednak pozwolić na promienie słoneczne wpadające przez okna. Wkrótce mdlała by na tronie, a to nie było wskazane. – Poza tym brak kolorów nie rozprasza, lecz koncentruje na pracy.
Nikol lekkim i tanecznym krokiem zbliżyła się do tronu, ciągnąć za sobą nadwampira. Na siedzisku lśniła złota korona wysadzana drogocennymi klejnotami.
Uczynisz mi ten honor? – rzekła podając mu koronę i chyląc głowę.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

08 wrz 2012, 21:19

Ucieszył się na widok Niniel, choć zjadliwa uwaga wbiła się w jego serce. Czuł, że wybrał złą ścieżkę i choć do młodych nie należał, wyobrażał siebie jako adepta, którego wymówek nikt nie ma zamiaru słuchać. Próbował jednak ukryć żal, nie mógł okazać słabości. Zdziwił się, że nie usiadła, tym jednak się nie przejął, mimo wszystko to obcy, który prosi o audiencje. Spojrzał w jego wielkie oczy i nie ujrzał w nich lęku, czy wstydu. Poczuł sympatie do kopytnej istoty, w końcu nie był jedynym dziwadłem w pałacu.
Słuchał, nie był jak jego znajoma, nie próbował za wszelką cenę wydrzeć jego tajemnice z pozycji ciała, ruchu oczu, czy delikatnych mrugnięć. Nie widział potrzeby, jego świat był prostszy, choć powoli otwierał się na zdrady i zakłamanie, które w polityce dominują. Chciał wrócić do lasu bardziej niż kiedykolwiek. Jego palce delikatnie masowały krzesło, wbijając paznokcie w drewno. Intrygowała i rozbawiała oficjalność przedstawienia. Może, ze zbyt dużym dystansem podchodził spraw.
Uczył się kolejnych punktów za pamięć, co dzięki jego umiejętnością nie sprawiało problemów. Myślał o skutkach, mogło się wydarzyć wiele, wojny… czy on właśnie zaproponował im udział w wojnie? Wiedział, że nadejdzie czas na walkę, ale czy teraz gdy miasto ledwo odbiło się od dna, był na to czas? Bał się o nie i o jego mieszkańców. Wiedział, że przemyślenie sprawy nic nie da, nadal jego wątpliwości będą go dotkliwie kąsały, niczym złośliwe osy.
Żądania, nic za darmo. Nie miał informacji o gospodarce, nie wiedział czy zdołają wyżywić prawdziwą armie i dać jej zakwaterowanie! Zaczął planować wyprawę na wieś, mieszkańcy niechętnie porzucam swoje domy dla granic pustyni śmierci.
- I my Cię serdecznie witamy… Dręczy mnie niepokój, choć wierze w Twoje, oraz twoich braci dobre intencje. Powiedz, czy ty proponujesz nam wojnę? Choć zemsta, obdarowałaby radością wielu mieszkańców to co wy z tego będziecie mieć? Wybacz moją podejrzliwość ale w tych czasach ciężko o osoby, czyste i nieskazitelne.
Wypowiedział wszystko spokojnym, nieco monotonnym tonem. Nie chciał okazać wrogości, bądź co gorsza obrazić przyszłego sojusznika, bo tak go właśnie widział.
- Tak, Tarreth będzie miał wiele do powiedzenia w tych sprawie, chyba on także by się ze mną zgodził że pokaz sił waszych wojsk byłoby zaszczytem. Co do pokoju, to któryś z pałacowych powinien być przygotowany na taką ewentualność, zaraz zawołam służbę by zapewniła Ci wszelkie wygody.
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

08 wrz 2012, 23:38

Urlos tego nie mógł wiedzieć, lecz zdradzał się swoimi myślami. Níniel natychmiast wyczuła jego rozbawienie, a to wpędziło ją tylko w wojowniczy nastrój, który centaurowi z pewnością nie był na rękę. Tak właśnie z nią było, szanowała każdą nieludzką istotę z góry zakładając jej wyższość, lecz wszystkie osobiste obrazy brała sobie aż nazbyt do serca. Kiedy centaur wygłaszał treść postulatu jej twarz nie wyrażała nic więcej niż obojętność, lecz kiedy ten skończył, nie mogła powstrzymać się przed lekkim potrząśnięciem głową z irytacją. Jej oczy również ją zdradzały.

Wolenvain nigdy nie było, ani nie będzie żadnym księstwem. Ludzie mają dość czegokolwiek, co kojarzy się z monarchią. Do tego jak mamy nazwać nasze miasto księstwem, skoro zbuntowane Lokent właśnie tak się ozwało? Tak nie zdobędziemy jedności w Autonomii. – Jej głos zdradzał nutkę zniecierpliwienia i pogardy. Co jak co, ale te słowa centaura uważała za nie tylko zbędne, ale i bezsensowne. Postanowiła jednak nie drążyć tematu, skoro o czekał inny, o wiele istotniejszy. Lecz i tu nie mogła powstrzymać się od zgryźliwości, chociaż dostrzec ją można było tylko w jej głosie, nie słowach.

Szkoda, że twoja starszyzna nie wspomniała, jakie oddziały ma na myśli. Zarówno ich rodzaj, jak i liczebność, są niestety sprawą kluczową i bez tego się nie obejdzie. – Nawet gdyby nie chciała być opryskliwa, to tę sprawę musiała poruszyć. Zostało wspomniane ile dokładnie żołnierzy dostanie Wolenvain, ale nie ile musi oddać? Poza tym sama nie była pewna, która część wojska jest teraz w najlepszym stanie – wydawało jej się, ze husaria, jednak szczegóły znał przecież najlepiej Tarreth.

Oczywiście, jeśli będziemy musieli oddać więcej żołnierzy niż zyskamy, to wątpię, by coś takiego było dla nas opłacalne. Nie chcemy wcale zemsty, głupotą jest pędzić na wroga zanim się jeszcze postanie na nogi. Wojsko i gospodarka są w tragicznym stanie… Nie myślimy o kolejnej wojnie.

Oczywiście trochę podkolorowała, ponieważ ostatnimi czasy wszystko poczęło iść w lepszym kierunku… Tak czy siak prawdą było, że kolejna wojna byłaby w obecnym momencie jedynie tragedią. Nie wytrzymaliby zapewne w obronie, a co dopiero mówić o ataku… Nie wydawało jej się również, żeby w wypadku takowego jakaś twierdza daleko za Pustyni Śmierci była w jakiś sposób przydatna.

Ciekawe, ile zajmie nam wychodzenie z dołka, pozwoliła sobie na luźną myśl, nie spuszczając spojrzenia z dumnego Urlosa.

Wspominając już gospodarkę… – ciągnęła dalej swym wysokim głosem, jakby przerwa była ostatnią rzeczą, której potrzebowała. – Musicie sprecyzować liczbę rolników, których mielibyśmy oddać. To jest może nawet ważniejsze od wojska. Nasz nowy plan odbudowy miasta opiera się na dużej ilości rąk do pracy – najlepiej tych z dobrymi klasyfikacjami. Ziemia otaczająca miasto potrzebuje dobrej pielęgnacji… Tyle zwykłych chłopów, zwykłych rolników, poległo na naszych murach. Potrzebujemy ich teraz, by pomogli nam podnieść się na nogi. Potrzebujemy ich jak nigdy dotąd. – Níniel urwała na chwilę, przyglądając się nadal centaurowi bez mrugnięcia. – Nasze możliwości są ograniczone… – dodała nieco ciszej, prawie szeptem.

I niestety, to samo tyczy się naszych oddziałów. W czasie wojny zginęło wielu najlepszych, a wielu z tych, którzy przeżyli, niewiele tak naprawdę wie o wojaczce. Nie byłabym w stanie obiecać, że tacy ludzie spełnią wasze wymagania, a już tym bardziej, że w razie gdy tak się nie stanie, będziemy mogli wysłać wam nowe, lepsze oddziały.

Níniel odetchnęła lekko, ciesząc się, że ta trudniejsza cześć już za nią. Miała dość wszelkich debat na dziś, a to przecież jeszcze nie koniec. Zapowiada się nastepna długa pogawędka z wilkołakiem…

Tak więc… – zaczęła nieco mniej oficjalnym tonem. – Z przyjemnością obejrzę pokaz Twoich umiejętności, jeśli oczywiście dojdziemy do jakiegoś porozumienia, jednak pierwszą osobą, która powinna go obejrzeć, jest nasz majordomus: Tarreth. Gdy już wszystkie liczby zostaną sprecyzowane, to również on najlepiej oceni sytuację. Dlatego proponuję zrobienie kopii paktu, dostarczę mu go osobiście… Wybacz, ale nie chcę zapomnieć jakiegoś detalu. – Jej wyjaśnienia nie były może do końca moralne, bowiem wszystko zapamiętała za pierwszym razem, jednak kaprys ten nie był tez nieuzasadniony – takie rzeczy lepiej jest mieć spisane, niż trzymać je w głowie.

Tak jak Radny Herubin wspomniał, kwaterę dostaniesz – dodała jeszcze połowicznie, tak naprawdę wcale się nad tym nie zastanawiając. Kwatera centaura była zaprawdę ostatnią rzeczą, o której myślała najada.

Awatar użytkownika
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

09 wrz 2012, 01:39

Urlos zinterpretował Radną, jako osobę której nie można zwieść komplementami, jak również której na szczególnej intuicji nie można bazować. Odebrał ją jako radną, która humorami i temperamentem trzyma się wśród rządzących, do której przemawiają liczby, nie słowa. Może tego było potrzeba miastu, które chyli się ku upadkowi, lecz wciąż według morain – zabieranie jakichkolwiek emocji i nastawień do rządzenia jest czymś co w żaden sposób nie pomaga. Oczywiście tak naprawdę jej nie znał i niewiele o niej wiedział.
Pani, jeśli życzysz sobie, abym podał teraz konkretne liczby, proszę: dziewięćdziesięciu wojowników Ra, tyle samo Mo oraz dwudziestu szamanów In. Oczekujemy stu dwudziestu żołnierzy, czyli dwa oddziały po sześćdziesiąt żołnierzy na jeden oddział. – wyręczył ją w kalkulowaniu, jako odpowiedź na jej złośliwości. Pozwolił sobie na to, gdyż zdawał sobie sprawę, że oferta centaurów jest niepowtarzalną szansą dla Wolenvain. – Daruj mi brak sprecyzowania, mój błąd.
Jeśli chodzi o rolnictwo w forcie – nie wiem czy jesteście tego świadomi, ale ziemia, która rozciąga się na zachód od Nizin szmaragdu jest wielokrotnie wydajniejsza niż ta tutaj, dlatego wydaje mi się, że nawet transport tej żywności z fortu do Wolenvain będzie dla was bardziej opłacalny, niż produkowanie żywności tu na miejscu. O koszty wypraw karawan, nie należy się martwić. Liczba rolników jaką tam wyślecie jest zależna wyłącznie od was, ponieważ żywność tak wyprodukowana będzie głównie dla was, a żeby trzymać się przy liczbach powiem konkretnie – cztery piąte nadwyżki. Alne sobie by poradziło i bez tego, jak sobie radziło do tej pory, fakt, że chcemy takiej części jest raczej potwierdzeniem , że zależy wam na pomocy przyjacielowi w dążeniu do lepszej jakości życia. W tym wypadku zależy od was jak bardzo chcecie pomóc samym sobie.
W kwestii stanu waszych wojsk – tak jak zostało to przedstawione, oferujemy wam trenowanie waszych wojsk przez Mistrzów Wojowników morain, a kiedy to będzie miało miejsce, nie będzie mowy o braku dyscypliny, marnym wytrenowaniu, czy ogólnym złym stanie wojsk Wolenvain. Ilu teraz macie mistrzów oręża, którzy jedynie za wyżywienie – a może nawet i za darmo – będą trenować całe wasze wojsko? Ilu w ogóle macie ludzi, którzy są na tyle obeznani w walce, by szkolić innych? A ilu macie rolników, którzy mają wiedzę wystarczającą by przekazać to innym? Z całym szacunkiem, Rado, nie muszę słyszeć odpowiedzi od Was by wiedzieć, że jest ich niewielu o ile w ogóle.
– stwierdził śmielej, może nawet bezczelnie, ale Skoro radna Niniel chciała konkretów, należało je przedstawić, również te, kompromitujące Wolenvain.
Urlos kontynuował:
-Wydaje mi się, że odbierasz całą ofertę w zły sposób, Pani. Jeśli nie zaufasz temu co mówię, nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Morain chcą wam pomóc stanąć na nogi. Wiem, że zło odepchnięte zawsze wraca w pełni swych sił wzmocnioną zawiścią ze względu na ostatnią porażkę. Jeśli wasze miasto szybko nie stanie na nogi, a ktoś inny dostrzeże okazję w waszej słabości zło z którym walczyliście wróci – tyle tylko, że w innej postaci. I oczywiście nie zachęcamy was do wszczynania wojny z kimkolwiek! – zdecydowanie zaprzeczył odpowiadając jednocześnie na pytanie radnego Herubina. – Przeciwnie, tą ofertą odradzamy innym, by zaatakowali Was, ale jeśli wy będziecie dążyć do równowagi mszcząc się na wrogu, my staniemy przy was. – stanął pewniej, jakby murem przed Radą. – Co morain z tego ma? W tym momencie? Nic. Co mamy nadzieję uzyskać? Przyjaciela, to więcej niż można określić liczbami, wykresami, czy nawet słowami. – powiedział, głównie do radnego Herubina, gdyż wyobrażał sobie, że radna Niniel i tak zapewne zignoruje słowa w których nie ma nic konkretnego, czy wymiernego.
Jeśli życzycie sobie pokazu naszych umiejętności, proszę zaprowadźcie mnie na plac ćwiczebny – mam nadzieję, że jest duży. Informuję jednak, że mogę tylko reprezentować umiejętności Mo, aczkolwiek Ra nie ustępują nam niczym, choć preferują walkę wręcz. Co do naszych szamanów – cóż, proszę, uwierzcie mi na słowo, że oni nie są tymi, w których należy jakkolwiek wątpić, pod żadnym względem.
Morain oddał pakt Niniel, po czym stanął na swoim miejscu, chociaż jakby spodziewając się niedługiego opuszczenia sali.
Oto pakt do przepisania, Pani. Czy może Rada ma jeszcze jakieś pytania? Możemy się udać na plac, czy życzycie sobie poczekać na ostatniego radnego?
Awatar użytkownika
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

09 wrz 2012, 17:08

Przynajmniej nie poniósł się dumą i spełnił moją prośbę, pomyślała zmęczona najada, wbijając w niego swój wzrok i starając się, by nie wyglądał on na zbyt zmęczony. Teraz dopiero mogła zacząć się zastanawiać nad ofertą centaura. Dwieście żołnierzy za stu dwudziestu? Brzmi nieźle, chociaż tak naprawdę mniej mogła w tej sprawie powiedzieć niżby chciała. Wszystko trzeba będzie wyłożyć na stół Tarrethowi.

Słuchając dalej ze skupieniem słów Urlosa skrzywiła się nieco.

Zdaję sobie sprawę jakimi ziemiami są Niziny Szmaragdu, więc potrafię sobie wyobrazić jak wyglądają tereny do nich przylegające. Mimo to brak szczegółów odnośnie tego dzielenia nadwyżek wprowadził mnie w zakłopotanie. Teraz, skoro je sprecyzowałeś, sprawa ma się zupełnie inaczej, prawda? – Niniel urwała na chwilę i spojrzała w zamyśleniu na Herubina, jakby ten miał przyznać jej rację. Nie czekała jednak na żaden jego gest, powracając spojrzeniem ponownie do centaura. – W takim wypadku trzeba będzie dopisać to przed podpisaniem paktu. Małe szczegóły robią dużą różnicę. To samo proponuję odnośnie określenia wielkości wysłanych oddziałów.

Jego słowa, który miały być niby złośliwe, spłynęły po niej nie wywołując większych reakcji. Była przecież dumna, że sama broniła tych murów, że im się udało. Chociaż…

Myśli o Oblężeniu wywoływały u niej sprzeczne i bolesne wspomnienia. Najada stała teraz pomiędzy Herubinem i Urlosem i pytała się, za co ona właściwie walczy. Czy zemsta Liliah ma w ogóle jakiś sens? I co jeśli…

Białowłosa wzdrygnęła się. Dawno już takie myśli jej nie nawiedzały, a to był jeden z najgorszych momentów by się im poświęcać. Mimo małego, wewnętrznego szoku, musiała przecież ogarnąć myśli i skupić się na tym, co chce powiedzieć. Wciągnęła głęboko powietrze i po chwili już zdołała opanować emocje i mówić dalej swoim w miarę obojętnym głosem:

Wydaje mi się jednak, że mistrzów miecza mamy więcej niż samych ludzi do szkolenia. W końcu nie każdego rolnika możemy zaciągnąć do wojska. – Kącik ust Niniel uniósł się lekko, kiedy pomyślała o majordomusie. Świetnie zdawała sobie sprawę, że znany jako najpotężniejszy wojownik tego miasta, wolałby raczej siedzieć w koszarach i musztrować bez przerwy nowych, niż podpisywać w swoich komnatach nudne papiery i podejmować jeszcze nudniejsze decyzje. Nawet ona sama, chociaż tak różniła się od Tarretha, miała czasem dość tej całej gadaniny.

Nie pogardzimy oczywiście żadną pomocą, przeciwnie, z przyjemnością szukamy sojuszników, jednak gdybyś miał wgląd w liczby, wiedziałbyś jak naprawdę ostrożni musimy być z chociażby odsyłaniem naszych rolników. I nie jestem niestety tak przekonana niskich koszt karawan. Szlaki nie zostały nawet oczyszczone z rabusiów, chociaż poczyniono już w tym kierunku pierwsze kroki. Chyba, że centaury chcą za darmo eskortować handlarzy i narażać tym samym swoje bezpieczeństwo i tracić czas – w to jednak nie do końca uwierzę, musielibyście być upadłymi powiernikami Lorven, a nie zwykłymi sojusznikami.

Niniel przerwała na chwilę i powstrzymała się przed westchnięciem irytacji. Nie przepadała, kiedy zarzucano jej coś kompletnie błędnego.

Jak na razie nie daliśmy żadnego powodu, byś uważał nas za nieufnych i nadętych w sobie. Ostrożni jesteśmy, racja, lecz myślę, że i ryzyko potrafimy podjąć. Jedyne czego potrzebowałam do podjęcia decyzji do konkretów których brakowało – teraz już je mam. I… – Niniel zrobiła krótką pauzę, jakby zastanawiała się nad sformułowaniem następnych słów. – Trudno tu mówić o braku zaufania z naszej strony. To w końcu nie my próbujemy zataić nasze sekrety, nie my ukrywamy się w nikomu nieznanym zakątku świata.

Jej brwi powędrowały lekko do góry, jakby w oczekiwaniu na jego obronę przed tym atakiem, lecz tak naprawdę wcale nie chciała by się bronił. I tak by przecież wybrnął, a już na pewno nie zdradziłby położenia Alne tylko dlatego, że ona wytknęła mu hipokryzję. Postanowiła więc mówić dalej, nadal patrząc mu w twarz, mimo iż on kolejne swoje słowa skierował bardziej do Herubina niż do niej.

- Przyjaźń… – nie wiedzieć czemu, ale słowo to brzmiało w jej ustach jak parodia – jest znakiem rozpoznawczym Autonomii już od dawna. Nie szukamy niczego innego jak przyjaciół. Oby nasze zaufanie względem siebie miało kiedyś okazję się wzmocnić.
Urwała, wreszcie zdejmując z niego swoje spojrzenie i podążając nim w stronę cienia pod ścianą. Klasnęła dwa razy, a z ciemności wynurzyła się cicha służka. Na tablecie który niosła leżało pióro i kałamarz, zupełnie jakby dziewczyna sama zanalizowała przebieg rozmowy i przyniosła odpowiednie rzeczy. A może stała tam tak zawsze? Niniel nie miała głowy by się nad tym zastanawiać, odebrała od niej tablet i rozsiadła się w końcu na swoim krześle. Kilka szybkich ruchów i zapisała to, co zostało pominięte: liczbę i rodzaj wojowników morain jak i oddziałów Wolenvainskich, liczby określające podział nadwyżek produkcji żywności oraz dopisek odnośnie rolników. Dmuchnęła kilka rasy w świeżo napisane słowa, po czym przekazała służce pakt.

Oddaj to skrybie do przepisania i przynieś mi jak najprędzej kopię wraz z oryginałem. Będę w gabinecie majordomusa.
Dziewczyna kiwnęła posłusznie głową, odebrała pakt i zniknęła w cieniu równie szybko, jak się pojawiła. Białogłowa wstała z miejsca i kiwnęła w stronę Urlosa.

Najpierw wypocznij w przydzielonej ci komnacie, pokaz nie może się zacząć bez obecności majordomusa. Pójdę mu wszystko przekazać, zapewne razem udamy się na plac ćwiczeń. Służba pokaże ci gdzie twoja komnata, oraz kiedy i gdzie masz się stawić.
Ponownie klasnęła dwa razy, a z kąta wyłoniła się inna służąca, gotowa już poprowadzić centaura.

- Czy pójdziesz ze mną, Herubinie? - zapytała łagodnie, jakby zapomniała swoje wszystkie dąsy. Czekała wyprostowana i napięta na jego decyzję: kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie spodziewa się jego towarzystwa.



Heru, wybacz, że Cię pominęłam, ale Urlos taki chętny do pisania, a ja już miałam posta :< Myślę, ze już wszystko i tak zostało powiedziane, a jak nie, to możesz jeszcze coś dodać. Jeśli oboje panowie nie macie nic bardzo istotnego do powiedzenia, czegoś co mogłabym skomentować, to proszę Heru o wyprowadzenie mnie z tematu (o ile pójdzie razem ze mną).
Awatar użytkownika
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

09 wrz 2012, 22:10

Urlosa w głębi bawiła wszechwiedząca radna Niniel. Na początku faktyczne irytująca, teraz już tylko zabawna. Powiedz "nie", a odpowie "tak", powiedz "tak" a odpowie "nie", chociaż rozwijając zdanie i tak się ostatecznie zgodzi z przedmówcą.
Rządzący zawsze musi wszystko wiedzieć i zawsze najlepiej, nawet wtedy kiedy nie wie. – uśmiał się w duchu.
Wsłuchiwał się w każdą jej odpowiedź, analizując ją szczegółowo, chociaż już mniej poważnie ją odbierając. Sprzeczka z radną Niniel, nie miała najmniejszego sensu – wszystko zostało już powiedziane. Naprawdę bawiło centaura to, że osóbka tak bardzo chciała go rozgryźć, wyczytać jego zamiary, myśli, a była tak ślepa na jego czyste i szczere intencje głównie pomocy, potem współpracy, co notabene wywoływało u Urlosa poczucie coraz większej wątpliwości w słuszność tego przymierza. Karzełek, który wystarczy, że usiądzie na tronie, a już udaje, że tak bardzo się zna na rządzeniu. Teraz ostateczne zdanie Urlosa na temat Rady i sojuszu zależy od tego jaką osobą okaże się ostatni radny.
Musi na siłę wyciągać biedaków z pola, by stworzyć namiastki armii, – parsknął w duchu – a ciągle stoi dumna, pewna siebie, z maską na twarzy. Wygląda na to, że odbiera mnie jako idiotę, który wpadł do miasta, nic o nim nie wiedząc, a jednocześnie wciskając jakąś podejrzaną ofertę.
Wspominając o karawanach jeszcze bardziej rozbawia Urlosa. Upewniła go w wyobrażeniach o niej.
Duma rządzącej wypycha jej uszy, nie pozwalając jej słuchać. Czego nie można zrozumieć w stwierdzeniu "nie należy się martwić"? Ona naprawdę traktuje mnie jako skończonego głupca, który nie ma pojęcia o świecie. To jest… – chciał dokończyć myśl, kiedy radna Niniel właśnie nazwała Urlosa otwarcie centaurem, co było nie lada obelgą, chociaż mogła o tym nie wiedzieć. W tym momencie jego twarz przybrała nieco wrogi grymas, włosy się zjeżyły, a mięśnie spięły, podkreślając jego monumentalne ciało.
MY JESTEŚMY MO RA IN, MOJA DROGA PANI.– jego oczy niemal wykrzyczały tę myśl przepełnioną dumą.
Mimo wszystko, zgodnie ze zwyczajem i nauką odbytą w Alne, Urlos odłożył emocję na bok – przy rządzeniu nie ma na nie miejsca.
Właśnie się ujawniło kto z nas dwojga jest niekompetentny, o Pani. Może i faktycznie tracę czas w ogóle rozmawiając z tobą. – Mina Urlosa ze spiętej w złości zamieniła się w wyćwiczony, wymuszony uśmiech, a wzrok wrócił do łagodnego, choć obojętnego. Skinął głową powoli w geście zrozumienia tego co radna mówi do Urlosa, a sztuczny uśmiech nie znikał z twarzy.
"Jak na razie nie daliśmy żadnego powodu, byś uważał nas za nieufnych i nadętych w sobie."
Błąd. – uśmiech w tym momencie na chwilę zamienił się w naturalny.
Wzmianka sugerująca hipokryzję u Urlosa, odbiła się od niego, niczym kamyk od murów. Zapewnienie bezpieczeństwa Alne było świętą misją, częścią wiary – niewzruszoną twierdzą, czymś o czym w mniemaniu Urlosa radna Niniel nie miała bladego pojęcia. Nieświadome wspomnienie radnej Niniel o misji Urlosa wywołało u niego harmonię zupełną, wszystko w nim nagle ucichło, niczym fale na morzu które po prostu zniknęły. Urlos wyczuł minimalny ruch powietrza, jak niemal nieistniejący wiatr delikatnie ociera się o jego policzki. Wiedział, że jego patron czuwa i jest z nim. Wziął naprawdę głęboki oddech, wypełniając wszystkie cztery potężne płuca, a wypuszczając powietrze, wypuścił z nim wszelkie gniewne myśli, jak i wszystkie inne emocje.
Wszelkie inne słowa radnej Niniel wysłuchał, ale zupełnie na nie nie zareagował, prawie jakby powstała przed nim bariera spokoju, oddzielająca Urlosa od reszty świata. Na ostatnie zdanie kobiety skierowane do centaura, Urlos skinął głową, po czym pokłonił się nisko i dystyngowanie, tak jak został wyuczony.
– Rado. – powiedział zupełnie beznamiętnie żegnając się w ten sposób, po czym wyprostował się, odwrócił i podążył za służbą, która wskazał mu drogę do jego komnaty.
z/t
Awatar użytkownika
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

09 wrz 2012, 22:44

Mysz, to właśnie zwierze przypominał Herubin, obserwując walkę dwóch kocurów. Kolejny raz ucieszyła go obecność Niniel, mu nie w głowie były cyfry i nie miał za grosz do nich cierpliwości. Z rozbawieniem patrzyła na potyczki słowne, on chciał mieć już za sobą to spotkanie, tyle było tu złej energii. Myślał czy zainterweniować, lecz doszedł do wniosku, że jego słowa się od nich odbiją. Nie marnując języka, rozsiadł się wygodnie, słuchając, bo w tym był najlepszy.
Martwiło go podejście Urlosa, choć to Niniel nie raz wykazać się mogła w wywyższaniu się, to centaur nieugięty był w swojej wierze. Miał misje i tylko to mąciło mu myśli. Czystość umysłu, który jakby nie widział zła. Wyglądał jakby nigdy nie poczuł na tyle, zdrady, kłamstwa i oszustwa by dojrzeć w swojej propozycji ziarnko niepewności. Wątpił czy ktoś, lub coś mogło zniszczyć jego równowagę i jasność umysłu. W pewnym sensie, zazdrościł mu prostoty rozumowania.
Cisza, którą tak uwielbiał wykorzystał teraz przybysz. Wcześniejsza gadatliwość zwiastowała urażenie majestatu, szkoda. Radna umiała sobie jednoczyć przyjaciół.
- Przyjaźń…– powtórzył niczym, echo– Też bym jej pragnął…
Wszystko powiedział, raczej pół szeptem. Jego pół przymknięte oczy zwiastowały zmęczenie, lecz nie było na nie czasu. Przez resztę spotkania, także osunął się w cień, który okazał się nad wyraz przyjemny. Po chwili ruszył za Niniel, czas było spotkać mości Tarretha. Niechętnie musiał przyjąć propozycje udania się do jego kwater. Powolnym krokiem, nieco chwiejnym wyszedł wraz z nią na spotkanie z bestią…
- Chodźmy, czas uwolnić wilka…

z/t ja i Ninel
Awatar użytkownika
Posty: 42
Rejestracja: 11 lip 2012, 16:21
GG: 33068567
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=2028

03 gru 2012, 14:49

Ssivach był zadowolony z wyboru momentu, w którym nawiedził Pałac Sprawiedliwości. Dzięki podsłuchanym rozmowom, zaczął powstawać mu w myślach plan, którego realizacja doprowadziłaby go do celu. Co więcej obrał sobie już osobę do której zwróci się z swoimi usługami, a jeśli te będą odpowiednio dobrze przedstawione to wierzył, że uda się je wprowadzić. Dokończył więc tłustego pająka i po chwili wzbił się do lotu zmierzając w kierunku uliczek Wolenvain, aby się tam przemienić i poszukać odpowiednich ludzi do swego planu, w końcu potrzebował ich około dwóch tuzinów.

[z/t]
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Way to Redemption

10 sie 2016, 23:14

MG

Poszedł sam, dowiadując się wcześniej, że pan Dardem Rejrand również przebywał w sali tronowej samotnie. Była to kolejne niecodzienne zjawisko, w którym węszyć można było próbę zbicia Virnhilda z pantałyku. Świeżo upieczony hrabia, główny przeciwnik polityczny Hilduuna, nowy par w nieistniejącym rzędzie królewskich wasali. Najwyższym ich szczeblu. Z tego, co było o nim wiadomo, był zręczny w negocjacjach, gładki w mowie i twardy w interesach. Jako jeden z dwóch reprezentantów Związku Miast Wschodnich na Wolenvain skalał swe delikatne, szlacheckie dłonie masą ciężkiej pracy, czym zyskał sobie wielu popleczników w nowej kaście możnych. Tej samej, która po 410EF, zachęcona postanowieniami rządzącej wtedy rady regencyjnej, łatwo spenetrowała struktury dworskie stolicy. Byli nowocześni, modni, skorzy do inwestowania w kupiectwo, ochronę karawan, czy, ostatnio – budowę fortów na terenach, którymi Autonomia od zawsze się interesowała, ale których nie miała odwagi przejąć. Nie było wątpliwości, że zaczęła czynić to głównie dzięki staraniom pana Dardema. Staraniom, które zmuszony był przerwać ze względu na śmierć swego ojca.

Wszyscy istotniejsi gracze, którzy nadal chcieli zachować potęgę swego rodu, musieli kiedyś spotkać się z tym obrotnym człekiem. Ci mniej obrotni tracili na wielkim handlu prowadzonym przez Konsorcjum założonym przez młodego Rejranda. Wszędzie było go pełno, szczególnie w sprawach najwyższej wagi państwowej, w które wmieszały go nie tylko jego osobiste starania, ale także krew płynąca w jego żyłach. Choć w Faleforze mówiło się raczej, że to pieniądze zapewniły Rejrandowi ten prestiż, był on w powszechnej świadomości kimś, w kogo żyłach płynęła królewska krew. Rozwodniona co prawda małżeństwami z licznymi pomniejszymi (choć bez wyjątku znamienitymi) rodami, ale i tak na tyle czysta, żeby dać mu realną możliwość ubiegania się o tron.

…Ku nienawiści rządców namiestnictwa derińskiego, którzy koronę na skroniach Rejranda widzieli wyłącznie w koszmarach. Już teraz, dzięki zręcznej polityce celnej nieprzebrane bogactwa Derinu zostały mocno uszczuplone. Redystrybucja dóbr po wojnie odbyła się przy wściekłym, pasywnym udziale możnych z głębi kraju, na czym wyraźnie skorzystali ci, którzy ostatnim dziesięcioleci oberwali najbardziej. Ot, sprawiedliwość dziejowa.

Nie można było się więc dziwić popularności pana Dardema Rejranda w tych stronach. Gdy Virnhild wkroczył do sali tronowej, mijając strażników (którzy wypolerowali swe dość paradne pancerze chyba specjalnie na wizytę tych wszystkich możnych w ich domenie), wreszcie go zobaczył. Poprawił pelerynę. Obrazek
Dardem Rejrand w swej wymarzonej przyszłości.

Ogolony na gładko, z ciemnymi, przydługimi włosami i takoż ciemnymi oczami już teraz nosił się jak król. Ciemne złoto, czerwień stroju i postawa godna człowieka, którego dworskie gry nosiły i któremu dawały siłę. Gdy Virnhild wszedł do sali tronowej, Dardem patrzył w okno, spoglądając daleko w dal, na miasto leżące u jego stóp oraz w stronę horyzontu. Zachód otwierał się przed jego oczami, to tam upatrywał przyszłości i to tam chciał być, doglądając interesów swej prężnej organizacji, nad którą rządy musiał zawiesić, nadal ociągając się z wyznaczeniem kandydata na swoje miejsce. Plotki mówiły, że pod Varti już koczowały centaury, ci dzicy konioludzie, których w jakiś dziwny sposób udało się zjednać Konsorcjum. Ponoć morain, jak kazali się nazywać, przybyli w ogromnej sile, chcąc pomóc przy budowie fortów, które powstać miały na drodze do Szronogórza. Tylko ich obecność przekonała Barona Pogranicza, niejakiego Rokfa, do sprzyjania całej sprawie. Z siłą tego rodzaju się nie negocjowało, a i tak zdołał wiele dla siebie uszczknąć. Mówiono nawet o jego rychłym wyniesieniu do stanu szlacheckiego. Nie wspominając o tym, że ze wsparciem Rokfa i centaurów Konsorcjum tylko wzmocniło swoją pozycję, szczerząc kły w kierunku Derinu. Kły, które namiestnik Jakuren z pewnością chętnie by wybił.

– Wasza Hrabiowska Mość – ukorzył się nieco Dardem, odwracając się w kierunku Virnhilda i zginając lekko kark. Nie sposób było ocenić, czy robi to ze względu na dłuższy staż Hilduuna w pełnionej funkcji władczej czy wyłącznie dla ukazania ogromnego szacunku, który wobec niego najwyraźniej żywił. Podszedł bliżej, wyciągnął dłoń. – Cieszę się, że przybyłeś – powiedział, a jego twarz rozjaśnił uśmiech. Szczery, albo udawany tak dobrze, że Virnhild nie zauważył różnicy. Kolejne pozytywne odczucie. Dobre pierwsze wrażenie miało ogromne znaczenie i Rejrandowi chyba udało się je wywrzeć.

– Przepraszam za sposób, ale tylko tak mogliśmy swobodnie porozmawiać – podjął po spełnieniu formalności związanych z powitaniem swego partnera do konwersacji. Nie przeszedł jednak od razu do konkretów, czym znać było jego klasę. Być może tych konkretów nie było i zaprosił tutaj Virnhilda wyłącznie na towarzyską pogadankę. Był całkowicie naturalny, zarówno w swym stroju jak i pomieszczeniu, w którym obaj się znajdowali. Konwencja odpowiadała mu w pełni. Właściwy człek na właściwym miejscu. – Tuszę, że dworacy nie uprzykrzyli ci zanadto życia – zainteresował się empatycznie, patrząc Virnhildowi głęboko w oczy i starając się wyczytać odpowiedź zanim jeszcze padła. – Czasem naprawdę cieszę się, że jestem już po ślubie – zażartował lekko, przechodząc wgłąb sali i czyniąc wymowną intencję, aby pan Hilduun szedł za nim. – Co sprowadza cię do stolicy tak wcześnie?

Awatar użytkownika
Posty: 12
Rejestracja: 02 wrz 2015, 23:56
Lokalizacja postaci: Sala Tronowa
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3532#54061

18 sie 2016, 20:25

Wkroczył do sali tronowej mijając bez słowa strażników. Ich rolą było stać, więc niech stoją. Nie byli mu tam zresztą do niczego potrzebni. Cóż, może poza lekkim przyhamowaniem ognistego temperamentu, z jakiego znany był młody Hilduun. Lśniące pancerze, które sterczały pod ścianami tego miejsca przypominały, iż jest ono miejscem negocjacji, nie zaś burd i wyzwisk. Virnhild był oczywiście tego doskonale świadomy, jednak świadomość nie oznaczała jeszcze chęci dostosowania się. Młody Lew nie był samobójcą i nie miał w żadnym wypadku zamiaru rzucać się na Rejranda, jednak tak bezprecedensowy tryb spotkania hrabiów wywołał jego wyraźnie dostrzegalną irytację. Irytację, którą obecność innych osób nieco ostudziła.

Widok Dardema odzianego w królewskie kolory sprawił, że niemal prychnął. Może i potomkowi Wolena nie brakowało sprytu w budowanie kupieckiej potęgi, jednak zdecydowanie brakowało pokory i smaku. Idealnie nadawał się na mieszczanina. Nie był jednak mieszczaninem. Był świeżo upieczonym hrabią, którego ziemie rozciągały się w prowincji stołecznej konkurując z ziemiami Virnhilda, a za którym szło wielu innych podobnych jemu szlachetków. Rejrand wyraźnie był zatopiony w marzeniach roztapiając się już nad przyszłością swego imperium. Cóż za bufon. Virndhild szedł dumnie, pokazując Dardemowi, że przyszedł w to miejsce bez lęku. Decyzja o tym, żeby przyjść samemu była ostatecznie uzasadniona. Gdyby przyprowadził ze sobą ludzi zapewne wydałby się słabszy, jakby potrzebował się na nich wesprzeć. Tymczasem teraz nie miał nic oprócz swych własnych rąk.

Sposób w jaki powitał go Rejrand było dla pana Wichrowych Łąk pewnym zaskoczeniem. Przy wszystkim co pokazał do tej pory Virnhild nie spodziewał się, że Dardem będzie w stanie się ukorzyć przed nim w jakikolwiek sposób. Nie takiego powitania się spodziewał. Virnhild szybko przekalkulował sytuacją w myślach. Zachowanie Dardema było dla niego zagadką. Doskonale przecież wiedział, że Hilduun nie przyklaskuje stworzonemu przezeń Konsorcjum, oraz jako daleki potomek założycieli Autonomii również ma pewne roszczenia co do tronu. Tymczasem zachowywał się, jakby spotkali się właśnie aby dopiąć ostatnie szczegóły jakiejś handlowej umowy. Czy Dardem udawał, czy też w jego głowie zrodziła się jakaś idea, której Młody Lew jeszcze nie potrafił rozeznać? Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie mógł jedynie czekać. Czekać i liczyć, że Rejrand sam ujawni szczegóły, które pozwolą ułożyć mu to wszystko do kupy.

Virnhild nie odpowiedział tym samym na ukłon. Jego kark zbyt dawno stał się zbyt sztywny dla takich czynności, a brak króla sprawiał dodatkowo, że uchodziło mu to na sucho. Wątpliwe zresztą, aby Dardem na to liczył. Byłby głupcem gdyby tak było, a tym mianem nie można było go określić. Uścisnął podaną mu dłoń, co tylko umocniło go we wrażeniu, jakby byli dobijającymi targu mieszczanami. Prawdą było, że pierwsze wrażenie miało ogromne znaczenie. Teoretycznie jednak szlachta swe pierwsze wrażenia nabywała jeszcze długo przed spotkaniem. Wiele w końcu o sobie słyszeli, czasami mieli ze sobą pośredni kontakt. Zachowanie Dardema zabiło Virnhildowi klina.

Spodziewał się ze strony przypadkowego hrabi dużo większej buty i bardziej negatywnego podejścia wobec jego osoby, zwłaszcza że zarówno interesy ich rodów, jak i aktualne interesy ich samych nigdy nie współpracowały ze sobą zbyt dobrze. Musiał dać sobie dużo więcej czasu na rozszyfrowanie zachowania Rejranda. Cóż też ten kupczyna chciał skryć za tym powitaniem?

- Przyznam że ilość ludzi lgnących do moich drzwi była niemała - wymijająco odpowiedział na słowa Rejranda. Nie chciał się otwierać w żaden sposób przed tym człowiekiem, nawet w drobnych sprawach. Pozwolił jednak nieco podchwycić sobie luźny ton rozmówcy. Skoro Dardem w ten sposób to rozgrywał, to i on mógł podchwycić ten obrany przezeń tor.

- Cóż, przynajmniej każdego dnia mam szansę spotkać niemało pięknych kobiet i ich ojców - kontynuował żart, wskazując na pewne plusy, które wiązały się z byciem kawalerem. Jakieś w końcu też były i Rejrand niewątpliwie był ich świadom. Rozmowa zdawała się powoli dążyć do jakiegoś punktu kulminacyjnego, a sam prowokator spotkania kierował ją w kierunku przybycia ich obojga. Virnhild również ruszył w głąb sali, obierając nieco inną trasę, aby nie podążać bezwolnie za swoim rozmówcą. Zachował jedynie luźny dystans pozwalający na swobodną rozmowę.

- Wiele się będzie dziać w tym miejscu przez najbliższe dni, a nie jest tajemnicą że nie jestem kimś, kto spędza w Twierdzy nad wyraz wiele czasu. Wolałem być na miejscu wcześniej i móc spokojnie przygotować się do zjazdu. Kiedy już przybędzie szlachta dni niewątpliwie przyśpieszą do niesamowitego tempa. Nie jedyny zresztą, jak widzę, podjąłem takie postanowienie - wskazał na Dardema wyciągając lekko w jego stronę dłoń.

Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Back Light Revolution

23 sie 2016, 15:30

MG

Hrabia Hilduun cierpiał. Nie lubił tego rodzaju spotkań, nic niewnoszących gadek-szmatek, całego tego flirtu, w którym lubowały się wyższe sfery. Składały się one w jego opinii ze zblazowanych, zbyt bogatych pańczyków, którzy – rozleniwieni brakiem poważnych konfliktów – znajdowali sobie lepsze rozrywki. Owszem, byli tacy, którzy tylko czekali na turniej rycerski, trenowali, chodzili na polowania i starali się zachować formę, ale Virnhild wiedział, że robili to głównie dla sławy. Ludzie z Wichrowych Łąk byli inni, mieli za plecami prawdziwe niebezpieczeństwo, musząc chronić swój kraj przed zakusami dzikich plemion orków, których tylko dzięki staraniom Strażników Gór z dekady na dekadę ubywało. Falefor był pięknym, ale surowym zamkiem, a w jego murach rycerze spotykali się nie po to, by błąkać się w meandrach pięknej mowy, ale po to, by dobrze popić po zwycięstwie.

Oczywiście nie znaczyło to, że hrabia nie znał konwenansów – po prostu źle się czuł, musząc się do nich dostosować. Stojąc w sali tronowej naprzeciw tego, którego uważał ze swego największego konkurenta, musiał wejść w nieswoje buty. Dardem Rejrand musiał to wiedzieć, bowiem przechodził do konkretów szybciej, niż można byłoby się spodziewać.

– Mój ojciec zmarł – rzekł założyciel Konsorcjum, dając Virnhildowi chwilę na przekazanie kondolencji. Niezależnie od tego, czy nastąpiły, kontynuował, bez większego rozckliwiania się nad tym smutnym tematem, o którym wszędzie było już głośno. – Brat mój wstąpił zaś do zakonu, niech mu Kahonim błogosławi. Za dwa dni będę zaprzysięgał wasali. Tu, w Wolenvain – dodał, wyjaśniając tym samym powód, dla którego pojawił się w stolicy tak wcześnie. – Przybędzie wielu znamienitych gości. Honorem byłoby dla mnie, gdybyś uświetnił uroczystość swoim przybyciem.

Dardem skierował uważny wzrok w kierunku Virnhilda, chcąc ocenić jego reakcję na tę interesującą propozycję. Zaprzysiężenie wasali hrabiego, którego ziemie graniczyły z jego własnymi, zdecydowanie było istotne. Możliwość osobistego poznania podwładnych Rejranda, oceny ich wzajemnych stosunków oraz relacji ze świeżo upieczonym suwerenem kusiła. Trudno było wskazać ryzyko, które niosło pojawienie się na uroczystości. Co jasne, rodziło wiele okazji do popełnienia błędów towarzyskich i gaf, ale mogło się okazać dobrym treningiem przed spotkaniem z innymi szlachcicami, których mnogość pojawi się niebawem w stolicy. Niektórzy mogliby też uznać, że Hilduun jest w dobrej komitywie z Rejrandem, chociaż te doniesienia łatwo było zbić, choćby rozmawiając z kimkolwiek z otoczenia Zeatelanina. Ludziom tym z pewnością należała się okazja do rozluźnienia po podróży z Faleforu i niepodobna było ich nie zabrać. Cóż, przynajmniej Vinrhild miałby z kim swobodnie porozmawiać.

Wróć do „Pałac Sprawiedliwości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.