Łaźnia Radosnych Pijawek

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Łaźnia Radosnych Pijawek

04 lut 2011, 00:00

Jaśminowy Park pełen był urokliwych zakątków, o których kondycję dbała królewska wola. Ogrody, po których przechadzali się wszyscy członkowie wygasłej dynastii Wolenów, jaśniały także w pierwszej połowie piątego wieku Ery Feniksa, dostępne dla wszystkich, którzy zajechali do stolicy Autonomii Wolenvain. Czuć było w nich elficką rękę, pozostałość po pięknym lesie, którego doglądali podwładni Ylminy przed nastaniem czasu ludzi.

Wśród świątyń, strumyków, pomników, pięknych roślin i cmentarzy znajdowała się także łaźnia miejska, najbardziej odosobniona ze wszystkich i przez to ceniona przez tych, którym zależało na dyskrecji. Usługi nie były tutaj tanie, pozwolić mogły sobie na nie wyłącznie najzamożniejsze osoby. Niejednokrotnie odbywały się tutaj spotkania wpływowych członków Konsorcjum, mistrzów cechowych, wyższych kapłanów i mnichów Świątyni Światła czy nawet dworzan z Twierdzy, którzy lubowali się w tutejszym, parnym klimacie.


Łaźnia Radosnych Pijawek, jak nazwano ją przy założeniu, które miejsce miało w 346 roku Ery Feniksa, postawiona została na gorących źródłach. Bijące spod ziemi strumienie wody miały ogromną temperaturę, zadziwiając wszystkich tych, którzy przybyli do łaźni po raz pierwszy. Opowiadano, że do źródeł dostano się przy próbie wykopania niezwykle głębokiego grobu dla ówczesnego króla, który nastawał na to na łożu śmierci, argumentując swoją wolę chęcią utrudnienia podróży jego duszy do Nimbu. Inne wersje opowiadały o namiestniku i hrabim, jednak niezależnie od tego, kto rzeczywiście miał być tutaj pochowany, w podaniu zawsze opisywany był jako człowiek, który nigdy nie szedł na łatwiznę. Jego ostatni rozkaz nie został jednak nigdy spełniony, bowiem wietrzący w obecności gorących źródeł dobry interes mieszczanie szybko wzięli sprawy w swoje ręce, stawiając tutaj przybytek niemałego rozmiaru i niemałej renomy.


Do tej kamiennej, grubo ciosanej i przysadzistej budowli wchodziło się przez swoistą altanę, wśród której liczne były ciepłolubne rośliny hodowane przez mnichów z pobliskiego, niewielkiego klasztoru. Ich woń wprowadzała przybyłych w specyficzny, podniosły nastrój, była bowiem egzotyczna i nęcąca, kusząc do wykonania kolejnego kroku. Przechodząc przez portal wejściowy nie sposób było wyzbyć się wrażenia, że oto wkracza się do minionej epoki, do czasów, kiedy na tutejszych ziemiach nie było jeszcze ludzi, a wyłącznie przedstawiciele długowiecznych ras, dla których estetyka była jedną z nadrzędnych wartości.


Być może wrażenie to potęgowała liczna obecność smukłych niczym elfki – i w znacznej liczbie półelfich – panien, które oczekiwały tutaj na przybyłych. Łaziebny Haedrom wiedział, jak dogodzić swym znamienitym gościom, oferował więc na miejscu nie tylko możliwość zażycia kąpieli tak parowej jak i wodnej, ale również biegłych balwierzy i takoż biegłe dziewczęta, gotowe do pomocy tym, których było na nie stać. Co bardziej skorzy do rubasznego humoru bywalcy sądzili, że to właśnie od tutejszych kurtyzan wzięła się nazwa łaźni i nie można było odmówić temu poglądowi przynajmniej odrobiny sensu. Nie brakło również chłopców, często bardzo młodych, którzy cieszyli oko tych, którzy gustowali w ostrym pięknie męskiego ciała.


Budynek osadzony był głęboko, światło wpadało doń wyłącznie przez wysoko osadzone okna. Rozświetlony licznymi koszami z płonącymi węglami i, w większych salach, bogatymi świecami, wyłaniał się przed odwiedzającym leniwie, spod gęstej pary. Klienci chodzili po jego korytarzach zupełnie nago, nikt nie wydawał się zgorszony, bo zresztą nie było czym. Sale podzielone były na parowe i wodne, każda z nich pomieścić mogła kilka osób, brakowało indywidualnych i nikt nie oczekiwał, że będą się tutaj znajdować. Było nawet kilka wychodków przeznaczonych dla grup, tak, aby nie trzeba było przerywać obcowania z ludźmi nawet udając się za potrzebą.


Głębokie, kamienne balie z drewnianymi brzegami zachęcały do kąpieli, leniwych rozmów i zażywania relaksu, stanowiąc idealne miejsce schadzek towarzyskich. Przedstawiciele Świątyni Światła nie potępiali łaźni tego rodzaju w sposób formalny, chociaż unikali bezpośredniego z nimi skojarzenia. Niektórzy, szczególnie mniej wpływowi czy biedniejsi kapłani czasem zgrzytali zębami, opowiadając publicznie o tym, jakiego nierządu dopuszczali bywalcy tych miejsc, ale nigdy nie dochodziło do żadnych poważnych incydentów – głównie dlatego, że wyżsi rangą dostojnicy świątynni byli w łaźniach częstymi gośćmi.



//Niektóre z postów obecnych w tym temacie są niekanoniczne – temat pochodzi z czasów zamierzchłych, kiedy Leviathan nie był kierowany żadnymi zasadami. Z tego powodu należy traktować je z przymrużeniem oka. Zachowano je w ramach swoistego hołdu dla osób, które niegdyś przemierzały to Spektrum, a które w pewnym sensie wykreowały jego obecny kształt.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Neptune Brothers

09 lip 2017, 12:35

MG

Po tym, jak Ajen opisał bolesne wydarzenia spod Lwiego Brodu, pogaduchy w wychodku szybko przeszły do przyziemnych tematów. Ajen robił co mógł, by uspokoić swojego przyjaciela. Pilnował się, ale pijacka maniera wymowy przebijała się przez jego dobre wychowanie, co nieco irytowało Biwekira. Sam wkrótce dostał jednak potężny puchar wina. Samo to, że pił o tej porze, było pewnego rodzaju ekstrawagancją, ale nie od dziś mówiło się, że do Radosnych Pijawek Lorven nie zagląda.

Ajen nie miał dzieci, ale opowiedział o swoim bracie siedzącym na Spiżowej Skale u granic namiestnictwa derińskiego. Najmłodszy jego syn dorastał dobrze, a najstarszy już giermkował w samym Wolenvain. Głos się Ajenowi załamał, gdy wspomniał o swym drugim bracie, który wyruszył wraz z członkami rady regencyjnej w celu zbadania sytuacji na włościach krnąbrnych rodów: Imokurena oraz Pasczyna. Sprawa była znana nie tylko w stolicy, ale także całej Autonomii – dwójka członków wspomnianej rady nigdy nie wróciła do Twierdzy, na co jej trzecie ogniwo spakowało manatki i zbiegło z Wolenvain. Zaginęli wraz z nimi także członkowie gwardii królewskiej, do której Ajen należał. Ta podupadająca po abdykacji Nikol Złamanej organizacja była obecnie zaledwie cieniem samej siebie. Sam pan Firaar przestał angażować się w jej życie do tego stopnia, by uczestniczyć w wątpliwej misji dyplomatycznej, którą podjęli członkowie rady. Inaczej pewnie by już nie żył.

Chociaż walczył z członkami rady ramię w ramię w 410 roku Ery Feniksa pod bramą zachodnią, wielu ich decyzji nawet on nie był w stanie wybronić. To w końcu za ich przyzwoleniem powstało Konsorcjum trzęsące teraz całą prowincją stołeczną. Wielu mówiło, że zniknięcie Niniel, Tarreta i Herubina wyjdzie Autonomii tylko na dobre. Tyle tylko, że wraz z nimi zaginęło także wielu wojów, którzy byli dla Ajena niezwykle bliscy, w tym jego rodzony brat. Nie dziwota, że w zasadzie przeprowadził się do kamienicy Patriotów, angażując całkowicie w działalność tej kompanii. Niewiele mu poza nią pozostało – a teraz jeszcze wielu jej członków zmarło pod Lwim Brodem. Słuchający Ajena Biwekir zdążył już nieco ochłonąć i zrozumiał, że tak złamanemu człowiekowi wiele można wybaczyć.

Ajen wspomniał czasy formowania się Patriotów. Teść Biwekira, pan Brigord Berkwist, udał się wówczas na obrady z samozwańczym majordomusem Autonomii, Tarretem, uzyskując jego wsparcie, a także zapewnienie o napływie pieniędzy z kiesy miejskiej. Chociaż synteza dworu oraz miasta od zawsze była w Wolenvain wielka, burmistrz nie kwapił się do wydawania dodatkowych pieniędzy. Trudno było mu się dziwić – miasto było osłabione po wojnie, a skutki szturmu, który miał miejsce bez mała pięć lat temu, nadal były widoczne na ulicach. Oraz w fortyfikacjach – do teraz trwały spory, który z cechów ma zapłacić za odbudowę bramy zachodniej.

– O cholernik! – rzekł Ajen na wieść o przybyciu hrabiego Virnhilda Hilduuna do stolicy. – Pewnie chce działać zawczasu. Nie podoba mu się kupiecki dyktat i trudno się dziwić. Ma jaja, nie ma co. Tak się wyłamać. Szlachta je z ręki Rejranda, a Hilduun jest albo głupi, albo ma potężnych sojuszników. Zobaczymy! – zakrzyknął, wznosząc toast za przyszłość i gramoląc się z sedesu. Zabrał swego przyjaciela do głównej sali, by przedstawić reszcie Patriotów.

W tym czasie Anante wyciskała ze służącego wszystko co najlepsze. Zabrali się wreszcie do roboty, a gorąca krew rudej sprawiła, że jej aktualny mężczyzna wzbił się na wyżyny sztuki miłosnej. Oćwiczyła go swoim wdziękiem i sprawnością, a on, początkowo bardzo pewny siebie, został zepchnięty do defensywny. Ze wszystkich sił starał się jej dorównać. Wydawane przez parę dźwięki wzbudziły wesołość pozostałych Patriotów, którzy – choć przebywali w innej sali – nie mogli nie wiedzieć, co się święci. Wkrótce uśmiechy zniknęły w wyrazie zdumienia, a także zazdrości, ponieważ wydawało się, że Patriotka nigdy nie skończy swoich akrobacji. Bo co do ich wykonywania nie było wątpliwości – smukła Anante należała do kobiet, które nie cierpią bezczynności, zdecydowanie niepasywnych, a nadto wytrzymałych i bezbożnych. Prowadziła ze służącym swoisty pojedynek. Gdy wydawało się już, że będzie niezdolny do dalszych działań, zaskakiwał ją – a także siebie! – przystępując do dalszych zapasów z mieszaniną przerażenia i podziwu na twarzy. Wreszcie, gdy zmarniał, odprawiła go – słaniał się niczym cień człowieka, krwawiąc z licznych zadrapań, zdobny w siniaki, których Anante też mogła naliczyć na swoim ciele przynajmniej kilka. Przeciwnie do mężczyzny, z którego uszedł cały wigor i gracja, Anante nabrała nowych sił, znów gotowa do podbijania świata.

Biwekir Wawrekar
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

09 lip 2017, 18:42

Wręczony Biwekirowi pucharek wina wywołał w nim zmieszanie. Jako człowiek pobożny, a przede wszystkim pracowity wiedział, że picie o tej porze było zachowaniem nieprawidłowym. Rycerz przybył do łaźni, aby zdobyć informacje na temat jego teścia. W tej chwili ważył się los Brigorda, którym zajmowali się zacni chirurdzy. Doświadczenie wojownika podpowiadało mu, że nawet najznamienitsi medycy doprowadzali najznamienitszych wojów do stanu bezużyteczności bitewnej. Życie woja uratowane, lecz dalsze wojowanie pozostawało w sferze jego wyobraźni, bo kaleka sprawnie nie włada mieczem, koniem i kopią. Wawrekar wierzył w powodzenie operacji, niezbędnych do wyciągnięcia krewnego ze szponów śmierci, lecz nie spodziewał się ujrzenia go na przyszłych polach bitwy. Wąsaty bojownik uniósł kielich, aby uhonorować toast, lecz jedynie zamoczył usta w alkoholu. Nie miał nastroju ani ochoty do zabawy i chlania.

Szlachcic z trudnością układał w swojej głowie przedstawiony przebieg bitwy pod Lwim Brodem. Jej opis brzmiał dziwacznie i nieprawdopodobnie, jakby żywcem wyciągnięty z ust napierdolonego w trzy dupy trubadura. Okazało się, że ludzie zmuszeni byli walczyć z siłami nieczystymi, zaś wspomnienie o smoku zmusiło słuchacza do uniesienia brwi. Biwekir nie posądzał kompana o kłamstwa, bo wieści pokrywały się z plotkami, jednak zdrowy rozsądek rycerza nie pozwalał mu zaakceptować tego, co usłyszał. Przez całe swoje życie Wawrekar toczył bój z ludźmi. Zabijał skurwysynów, chodził po ich flakach i gównie, lizał rany wśród poobijanych mężów i modlił się do Lorven, widząc wrogi ostrzał kuszników. Smok, demon, jakieś czary mary? Przerastało to prosty umysł rycerza. Wysłuchał on druha z poważną miną, aby go nie urazić.

Raga regencyjna była kompletną porażką i jednym wielkim nieporozumieniem. Wawrekar do dzisiaj nie rozumiał, jakim cudem zgraja żywcem wyciągnięta z dziczy i zaklętych zagajników posiadała decyzyjny wpływ na Wolenvain. Zaprawdę, w tamtych mrocznych dniach społeczeństwo zostało ogarnięte przez szaleństwo. Przez tych pomyleńców Ajen stracił brata, przynajmniej ten wilczy pomiot posiadał namiastki rozumu, aby pozwolić Berkwistowi założyć stowarzyszenie Patriotów. Biwekir wtedy wspomagał teścia za kulisami, bo także sypnął złotem na sprawę Patriotów oraz pomagał założycielowi we wszystkim, w co było w mocy rycerza.

– Nic dziwnego, że ma jaja. Słyszałem że pod Wichrowymi często jest okazja zarąbania nieludzkiego ścierwa. Tam mężowie walczą i nie pierdzą pod siebie – podzielił się opinią hardym głosem. – A tutaj, co? Przez pięć lat nadal się wykłócają, kto ma naprawić cholerny mur! – rycerz, przemawiając, żywo gestykulował. – Po Nikol Złamanej zapanował burdel, a brak króla sprawił, że ludziom poprzestawiało się w łbach. Taka jest prawda, Ajen – dokończył rozgniewany. – Lorven najwidoczniej nie patrzy przychylnym okiem na stołeczną prowincję. Pamiętasz Dariusza II Tułacza? Przelewałem krew jego imieniu, a później król zniknął. Przepadł jak kamień w wodę. Właściwie, kim była królowa Nikol? Skąd się wzięła i jakim prawem zasiadła na tronie? Mówię ci, bracie, Wolenvain dotknęła klątwa, bo trudno jest wyjaśnić wydarzenia, które miały tutaj miejsce.

Opuściwszy wychodki, Biwekir zabrał za sobą kielich. Poszedł za Ajenem, żeby poznać jego drużynę, która korzystała z usług Radosnych Pijawek. Wąsaty szlachcic poprosił przyjaciela, aby zostawił mu sposobność przedstawienia się samemu.

W chwili, w której szlachcice dołączyli do reszty, Biwekir Wawrekar spojrzał na mężczyzn. Stał on u boku kompana, mierząc wszystkich wzrokiem.

– Wasze zdrowie, dzielni wojowie! – zanim przedstawił się, hucznym głosem uhonorował zebranych w łaźni. – Nazywam się Biwekir Wawrekar. Pan Ajen opowiedział mi o waszych czynach.

Rycerz symbolicznie wypił, niewiele, za ich zdrowie, a następnie wystąpił na przód, bowiem chciał lepiej im się przyjrzeć. Pomimo ognistego powitania, beznamiętnie na nich patrzył, oceniając ich wszystkich pod względem fizycznym. Jeżeli to oni mieli zasilić szeregi Patriotów, spodziewał się umięśnionych i zdolnych do walki chłopów. Widok kurew, normalny w tym miejscu, zniesmaczył wąsatego zięcia Brigorda, ponieważ jego charakter nakazywał mu zachowanie wierności żonie.

Biwekir czekał na reakcję bywalców.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

09 lip 2017, 23:40

Rozmowy w Łazi Radosnych Pijawek trwały w najlepsze. Zważywszy na gościnę łaziebnego, który bez końca starał się umilać wizytę w przybytku, bynajmniej nie zapowiadało się, aby ktokolwiek chciał go opuszczać. Rarytasy jakimi częstował przybyłych Patriotów wydawały się być czymś nieosiąganym w ich codziennym życiu, a przynajmniej dla Omivala, który rozkoszował się wszystkim wokoło, ile tyko mógł. Nie licząc już pucharków napełnionych aromatycznymi trunkami, pochłaniał jeden za drugim, niemal całkowicie tracąc umiar. Jego umysł zatapiał się w błogostanie, którego tak dawno nie doświadczył. Trzeźwość był mu zbędna, w końcu przebywał pośród przyjaciół, towarzyszy broni, więc nie miał się czego obawiać.

Wysłuchawszy słów jegomościa, imieniem Aerndal, w mocno ograniczoną świadomość maga wody wkradł się jeszcze większy zamęt. To ileż w końcu było tych pomiotów Czeluści? Tu jeden, tam następny, koniec świata…

– Smok! – parsknął śmiechem Omival… – Toż to urocze kre… – czknął – kreatury są. No, może poza tymi bezrozumnymi wiwernami – czknął ponownie i wbił wzrok w Drasima, który właśnie wznosił toast. – Uzdrowicielu, dobrze gadam, nie? – Mieszające się myśli i plątający się język utrudniał mówienie, co na chwilę zamknęło mu usta. Przez moment nawet zastanawiał się, gdzie się podziało zielone smoczę, które tyle rozrabiało w trakcie misji, jednak jego uwaga szybko zeszła na inne tory…

Pomidory. Soczyste i czerwone, w których Omival nie omieszkał zanurzyć swoich zębów. Tryskający sok spływał po brodzie maga, z której kropelka po kropelce skapywał do wody. Owoc w mgnieniu oka znikł z postawionej nieopodal niego misy, co go zasmuciło. Wciąż czuł niedosyt, ale rozejrzawszy się po sali, na murku w pobliżu wejścia dostrzegł koszyczek pełen rozkoszy dla podniebienia. Nie czekając wynurzył się i brodząc, chwiejnym krokiem pomknął ku pomidorom. Niezdarnie wylazł się z wody i już miał po nie sięgać, kiedy to w pomieszczeniu rozległo się donośnie powitanie. Tuż obok Omivala przystanął Ajen wraz z pewnym łysym mężczyzną z wąsem, który postanowił wznieść toast za zgromadzonych w łazi wojaków. Nie mając pod ręką kielicha z napitkiem, Omival bez namysłu chwycił za pomidora i wgryzł się w niego w geście uznania dla towarzyszy.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

Re: Łaźnia Radosnych Pijawek

11 lip 2017, 13:26

Z cichym westchnieniem półdemonica zanurzyła się znów w basenie, mrucząc niczym rozleniwiony kot, kiedy letnia woda otuliła sobą jej ciało. Nawet nie obejrzała się za kulejącym sługą, który powoli starał się umknąć z łaźni. Przyjemny żar wypełniał jej pierś i iskrzył na całym ciele. Jeszcze chwilę temu chaotyczne i niemalże ekstatyczne myśli ustępowały przyjemnemu rozbawieniu i nutce próżnego samozadowolenia.

-To naprawdę dobry dzień.- Zachichotała cicho, odgarniając z czoła niesforny kosmyk, który uciekł jej w trakcie miłosnych igraszek chwilę wcześniej. Delikatny rumieniec wciąż rozpalał jej lico, kiedy mimowolnie błądziła myślami po ostatnich chwilach. Palcem bezwiednie kreśliła ósemki na powierzchni wody, wpatrując się w tacę z owocami.

Co teraz? dziwne pytanie nie chciało dać jej spokoju. Była najedzona, czysta; jej ubranie niedługo będzie pachnące i prawie jak nowe. Ba! Jeszcze chwilę wcześniej kochała się z naprawdę pięknym mężczyznom i była niemal pewna, że patrioci obok mieli dzięki niej niezłe przedstawienie. Nie żeby martwiło ją to w jakimkolwiek stopniu. Sami nie jesteście lepsi, a ja... Ja nie jestem i nigdy nie będę dziewicą z lorveńskich witraży. Poza tym sprawił się naprawdę dobrze... Dziewczyna mruknęła z lekkim niesmakiem, zerkając na sińce na swoich ramionach, nim westchnęła cicho i zanurzyła się po szyję, po to tylko żeby zaraz wynurzyć się obok i przysiąść na brzegu. Rozpierała ją energia; pierwszy raz od dawna czuła się tak rześka, pewna siebie i gotowa do działania. Problem w tym że nie mogła zrobić nic; dosłownie czegokolwiek. Panowie kisili się we własnym sosie i gdyby do nich dołączyła, wywołałaby w najlepszym razie skandal, w najgorszym pomylono by ją z dziwką. Jasne, mogła kręcić nosem i narzekać, ale taki już był świat i czasem musiała się z tym zwyczajnie pogodzić. Z drugiej strony nie była kimś, kto za długo siedziałby na tyłku i nic nie robił, nawet jeśli w ofercie były rarytasy, opium, ciepła kąpiel...

-Nawet jak jest, to i tak dostaje pierdolca.- Mruknęła zniesmaczona własnym roztrzęsieniem, przysiadając obok fajki wodnej. Nie miała zamiaru zupełnie odlecieć, ale odrobina relaksu i otępienia, jaką przynosił narkotyk kusiła teraz bardziej, niż jeszcze chwilę temu. Zresztą, skoro wszystko było nie na jej koszt... Podsunęła sobie jeszcze tylko jakąś poduszkę pod głowę, albo zwinęła ręcznik i ułożyła się wygodnie. Podsunęła sobie jeszcze tacę z owocami i jeśli nikt nie zakłócił jej spokoju, zaciągnęła się głęboką, odpływając myślami. Gdziekolwiek tylko poniosła ją wyobraźnia...

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

Re: Łaźnia Radosnych Pijawek

13 lip 2017, 19:43

Upił się, ten drań się upił. Jeszcze coś wygada. - Pomyślał Drasim, przyglądając się Omivalowi i otwarł usta jakby zamierzał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Postanowił nie interweniować, przynajmniej na razie. Rozsiadł się wygodnie i czekał na przybycie zapowiadanego szlachcica.

Spełnił toast, gdy Biwekir wszedł do pomieszczenia i obrócił się w jego kierunku, wstając. Półczłowiek odwzajemnił spojrzenie rycerza, oglądając go całego, nieco dłużej zatrzymując się na jego oczach.

- Drasim. - Przedstawił się krótko, kłaniając się lekko i śląc zagadkowy uśmiech w stronę Wawrekara. Z jego strony było to na razie tyle. Domyślał się, że szlachcic zjawił się tutaj z konkretnego powodu i uzdrowiciel czekał, aż Biwekir powie czego chce.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: The Prizefighter

26 lip 2017, 00:06

MG

Trudno było rozmawiać z podchmielonym, złamanym człowiekiem, jakim był teraz Ajen Firaar. Chociaż dla postronnych osób w jego zachowaniu nie było niczego dziwnego, dla Biwekira wydawał się postrzępiony. Zaczynał jakieś wątki, ale nie ciągnął ich głębiej, słuchał niby z uwagą, ale jednak po pewnym czasie wzrok mu się gubił, a gdy przychodziło do okazywania obyczajnych manier, wydawał się marnym kopistą. Niektóre jego ruchy były bezczelnie machinalne, inne zbyt wylewne i rozciągnięte w czasie. Sądząc z tego, przez co przeszedł i tak trzymał się nieźle; tym niemniej Biwekir widział wszystkie objawy cechujące człowieka, który ledwo uszedł z życiem.

To, co nastąpiło po Lwim Brodzie, również nie należało do najprzyjemniejszych – Ajen wraz z resztą Patriotów przebrnęli przez morze gówna, starając się zachowywać godnie w obliczu szaleństwa, jakie spadło na ciągnący w stronę Wolenvain tłum. Wielu ludzi w tym tłumie było uzbrojonych, wielu chciało coś na tym zyskać i wielu padło z ręki wolenvaińskiej kompanii dowodzonej tymczasowo przez pana Firaara. Rannych należało jak najszybciej przetransportować do miasta, ale po drodze wynikły liczne komplikacje. Ajen stanął wówczas przed trudnym wyborem. Mógł zignorować lokalne problemy powstałe po bitwie pod Lwim Brodem, albo narazić swojego dowódcę oraz innych rannych na dalsze uszczerbki na zdrowiu. Wybrał to drugie, wypełniając misję Patriotów mimo pogarszającego się z godziny na godzinę stanu jego ziomków.

Pan Wawrekar czuł, że jeszcze nadejdzie chwila szczerej rozmowy – póki co troska o przyjaciela opanowała kłębiące się pod łysą czaszką myśli. Zneutralizowany przez Lustro demon trafił do stolicy dopiero poprzedniej nocy. Do tego czasu żaden z Patriotów nie mógł wiedzieć, czy ich wysiłki nie poszły na marne. Było to widać po zgromadzonych w dużej sali twarzach, rozluźnionych nie na skutek relaksu i odpoczynku, ale wypitego alkoholu. Większości tych mężczyzn Biwekir w ogóle nie kojarzył – z dawnych znajomków od razu rozpoznał tylko jasnobrodego topornika Butalta. Mimo łaziebnych igraszek bandaż nadal mocno trzymał się na głowie śmiałka. Trudno było nie uśmiechnąć się na jego widok. Gdzieś pod ścianą spał jeszcze Litkor. Zwykle gładko ogolony, teraz mocno zarośnięty, zaniedbany i jakby zapadnięty w sobie. Reszta kompanii, pięciu dobrych wojów, musiało paść pod Lwim Brodem albo w drodze do stolicy. Pozostawała jeszcze jedyna wówczas w grupie kobieta, Sietna, ranna podobnie jak Brigord Berkwist – jej stan był jednak nawet gorszy od stanu dowódcy, na którym skupili się najlepsi chirurdzy.

Od ilości nowych twarzy i imion mogło mu się pomieszać w głowie – Drasim, Omival, Darrian, Aerndal, Slavius… Jeszcze będzie czas, aby ze wszystkimi wychylić kufel. Z tego, co wywnioskował Biwekir, nowych rekrutów było znacznie więcej, ale niektórzy opuścili Patriotów zaraz po przejściu przez bramę miejską, a inni po tym, jak Lustro dostarczył opętanego przez demona mężczyznę. Nie dziwota, że nie chcieli mieć z tym nic wspólnego – zabobonni, prości ludzie woleli być z dala od pomiotów Czeluści. Biwekir był jednak człekiem mocnej wiary i wiedział, że oto modły wiernych zostały wysłuchane, a przemówiła boska sprawiedliwość w osobie znanych mu egzorcystów z otoczenia samego Arcykapłana.

Zakręcili się służący, obsługując nowego gościa, który niechętny był jednak alkoholowi. Wizyta w łaźniach sprawiła, że atmosfera wśród Patriotów zależała nieco. Gdy Aerndal wycisnął już całą wodę ze swojej brody, wszyscy już najedli się i ochędożyli, omówili wszelkie palące tematy oraz wymoczyli za wszystkie czasy, do łaźni wkradło się lenistwo. Litkor w ogóle się nie obudził, Butalt zasnął, a większość znudziła zabawami z dziewkami i porządnie upiła. Okazało się, że na tych zabawach minęła Patriotom większa część dnia. Niedługo po nadejściu Biwekira nadeszła chwila, aby wreszcie ruszyć z powrotem do kamienicy. Mężczyźni żartowali przy ubieraniu swych starych, ale porządnie wypranych i zacerowanych ubrań. Prawie nie było widać dziur po zadanych orężem ciosach. Na odchodne dołączyła do nich Anante, wzbudzając chichot niektórych oraz zakłopotanie pozostałych. Niewielu mężczyzn, nawet Patriotów, było obytych z tak samodzielnymi kobietami. Ta była w zasadzie mężczyzną w znacznie piękniejszym opakowaniu. Jej ciało, po dokładnym wyszorowaniu zdawało się wręcz nieludzko lśnić; nienaturalny kolor jej oczu od razu zdradzał, że płynie w niej nie tylko człowiecza krew. Nikt jednak nie ośmielił się zapytać. Podobnie jak Omival, Drasim i Darrian, pomogła Lustru, co stawiało ją w szeregu tajemniczych, nieodgadniętych osobliwości. W każdej z tych osób było coś dziwnego. Pozostali członkowie kompanii mieli czas, aby poznać się w drodze do Wolenvain – ta czwórka stanowiła natomiast wielkie niewiadome.

Cała dziesiątka stanowiąca obecnie całość zdolnych do poruszania się członków kompanii ruszyła do swej siedziby. Po drodze do Biwekira odezwał się Ajen.

– Od jutra zaczniemy pracę – rzucił prosto, jasno sugerując, że pan Wawrekar na razie się tutaj nie przyda. – Za większość mogę ręczyć, ale resztę trzeba będzie przetestować. Haedrom już wspomniał, że posypią się zlecenia – dodał po chwili Firaar, wspominając słowa łaziebnego. Gdzieś po drodze zagubili się Darrian i Slavius, udając się zapewne na miasto w celu załatwienia swoich spraw. Nikt nie usiłował ich powstrzymać – wszak praca na rzecz kompanii nie musiała stanowić całości żywota żadnego z jej członków. Wręcz przeciwnie – chociaż w kamienicy było miejsce dla wszystkich, lepiej było, gdy Patrioci sami szukali sobie lokum oraz załatwiali zlecenia na własną rękę.

Biwekir Wawrekar
Kontakt:
Posty: 20
Rejestracja: 20 lis 2015, 02:03
Lokalizacja postaci: Komnata Biwekira Wawrekara
Discord: Zdonir
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3553#55235

Re: Łaźnia Radosnych Pijawek

28 lip 2017, 21:01

Szlachcic skupił oczy na podchmielonym nieznajomym, który uniósł pomidor w zastępstwie za puchar. Spartolony toast wywołał grobową minę na twarzy wąsacza. Nie spodobał mu się widok narąbanego jegomościa nieznającego chociaż namiastki manier, w końcu przyszło mu się witać z wysoko urodzonym mężem. Gest Omivala prawie uraził szlachcica, on natomiast zaniechał wyegzekwowania konsekwencji przez wzgląd na druha Ajena. Cała ta banda obszczymurów podporządkowała się woli kapitana, zatem była nadzieja na zdyscyplinowanie ich hardym treningiem. Poza tym, byli po bitwie, byli napici jak dzikie psy, więc głupotą byłoby spodziewanie się przyzwoitości. Przynajmniej jeden się ukłonił Wawrekarowi, lecz jego zagadkowy uśmieszek zmieszał wąsatego wojaka. Na kij chłop się uśmiechał jak kretyn?

Widok Butlata oraz Litkora uspokoił Biwekira, przynajmniej ostali się w grupie sprawdzeni ludzie. Perspektywa działania z potencjalnymi rekrutami poddenerwowała zięcia Brigorda, ponieważ nie wiedział, na ile potrafili współpracować i wykonywać rozkazy. Cóż, jutro przyjdzie na to czas.

Wąsaty pan nie miał ochoty na puste pogawędki, dlatego przesiedział chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad przedstawieniem relacji żonie. Rodzina była najważniejsza w tych mrocznych czasach. Po dłuższej chwili klientela odziała się, a później zbierała się do wyjścia z Radosnych Pijawek.

Spotkanie z rudowłosą skonsternowało i tak już zdenerwowanego mężczyznę. Zbadał ją od stóp do głów. Przyznał sobie w duchu, że uroda dziewuchy była wspaniała i gdyby był wolny od przysięgi małżeństwa... A potem zawiesił wzrok na czerwonych ślepiach i natychmiast odeszła mu ochota wychędożenia nowo poznanej. Krwawe tęczówki nie zwiastowały niczego dobrego, lecz skoro ten nieludzki pomiot trzymał się Ajena... Musiał on wiedzieć, co czyni. Wojak strudzony nowymi doświadczeniami machnął ręką i odwrócił się ku ziomkowi.

– Zgoda – odpowiedział na słowa kompana. – Wracam do twierdzy, muszę przekazać wieści mej żonie. Zamierzam jutro sprawdzić, jak się trzyma mój teść, a potem będę do dyspozycji Patriotów – wytłumaczył bezpośrednio swoje zamiary.

W pewnym momencie wędrówki Biwekir opuścił drużynę i udał się to twierdzy. Zamierzał poświęcić czas na posiłek oraz wytłumaczenie żonie, jak się sprawy mają z Brigordem. Później zająłby się swym synem i córką, doglądając ich. Gdy nadeszłaby pora na sen, Biwekir zmówiłby modlitwę ku Lorven i położyłby się wraz z ukochaną do łoża.

z/t
Ostatnio zmieniony 29 lip 2017, 10:24 przez Biwekir Wawrekar, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

Re: Łaźnia Radosnych Pijawek

28 lip 2017, 23:06

Wizyta w Łaźni Radosnych Pijawek nieubłaganie zbliżała się ku końcowi. Omivalowi wydawało się, że spędził tak jedynie krótką chwilę, jednak jego stan wskazywał co innego. Jego upojenie serwowanym napitkiem sięgnęło zenitu zaraz po przyjściu Wawrekara. Mina szlachcica wskazywać mogła, że nieco się zawiódł tym co zastał w przybytku. Po nieco żałosnym toaście Omival zachwiał się lekko i runął do wody. Wzbudzona przez niego fala chlupnęła w pobliskich Patriotów, którzy po kilku godzinach biesiady zaczynali przysypiać. Sam również jeszcze chwilę pozostał pod wodą, aby otrzeźwić swój umysł.

Chcąc nie chcąc przybytek rozkoszy trzeba było kiedyś opuścić. Dokoła maga wody zaczęły z wolna podnościć się zmęczeni, ale zadowoleni kompani, tak więc i on dźwignął swe ciało ruszając w stronę wyjścia. Tam też czekał na niego ekwipunek – wyczyszczony, zreperowany i gotowy do kolejnej wojaczki. Mimo wysokiej nietrzeźwości Omivalowi udało się założyć wszystko co miał, dla pewności sprawdził również zawartość swych sakiew, bowiem nie chciał zgubić drobiazgów, na które tak ciężko przyszło mu zapracować. To był piękny czas, tego potrzebowaliśmy, pomyślał zerkając kontem oka na towarzyszy, bynajmniej nie pomijając przy tym doprowadzonej do porządku Anante i z radością ruszył do Kamiennicy Patriotów.

z/t
Ostatnio zmieniony 01 sie 2017, 19:09 przez Omival, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

Re: Łaźnia Radosnych Pijawek

29 lip 2017, 10:42

Przekorny uśmieszek zatańczył na ustach półdemonicy, kiedy bez cienia wstydu, czy skrępowania wmieszała się pomiędzy mężczyzn. Bawiło ją ich zakłopotanie; podsycana śmiechem dezorientacja, kiedy przebywała między nimi. Prawie jak przy egzotycznym zwierzątku. Zaśmiała się w myślach, zagarniając płomienne pukle za ucho. Nie była zwykłą kobietą i świetnie o tym wiedziała. Nie cerowała spodni, nie interesowało jej wychowanie dzieci, nie chciała zajmować się domem, ani zaspokajać pana i władcy kiedy wrócił z pracy. Była po prostu sobą; w każdym calu, od butów po czubek rudej głowy. Samodzielna, piękna... Wolna. I nikt z was nic na to nie może poradzić. Odetchnęła cicho, przysłuchując się ich rozmowom i żartom, a nawet samej się w nie włączając. Bez większej trudności wymieniając się żartami i docinkami, jakby było to czymś dla niej zupełnie naturalnym. Całe życie spędziła pośród twardych ludzi, których głównym narzędziem pracy był miecz, a warsztatem pole bitwy. Dlaczego więc teraz miałoby się coś zmienić?

Tak czy tak była w świetnym humorze; roznosiła ją energia, czyste ubrania przyjemnie leżały na karku. Czuła się syta, zaspokojona i rozluźniona. Nie trawił jej nawet szczególny żal, po tym jak opuściła przybytek rozkoszy; we wszystkim trzeba było zachować pewien umiar. Na dodatek niedługo miała wrócić do pracy; pieniądze znów miały zacząć krążyć w jej sakwie i może, ale tylko może... Znajdę swoje miejsce.

[z/t]

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Google [Bot]
Liczba postów: 52178
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.