Krypta

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

Krypta

24 sie 2014, 17:57

Obrazek
Jedna z licznych krypt rozsianych po niemal całej powierzchni Jaśminowego Parku i podobnie jak inne znajdujące się nieopodal Starego Sektora równie zaniedbana. Nic nadzwyczajnego, typowa aż do bólu architektura sakralna, przesycona symbolami religijnymi. W środku pod sklepieniem znajdowało się zasunięte, podobnie zdobionym głazem, wejście, które dość stromymi i małymi schodkami prowadziło w dół do wnętrza. Już pod ziemią dalej prowadził wąski, niczym nieoświetlony korytarz – widocznie trzeba tu było schodzić z własnym światłem, o ile w ogóle należało się tu zapuszczać.

Na końcu korytarza czekała na wścibskich półokrągła komnata o promieniu jakichś pięciu metrów. Czy służyła do odprawiania jakichś obrzędów, czy też do pochówku zmarłych – trudno już było orzec. Popękaną podłogę, podobnie jak zresztą wszystko wokół pokrywała gruba warstwa kurzu, który zawsze znajdzie drogę by się wcisnąć, skutecznie tłumiąca odgłosy kroków. Centralny punkt krypty stanowił ołtarz, czy być może raczej coś co przypominało ołtarz. Aksamitnie czarny, a jego powierzchnie pokrywała sieć wybrzuszeń i cienkich, fioletowych wstążek, które na myśl przywodziły żyły jakiegoś potwora. Miał też jeszcze jedną interesującą właściwość – był ciepły.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

26 sie 2014, 23:08

MG

Był już późny wieczór, gdy czarne chmury przesłoniły niebo, zwiastując deszcz i ciemną noc, bez odrobiny światła. Mrok dość szybko ogarnął kryptę, w której Hrux przez ostatnie dni, miesiące, być może lata ćwiczył się w swoich sztukach. Upływ czasu nie miał dla niego znaczenia, dlatego też nieumarły nie wiedział jak długo był już martwy. Nikt się nim nie zainteresował, nikt nawet nie zauważył jego zniknięcia. W końcu jednak musiał wyjść ze swojego lokum, nie mógł tam tkwić w nieskończoność. Właściwie jednak, to mógł, ale nie tego pragnął. Mimo tego, że Hrux osiągnął już bardzo wiele to ciągle dążył do rozwoju. W tym celu, musiał opuścić kryptę i udać się na "łowy".

Pogoda sprzyjała nieumarłemu, sprawiając, że był on niemal niedostrzegalny w tą pochmurną noc. Nie miał to zbyt wielkiego znaczenia, wszkaże mało kto zapuszczał się w tak ponure miejsce po zachodzie słońca. Mogło się wydawać, że Hrux nie będzie miał problemów by znaleźć to czego szukał. Poprzednie doświadczenia nauczyły go jednak, że nie ma nic za darmo i jego misja, choć z założenia bardzo prosta, może okazać się znacznie trudniejsza. Opuszczenie budynku, który był całkiem przytulny (przynajmniej dla nieumarłego), było pierwszym i najłatwiejszym krokiem. Wyjście poza swoje dotychczasowe miejsce to jednak za mało, więc Hrux musiał rozejrzeć się za obiektami, które wkrótce miały mu posłużyć. Zdawało się, że jego wypad nie będzie trwał długo, w końcu miał na wyciągnięcie ręki to czego szukał.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

27 sie 2014, 11:58

Po wielu latach spędzonych wewnątrz zatęchłej krypty Hrux wreszcie był w stanie uwolnić się ze swojego, dobrowolnego zresztą, więzienia. Długi i żmudny proces przygotowań powoli zbliżał się ku końcowi, a Hrux mógł wreszcie przystąpić do stawiania pierwszych prawdziwych kroków na drodze ku swoim nowym celom. Po raz pierwszy od bardzo dawna znalazł się na zewnątrz. Spojrzał w niebo, wspominając przez chwilę dawne lata, gdy jeszcze był żywy. Ciężkie chmury przetaczały się po nieboskłonie przysłaniając księżyc i gwiazdy, a Hrux zastanawiał się jak długo pozostawał zamknięty. Masywny blok, który zapewne w normalnych okolicznościach był odsuwany przez czwórkę rosłych mężczyzn leżał teraz obok skrywanego przezeń wejścia.

Po wyjściu rozejrzał się bacznie dookoła, jakby w obawie czy ktoś nie zobaczył tego podejrzanego widowiska, lecz nic na to nie wskazywało. Działał szybko i po cichu, mając na uwadze jak najszybsze zrealizowanie postawionego sobie na dzisiejszy wieczór zadania i bezpieczny powrót do krypty. Po pierwsze: potrzebował odpowiedniego miejsca, czegoś co względnie łatwo dałoby się otworzyć i ograbić. Zostawiając uchylone wejście do swojej krypty, by nie przemęczać się niepotrzebnie przy wielokrotnym jego odsuwaniu, skierował się w stronę cmentarza i, jak się domyślał, domostwa jakiegoś grabarza, który prawdopodobnie po zniknięciu Hruxa przejął ten interes.

z/t
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

13 wrz 2014, 12:56

Cudaczna grupka, w gruncie rzeczy złożona z czterech trupów, przemieszczała się po cichym cmentarzu bez żadnych komplikacji, aż wreszcie dotarła do krypty – "rezydencji" Hruxa. Nowi przyjaciele Hruxa ostrożnie schodzili po kamiennych stopniach w dół, podczas gdy ich władca idąc na końcu tego korowodu zasunął wejście do krypty, skutecznie zacierając wszelkie ślady swojej nocnej eskapady. Grupa ruszyła po omacku w stronę ołtarza, kierowana umysłem Hruxa, który bez problemów odnajdywał się w swoim lokum i wydawał polecenia posłusznym ożywieńcom.

Gdy przeszli przez korytarz i znaleźli się w głównym pomieszczeniu krypty Hrux wraz z dwoma ożywieńcami przeszli do delikatnego rozbierania najstarszych zwłok. Robili to powoli i ostrożnie, tak by nie uszkodzić jeszcze bardziej pojemnika. Dwaj ożywieńcy podeszli do ołtarza, kładąc na nim przenoszone zwłoki swojego, równie nieżywego a teraz także nagiego, ojca. Jego ciuchy położone na kupce obok ołtarza miały czekać na moment ich wykorzystania, lecz na razie były niewygodną przeszkodą. Następnie zgodnie z poleceniami Hruxa truposze usadowili się na podłodze nieopodal korytarza, którym tu przyszli i położeni nieopodal ściany zachowywali swoje siły w razie, jakby ich nowy pan jeszcze do czegoś ich potrzebował. Tymczasem Hrux nie zamierzał marnować czasu i od razu przeszedł do procesu naprawy pojemnika. Zgodnie z datą zgonu umieszczoną na grobie starego, był on martwy od ponad pięciu lat, wyglądał jednak nienajgorzej.

Nieumarły rozpoczął oględziny leżącego przed nim trupa. Jego szkielet wydawał się być pełny, a przynajmniej bez znaczących ubytków, w przeciwieństwie do jednego ze swoich synów. Białe kości wyglądały gdzieniegdzie spośród zakrwawionych resztek organów i gnijących mięśni. Mimo to, Hrux niezrażony tym widokiem kontynuował sprawdzanie zwłok, przyglądając się najpierw bliżej nogom. Podszedł, dotykał delikatnie i ostrożnie, jakby nie chcąc bardziej uszkodzić cennego dla niego ciała. Policzył powykrzywiane palce u stóp, które były w komplecie, dalej sprawdzenie reszty kościstych stóp aż do kostek. W tych partiach ciała nie było za wiele tłuszczu ani mięśni, stąd ubytki były spore. Dalej w górę, po kolei badał łydki, kolana, uda, które pokryte dość gęsto warstwami tkanek mięśniowych dawały nadzieję Hruxowi na doprowadzenie zwłok do stanu umożliwiającego poruszanie się. Powyżej miednica i biodra – praktycznie same kości, lecz również w dobrym stanie. Aż wreszcie brzuch i klatka piersiowa, tutaj widok był zdecydowanie bardziej makabryczny. Ze względu na liczne bakterie w przewodzie pokarmowym, to właśnie stąd rozpoczął się proces gnicia, który zasiał spore spustoszenie w trzewiach zmarłego. Wszelkie główne narządy, normalnie wypełniające praktycznie całą przestrzeń były teraz imitacjami samych siebie, wysuszone a często przegniłe na wskroś i z wyraźnymi ubytkami. Do tego resztki mięśni, które to wszystko okalały sprawiały łącznie wrażenie jakiejś krwawej jamy z pokiereszowanymi wnętrznościami. Nekromancie jednak w ogóle to nie przeszkadzało, przyzwyczajony do różnych widoków zwłok, pozostał obojętny na odrażający widok, wypatrując z zainteresowaniem uszkodzeń, które byłyby dla niego istotne w przyszłości, jak na przykład uszkodzenia kręgosłupa, który niczym biały wąż połyskiwał swoimi kościstymi łuskami spośród całego tego bałaganu. Dokładnie też sprawdził żebra i mostek, a następnie przeszedł do badania rąk i barków, które co prawda w równie opłakanym stanie, lecz wyglądały na sprawne. Wreszcie część kluczowa: głowa. A właściwie to, co z niej zostało, czyli czaszka z resztkami skóry i nielicznymi już kępkami siwych włosów. Szczególną uwagę przykuwał brak ust, chociaż z całkiem niezłym uzębieniem, oraz pozostałości gałek ocznych wewnątrz oczodołów. Ogólne wrażenie Hruxa było, więc pozytywne, w najgorszym stanie były oczywiście wszystkie narządy wewnętrzne, lecz to akurat nie było w ogóle dla Hruxa istotne. Natomiast fakt pełnego, dobrze zachowanego szkieletu wraz z pozostałościami mięśni oraz narządów zmysłów napawał optymizmem.

Nie zwlekając już dłużej przystąpił do naprawy ciała. Rozpoczął od odnowy tkanki kostnej całego szkieletu, przykładając dłonie w kolejne miejsca i koncentrując się na zamierzonym efekcie przyspieszał proces regeneracji zwłok. Najpierw czaszka, ze szczególnym uwzględnieniem kości twarzoczaszki: kości nosowej, oczodołów, szczęki, żuchwy oraz kosteczek słuchowych powoli powracała do stanu dawnej świetności. Zadanie to nie było łatwe, bardzo wiele drobnych kostek musiało zostać naprawionych, tak by w przyszłości wszystko funkcjonowało w miarę poprawnie, a przynajmniej przy pomocy magii. Naprawił też staw skroniowo-żuchwowy oraz uzębienie trupa, tak by można było z nich korzystać. Ten wyjątkowo drobiazgowy proces zabierał bardzo dużo czasu, lecz pochłonięty pracą Hrux, skupiony w pełni na wykonywanym zadaniu, nie zwracał już na nic innego uwagi. Nie widział nic poza trupem, cały jego świat zamknął się w tej krypcie, a cały sens jego istnienia w procesie odnowy pojemnika. Dalej przeszedł do naprawy kości tułowia, po kolei regenerował kręgi szyjne, piersiowe, lędźwiowe, krzyżowe i guziczne, a gdy skończył z kręgosłupem zajął się klatką piersiową, żebrami i mostkiem. Zadanie to było o tyle utrudnione, że część kości skrywana była pod resztkami mięśni, które chciał zachować. Mijały godziny, może dni a Hrux ani na chwilę nie przestawał. Nic już się dla niego nie liczyło, chciał skończyć jak najszybciej, ale nie spieszył się żeby nie popełnić błędów, żeby niczego nie pominąć. Następne były ręce trupa, po kolei regenerował i wzmacniał łopatki, obojczyki, ramiona, przedramiona, a także nadgarstki, kości śródręcza i palce. Nadgarstki i dłonie, podobnie jak czaszka, wymagały specjalnej uwagi i większej ostrożności. Wszystkie małe kostki, które musiały ze sobą współpracować tworząc spójną całość, nie były łatwe w naprawie. Mimo to Hrux niewzruszony kontynuował, był wypoczęty, aż za długo odpoczywał w stanie półśmierci, bezczynnie zmarnował tyle lat. Nie mógł więc teraz pozwolić sobie na odpuszczanie i przerwy. Nie zapomniał również o stawach, które wymagały gruntownej odbudowy, dzięki czemu ciało będzie zdolne się poruszać. Na końcu pozostały już tylko kończyny dolne, gdzie odnawiał miednice, biodro, udo, rzepkę, goleń i wreszcie stopę.

Po długich godzinach naprawiania szkielet był ukończony – wyglądał niemal jak "nowy", a na pewno był porządnie odrestaurowany i wzmocniony, gotowy na możliwe przyszłe wyzwania, jeśli zajdzie taka konieczność. Dalej Hrux skupił się na odbudowie tkanki mięśniowej, lecz to zadanie było już dalece łatwiejsze, ze względu na fakt posiadania przez zwłoki większości mięśni. Nie przejmował się organami i narządami, których nie potrzebował– naprawi je gdy zajdzie taka potrzeba. Przystąpił więc do stopniowej odbudowy tkanek, bardzo powoli szkielet skrywał się pod kolejnymi warstwami mięśni, których nieustannie przybywało. Również istniejące już wcześniej fragmenty poddawał regeneracji, umieszczał na właściwych miejscach, przymocowywał do kości. Pierwszy raz dokonywał tak gruntownej przebudowy zwłok, wcześniej zajmował się raczej niewielkimi poprawkami, ale krojąc i wskrzeszając wiele zwłok wcześniej nabrał już stosownej wiedzy i doświadczenia. Teraz po prostu przenosił swoje zdolności na większą skalę. Po kolejnych wielu godzinach dzieło było już gotowe, pozostało jedynie pokrycie mięśni warstwami skóry i tkanki podskórnej. To zadanie zdecydowanie było już najłatwiejsze i zajęło Hruxowi najmniej czasu, gdy skończył trup wyglądał już przyzwoicie. Był praktycznie gotowy do ożywienia i wypełniania rozkazów, jednakże jego rola miała być zupełnie inna. Pozostawił go na ołtarzu, a sam zaczął przechadzać się w tę i z powrotem planując swój kolejny ruch. Potrzebował informacji, a do tego niezbędny był mu ktoś żywy, lecz którego zniknięcie nie wzbudzi podejrzeń.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

16 wrz 2014, 17:54

MG

Noc minęła Hruxowi bardzo szybko i pracowicie. Zaszył się on teraz w swojej krypcie by kontynuować swoją robotę i realizować plany, które sięgały bardzo daleko. Ożywieńcy pomogli mu przenieść ciało, które było awaryjnym pojemnikiem, najpierw pozbawiając je wszystkich ubrań. Nieumarły odesłał swoje sługi i sam zajął się oględzinami zwłok, które musiał trochę podreperować, gdyż nie były już pierwszej świeżości. Uważne zbadanie swojego martwego "pacjenta", zajęło mu sporo czasu, nekromanta nie chciał popełnić żadnego błędu. Chodziło przecież o jego ciało zastępcze. Po kolei sprawdzał każdą kończynę, narządy. Wypatrywał poważniejszych uszkodzeń, które w przyszłości mogłyby mu w czymś przeszkodzić. Pochłonięty pracą, ignorował upływ czasu, którego miał bardzo dużo. Widział przed sobą tylko gnijące zwłoki, mające stać się w przyszłości jego głównym zabezpieczeniem.

Regeneracja tak starego ciała nie należała do najłatwiejszych. Trzeba było dokładnie odnowić wszystkie kości i połączenia między nimi. Narządy wewnętrzne nie były Hruxowi potrzebne do szczęście na razie, dużo ważniejsze były sprawne mięśnie. Nieumarły był do bólu drobiazgowy, nie pozostawiwszy żadnego miejsca bez sprawdzenia. Cały jego świat zamknął się wokół trupa leżącego na ołtarzu, nie widział nic poza nim. Liczyły się tylko zwłoki jakiegoś ojca, który zapewnił godny pochówek dla siebie i swojej rodziny. Niestety, jego spokojny "sen" został zakłócony przez nekromantę, który potrzebował sług i pojemnika na zapas. Odnowa ciała przebiegała bez większych przeszkód, Hrux zaangażował się w cały proces do końca. Doszło nawet do tego, że zaczął mamrotać do siebie i swoich ożywieńców. Dawno nie miał okazji z nikim porozmawiać. Cóż, zombiaki nie były zbyt dobrymi rozmówcami, chociaż świetnie sprawdzały się w roli słuchaczy. Nie przerywały, nie przeszkadzały, nawet się nie ruszały.

Naprawa ciała trwała bardzo długo, w końcu jednak nieumarłemu się udało i dopiął swego. Nigdy wcześniej nie odtwarzał tak rozłożonych i zniszczonych zwłok, ale miał duże doświadczenie, które pozwoliło mu zakończyć pracę z pełnym sukcesem. Gdyby nekromanta wyściubił nos ze swojego lokum, zobaczyłby, że jest już południe. Pozostawało tylko pytanie czy był to ten sam dzień, w którym zaczął przygotowywać do działania pojemnik, czy może minęło od tego czasu kilka dni. Hrux nie miał zbyt dobrego poczucia upływu czasu, poza tym w jego krypcie panowały zupełne ciemności. On nie przejmował się tym zupełnie i zaczął planować kolejny ruch, przechadzając się po swoim "mieszkaniu". Ponownie zaczął mówić do siebie i swoich podwładnych. Nieumarły chciał zdobyć informacje, które byłyby aktualne. Najprostszym rozwiązaniem było porwanie kogoś, kto wiedziałby kto, z kim, kiedy i dlaczego. Zwyczajna rozmowa z kimś takim nie wróżyła sukcesu, gdyż szczerze powiedziawszy, aparycja nekromanty nie pomagała zbytnio w kontaktach międzyludzkich.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

22 wrz 2014, 10:39

Hrux czekając przy uchylonym wejściu do krypty zastanawiał się nad lokacją, do której powinien się udać. Miał sporo czasu, słońce było jeszcze wysoko, a Hrux nie miał zamiaru niepotrzebnie rzucać się w oczy, a przynajmniej nie tak od razu po wyjściu z krypty. Czekał na wieczór, wnioskując z wieloletnich doświadczeń, że ludzie raczej nie przebywają wtedy tłumnie na cmentarzu w obawie przed swoimi urojonymi zagrożeniami. A może były one całkiem realne? Tak czy siak, prawdopodobnie najlepszym miejscem do szukania wpływowych ludzi, lub ludzi w jakikolwiek sposób związanych z nimi, był Nowy Sektor. Ludzie tłumnie przechodzili tamtędy, często i całymi rodzinami spacerując wśród pięknych kwiatów, przystrzyżonych żywopłotów i zadbanych zbiorników wodnych. Jednakże, to co było atutem tego miejsca stanowiło również dla Hruxa wadę – teoretycznie łatwiejsze wtopienie się w tłum zwiększało równocześnie ryzyko wykrycia. Zaczął się nawet zastanawiać czy celowe ujawnienie się i wywołanie w ten sposób paniki nie dałoby sposobności do łatwych porwań przez jego ożywieńców. Jednak pokazanie się i być może rozpoczęcie poszukiwań byłoby dla niego nad wyraz niekorzystne. Należało działać po cichu i skrycie, przynajmniej na razie.

Mijały godziny i Hrux postanowił, że najpierw spróbuje "bezpiecznego" wariantu, to jest porwania kogoś wprost z cmentarza. Liczył, że być może ktoś pozostanie nieco dłużej nad grobem jakiegoś bliskiego zmarłego i tym samym stanie się łatwym celem dla martwych poszukiwaczy życia. Co prawda Hrux zdawał się wtedy na zupełnie ślepy traf w kluczowej kwestii kogo porwie, ale zawsze lepsze to niż nic. W końcu czasem ktoś, po kim zupełnie się tego nie spodziewa, może wiedzieć coś zaskakującego. Istniała też jakaś szansa, że mu się poszczęści i położy swoje łapska na kimś kto okaże się bogatym źródłem wiedzy, której w chwili obecnej pożądał. Musiał się dobrze przygotować przed wykonaniem kolejnego kroku.

Wreszcie zaczynało się powoli ściemniać i Hrux wraz z jednym ze swoich ożywieńców, a konkretniej Panem Kompletnym, wyszli z krypty pozostawiając ją znowu otwartą. Odsunięty właz, jednocześnie wzbudzał zainteresowanie i strach. Ludzka wyobraźnia mogła podsuwać w takich okolicznościach najróżniejsze wizje, lecz z drugiej strony mógł to być przypadek, dzieło samego grabarza, czy też innego zrządzenia losu. Kto wie, czy ofiara sama do nich nie przyjdzie, gdy się tego nie spodziewają? Pan Pirat pozostał na miejscu przyczajony przy korytarzu z jednym tylko rozkazem: "Obezwładnić". Zakapturzony Hrux i drugi żywy trup o aparycji daleko lepszej od swojego pana znowu ruszyli między groby, tym razem jednak wypatrując żywych.

z/t
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

08 lis 2014, 22:56

MG

Więzień nieumarłego nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa, przerażenie i niepewność swojego losu ogarnęły go całkowicie. Dlatego też, Hrux nie miał powodów by sądzić, że grabarz kłamie co do tego czy w budynku znajdują się jakieś zwłoki. Zakończywszy swą robotę w domu, nekromanta ponownie rzucił krótki rozkaz wprost do umysłu człowieka i wyszedł razem z nim na zewnątrz. Po drodze przypomniał sobie o tym, że przydałoby mu się jakieś źródło światła do jego lokum, ale nie znalazł zbyt wiele rzeczy. Musiał zadowolić się prostym, glinianym kagankiem i jedną pochodnią. W końcu pracownik cmentarza nie był zamożnym człowiekiem i nie należało spodziewać się jakichś bardziej wymyślnych rzeczy.

Po wyjściu na zewnątrz, Hrux ponownie wydał rozkaz swojemu więźniowi i zabrał kilof z taczki, którą wcześniej przywieźli, po czym przeszedł do niszczenia drzwi. Ciągle obserwował człowieka, ale było to zbędne. Grabarz nigdzie się nie wybierał, najwyraźniej mając nadzieję, że wszystko jakoś się dobrze skończy dla niego. Dokończywszy dzieło zniszczenia, nieumarły wydał kolejny rozkaz i ruszył z pracownikiem cmentarza do krypty. Wszystkie akcje podjęte przez nekromantę miały na celu upozorowanie włamania i jeśli o to chodzi, z pewnością mu się to udało. Tylko trzeba było też dodać, że było to bardzo słabe włamanie i ktoś na pewno zada sobie kilka pytań.

Obaj mężczyźni ruszyli do krypty w wolnym tempie. Pracownik cmentarza nie był w stanie już wykrzesać z siebie więcej i podróż zajęła sporo czasu. Noc już na dobre rozgościła się, czyniąc wędrówkę jeszcze trudniejszą niż była. W końcu jednak udało im się dotrzeć do lokum Hruxa, który w międzyczasie zdołał sobie zregenerować twarz. Czuł, że zużył sporo mocy, w końcu nie tak dawno przeprowadził gruntowną naprawę swojego zapasowego pojemnika. Grabarz zebrał co się dało, ale miał pewne opory by zejść w zupełną ciemność do krypty. Polecenie zapalenia kaganka lub pochodni niewiele dało, gdyż wytworzenie ognia bezpośrednio na pochodni z krzesiwa i krzemienia nie było łatwą sztuką. Dlatego też, Hrux musiał uzbroić się w cierpliwość, aż jego więzień upora się z zorganizowaniem oświetlenia. Dodatkowo, stres nie czynił tej rzeczy łatwiejszą, ale jakoś pracownikowi cmentarza się udało i obaj mogli zejść na dół. Nekromanta zamknął za sobą kryptę i ruszył za grabarzem, zabierając resztę rzeczy.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

09 lis 2014, 14:39

Wreszcie dotarli do krypty, Hrux co prawda nie musiał odstawiać całego tego cyrku w pracowni grabarza, lecz uważał że pozwoli to skutecznie zmylić trop ewentualnych ciekawskich. W końcu to nie pierwszy raz kiedy grabarz im znika w tajemniczych okolicznościach – lud będzie miał o czym gadać przez kilka dni, wybiorą następce, a później wszystko wróci do normalnego stanu. W tym czasie Hrux jednak nie będzie próżnować, ma w końcu żywego zakładnika i do tego dodatkowe zwłoki. Nie ma co, jego drobiazgowe planowanie oraz szybka analiza sytuacji doprowadziły całą akcję do sukcesu. Pozostawało tylko jedno pytanie: Ile wie grabarz?

Przygarbiona sylwetka grabarza, majaczyła parę metrów przed Hruxem, który wraz z resztą narzędzi zmierzał do głównej części krypty, gdzie czekał na nich komitet powitalny. W między czasie, zwrócił się do swoich sług: "Odłóżcie pojemnik", tak by zwolnić miejsce na ołtarzu. Następnie gdy tylko się z tym uporają dostają kolejną wiadomość: *Obezwładnić grabarza*. Gdy grabarz był już unieruchomiony przez dwa trupy, z których jeden cały czas paradował bez głowy, Hrux wziął pochodnię i rozpoczął przesłuchanie. Dzięki zregenerowaniu swoich obrażeń, mógł już normalnie mówić, co powinno korzystnie wpływać na komunikację z grabarzem. Miał nadzieję, że tamten tylko nie straci panowania nad sobą, na widok trzech – żywych i dwóch – niekoniecznie żywych trupów.

Hrux stanął naprzeciwko przytrzymywanego przez trupy grabarza i wpatrywał się w milczeniu. Światło z trzymanej blisko twarzy pochodni, ukazywało po raz pierwszy w pełni aparycję Hruxa i jego podwładnych, ale to akurat było najmniejszym problemem grabarza. Po dłuższej chwili, Hrux wreszcie przerwał ciszę - Który mamy rok? – spytał. To właściwie była największa zagadka, która trapiła umysł nieumarłego: jak długo był w letargu? Ile czasu walczył o swoje istnienie, nim wreszcie wyrwał się z objęć śmierci? I mimo, że jego własny wiek teraz już był bez znaczenia, usytuowanie się w czasie było kluczowe dla przebiegu rozmowy. Po usłyszeniu odpowiedzi, kolejne ważne pytanie samo cisnęło się na usta - Kto aktualnie sprawuje rządy w Autonomii? Cały czas mówił beznamiętnym głosem, który idealnie pasował do jego niewzruszonego oblicza. Zupełnie jakby rozmowa z porwaną osobą była dla niego czymś naturalnym. Miał szczerą nadzieję, że grabarz nadal będzie współpracował i odpowiadał na pytania, pomimo sytuacji w jakiej się znalazł. Gdyby jednak postanowił stawiać opór Hrux pomyślałby nad odpowiednimi metodami do nakłonienia go do współpracy.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

14 lis 2014, 19:41

MG

Słudzy Hruxa szybko uporali się z pierwszym zadaniem, które przed nimi postawił. Jak można było się spodziewać, grabarz nie był zbytnio zadowolony, gdy zobaczył kto go wita w krypcie. Zupełnie nie trzeba było go obezwładniać, gdyż sam to właściwie zrobił. Pracownik cmentarza wrzasnął, obrócił się na pięcie odruchowo chcąc uciec i spotkał się z paskudną facjatą nekromanty, co przelało czarę i sprawiło, że człowiek zwyczajnie zemdlał. Narzędzia posypały się na ziemię, pochodnia upadła na posadzkę razem z grabarzem i zgasła. Pierwsze chwile nigdy nie są łatwe, zwłaszcza dla prostych człeków. Jakby nieumarły miał mało problemów, jego ożywieńcy nie rozumieli do końca ostatniego rozkazu, więc tylko stali i się gapili (a przynajmniej jeden z nich się gapił), aż w końcu Hrux użył innych słów.

Kolejne minuty mijały, gdy pracownika cmentarza odzyskał przytomność i dochodził do siebie. Trzymany przez paskudne sługi nekromanty, drżał potężnie i rozglądał się panicznie na boki, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Dodatkowo, atmosfera w krypcie była… grobowa, co nie poprawiało nastroju człowieka, którego strach obezwładnił. Nie musiał nawet być trzymany, prawdopodobnie sam stałby tylko, nie będąc w stanie podjąć żadnych działań. Pierwsze słowa wydobyły się z gardła nieumarłego, odbijając się echem w jego lokum.

- Mamy czterysta czternasty rok Ery Feniksa. – Odpowiedział jak najdokładniej potrafił, chociaż wydawało się, że Hrux będzie musiał podjąć jakieś działania, gdyż początkowo grabarz chyba nie zrozumiał o co chodzi. W końcu jednak, załapał, ratując się przed różnymi nieprzyjemnościami, którymi nekromanta mógł go obdarować. Padło kolejne pytanie, bardzo ważne. Umysł pracownika cmentarza ciężko przyswajał sobie informacje w tym momencie, ale udało mu się.

- Nikt, panie. – Wydusił z siebie człowiek, a pod jego nogami zaczęła powstawać mała kałuża. Znajdował się w beznadziejnej sytuacji, był całkowicie bezsilny, zdany na łaskę szpetnego Hruxa. Ostatnia iskierka nadziei tliła się w nim, więc starał się współpracować by zadowolić nieumarłego. Myślał, że jak okaże się pomocny to nekromanta pozwoli mu odejść w jednym kawałku. Na to się jednak, nie zanosiło.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

14 lis 2014, 21:19

- Czterysta czternasty?! – powtórzył podniesionym głosem Hrux. Słowa grabarza wydały mu się nierealne, przecież to nie mogła być prawda. Tyle lat… tyle lat walczył o swoje istnienie? Zaczął nerwowo przechadzać się raz w jedną raz w drugą stronę. Po chwili jednak się opanował i kontynuował przesłuchanie. Wyglądało na to, że jego informacje są bardziej nieaktualne niż mógł się tego przed chwilą spodziewać. Kolejna odpowiedź i kolejny szok. *Przecież on nie może kłamać, nie może* – Hrux przez ułamek sekundy zwątpił w słowa swojego rozmówcy, ale nie miał najmniejszych powodów przypuszczać, by to co mówił było nieprawdą. W końcu minęło wiele lat, władcy na pewno się zmieniali, tyle mogło się wydarzyć. Jego nieograniczony umysł już zdążył sobie wyrobić kilka hipotez na temat takiego a nie innego rozwoju sytuacji, ale musiał mieć pewność. Nieoczekiwanie okoliczności stały się dla Hruxa bardzo sprzyjające, musi to dobrze wykorzystać. Nie ma miejsca na błędy, staranne planowanie i nienaganne wykonanie. A potem, potem osiągnie swój cel.

- Jak to? Czemu nikt nie rządzi? Co z poprzednim władcą? – pytania starał się formułować jak najprościej, wymawiał je wyraźnie i w stosownych odstępach, by dać grabarzowi czas na zastanowienie się i udzielenie odpowiedzi. Tak, lepiej żeby grabarz dobrze zastanowił się przed każdą odpowiedzią, dla dobra ich obu. Hrux starał się wyklarować sobie obraz Wolenvain, jego sytuację społeczną i polityczną – to podstawa, niezbędna baza do kolejnych działań. Wypytywał o wszystko, o potencjalnych kandydatów do przejęcia tronu, o możne rody, o bogatych szlachciców. Wszystko, dosłownie wszystko na temat Wolenvain i ich mieszkańców, głownie tych wpływowych. Na bieżąco analizował uzyskiwane dane, układał je niczym puzzle w jakiejś wielkiej, niezrozumiałej dla nikogo układance, która tworzyła się w jego głowie. Kolejne skrawki dopasowywał w odpowiednie miejsca, tworząc spójną całość, a ciemne plamy na tym obrazie zapełniał kolejnymi pytaniami. Wiedział z doświadczenia, że do grabarza prędzej czy później zawitają wszyscy, a ten z pewnością miał wieloletnie doświadczenie. Niejednego możnowładce już pochował, poza tym kto wie jakie szemrane interesy prowadził z nimi, czy też kimkolwiek innym. Hrux sam niejednokrotnie zgadzał się na pochówek ofiar zabójców za odpowiednią opłatą – milczenie grabarza nie należało do najtańszych. Nie było też alternatyw, w końcu to niezbyt popularny fach. Toteż Hrux miał zamiar wykorzystać do maksimum wiedzę grabarza, jego układy oraz znajomość klienteli z całą pewnością okażą się cennym źródłem oczekiwanej wiedzy.

W międzyczasie nieumarły podniósł zgaszoną pochodnię i postarał się ją ponownie zapalić. Przesłuchiwanie grabarza w zupełnych ciemnościach, jakie panowały w krypcie, na pewno nie ułatwiłoby wydobywania informacji. W końcu śmiertelnicy przejmują się takimi rzeczami, to na pewno negatywnie wpłynęłoby na już i tak osłabioną psychikę "gościa" Hruxa. Jak na razie ich współpraca układała się doskonale, grabarz wydawał się być zdesperowany o swoje życie, a w takiej sytuacji nie ma możliwości by podawał Hruxowi nieprawdziwe informacje, a przynajmniej w jego mniemaniu nieprawdziwe.

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.