Stary Sektor

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Ventrox
Posty: 432
Rejestracja: 13 cze. 2011, 21:44

Stary Sektor

06 sie. 2011, 20:23

Jaśminowy Park dzieli się na dwie części, Nowy i Stary Sektor. Ten drugi został założony bardzo dawno. Bardzo dawno też został zapomniany… Od Nowego Sektora oddziela go stary, przerdzewiały płot, a właściwie to, co z niego zostało. Praktycznie co drugi szczebelek jest wyłamany. Pomalowany został obrzydliwą farbą. Wyblakła zieleń złuszczająca się praktycznie wszędzie.
Furtka trzyma się tylko na jednym zawiasie. Kto wie w jakim celu bramka została tu umieszczona, czyżby ktoś tu jeszcze zaglądał?
Ze skraju Nowego Sektora można było dojrzeć różnicę. Piękny, rozświtlony, równo przycięta trawa, kwiaty ułożone w cudowne wzory w nowej części, a w starej mrok, ciemność, ani krzty światła, zapuszczona trawa, zamiast kwiatów chwasty, ścieżka, która prowadziła lekkim zygzakiem w Nowym Sektorze, w Starym najpierw się rozszczepia, a następnie zupełnie zanika.
Ten, kto ma odwagę zapuścić się w głąb starej części Parku spotka na swojej drodze nie tylko florę, ale także faunę, która wykorzystała fakt, że nikt już tu nie przychodzi. Mieszkają tam zwierzęta dzikie, niczym w lesie. Najprawdopodobniej dostały się tu przez dziurę w płocie na zachodniej ścianie, od strony lasu.

* * *

Wilkołak wyszedł z oberży z impem na ramieniu. Nie zwrócił uwagi na to, że jego informator zniknął gdzieś za rogiem. Nie przejmował się tyn jednak. Miał dość 'ludzkości' na ten dzień. Chciał się czegoś dowiedzieć i się dowiedział. Nigdzie nie można czuć się bezpiecznie.
Było już ciemno, mało kto plątał się jeszcze po ciemnych uliczkach. Mimo wszystko zarzucił kaptur na głowę, kto wie jak zareagowałby zwyczajny obywatel na widok dwumetroweo wilka na dwóch nogach z biesem na ramieniu.
Nie wiedział gdzie iść, chciał odciąć się od całego ludzkiego zamieszania. Wziąć głęboki oddech po wydarzeniach z minionego dnia.
Wyszedł na przedmieścia instynktownie szedł tam, gdzie ludzi było coraz mniej i mniej… Aż w końcu doszedł do Parku. Była noc, więc nikogo nie było. Wszedł tam.
-No mały, co powiesz na… Aromaterapię? – Pierwszy raz odezwał się do małego impa od czasu wyjścia z karczmy.
Szli dróżką, nie spiesząc się. Park był piękny, a noc dodawała mu tajemniczego uroku.
Przeszli go wzdłuż i wszerz, aż w końcu doszli do starego płotu.
-Ciekawe…
Ventrox położył łapę na płocie i zaczął iść wzdłuż. Doszedł do furtki i przekręcił pysk. Pchnął go łapą delikatnie, tak, żeby się nie urwała i wszedł. Furtka została uchylona.
-Tego mi było trzeba. – Kiedy to powiedział zestawił impa na ziemię. -Idziemy.
Szli daleko, podziwiając nieokiełznaną naturę. Doszli do ławki. Wilk położył na niej nogę, wiedział, że kiedy się na niej usiądzie ta, załamie się. Stał i oddychał dzikim powietrzem. Zamknął oczy i nie przejmował się czmychającymi pomiędzy krzakami zwierzakami…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut. 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

19 lut. 2012, 21:54

Przyjazny uśmiech jaki był odpowiedzią przyprawił Merrowi jeszcze więcej radości. A już z pewnością sprawił, że ten zaczął się czuć swobodnie. Zawsze cenił sobie spokój mimo typowo żołnierskiego wychowania a miła rozmowa go mu zapewniała. Być może to nie był ten sam spokój co wtedy gdy spaceruje się samotnie po lesie rozkoszując jego dźwiękiem, jednakże to wciąż pewna jego odmiana, zapewniająca ukojenie zmysłom żołnierza nazbyt często widzącego niebezpieczeństwo. Delikatna, krucha istotka nie wywoływała jednak tego uczucia. Bo czegoż by mógł się spodziewać? Że zmieni się w wielkiego demona? W sumie wszystko jest możliwe, jednak Merr niespecjalnie wierzył w to, że coś takiego przydarzyłoby się akurat niemu. W końcu miał już dość nietypowych wydarzeń w swoim życiu.
Przyjrzał się dokładniej jej wierzchniemu okryciu. Cóż, rzeczywiście nie wyglądało ono na szczyt wygody. Merr natomiast na swoje nie narzekał. Był to jeden z cenniejszych przedmiotów jakie otrzymał na urodzenie i nawet go polubił. Ale elfy już mają w zwyczaju robić rzeczy piękne i wygodne – a na dodatek użyteczne.
– Wiele tu zależy od płaszcza, droga pani. Chociaż za niektóre kupcy rzeczywiście pragną majątek. – podkreślił te słowa gestem, dwoma dłońmi kreując coś na kształt worka bądź sakiewki sporych rozmiarów.
– Ale sądzę, że warto. Dobry płaszcz będzie służył długo i dobrze. A zima, jakby nie patrzeć, przychodzi rok w rok. – powiedział z lekkim uśmiechem. Być może zdarzały się zimy cieplejsze i zimniejsze, lecz jakby nie patrzeć – płaszcz się przydawał.
Słowa jakie wypowiedziała Scar wyraźnie go zakłopotały. Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć a gdy już zaczął mówić – to albo nie mógł wyrazić swoich myśli albo język mu się plątał.
– Nie to miałem na myśli, proszę pani, to nie tak, że szukałem tu spokoju… to znaczy, to nie tak, że pani jest niespokojna… nie, nie! To nie tak, że pani mi przeszkadza. Wręcz przeciwnie, bardzo cenie swoje towarzystwo. Naprawdę! – po czym zamilkł najwyraźniej zażenowany samym sobą. Bojąc się urazić swoją towarzyszkę kompletnie poplątał cały sens swojej wypowiedzi by na koniec powiedzieć coś co według niego nie było do końca stosowne. Odetchnął głośno po czym wyrzucił z siebie jedno, krótkie słowo – przepraszam.
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut. 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

21 lut. 2012, 16:59

Myślę, że płaszcz w tym roku już nie będzie mi tak bardzo potrzebny – przecież z dnia na dzień robiło się coraz słoneczniej i cieplej, a śnieg zmieniał swój stan skupienia z powodu coraz wyższych temperatur. Teraz już naprawdę niedługo panienka będzie musiała w nim hasać, bo prawdopodobnie za kilka tygodni i tak wyląduje on gdzieś w kącie domu.
Rozpatrzę zakup nowego dopiero przed kolejną zimą – zdecydowała. A jeśli mowa o majątku… W jej przypadku nie miało to zbyt dużego znaczenia. Jej rodzina ciągle wspomagała ją finansowo, choć następowało to w coraz większych odstępach czasu i prawdę mówiąc… w coraz mniejszych ilościach. W każdym razie jak na tą chwilę mogła sobie pozwolić na odrobinę "szaleństwa".
W pewnej chwili Merr zaczął strasznie plątać się w mowie. Najwidoczniej bardzo przejął się zapytaniem Scarlett.
Spokojnie… Przecież nic się nie stało. Chciałam się tylko upewnić, że nie przeszkadzam – zapewniła z troską w głosie, kucając zaraz przed Merrem, który również był w takiej pozycji. Naprawdę nie miała złych zamiarów, po prostu jeśli nie byłaby tutaj mile widziana, to wolała dowiedzieć się tego wprost, niż miałaby oczekiwać fałszywej uprzejmości ze strony innych. Jeśli jednak – jak też się okazało – jest inaczej, to bardzo się z tego powodu cieszyła. Nowe znajomości w nowym miejscu zawsze w jakimś stopniu pomogą się dostosować, tak więc była niezmiernie zadowolona, że mogła kogoś poznać.
Proszę nie przepraszać – uśmiechnęła się smutno, kładąc ostrożnie rękę na dłoni towarzysza, po czym uścisnęła ją lekko. Chciała by Merr poczuł się pewniej, ponieważ Scarry raczej nie była osobą, którą można szybko urazić, a tym bardziej taką nic nie znaczącą błahostką. Wszystko było w jak największym porządku.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut. 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

21 lut. 2012, 18:01

Wyglądało jakby przez chwilę myślał. Bo w sumie to robił. Myślał jak głupia była jego propozycja kupienia nowego płaszcza pod koniec zimy gdy już było widać wiosnę.
Wiosna. Odchylił głowę do tyłu i przez chwilę przyglądał się przemykającym chmurom.
– W sumie racja. Lepiej poczekać z kupnem, w końcu już zbliża się jakaś normalna pora roku. – stwierdził. Zima była dla niego czymś zdecydowanie nieprzyjemnie, na tyle, że ośmielał nazywać się ją nienormalną. Bo co to za pora roku gdy całe życie zamiera? No właśnie.
Mimo tego, że kompletnie poplątał mu się język to wciąż zachował trzeźwość umysłu. A przynajmniej jakieś jej resztki pozwalające mu tak twierdzić i zareagować tak, jak uważał w tej chwili za słuszne. Dostrzegł, że Scar zamierza chwycić go za rękę, więc starał naturalnie wycofać się lewą do tyłu. Jednakże jego próba była na tyle nieudana, że wyszło to sztucznie niczym w serialach w pewnym równoległym świecie w państwie w którym posługiwano się łudząco podobnym językiem.
– Tak, prze… – w ostatniej chwili ugryzł się w język. Dosłownie. Czuł pulsujący ból w jego koniuszku, jednak udało mu się spełnić coś, co można było nazwać prośbą Scar – nie przeprosić.
– Czasem tak mam gdy nagle zacznę mówić z szybkością katarynki. – powiedział i uśmiechnął się lekko.
– Może lepiej o tym zapomnijmy? – zaproponował z pewną dozą nieśmiałości. Sam chętnie by to zrobił, nie lubił pamiętać o swoich kłopotliwych sytuacjach. Bo w końcu po co? Żeby je wspominać? Mija się to z celem.
– Poza tym, czy mogę poznać pani imię? Bo rozmawiamy już dosyć długo a nawet nie wiem jak nazywa się moja rozmówczyni. – po tych słowach wstał.
– Nazywam się Merratron. – rzekł i ukłonił się.
– Nie pochodzę jednak z żadnego rodu ani nie mam żadnego przydomku aby nimi się pochwalić, więc to całe moje przedstawienie się. – dodał po chwili i uśmiechnął się. Dzięki nie szukaniu kłopotów na siłę udawało mu się uniknąć rozgłosu. A ten nie był mu potrzebny do wypełnienia jego najważniejszego celu, więc wolał aby go nie było niż aby był. Bo w końcu jakie miałby korzyści z tego, że każdy by go poznawał na ulicy? Być może jakieś by były, lecz czy byłyby one więcej warte niż święty spokój?
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut. 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

22 lut. 2012, 00:52

Normalna pora roku, to mało powiedziane. Scarlett nienawidziła zimy z całego serca. Ten puchaty śnieg, którego wszędzie jest od groma, mróz, który tylko niepotrzebnie szczypie w nos, a momentami nawet okropny wiatr, który zawiewa włosy zawsze tak, jak sobie tego nie życzymy. A wiosna… To całkiem inny świat: zwierzęta i rośliny budzą się do życia, wszystko nagle staje się takie barwne, wydawałoby się nawet, że każda rzecz się do nas uśmiecha. No i przede wszystkim o wiele wyższe temperatury, które oczywiście pozwalają na noszenie swobodniejszych, mniej zakrywających ubrań, a co za tym idzie – pozwalamy sobie odkryć za dużo (chociaż prawdę mówiąc… nigdy nie jest za dużo), jak to czasem bywa w przypadku kobiet.
Ale może wróćmy do rzeczywistości, bo wcześniej wspomniany dość niemiły wiatr potargał pannie Scarlett włosy, przez co nie mogła swobodnie przyglądać się półelfowi, jak i wszystkiemu w koło. Zabrała więc pospiesznie dłoń, którą wcześniej uraczyła towarzysza i odgarnęła włosy z twarzy, zahaczając je za uchem. Z resztą ręka Scar nieco wystraszyła mężczyznę. A może po prostu się speszył? W każdym razie teraz pewnie czuł się na powrót bardziej komfortowo.
Merr znów chciał przeprosić dziewczynę, co spowodowało pojawienie się kolejnego uśmiechu na jej twarzy. Dziś w ogóle wyglądała na bardziej wesołą niż zwykle, co nawet ją samą dziwiło.
Ach… Katarynka. Merr na pewno nie był aż tak nieznośny jak to małe, ciągle wydające z siebie różne dźwięki pudełko. Jego nieskładne wypowiedzi są znacznie bardziej znośne.
Naprawdę nie szkodzi – zapewniła jeszcze raz – …i oczywiście możemy puścić to w niepamięć – kiwnęła lekko głową. Prawdę mówiąc nie była to żadna kłopotliwa sytuacja, więc zdaniem Scar nie było się czym przejmować.
Kiedy doszła do wniosku, że do tej pory jeszcze się sobie nie przedstawili, wpadła w pewien stan zakłopotania. Jak mogła zapomnieć się przedstawić. Zwykle niemal narzucała się ze swoim imieniem, a teraz kompletnie wyleciało jej to z głowy.
Tak, oczywiście. Jestem Scarlett, bardzo mi miło – przedstawiła się pospiesznie, odruchowo lekko przy tym dygając. Poczuła się trochę idiotycznie, że nie wyjawiła swojego imienia wcześniej, ale nic przecież na to nie poradzi.
Rozejrzała się powoli i dokładnie za czymś, na czym mogłaby usiąść, ciągłe stanie zrobiło się co najmniej męczące. Niestety nic, co można byłoby wykorzystać w tym celu nie znajdowało się w pobliżu. Po chwili przeniosła wzrok z powrotem na Merra, wysłuchując go do końca.
Scarlett może i pochodziła z dosyć zamożnej rodziny, jednak nie za bardzo lubiła się tym chwalić, wolała utaić kilka mało istotnych rzeczy, stawiając na skromność. Postrzeganie jej jako przeciętną kobietę było dla niej o wiele bardziej odpowiadające. Unikała wtedy przede wszystkim wścibskich spojrzeń, niepotrzebnych plotek. Komu to potrzebne?
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut. 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

22 lut. 2012, 15:08

Merratron nie wiedział jak podobne są ich opinie na temat zimy. Bo skąd miałby to wiedzieć? Scarlett nie powiedziała nic na temat jego krótkiego zdania a on czytać w myślach nie potrafił. Chociaż w wielu wypadkach byłaby to umiejętność bardzo przydatna. Z pewnością Merr poparłby opinię rozmówczyni o wiośnie – szczególnie tą mówiącą o ubraniach zakrywających mniej ciała. Kolejny cios od wiosny prosto w nos zimy mimo zapewnienia sobie totalnego zwycięstwa już kilka rund temu poprzez nokaut.
Wiatr wpłynął także na włosy Merra, które swą bielą zasłoniły mu widok na świat. Energicznym ruchem głowy próbował przywrócić je do jako-takiego porządku, jednak jedynie zwiększyła się ilość włosów na jego twarzy. Dopiero przy trzeciej próbie udało mu się doprowadzić do oczekiwanego efektu, jakim było odzyskanie widoczności.
Dodatkowo zimny wiatr sprawił, że Merrowi zaczęło być zimno. Wędrował przecież po mieście już jakiś czas zanim trafił do parku. Brakowało mu ogniska pomiędzy namiotami przy którym mógł się rozgrzać i pożartować wraz z innymi żołnierzami. Jego prawa ręka zawędrowała pod płaszcz i wyjęła stamtąd manierkę. Była na tyle mała, że praktycznie cała skryła się w jego dłoni. Pociągnął z niej łyk po czym wyraźnie się skrzywił. Ale trzeba przyznać, niemalże od razu zrobiło mu się cieplej.
– Nie wiem, czy pije pani takie rzeczy jak wódka, lecz jeśli tak, to proszę. – rzekł podając jej manierkę i może zbyt bardzo wspominając w głowie wojskowe czasy gdzie potrafili w kilku pić alkohol z jednej butelki.
– Dobre na rozgrzanie. Sprawdzona, wojskowa metoda. – powiedział po czym zaśmiał się by zamilknąć po chwili. Na jego twarzy pozostał jednak lekki uśmiech.
– Miło mi poznać. – powiedział z lekkim uśmiechem.
– Obawiam się jednak, że powoli będę musiał wracać do swoich spraw. Muszę zadbać o lepsze zakwaterowanie w tym mieści i kilka innych tego typu spraw. W tym celu udam się do karczmy "Pod Pechowym Linoskoczkiem" jeśli pani także chciałaby się wybrać.
Jednakże pani nie chciała się wybrać, więc odszedł sam.

z/t
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut. 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

29 lut. 2012, 22:17

Kiedy wiatr nakrył twarz półelfa jego włosami, Scar mechanicznie wybuchnęła śmiechem. Wyglądał on naprawdę komicznie próbując się ich pozbyć. Dziewczyna szybko opuściła głowę, próbując powstrzymać swoją radość.
Kiedy już nieco się uspokoiła uniosła wzrok z powrotem na Merra, który właśnie podejmował kolejną próbę odzyskania widoczności, co w końcu mu się udało. Scarlett ciągle uśmiechnięta wpatrywała się w niego jakby oczekując czegoś jeszcze, co mogłoby ją rozśmieszyć. Mężczyzna natomiast ni stąd, ni zowąd wyjął zza płaszcza manierkę, którą nawet skierował w jej stronę. Scar popatrzyła na nią, a następnie na Merra z lekkim zdziwieniem. Rzadko pijała alkohol, jednak kiedy już to następowało potrafiła zalać się w trupa, co czasem następowało nawet bardzo szybko. Jednak teraz raczej nie miała ochoty na różnego rodzaju trunki.
Nie, dziękuję. Myślę, że lepiej będzie jeśli odmówię – zapewniła, rezygnując.
Nie było jej na tyle zimno, by ogrzewać się wódką, w tym momencie znacznie bardziej wolała po prostu bardziej okryć się płaszczem. W prawdzie nawet niebo zaczęło zmieniać swój kolor na ciemniejszy i zachodziło coraz gęstszymi chmurami, co znakowało, by powoli zmierzać do swoich. Nawet Merr oznajmił, że musi wracać, a było to jej na rękę, ponieważ sama nie musiała proponować rozstania.
Jej blade palce delikatnie objęły końcówki dosyć dużego, białego kaptura, by zaciągnąć go na puch brązowych włosów.
Myślę, że także powinnam wracać. Z karczmy również muszę zrezygnować. Robi się późno, a nie chcę zapuszczać się za daleko, w końcu jestem tutaj niedługo – przyznała z lekkim smutkiem, a następnie zrobiła niewielki krok w stronę półelfa. Położyła dłoń na jego ramieniu, uśmiechając się przyjaźnie.
Było mi bardzo miło, tymczasem… do widzenia – pożegnała się, po czym wyminęła mężczyznę, odchodząc. Może nie do końca chciała się żegnać tak szybko, nagle. Niestety była do tego zmuszona. Miała nadzieję, że przy następnej okazji będzie mogła wynagrodzić to Merrowi.
Na odchodne zerknęła jeszcze za siebie.

[zt]

Strasznie Cię przepraszam, że opieprzałam się tak z odpisem. Nie będę się tłumaczyła, po prostu przepraszam. Następnym razem (jeśli taki nastąpi) obiecuję wynagrodzenie!
Musiałam też zniknąć, bo nie chciałam byś znów czekał nie wiadomo ile na moje odpisy, ponieważ będę na forum znacznie rzadziej.

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Sonneillon
Liczba postów: 52079
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.