Stary Sektor

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.
Awatar użytkownika
Ventrox
Posty: 432
Rejestracja: 13 cze 2011, 21:44

Stary Sektor

06 sie 2011, 20:23

Jaśminowy Park dzieli się na dwie części, Nowy i Stary Sektor. Ten drugi został założony bardzo dawno. Bardzo dawno też został zapomniany… Od Nowego Sektora oddziela go stary, przerdzewiały płot, a właściwie to, co z niego zostało. Praktycznie co drugi szczebelek jest wyłamany. Pomalowany został obrzydliwą farbą. Wyblakła zieleń złuszczająca się praktycznie wszędzie.
Furtka trzyma się tylko na jednym zawiasie. Kto wie w jakim celu bramka została tu umieszczona, czyżby ktoś tu jeszcze zaglądał?
Ze skraju Nowego Sektora można było dojrzeć różnicę. Piękny, rozświtlony, równo przycięta trawa, kwiaty ułożone w cudowne wzory w nowej części, a w starej mrok, ciemność, ani krzty światła, zapuszczona trawa, zamiast kwiatów chwasty, ścieżka, która prowadziła lekkim zygzakiem w Nowym Sektorze, w Starym najpierw się rozszczepia, a następnie zupełnie zanika.
Ten, kto ma odwagę zapuścić się w głąb starej części Parku spotka na swojej drodze nie tylko florę, ale także faunę, która wykorzystała fakt, że nikt już tu nie przychodzi. Mieszkają tam zwierzęta dzikie, niczym w lesie. Najprawdopodobniej dostały się tu przez dziurę w płocie na zachodniej ścianie, od strony lasu.

* * *

Wilkołak wyszedł z oberży z impem na ramieniu. Nie zwrócił uwagi na to, że jego informator zniknął gdzieś za rogiem. Nie przejmował się tyn jednak. Miał dość 'ludzkości' na ten dzień. Chciał się czegoś dowiedzieć i się dowiedział. Nigdzie nie można czuć się bezpiecznie.
Było już ciemno, mało kto plątał się jeszcze po ciemnych uliczkach. Mimo wszystko zarzucił kaptur na głowę, kto wie jak zareagowałby zwyczajny obywatel na widok dwumetroweo wilka na dwóch nogach z biesem na ramieniu.
Nie wiedział gdzie iść, chciał odciąć się od całego ludzkiego zamieszania. Wziąć głęboki oddech po wydarzeniach z minionego dnia.
Wyszedł na przedmieścia instynktownie szedł tam, gdzie ludzi było coraz mniej i mniej… Aż w końcu doszedł do Parku. Była noc, więc nikogo nie było. Wszedł tam.
-No mały, co powiesz na… Aromaterapię? – Pierwszy raz odezwał się do małego impa od czasu wyjścia z karczmy.
Szli dróżką, nie spiesząc się. Park był piękny, a noc dodawała mu tajemniczego uroku.
Przeszli go wzdłuż i wszerz, aż w końcu doszli do starego płotu.
-Ciekawe…
Ventrox położył łapę na płocie i zaczął iść wzdłuż. Doszedł do furtki i przekręcił pysk. Pchnął go łapą delikatnie, tak, żeby się nie urwała i wszedł. Furtka została uchylona.
-Tego mi było trzeba. – Kiedy to powiedział zestawił impa na ziemię. -Idziemy.
Szli daleko, podziwiając nieokiełznaną naturę. Doszli do ławki. Wilk położył na niej nogę, wiedział, że kiedy się na niej usiądzie ta, załamie się. Stał i oddychał dzikim powietrzem. Zamknął oczy i nie przejmował się czmychającymi pomiędzy krzakami zwierzakami…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

29 gru 2011, 23:10

Zachowanie Lykana coraz bardziej jej schlebiało, mimo wszystko walczyła z tym, nie chciała sobie pozwolić na zapomnienie. Utrzymanie jej pochodzenia w tajemnicy było na tyle konieczne, by zachować jako-takie bezpieczeństwo.
Można powiedzieć, że jestem najemniczką. Co do parku, to jestem naprawdę zmuszona odmówić, nie lubię przebywać w miejscach często odwiedzanych przez okolicznych mieszkańców. Ale może spoczniemy tutaj? – wskazała mężczyźnie nieco omszałą ławkę i poprowadziła go za sobą do niej. Kiedy usiedli, Francesca starała się w miarę możliwości utrzymywać jakiś dystans pomiędzy ich ciałami.
W moich planach jest jak najszybsze znalezienie sobie dachu nad głową. Lubię wiatr, ale nawet ja potrzebuję ciepłego miejsca. I nie, nie przyrzeczono mnie nikomu, sama sobie jestem panią. – Dżinni odnosiła wrażenie, że wszystko, co robił Lykan było magią umysłu. Natychmiast wyrzuciła z siebie tę myśl, przecież byle szlachetka nie byłby w stanie po prostu wejść w jej umysł i w nim namieszać. To musiało być jej własne zboczenie.
Awatar użytkownika
Lykan von Cearstin
Posty: 14
Rejestracja: 18 gru 2011, 18:07
GG: 8213060
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1283

07 sty 2012, 13:00

Lykan uśmiechnął się pod nosem.
-Najemniczką? U nas w księstwie, wybacz panienko, nie ma najemniczek. Są tylko najemnicy. Zdaniem moich rodaków jest takie, że kobieta powinna siedzieć w domu przy dzieciach bezpiecznie, a nie wałęsać się sama lub z opijusami -odparł uśmiechając się zawadiacko. Jako że on był bardziej wojownikiem i nie posiadał magii, jedyne co utalentowany wdzięk. Chociaż kto wie? W jego rodzinnych stronach magia była czymś.. złym, zabronionym toteż nikt nigdy mu nie pokazywał co to jest. Czy wcogóle był świadomy że istnieje? owszem. Ale wiedział o tym tylko tyle że po prostu gdzieś jest daleko i trzeba ją wyniszczyć, bo inaczej ona wyniszczy resztę. Co prawda szlachcic wcale nie wierzył w te brednie, ale też nie miał na to dowodów. Objął szarmancko kobietę po czym razem usiedli na ławce.
– zawsze możesz zamieszkać u mnie. Mam zamiar się tu osiedlić na dłużej moja droga-odparł uśmiechając się i posyłając jej jeden z jego wielu kuszących uśmiechów
Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

24 sty 2012, 20:34

Nie lubię takich poglądów. W moim poprzednim… miejscu zamieszkania, płcie były traktowane nawet nie tyle równo, co zgodnie z możliwościami i pragnieniami danej istoty mojej rasy. No i wiadomo, wszystko zależało od stanu społecznego – mruknęła. Wspomnienia związane z jej sferą nie były złe, wręcz lepsze, niż w Wolenvain, ale z przykrością musiała przyznać, że nie może tam wrócić. Przynajmniej na razie. Jest tam uważana za swego rodzaju medium, autorytet. Społeczeństwo mogłoby uznać, że Francesca nada się idealnie na ich przywódcę i przewodnika w trakcie wojny z inną frakcją.
Wybacz mi, ale muszę odmówić. Nie chciałabym być zależna od kogoś. Mimo wszystko jestem panu bardzo wdzięczna – odparła. Spojrzała na niebo. Było już bardzo późno, należało znaleźć sobie jakieś w miarę przytulne i ciepłe miejsce, żeby nie zamarznąć.
Niestety muszę już iść, przepraszam – wstała, dygnęła i pobiegła w stronę centrum miasta.

<z/t>
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

18 lut 2012, 18:59

Już z daleka było widać zadbane i wypielęgnowane drzewa, które wiosną rozkwitały najróżniejszymi kolorami. Scarlett zmierzyła w tamtą stronę, ale po chwili jej wzrok odwrócił stary, zardzewiały płot, który zainteresował ją o wiele bardziej. Klimat lekkiego mroku i – w pewnym stopniu – obrzydzenia z niewiadomych powodów był dla dziewczyny urzekający.
Scarry podeszła do oblezionej pajęczynami furtki i lekko ją pchnęła. Ta zaskrzypiała niemiłosiernie, przyprawiając szatynkę o ciarki na całym ciele. Takie odgłosy nie były przyjemne. Furtka ledwo trzymała się w zawiasach, a w zasadzie tylko na jednym, przez co o mało nie spadła na posadzkę.
Dziewczyna rozejrzała się w koło w poszukiwaniu miejsca, do którego mogłaby się udać, niestety niewiele było tutaj widać. Pełno krzaków, wysokiej trawy i wąska lekko zarysowana ścieżka, która pewnie i tak nigdzie nie prowadziła. Jednakże nic nie stało na przeszkodzie by to sprawdzić, przynajmniej tymczasowo. Scarlett podążyła dróżką, usilnie próbując dosięgnąć wzrokiem jakiegoś miejsca, może ławki. Niestety przez tą trawę było można zobaczyć tylko… jeszcze więcej trawy.
Po pewnym czasie ścieżka całkowicie zanikła, a dalsze zmierzanie przed siebie chyba nie przyniosłoby nic pożądanego. Scar wróciła do płotu, opierając się o niego z niemałą ostrożnością, by przypadkiem niczego nie wyłamać, a następnie wyjęła zza paska sztylet i wyłamała wyschniętą gałąź z pobliskiego drzewa. Obracała dwa przedmioty w rękach, aż w końcu zaczęła z zafascynowaniem grzebać czubkiem ostrza w drewnie, jakby z nadzieją, że znajdzie tam coś ciekawego.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

18 lut 2012, 20:06

Czy jest lepsze miejsce pozwalające pomyśleć, odpocząć bądź po prostu uspokoić się niż las? Oczywiście, że takowego nie ma. Merr jednak w obecnej chwili nie miał dostępu do lasu, który kochał niczym stuprocentowy elf. Za to zaniedbana część parku po którym spacerował zainteresowała go na tyle, że ruszył tam, szczelniej jednak opatulając się płaszczem białym niczym śnieg. Sam zresztą wyglądał niczym twór z tego białego pyłu, co zawdzięczał barwie swych włosów jak i strasznie bladej cerze. Jedynie metal zdobiony złotem znajdujący się na jego nogach w formie butów oraz zwykłe, skórzane rękawiczki wybijały się z hegemonii białego koloru.
Już sam dźwięk, jaki wydawał śnieg gdy Merr wszedł do drugiej części parku wydawał się być… inny. Bardziej pusty. Jednak takowy nie był. Jego oko obok nielicznych śladów zwierzęcych dojrzało także wyraźne i zapewne świeże ślady muszące należeć do człowieka. W końcu któż inny w tak cywilizowany sposób przeszedłby przez furtkę i poszedłtam, gdzie tego śniegu było mniej? Albo raczej wody w którą powoli się zamieniał, tu jednak za niewiadomą sprawką wciąż została jego znaczna część.
Merr mimo wszystko wolał, kiedy była wiosna. Brak liści na drzewach wprawiał go w przygnębienie. Sam fakt, że przypomniał sobie o tym sprawdził, że wpadł w lekko melancholijny nastrój idąc wzdłuż śladów.
Po chwili dotarł do jego źródła. Kobieta. Była drobna i niższa od niego, zatem Merr śmiał stwierdzić w myślach, że jest "typowa". Poza faktem, że była strasznie blada. Być może chora?
– Nie jest ci zimno, pani? Wyglądasz strasznie blado. – powiedział melodyjnym, elfim głosem (najwyraźniej większość cech przejął od matki) z wyczuwalną nutką troski – a może ciekawości?
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

18 lut 2012, 20:51

I voila! Po chwili nieustannego skubania gałązki udało się stworzyć coś nie do końca określonego, w każdym jednak razie wyglądało całkiem… ładnie. Skarry podniosła kawałek drewna na wysokość oczu i lekko je mrużąc dokładnie się temu przyjrzała. Wyszła z tego co najmniej abstrakcyjna figurka, która jednak nie upodabniała się do czegoś szczególnego. Nie ma jednak najmniejszego znaczenia, co Scarlett wyskubała w kawałku drewna, jej z resztą nawet się ono do niczego nie przyda. Odłożyła je więc na biały puch obok prawej nogi, od razu spuszczając wzrok z przedmiotu.
Gdzieś za sobą, nawet nie aż tak daleko było słychać skrzypiący śnieg, który ugniatał się pod jakimś ciężarem – czyimś ciężarem. Osoba, która zmierzała najprawdopodobniej w miejsce, w którym znajdowała się Scarry była osobą masywną, jednakże nigdzie się nie spieszyła. Kroki były powolne. Tak, dziewczyna ma bardzo wyczulony słuch, co pomaga jej naprawdę bardzo często.
Scarr delikatnie uniosła dół spódnicy, odsuwając się trochę w bok, by przechodzeń nie musiał wpadać na nią od razu. Albo nawet w ogóle. Czuła się trochę niepewnie, szczególnie w takim miejscu. Przychodząc tutaj była bardziej pewna, że nikt tutaj nie zagląda, bo niby w jakim celu?
Scarlett schyliła głowę, patrząc na czubki swoich skórzanych, jasnych butów, które nawet mimo letniego wyglądu naprawdę dobrze potrafiły izolować ciepło. Skupiła się na jednym punkcie i jeszcze bardziej wsłuchała się w coraz głośniejsze, wyraźniejsze kroki. Po niedługim czasie niedaleko swoich stóp zobaczyła jeszcze jedną parę – optycznie ciężkie, opancerzone obuwie, których właściciel prawie na pewno był mężczyzną. Mało która kobieta posiada na tyle duże stopy.
Scarry niepewnie podniosła wzrok, szczególnie przykładając uwagę do każdego napotkanego szczegółu. Całe ciało było jednak opatulone długim białym płaszczem, który znakomicie przylegał do sylwetki właściciela. Na samym końcu tej jakże ciekawej do pokonania drogi znajdowała się smukła twarz mężczyzny. Mleczna cera i równie jasne włosy opadające beztrosko na ramiona i twarz osobnika wyglądały co najmniej urzekająco.
Po dosłownie kilku sekundach z jego ust wydobył się jakże przyjemny dla ucha, kojący głos. Jednak wypowiedziane słowa odrobinę rozśmieszyły dziewczynę. Mężczyzna był równie blady, o ile nie jeszcze bardziej.
-A mówi to osoba, którą mogłabym spytać dokładnie o to samo – odrzekła z ledwo dostrzegalnym uśmiechem, nie udzielając odpowiedzi na zadane pytanie.
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

18 lut 2012, 22:00

Osóbka wydawała się nieśmiała bądź wystraszona. Mniej prawdopodobną rzeczą było to, że wpatrywała się w buty półelfa dlatego, że jej się podobały. Być może zainteresowałyby one kowala, lecz drobną kobietę? W to Merratron szczerze wątpił. Bo ile razy można spotkać kobietę znającej się na sztuce kowalstwa? Krasnoludzkich tu liczyć nie należy – bo któż by je nazwał kobietami?
Przejdźmy jednak do następnych wydarzeń. Scarr uniosła w końcu wzrok aż w końcu spotkała się z nie wyrażającymi nic konkretnego oczami półelfa. Gdy ich spojrzenia się spotkały Merr zapewne poczuł się lekko zakłopotany, gdyż cofnął się o krok po czym butem zaczął lekko pogłębiać ślad w śniegu który zostawił, jakby chciał dokopać się do jakiegoś skarbu. Albo przynajmniej zająć się czymś innym niż niezbyt grzeczne patrzenie napotkanej kobiecie w lesie, w środku opuszczonej części parku.
Jego sytuacja psychiczna poprawiła się gdy usłyszał słowa Scar. Na to wskazywał głośny, melodyjny śmiech jakim wybuchł gdy doszła do niego ironia słów jakie jeszcze przed chwilą wypowiedział. Cóż, Merr czasami sam zapominał o swoim wyglądzie. Dopiero po chwili się opanował na tyle by powstrzymać swój wybuch radości.
– Przepraszam za mój śmiech. – powiedział po chwili z szerokim uśmiechem na twarzy, ukazując przy tym zęby, których stan pozostawiał trochę do życzenia. Wciąż jednak były a ich barwa nie przypominała jeszcze ugotowanego ziemniaka, więc Merr na nie nie narzekał.
– Czasem zapominam jak wyglądam. Zapewniam jednak pani, że u mnie to jest całkowicie naturalne. Jednakże wciąż martwię się o pani bladość. Jeśli nie jest naturalna, powinna pani czym prędzej pójść do lekarza albo przynajmniej do jakiegoś cieplejszego miejsca niż park. – jego głos sprawiał, że brzmiał przyjaźnie. Także delikatny uśmiech mówiący "chce pomóc" mógł pokazywać, że nie ma żadnych zamiarów. Jednak obawiając się tego, że może onieśmielać bądź – co gorsza! – wzbudzać strach o kobiety, przykucnął, dzięki czemu już nad nią nie górował. Gdy to zrobił, widocznie zarysowała się sylwetka miecza pod płaszczem. Rękojeść wyglądała jakby chciała wyskoczyć z brzucha Merratrona i zabić wszystko dookoła – przynajmniej dopóki półelf nie poprawił ułożenia broni w taki sposób by mu nie przeszkadzała.
– Być może zima już powoli mija, wciąż jednak należy dbać o swoje zdrowie. – powiedział wciąż mając ten delikatny uśmiech na twarzy.
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

18 lut 2012, 22:51

Ciągle obserwowała go dokładnie, wolała być ostrożna, ale chyba nie było to potrzebne, w końcu wyglądał on naprawdę niegroźnie. W pewnym jednak momencie spoglądania na siebie było można zauważyć, że Merr nieco się speszył, uciekając odrobinę od dziewczyny. Scarry od razu odwróciła wzrok, zajmując oczy krajobrazem, w którym jednak nie było niczego ciekawego. Na pewno nie ciekawszego od panicza naprzeciw.
Słysząc śmiech, odruchowo jednak wróciła ślepiami do mężczyzny, uśmiechając się szeroko. Dawno nie miała okazji do szczęścia, więc uradowała się tym bardziej.
– Nic się nie stało – od razu zaprzeczyła, w końcu jego śmiech był naprawdę przyjemny. A poza tym śmiech to zdrowie, czyż nie?
W przeciwieństwie do półelfa – co można było wywnioskować poprzez lekko wystające zza włosów szpiczaste uszy – Scarr doskonale pamiętała o swoim wyglądzie, którym zawsze się szczyciła. Mało kto jest równie blady, co pozwalało jej wyróżniać się z tłumu. Nie zawsze jednak była to pozytywna cecha.
– Proszę się nie martwić, u mnie jest to równie naturalne. Jestem tak blada odkąd tylko pamiętam. Słońce rzeczywiście za mną nie przepada – co było całkowitą racją. Przez co czuła się czasem jak wampir, a do nich naprawdę jej daleko.
Kiedy Merr przykucnął – to Scarlett zaczęła górować i teraz to ona czuła się niekomfortowo. Podsunęła się z powrotem pod płot, opierając się o niego, dla większego zrelaksowania. Zauważając kawałek miecza wystającego spod płaszcza, Scarr przypomniała sobie, że ciągle trzyma w ręku sztylet, który natychmiast włożyła zaraz obok jego bliźniaka umieszczonego za szerokim skórzanym pasem.
– Dziękuję za troskę, ale myślę, że to naprawdę niepotrzebne. Czuję się niemal znakomicie – zapewniła, odgarniając z twarzy rozwiane wiatrem włosy. Czasem były strasznie niesforne, co niesamowicie denerwowało ich właścicielkę.
– Co Cię tutaj sprowadza? Raczej nie jest to idealne miejsce do samotnych przechadzek – zauważyła, z niemałym zaciekawieniem. Świadomie przyszłaby tu chyba tylko w celu oczekiwania, aż napadnie ją jakiś morderca czy gwałciciel. Na szczęście mimo przypadkowego natrafienia na ten sektor w parku spotkała osobę inną, niż te, których byłoby można się po takiej lokacji spodziewać
Awatar użytkownika
Merratron
Posty: 33
Rejestracja: 05 lut 2012, 01:53
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23256#23256

18 lut 2012, 23:34

Jej odpowiedź uspokoiła częściowo Merratrona który wielkiego pojęcia u kulturze i poprawnym zachowaniu się nie miał. W sumie mimo lat jakie spędził na ziemi i tak czuł się niczym dziecko. Porównanie to jest tym bardziej trafne znając jego cel, który można skrócić do "zemścić się na ojcu". Lecz Merr czuł się z tym dobrze. Poza niektórymi sytuacjami wprawiającymi w zakłopotanie.
– To dobrze. Niestety rzadko kiedy potrafię się należycie zachować. – powiedział radosnym tonem. Jeszcze przed chwilą był w melancholijnym nastroju, wystarczyło jednak kilka słów które go rozbawiły i jego humor zmienił się radykalnie. Nie wydawał się także przejmować bronią w rękach Scar. W końcu jakie mogła mieć powody by go zaatakować? No właśnie. A czasy są niebezpieczne więc broń zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Półelfowi wydawało się, że rozumie w tym względzie kobietę – jednak to były tylko luźne podejrzenia, bo nawet jej nie znał.
– To podobnie jak u mnie. – odparł luźno. Nie miał pojęcia czemu ma taką cerę i włosy ani co sprawia, że jest tak wrażliwy na promienie słońca. Jednak faktem było to, że wyglądał jak wyglądał.
– Z tym, że u mnie jest po części z wzajemnością. Chociaż wampirem nie jestem. – powiedział po czym zaśmiał się, udowadniając także, że nie jest – zęby miał kompletnie normalne. No, może nie liczyć ich barwy, ta – jak już wcześniej wspomniano – pozostawiała nieco do życzenia. Jednak nie była to jedna z tych niewielu rzeczy jakimi Merr się przejmował.
– To dobrze. Wiosna się zbliża, głupio byłoby się przeziębić. Niedługo cała natura obudzi się z zimowego snu i będzie pięknie. A póki co jest tylko ponuro. – westchnął cicho patrząc na puste gałęzie kilku drzew. To nie był miły widok dla oczu półelfa. Po chwili wrócił wzrokiem do rozmówczyni.
– Brakuje mi w mieście czegoś na kształt lasu. Niestety nie mogę go opuścić w najbliższym czasie a nic nie odpręża mnie tak jak przechadzka pomiędzy drzewami z dala od wszelkiej cywilizacji. A to miejsce jest najbliżej lasu w tym całym mieście. Gdzie indziej nie potrafię się skupić, przemyśleć porządnie jakiejkolwiek sprawy, kompletnie nic. – mówił szybko przez co pod koniec mówił na resztkach powietrza w płucach. Wziął po tym głęboki wdech
– A co sprowadza tutaj panią? Sama w końcu pani stwierdziła, że to nie jest idealne miejsce do samotnych przechadzek. – powiedział z widocznym zaciekawieniem. Cóż, wątpił, by tak drobna istota była w stanie się ochronić gdyby ktoś postanowił ją skrzywdzić.
Awatar użytkownika
Skar
Posty: 33
Rejestracja: 12 lut 2012, 22:15
GG: 3299602
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23839

19 lut 2012, 19:44

Gdzie tu mówić o dobrym zachowaniu. Każdy przyzna, że w tych czasach istnieje naprawdę niewielka garstka osób porządnych, z którymi można dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Większość istot raczej zastanawia się komu rzucić się do gardła, a nie o przyjaznej pogawędce z dawką szczerego śmiechu, który z pewnością nie świadczył o złej kulturze. Wręcz przeciwnie – powinno się z niego korzystać w nadmiarze.
W odpowiedzi Scarlett uśmiechnęła się przyjaźnie, jakby próbowała owym uśmiechem przekazać półelfowi, że chwile radości, to żadna zła cecha.
Natomiast jeśli chodzi o jej wygląd – jest to pewnie usprawiedliwione dokładnie takim samym wyglądem jej matki. Te same szare oczy, zaokrąglone rysy twarzy, ciemne włosy, jak i owa bladość, która towarzyszyła jej od dziecka. Jednak Scarry wolałaby ani trochę nie upodabniać się do tej kobiety. Nigdy nie miały ze sobą najlepszych kontaktów.
Z rozmyślań na powrót wyrwał ją Merr, zwracał się do niej tak miłym, melodyjnym głosem. Mogłaby taki zamknąć sobie w pozytywce i zawsze wieczorami, zaraz przed zaśnięciem otwierałaby ją, by wsłuchiwać się w ten niemalże śpiew. A wiosna… Właśnie gdy ona nadchodzi z ukrycia wydostaje się najwięcej tych przebrzydłych chorób, tak więc przeziębienia strzec się należy niczym ognia, ale to chyba tylko jedna z tych złych cech wiosny, bo zaraz po niemiłym samopoczuciu nadchodzi piękny krajobraz, wspaniale kwitnące drzewa i intensywnie pachnące kwiaty, które tak bardzo uwielbiała.
Ma pan rację, tęsknię za cieplejszymi dniami, bo szczerze nie znoszę tego ciężkiego płaszcza. Strasznie krępuje ruchy – chwyciła dół jasnego, dosyć grubego materiału, lekko go unosząc. Był naprawdę niewygodny, ale cóż począć, gdy jest tak zimno.
Scarlett uniosła wzrok ponad głowę towarzysza, wlepiając wzrok w drzewa o których właśnie mówił. Tu rzeczywiście jest bardzo spokojnie, dzięki czemu można się odprężyć, porozmyślać. Każdy przecież potrzebuje spokoju, z dala od tych wszystkich osób, które ciągle czegoś od nas oczekują.
Tak, a pewnie trudno znaleźć takie miejsca. Ciągle ktoś gdzieś się kręci i uparcie przeszkadza – zauważyła, jednocześnie dochodząc do wniosku, że może i ona przeszkadza mężczyźnie. W końcu przyszedł tutaj w celu skupienia się, a Scarry prawie na pewno mu to uniemożliwia.
Może i ja nie jestem tutaj mile widziana? – spytała w celu upewnienia się – Trafiłam w to miejsce całkiem przypadkowo. Dopiero niedawno przeniosłam się niedaleko i postanowiłam rozejrzeć się po okolicy – zapewne Scar mogła trafić w bardziej dogodne miejsce, jednak ten klimat był – pomimo ogólnych poglądów – ciekawy. Takie opustoszałe miejsca bardzo odpowiadały pannie Scarlett, a wbrew pozorom taka drobna osoba jak ona potrafiła bronić się znakomicie. Od najmłodszych lat była wychowywana w taki sposób, by poradzić sobie wśród niezbyt przyjaznych dla otoczenia stworzeń.

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Exabot [Bot], Google [Bot]
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.