Nowy Sektor

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.
Awatar użytkownika
Elathorn
Posty: 551
Rejestracja: 07 wrz 2011, 16:49
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=667

Nowy Sektor

17 wrz 2011, 15:38

Obrazek

Druga z dwóch głównych części Jaśminowego Parku (obok starego sektora, który został zaniedbany) jest jego reprezentacyjną częścią. Jest to spory obszar, podzielony na podsektory najróżniejszych kwiatów, które od ścieżki oddzielone są niskim żywopłotem. Z roślinności należy tu wymienić rozmaite krzewy oraz dużą ilość drzew (chociaż niektóre sektory są ich pozbawione, dzięki czemu są nasłonecznione). Niektóre podsektory zamiast kwiatów, w środku wypełnione są wodą, tworząc rozmaite oczka wodne, wypełnione kolorowymi rybami a często także pięknymi roślinami, które upodobały sobie takie a nie inne miejsce.
W dzień nowy sektor jest przeważnie zapełniony przez masę spacerujących i odpoczywających ludzi. Cele ich przybycia są rozmaite – od zwykłej zabawy wśród dzieci, przez romantyczny spacer po zwykłą chęć odpoczęcia na łonie natury. Natomiast w nocy cały sektor przeważnie pustoszeje, jednak wciąż jest otwarty dla tych, którzy preferują samotność i ciemność.

***

Noc. Zostawiając Szkiełka w jakieś dobrze wyglądającej stajni, Elathorn nie czuł senności, ani odrobinę. Chciał pochłonąć wiedzę zawartej w trzymanej, dosyć grubej księdze, dotyczącej zaklinania. Potrzebował jednak do tego spokoju oraz światła – a w nocy te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczały. Chyba, że użyć magii. Tylko dzięki swoim umiejętnością Elathorn nie zgubił się w ciemnym o tej porze parku – gdyby nie mała lampa oliwna otoczona lodem, stworzonym przez czarodzieja. Co więcej, lód ten poddany był drugiemu zaklęciu, dzięki czemu światło wzmacniało się. Po kilku minutach drogi, Elathorn znalazł ławeczkę na odsłoniętym terenie, gdzie padały promienie odbite przez księżyc. Postawił lampkę na oparciu i otworzył księgę. Światła było na tyle, by czytać wygodnie. Uśmiechnął się lekko i pogrążył w lekturze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Vilanna Monero
Posty: 16
Rejestracja: 15 wrz 2014, 20:34
Lokalizacja postaci: Nowy Sektor
GG: 41740690
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50004#50004

04 paź 2014, 12:41

Vilanna otworzyła wąskie, witrażowe okienko biblioteki. W policzki musnął ją przyjemny, rześki powiew. Zima wisiała już w powietrzu i czuć było niemalże zapach śniegu wirującego w wietrze na północy. Mimo to dzień był słoneczny. Głos rozchodził się w rzadkim powietrzu jakby ostrzej i bardziej niezwykle. Nad murami zamku zakrakał kruk. Wiatr szumiał w ogołoconych z liści gałęziach. Vilanna zapragnęła wyrwać się od ksiąg i poczuć objęcia szykującej się na mrozy natury.

Oznajmiła bibliotekarzowi, że chce dzisiaj wcześniej skończyć spotkanie i że odkłada odkurzanie zaczętego działu na następny dzień. Z wieszaka wzięła swój płaszcz. Szaro-niebieski wełniany materiał dawał ciepło, a zewnętrzna, krótsza pelerynka chroniła także przed deszczem. Zapięła metalowe zapięcie pod szyją, którą dodatkowo owinęła luźno białą chustą z frędzlami.

Normalnie udałaby się do dworku rodziny Monera i musiałaby się zająć jakże nudnymi, kobiecymi obowiązkami. Tym razem jednak wyszła z biblioteki wcześniej i zamierzała ten fakt wykorzystać na samotny spacer. Dawno nie odwiedzała niższego miasta. Lubiła tamtejszy gwar i różnorodność. Zwłaszcza, gdy szła przez Rynek. Widziała wtedy jak różny los spotyka ludzi. Jedni bogaci, przechadzali się w kolorowych strojach. Kupcy, urzędnicy, z sakiewkami przy pasie. Inni w łachmanach, przemykający cicho za spuszczonymi głowami, wychudli i brudni. Chrzęszczący metalem wojownicy, strażnicy w tunikach w barwach Autonomii Wolenvain… a wszystko to żyło, dźwięczało, pachniało i falowało wokół Vilanny jak ludzki ocean.

Weszła w jedną z ulic odchodzących od placu. Zeszła z drogi powozowi, który z turkotem kół i skrzypieniem osiek toczył się po bruku. Im dalej od Rynku, tym było ciszej i ruch na ulicy się zmniejszał. W końcu dotarła do Jaśminowego Parku. Jaśminy dawno przekwitły i zgubiły liście. Ich białe płatki, skurczone i pożółkłe znaleźć by było można tylko w szparach między kamiennymi płytami uliczek, ale nawet bez kwiatów, ogrody miały w sobie swoistą magię. Vilanna lubiła zapach ziemi i butwiejących liści, który towarzyszył. Lubiła, gdy przymrozek szczypał w twarz i dłonie. Miło było patrzeć, jak ptaki radząc sobie mimo chłodu, skacząc z gałęzi na gałąź odziane w ciepłe piórka. Wyszukują ostatnich, pomarszczonych owoców jarzębiny.

Dotarła do Nowego Sektora, który osobiście podobał jej się najmniej. Zwłaszcza o tej porze roku, wszystko było już uwiędłe i tylko żywopłoty prezentowały jeszcze barwy zieleni. Reszta parku obleczona była w szarości i brązy. Ogrodnik szurał monotonnie badylastą miotłą po ścieżce, zgarniając podgniłe liście na trawnik. Spacerowiczów było niewielu. Chłód i szarość zniechęciły większość entuzjastów zieleni. Nawet wiewiórki spały pewnie głęboko w swoich dziuplach, na stercie żołędzi.
Przed sobą Vilanna zobaczyła dwóch rosłych mężczyzn, o postawnych figurach i długich blond włosach. Wyglądało na to, że pogrążeni są w rozmowie i nieco zafrasowani. Zbliżała się do nich, idąc z przeciwnej strony alejką. Im była bliżej, tym bardziej wydawali jej się niezwykli. Ich oręż, strój i głosy nie pasowały zdawały się obce. Z pewnością byli to podróżni.

Kiedy znalazła się na kilka kroków przed nimi, zwolniła jeszcze bardziej i z ciekawością podsłuchiwała ich mowę. Język twardy i głęboki, rosłe sylwetki i uzbrojenie jednego z nich wskazywało na lud z północy, nie mogła być tego jednak zupełnie pewna.

- Pozwólcie panowie, że ich przywitam w chwalebnym mieście Wolenvain - powiedziała miłym głosem, z dość wyraźną intonacją.
Powstrzymała chęć wykonania dworskiego ukłonu, bo nie godziłoby się to, gdyby okazali się najpospolitszymi wojakami. Choć ten z kosturem wyglądał na mędrca, to nie chciała ryzykować ukłonu przed kimś o nieznanym urodzeniu i powadze. Pamiętała, że jako przedstawicielka klasy rządzącej w Wolenvain jest wobec nich niejako gospodarzem.
- Zdajecie się panowie czegoś szukać. Może mogłabym okazać się pomocna. Moje imię brzmi Vilanna. Jestem żoną Karadawena z rodu Monero. Co więc sprowadza do nas dwoje podróżnych z dalekiego kraju?

Brała pod uwagę, że są roskvarami i trudno jej było nie żywić z tego powodu niechęci. Nie tak dawno zastępy jasnowłosych barbarzyńców stały u bram miasta i szturmowały je z godną skądinąd podziwu zaciekłością. Zresztą sama Vilanna miała osobiste powody, by czuć się pokrzywdzoną przez przedstawicieli ich rasy. Mimo to ukrywała swój żal głęboko i nie było można go poznać w lekkim, uprzejmym uśmiechu jaki wypogadzał jej wargi. Kochała się w sztuce dyplomacji i dobrze wiedziała, że podczas pertraktacji nawet stając oko w oko z dowódcą wrogiej armii na polu bitwy, należy zachować zimną krew i kalkulować słowa. W tym przypadku złość i pretensje niczego by jej nie dały, a rozmawiając uprzejmie mogła zyskać wiele. Poczynając od informacji, aż po dalszą znajomość i perspektywy zdobywania wiedzy o ich kraju i języku.

Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

04 paź 2014, 21:59

Ich rozmowę przerwał głos młodej kobiety, która nadchodziła z naprzeciwka. Kobiety… dziewczyny. Patrząc na takich jak ona Brefirrid przypominał sobie o swoim własnym brzemieniu lat. Ileż to czasu minęło, gdy był taki jak ona. No, może niedosłownie. Zapewne Vilanna, jak się przedstawiła, nie spędza większości swego czasu z toporem w dłoniach. On też już nie, od dawna.

Druid przeniósł swój wzrok na przemawiającą doń szlachciankę. Nie był kimś, kto rozeznawałby się w wysokich rodach, obyczajach i tak dalej. "Z rodu Monero" mówiło mu tyle, co nic. Mógł wywnioskować tyle, że albo jest to coś, czym warto się pochwalić, albo też taka panowała tutaj etykieta. Chociaż tyle, że tutejsze ptaki nie skrzeczą jaki ojciec je zrodził. Uśmiechnął się blado w jej stronę myśląc, że on i Hark wypadają raczej pod tym względem marnie. Ot, prości ludzie. Bez długich tytułów, bez górnolotnego języka, jakim ona przemawiała. Bez niczego, co ci wszyscy ludzie cenili, a co było im tak niepotrzebne.

- Witaj, Vilanno – ozwał się ze swym ostrym, roskvarskim akcentem i skinął kobiecie głową.

- Nazywam się Brefirrid, a mój przyjaciel – gestem dłoni wskazał Grada – To Harkvinnar, zwany też Gradem z Północy – przerwał na chwilę nim odpowiedział na kolejne pytanie. Wścibsko nieco było pytać tak z miejsca o cel ich podróży, jednak nie mógł winić młodej krwi za należną jej ciekawość. Wyglądało na to, iż ich rozmówczyni przechadza się sama. Jej ubiór odstawał raczej od tego, co widzieli prując przez miasto. Był bogaty, barwny. Bogatszy niż tego pijanego awanturnika, któremu Harkvinnar sprał mordę. Skonsternowało to nieco Brefirrida, mimo faktu, iż tylko utwierdziło go, że ma do czynienia z kimś bogatym. Nie miał wiele kontaktu z tak zwaną "szlachtą" na Północy, właściwie nie miał praktycznie żadnego. Zresztą, wyglądało na to, iż w Autonomii cała ta sprawa z bogatymi i biedniejszymi jest jeszcze głębsza. Nie miał pojęcia, czy powinien zachowywać się w jakiś szczególny sposób. A nawet jeśli, to raczej nie miał zamiaru. Wiedział tyle, ile mogli się dowiedzieć w trakcie ich podróży przez Autonomię. Co prawda wielu chłopów łatwo było pociągnąć za język, jednak też ten język ich plótł co tylko przyszło im do głowy, a nawet nieobeznany w tych ludziach Brefirrid mógł to dostrzec. Pomyśleć, jakie tutaj wszystko było inne, zmienione przez człowieka, która swoją dłonią miażdżył i przelewał krew, aby potem budować według własnej zachcianki. Bardziej nawet niźli na Północy.

- Szukamy… przyjaciela, który wybrał się tutaj dawno temu. Może słyszałaś o nim. Zwał się Heodren. Wysoki mąż, odziany w wilcze futro – opisał pokrótce poszukiwanego przez nich mężczyznę.

Nie starał się budować wokół siebie jakichś pozorów, czy wdawać się w gierki. Nie było to zwyczajem wśród większości północnych ludzi, a on sam był zresztą na takie rzeczy za stary. Sprawiał takie wrażenie, jakie sprawiał, nie próbował tego zmieniać. Bref wiedział, że i tak zdawał się łagodniejszy niż większość jego północnych pobratymców… przynajmniej z jednej strony.

- Nie znamy miasta… właściwie to nie znamy kraju. Trudno nam przychodzi odnalezienie go.

Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

05 paź 2014, 08:50

Właściwie nie wiedział, jak się zachować. Była w kwiecie wieku, niezwykle urodziwa, o jasnej cerze i zadbanych włosach. Harkvinnar nie miał pojęcia, czy uznaliby ją tutaj za wyjątkowo przeciętną czy za wyjątkowo piękną. Dla niego była kimś z kompletnie innego świata, kimś, kogo nawet nie próbował zrozumieć. Potraktował jej pojawienie się niemalże jako zjawisko nadprzyrodzone, wolę bogów. Vilanna, bo tak się przedstawiła, miała czas na dbanie o siebie, cyzelowanie wymowy i ubieranie tych wszystkich wymyślnych ciuszków. Takie podejście do życia było Gradowi całkowicie obce. Równie dobrze mógłby teraz stać przed husadriksją. Owszem, słyszał, że nawet w Wysokim Hodgerdzie szlachetnie urodzone pannice nie mogły narzekać na brak luksusów, ale jednak klimat robił swoje. Ludzie żyli blisko, pomagali sobie i często nawet wychowywali razem swoje własne dzieci. Tutaj władcy, ich kobiety, dzieci i przyboczni zajmowali się ponoć głownie intrygami, wieszaniem elfów i politykowaniem. Wedle Harka, skoro mieli czas o tym myśleć, w kraju brakowało wojny.

Choć zwyczaje Autonomii Wolenvain były mu obce, liznął trochę języka i posłuchał kilku opowieści. Tym bardziej zaskoczyło go, że ktoś taki, jak pani Monero, zdecydował się do nich podejść. Nazwała ich nawet "panami". Na to niespodziewane wyniesienie ponad stan Harkvinnar aż zdjął hełm i wyprostował się, przyciskając go do swego boku. Gry Brefirrid go przedstawił, roskvar skłonił głowę, nie będąc pewnym, czy robi to poprawnie. Jego dotychczasowe kontakty ze szlachtą ograniczały się do przyjmowania rozkazów na polu bitwy. Rozważał, czy powinien przyklęknąć i przycisnąć pięść do serca, ale ostatecznie zrezygnował. Dziewoja zachowywała się niefrasobliwie, więc i on postanowił nieco się rozluźnić. Na postanowieniach się niestety skończyło. Może wobec przyjezdnych nie obowiązywała t żadna etykieta. Może wzięła ich za przedstawicielstwo kogoś bardziej istotnego. Może przyszła z poselstwem od Heodrena. A może była zwyczajnie głupia, stając naprzeciw dwóch wielkich jak szafy jegomości, z których każdy sprawiał wrażenie, jakby mógł z łatwością przełamać ją w pół. Grunt, że prawie nie dała po sobie odczuć, że stoi znacznie wyżej w hierarchii społecznej. Gdyby nie brak siniaków, piękna buźka, czyste ubranie, gładka mowa, długie nogi, roziskrzone oczy, sposób, w jaki wymawiała słowo "dwoje" i nieopuchnięte powieki, mogłaby uchodzić za kogoś równego im. Kompletnie nie było się czym przejmować.

Była sama, ale to wrażenie mogło okazać się złudne. Niechybnie za którymś z drzewek upijał się tym tutejszym okropnym miodem jej mąż z całą świtą i zaraz ją stąd zabiorą. Lepiej było jej nie dotykać. Ręce Grad miał zresztą brudne. Bałby się, że ją popsuje, a popsute szlachcianki zwykle oznaczały kłopoty. Odchrząknął więc, nie zmieniając postawy i dziękując w duchu Harstorrowi za to, że przynajmniej druid nie zapomniał języka w gębie. Jego zwyczaje ludzi kompletnie nie obchodziły, żył w dziczy i wszystkich traktował po równo. Przełamując pierwsze lody zapewne podpisał na siebie wyrok. Hark rozejrzał się, czy przypadkiem nie ma w pobliżu straży miejskiej. Draby znalazłby idealny powód do pobicia i ograbienia ich, gdyby tylko dostrzegli, że zakłócają spokój jakiejś szlachcianki.

W tym wszystkim niemal można było nie zauważyć, że Harkvinnar stoi z lekko rozchylonymi ustami i wpatruje się w Vilannę jak w malowanie. Spuścił wzrok o wiele później, niż można to było uznać za stosowne, niezależnie od tego, jakich reguł się przestrzegało. Bardzo go nagle zainteresował kształt jego własnych butów. Zastanawiało go, jak daleko poniosą go w ucieczce przed ewentualną pogonią wszystkich tych żądnych sławy zabicia roskvara rycerzyków występujących w obronie damy. Czuł się brudny. Liczył na to, że Brefirrid odpowiednio pociągnie rozmowę. Już sprowadził ją na tory, które mogły dać roskvarom pewną korzyść. Może pani Monero wiedziała coś o zaginionym księciu Północy? Grad czekał na rozwój sytuacji, rozglądając się ukradkiem w poszukiwaniu miejsc, w których łatwo można byłoby rozpocząć ucieczkę. Nie był człekiem bojaźliwym, ale co innego mógł zrobić wobec czegoś, czego kompletnie nie był w stanie objąć umysłem? Żaden mąż nie był w stanie pozbawić go ducha, a śmierci patrzył w oczy z butą, ale kobiet nie rozumiał – szczególnie takich, które mówiły za siebie i były na tyle uczone, żeby robić to dobrze.

Awatar użytkownika
Vilanna Monero
Posty: 16
Rejestracja: 15 wrz 2014, 20:34
Lokalizacja postaci: Nowy Sektor
GG: 41740690
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50004#50004

06 paź 2014, 00:02

Rozmowa toczyła się powoli, właściwym nurtem. Wymiana grzeczności, a następnie przejście do konkretów podobały się Vilannie. Oszczędne gesty mężczyzn znalazły u niej zrozumienie. Przyjęła je jako wyraz ogłady, a przynajmniej takich starań. Było to miłe i pozwalało słabemu uśmiechowi nie zniknąć z jej warg. Nie był to całkiem sztuczny uśmiech, ale można by rzecz "wystarany". Toczyła w sobie małą wojnę w której dawne lęki i gorycz ścierały się z rozsądkiem i serdecznym nastawieniem do ludzi.
Brefirrid potwierdził jej przypuszczenia, że przybywają z Hodgerdu. Daleka droga odcisnęła na nich z pewnością swoje piętno. Przyjrzała się mężczyznom jeszcze wnikliwiej, starając się odgadnąć jak długi czas bawią już w Wolenvain.

Kwestia poszukiwań niejakiego Heodren jawiła się Vilannie jako mocno problematyczna. Pierwsza nasuwająca się wątpliwość dotyczyła określania czasu w jakim miał on przebywać w Wolenvain. Roskvar powiedział "dwano temu". Dawno temu mogło oznaczać daleką przeszłość, a w okresie od tego czasu poszukiwany mógł już opuścić Autonomię.

- Mówicie, że przyjaciel wasz przybył tutaj dawno. Zgaduję, że z tej podróży nie powrócił, co nie musi jednak oznaczać, że tu pozostał. Gdyby znany był mi cel jego pobytu, mogłabym wskazać wam miejsca gdzie prawdopodobnie Heodren osiągnąłby swój cel bądź gdzie próbowałby to zrobić.
Vilanna podniosła palec do ust i na jedno uderzenie serca oparła go o dolną wargę w geście zastanowienia. jej oczy zboczyły z mężczyzny, a wzrok powędrował między uwiędłe rabatki.
- Właściwie tylko raz słyszałam opowieść o człowieku z Północy, który zapisał się w pamięci mieszkańców Twierdzy w ostatnich latach. Niestety nie znam jego imienia… – znów zrobiła pauzę, zbierając myśli. Dłonie schowała pod płaszcz i zaciągnęła jego poły na siebie. Wiatr był chwilami mocny i przenikał wierzchnią warstwę odzienia. Policzki Vilanny zdążyły się już zaczerwienić od zimna. Wróciła wzrokiem do Brefirrida.
- Niestety ten ktoś złamał tutejsze prawo i został osadzony w Pałacu Sprawiedliwości. Zginął podczas próby ucieczki. Mówiono, że to był jakiś podstęp. Ktoś był przebrany… Grupa ludzi, próbowała opuścić lochy z fałszywym strażnikiem, albo coś podobnego…
Im dłużej o tym myślała, tym więcej przypominała sobie szczegółów. W końcu jednak doszła do granicy za którą wszystko się zamazywało i traciła pewność nawet co do tego, co już powiedziała.
- Tylko tyle pamiętam. Mam nadzieję, że nie był to wasz przyjaciel, bo gdyby tak było musielibyście panowie szukać go na łonie waszych bogów lub przodków.

Na miejscu mężczyzn sprawdziłaby ten trop. Chociażby po to ,by się upewnić czy ważnej dla niej osoby nie spotkał taki los. W tym przypadku zarówno potwierdzenie jak i zaprzeczenie przynosiło korzyści. Jeśli to byłby on, znaliby odpowiedź na swoje pytania. Jeśli nie, przynajmniej z dużym prawdopodobieństwem wykluczyliby najgorsze.

Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

08 paź 2014, 21:35

Brefirrid przystanął, wsłuchując się w słowa szlachcianki. Mówiła dużo i szybko, szczęśliwie oszczędziła sobie tym razem podniosłych słów, więc też druid nie miał problemów ze złapaniem w lot jej wypowiedzi. Trzeba przyznać, że był zadowolony z tego, że tak dobrze udawało mu się pojmować Wolną Mowę, mimo iż dopiero z ich przybyciem do Autonomii miał z nią prawdziwy, stały kontakt. Może i był stary, ale trzymał się doskonale. Długie lata jeszcze przed nim. Gorzej może być z jego jednookim przyjacielem.

Przytakiwał jedynie co jakiś czas, aby też rozmówczyni nie posądziła go o to, że zupełnie jej nie słucha. Kątem oka patrzył na Harkvinnara, który zdawał się nie do końca być pewnym co się dzieje. Zdjął hełm, stał jakiś taki… niepewny. Wyglądało na to, że napotkana kobieta kompletnie rozbroiła tego, nie byle jakiego przecież, wojownika. Pierwszy raz od kiedy rozpoczęli wspólną podróż widział swojego towarzysza tak spiętym. Może on sam też powinien się bardziej przejmować? Może Grad zauważył coś, na co on w ogóle nie zwrócił uwagi? Cóż, miał się zapewne dowiedzieć o tym dopiero później.

- Pałacu Sprawiedliwości? – wymruczał jedynie niczym papuga, kiedy dziewczyna skończyła mówić. Takie nazwy zupełnie nic mu nie mówiły, nie znał tego miasta. Szlachcianka posługiwała się nimi z wyraźną swobodą, ewidentnie doskonale zdawała sobie sprawę o czym mówi, jednak w jego odczuciu były to tylko puste dźwięki. Nie kojarzył ich z żadnym miejscem, niczym konkretnym. O ile nietrudno było się domyślić, że twierdza to jakaś warowna część miasta, którą pewnie odróżnią od razu, jak tylko na nią trafią, to Pałac Sprawiedliwości… Tak mówiono na jakieś tutejsze więzienie? Gdzie ono było, gdzieś przy murach? Może je ominęli w podróży?

- Dziękuję, Vilanno. Nie wiesz może gdzie znajdziemy kogoś, kto będzie wiedział coś więcej o tym mężczyźnie? – dodał zaraz po tym, przypominając sobie o tym, iż wypadałoby okazać chociaż trochę wdzięczności za te informacje. Jeśli już mieli jakikolwiek trop, to uważał, iż warto go podjąć.

Przy okazji zerknął na Harkvinnara pytająco, chcąc dowiedzieć się co też wojownik o tym wszystkim myśli. Martwiło go trochę jakie wrażenie zrobi na jego pobratymcu perspektywa tego, że Heodren mógłby być martwy. Ta podróż okazałaby się wtedy kompletnie bezcelowa, a sam buntownik pewnie nie wiedziałby nawet co ma ze sobą w tej sytuacji zrobić. Byle tylko nic głupiego.

Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

10 paź 2014, 11:00

Dziwnym trafem napotkana przypadkowo szlachecka dziewoja zdawała się wiedzieć coś o sprawie, jaka przygnała roskvarów do niegościnnej Autonomii. Spięty Harkvinnar starał się dokładnie pojąć, o co chodzi Vilannie, ale nie znał niektórych słów, jakimi się posługiwała. Nazwy własne też były mu obce. Zrozumiał jednak tyle, żeby podziękować bogom za taki zbieg okoliczności. Jakiś mąż z Północy, osadzony, pewnie czekający na sąd… Czyli możny. Byle plebeja nie zwykło się umieszczać w więzieniu, żeby zajmował miejsce i jadł z kiesy miasta. Nie było z czego go odrzeć, bo też niczego też nie miał. Na możnego można było nałożyć duże kary – szczególnie na księcia. Smakowity kąsek, o ile pozostanie żywy. Może porwali Heodrena i chcieli go sprzedać za okupem?

Słowa o śmierci tegoż męża podczas ucieczki kompletnie do Harka nie dotarły, a dopytać się bał. Zresztą, nie obchodziły go. Spadkobierca Tronów Hodgerdu na pewno nie zginął, więc informację o tym Grad wziął za jeden z ozdobników, jakie uwielbiała w mowie Vilanna. Zagłuszył ich prawdziwe znaczenie, nie dopuszczając do siebie jakichkolwiek czarnych myśli. Przyszło mu łatwo, bo mógł zasłonić się nieznajomością języka. Po prawdzie to serce podskoczyło mu do gardła, ale starał się tego nie okazywać. Nawet przed sobą.

Grad po prostu nie dopuszczał do siebie myśli, że może chodzić o kogoś innego. Chciał widzieć swego bohatera w słowach pani Monero, więc widział go doskonale – nieważne, o kim mówiła w rzeczywistości. Nadto: widział go żywego. Wedle niego nie było trzeba więcej dowodów. Fraen siedział w tym całym Pałacu Sprawiedliwości i trzeba było się do niego dostać. Chociaż Hark pewien był, że akcja dywersyjna jest dlań niewykonalna, wiedział już przynajmniej, gdzie szukać. Nabrał powietrza i powiedział coś, ale słowa nie poukładały się i w efekcie brzmiało to jak dziwne połączenie języka północy i Wolnej Mowy. Sapnął z gniewem i spróbował jeszcze raz. Powoli.

– Gdzie jest Pałac? – zapytał krótko, chcąc oszczędzić sobie pośmiewiska wywołanego niezbyt dobrą znajomością tutejszego języka. Co do Twierdzy, to był w stanie domyślić się, że chodzi o górujący nad miastem, wbudowany weń na dziwną modłę zamek. Wiedział, że prawdopodobnie jest zbyt bezpośredni i właściwie nie zasłużył sobie na odpowiedź, ale kwestia Heodrena była paląca. Musiał wiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się książę, a następnie spróbować się z nim spotkać. Tylko to gwarantowało, że nikt go nie oszukuje. Na Północy ludzie cenili sobie prawdomówność, wiedząc, że kłam prędzej czy później wyjdzie na jaw, rzutując na interesy i opinię – ta była zaś najważniejsza. Bez dobrej opinii nie dało się dojść do niczego, a i o sztylet w piersi było łatwo. Autonomia Wolenvain wydawała się jednak inna pod każdym względem i nie można było ryzykować. Ewentualną śmierć Fraena ze swych myśli kompletnie wyrzucił, co sprawiło, że nieco się uspokoił. Nie uwierzy w nic, dopóki nie pokażą mu ciała. Tak przynajmniej postanowił.

Awatar użytkownika
Vilanna Monero
Posty: 16
Rejestracja: 15 wrz 2014, 20:34
Lokalizacja postaci: Nowy Sektor
GG: 41740690
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50004#50004

10 paź 2014, 22:55

Dopóki spacerowała, było jej dość ciepło, ale kiedy tak stali w miejscu Vilanna zaczęła marznąć. Poprawiła osuwającą się z głowy chustę i schowała dłonie pod płaszcz. Trącane zimnym powiewem, kosmyki wydostały się spod kapturka i łaskotały jej zaczerwieniony policzek. Sukienka wychyliła się na jedną stronę i falowała jak poruszana wiatrem chorągiew.
Vilanna troskliwym spojrzeniem oglądała reakcję mężczyzn. W ich zachowaniu i rysach było coś, co sprawiło że poczuła się winna. Zasmuciła się. Powinna przewidzieć, że śmierć przyjaciela jest trudną do przyjęcia wiadomością i nie przedstawiać tej możliwości tak niefrasobliwie. Tym bardziej postanowiła, że pomoże im pozbyć się niepokoju jaki zasiała w ich sercach.

Zauważyła, że posługują się Wolną Mową znacznie słabiej niż początkowo sądziła. Chociaż to dostrzegła, w jej oczach nie było pogardy ani rozbawienia. Brak wprawy w posługiwaniu się obcym językiem był czymś całkowicie zrozumiałym. Wyobrażała sobie, jak sama próbowałaby dogadać się w obcym kraju i wtedy łatwo jej było nie tylko rozumieć roskvarów, ale także w pewien sposób podziwiać ich odwagę.

Spróbowała mówić wolniej i prostszymi słowami. Tym razem najpierw udzieliła odpowiedzi Harkvinnarowi.
- Pałac Sprawiedliwości jest w Twierdzy, a Twierdza jest tam. – Wskazała wyciągniętym palcem mury i górujące nad nimi kamienne ściany baszt. – To siedziba naszych królów. Zamek wzniesiony na gruzach elfiego miasta. – Ledwo się powstrzymała, by nie dodać, że niejednokrotnie szturmowany przez armię z Północy. Zamiast tego dodała. - Wolenwain strzeże swojego dziedzictwa, dlatego bronią nas grube mury i rycerstwo. Niełatwo jest się tam dostać nie będąc wysoko urodzonym. Na Zamek wchodzi tylko szlachta, ich rodziny i służba. Także goście, jeśli zostaną przez nich zaproszeni oraz więźniowie, których będzie się sądzić. Tych właśnie umieszcza się w lochach.
Znów się rozgadała, nie zauważając tego nawet. Dopiero jak spojrzała na Brefirrida, przypomniała sobie o jego pytaniu.
- Trzeba by znaleźć kogoś, kto był przy pojmaniu tamtego więźnia lub przy jego ucieczce. Ja widuję tylko strażników pałacowych, ale wiem gdzie mieszczą się lochy i kto mógłby wiedzieć więcej o tej historii. Strażą w Pałacu dowodzi Sadwik Tanrach. Myślę, że wiem gdzie mogłabym go znaleźć i dowiedzieć się kto sprawuje pieczę nad lochami. Następnie można by się do niego udać…
Powstrzymała dalsze snucie głośnych planów, bo uświadomiła sobie, że przecież ona nie będzie w stanie rozpoznać czy chodzi o owego Heodrena czy też nie, a wprowadzenie dwojga roskvarów do Zamku było niemalże niewykonalne, gdyby próbowała dokonać tego sama.
Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

14 paź 2014, 22:35

Stał bezradnie patrząc na Vilannę i słuchając kolejnych wypowiadanych przez nią słów. Im więcej ona mówiła, tym mocniej druid marszczył brwi. W końcu uniosły się one, a wyraz jego twarzy jasno sugerował niepewność i nieco zagubienia. Mówiła szybko, dużo, nie do końca rzeczowo. Ozdabiając swoją wypowiedź w różnego rodzaju wywody, które niewiele mu pomagały. Oczywiście rozumiał. Jakże miałby nie rozumieć tyle lat spędzając na nauce tutejszego języka. Ale cóż mu z tego zrozumienia przychodziło.

Druid uśmiechnął się blado, po czym pokręcił jedynie głową. Chłodny wiatr bawił się jego brodą, jednak sam roskvar nie zwracał uwagi na zimno. Północ go pod tym względem zahartowała, nie obawiał się chłodu jaki może przynieść tutejsza zima. Nie dorówna północnej zamieci.

- Dziękuję ci za pomocne słowa, Vilanno. Ale nie jesteśmy szlachcicami. Nie jesteśmy nawet stąd. Twoi pobratymcy zapewne nie zechcą nas wpuścić. Może… – spojrzał na Harkvinnara, niepewien czy nie chce czegoś dodać od siebie. Jego towarzysz chciał działać szybko, nie myślał o tym co może stanąć na jego drodze. Brefirrid nie chciał, aby zawiodło to Grada do lochów podobnie jak zawiodło wspominanego przez kobietę roskvara.

- … może moglibyśmy poprosić o rozmowę kogokolwiek, kto wie konkrety na ten temat? Czy w waszych stronach wysoko urodzeni przyjmują takich prostych gości? – zapytał, chwytając się jedynego ich tropu, jakim były dawny więzień tego miasta. Choć druid nie był pewien, czy aby na pewno chcą poznać szczegóły. Hark co prawda przełknął te wszystkie informacje nad wyraz gładko. Czyżby nie zrozumiał? Niemożliwe. Zadziwiające, że z takim spokojem i determinacją przyjął możliwość śmierci Heodrena. Bref powstrzymał chęć, aby przyjrzeć się dokładnie przyjacielowi.

Awatar użytkownika
Vilanna Monero
Posty: 16
Rejestracja: 15 wrz 2014, 20:34
Lokalizacja postaci: Nowy Sektor
GG: 41740690
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50004#50004

20 paź 2014, 18:30

Brwi Vilanny zeszły się ku sobie. Dziewczyna wyglądała na mocno zamyśloną przez trzy kolejne oddechy. Wpatrywała się w druida, ale w taki sposób jakby był przezroczysty. Kiedy zaczęła znów mówić, jej oczy nabrały widzącego wyrazu, a spojrzenie wróciło do oczu mężczyzny.
- Niestety nie. Bez stosownego zaproszenia i eskorty nie uda wam się tam wejść. Nawet gdyby się udało, to nie sądzę by pan Sadwik chciał z wami rozmawiać. Przybywacie w swojej prywatnej sprawie, która w dodatku dotyczy przestępcy. Ta sprawa ma zbyt małą ważność dla tutejszych lordów, żeby ktoś chciał się nią bezinteresownie zajmować.
Była gotowa sama iść do dowódcy straży i prosić. Najpierw o przyjęcie roskvarów, a jeśli to by się nie udało, to choćby o udzielenie informacji o byłym więźniu. Już miała powiedzieć, że deklaruje pomoc i że spotka się z nimi jutrzejszego dnia i przekaże co udało jej się dowiedzieć, gdy wpadła na nowy pomysł.
- A gdybyście tak dodali do swojej opowieści coś atrakcyjnego? – zasugerowała nieśmiało. - Na przykład to, że ów wasz przyjaciel miał przy sobie pierścień, który otwiera jakiś grobowiec ze skarbcem… Jestem przekonana, że wtedy poszukiwania jego, lub miejsca jego pochówku przebiegłyby znacznie szybciej.
Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

22 paź 2014, 20:44

Brefirrid zmarszczył brwi wbijając spojrzenie swoich niebieskich oczu. Można by rzec, iż surowe spojrzenie. Z jego ust nie zszedł jednak blady, nieco pobłażliwy uśmiech, który wykwitł na nich gdzieś w połowie rozmowy ze szlachcianką. W jego oczach nadal była jeszcze niemal dzieckiem. Niewątpliwie wychowała się w zupełnie innym świecie niż ten znany druidowi, jednak był to świat, którego on nie uważał za realny. Nie można przez całe życie kulić się za murami. Prawdziwy świat czeka poza nimi. Prawdziwy świat to puszcze, pola, szczyty wysokich gór. A je znał doskonale.

- Dlaczego mielibyśmy sięgać po takie oszustwa? Skoro twoi pobratymcy są na tyle chciwi, by taka wieść coś zmieniła, to zapewne po prostu zaczną na własną rękę szukać pierścienia, a nas zignorują – odparł, nie rozumiejąc jaką też korzyść miało przynieść im takie kłamstwo. Przecież nikt nie pokaże im zwłok tamtego mężczyzny tylko dlatego, że Heodren rzekomo miał mieć jakiś pierścień. Jeśli skazali go na śmierć, to należące do niego rzeczy niewątpliwie nadal gdzieś leżą. Jakiż to problem poszukać wśród nich błyskotki?

Czy takie właśnie było Wolenvain? Czy tacy ludzie w nim żyli? Dwulicowi, sięgający po kłamstewka przy każdej możliwej okazji po to, aby przynieść sobie korzyści? Czy szczerość nic w tym mieście nie znaczyła? Czy ci ludzie nie chcieli pomagać sobie wzajemnie, budować relacji, żyć razem? Te myśli przygnębiły Brefa. Wyglądało na to, że spotkali to, czego się obawiał – miejsce zgoła odmienne od ich rodzimych ziem. Co prawda nie był bywalcem północnych zamków, jednak nawet i on potrafił dostrzec, że jest tutaj inaczej. Kraina jeszcze bardziej wypaczona, pełna ludzi o fałszywych sercach. Wyrzucał swym pobratymcom ich styl życia. Może niesłusznie, może należało zacząć od takich miejsc jak to. Równie dalekich od Natury, co księżyc od słońca. Z drugiej strony, przecież ta młoda dziewczyna nie wyglądała na kogoś takiego. Zachowywała się jakby chciała im pomóc. Czy to też robiła dla jakiejś własnej korzyści?

Brefirrid spojrzał w bok ogarniając wzrokiem otaczające ich rośliny. Bezcelową siłą zmuszone do trzymania się narzuconych reguł, rośnięcia tak jak się im nakaże. Reguł, których nigdy nie przyjęły własną wolą. Wyrywane, przycinane, ranione.

Jego wzrok spotkał ptasie oko. Mężczyzna zatrzymał spojrzenie na siedzącym nieopodal kruku, który nieprzejęty niczym wygładzał swoje pióra. Brefirrid wyszeptał kilka staropółnocnych słów. Mimo ostrych, krótkich wyrazów obecnych w tym dialekcie zabrzmiały one ciepło, wręcz miło dla ucha. Kruk przechylił swój łeb i zaskrzeczał w odpowiedzi. Druid zaśmiał się krótko.

- Dobrze, że chociaż ptaki są tutaj takie, jak wszędzie – wymamrotał.

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Rejestracja · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52108
Liczba tematów: 2967
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.