Nowy Sektor

Znajdujący się w północno-zachodniej części Wolenvain teren mieszczący wiele urokliwych zakątków, ale również świątyń i cmentarzy. Najbardziej rzuca się w oczy Pierwsza Katedra Świątyni Światła położona niemal przy samym rynku miejskim.
Awatar użytkownika
Elathorn
Posty: 551
Rejestracja: 07 wrz 2011, 16:49
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=667

Nowy Sektor

17 wrz 2011, 15:38

Obrazek

Druga z dwóch głównych części Jaśminowego Parku (obok starego sektora, który został zaniedbany) jest jego reprezentacyjną częścią. Jest to spory obszar, podzielony na podsektory najróżniejszych kwiatów, które od ścieżki oddzielone są niskim żywopłotem. Z roślinności należy tu wymienić rozmaite krzewy oraz dużą ilość drzew (chociaż niektóre sektory są ich pozbawione, dzięki czemu są nasłonecznione). Niektóre podsektory zamiast kwiatów, w środku wypełnione są wodą, tworząc rozmaite oczka wodne, wypełnione kolorowymi rybami a często także pięknymi roślinami, które upodobały sobie takie a nie inne miejsce.
W dzień nowy sektor jest przeważnie zapełniony przez masę spacerujących i odpoczywających ludzi. Cele ich przybycia są rozmaite – od zwykłej zabawy wśród dzieci, przez romantyczny spacer po zwykłą chęć odpoczęcia na łonie natury. Natomiast w nocy cały sektor przeważnie pustoszeje, jednak wciąż jest otwarty dla tych, którzy preferują samotność i ciemność.

***

Noc. Zostawiając Szkiełka w jakieś dobrze wyglądającej stajni, Elathorn nie czuł senności, ani odrobinę. Chciał pochłonąć wiedzę zawartej w trzymanej, dosyć grubej księdze, dotyczącej zaklinania. Potrzebował jednak do tego spokoju oraz światła – a w nocy te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczały. Chyba, że użyć magii. Tylko dzięki swoim umiejętnością Elathorn nie zgubił się w ciemnym o tej porze parku – gdyby nie mała lampa oliwna otoczona lodem, stworzonym przez czarodzieja. Co więcej, lód ten poddany był drugiemu zaklęciu, dzięki czemu światło wzmacniało się. Po kilku minutach drogi, Elathorn znalazł ławeczkę na odsłoniętym terenie, gdzie padały promienie odbite przez księżyc. Postawił lampkę na oparciu i otworzył księgę. Światła było na tyle, by czytać wygodnie. Uśmiechnął się lekko i pogrążył w lekturze.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

04 maja 2013, 18:55

// Zawsze pod górkę. Jakie to urocze. Oj tam, da się radę.

Zauważyła, że mag znów zamilkł. Podejrzewała, że dyskutuje ze swoją partnerką. Czuła się dziwnie nieswojo, jakby nagle ogłuchła. To dlatego czarownica zawsze przestrzegała ją przed jawnym okazywaniem prowadzenia telepatycznej rozmowy. Cóż. Przemknęło jej przez myśl pytanie, czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczai. Raczej tak. Bardziej martwiło ją, jak Rinej przyjmie do wiadomości fakt, że od tej pory będzie podróżowała z nimi, to jest, z nią i Darrianem. Nie była zbyt chętna wysłuchiwania wrednych uwag drogą telepatyczną, jednak niewiele mogłaby poradzić, jeśli taka sytuacja by nastała.
Przestała zaprzątać tym sobie głowę – jej nowy towarzysz zwrócił bowiem uwagę na problem nieco bardziej w tej chwili zajmujący, aktualny. Ani ona, ani mężczyzna nie mieli własnej posiadłości. Normalnie wynajęłaby jakiś mały pokoik lub przespała noc w czyjejś stodole, jednakże, druga osoba ewidentnie to komplikowała – nie wiedziała, do czego mag przywykł, więc postanowiła przekazać mu dowodzenie i dostosować się do jego wymagań. Nie ma co komplikować wszystkiego na samym starcie, przemknęło jej przez myśl.
Tak. Nocleg. Faktycznie – była lekko rozkojarzona, przez co odpowiadała pojedynczymi słowami. Zirytowana sama na siebie, zamilkła na chwilę, po czym powtórzyła, tonem zdecydowanym, sklecając pełne zdanie.
Fakt, najpierw trzeba najpierw znaleźć miejsce na nocleg. Mi jest to obojętne, mogę spać gdziekolwiek, także panu pozostawię podjęcie decyzji – powiedziała, dalej lekko uśmiechnięta. Sprawy układały się całkiem pomyślnie – wreszcie znalazła nauczyciela. Miała nadzieję, że naprawdę jest on zdolny przekazać jej jako-taką wiedzę.
Ahm, tak. Jedyny warunek to oddzielne łóżka, cokolwiek. Proszę – liczyła, że Darrian nie zignoruje tej małej sugestii, koniec końców, jemu też byłoby to bardziej na rękę.
Jeszcze jedno. Mogę panu mówić po imieniu? Będzie to o wiele praktyczniejsze.
Miała nadzieję że ze swoją prośbą nie wychodzi na niekulturalną – po prostu, według niej podczas współpracy oficjalny ton będzie najzwyczajniej w świecie niewygodny. Wzruszyła lekko ramionami. Nie odwoła wypowiedzianych słów, więc pozostało czekać na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

05 maja 2013, 11:15

Gdyby Alia była w stanie zobaczyć to, co działo się w myślach Rinej, najpewniej uciekłaby jak najdalej. Co prawda do zamiarów Darriana nie należało spanie Z Alią, ale sama myśl, że mógłby się do czegoś tak bezczelnego posunąć sprawiła, że Wiedźma miała ochotę znowu wyrwać las z ziemi i skierować go w czyjąś stronę, najlepiej dziewczyny, która przez nimi stała. Oczywiście najbardziej cierpiał na tym sam Pół-elf, gdyż stał na linii ognia, w razie gdyby do czegoś doszło i to on musiał znosić fochy i brak kooperacji.
– Możesz się z łaski swojej uspokoić? Do. Niczego. Nie. Dojdzie. – Próbował ją doprowadzić do ładu, zapewniając, że nie planuje wprowadzać jej obaw w życie. Zaczynał powoli żałować, że Rinej się znowu odzywała, acz miał już gotowy plan uciszenia jej na dobre w tej sprawie, który wcieli w życie, kiedy znajdą się już pod dachem.
– A spróbowałbyś. Tak bym cie załatwiła, że więcej byś nie obejrzał się nawet za kimś innym. – Odpowiedziała pewnym siebie tonem, dając do zrozumienia, że nie żartowała i naprawdę mogła mu przykrzyć życie, gdyby chciała. Trochę było w tym oczywiście przesady, jak zwykle z resztą, ale Darrian zostawił to bez komentarza, dla świętego spokoju.
- Nie widzę przeszkód w przejściu na ty. – Zaczął w realnym świecie, lekko rozbawiony rozkojarzeniem Alii, kiedy przypomniał jej o tym, że zapada noc. Różnica wieku między nimi nie była tak duża, ale z jakiegoś powodu patrzył na nią trochę jak na dziecko. – Możemy wrócić do Linoskoczka, wynajmują tam pokoje. Najuczciwiej chyba będzie się zrzucić po połowie. – Dodał, przedstawiając jego koncepcję na znalezienie noclegu. Co do kosztów, w końcu teoretycznie byli towarzyszami na równych prawach, jego pomysł był najbardziej adekwatny, poza tym jedna noc nie powinna ich kosztować jakichś kroci. – Chodźmy zatem. Proponuję żebyś ty rozmawiała z oberżystą, z racji płci trochę łatwiej będzie ci może coś wynegocjować. W razie czego namieszam mu coś w głowie, jeśli będzie sobie za dużo liczyć. – Skończył radą co do zdobycia pokoju i skierował się w stronę, z której przyszli wraz z fizycznie obecną towarzyszką i drugą w swojej głowie, niezbyt zadowoloną. W pierwszej chwili chciał powiedzieć coś w stylu "ładna dziewczyna" zamiast "z racji płci" ale Rinej by go chyba brutalnie zamordowała za to.

z/t x2
Awatar użytkownika
Trymorian
Posty: 25
Rejestracja: 09 cze 2012, 20:47
GG: 43454661
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2029

15 lip 2013, 23:28

Trymorian z powodzeniem dotarł do Wolenvain.

Wydawać by się mogło, że sytuacja na trakcie skończy się niezbyt przyjemnie zarówno dla tajemniczej kobiety, jak i dla zakapturzonego podróżnika. Któż wie co przyszłoby do głowy zbierającym się tam śmiertelnikom powołującym na jakieś mało znane Trymorianowi osobistości. Nie zaprzątając sobie więcej głowy niepotrzebnymi rozmyślaniami jaszczur powędrował w stronę Jaśminowego Parku, do którego poprowadził go drogowskaz umiejscowiony kilka kroków od bramy. Gad kojarzył skądś słowo "park", choć w tej chwili nie mógł przypomnieć sobie dokładnego znaczenia tegoż wyrazu. Udał się tam jednak z nadzieją, że będzie mógł odpocząć i oczyścić umysł po dzisiejszych wydarzeniach. Ledwie grupka ludzi wystarczyła by zepsuć mu cały dzień, dlatego też postanowił, przynajmniej chwilowo, trzymać się z dala od przedstawicieli tej jakże męczącej rasy.

Droga do Jaśminowego Parku nie była długa, toteż wędrowiec szybko znalazł się na miejscu.

Z racji na późną porę trasę oświetlały mu latarnie, choć i te wydawały się być zbędne z uwagi na wytężony, gadzi wzrok. Trymorian miał szczęście nie spotkać żadnej żywej istoty na swej drodze. Musiał więc skorzystać z tej chwili, bowiem wkrótce będzie zmuszony z nimi współpracować by cokolwiek osiągnąć. Był już nawet przygotowany, wiedział co zrobić po tym jak dotrze do miasta, ale dzisiaj nauczył się, że nie tak łatwo dojść do porozumienia z człowiekiem, a jemu przyjdzie to pewnie jeszcze trudniej. Dlatego też wymagana była zmiana podejścia, bowiem zauważył, że ci niechętnie dogadują się również między sobą. Być może taki człowieczek zmieniłby ton gdyby zdał sobie sprawę, że stoi przed nim potężna, prastara istota.

Ławka na której zasiadł była niewygodna, nie spodziewał się jednak cudów po tak wątpliwie wyglądającym tworze.

Najpewniej było to ludzkie dzieło. Zaprojektowane tak, by każdy kto chce choć chwile odpocząć zaraz uznał, iż lepiej wrócić do pracy niż odpoczywać na tak niekomfortowym siedzisku. Nie chcąc się bardziej męczyć gad postanowił usiąść na ziemi, tuż przed ławką, która służyła mu teraz za oparcie. Zapewne o wiele bardziej odpowiadałaby mu jakaś duża jaskinia w której mógłby rozprostować skrzydła, jednakże w obecnej formie nie mógł pozwolić sobie na więcej. Zaśnięcie z początku sprawiało problemy, ale zmęczenie wzięło górę nawet nad tak, z pozoru, potężnym stworzeniem.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

16 sie 2013, 15:05

Posiadanie własnego wierzchowca daje nowe możliwości włóczenia się. Nie trzeba tyle łazić i przepychać się przez tłum. Z drugiej strony, tracił swoją anonimowość i miast być kolejną twarzą z tłumu był "tym gościem na koniu". Zwierzę powoli mu wadziło, lecz jego oddanie w Przytułku uniemożliwiało mu sprzedanie kopytnego.

Jak bardzo trzeba być głupim, by gonić jeźdźca pieszo? Bracia po jakimś czasie dali za wygraną, jednak niesmak pozostał.
Przez chwile myślał o dziewczynie, którą uratował. Ale w tej sprawie nie było zbyt wiele do powiedzenia. Z przyjemnością powrócił do planowania własnej organizacji zrzeszającą nędzarzy i najniższe warstwy społeczne. Myślał nad hierarchią, komunikacją i motywacją. Ta ostatnia była kluczem do zasilenia szeregów. Jednak typowego żebraka łatwo zmotywować. Zamiast pieniędzy, zaproponuje sposób ich zarobienia. To tak jak dać głodnemu zamiast ryby wędkę. Spodobało mu się to określenie. Trzeba je kiedyś zapisać…

Jadąc z pozoru opuszczonym parkiem natknął się na ludzką sylwetkę. Mężczyzna jakiś. Tylko po cholerę spał obok ławki zamiast na niej. Zaziębi się. Pewnie tak się schlał, że wszystko mu było jedno. Leonard uznał, że pora interweniować.
– To nie jest odpowiednie miejsce dla ciebie, kolego. Nie mówiąc o tym, że śpisz na ziemi. Po parku łażą gnojki, które obrzucają bezdomnych kamieniami. – Spróbuje go podnieść, myśląc, że leżący jest napruty w trzy dupy.
– No, jeśli do nich nie należysz to powiedz mi gdzie mieszkasz. Odprowadzę Cię.
Awatar użytkownika
Trymorian
Posty: 25
Rejestracja: 09 cze 2012, 20:47
GG: 43454661
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2029

16 sie 2013, 19:57

Wybudzanie smoków nie należy do najrozsądniejszych zajęć, chyba że budzi się je gdy ukrywają swą prawdziwą postać. Co prawda nawet w takiej sytuacji można się spotkać z niezadowoleniem gada, a już szczególnie gdy ten jest głodny. Trymorian, choć niespodziewanie obudzony, nie pałał nienawiścią do starszego mężczyzny, który odważył się doń podejść. Drzemka ta nie trwała co prawda tyle co ostatnia, ale pomogła jaszczurowi zregenerować siły i, co ważniejsze, oczyścić umysł. To ostatnie zadecydowało o losie Leonarda. Pokazał on przez te kilka słów, że ma dobre zamiary, a nawet był gotów ofiarować pomoc Trymorianowi. Niemałą niespodzianką byłaby dla niego wiadomość, że potknął się nie o zwykłego żebraka, a kilkuset letniego smoka. Jednakże ten nie chciał wyprowadzać człowieka z błędu. Wszak w jego słowach było trochę racji. Jaszczur faktycznie był bezdomny. Potrzebował również pomocy. Niechętnie był w stanie to przyznać, ale sam nie poradzi sobie w tak nowym otoczeniu. Cel jaki sobie obrał, z pozoru prosty, wymaga wielkiego zaangażowania i nie będzie możliwy do zrealizowania w pojedynkę. Wątpliwym jest, że akurat ten człowiek będzie w stanie mu pomóc, ale od czegoś zacząć trzeba.

Trymorian wstał z małym wsparciem Leonarda. Przyjrzał mu się dokładnie spod kaptura. Naiwny przedstawiciel ludzkiej rasy wywołał jedynie uśmiech politowania. Co prawda miał trochę mniej czasu na przedstawienie się w porównaniu do takiego Ukaliusza, który swoją postawą bardzo szybko rozjuszył łuskowatego.
Ulica jest mym domem, nieznajomy – rzekł spokojnie. Było zdecydowanie za wcześnie by zdradzać tożsamość ledwie poznanemu mężczyźnie. Zapowiadało się jednak dobrze, jego obecność nie irytowała bestii. Przynajmniej na razie.

Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

16 sie 2013, 21:05

Czyli jednak nie jest pijany? Leonard spodziewał się zdrowego pijanego bełkotu. Czyli spał na ziemi ot tak? Na chwilę przysunął twarz do jego chcąc wyczuć alkohol. Oby nie wyglądało to zbyt dwuznacznie.
– Widzę. Więc jest nas dwóch. W sumie trzech, jeśli liczysz Pana Konia. – Wskazał kciukiem na wierzchowca.
– Kiepską sobie ulicę wybrałeś na dom druhu. – Grajek widział w nim potencjalnego rekruta. Mężczyzna spełniał jeden ze wstępnych warunków – był bezdomny. To wystarczyło. Nie wiedział jednak jak się zabrać do wtajemniczenia.
– Leonard, członek Cechu Żebraczego. – Wyciągnął do niego pewnie rękę uprzednio wycierając ją o spodnie. – Pewnie już o nas słyszałeś?
– Mimo wszystko miejsce jest nieodpowiednie dla samotnego nocowania. Poślady sobie odmrozisz od spania na ziemi. Proponuję przejść się w głąb miasta.
Awatar użytkownika
Trymorian
Posty: 25
Rejestracja: 09 cze 2012, 20:47
GG: 43454661
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2029

16 sie 2013, 21:52

Zachowanie Leonarda nie wprawiało smoka w zakłopotanie. Nie rozumiał tutejszych zwyczajów, nie wiedział też jakimi powodami może kierować się starszy mężczyzna zbliżając głowę na tak bliski dystans. Nie wyglądał groźnie, a nawet gdyby coś kombinował Trymorian nie pozwoliłby mu uciec. Już raz popełnił ten błąd. Koń dumnie nazywany przez obywateli Autonomii wierzchowcem, był w oczach jaszczura niczym innym jak jedzeniem. Nie był to pierwszy raz gdy mógł oglądać to, tak zachwalane, zwierzę, od którego rasa ludzka jest niebywale zależna. Nauczyli się pokonywać morza i oceany, a mają problem z pokonaniem lądu. Dla smoka wydawało się to rzecz jasna zabawne ponieważ ten w każdej chwili jest w stanie wzbić się w przestworza i pokonywać olbrzymie odległości.

Trymorian – odpowiedział. Chwilę zajęło mu zrozumienie o co chodzi z wyciągniętą ręką Leonarda, jednakże szybko zareagował podając swoją dłoń. Przedstawił się również swoim prawdziwym imieniem. Istnieje małe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek w Wolenvain je zna. – Słyszałem wiele rzeczy, niestety w mieście byłem zbyt krótko by usłyszeć o Was – Gad wiedział czym zajmują się żebracy. Sprawiło to, że poczuł niewielką odrazę do stojącego tuż obok mężczyzny. Była to najniższa kasta. Parszywcy, którzy potrafili przesiedzieć całe dnie prosząc o garstkę miedziaków. Cały ten czas dałoby się przeznaczyć na prace, ale lepiej korzyć się przed obcymi.
W tym właśnie momencie Trymoriana uderzyła w pysk brutalna rzeczywistość. Musi zacząć od zera by móc cokolwiek osiągnąć. Będzie przebywał w towarzystwie najgorszego ścierwa by wyrobić sobie imię i dopiąć swego. W Wolenvain, Aldhal, Derin czy innym zakątku świata nie pójdzie na skróty nawet potężny smok.

Prowadź więc Leonardzie – powiedział spoglądając ślepo przed siebie. Trymoriana czeka naprawdę ciekawa przygoda.

z/t
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

17 sie 2013, 10:40

Prowadząc konia Leonard czuł potrzebę zafascynowania towarzysza. Chciał poznać zdanie kolegi po fachu. Da niego spanie na ziemi wciąż wydawało się dziwne, co działało na rozbudzenie ciekawości i podejrzeń w stosunku do mężczyzny. Jednak myślami wciąż wybiegał w przyszłość, w której udało mu się założyć cech. To rozsiewało wątpliwości i dekoncentrowało go. Tracił czujność.
– Co cię podkusiło, by spać na ziemi? Inni domni inaczej postanowili cię przepędzić, czy lubisz spędzać czas w samotności. Brak wspólnoty wśród Ludzi Niechcianych jest pierwszym krokiem do samotnej śmierci. My, nędzarze nie mamy nic oprócz przyjaciół w niedoli. Czasami to nawet więcej niż bogactwa, jeśli przyjaźń jest szczera. Po to właśnie istnieje Cech, by pomagać sobie nawzajem. – Zbliżali się do wyjścia z parku. O tej porze dnia większość bezdomnych chowała się gdzieś w ciemnych uliczkach. Tam też się wybierali. Koń będzie zawadzał mu coraz bardziej. Sprzeda go, a za pieniądze kupi chleb dla bezdomnych. Wkupi się w ich łaski. To da dodatkową siłę argumentów.
z/t x2
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

25 wrz 2014, 05:13

Przez miasto przechodziła o tej porze przerażająca liczba ludzi i innych człekopodobnych ras, na szczęście w mniejszości. Harkvinnar starał się od wszelkich dziwaków o zwierzęcych mordach odwracać wzrok, tak samo prześlizgiwał się po elfach i innych tego typu oszołomach. Wolenvain było tak odmienne od Tronów, stolicy Wysokiego Hodgerdu. Tam wiedzieli, że psy są od pilnowania obejścia, a nie chadzania na dwóch łapach i udawania, że są ludźmi. Wilkołactwo było dla Grada czymś kompletnie niezrozumiałym, tak samo jak każdy inny przejaw mieszanki ludzko-zwierzęcej.

Tego typu istoty nie mogły być miłe bogom. Gdyby tak było, za Wiecznymi Górami Północnymi, czyli w krainach przez bogów umiłowanych, żyłoby ich więcej. Jakkolwiek roskvar daleki był od wzgardy, czuł się niepewnie, a niepewność rodziła w nim strach. Strach budził złość, a tę wolał oszczędzać na inne czasy. Odwracał zatem wzrok, dziwując się w duchu niezmiernie z obfitości w Autonomii wszelkiego rodzaju odszczepieńców.

W końcu doszli z Brefirridem do ogrodów miejskich. Rośliny były zadbane, brakowało im dzikości i naturalności. Nawet w Gradzie, który raczej nie zwracał uwagi na estetykę swojego otoczenia, budziło to mieszane odczucia. Z jednej strony imponowało mu to, że ludzie tej części świata tak dobrze zapanowali nad roślinami, ale z drugiej nie uważał tego za naturalne. Na szczęście było tutaj cicho, było gdzie usiąść i pomyśleć. To też zamierzał zrobić.

Zastanawiał się w milczeniu, jak zwykł to zwykle robić na grobach swych przodków. Nie uważał się za kogoś, kto niesie na barkach misję zbawienia świata. Zbawicielem miał być Heodren, a on chciał do niego tylko dołączyć. Nie wiedział tylko, gdzie szukać. Wolenvain stało nadal, nie widział nigdzie proporców armii zbierającej się do odbicia Północy z rąk agstusiańskich kanalii i ich śmiesznych ptaszków hodowlanych. Nigdzie nie było ani śladu roskvarskiej kontrofensywy. Książę musiał więc albo dopiero ją formować albo udał się w poszukiwaniu szczęścia zupełnie gdzieś indziej. Na pewno nie dał się uwięzić, prędzej uciekając z miasta niźli poddając się rygorowi tutejszych cel. Ktoś taki jak on był zbyt ważny, aby tak po prostu zniknąć.

– Pomyśl – zagadał w północnym Brefa, który, czego by o nim nie mówić, był niewątpliwie człekiem mędrszym od większości. – Gdzie polazłby jedyny, pierworodny spadkobierca tronu Wysokiego Hodgerdu, mąż obleczony w wilcze futro, wysoki jak dąb, w hełmie i z mieczem tak wielkim, że musiał go w podróży zarzucać na plecy? – zapytał hipotetycznie, porządkując w ten sposób myśli. – Mają tu zamek, może tam powinniśmy iść? – zasugerował, mając na myśli tutejszą Twierdzę, gdzie niewątpliwie przebywali władycy tego miejsca. Mówił niepewnie, jakby nie do końca wiedział, co chce powiedzieć. Z pewnością coś żarło go od środka.

Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

25 wrz 2014, 16:23

Zachowanie Brefirrida było zgoła odmienne niż to jego towarzysza. On sam nie czuł do nieludzi tak silnej niechęci, wręcz przeciwnie. Różnorodność tego miasta niejako cieszyła jego serce. Podobnie jak i w lesie żyło wiele gatunków stworzeń, tak i to miejsce zdawało mu się nadal z tego względu choć odrobinę zdrowsze. Nadal karykaturalne, kamienne, pełne pyłu, jednak odrobinę zdrowsze.

Nie oczekiwał wiele od "ogrodu", jak to określił Grad. Widział co prawda, iż najwyraźniej połać zarośnięte terenu była niemała, jednak przyjrzenie się jej z bliska wzbudziło w nim niechęć. To miejsce zdawało się krzyczeć. Człowiek, wykorzystując fakt, że jest silniejszy postanowił skazać je na wieczną służbę pod jego rozkazami. Wszystko było ustalone, posegregowane, przygotowane. Podobnie jak i w jego towarzyszu budziło w nim to mieszane odczucia. Z jednej strony nie mógł zaprzeczyć temu, że silniejszy wykorzystał swoje prawo. Z drugiej, w nim samym takie starania do ograniczenia otaczającego świata sztywnymi regułami i ustaleniami budziły wstręt. Jakże piękne to miejsce mogłoby być i bez nich.

Widział, że Hark jest zamyślony. Wiedział po co tutaj przyszedł i trudno było mieć jakiekolwiek wątpliwości, że właśnie powody jego podróży są źródłem tego przygnębienia, które dopadło nagle woja. Druid nie odzywał się, jedynie idąc kilka kroków za nim i co jakiś lekko uderzając kosturem w ubitą ziemię ścieżki. Nie potrzebował się na nim wspierać, miał jeszcze aż nadto siły w starych kościach, jednak opieranie go co kilka kroków o ziemię było odruchem, który bardzo szybko wszedł mu w nawyk.

W końcu Harkvinnar przemówił, zmuszając jednocześnie Brefa, aby wraz z nim pogrążył się w tych smętnych rozmyślaniach. Nadzieja na wyzwolenie Północy była dla Brefirrida czymś odległym, dalekim marzeniem jego pobratymców zza granicy lasu. Z jednej strony poruszała jakąś z dawna uśpioną strunę jego duszy, przypominała mu o tym, że on też jest roskvarem, że on też walczył jak walczy Grad. Z drugiej strony, oczami wyobraźni widział rozlew krwi, śmierć i ból jaki wydarzenia te musiały przynieść zarówno roskvarom, jak i ludziom Imperium. Tak więc uparcie ignorował te myśli, wmawiając sobie (może zresztą słusznie), że go nie dotyczą, skupiając się na czymś innym. Tak też zrobił i teraz.

Zamiast rozmyślać zajął się pytaniem Harkvinnara, po prostu skupiając na samej osobie Heodrena, a nie tego kim był i po co go szukali. Druid mruknął cicho, zmrużył oczy wbijając swój wzrok w towarzysza i milczał przez chwilę.

- Myślisz, że na zamku coś wiedzą? – spytał nie do końca przekonany. - Mogą nas nie chcieć nawet wpuścić – dodał po chwili, przypominając swojemu towarzyszowi, iż są jedynie podróżnikami w obcej krainie. Trzeba przyznać, że Bref nie był pewien od czego zacząć poszukiwania.

- Powinniśmy byli zapytać karczmarza, czy kiedyś takiego roskvara nie widział. Pewnie by go zapamiętał.

Wróć do „Jaśminowy Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kewc
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.