Pokój nr 6

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

Pokój nr 6

01 lut 2012, 07:30

Pchnęła lekko drzwi, jej oczom ukazało się łóżko, wyglądające na raczej wygodne, spora szafa, której po doświadczeniach ze złodziejami wolała uniknąć, rozpadające się, zupełnie nie interesujące ją biurko i krzesło. Wolnym krokiem weszła do pokoju, zapalając świecę wiszącą na ścianie. Mimo, że nie było jeszcze ciemno, to z każdą chwilą słońce opadało coraz niżej, ku zachodowi. Obie nogi w pokoju. Nikt się nie rzucił, nie wyczuwa żadnych złodziei czy zabójców dookoła. Odetchnęła z wyraźną ulgą, była to wróżba kolejnej przeżytej we względnym spokoju nocy. Przeciągnęła się, wysuwając złączone ręce wysoko nad siebie i wyginając do przodu. Był to ruch przynoszący wiele ulgi, a publicznie jako kobieta nie mogła sobie nań pozwolić – przyciągał zbyt wiele lubieżnych spojrzeń. Usiadła na łóżku, powoli demontując swój sprzęt. Dwa wkręty, trzymające kuszę przyczepioną do rękawicy spoczywały teraz na jej dłoni. Stal, nieprzeciętna – nie mogła zostać przeżarta przez rdzę, nie pękała na zimnie, miała w sobie delikatny domieszek magii, który dawał jej odporność na rozszerzalność cieplną, przez co nie zużywały się tak szybko jak zwykłe mocowania. Zaczęła podrzucać śrubki, wspominając swoją pierwszą kuszę. Większą od niej, zrobioną z drewna i zupełnie nienadające się do tego celu włosy z końskiego ogona. Kuszę, o której naciągnięcie musiała prosić Tarretha, czując przy tym wstyd, bo zwracanie się do kogoś o pomoc, spowodowane własną słabością zawsze budziło w niej wstręt i zakłopotanie.
A jednak to z pomocą tamtej kuszy nauczyła się celować, celować tak doskonale, że kiedy dostała swoją, malutką dwustrzałówkę potrafiła trafić w ruszający się cel, oddalony o sto kroków.
Kolejne wkręty, tym razem ostrza na nogach. Spać w nich – głupota i ryzyko kalectwa. Raz ich nie zdjęła, wiedząc, że rano musi szybko wypaść z łóżka i jak najszybciej stawić się w miejscu, którędy zwykle przechodził cel. Praca została wykonana miesiąc później, miesiąc, w którym musiała codziennie przyjmować medykamenty przyspieszające gojenie ran, a opatrunki miała zmieniane kilka razy dziennie. Uznawszy, że nie warto, wykręcała je zawsze przed udaniem się na spoczynek. Metaliczny brzęk, ostrze upadło na podłogę. Z przesadną delikatnością Łowczyni podniosła je z ziemi, i po raz enty dokładnie obejrzała. Żadnych zadrapań, nigdy nie ostrzone, a wciąż ostre jak pierwszego dnia po zakupie. Pamiętała ów dzień jak dzisiaj – weszła do domu płatnerza, a ten zabrał ją na zaplecze. Jeden z manekinów przykryty był prześcieradłem. Kiedy rzemieślnik podniósł je, Arael zaniemówiła w niemym zachwycie. Oto widziała przed sobą majstersztyk, prawdziwe dzieło sztuki, przykład wielkiego kunsztu. Natychmiast zapłaciła, nie dając po sobie znać zachwytu, jednak wyraźnie zaznaczając zadowolenie, po czym pognała do Czarnego Kota, założyła zbroję, przykręciła kuszę, i resztę dnia, do samego zmroku spędziła na placu treningowym, dekapitując kilkadziesiąt manekinów, tudzież pozbawiając ich rąk, stojaków, przeszywając na wylot bełtami.
Kolejny brzęk, kolejne ostrze na ziemi. Znów podniosła je delikatnie, przyciągając do siebie krzesło i kładąc na nim odczepione części ekwipunku.
Lubiła to miejsce.

_______

Obraca śrubkę w palcach, wlepia w nie swoje czerwone oczy. Drobny element całej układanki, jednak bez tego małego, maleńkiego kawałka cały jej pancerz by runął, nie dając jej najmniejszych szans w walce z nawet najsłabszym przeciwnikiem.
Perfekcja. Perfekcja i dokładność. Te dwa słowa były jej najlepszym określeniem.
Mam teraz iść spać. Rano wstanę, ruszę pod bramę i spotkam Infiego. Demona, który twierdzi, że nie jest demonem. I tą dziwną driadę. Chyba nawet ją lubię. Nie wiem.
A co, jeżeli wszystko to jest jedną, wielką intrygą jakiegoś niezadowolonego klienta?
Nie, wydawał się być człowiekiem honoru.
Wydawał.
…wydawał…
To nie jemu jestem coś dłużna. Tarreth. Tarreth. To jemu muszę pomóc. To u niego mam zaciągnięty dług, którego nigdy nie byłam w stanie spłacić. Tarreth.

Potok myśli, zakończony wnioskiem. Łowczyni szybko – choć, oczywiście, dokładnie – przykręciła wszystkie śrubki, zmontowała standardowy arsenał, wstała i wyszła z pokoju, mijając chłopca, któremu wcześniej zapłaciła.
Podsunęła się do niego w mgnieniu oka, nie dając mu możliwości drgnięcia i szepnęła do ucha.
- Zatrzymaj te pieniądze, przydadzą ci się bardziej niż mi. A śniadania nie przygotowuj. Chyba, że w nocy zobaczysz mnie wlokącą się do pokoju, ale na to jest niewielka szansa.
Ruszyła w stronę drzwi, kierując się w stronę Pałacu.
Ponownie.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

31 sty 2013, 23:28

Galat ruszył więc skrzypiącymi schodami, które tak jak krzesło odmawiały dźwigania elfiego ciężaru. Rudzielec w swej pelerynie szedł wyżej i wyżej a wzrok jego błądził po korytarzu skacząc z jednych drzwi na drugie. Pora więc, prędzej czy później, przyjść musiała na odnalezienie pokoju któremu szóstka przypisana została.
los grał na jego niekorzyść, bowiem elf znaleźć pomieszczenie winien od razu, jednakże korytarz zakręcał na tyle niefortunnie, że poszukiwana szóstka zniknęła za rogiem.
Mimo takiego zbiegu okoliczności Galat znalazł cel swych poszukiwań. Podszedł więc przed drewniane drzwi i nim otworzył, można by rzec, wrota do przygody, wziął głęboki wdech. Jako koniec jednego a początek drugiego etapu swego żywota.
~Co dla jednych jest początkiem, dla innych nieuniknionym końcem
Galat w takie oto słowa ujął tą chwilę i dotknął wykonanej z brązu klamki. Jego dłoń poczuła zatrważające zimno emanujące ze z dawna nieruszanej kurzem zachodzącej dźwigni do otwierania drzwi.
Elf pchnął więc drewniane skrzydło drzwiowe i przeszedł przez próg. Pokój przywitał go tak samo jak taboret i schody którymi wchodził – skrzypnięciem. Przyzwyczajony już do tego dźwięku, choć pierwej ciarki na plecach jego zawsze powstawały gdy uszy wyłapywały ten nieprzyjemny dźwięk.
Elf stanął za progiem, zamknął za sobą drzwi, a te z delikatnym trzaskiem ulokowały się odpowiednio we framudze. Kurz zleciał z odrzwi na jego rudą grzywę, który szybko został strzepany przez Galata.
Ujrzał on pomieszczenie kameralne acz tak umeblowane, że przestronne. Usiadł więc on na łożu i zamknąwszy oczy nasłuchiwał kroków.
Awatar użytkownika
Ari
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

02 lut 2013, 21:52

MG


Galat nie musiał długo czekać. Najpierw usłyszał skrzypiące schody, później zobaczył otwierające się drzwi. W nich pojawił się średniego wzrostu mężczyzna. Twarz miał pociągłą i pokrytą zmarszczkami. Białe jak mleko włosy były krótkie i zaczesane na boki z przedziałkiem. Na środku twarzy znajdował się duży, orli nos. Powyżej para bladoniebieskich oczu. Czymś, co zwracało uwagę była długa, równie biała, co włosy, broda.
Odziany był w długą, aksamitną szatę. Sięgała mu ona aż do kostek, była granatowa, miała długie rękawy i cała haftowana była w gwiazdy, słońca i księżyce. Pozłacaną nicią. Przed Galatem stanął mag, to było widać.
Witaj nieznajomy. Doszły mnie słuchy, że poszukujesz łatwego zarobku. Czy to prawda?
Mag wszedł do środka i zamknął drzwi. Rozejrzał się po pokoju, spojrzał na Galata, oblizał wysuszone wargi i usiadł na krześle pod ściana. Uśmiechnął się dobrodusznie do elfa.
Jestem Zygmunt. Bardzo miło mi cię poznać. Czy jesteś na tyle odważny i na tyle zdeterminowany? Czy chcesz zarobić powiedzmy… 25 suwerenów a może i więcej?
Wszystko zależało teraz od Galata. Nie usłyszał co prawda jeszcze żadnej propozycji, ale cóż odkrywczego mogło to być? Walka ze smokiem? Uprowadzenie najady?
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

04 lut 2013, 20:23

Elf zlustrował maga spojrzeniem. Na pierwszy rzut oka było widać, że przed licem Galata stoi ktoś parający się magią nie od dziś i nie od niedawna. Był to stary czarodziej, a może już czarnoksiężnik. Niemniej jednak rudzielec nie miał zamiar wchodzić z nim w spory.
Zwą mnie Galat – odpowiedział elf i podniowszy się z miejsca zrobił delikatny, acz wyrażający szacunek ukłon głową. – Jestem gotów podjąć się wszystkiego. Począwszy od zabicia rzezimieszka, a skończywszy na polowaniu na smoki.
Rudzielec odsunął krzesło od biurka przy którym stało i wskazał je dłonią, tym samym wysnuł propozycję zajęcia miejsc siedzących. Galat nie był przekonany co do tego kto był starszy, ale na pewno ciało maga odczuwało działanie czasu bardziej od samego elfa.
Usiądźmy. – Zagaił – Nie lubię rozmawiać na stojąco, a jeszcze bardziej do osób stojących w momencie gdy ja siedzę.
Drzwi były zamknięte, tak więc rozmawiać mogli w pozornym spokoju. Galat usiadł na łożu i wsłuchał się w propozycję zygmunta
Awatar użytkownika
Ari
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

07 lut 2013, 02:17

MG

Zygmunt całkowicie zignorował krzesło, które zaproponował mu Galat. Usiadł za to na łóżku. Tam gdzie Galat.
Stary już jestem a moja rzyć koścista. Nie mogę siedzieć na takim twardym krześle.
Łóżko nie było zbyt duże, ale nie można się było czego spodziewać więcej po zwykłym pokoiku nad karczmą. Użytkownicy pokoju nie oczekiwali zbyt wielu luksusów za cenę, którą płacili.
Wydajesz się być odpowiedni. Ale czy jesteś wystarczająco silny? -pytając, ekscentryczny mag złapał go za biceps. Złapał… bezczelnie pomacał go po mięśniach.– Tak, wydajesz się być w porządku. Mogę śmiało powiedzieć, że kogoś takiego jak ty szukałem.
Czarownik wodził palcem po swoim kolanie, akurat po wyhaftowanej gwiazdce. Sprawiał wrażenie kogoś niespełna rozumu, ale czuć było od niego silną magią. Proponował też niemałą sumkę za wykonanie zadania o którym jeszcze nie opowiedział.
Widzisz, chłopcze, całe życie spędziłem wraz z innymi magami, całe dnie ucząc się magii. To były piękne czasy. Wspólne posiłki, wspólne kąpiele raz na pół roku. To były czasy. A teraz większość z nich nie żyje, bo młodsi i ambitniejsi chcieli pokazać kto rządzi światem. Dzieci…
Zygmunt pogłaskał się po długaśnej brodzie, wyskubując z niej od czasu do czasu to i owo. Podczas rozmowy zdążył wyjąć z niej frędzel, ogarek świecy, coś co przypominało małego, starego ziemniaka i zasuszony listek.
Z tymi młodymi nie mogłem się dogadać, nie byli tacy otwarci jak moi przyjaciele w ich wieku. I dlatego tak się cieszę, że po mnie tutaj posłano. Ten chłopak, co w karty gra, poczciwa istota. No i ma nosa do takich zacnych wojowników -Zygmunt wstał z łóżka i niespodziewanie szybko, jak na swój wiek, pozbył się szaty. Jako, że nie miał nic pod nią, stał… a raczej wisiał przed Galatem tak, jak go matka natura stworzyła.
To co, zaczynamy? Ja o sobie opowiedziałem, a ty najlepiej pokaż co umiesz.
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

07 lut 2013, 15:07

Elf ustąpił miejsca magowi na łóżku, samemu zajmując wygodniejsze dla niego miejsce – krzesło. Te zdawało się być bardziej solidne od znajdujących się w głównym pomieszczeniu karczmy siedzeń.
Elf choć zdziwiony tym macaniem jego ramion, pozwolił to zrobić magowi. Był to stary, najprawdopodobniej człowiek, który jak widać nie wierzył słowom.
Nie mięśnie mą siłą
Odpowiedział Galat, gdy staruszek określił jego siłę za odpowiednią tylko po dotknięciu jak wielkie bicepsy rudzielec posiada. Elf obserwował maga. Jego wzrok wręcz pochłaniał każdy ruch współrozmówcy tak łapczywie, jak łapczywie pije spragniona wody istota.
Widzisz. W czasie gdy Ty, Zygmuncie, uczyłeś się magii i spędzałeś beztrosko dni przed książkami, ja, elf starszy od Ciebie o pokolenia, uczyłem się zabijać tym co posiadam.
W momencie gdy maga nie okalała już szata, elf wstał odsuwając nogami krzesło tak, że to runęło z hukiem na klepkę.
I na pewno mam większy bagaż doświadczenia
Słowa te były pewne siebie w wymowie, a Galat wymawiał je z pychą. Teraz zamiast słów będzie przemawiać siła.
~Zabij Zabij Zabiiiii!
Szeptacz jakby obudził się ze snu, a na kołnierzu rudzielca powstał zimny dreszcz. Elf uśmiechnął się złowieszczo i oblizał spierzchnięte wargi. Słońce dotykało już zachodni horyzont, a pokój powoli, lecz nieubłaganie owiewała ciemność.



Elf przyjął postawę jakby zwierzęcą. pochylony, nisko na na nogach szeroko rozstawionych, ze środkiem ciężkości tak wyważonym, że poza zdawała się być przytłaczająco stabilną. Lewa ręka wyprostowana była wzdłuż tułowia, prawa zaś zakrywała pół twarzy wraz z uśmiechem który już od kilku uderzeń serca jest na twarzy rudzielca i wciąż nie chce z niego zejść. Galat jak zwierze szykował się do skoku . Spoglądał z dołu na ofiarę swymi mroźnymi oczyma, które wyłaniały się spod ciemnej grzywy. Rudzielec emanował teraz taką rządzą krwi, jakby jakiś mnich właśnie skończył swój post i mógł zerwać nałożone na siebie łańcuchy.
~Szszszszyyyybciej! Chcę krwiiii.
Przenikliwy szept zabrzmiał echem w jego głowie.
Dzięki długim rękawom elf mógł spokojnie ożywić macki wytatuowane na przedramieniu. Zostawił jednak kilka kropel atramentu w miejscu tatuażu, by mógł odnowić rysunek w tym miejscu.
Galat złapał kontakt wzrokowy ze swoim pracodawcą. Zadawał sobie pytanie jakim rodzajem magii on włada? Nie czas jednak na rozmyślania. Jeśli przeciwnik nie chciał zrobić pierwszego ruchu, nie pozostaje nic innego jak skoczyć na maga. Czym Zygmunt go zaatakuje? nie ma to większego teraz znaczenia. macki sięgnęły jego dłoni. Wtem rudzielec zgniótł je bezlitośnie. Z pięści ściekał czarny płyn.
Elf wyskoczył ku ofierze. Całą swą siłę w nogach przeznaczył na skok ku górze. Lewa ręka z miejsca w którym trwała, teraz przemieściła się błyskawicznie po łuku, aż do momentu gdy pięść wskazywała maga, wtedy to elf otworzył dłoń i większość atramentu która pozostała w pięści poleciała w stronę maga. Rudzielec siłą swej woli zmienił lecące krople w ostre jak najostrzejsza brzytwa kolce. Oczywiście gdy ręka robiła ten ruch po łuku kilka kropel mimowolnie poleciało w różne strony, które cała ręka, jak strzała wskazywała ich cel.
Był to pierwszy ruch, który miał sprawdzić co mag potrafi.

// Na mocy Regulaminu Ogólnego (punktu 9 – zabrania się) przyznaję ci ostrzeżenie – Aleks.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

04 mar 2013, 23:44

MG

-Oj, oj…bagaż doświadczenia~
Szata beztrosko spoczywała na deskach, gdy to całe jestestwo Zygmunta kołysało się w rytm znaczących bioderkowych ruchów, podobnie zresztą, jak krzaczaste brwi które wygięły się do góry odsłaniają nagle to żywe człecze oczęta. Następnie gdy zauważył, jak to młody elf oblizuje swe usta, a następnie przyjmuje zwierzęce pozycje szepcząc coś niewyraźnie z dzikim uśmiechem wymalowanym na twarzy to aż…Mrrr~~ Trzeba przyznać, że Zygmuntowi aż coś dygnęło, pomijając fakt, że na bladej jego twarzy jawiły się rubaszne rumieńce kontrastujące z białym zarostem który to okalał głowicę starca. Tak, tak, staruszek nie spodziewał się takiej pozytywnej reakcji ze strony elfa, a przynajmniej tak ją odebrał.
-Hihihi! Zwierzaku ty! Agrrr~! – Długie, wysuszone parce wygięły się w gest przypominający kocie machnięcie łapą, gdy zaraz potem z ręki elfa pociekła czarna ciecz, macki, skok, atak atramentowych ostrzy…
Macka jedna sięgnęła dłoni dziada. Posłyszeć dało się wówczas chrupnięcie i jednocześnie coś na kształt stłumionego jęku bólu i…przyjemności? Choć bowiem syczał powstrzymując krzyk i zawył się gdy kość jakaś nieznana mu trzasnęła to coś niepokojącego błysnęło w jego oczach, które skierowały się na Galata, gdy ten wylądował na magu(w końcu na niego skoczył) ciągnąć za sobą liczne ostrza, które…w jednej chwili przerodziły się w deszcz atrament zalewającego i barwiącego na czarno maga, jak i samego Galata oraz nie szczędząc całego pomieszczenia. Podobny los spotkał również macki, które również w mgnieniu oka przerodziły się w ciecz.
-Ha! Młody duch…Powiedz mi tylko, bestio, chcesz być poskromiony czy poskramiać…? Poniósł się lekko na łokciu ranionej ręki, głowę lekko potrząsając niczym mokry, zadowolony pies.
Co się właściwie stało? Niewykluczone, że magia wypełniła przestrzeń wokół starca na zaledwie ułamek sekundy czyniąc co się uczyniło. Może jednak wypadało poważnie zastanowić się nad odpowiedzią? Nim zaciskająca się, starcza łapka na młodzieńczej łydce sama obrałaby sobie któraś opcję?
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

05 mar 2013, 19:41

Galata aż zimny dreszcz na plecach zastał, gdy ujrzał jakim dewiantem jest jego przyszły pracodawca. Przełknął gulę obrzydzenia, która narosnąć zdążyła mu w gardle i wykonał swą jakże skuteczną akcję. Mimo iż miał walczyć z nagim mężczyzną, nie przeszkadzało mu to tak długo, jak on był ubrany. Walka z początku była dość jednostronna, o ile kilka chwil nie trwających dłużej jak mrugnięcie okiem, można nazwać momentem jednostronnym. Rudzielec wykonał większą część swej akcji skutecznie bez przeszkód, wręcz zdziwiony czemu starzec w ogóle taki słaby, umiejący tylko latać, wyzwał jego! GALATA!
Jednak chwila nieuwagi i elf tego pożałował. Dziadek miał w rękawie jeszcze jakiegoś asa. Szybko ostudziło to zapał szeptacza, który zamilkł chowając się głęboko w umyśle rudzielca
~hoo… Zapowiada się za zaskakującą walkę.
Galat wiedział doskonale, że mag, który był jego przeciwnikiem nie mógł używać drugiej ręki, a więc zaplótłszy palce za karkiem Zygmunta, elf podciągnął się na nich i przyciągnął kolano nogi wolnej od ręki miał zamiar zmiażdżyć nos magowi. To miała być tylko próbka jego umiejętności, a w tej sytuacji elf mógł najzwyczajniej w świecie zabić Zygmunta skręcając mu kark. Ciosem w twarz miał zamiar oswobodzić się z uścisku i spaść na ziemię.
Wybrałbym trzecią opcję. Zabijać i zostać dzikim.
Elf przygotował się już na odparcie ataku. Jego wzrok chłonął ruchy Zygmunta przygotowując ciało Galata do możliwie najszybszej reakcji.
~Magiczne sztuczki chyba na niego nie zadziałają
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

08 mar 2013, 19:45

MG

Elfowi udało się oswobodzić od rubasznego dziadzia, który teraz z dziwną to rozkoszą podtykał palce pod swój nos. Widząc czarną maź atramentu zmieszaną z czerwoną posoką wydobywającą się z ranionych nozdrzy zaśmiał się można by powiedzieć obsesyjnie.
-Ahaha…Tak! Dawno z taką werwą kochanka nie miałem! – I był to fakt. Większość, przez wzgląd na wiek starca, czy też jego aparycję była przeważnie dość delikatną, bądź mało brutalna pomimo nalegań Zygmunta chcącego tak bardzo doznać prawdziwych emocji! Walki! Walki dwóch męskich ciał! Obwisłego z tęgim! Starczego z obwisłym!
Nakręcony tymi i innymi wizjami czy też odczuciami, jak również zachęcony ostatnimi słowami rudego elfa, nie czekając dłużej gestem ręki jednej, sprawił, że ciało Galata porzelewitowało z hukiem na ścianę, tak, że rudzielec był na niej rozciągnięty niczym rozgwiazda z rozłożonymi rękami i nogami.
-Niesforny zwierzak. – Jego twarz nagle spoważniała, a oczy chłodem traktowały, a głos jego stał się z nagła protekcjonalny i szorstki. Mówił jednak dalej nadgarstkiem dłoni sprawiając, że ciało elfa okręcało się po pionowej ścianie z wolna, samemu będąc w bezpiecznej odległości paru metrów od unieruchomionego elfa.
-Powinienem cię ukarać? Powinienem? Powinienem. Powiedz, że powinienem…
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

09 mar 2013, 17:33

Elf… Słaba istota, która nie jest w stanie zrobić wielkiej krzywdy używając tylko siły swego ciała. Była to na prawdę ogromna wada. Taki starzec jak Zygmunt dostając kolankiem nie robił sobie z tego wiele, prawie nic.
~Zjebałeś, no zjebałeś. Trzeba było go zabić, zajebać! zniszczyć! rozpierdolić!!!!
Szaleństwo szeptacza nie pozwalało skupić się Galatowi, a ten teraz musiał bardzo rozważnie podejmować kolejne decyzje. Przygwożdżony do ściany, prawdopodobnie za pomocą telekinezy i do tego bez możliwości użycia swoich sztuczek. Obserwowany przez Galata mag, który był w stanie ekstazy, przyprawiał elfa o odruch wymiotny. Nagi dewiant zadał mu pytanie.
~I tu zaczyna się rola mojego umysłu.
Elf uśmiechnął się, jego mózg pracował na najwyższych obrotach szukając odpowiedzi, która pociągnie maga za język, a ponadto obniży uwagę Zygmunta.
Nim jednak Galat odpowiedział, spróbował po raz wtóry zmienić atrament, którym jest oblany mag, w najprostsze w świecie kolce. Jego celem było dostanie się chociaż jednej kropelki tego czarnego płynu do organizmu maga. Jednak czy uda się to Elfowi? Dopiero po tej próbie, jego usta wypuściły kilka słów.
A czy masz za co mnie karać?

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.