Pokój nr 6

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

Pokój nr 6

01 lut 2012, 07:30

Pchnęła lekko drzwi, jej oczom ukazało się łóżko, wyglądające na raczej wygodne, spora szafa, której po doświadczeniach ze złodziejami wolała uniknąć, rozpadające się, zupełnie nie interesujące ją biurko i krzesło. Wolnym krokiem weszła do pokoju, zapalając świecę wiszącą na ścianie. Mimo, że nie było jeszcze ciemno, to z każdą chwilą słońce opadało coraz niżej, ku zachodowi. Obie nogi w pokoju. Nikt się nie rzucił, nie wyczuwa żadnych złodziei czy zabójców dookoła. Odetchnęła z wyraźną ulgą, była to wróżba kolejnej przeżytej we względnym spokoju nocy. Przeciągnęła się, wysuwając złączone ręce wysoko nad siebie i wyginając do przodu. Był to ruch przynoszący wiele ulgi, a publicznie jako kobieta nie mogła sobie nań pozwolić – przyciągał zbyt wiele lubieżnych spojrzeń. Usiadła na łóżku, powoli demontując swój sprzęt. Dwa wkręty, trzymające kuszę przyczepioną do rękawicy spoczywały teraz na jej dłoni. Stal, nieprzeciętna – nie mogła zostać przeżarta przez rdzę, nie pękała na zimnie, miała w sobie delikatny domieszek magii, który dawał jej odporność na rozszerzalność cieplną, przez co nie zużywały się tak szybko jak zwykłe mocowania. Zaczęła podrzucać śrubki, wspominając swoją pierwszą kuszę. Większą od niej, zrobioną z drewna i zupełnie nienadające się do tego celu włosy z końskiego ogona. Kuszę, o której naciągnięcie musiała prosić Tarretha, czując przy tym wstyd, bo zwracanie się do kogoś o pomoc, spowodowane własną słabością zawsze budziło w niej wstręt i zakłopotanie.
A jednak to z pomocą tamtej kuszy nauczyła się celować, celować tak doskonale, że kiedy dostała swoją, malutką dwustrzałówkę potrafiła trafić w ruszający się cel, oddalony o sto kroków.
Kolejne wkręty, tym razem ostrza na nogach. Spać w nich – głupota i ryzyko kalectwa. Raz ich nie zdjęła, wiedząc, że rano musi szybko wypaść z łóżka i jak najszybciej stawić się w miejscu, którędy zwykle przechodził cel. Praca została wykonana miesiąc później, miesiąc, w którym musiała codziennie przyjmować medykamenty przyspieszające gojenie ran, a opatrunki miała zmieniane kilka razy dziennie. Uznawszy, że nie warto, wykręcała je zawsze przed udaniem się na spoczynek. Metaliczny brzęk, ostrze upadło na podłogę. Z przesadną delikatnością Łowczyni podniosła je z ziemi, i po raz enty dokładnie obejrzała. Żadnych zadrapań, nigdy nie ostrzone, a wciąż ostre jak pierwszego dnia po zakupie. Pamiętała ów dzień jak dzisiaj – weszła do domu płatnerza, a ten zabrał ją na zaplecze. Jeden z manekinów przykryty był prześcieradłem. Kiedy rzemieślnik podniósł je, Arael zaniemówiła w niemym zachwycie. Oto widziała przed sobą majstersztyk, prawdziwe dzieło sztuki, przykład wielkiego kunsztu. Natychmiast zapłaciła, nie dając po sobie znać zachwytu, jednak wyraźnie zaznaczając zadowolenie, po czym pognała do Czarnego Kota, założyła zbroję, przykręciła kuszę, i resztę dnia, do samego zmroku spędziła na placu treningowym, dekapitując kilkadziesiąt manekinów, tudzież pozbawiając ich rąk, stojaków, przeszywając na wylot bełtami.
Kolejny brzęk, kolejne ostrze na ziemi. Znów podniosła je delikatnie, przyciągając do siebie krzesło i kładąc na nim odczepione części ekwipunku.
Lubiła to miejsce.

_______

Obraca śrubkę w palcach, wlepia w nie swoje czerwone oczy. Drobny element całej układanki, jednak bez tego małego, maleńkiego kawałka cały jej pancerz by runął, nie dając jej najmniejszych szans w walce z nawet najsłabszym przeciwnikiem.
Perfekcja. Perfekcja i dokładność. Te dwa słowa były jej najlepszym określeniem.
Mam teraz iść spać. Rano wstanę, ruszę pod bramę i spotkam Infiego. Demona, który twierdzi, że nie jest demonem. I tą dziwną driadę. Chyba nawet ją lubię. Nie wiem.
A co, jeżeli wszystko to jest jedną, wielką intrygą jakiegoś niezadowolonego klienta?
Nie, wydawał się być człowiekiem honoru.
Wydawał.
…wydawał…
To nie jemu jestem coś dłużna. Tarreth. Tarreth. To jemu muszę pomóc. To u niego mam zaciągnięty dług, którego nigdy nie byłam w stanie spłacić. Tarreth.

Potok myśli, zakończony wnioskiem. Łowczyni szybko – choć, oczywiście, dokładnie – przykręciła wszystkie śrubki, zmontowała standardowy arsenał, wstała i wyszła z pokoju, mijając chłopca, któremu wcześniej zapłaciła.
Podsunęła się do niego w mgnieniu oka, nie dając mu możliwości drgnięcia i szepnęła do ucha.
- Zatrzymaj te pieniądze, przydadzą ci się bardziej niż mi. A śniadania nie przygotowuj. Chyba, że w nocy zobaczysz mnie wlokącą się do pokoju, ale na to jest niewielka szansa.
Ruszyła w stronę drzwi, kierując się w stronę Pałacu.
Ponownie.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

13 mar 2013, 00:43

MG

Dziadzio bawił się wręcz wybornie. Tak, tym razem będzie musiał pochwalić człowieka, który zachęcał zbłąkane, jędrne i młode owieczki by wpadały w jego ręce i…nie tylko ręce. "Młody" elf zaś wpadł teraz za sprawą Zygmunta na ścianę z hukiem, jednak nie robiąc sobie żadnej krzywdy. W końcu brodaty miał już wystarczająco wiele praktyki magicznej za sobą by potraktować kogoś magią z wyczuciem, czyli tak, by w razie takiej zachcianki nie uszkodzić delikwenta. Jednakże, wracając…
Mag obracał zwolna całą sylwetką swojego przyszłego kochanka w kółko, tak, że głowa elfa była to na dole, to na górze. W tej całej powolnej "karuzeli" Galat próbował użyć magii, jednak wówczas mógł szybko wyczuć emanującą od dziada aurę, która wychodziła naprzeciw czarom długouchego, sprawiając, iż obie te siły znosiły się nawzajem i zanikały w sposób taki, że elf nie osiągnął żadnego efektu magicznego. Pozostało więc tylko kombinować słowem…
-Naturalnie, że mam. Takie niewychowane, dzikie stworzenie…Bez kar i nagród jakakolwiek próba wychowania sensu nie ma. Znów mnie pokąsasz…– Uśmiechnął się robiąc krok w przód i trzeba przyznać, że jak na starca, to jego "laska" prezentowała się w tym momencie wyjątkowo…prosto. Zrobił jeszcze jeden krok do przodu przybliżając swoją goliznę oblaną atramentem do elfich oczu pozostającej jednak wciąż w bezpiecznej odległości.
-Hm? Powiedz mi jakiej kary pragnąłbyś doznać, bądź jakiego szczęścia zaznać? Powiedz, to oszczędzi nam wielu problemów, bo inaczej będę musiał szukać i szukać kary dla ciebie, a to żmudne może być wyjątkowo…– Tak, tak, w końcu gdyby Zygmunt znalazł jakaś bolesną karę na Galata musiałby się upewnić czy jest ona najgorsza z możliwych, czyli koniecznie musiałby i tak, czy siak przetestować całą masę innych…
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

13 mar 2013, 17:45

Rudzielec wziął głęboki wdech, miał już dosyć tego maga, a z początku miała być to tylko prezencja swoich umiejętności, by Zygmunt uznał go za odpowiedniego do tego zadania. Jednakże to wszystko zeszło na zły tor.
Jeżeli podejdziesz bliżej, to powiem Ci na ucho. Wstydzę się tego, a ściany mają uszy.
Na twarzy Galata pojawił się uśmiech, który zniknął równie szybko co mrugnięcie oka, tak więc Ci, którzy słabo obserwowali, mogliby mieć problemy z dostrzeżeniem tegoż fenomenu.
Elf czekał, czekał na dogodną okazję, czekał, aż twarz maga będzie na tyle blisko, żeby Galat mógł powiedzieć mu coś na ucho. Tak więc, gdy Zygmunt był tuż tuż, rudzielec szepnął mu do ucha.
Najlepszą karą dla mnie, będzie to, co sprawi Ci największą radość, zaś największą nagrodą dla mnie będzie puszczenie mnie wolno i podanie mi informacji, po które tu przyszedłem.
Galat wciąż czekał, aż Zygmunt straci czujność, aż ekstytacja tego starego dewianta będzie na tyle duża, by w końcu nie potrafił się opanować i się odsłonił, wtedy to Elf robi wszystko, by zadać takie obrażenia, aby stary pierd był w stanie powiedzieć mu informacje, po które elf tu przyszedł.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

15 mar 2013, 07:54

MG

Na pierwsze słowa dziadowi zadrżały spierzchnięte warki. Nie trzeba było długo czekać na jego krok przód, a następnie kolejny i kolejny…Każdy wykonywał wydając charakterystyczny dźwięk stąpania po mokrej nawierzchni bosymi stopami, a wszystko za sprawą cieczy która zalała nie tylko starca, lecz również podłogi. Jednak to mało istotne, przynajmniej dla samego Zygmunta, który z szerokim uśmiechem nachylił uszko do elfa zacierając łapki swoje i wywijając ze zniecierpliwienia oraz ciekawości źrenice swe ku sufitowi. Następnie zachichotał niczym niewiasta wydając z siebie wysoko brzmiące "Chihihi", przysłaniając przy tym usta jedną dłonią. Wyraźnie czujność jego stopniała na rzecz rozmarzenia się na temat tego, jaką to praktykę seksualną winien zastosować. Cała fizjonomia elfa zawieszona na ścianie, przekręciła się tak, by usta Galata, oraz co za tym idzie – jego cała twarz, były jak najbliżej starczego narządu słuchu. W końcu należało dodać całości scenerii nieco odpowiedniego klimatu, a różnica we wzroście długouchego, jak również człowieka, była zbyt duża by go zachować bez pewnych praktyk.
Temat informacji kompletnie zignorował. Pogrążony był bowiem w swoim małym świecie. Najwyraźniej elf, nie zorientował się jeszcze, że ludzie z parteru zrobili go w konia odsyłając go po złośliwemu w objęcia zboczeńca, w roli następnego kochanka…
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

10 lip 2013, 12:04

Nie w smak pisać mi tego posta rly ;x
~Czyż nie jest tchórzostwem nie robić tylko dla tego, że nie można zrobić wszystkiego?
Szeptacz szepnął słówko i w elfie od razu zaczęła buzować krew.
~Nie jestem tchórzem! ~ Krzyczał na szeptacza, który takową sugestię skrył w słowach przeznaczonych tylko dla Galata.
Szarpnął kończynami. Nawet nie drgnęły. Przytrzymywane przez jakąś niezrozumiałą dla niego siłę ograniczały jego ruchy niemalże do zera… Jednak nie ma tego złego co by na gorsze nie wyszło. Galat obrócił się wbrew swej woli. Teraz był głową tam gdzie powinien mieć nogi. Krew dopływała mu do mózgu. Jeszcze chwila i jego wewnętrzne ucho miało eksplodować. Ciśnienie w jego głowie było zbyt duże, nie podobało mu się to… To nie było przyjemne uczucie. Przełknął ślinę. Nagi fallus starca był kilka cali przed jego licem. Wziął głęboki wdech.
~Raz na wozie, raz żreć kutasy
Nie widziało mu się wkładania tego do ust, ale tylko nad tym miał jako taką kontrolę. Nim zbliżył się do członka Zygmunta, zamknął oczu szukając egzystencji atramentu – i choć brzmi to durnie, to Galat rzeczywiście poszukiwał jego własnych cząsteczek, które pozwalały kontrolować czarną ciecz. Przygotował fizycznie jak i psychicznie. Wziął głęboki wdech i wypuścił powoli powietrze, jakby szykował się przed uniesieniem ciężaru przekraczającego jego fizyczne możliwości – ale wciąż wierząc, że uda mu się to zrobić.
Otworzył usta i ruszył głową tak, by zamknąć w objęciach jego jamy ustnej kutasa Zygmunta.
~Teraz!
Wszelaki atrament, którym został obryzgany ten dewiant miał wbić się pod jego skórę i rozprawić się z jegoż wnętrznościami.
Galat zacisnął szczęki najmocniej jak potrafił. Miał zamiar ukrócić Zygmunta o ważmy instrument organizmu.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

07 wrz 2013, 14:29

MG

Trzeba przyznać, że cała rozgrywającą się za zamkniętymi drzwiami pokoju sytuacja była niecodzienna. Bardzo niecodzienna. Skapujący przez deski na niższe piętro atrament, dziwne odgłosy, szarpanina, stęki, jęki, Lorven wie co jeszcze. To wszystko było zaledwie zaczątkiem do tej niecodzienności , która w ostatecznym rozrachunku prowadziła do… perwersyjnego maga? Cóż za żałość. Galat nie tylko został nabrany i wyglądało na to, że jego "rozmówca" nie tylko mu nie pomoże, ale w dodatku wręcz przeciwnie. Niefortunna sytuacja. Jak to mawiają niektóre krasnoludy, ktoś leci tutaj w chuja.
Gdy w końcu Zygmunt, dumny z siebie i swego nowego nabytku, jakim był Galat, zbliżył się do elfa. Na jego twarzy zakwitło niczym wschodzące słońce zadowolenie. Mógł w końcu poczuć na swoim kroczu upragniony dotyk ust Galata, co sprawiło że drgnął cały gwałtownie wydając z siebie stęknięcie. Owa przyjemność nie trwała długo, bo zaledwie jedną, może dwie sekundy. Zaraz po tym magia Galata ponownie pomknęła w stronę starca. I tak jak wcześniej, ponownie została znegowana u swojej podstawy, rozpraszając się w zupełnie nieskuteczne i bezcelowe zaklęcie. Nie było żadnego efektu, atrament na ciele starca nawet nie drgnął. Postronny obserwator zapewne nawet nie wiedziałby że zaszedł jakikolwiek ruch magii.
Wróćmy jednak do krocza Zygmunta, bo to ono odgrywało kluczową rolę w całym zdarzeniu. Wrzask, jaki rozszedł się po Oberży trudno porównać do czegokolwiek innego. Było w nim tyle bólu i rozpaczy, że Galat mógłby nawet obudzić w sobie współczucie do biednego Zygmunta. Gdyby to nie on był jego ofiarą. Mag zdecydowanie obrał sobie za cel najgorszy z możliwych otworów, albowiem, choć magia Galata okazała się nieskuteczna, jego zębom nie można było skuteczności odmówić. Mag w bezsensownym odruchu szarpnął się do tyłu, próbując uwolnić się ze szczęk elfa i raniąc jeszcze bardziej. Wymachiwał rękami w panice, jakby właśnie znajdował się na środku morskiej toni i był wyjątkowo kiepskim pływakiem. Galat natomiast z hukiem wylądował na ziemi, jedynie elfi refleks sprawił, że miast trzasnąć z impetem głową w podłogę i skręcić sobie kark zdołał on wesprzeć się na uwolnionych przed sekundą rękach i utrzymać w takiej pozycji, opierając plecami o ścianę. Cały ten manewr zdecydowanie nie przyniósł ulgi Zygmuntowi, który to zawył ponownie z bólu i opadł na kolana. Ból, czy może panika tak go obezwładniły, że nawet nie próbował atakować. Mogło to jednak wkrótce się zmienić.
Galat czuł w swoich ustach sflaczały kawałek mięsa i napływającą krew. Dużo krwi. Gdyby skupił się na gamie smaków obecnych w jego gębie mógłby wyczuć też słoną nutę, ale niewątpliwie miał on lepsze rzeczy do roboty. Wspierał się właśnie na rękach, oparty o ścianę i mając głowę może trzydzieści centymetrów nad ziemią. W dodatku, w ustach nadal miał kutas Zygmunta, którego ze swoim właścicielem trzymały jeszcze żyły i odrobina nadgryzionego mięsa. Słowem: niewiele. Kastracja przebiegła niemal całkowicie po myśli rudzielca. Należało teraz działać. Zygmunt za chwilę zapewne oprzytomnieje na tyle, żeby podjąć się jakichś sensownych czynów, a dochodzące z pokoju dźwięki i skapujący atrament niewątpliwie przyciągną ludzi.
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

08 wrz 2013, 13:14

Stało się. Galat został zmuszony do bolesnego zabiegu kastracji. Został zmuszony zrobić to własnymi zębami. Poczuł na podniebieniu obrzydliwe nuty smakowe takie jak słony smak spermy, czy żelazny smak krwi.
Zdecydowanie zwymiotowałby od razu, gdyby nie fakt, że był w środku walki o honor… Miał on jeszcze coś takiego? Jego usta zostały zbezczeszczone, jego wola została złamana, jego siła została pokonana.
Zdecydowanie był on teraz wrakiem tego elfa, którego można było oglądać jeszcze zanim wszedł do tego pokoju. Jego samoocena spadła do granic dna i kilku metrów mułu. On… Zamiast kalkulować swoje zwycięstwo i być panem sytuacji, rozpaczliwie działał w sposób podstępny i niegodny. Jednakże… Jego działania odniosły sukces. On został uwolniony z tej pułapki jakieś dziwnej magii. Z gracją jaką można przypisać elfiej rasie, upadł na deski nie wydając przy tym najmniejszego stęknięcia. Stał teraz na rękach i zdawałoby się, że czuje się w tej pozie jakkolwiek komfortowo.
Mocnym szarpnięciem zaciśniętych szczęk, miał zamiar dokonać tego, co zaczął, a później, konsekwentnie wypluć, choć mógł również połknąć, ciało obce znajdujące się w je go ustach.
Dławił się nim, a odruchy wymiotne były coraz bardziej desperacko tłumione.
Skoro jego ręce zostały uwolnione, czerwonoowłosy pomyślał, że i ta druga, chroniąca przed magią, jakaś powłoka na ciele Zygmunta, albo przestrzeń, którą wokół siebie wytworzył, również padła. Spróbował po raz kolejny sztuczki z magią atramentu i starał się całą tą czarną ciecz ograniczyć do swojej woli. Teraz zaś chciał przebić ciało Zygmunta na wszelkie sposoby. Chciał by jego ciało miało więcej dziur niż ciała. Chciał by zginał szybko lecz efektownie.
Jednakże! Jego ręce, w końcu wolne od tej beznadziejnej magii, która w żaden sposób nie jest piękna, również chciały działać, rwały się do działania.
Tak więc Elf nie szczędził na sposobach uśmiercania Zygmunta. Wybijając się z rąk pragnął zrobić półobrót i wylądować kolanem w splocie tego dewianta. Zaś ręce w sprawnym, ćwiczonym jakby niezliczoną ilość razy ruchu, skręcić miały kark.
Zważał Galat jednak na jedną rzecz, ażeby jego atramentowe dzidy, igły i Lorven wie co jeszcze, nie dosięgły samego autora tychże.

Musisz mi wybaczyć tą felerną jakość posta. Albowiem dostosowanie się do postaci po dość długim okresie separacji z nią, jest dość wymagające.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 wrz 2013, 16:04

MG

Miłosne igraszki zakończyły się aż nazbyt efektownie. Na Lorven, gdyby ktoś tylko widział to, co działo się przed chwilą w pokoju. Ba, działo się przed chwilą? Ależ nie, działo się nadal i to w zastraszającym tempie. Zygmunt już zdawał sobie przypominać o istnieniu świata wokół, gdy kolejne szarpnięcie wydusiło z jego płuc głośny okrzyk. Także zresztą nie pierwszy z kolei. Galat nie zdołał dokończyć swojego dzieła, ostatecznie zmuszony był wypluć narząd rozrodczy Zygmunta, który żałośnie zadyndał na resztkach mięsa i żyłach, które były zbyt wytrzymałe by poddać się elfim zębom. Zygmunt machając w panice rękami także dopuścił się niecnego ataku. Jego dłoń z impetem trzasnęła Galata, trafiając go prosto w krocze. Elf mógł jedynie stęknąć. Bez wątpienia nie było to niczym przyjemnym.
Uderzenie maga co prawda nie pozbawiło ofiary przytomności, jednak wywołało ból, a co za tym idzie pojedynczy, krótki spazm, który utrudnił wszelkie działanie. Zajęty opłakiwaniem swojej straty starzec nie był w stanie zapobiec kolejnemu zaklęciu. Galat jednak, jak się po chwili okazało, nie docenił siły Zygmunta. Mag znegował obecne w atramencie zaklęcia totalnie, a ciecz była niemrawa i nie chciała go słuchać, nie pamiętała już zupełnie o tym, że była kiedyś elfim rysunkiem. Ostatecznie pewna ilość atramentu niechętnie wpełzła pod skórę maga, nie było to zamierzonym efektem, ale zawsze jakimś było. Galat nie miał pojęcia jakie mogą być konsekwencje tego zdarzenia, jednak trudno wątpić było w jedno: Nie będą przyjemne. Dla Zygmunta, oczywiście.
O ile zaklęcie było w pewnym stopniu skuteczne, choć może zadziałało zgoła w inny sposób niż oczekiwany, druga akcja okazała się być w większym stopniu fiaskiem. Elf zdołał się obrócić, ustawiając tym samym na chwilę tyłem do Zygmunta i tracąc go z oczu. Jednak w związku z powyższym, a także faktem że przerastał on swojego przeciwnika dość znacznie, nie sięgnął kolanami do jego piersi. Końcowo Galat wylądował na podłodze w przyklęku, po drodze przywalając kolanem w twarz Zygmunta. Poczuł nieprzyjemne mrowienie w swojej lewej stopie, gdy ta płasko uderzyła o deski podłogi, wywołując przy tym zresztą spory hałas. Nos maga znalazł się pod jego prawym kolanem, z chrzęstem zmieniając swoją formę z nosopodbnej do bezkształtnej breji. Sam Zygmunt natomiast przestał już nawet panicznie machać rękami, znokautowany otrzymanym ciosem.
Zdawałoby się, że to koniec problemów Galata. Wręcz przeciwnie. Na korytarzu można było usłyszeć tupot co najmniej kilku, a może nawet kilkunastu osób. Co zrobią, gdy zastaną elfa klęczącego na twarzy maga, z krwią i nasieniem spływającymi po brodzie? Trudno powiedzieć, ale raczej nie będą szczęśliwi. Elf szybko ogarnął pomieszczenie wzrokiem. Stół, krzesło, łóżko na którym leżała jakaś książka, coś przypominającego szafę, okno. Było to pierwsze piętro, okno było maksymalnie trzy metry nad poziomem gruntu. Drzwi raczej pozostawały kiepską opcją, na pewno ktoś spróbuje go zatrzymać. Ten ktoś w dodatku przyjmie postać kilku, lub kilkunastu osób.
Awatar użytkownika
Galat
Posty: 140
Rejestracja: 14 sty 2012, 18:00
GG: 2999930
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21583#21583

19 wrz 2013, 23:27

Elfy – stworzenia o urodzie znacznie przekraczającej obraz wojownika.
Elfy – stworzenia o finezji zdecydowanie wykraczającej poza czyjekolwiek wyobrażenia
Elfy – stworzenia miłujące piękno i kunszt.
Elfy – stworzenia, które są definicją wirtuozów kultury, począwszy od tańca, poprzez śpiew, poezję, a kończąc na teatrze. Przez taki styl bycia tych długouchych istot Elfy są często kojarzone ze skrzywionym rodzajem miłości, z miłością do osobników tej samej płci. Mówiąc brzydko, kutas staje na widok kutasa. Galat, jeden z przedstawicieli tej rasy w tej oto chwili mógłby być wzorowym przykładem dla czego elfy są kojarzone właśnie z homoseksualizmem. Mimo wszystko rudowłosy bohater nie mógł zostać przez nikogo nazwany w ten obraźliwy dla niego sposób. Był to na wskroś heteroseksualny elf – pomimo spermy na brodzie.
Jego duma została jednak splamiona przez pewien incydent z magiem, którego zdolności były denerwujące i, co ważniejsze, doprowadzały elfa do szału (oraz stawiały pod ścianą, do czego nigdy się nie przyzna), że ten nie potrafił myśleć a więc i wymyślić żadnego rozsądnego wyjścia poza tym, które miał, cóż – owijać w bawełnę nie będę – podsunięte pod nos.
Tak więc Rudzielcza duma i pycha została zbrukana i zmieszana z błotem. Nigdy nie będzie on już tym samym elfem.
Jednakże wracając do samej sytuacji:
Galat pokonał już swojego przeciwnika, choć i Zygmunt osiągnął swego rodzaju zwycięstwo. Elf zastanawiał się właśnie nad tym wycierając ubrudzoną nasieniem brodę i zbierając ślinę wraz ze słonymi resztkami na język, by potem wypluć to wprost na twarz magika.
Gniew gotował się w długouchym potężnie, czara z tym przeklętym uczuciem zaraz miała się przelać by Galat wybuchł tak potężną nienawiścią, która, gdyby tylko mogła niszczyć, spopieliłaby całą karczmę do cna.
Mimo tego gniewu, czułe uszy które wyróżniały go, wraz ze wzrostem, wśród tłumu wchłonęły niepokojące dźwięki. Chmara kolejnych osiłków zaraz miała tutaj wpaść.
Gdyby tylko elf miał swoją broń, gdyby miał w ręku jakikolwiek oręż, stanąłby bez lęku przeciwko dziesiątce… Nie… Setce wojowników, jednak nie miał niczego, co ostrzem można by było nazwać. Galat musiał pozostawić swój taniec śmierci dla kogoś innego.
Pomimo czasu, który topniał jak lód w słoneczne letnie południe, elf postanowił dokończyć swego dzieła.
Wyciągnął dłoń w stronę nieprzytomnego Zygmunta i korzystając ze swoich zdolności panowania nad atramentem, ożywił tatuaże na przedramieniu. Kilka kształtów do złudzenia przypominających macki ośmiornicy winno się pojawić przed dłonią elfa. Ich ostre jak kolce jeża zakończenia miały wbić się w szyję Zygmunta i ukrócić jego życie do kilku następnych sekund. Następnie, bo wierzył, że zdąży to zrobić, szybkim susem doskoczył do księgi, która jako jedyna w całym pokoju przykuła jego uwagę i wyskoczył przez okno prostując skrzydła – i to dosłownie – na których miał bezpiecznie zlecieć na parter kilka przecznic dalej od oberży "Pod Czarnym Kotem".
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

21 wrz 2013, 16:54

MG
Rozważania nad swą dumą, honorem i tym kim jest Galat musiał pozostawić na później. Musiał. Mądrą decyzją było to, że zrezygnował z walki. Prędzej czy później nadbiegający mężczyźni obezwładnili by go i zapewne wykończyli. Zygmunt już konał, dławił się swoją krwią, jednocześnie wykrwawiając się z drugiej strony swojego torsu, stracił przytomność, w efekcie nie mógł odkaszlnąć napływającej do płuc krwi. Słowem, zdychał. Nie trzeba było go wykańczać, jednak Galat to zrobił. Może był to jakiś przejaw litości dla starego perwersa? W każdym razie, zaklęcie szybko wykonało swoją robotę. Ochlapany krwią i nasieniem, nadal czujący w ustach słono-metaliczny posmak elf chwycił książkę i wyskoczył przez okno. Atramentowe skrzydła uniosły go, pozwalając ominąć kilka, może kilkanaście domów. Nie był w stanie tego policzyć. Nieliczni ludzie ze zdziwieniem spoglądali z ulic na dziwny kształt, który oderwał się od karczemnej ściany.
Sekundy później do pokoju wpadło kilku mężczyzn. Widok, jaki ujrzeli był szokujący. Wszędzie była krew i atrament, nagie, zmasakrowane ciało Zygmunta leżało na podłodze w groteskowej, pokrzywionej pozie. Jeden z mężczyzn zgiął się wpół, nie wytrzymując widoku jaki mu się ukazał. Do wszechobecnego atramentu, krwi oraz fekaliów Zygmunta, które wydostały się na powietrze gdy martwe ciało utraciło typowe dla swego żywego odpowiednika napięcie, doszły jeszcze wymiociny jednego z gości. Pięknie. Karczmarz zapewne będzie miał ogromne trudności z tym, żeby doprowadzić to pomieszczenie do używalnego stanu.
Błyskawicznie wezwano straż miejską, która wyciągnęła od ludzi opis wyglądu rudowłosego elfa. Nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie on, gdziekolwiek zniknął, był sprawcą całego zajścia. W końcu niemal każdy kto był wtedy w karczmie widział go wychodzącego na piętro. Bez wątpienia plotki rozniosą się po mieście błyskawicznie.
Galat zaś zdołał na swych atramentowych skrzydłach przelecieć kawał drogi. Gdy opadł na ziemię karczma nadal jeszcze majaczyła za nim, jednak oddalił się na stosunkowo bezpieczną odległość. Szybko schował się w jakimś zakamarku, aby nie ryzykować tego, że zobaczą go kolejne osoby. Książkę w trakcie lotu przycisnął do piersi, brudząc krwią skórzaną okładkę. Wiedziony ciekawością otworzył ją w losowym miejscu. Od razu zauważył, że jest ona zapisana w Wolnej Mowie, niezbyt dbałym pismem. Ta niedbałość jednoznacznie wskazywała, na fakt że były to czyjeś prywatne zapiski, zapewne martwego już Zygmunta. Zamknął książkę, nie będąc w stanie wywnioskować nic z narysowanych w niej wzorów. Jeśli chce poznać jej treść, musi znaleźć kogoś kto mu ją przeczyta. Najpierw wypadałoby jednak zrobić coś z faktem, że cały był umorusany atramentem i posoką. Rudy, brudny od krwi elf paradujący ulicami miasta nie mógł zostać niezauważony.
Słońce skryło się niedawno za horyzontem, pozostawiając Wolenvain w półmroku. W niektórych oknach mógł dostrzec blade, słabe światła. Rudzielec miał szczęście, w okolicy było niewiele ludzi, zapewne widziało go tylko kilka osób. Rozejrzał się ostrożnie, ale nie zdołał nikogo dostrzec. Był zdyszany, potrzebował chwilę aby złapać oddech. Oparł się o deski jakiegoś budynku, zapewne magazynu. Rzucając się do ucieczki odleciał w głąb dzielnicy portowej. Z jednej strony dobrze – oddalił się od rynku, w efekcie mniej osób może go zobaczyć. Z drugiej strony źle – praktycznie nie zbliżył się do bram miasta, choć w takim stanie w jakim był teraz zapewne i tak ciężko byłoby mu przez nie przejść. Ktoś spróbowałby go zatrzymać. Wpakował się w tarapaty, jednocześnie nijak nie zyskał poszukiwanych informacji. Chyba że… Znów spojrzał na trzymaną w dłoniach księgę. Wypadł przez okno z takim pędem, że omal jej nie upuścił wyskakując. Szkoda by było, logika podsuwała, że może w niej być coś ciekawego. W końcu trudno wierzyć, żeby Zygmunt całe życie gwałcił mężczyzn.

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.