Główne pomieszczenie

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.

Moderator: MG

Ro
Anonymous

Główne pomieszczenie

09 cze. 2011, 19:37

Do wnętrza słaniającego się pod upływem wieków przybytku prowadzą stare, z dawien już nadające się do wymiany odrzwia zbite z kilku zmurszałych dech. Zardzewiałe zawiasy nie pamiętające już smaku smalcu bądź oliwy od powstania oberży towarzyszą naiwnemu wchodzącemu do wewnątrz swym głośnym, przeraźliwym piskiem i zgrzytem. Zatęchłe powietrze panujące w izbie przepełnione jest gęstym, fajkowym dymem panoszącym się wszędzie dokoła oraz wonią skwaśniałego piwska, którego niezliczone pokłady rozlano na karczemne dechy oraz stoły. Te drugie, wielkie, dębowe meble ustawiono wzdłuż sali w równych odstępach – a w izbie całej zmieściło się ich aż osiem! Jeden z nich długi jest na dziesiątkę łokci, a przy każdym stają po dwie ławy – niektóre jeszcze z oparciami. Zakurzoną i zabłoconą podłogę izby stanowią wiekowe, przegniłe z lekka, wytarte setką podeszw dechy, które niedbale rzucono na stare klepisko. Przybite na szybko klepki mające uchronić biesiadujących od licznych kontuzji walają się teraz po całej izbie. Naprzeciw drzwi znajduje się szynkwas. Na niewysokie, zbudowane ze słabo wypalonej cegły zawęgle narzucono szeroką i grubą dechę, która teraz ma stanowić ladę kontuaru – nie zdarzyło się jeszcze, aby nie stały na niej brudne kufle i kielichy. Za szynkwasem, w umorusanym tłuszczem, kurzem oraz wszelkim innym brudem fartuchu stoi stary, gruby gbur zwany – przez bardzo wąskie grono swych gości – karczmarzem. I tak jak lato zawsze jest po wiośnie, a wiosna po zimie, tak oberżysta od niegdysiejszych czasów jest chamem, złodziejem a na to chachmentem i wyzyskiwaczem jakich mało. Nie tajemnicą jest, że na zapleczu wedle swej miary chrzci wszystkie trunki, a do potrawki wrzuca znalezione w uliczkach, przegniłe truchło kota. Jest jednak jednym z większych źródeł informacji w całym mieście, dlatego wiele rodów oraz organizacji zabiega o liczne jego względy. Nie jest już co prawda właścicielem, gdyż majątek zgubił na zakładach, to cięgiem stanowi nieodzowny element przybytku. Chwilę za kontuarem (i wiecznym miejscem krzątaniny skąpego grubasa) znajduje się zaplecze – podręczny składzik. Walają się tam puste beczki, stłuczone kufle i mięsiwa, które karczmarz kisi pod solą.
Na prawo i lewo od drzwi wejściowych, mniej więcej w połowie izby znajdują się schody. Te po lewicy prowadzą w dół, ku piwnicom. Czort jeden raczy jeno wiedzieć ileż juchy przelało się w podkarczemnych katakumbach, ileż konspiracji i intryg tam zawiązano, ileż dziewek zgwałcono… Przy samych schodach znajduje się szeroki na pięć i wysoki na sześć łokci kominek. W palenisku zazwyczaj żarzą się mokre polana wyrzucające w górę kolejne tumany gęstego dymu. Nad nimi zawieszono olbrzymi, caluśki osmolony kocioł. Wesoło bulgocząca w nim ciecz niejednego głodnego nasyciła samym smrodem – jeno ryzykanci oraz szaleńcy smakują karczemnych wywarów. Przed paleniskiem ustawiono dwa stare, przetarte fotele, w których trzewiach rozwinął się mikroświat wszelkiego robactwa.
Natomiast strome stopnie schodów znajdujące się po prawicy prowadzą na pięterko – do zawszonych, zapluskwionych, śmierdzących pokojów, za które karczmarzyna liczy sobie jak za królewskie komnaty. Po obu stronach schodów prowadzących na górę stoją niskie kanapy – zwykły na nich leżeć w pół roznegliżowane kobiety nęcące swym wzrokiem oraz brudnym ciałem biesiadników. Syfilis pewniejszy niźli śmierć…
W całej izbie panuje niezdrowy półmrok, a to za sprawą brudnych, nigdy nie mytych okien oraz z dawien wypalonych ogarków, których nikomu nie chce się wymienić – taka atmosfera odpowiada jednak gościom, którzy zwykli zbierać się w gospodzie każdego wieczora. W całej karczmie znajduje się tylko i wyłącznie jedno malowidło – obryzgany juchą biesiadników, oblany piwskiem z ciśniętego przez jakiegoś awanturnika kufla, zakurzony i nieczyszczony od kiedy go tylko zawieszono portret króla.

Obrazek
~~~~~~~~~~~~~~~~
-Będzie trzeba tu posprzątać… Chyba… – Rose weszła do Oberży i usiadła lekko na krześle.
-Cholera… Jestem tego gówna właścicielką. Ile z tym roboty!! – Dziewczyna uderzyła w stół, nawet nie drgną. Wstała i poszła za bar. Przejechała palcem po nim i westchnęła.
-Wszystko jest dobrze, teraz czekać na klientów.
OGŁASZAM, ŻE OBERŻA POD "CZARNYM KOTEM" ZOSTAŁA OTWARTA
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze. 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

18 paź. 2016, 20:27

Sytuacja z sekundy na sekundę przybierała coraz to gorszy obraz. Waliła na nich rozwścieczona tłuszcza, której nie podoła nawet największy wojownik. Gdyby tylko przywódca bandy potrafił władać magią ognia, sugestia Kruka byłaby bardzo prosta. "Spal całe gówno.". Wzdrygnął się na samą myśl, swoiste echo jego wyniosłej i brutalnej natury, pogardzającej wszystkimi rasami. Był pewien, że w umysłach jego braci kipią myśli pełne chęci mordu, rewanżu. Złapał się na tym, że pośród nich i jemu udzielały się te same obrazy, kreślone przez pokrewieństwo rasy. Instynkty, nawyki, które przez tyle lat tępił, ćwiczył w sobie, wychodziły z swoich ram. Coś wewnątrz niego krzyczało, chciało wyrżnąć wszystkich tych, którzy przeszkadzają mu w misji. Misja - ona była najważniejsza.

Kruk ciął krótko w najbliższego i najgłupszego człowieka, który podszedł bliżej. Przysunął się bliżej łysego, by rzucić mu kilka uwag.
Pokaż treść
Kruk będzie unikał otwartej walki. Zaproponuje przywódcy wycofanie się i przegrupowanie. Jeśli elf walczący z tarczownikiem będzie martwy, lub na straconej pozycji, jego los został przypieczętowany CHYBA, że przywódca ma w zanadrzu silniejszą wersję czaru oślepiającego. Kruk zasugeruje mu w krótkich słowach i to, ewentualnie spowicie obszaru całkowitym mrokiem, w którym jedynymi istotami zdolnymi do działania będą oni. Będzie proponować wycofanie się w bezpieczne miejsce, by tam planować i podjąć pewne kroki.
- Musimy się wycofać i przegrupować. Nim minie ćwierć najkrótszej z modlitw tych.. ścierw.. otoczą nas i zarąbią, a nie taki jest cel. Jeśli możesz rzuć ponownie owe oślepiające światło, jeśli władasz magią mogącą wygenerować ciemność przyjazną jedynie naszej rasie, zrób to. Tak czy inaczej, musimy uchodzić. Zemsta dosięgnie ich, zapewniam Cię, że i mi zaczynają grać na nerwach te żałosne ochłapy. - wyśpiewał kilka zdań w ojczystym i niezrozumiałym dla tłuszczy języku.
Był gotów opuścić pobratymców, jeśli Ci przedłożą pustą nienawiść i chęć mordu, nad taktycznym zagraniem.
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie. 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

19 paź. 2016, 13:35

Kiedy go zawołali, odpowiedział. Nawet w chwili największej próby nie zawahał się, nie przerywając natarcia. Utrata wzroku była tylko testem, marną próbą złamania jego ducha. Harkvinnar wiedział, że jego bogowie nie miłują za nic. Sam fakt, że uczynili go swoim narzędziem, był dostateczną łaską. Od tamtego momentu wszystko znajdowało się wyłącznie w jego rękach. Był wolnym człowiekiem, był wojem, był niedźwiedziem Angrnala. Był Gradem.

Jeden z przeciwników wymknął się mu, ale na to roskvar tylko się zaśmiał. Ciemne plamy ich wątłych sylwetek nie dały się pomylić z niczym innym. Cel był jasny i nie miał dokąd uciec, przyciskany przez tłuszczę, która nadciągała już z obu stron. W ruch poszły ciężkie pociski i okrzyki. Prości ludzie wznieśli raban, budząc chyba pół tej zapyziałej dzielnicy. Cholerne miasto niewiernych pokazywało, na co je stać. Wiedzione hartem, którego źródła nawet nie znało, stanowiło dla Harkvinnara tło.

Moczymordy, zabijaki, kurwy i żebracy. Margines tego świata ruszył przeciwko mściwym elfom. Pośród tego ciosy rozdawał potężny Hark, młócąc w imię własnych ideałów. Jeśli książę Hodgerdu zmarł w tym miejscu, takiż powinien być los jego sługi. Śmierć w walce była jedyną, której pragnął Grad. Nie bał się jej, ale nie zamierzał ginąć głupio, wiedząc, kto pokładał w nim swe nadzieje. Robił użytek ze swej tarczy, swojego doświadczenia i całego swojego ciała. Adrenalina prowadziła go w rytm szybko pompującego ją serca, wyostrzając zmysły woja i koncentrując na zadawaniu śmierci. Gdy jeden z elfów począł wyrzucać z siebie przeciągłą perorę, proklamując chyba jakąś pieprzoną poezję w swym plugawym języku, Harkvinnar nie mógł mieć problemów ze zlokalizowaniem go.

Zapragnął obić mu ryj.

Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut. 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

26 paź. 2016, 11:59

Druid bez wahania dołączył do strażników, rzucił przy okazji kilka krótkich słów, aby upewnić się że idą właśnie w kierunku alejki. Bezsensowne zaangażowanie Grada w jakąś ludzką bijatykę sprawiło, iż spokojny zazwyczaj Bref zaczynał powoli wrzeć od środka. Miał jedynie nadzieję, że nie widać po nim tego zbyt wyraźnie. Harkvinnar jeśli tylko wyjdzie z tego żywy nie zdoła uniknąć kilku ciepłych słów ze strony swojego towarzysza, nie było na to szans.

Nie mogąc zrobić nic więcej Brefirrid podreptał po prostu wraz ze strażnikami, licząc że ci opanują jakoś sytuację i rozgonią tłum. Chociaż patrząc na to jak nieporadni byli mieszkańcy tego kraju i jakimi dziwactwami się wykazywali miał poważne wątpliwości co do tego, że ci - rzekomo mający pilnować porządku - ludzie w jakikolwiek sposób się przydadzą.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz. 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

06 lis. 2016, 21:58

MG:

Przydługie przemówienie Kruka miało dlań dość niekorzystne skutki. Przede wszystkim zwrócił na siebie uwagę nie tylko tych, do których przemówienie było skierowane, ale także strony przeciwnej. Dziwne słowa, niezrozumiałe dla nikogo poza mrocznymi elfami, wzięte zostały, naturalnie, za następną próbę rzucenia czaru - i sprawiło to, że część z atakującego motłochu, ci, którzy nie byli bezpośrednio zajęci którymś z innych elfów, zwrócili się przeciwko Krukowi. Nie wszyscy mogli dosłyszeć tę wypowiedź, której Kruk wszakże nie wykrzyczał, ale ci, którzy byli blisko, usłyszeli jego obco brzmiące słowa, i ich okrzyki z kolei - "Ścierwo czarownicze! Bij! Tego!" i im podobne wskazały atakującym cel. Pociski, dotychczas rozproszone pomiędzy całą ich grupę, teraz leciały właściwie wyłącznie w Kruka, a oprócz tego biegło na niego z furią w oczach przynajmniej pięć osób, wliczając w to owładniętego żądzą krwi Harkvinnara.

Wypowiedź została gwałtownie przerwana pod jej koniec przez sporawy kamień, który uderzył go w lewy bok, wybijając mu dech z piersi i prawdopodobnie łamiąc żebro. Inny pocisk, wyglądający na kawał drewna, uderzył go w prawe udo, boleśnie siniacząc. Dało to czas na dopadnięcie do mrocznego elfa atakującej piątce, i ciosy posypały się na niego jak grad. Jedynym, co Kruk mógł zrobić, żeby desperacko utrzymać się przy życiu, były rozpaczliwe uniki. Wszystkich ciosów uniknąć nie mógł, unikał więc przede wszystkim topora Harkvinnara - gdyby ten trafił chociaż raz, byłoby po mrocznym elfie. Cios noża, przed którym nie do końca zdołał umknąć, przeorał mu prawy policzek, okuta pała wyrżnęła go w lewy nadgarstek, odbierając mu czucie i sprawiając, że upuścił sztylet, i stracił oprócz tego połowę lewego ucha, uchylając się w ostatniej chwili przed toporem roskvara, ale jeszcze żył.

Życie zawdzięczał dwóm rzeczom. Pierwszą z nich było to, że ludzie wchodzili sobie w drogę, w nieskoordynowany sposób próbując dorwać mrocznego elfa. Drugą - to, że pozostałe mroczne elfy - prawdopodobnie zupełnie niezależnie od jego sugestii - doszły do podobnego wniosku, co on.

- Oczy! - krzyknął w mrocznoelfim języku łysy mag, i ułamek sekundy później kolejny rozbłysk, jeszcze potężniejszy od poprzedniego, oślepił ludzki motłoch. Dało to wystarczająco czasu na to, żeby mroczne elfy oderwały się od wymachujących na oślep napastników, i żeby jeden z nich rozbił jakiś flakon na drewnianym, płaskim dachu okolicznej szopy i rzucił tam pochodnię, którą wcześniej upuścił któryś z ludzi. Chwilę później rozżarzył się tam płomień, łapczywie i raptownie pożerający drewnianą budowlę, rozprzestrzeniający się w zadziwiająco szybkim tempie.

Rozbłysk uratował Kruka, który zdołał, poraniony i połamany, oderwać się od piątki nacierających na niego agresorów. Ich ślepe ataki nie trafiały, wpadali na siebie i przeszkadzali sobie, dwóch się przewróciło, potykając się o czyjeś zwłoki i siebie nawzajem. Mroczne elfy miały krótką chwilę na złapanie oddechu, która być może pozwoliłaby im na ucieczkę.

Brefirrid, strażnicy i ladacznica zmierzali dalej w stronę pobojowiska, w jakie zmienił się zaułek, kiedy jeden ze strażników pokazał palcem na coś, co w ciemności miasta, słabo rozświetlonej, stawało się coraz lepiej widoczne. Łunę ognia. Znacznie przyspieszono tempa, niemalże już biegiem zmierzając w stronę zdarzenia, zostawiając siłą rzeczy starego już przecież Brefirrida w tyle.

Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze. 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

19 lis. 2016, 01:19

Wszystko to, łącznie z nagłym i całkowicie przypadkowym pojawieniem się uzbrojonego po czubek łba woja o dość rosłej aparycji, było niesamowitą pomyłką. Dawniej, gdy był młodszy, zwaliłby winę na patologiczny humor bogów. Jego pobratymcy zasilający niższe warstwy społeczne mieli na to inne, aczkolwiek trafne określenie zwane przewrotnie spierdoleniem umysłowo-emocjonalnym.
Abstrahując od nieciekawej sytuacji, był zdziwiony tym, że ktoś rodem z pola bitwy pojawił się dokładnie w tym miejscu, o tej porze i w takim uzbrojeniu. Zabawne przypadki, oj zabawne.

Za zbyt długi monolog przypłacił nadcięciem ucha oraz utratą sztyletu w skutek ciosu okutej lagi.
Mógł być zły tylko na siebie. Za zignorowanie tłumu oraz to, że będzie mu dane uciekać, zamiast wyrżnąć plebejski motłoch. Dawno nie buzowało w nim uczucie nienawiści do wszelkich ras innych, niż jego własna i zwalał winę na kontakt z pobratymcami. Wyczuwał niemal wylewającą się nich nienawiść. Niechętnie musiał przyznać, że w bardziej sprzyjających okolicznościach, urządziłby tutaj małą rzeź.
Upragniony czar wybawił go z opresji. Oderwał się od atakujących i wkładając całą swoją determinację, zaczął dość szybko oraz zdecydowanie wycofywać się z miejsca razem z swoimi pobratymcami.
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie. 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

23 kwie. 2017, 21:12

Supozycja, jakoby w Czarnym Kocie nie roiło się od uzbrojonych po zęby wagabundów, była cokolwiek głupiutka. Jeśli wpuszczano tam obrzydliwe mroczne elfy, wpuszczano każdego. Sam Harkvinnar nie zamierzał pozbywać się swojego uzbrojenia tylko dlatego, że wtaczał się do szynku. Ten zapomniany przez bogów kraik nie zasługiwał na okazywanie mu takiego zaufania. Kolczuga przyrosła Gradowi do pleców tak dawno temu, że w zasadzie jej nie odczuwał.

Zaskoczenie mrocznego elfa na widok stali świadczyło zaś nie tylko o jego naiwności, ale też kompletnym braku rozeznania. Nie pomogło kilkaset lat, które przecież musiał przeżyć, by odstawili go od cyca. Na Północy trwała pierdolona wojna! Zdziwienie na widok wyposażonego w topór roskvara było równie na miejscu, jak zdziwienie na widok baby wylewającej szczyny wprost na bruk. Zapewne pod ziemią takie specjały zwyczajnie pito.

Giętki jak tancerka w łaźni elfik wił się przed toporzyskiem, a plebs wchodził Harkowi w drogę. Długo nie sięgał niedożywionego cholernika, mimo że ten obrywał od pozostałych. Grada wpieniło to do cna. Był mocniejszy od otaczającego go motłochu i tamten brudnomordy musiał to wiedzieć. Skupiał się na unikaniu potężnych ciosów roskvara, przyjmując pomniejsze od tutejszych słabiaków. Przynajmniej na polu uchylania się przed obrażeniami okazał mądrość. Wiadomo – gdyby Harkvinnar skurwysyna trafił, to wiele by z niego nie zostało.

Nie rozumiał jednak jednego: w jaki sposób ten mroczny padalec unikał ciosów w takim ścisku. Tłum napierał, a Grad temu wtórował, naciskając tarczą krok za krokiem. Sam wytrwale pracował przy tym toporem, który w razie potrzeby chwytał bliżej styliska. Sądził, że nie jest w stanie nie trafić. Gdy jednak raz za razem jego ciosy napotykały wyłącznie powietrze, wpadał w coraz większą złość. Wołał do bogów, ale ci chyba go nie słyszeli. Gdy pozbawiono go wzroku po raz drugi, zanim jeszcze w powietrzu uniósł się swąd spalenizny, natarł ostatni raz na ślepo. Nie chciał uszkodzić swych sojuszników z Kalzara łaski, lecz najlepiej wykorzystać swą ostatnią szansę.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 271
Rejestracja: 21 wrz. 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Glorious Daze

23 kwie. 2017, 23:02

MG:

Burda zbliżała się już do schyłku - i cóż za bój to był! Mroczne elfy, otoczone z obu stron w wąskiej alejce, wyrywające się z okrążenia, przedzierające się do nieco bardziej przestrzennego rozwidlenia dróg, kontynuujące walkę mimo przeważających sił przeciwników, czary, pociski, chaos i krew. Długo zajęło i wiele było potrzeba do tego, aby zniechęcić elfy do kontynuowania walki, ale gdy już udało się tego dopiąć napastnikom - w czym duży udział miał rozjuszony jak wół Harkvinnar, będący cierniem w ich boku od samego początku starcia - mroczne elfy nie marnowały czasu ani środków, aby zapewnić sobie sukces w ucieczce. Ponowny wybuch oślepiającej magii i podłożenie ognia pod okoliczny budynek skutecznie zniechęciły większość kombatantów do pościgu, jednak nie wszystkich.

Ogarnięty żądzą krwi roskvar, potykając się o leżące wszędzie ciała, przewracając się przez ślepotę, ale niepoddający się - biegł za elfami, najpierw na ślepo, błądząc po omacku, potem za ledwie widocznymi, czarnymi w bardzo słabym świetle śladami krwi. Razem z nim było jeszcze kilku najbardziej rozochoconych przedstawicieli motłochu. Ślady krwi stawały się coraz mniej wyraźne - najwidoczniej elfy obwiązywały co najgorsze rany w biegu, i widziały znacznie lepiej we wszechobecnej ciemności nieoświetlonego nocnego miasta, było więc bardzo trudno je gonić. Kiedy Harkvinnar i ludzie, biegnący z nim, tracili już powoli nadzieję na to, że dorwą elfy, niemal potknęli się o jednego z nich, umierającego, wykrwawiając się o brudną ścianę zaułka. Pozostali jednak zniknęli w ciemnych zaułkach jak szczury, wymykając się pogoni, i ten jeden musiał być wszystkim, czym pogoń musiała się zadowolić. Być może będzie dało się coś z niego wycisnąć - zarówno Grad, jak i pozostali członkowie pogoni powściągnęli się jakimś cudem i nie dorżnęli mrocznego. Ludzie z pewną dozą respektu i strachu opatrzyli nieprzytomnego elfa i powlekli go z powrotem w stronę pola bitwy - kat będzie z nim gadał, jeśli dożyje.

W międzyczasie ogień szalał, a ci, którzy nie poszli z pogonią, krzycząc w niebogłosy i budząc miasto rzucili się gasić, niosąc wiadrami wodę z rzeki. Pożar rozprzestrzeniał się dość szybko, ogarnąwszy już całą szopę i przeskakując na drewniany budynek obok, ale także i gaszących przybywało coraz więcej - oto Brefirrid przybył nareszcie na miejsce starcia, razem z towarzyszącą mu kurwą i trzema strażnikami, i strażnicy natychmiast ruszyli do marnych prób organizacji zamieszania - gaszenia pożaru, wleczenia rannych w bezpieczniejsze miejsce, ściągania nowych ludzi do pomocy. Ladacznica, która towarzyszyła Brefirridowi i strażnikom, najwyraźniej była osobą dość romantyczną i niewybredną, jeśli chodzi o klientów, bowiem odezwała się do Brefirrida ze szczerbatym uśmiechem:

- Chodź, dziadku, weź mnie w blasku płonącego miasta. Albo nawet jeśli nie możesz, to popatrz se chociaż na urokliwe widoki.

Grad i inni członkowie pogoni po powrocie zostali natychmiast zaprzężeni do gaszenia ognia, który szalał już na dość obszernym obszarze. Płomienie pożerały budynki w zastraszającym, nienaturalnie szybkim tempie, a okrzyki tych kilku płonących, którzy nie zdążyli uciec z domów, mroziły zgromadzonym gaszącym krew w żyłach. Ostatecznie płomienie udało się ujarzmić po długich dwu godzinach, a i to wyłącznie dlatego, że bliskość rzeki pozwoliła na szybkie dostarczenie dużej ilości wody - wyjątkowo trudno było ten ogień zgasić. Zniszczenia były stosunkowo nieznaczne, siedem różnych budynków, głównie domów i magazynów, zostało spalonych, ale oprócz frustracji i rozpaczy tych, których domy i własność strawiły płomienie i którzy stracili bliskich w czarodziejskim, nienaturalnym ogniu, czuć było ulgę, że skończyło się tylko na tym. Pożary były straszliwym zagrożeniem, i wykpienie się takim tylko kosztem, kiedy zagrożona była duża część tego miasta, było być może nie powodem do świętowania, ale zdecydowanie do mdłej, bladej satysfakcji z tego, że pożar udało się ukrócić.

Bohaterem tej nocy, nie tylko w boju, ale także w radzeniu sobie z pożarem, został Harkvinnar. Widząc, że dziecko zostało przygniecione balem z rozwalonego, płonącego dachu, roskvar z wielką siłą i impetem odepchnął nadpalony kawał drewna i wywlókł dzieciaka w bezpieczne miejsce, ratując mu życie, po czym wrócił do morderczej pracy, nie zważając na lekkie oparzenie, którego się nabawił. Harkvinnar do bladego ranka pracował jak szaleniec, nosząc wodę, gasząc ogień, a potem oczyszczając miejsce katastrofy, wyrzucając z siebie w furii energię, która nie zdążyła zostać wykorzystana w boju. Jego obywatelska postawa i bohaterstwo, mimo tego, że mało kto rozumiał ich przyczyny, znalazła uznanie nie tylko wśród szarych mieszkańców miasta, ale i w zmęczonych oczach strażników. W obliczu tej postawy zarówno on, jak i Brefirrid zostali ugoszczeni przez mieszkańców miasta w wolnej izbie okolicznego domu, a gdy obudzili się z twardego jak kamień snu, czekał na nich obfity posiłek, dużo więcej, niż byli w stanie zjeść i wypić, i wyrazy wdzięczności ludzi, skierowane do Harkvinnara. Matka uratowanego dziecka czekała na niego przed domem, rzucając się nań i obejmując mocno, płacząc mu w brodę i dziękując za ocalenie jej dziecka.

//Kilka kwestii dotyczących akcji Harkvinnara zostało omówione z nim na kanałach prywatnych.

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Yahoo [Bot]
Liczba postów: 51995
Liczba tematów: 2959
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.