Główne pomieszczenie

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.

Moderator: MG

Ro
Anonymous

Główne pomieszczenie

09 cze. 2011, 19:37

Do wnętrza słaniającego się pod upływem wieków przybytku prowadzą stare, z dawien już nadające się do wymiany odrzwia zbite z kilku zmurszałych dech. Zardzewiałe zawiasy nie pamiętające już smaku smalcu bądź oliwy od powstania oberży towarzyszą naiwnemu wchodzącemu do wewnątrz swym głośnym, przeraźliwym piskiem i zgrzytem. Zatęchłe powietrze panujące w izbie przepełnione jest gęstym, fajkowym dymem panoszącym się wszędzie dokoła oraz wonią skwaśniałego piwska, którego niezliczone pokłady rozlano na karczemne dechy oraz stoły. Te drugie, wielkie, dębowe meble ustawiono wzdłuż sali w równych odstępach – a w izbie całej zmieściło się ich aż osiem! Jeden z nich długi jest na dziesiątkę łokci, a przy każdym stają po dwie ławy – niektóre jeszcze z oparciami. Zakurzoną i zabłoconą podłogę izby stanowią wiekowe, przegniłe z lekka, wytarte setką podeszw dechy, które niedbale rzucono na stare klepisko. Przybite na szybko klepki mające uchronić biesiadujących od licznych kontuzji walają się teraz po całej izbie. Naprzeciw drzwi znajduje się szynkwas. Na niewysokie, zbudowane ze słabo wypalonej cegły zawęgle narzucono szeroką i grubą dechę, która teraz ma stanowić ladę kontuaru – nie zdarzyło się jeszcze, aby nie stały na niej brudne kufle i kielichy. Za szynkwasem, w umorusanym tłuszczem, kurzem oraz wszelkim innym brudem fartuchu stoi stary, gruby gbur zwany – przez bardzo wąskie grono swych gości – karczmarzem. I tak jak lato zawsze jest po wiośnie, a wiosna po zimie, tak oberżysta od niegdysiejszych czasów jest chamem, złodziejem a na to chachmentem i wyzyskiwaczem jakich mało. Nie tajemnicą jest, że na zapleczu wedle swej miary chrzci wszystkie trunki, a do potrawki wrzuca znalezione w uliczkach, przegniłe truchło kota. Jest jednak jednym z większych źródeł informacji w całym mieście, dlatego wiele rodów oraz organizacji zabiega o liczne jego względy. Nie jest już co prawda właścicielem, gdyż majątek zgubił na zakładach, to cięgiem stanowi nieodzowny element przybytku. Chwilę za kontuarem (i wiecznym miejscem krzątaniny skąpego grubasa) znajduje się zaplecze – podręczny składzik. Walają się tam puste beczki, stłuczone kufle i mięsiwa, które karczmarz kisi pod solą.
Na prawo i lewo od drzwi wejściowych, mniej więcej w połowie izby znajdują się schody. Te po lewicy prowadzą w dół, ku piwnicom. Czort jeden raczy jeno wiedzieć ileż juchy przelało się w podkarczemnych katakumbach, ileż konspiracji i intryg tam zawiązano, ileż dziewek zgwałcono… Przy samych schodach znajduje się szeroki na pięć i wysoki na sześć łokci kominek. W palenisku zazwyczaj żarzą się mokre polana wyrzucające w górę kolejne tumany gęstego dymu. Nad nimi zawieszono olbrzymi, caluśki osmolony kocioł. Wesoło bulgocząca w nim ciecz niejednego głodnego nasyciła samym smrodem – jeno ryzykanci oraz szaleńcy smakują karczemnych wywarów. Przed paleniskiem ustawiono dwa stare, przetarte fotele, w których trzewiach rozwinął się mikroświat wszelkiego robactwa.
Natomiast strome stopnie schodów znajdujące się po prawicy prowadzą na pięterko – do zawszonych, zapluskwionych, śmierdzących pokojów, za które karczmarzyna liczy sobie jak za królewskie komnaty. Po obu stronach schodów prowadzących na górę stoją niskie kanapy – zwykły na nich leżeć w pół roznegliżowane kobiety nęcące swym wzrokiem oraz brudnym ciałem biesiadników. Syfilis pewniejszy niźli śmierć…
W całej izbie panuje niezdrowy półmrok, a to za sprawą brudnych, nigdy nie mytych okien oraz z dawien wypalonych ogarków, których nikomu nie chce się wymienić – taka atmosfera odpowiada jednak gościom, którzy zwykli zbierać się w gospodzie każdego wieczora. W całej karczmie znajduje się tylko i wyłącznie jedno malowidło – obryzgany juchą biesiadników, oblany piwskiem z ciśniętego przez jakiegoś awanturnika kufla, zakurzony i nieczyszczony od kiedy go tylko zawieszono portret króla.

Obrazek
~~~~~~~~~~~~~~~~
-Będzie trzeba tu posprzątać… Chyba… – Rose weszła do Oberży i usiadła lekko na krześle.
-Cholera… Jestem tego gówna właścicielką. Ile z tym roboty!! – Dziewczyna uderzyła w stół, nawet nie drgną. Wstała i poszła za bar. Przejechała palcem po nim i westchnęła.
-Wszystko jest dobrze, teraz czekać na klientów.
OGŁASZAM, ŻE OBERŻA POD "CZARNYM KOTEM" ZOSTAŁA OTWARTA
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Gregarth
Posty: 32
Rejestracja: 08 cze. 2011, 17:59

09 cze. 2011, 20:18

*Nie trwało to długo nim zaszlachtował kolejną ofiarę, a jej jucha zaspokoiła jego głód. Niegdyś niezwykłym był do spijania posoki jako wąpierz jakowy, albo inne krwiopijcze dziadostwo, atoli zmiana otoczenia dziwnie na niego wpłynęła. Nie zmieniła ona jednak innych jego zapotrzebowań, więc kędy jeno dno w ostatniej beczce ujrzał podjął poszukiwania browaru, gorzelni, szynku, tawerny, oberży, gospody, karczmy bądź chociażby pijalni. Zasłyszał, iże w mieście znajdowała się kiedyś oberża i choć przybytek miał być już zamknięty, to biesowy pomiot spodziewał się zajrzeć do jego piwnic. Nielada zdziwienie wypełzło mi na lico, jako żmij spod kamienia, gdy tylko okazało się, że oberżę ponownie otwarto…

Drzwi karczmy skrzypnęły w zawiasach, kiedy pchnięte zrogowaciałą łapą rozwarły się na oścież. Próg, ociężałym krokiem przekroczył nagi jegomość niedużego wzrostu. Jego lico bardziej aniżeli facjatę przypominało dobrze rozbitego kotleta, a szerokimi strugami spływał po niej pot. Niewielki, świńskie oczka głęboko osadzone w czaszce dziko penetrowały wszystkie kąty izby w poszukiwaniu jakiś wolno stojących trunków. Mimo, iże przepasan był on szerokim, skórzanym pasem z mosiężną klamrą – a przytknięte miał doń sakwę, róg oraz bukłak – to skromny jego przyodziewek nie był w stanie zasłonić pokaźnego przyrodzenia, które obijało mu się wokół kolan. Podjął marsz na wskroś izby, a zmierzał ku kontuarowi.*
-Karczmarzu zawszony łachudro lej gorzały jeno żwawo albo kruki tobą nakarmię! * zagrzmiał donośnie.*
Awatar użytkownika
Kirinna
Posty: 21
Rejestracja: 09 cze. 2011, 18:15

10 cze. 2011, 19:36

Kirinna przybyła do miasta zaledwie parę dni temu. Jest odważna, nie boi się wyzwań, a więc dzień po zakwaterowaniu wyszła do miasta. Przechadzała się po dzielnicach, aż w końcu usłyszała krzyki. "Może być ciekawie." – Pomyślała i bez zbędnej zwłoki ruszyła w stronę podejrzanego dźwięku, był coraz głośniejszy. "A więc to tutaj…" – Mruknęła sama do siebie i przeleciała wzrokiem cały budynek, od zepsutych fundamentów po spróchniały, podziurawiony dach.
Podeszła do okna, chcąc przyjrzeć się, czy oby nie trafiła do gildii jakiejś grupy przestępczej, okno jednak było na tyle brudne, że mało co można by tam zobaczyć…
Uchyliła wielkie drzwi butem, z daleka, aby nie brudzić sobie rąk. Zajrzała do środka i weszła. Ze smrodu uroniła łzy. (Warto by dodać, iż Kiri ma duszę estetki, jednak jej ciekawość wzięła górę.)
Wstąpiła do karczmy miękko niczym cień, jednak nie mogła zostać niezauważona. Po kilku krokach do przodu od razu podbiegł do niej gruby i na dodatek pijany krasnolud. Cały obśliniony, z rozdziawioną paszczą. (Tu, każdy może sobie dopowiedzieć co krasnolud miał na myśli.) Jednak nie rzucił się na nią niczym na zwyczajną kurtyzanę, lecz z gracją [pijanego] gentlemana rzekł:
-Witam piękną panią… Co taki kwiatek sprowadza w takie miejsce… – Mówił, czkając co chwilę i cały czas wpatrując się w jej biust.
-Zejdź mi z drogi krasnoludzie! – Powiedziała, ignorując go. To najwyraźniej rozzłościło tutejszego wizytatora.
-Zwykła dziwka nie będzie mówiła mi co mam robić! – Rykną z wściekłością i próbował chwycić ją za piersi, jednak ta, wyciągnęła krótki sztylet i zrobiła krok w tył.
-Odsuń się jeśli ci życie miłe. – Mówiąc to w tym samym momencie od tyłu skradał się kompan ów krasnoluda. Szósty zmysł wojowniczki podpowiedział jej, że coś się zaraz stanie… Szybko odsunęła się pod ścianę. Pijanych napaleńców było coraz więcej, aż w końcu otoczyli ją półkręgiem przy ścianie. W ten… Drzwi karczmy uchyliły się… Do karczmy wstąpił tajemniczy jegomość…
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut. 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

10 cze. 2011, 20:12

OP hiro saves the day mode.

*Gałgar to idiota. Czas na odrobinę rozrywki, sprowokujmy Rosalie. Z tego co wiem prowadzi jakaś średnio-zadbana karczmę.* – Myślał Viridar oddalając się od rynku w ludzkiej postaci.
Zgodnie z swoimi myślami, Eteryczny skierował się do Oberży ‘Pod Czarnym Kotem'. Przed wejściem rzucił jednak okiem na zewnętrzny wygląd budynku. Brudne okna, schodząca ze ścian farba i ogólny stan budynku to zachęcająco nie wyglądały… ale to się zapewne szybko zmieni. W końcu jedyna funkcjonująca po okupacji Karczma powinna szybko przynieść zyski.
*Jedyny taki przybytek w rękach Animy. Wypada przypomnieć Rose że jest z nami.* – Myślał Viridar wchodząc do środka.

Wnętrze odpowiadało stanowi budynku z zewnątrz. Jednak coś innego szybko przykuło uwagę Podróżnika nicości – Kobieta otoczona przez grupę mężczyzn których cel był raczej oczywisty.
*Mam szczęście. Coś się dzieje.*
Eteryczny podszedł do grupy (w większości) ludzi i jakby nic się nie działo zapytał:
– Co sie tu dzieje? , Na co jeden z pijaczków odparł:
– Nie twoja sprawa, idź lepiej pilnuj swojej kiecki magu!
– Mógłbyś powtórzyć? – Odparł spokojnym głosem Viridar, jednak nie były to zwykłe słowa. Towarzyszył im wpływ psioniczny na umysł pijaczka, i praktycznie wszystkich jego towarzyszy. Pijani nie stanowili praktycznie żadnego wysiłku dla umysłu Podróżnika nicości. Pijaczki jak jeden mąż odrzekli jednocześnie:
– Przepraszamy. Już nas tu nie ma.
I zgodnie z własnymi słowami, zabrali swoje rzeczy i opuścili karczmę, zostawiając w niej zaledwie garstkę osób, Viridar natomiast zwrócił się do (zakładam że tak jest) zdziwionej sytuacją Kirinny:
– Widzę że pojawiam się w porę. Że nie jest pani bezbronna to widać ale wobec przewagi liczebnej nie jedni skończyli pokonani.
Ale gdzie moje maniery. Jestem Viridar, z Anima Salvare.

Eteryczny ukłonił się lekko przedstawiając się oraz kompletnie nie przejmował się ze Daray okrzyknął Anime Salvare terrorystami i wrogami miasta, przedstawiał się jako jeden z nich, co też miało swój cel.
Awatar użytkownika
Gregarth
Posty: 32
Rejestracja: 08 cze. 2011, 17:59

10 cze. 2011, 20:42

*Gregarth przyglądał się sytuacji z niejakim zażenowaniem malującym się na jego rozlanym licu. Dla biesowego pomiotu wykorzystywanie wszelkiej magii do okiełznania zwykłego plebsu było co najwyżej tchórzostwem. Donośnie prychnął z jawną pogardą dla maga.*
-Padół jak cholera, nawet odwagi ni krztyny już nie idzie doznać… * rzekł to czy pomyślał?*
Awatar użytkownika
Kirinna
Posty: 21
Rejestracja: 09 cze. 2011, 18:15

10 cze. 2011, 21:12

Kirinna po woli uspokajała oddech… Nieśmiało spojrzała na maga.
-Dziękuję… – Za jąkała. -Nazywam się Kiri… A właściwie to Kirianna! – Dodała szybko. -Ale możesz mi mówić Kiri… – Mówiąc to lekko się zarumieniła i uśmiechnęła.
-Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy… Tym czasem muszę już iść, to miejsce nie jest mi przyjazne… – Mówiąc to spuściła wzrok i szybkim krokiem opuściła Oberżę 'Pod Czarnym Kotem'.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

11 cze. 2011, 11:21

"Pod czarnym kotem" brzmiał napis na szyldzie, który to wisiał tuż nad drzwiami wejściowymi. Zastanawiającym było, co może oznaczać stwierdzenie 'pod czarnym kotem'? Czy chodziło o fakt, że czarny kot jest utożsamiany z nieszczęściem? Czy też chodziło o atmosferę karczmy – nieprzenikniony i ciemny, niczym czarny kot, całun? A może czarny kot był po prostu ulubionym żyjątkiem właściciela? Flecher lubił zadawać sobie masę często niepotrzebnych pytań, a fakt, że Naziemcy byli w jego mniemaniu na prawdę irracjonalnymi istotami, tylko wzmacniał chęć wyśmiania ich pomysłów albo wręcz na odwrót – podziwiania tego co udało im się wytworzyć.
Drzwi karczmy zaskrzypiały z racji niedostatku odpowiednich wywarów nałożonych na zawiasy i do środka weszła młoda panna skryta w błękitnym, aczkolwiek przyciemnianym na tyle, by nie raził swym kolorem w oczy, płaszczu. Twarz skryta pod kapturem, tak iż jej wzrok nawet z bliska nie był dość widoczny, w zamian za to na dziewczęcej twarzy widniał delikatny uśmiech, który był dobrze widoczny. Enigma rozejrzała się dookoła, aż zauważyła, że wolne miejsce w samym kącie oberży istnieje, wówczas ruszyła w owym kierunku spacerowym krokiem i zasiadła na wybranym przez siebie miejscu.
– Przydałby się 'jakiś trunek', tylko z życiem! – zawołała donośnym głosem i oczekiwała już na piwo, gdyż to właśnie o napój ze słodu i chmielu jej chodziło, co dla podającego karczmarza było dziwnie jasne. Karczmarz odchodząc prychnął tylko z pogardą, jakby czuł, że od Enigmy pachnie ogólnym wstrętem do niego i jemu podobnych. Dziewczyna uraczyła go tylko pożegnalnym uśmiechem i pochyliła się na kuflem swego trunku i jęła pierwszy łyk.
Flecher był zirytowany faktem, że w okół unosi się dym nikotynowy, zabija mu wzrok, a widzenie przez mgłę kojarzy mu się z tymi wszystkimi oparami po wybuchach jeszcze za czasów wojny. Nie przyjemne skojarzenie i jeszcze fakt, że to w wyniku takiego wybuchu stracił swoje lewe oko. Postanowił wyzbyć się tego skojarzenia poprzez zbadanie morza myśli w okół.
To właśnie w tej chwili Eteryczny tak jasno przedstawił uratowanej przed chwilą pannie, z kim trzyma, a byli podobno uważani za główną siłę oporu przeciwko Darayawusowi.
– ~*Widzę, że kombinatorstwo się ciebie ima Viridarze.*~ – Łupieżca wysłał swą telepatyczną wiadomość, jakby był to już jedyny sposób, by porozumiewać się z kimkolwiek "po cichu".
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut. 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

11 cze. 2011, 17:59

Dziewczyna się.. wystraszyła? To chyba właściwe słowo. Cóż, to było raczej normalne, mało brakowało a marny byłby jej los. Viridar jej nie zatrzymywał. Na wszystko nastanie czas…

*Oj spotkamy się. Już ja tego do…* – Myśli Eterycznego przerwał znajomy impuls. To Flecher przemawiał do niego za pomocą telepatii. Cóż, wypadało odpowiedzieć:
*Im więcej osób będzie uważało Anime Salvare za "tych dobrych" tym lepiej. Jedna taka osoba właśnie się pojawiła. Poza tym, na byle zagubioną podróżniczkę to ona nie wyglądała. Jeśli mam racje, to może się przydać Naszej sprawie. Myślę ze Ciebie nie będę musiał ratować przez podobnym incydentem Pożegnam sie więc zatem..

Po telepatycznej odpowiedzi, Podróżnik Nicości opuścił budynek karczmy i ruszył gdzieś w swoją stronę.

z/t
Awatar użytkownika
Lauren
Posty: 44
Rejestracja: 09 cze. 2011, 20:39
Karta Postaci: viewtopic.php?t=581

11 cze. 2011, 19:19

Nareszcie – odetchnęła, widząc karczmę.
Weszła do środka i rozejżała się o po pomieszczeniu – Brud i wszechobecne pijaństwo– pomyślała. Podeszła do barmana stojącego za ladą i zapytała czy nie ma może wolnego pokoju do wynajęcia. On, jednak tylko odburkną aby zapytała się szefowej.
Gbur– rzuciła na pożegnanie.
Cóż, nie mała gdzie się podziać ,dlatego zaczęła poszukiwania wspomnianej karczmarki.
Zobaczyła kobietę siedzącą w rogu. Podeszła do niej i zapytała:
Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy nie wie Pani gdzie mogłabym znaleźć właścicielkę tego miejsca?–
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

11 cze. 2011, 23:32

Do karczmy wkroczyła kolejna osoba, a w zasadzie to co chwilę ktoś tu wchodził i stąd wychodził, co sprawiało, że miejsce ów było dość tłoczne. Ten ciągły ruch był iście irytujący, a dodatkowo jakaś trójka kretynów właśnie otoczyła zamyślonego Flechera albo raczej Enigmę. Czego do diabła chcieli? Jakby każdy, kto choćby przypomina kobietę miał zaraz się im beznamiętnie oddać i jeszcze z uśmiechem na ustach dopłacić.
Dziewko, może tak opuścimy tą ruderę? – Zagadał pierwszy z nich, a drugi od razu pokiwał z aprobatą i zachwytem, przy okazji pokazując w uśmiechu szereg zżółciałych zębów.
– Proszę was panowie o zabranie swych oblicz z mego widoku – Enigma zanegowała, ignorując "zalotników" i jęła kolejny łyk piwa.
To nie prośba, lesz grośba – powiedział trzeci, najniższy z mężczyzn, wystawiając nóż w kierunku dziewczyny, a przy okazji okazując poważną wadę wymowy.
– Cóż za irracjonalizm… – pierwszy mężczyzna przerwał dziewczynie wypowiedź, chwytając ja za ramię.
Bądź rozsądna, małe chędożenie i po krzyku. – Wyraźny lider grupy, czyli pierwszy z mężczyzn o pociągłej twarzy i szelmowskim uśmiechu, rzekł jej na ucho bez owijania w bawełnę.
Enigma uśmiechnęła się w ich kierunku i powstała ze spokojem, jakby była gotowa pójść z nimi, ale wtem kufel z resztkami piwa poszybował w górę i oblał wszystkich trzech po twarzach. Syknęli z bólu, gdyż do całej sytuacji doszło tak szybko, że bandyci nie mogli nawet odruchowo zamknąć oczu, a ciesz dostająca się do oczodołu spowodowała poważny problem z ponownym podniesieniem powiek.
– Z rozsądkiem i umiarem panowie. Mawiają: "Nic co kosztuje, nie jest darmowym", uważacie, że ta wypowiedź nie ma sensu, to pewne, a to sprawia, że nie pomyślicie nawet na chwilę.
Dziewczyna cofnęła rękę, zacisnęła dłoń w pięść, zebrała siłę na cios i z impetem uderzyła tego śmiesznego "herszta" w twarz, za którą ten się złapał. Dwaj pozostali najwyraźniej nie mieli częstego do czynienia z sytuacjami, gdy ich lider leży na deskach z pantoflem wgniatającym mu się w obolałą twarz, więc tylko patrzyli się zamurowani. Czego można się spodziewać więcej po zwykłych ofermach. W końcu karłowaty mężczyzna zaczął działać, wydał z siebie dziki ryk, po czym zaszarżował. Niestety jego akcja skończyła się totalnym fiaskiem i potknął się o leżącego lidera, wpadając na prawdziwą górę mięśni, siedzącą na przeciwko. Mięśniak powstał, z twarz upaćkaną mięsem i czymś co miało przypominać sos, okazując gniew względem karła. Trzeci z napastników powstał szybko i zaczął uciekać, niestety umięśniony jegomość chwycił go za ramię i cisnął nim w dal, tak iż ten wylądował na stoliku kolejnych gości oberży. Tak o to w krótkim czasie doszło do prawdziwej rozróby, w którą teraz mógł już wpaść każdy.
– Ohoho… – Enigma była najwyraźniej zaskoczona faktem, że dookoła niej już latały przedmioty i człekokształtni zresztą też.
– *Cholerni Naziemcy, wystarczy kopniak w rzyć i już tworzą istny zamęt.* – Pomyślał Flecher, szukając bezpiecznego miejsca, o co łatwo nie było.

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Yahoo [Bot]
Liczba postów: 51994
Liczba tematów: 2959
Liczba użytkowników: 1035
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: izka
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.