Główne pomieszczenie

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.
Ro
Anonymous

Główne pomieszczenie

09 cze 2011, 19:37

Do wnętrza słaniającego się pod upływem wieków przybytku prowadzą stare, z dawien już nadające się do wymiany odrzwia zbite z kilku zmurszałych dech. Zardzewiałe zawiasy nie pamiętające już smaku smalcu bądź oliwy od powstania oberży towarzyszą naiwnemu wchodzącemu do wewnątrz swym głośnym, przeraźliwym piskiem i zgrzytem. Zatęchłe powietrze panujące w izbie przepełnione jest gęstym, fajkowym dymem panoszącym się wszędzie dokoła oraz wonią skwaśniałego piwska, którego niezliczone pokłady rozlano na karczemne dechy oraz stoły. Te drugie, wielkie, dębowe meble ustawiono wzdłuż sali w równych odstępach – a w izbie całej zmieściło się ich aż osiem! Jeden z nich długi jest na dziesiątkę łokci, a przy każdym stają po dwie ławy – niektóre jeszcze z oparciami. Zakurzoną i zabłoconą podłogę izby stanowią wiekowe, przegniłe z lekka, wytarte setką podeszw dechy, które niedbale rzucono na stare klepisko. Przybite na szybko klepki mające uchronić biesiadujących od licznych kontuzji walają się teraz po całej izbie. Naprzeciw drzwi znajduje się szynkwas. Na niewysokie, zbudowane ze słabo wypalonej cegły zawęgle narzucono szeroką i grubą dechę, która teraz ma stanowić ladę kontuaru – nie zdarzyło się jeszcze, aby nie stały na niej brudne kufle i kielichy. Za szynkwasem, w umorusanym tłuszczem, kurzem oraz wszelkim innym brudem fartuchu stoi stary, gruby gbur zwany – przez bardzo wąskie grono swych gości – karczmarzem. I tak jak lato zawsze jest po wiośnie, a wiosna po zimie, tak oberżysta od niegdysiejszych czasów jest chamem, złodziejem a na to chachmentem i wyzyskiwaczem jakich mało. Nie tajemnicą jest, że na zapleczu wedle swej miary chrzci wszystkie trunki, a do potrawki wrzuca znalezione w uliczkach, przegniłe truchło kota. Jest jednak jednym z większych źródeł informacji w całym mieście, dlatego wiele rodów oraz organizacji zabiega o liczne jego względy. Nie jest już co prawda właścicielem, gdyż majątek zgubił na zakładach, to cięgiem stanowi nieodzowny element przybytku. Chwilę za kontuarem (i wiecznym miejscem krzątaniny skąpego grubasa) znajduje się zaplecze – podręczny składzik. Walają się tam puste beczki, stłuczone kufle i mięsiwa, które karczmarz kisi pod solą.
Na prawo i lewo od drzwi wejściowych, mniej więcej w połowie izby znajdują się schody. Te po lewicy prowadzą w dół, ku piwnicom. Czort jeden raczy jeno wiedzieć ileż juchy przelało się w podkarczemnych katakumbach, ileż konspiracji i intryg tam zawiązano, ileż dziewek zgwałcono… Przy samych schodach znajduje się szeroki na pięć i wysoki na sześć łokci kominek. W palenisku zazwyczaj żarzą się mokre polana wyrzucające w górę kolejne tumany gęstego dymu. Nad nimi zawieszono olbrzymi, caluśki osmolony kocioł. Wesoło bulgocząca w nim ciecz niejednego głodnego nasyciła samym smrodem – jeno ryzykanci oraz szaleńcy smakują karczemnych wywarów. Przed paleniskiem ustawiono dwa stare, przetarte fotele, w których trzewiach rozwinął się mikroświat wszelkiego robactwa.
Natomiast strome stopnie schodów znajdujące się po prawicy prowadzą na pięterko – do zawszonych, zapluskwionych, śmierdzących pokojów, za które karczmarzyna liczy sobie jak za królewskie komnaty. Po obu stronach schodów prowadzących na górę stoją niskie kanapy – zwykły na nich leżeć w pół roznegliżowane kobiety nęcące swym wzrokiem oraz brudnym ciałem biesiadników. Syfilis pewniejszy niźli śmierć…
W całej izbie panuje niezdrowy półmrok, a to za sprawą brudnych, nigdy nie mytych okien oraz z dawien wypalonych ogarków, których nikomu nie chce się wymienić – taka atmosfera odpowiada jednak gościom, którzy zwykli zbierać się w gospodzie każdego wieczora. W całej karczmie znajduje się tylko i wyłącznie jedno malowidło – obryzgany juchą biesiadników, oblany piwskiem z ciśniętego przez jakiegoś awanturnika kufla, zakurzony i nieczyszczony od kiedy go tylko zawieszono portret króla.

Obrazek
~~~~~~~~~~~~~~~~
-Będzie trzeba tu posprzątać… Chyba… – Rose weszła do Oberży i usiadła lekko na krześle.
-Cholera… Jestem tego gówna właścicielką. Ile z tym roboty!! – Dziewczyna uderzyła w stół, nawet nie drgną. Wstała i poszła za bar. Przejechała palcem po nim i westchnęła.
-Wszystko jest dobrze, teraz czekać na klientów.
OGŁASZAM, ŻE OBERŻA POD "CZARNYM KOTEM" ZOSTAŁA OTWARTA
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

26 sie 2015, 11:31

Słuchała swoich nowych koleżanek z uwagą, tak jak wcześniej, z sugestią uśmiechu na ładnej twarzy. Parsknęła śmiechem, słysząc Wierzbę. Nie wykluczała takiej możliwości, acz osobiście zdziwiłaby się, gdyby akurat to było motywacją Zelera.

Atmosfera panująca przy stole zmieniła się diametralnie w kilka chwil — poważna, niezręczna męskość ustąpiła miejscu czemuś o wiele luźniejszemu i przyjaznemu, lekkim plotkom i babskiej gadce. Nic zobowiązującego, po prostu rozmowa, której celem było nie tyle obsmarowanie kogokolwiek czy czegokolwiek, ale bardziej poznanie, wyczucie się nawzajem. Oczywiście, rzecz nie do zniesienia dla mężczyzny. Łatwo było to zauważyć Varame, która ukradkiem przyglądała się Drytrakowi, zwracając uwagę na to, jak się garbi nad swoim trunkiem, przytłoczony jakąś niewidzialną siłą. Nie był mężczyzną cierpliwym i już po chwili to zaprezentował, kiedy wreszcie pękła mu żyłka i wstał, nie mogąc wytrzymać. Jego gwałtowność przerwała rozmowę przy stole i wszystkie oczy zwróciły się ku niemu.

Z niemałym rozbawieniem przyglądała się przedstawieniu, które przygotował. Szybko zabrała nogi spod stołu, by te nie zostały ofiarą spływającego alkoholu. Co on wyprawiał?

Odprowadził go głośny śmiech Varame, która po prostu nie mogła się już powstrzymać, podobnie zresztą jak on. Jakkolwiek był związany z dziwną magią, której sygnaturę za sobą nosił, zachowaniem ten człowiek nie różnił się zbytnio od innych ze swego rodzaju.
Aż słowo “żałosne” i jadowity ton cisnęły się na usta. Varame nie była jednak kimś skorym do wygłaszania takich, jakże wnikliwych, uwag. Poza tym, dziwak czy nie, groźny oprych czy nie, sprawiał on wrażenie osoby, z którą warto się zaprzyjaźnić. Nawet, jeśli będzie to wymagało specyficznego podejścia.
Cóż za dziwy i cuda mógł on w sobie kryć? Z pewnością były to rzeczy fascynujące.

Doprawdy! Wszyscy mężczyźni są tacy sami. Chyba tylko z tamtym krasnoludem będę mogła się napić jak, wybaczcie żart, człowiek z człowiekiem.

Wieczór zapowiadał się interesująco już od momentu, w którym, oczywiście nieomylnie, stwierdziła obecność Zelera przy tym stole. Wyczucie nigdy jej nie myliło.
Nie, żeby narzekała na swoją pracę, ale kolory, którymi zaczynał się ten malunek, wydawały się być o niebo żywsze. Soczysta ludzka interakcja, wnikliwa obserwacja, wnioski i eksperymenty.
Varame czuła się wyśmienicie. Miała tylko nadzieję, że panienki przy tym stole okażą się być wytrzymalsze od przedstawicieli płci przeciwnej w tej drużynie.

Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

26 sie 2015, 18:46

Nif przyglądała się w milczeniu krótkiemu teatrzykowi odgrywanemu przez mężczyznę. Bezpodstawne wylanie piwska na stół i klęcie. Do tej pory nie była tego pewna, ale po złączeniu do kupy wcześniejszych przemyśleń, świadectwa tak taktownego zachowania, jak i pokazie niezaprzeczalnego geniuszu, zdała sobie sprawę, że jednak miała przed sobą nikogo innego jak tylko Drytraka. Z tym, że już po tych jego machlojkach. Teraz, zamiast kalekiego, bezrękiego ciała miał je zdrowe, silne, i przede wszystkim - ze wszystkimi kończynami.
Ten proces, chociaż całkowicie nieetyczny i niemoralny, był dla niej interesujący. Głównie w związku z jej niedaleką przeszłością. Część tych informacji mogły być dla niej niewyobrażalnie cenne, jednak nie sądziła, że kiedykolwiek się o nich dowie. A jeśli już, to z pewnością nie od niego.

Spojrzała na Drytraka opuszczającego salę. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego, chociaż w niedalekiej przyszłości zapewne było to nieuniknione. Poczekała chwilę, by mieć pewność, że siedział teraz w swoim pokoju, a następnie odwróciła się do Varame.
- Nie wszyscy... - zaprzeczyła spokojnym głosem, wiedząc jednak, że sama o tym dobrze wie. Miała przed oczami obraz Sadrigala, Tonuryna i Drytraka. Trójka facetów mających bardzo różne osobowości. I nie trzeba było ich znać latami, by się na tym poznać. Kobieta żałowała, że to akurat ten trzeci musiał pojawił się w Kocie, i że to akurat on miał w zamiarach wyruszyć na tę wyprawę.
- Dobrze wam radzę, uważajcie na tego człowieka. - odrzekła budzącym zaufanie głosem, spoglądając na wszystkie panie. Wzrok zatrzymała nieco dłużej na Grynfie. W końcu poza nią samą, chłopka również miała z nim pewne nieprzyjemne doświadczenie. W przeciwieństwie do reszty wiedziała, że to zimny skurwysyn, bez krzty współczucia czy wyrzutów sumienia. Nie miała zamiaru tutaj opowiadać swojej historii z nim związanej, bo na tę być może wkrótce przyjdzie czas, ale chciała, by kobiety były świadome, że Drytrak nie był osobą, której można zaufać.
Przygotowanie do wyprawy uznała za priorytet, a w końcu dobry sen był podstawą jego osiągnięcia. Westchnęła, poprawiając włosy, które niesfornie opadły jej na czoło, a następnie postanowiła się pożegnać.
- Idę do swojego pokoju. Trzeba się wyspać, bo zapowiada się ciężki dzień. - dziewczyna wstała od stołu z zamiarem udania się na spoczynek. Miała nadzieję, że powtórzą one jej kroki.
- Dobranoc, miło się rozmawiało. Do zobaczenia jutro. - uśmiechnęła się delikatnie, a następnie poszła do pokoju, prosto do łóżka, w którym to miała zamiar spędzić następne godziny.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 64
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

26 sie 2015, 20:16

Wierzba skrzywiła się tylko słysząc przekleństwo Drytraka, po czym wstała pospiesznie od stołu, w celu uniknięcia zalania swojego ubrania piwem. Na jej twarzy zaigrały cienie, kiedy to odprowadzała mężczyznę wzrokiem. Prawdę mówiąc tylko śmiech jednej z towarzyszek rozmowy powstrzymał ją od rzucenia w ślad za nim najbliższego kufla wypełnionego równie pienistym trunkiem, co jego rozlane piwsko. Doprawdy, tak trudno było skończyć ten napój? Mógł przecież sobie porzucać pustym kuflem. Cóż za marnotrawstwo! Kobieta z niesmakiem na twarzy strzepała resztki kropelek ze skórzanej kamizelki, po czym prychnęła pod nosem po dość trafnej uwadze Varame.

- W głowie mu się zagotowało od noszenia tego hełmu. – Mruknęła bardziej do siebie niż reszty kobiet i wsadziła kciuki za pas, przyjmując przy tym typowo męską pozę. Wysłuchała oczywistości z ust Nif, krzywiąc się przy tym dość nieładnie. Drytrak wydawał jej się ciekawą osobistością, więc nie mogła przyrzec, że nie będzie się do niego zbliżać. Z pewnością spróbuje wymienić z nim podczas nudnej podróży trochę więcej zdań niż dzisiejszego wieczoru. Najwyraźniej zwykłe „pierdolenie” ciekawości Wierzby nie zaspokoi.

Kiwnęła głową uśmiechając się przyjaźnie w stronę odchodzącej od stołu, po czym spojrzała się na niego krytycznym wzrokiem, unosząc jedną brew ku górze.

-Przy tej ławie raczej już nie zabawimy, a szkoda. Westchnęła cicho wzruszając ramionami – Pozostaje poszukać noclegu i udać się jutro grzecznie przed bramę. – Uśmiechnęła się pod nosem patrząc na Grynfę i Varame –Również śpicie w Kocie?

Awatar użytkownika
Drytrak
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

26 sie 2015, 21:19

Ta noc zdecydowanie nie była dla niego dobra, ani trochę się nie wyspał i obudził się wyczerpany. Naprzemienne ataki zimna i gorąca, dręczącego go myśli oraz sny skutecznie utrudniały mu sen, czyniąc go prawie nieosiągalnym. Mógł tylko wpatrywać się w sufit, słuchając ujadania ulicznych psów i odliczać godziny do poranka, który to jakby specjalnie opóźniał swoje przybycie.

Wyszedł z karczmy jakiś czas przed południem, lepiej było bowiem przyjść za wcześnie, niż za późno. Zaopatrzył się po drodze w skromne ilości jedzenia, które, jak na jego oko, powinny starczyć do kolejnego punktu na ich trasie, tym bardziej, że ostatnio nie jadał wiele. Po tym skierował się bezpośrednio do południowej bramy miasta.

z/t
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

26 sie 2015, 21:51

Dzika reakcja hełmogłowego pasowała do tej w Damie. Grynfa odsunęła się od stołu, uciekając przed piwną powodzią. Furiat uciekł do swojego pokoju, przyciągając zaciekawione spojrzenia karczemnych gości. Po chwili już go nie było i jako-taki spokój zapanował w sali. Następująca po tym wypowiedź Nifrei i jej mocno skupione spojrzenie pozbawiły chłopkę wszelkich wątpliwości - spotkała ponownie swojego przeciwnika z Damy, chociaż on jej nie pamiętał. Odrastające kończyny były elementami wielu legend dotyczących magii - może właśnie jedna stała się rzeczywistością? Chłopka planowała udać się teraz na spoczynek do rudery, gdzie wcześniej przemieszkała całą zimę. Zatrzymał ją jednak głos jednej ze współtowarzyszek.

Ja nocuję w ruinie starej karczmy na obrzeżach. Warunki nie są tam wiele gorsze niż tutaj, a kosztu nie ma wcale. Miejsca starczyłoby i dla 15 osób, tak więc - jeśli któraś z was chce zaoszczędzić, mogę ją tam zaprowadzić — poczekała chwilę na ewentualną towarzyszkę, po czym pożegnawszy się z resztą obecnych, skierowała się ku swojemu tymczasowemu domowi.

z/t
Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

26 sie 2015, 22:38

Varame rozejrzała się z grymasem na twarzy, zapytana przez Wierzbę.



Raczej tak. — odpowiedziała z westchnieniem. Ofertę Grynfy zdecydowała się odrzucić, popchnięta do tego bardziej przez resztki dumy niż jakąś szczególną bojaźń o swoje mienie i zdrowie, choć i ta była w tym miejscu jak najbardziej uzasadniona.

Chyba będę już uciekać. Co prawda, nie miałabym nic przeciwko dalszej rozmowie, ale... — zmierzyła każdą z dziewczyn wzrokiem — ... nie wiem, czy podzielacie mój entuzjazm po wydarzeniach sprzed kilku chwil.

Uśmiechnęła się gorzko.

Dobranoc!

Pomachała im jeszcze ręką w połowie drogi do lady. Wynajęła tańszy pokój na jedną noc. Spała, jak zwykle, spokojnie, a obudziła się w miarę żwawa i zadowolona ze snu.
Było wcześnie, być może jeszcze zbyt wcześnie, by tę porę dnia móc z czystym sumieniem nazwać rankiem. Nie zamierzała jednak marnować czasu — miała jeszcze coś do zrobienia. Była pewna, że zdąży wszystko załatwić przed południem, a wczesna pora jeszcze ją w tym przekonaniu utwierdziła.
Opuściła karczmę, przecierając oczy.

/z/t
Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 64
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

26 sie 2015, 23:44

Na wzmiankę o braku kosztu za nocleg Wierzba podrapała się po brodzie, wyobrażając sobie swoją świecącą pustkami po zimie sakiewkę. Właściwie, jeżeli ktoś dał jej taką możliwość, to czemu miałaby nie skorzystać? Grynfa na rzezimieszka raczej nie wyglądała, no, może trochę, ale to tylko dlatego, że biedota mieszczańska zawsze się Wierzbie z tą ciemną stroną miasta kojarzyła. W dodatku ten tasak przy biodrze kobiety to raczej tak dla niepoznaki i ozdoby. Był, bo był i tyle. Często widywała mieszkańców z takimi nożami przy boku, natomiast obraz Grynfy władającej jakoś wprawnie tym ostrzem wywołał na jej twarzy lekki uśmiech. Pewnie, istniała możliwość, że za tym uprzejmym czynem stoi jakaś zorganizowana szajka złodziejska, jednak szansa darmowego noclegu przechyliła szalę decyzji praktycznie jednomyślnie.

– A ja chętnie skorzystam z propozycji. Będziemy miały więcej czasu, żeby się lepiej poznać, co z pewnością zaowocuje w przyszłej wyprawie.- Mówiąc to skinęła Varame na do widzenia i opierając luźno lewą dłoń na klindze miecza, udała się za swoją nową gospodynią do jej „ruiny”.

zt
Awatar użytkownika
Nifrea
Posty: 87
Rejestracja: 18 wrz 2014, 12:42
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3061

27 sie 2015, 01:37

Kobieta weszła do swojego pokoju, zamknęła mocno drzwi, upewniając się, że są szczelnie zamknięte. Nie miała ochoty nikogo tu zapraszać, a i "przyjmować" nieproszonych gości, szczególnie po zachowaniu i pogadankach o Drytraku. Dziewczyna zdjęła sakwy, odłożyła tasak na bok, a następnie rozebrała się i położyła do łóżka, z przyjemnością wtulając się w miarę czystą pościel. Może nie była najlepszej jakości, ale nie bez powodu cena wynajętego w tej karczmie pokoju była znacznie niższa od tej w Derinie. Nie miała jednak czego wybrzydzać - szczególnie, że wtulenie się w coś bardziej komfortowego w nadciągających dniach było bardzo wątpliwe.
Nif zastanawiała się nieco nad tym, co czuła, gdy w jej pobliżu znalazły się trzy dziewczyny. Wpływ obecności Grynfy szybko wykluczyła - raz już ją widziała i nie czuła nic podobnego. Pozostawały Varame i Wierzba. Co było powodem? Nie wiedziała. Prawdopodobnie jakieś właściwości której z nich. Może obecność magii? Jakiś artefakt? Nagły wpływ jej amuletu? A może po prostu zbieg okoliczności? Chociaż w ten ostatni raczej w niego nie wierzyła. Sen szybko jednak porwał ją w swoje objęcia i koniec końców nie znalazła żadnej odpowiedzi.

Dziewczyna twardo spała niemal całą noc. Gdy tylko się obudziła, czuła się rześka i wypoczęta. Była trochę zestresowana tym co miało nastać, ale napięcie to i tak było niczym w porównaniu z tym, co odczuwała przy swojej pierwszej przygodzie na trakcie. I choć doświadczenia w takich wyprawach ciągle jej brakowało, tym razem czuła się silniejsza. Pewniejsza siebie. Przygotowana na to, co może się wydarzyć.
Wstała, ubrała się. Następnie założyła sakwy, podpięła pochwę z ostrzem, którym w sumie nie potrafiła się posługiwać. Ułożyła włosy, odetchnęła. Była gotowa do drogi.
Przed wyjściem otworzyła jeszcze lekko dłoń. Miała nieodparte wrażenie, że musi poszerzyć zakres swoich umiejętności. Co jak co, pozostawiona sama sobie musiała sobie jakoś radzić, a ostrze w ręce jej nie leżało. Co najważniejsze, musiała odzyskać to, co utraciła. Nawet przez powtarzanie błahych sposobów. W końcu nie mogło to spowodować, że się w tym aspekcie cofała. Skoncentrowała się na wietrze dookoła niej. Powietrze kręciło się wokół rytmicznie, delikatnie, cicho. Po chwili nieco przyśpieszyło. I zwolniło, wracając do poprzedniego stanu. Wszystko dokładnie tak, jak chciała. Postanowiła raz jeszcze przyśpieszyć wiatr, tym razem nie koncentrując się na nim w takim stopniu. Starała się cały ten proces unormować. Zrobić to naturalniej. Niestety, okazało się to dla niej bardziej problematyczne. Na tyle problematyczne, że nie była w stanie tego ogarnąć. Wiatr opuścił jej dłoń, powracając do stanu sprzed jego manipulacji. Dziewczyna westchnęła. Jeszcze przez chwilę na nią spoglądała, szybko ją zaciskając. Wierzyła w siebie. Czuła, że progres w tym aspekcie to tylko kwestia czasu. Choć tym razem nie wszystko poszło po jej myśli, była pozytywnie nastawiona do przyszłych prób. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby jakoś znalazła kogoś bardziej doświadczonego niż ona sama...
Wychodząc z pokoju nie widziała zbyt wielu osób. Nic dziwnego - w końcu był ranek. Ludzie o tej porze mieli ważniejsze rzeczy do roboty niż chlanie i zabawy. Opuściła przybytek z dobrym nastrojem, kierując się w stronę bramy południowej. Miała jedynie nadzieję, że się nie zgubi - w końcu była w Wolenvain po raz pierwszy.

z/t
Awatar użytkownika
Isist
Posty: 35
Rejestracja: 07 gru 2012, 23:17
GG: 2442267
Karta Postaci: viewtopic.php?p=38125&sid=d5e635185d645fedefb2a7ff61740861#38125

20 wrz 2015, 19:38

Oglądanie bójek robiło się monotonne i nużące, przez co powieki mimowolnie opadały na oczy, a głowa obsuwała się w dół. Isist musiał uważać, by z wycięczenia nie upaść ze stołka. W oberży robiło się coraz ciaśniej i duszniej. Wszechobecny zapach alkoholu tylko wzmagał senność, która nie ustępowała nawet na chwilę. Głód i pragnienie utrudniały wymyślenie sensownego planu. Gdy Isistowie zaczęło kręcić się w głowie stwierdził on, że musi zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Przejście od szynku do drzwi przez tłoczne pomieszczenie wydawało się sporym wyzwaniem dla tak wymęczonego człowieka. Powoli szedł w kierunku wyjścia przedzierając się przez tłum pijanych ludzi. Fakt, że każdy z nich był gotów rozpocząć bójkę z przypadkową osobą zmusił Isista do opuszczenia miejsca najszybciej jak tylko mógł. Mocno pchnął ciężkie drzwi gdy, by znaleźć się w centrum miasta. Zaciągnięcie się nieco czystszym powietrzem rzeczywiście przyniosło ulgę. Powrót do oberży z pustą sakwą nie był dobrym pomysłem. Priorytetem Isista było teraz znalezienie bezpiecznego miejsca nadającego się na nocleg. Znalezienie bezpiecznej kryjówki wydawało się jeszcze trudniejsze biorąc pod uwagę fakt, że Isist nie znał dobrze miasta, w którym się znajdował. Pozostało mu liczyć, że po prostu idąc na coś się natknie.

z/t
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

30 sty 2016, 00:20

– Milczysz, druidzie – rzucił w kierunku Brefirrida, gdy wraz z nim ponownie przemierzał rynek Wolenvain, zapewne ku uldze strażników tutejszego zamku. – Trochę tu zabawimy. Jak się na to zapatrujesz? – zagaił, nie wiedząc, jak nakłonić starca do wynurzeń. Mędrzec z pewnością miał swoje przemyślenia na temat całej tej sprawy, ale trzymał gębę na kłódkę. Z pewnością nakazywało mu to doświadczenie i to dzięki temu przeżył tak długo. Nie był takim, co gada bez potrzeby, ale Grada potrafiło to mocno zirytować. Nie wiedział, czy stary popiera go, czy wręcz przeciwnie. Sam fakt, że Brefirrid mu towarzyszył, nawet w ludnym mieście pełnym obcych, był dla Harka niezrozumiały. Z pewnością nie czuł się tutaj dobrze, daleko od swej pustelniczej chatki, czy czegokolwiek, w czym mieszkał przed podróżą. Nic jednak nie mówił. Ani słowa.

Wrócili do ciemnego szynku, w którym siedzieli wcześniej ze słabogłowym dziwakiem. Hark zażyczył sobie jakiejś gęstej polewki i tutejszego gównianego piwa, a swego towarzysza pozostawił samemu sobie. Jeżeli umyślił sobie, że będzie na jego ciągłym utrzymaniu, to się przeliczył. Towarzystwo druida stało się dla Harka niezbyt komfortowe. Od przybycia do Wolenvain siwiec zamknął się w sobie jeszcze bardziej i tylko podążał za Gradem niczym cień, nie mówiąc niczego, co mogłoby pomóc. Harkvinnar szanował go, ale miał teraz zbyt wiele na głowie, aby akceptować taki stan rzeczy. Czuł napięcie wywołane wieściami o księciu Heodrenie i chciał je wyładować; padło na jego milczącego ziomka. Gradowi odpowiadał widok krajana w tym dziwacznym miejscu i cieszył się, że może odezwać się do kogoś w języku swych przodków, ale nigdy nie rozumiał pustelników tego rodzaju i wątpił, czy Bref rozumie jego. Motywacje druida były nieodgadnione, podczas gdy Harkvinnar bazował na tym, co działo się tu i teraz. Spojrzał na swego ziomka ponuro.

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52167
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.