Główne pomieszczenie

Owiana złą sławą karczma położona blisko doków, mimo wszystko przyciąga wielu klientów. Szemrane interesy, codzienne burdy i kradzieże nie są tu niczym niezwykłym, tak więc na nudę nie można w tym miejscu narzekać.
Ro
Anonymous

Główne pomieszczenie

09 cze 2011, 19:37

Do wnętrza słaniającego się pod upływem wieków przybytku prowadzą stare, z dawien już nadające się do wymiany odrzwia zbite z kilku zmurszałych dech. Zardzewiałe zawiasy nie pamiętające już smaku smalcu bądź oliwy od powstania oberży towarzyszą naiwnemu wchodzącemu do wewnątrz swym głośnym, przeraźliwym piskiem i zgrzytem. Zatęchłe powietrze panujące w izbie przepełnione jest gęstym, fajkowym dymem panoszącym się wszędzie dokoła oraz wonią skwaśniałego piwska, którego niezliczone pokłady rozlano na karczemne dechy oraz stoły. Te drugie, wielkie, dębowe meble ustawiono wzdłuż sali w równych odstępach – a w izbie całej zmieściło się ich aż osiem! Jeden z nich długi jest na dziesiątkę łokci, a przy każdym stają po dwie ławy – niektóre jeszcze z oparciami. Zakurzoną i zabłoconą podłogę izby stanowią wiekowe, przegniłe z lekka, wytarte setką podeszw dechy, które niedbale rzucono na stare klepisko. Przybite na szybko klepki mające uchronić biesiadujących od licznych kontuzji walają się teraz po całej izbie. Naprzeciw drzwi znajduje się szynkwas. Na niewysokie, zbudowane ze słabo wypalonej cegły zawęgle narzucono szeroką i grubą dechę, która teraz ma stanowić ladę kontuaru – nie zdarzyło się jeszcze, aby nie stały na niej brudne kufle i kielichy. Za szynkwasem, w umorusanym tłuszczem, kurzem oraz wszelkim innym brudem fartuchu stoi stary, gruby gbur zwany – przez bardzo wąskie grono swych gości – karczmarzem. I tak jak lato zawsze jest po wiośnie, a wiosna po zimie, tak oberżysta od niegdysiejszych czasów jest chamem, złodziejem a na to chachmentem i wyzyskiwaczem jakich mało. Nie tajemnicą jest, że na zapleczu wedle swej miary chrzci wszystkie trunki, a do potrawki wrzuca znalezione w uliczkach, przegniłe truchło kota. Jest jednak jednym z większych źródeł informacji w całym mieście, dlatego wiele rodów oraz organizacji zabiega o liczne jego względy. Nie jest już co prawda właścicielem, gdyż majątek zgubił na zakładach, to cięgiem stanowi nieodzowny element przybytku. Chwilę za kontuarem (i wiecznym miejscem krzątaniny skąpego grubasa) znajduje się zaplecze – podręczny składzik. Walają się tam puste beczki, stłuczone kufle i mięsiwa, które karczmarz kisi pod solą.
Na prawo i lewo od drzwi wejściowych, mniej więcej w połowie izby znajdują się schody. Te po lewicy prowadzą w dół, ku piwnicom. Czort jeden raczy jeno wiedzieć ileż juchy przelało się w podkarczemnych katakumbach, ileż konspiracji i intryg tam zawiązano, ileż dziewek zgwałcono… Przy samych schodach znajduje się szeroki na pięć i wysoki na sześć łokci kominek. W palenisku zazwyczaj żarzą się mokre polana wyrzucające w górę kolejne tumany gęstego dymu. Nad nimi zawieszono olbrzymi, caluśki osmolony kocioł. Wesoło bulgocząca w nim ciecz niejednego głodnego nasyciła samym smrodem – jeno ryzykanci oraz szaleńcy smakują karczemnych wywarów. Przed paleniskiem ustawiono dwa stare, przetarte fotele, w których trzewiach rozwinął się mikroświat wszelkiego robactwa.
Natomiast strome stopnie schodów znajdujące się po prawicy prowadzą na pięterko – do zawszonych, zapluskwionych, śmierdzących pokojów, za które karczmarzyna liczy sobie jak za królewskie komnaty. Po obu stronach schodów prowadzących na górę stoją niskie kanapy – zwykły na nich leżeć w pół roznegliżowane kobiety nęcące swym wzrokiem oraz brudnym ciałem biesiadników. Syfilis pewniejszy niźli śmierć…
W całej izbie panuje niezdrowy półmrok, a to za sprawą brudnych, nigdy nie mytych okien oraz z dawien wypalonych ogarków, których nikomu nie chce się wymienić – taka atmosfera odpowiada jednak gościom, którzy zwykli zbierać się w gospodzie każdego wieczora. W całej karczmie znajduje się tylko i wyłącznie jedno malowidło – obryzgany juchą biesiadników, oblany piwskiem z ciśniętego przez jakiegoś awanturnika kufla, zakurzony i nieczyszczony od kiedy go tylko zawieszono portret króla.

Obrazek
~~~~~~~~~~~~~~~~
-Będzie trzeba tu posprzątać… Chyba… – Rose weszła do Oberży i usiadła lekko na krześle.
-Cholera… Jestem tego gówna właścicielką. Ile z tym roboty!! – Dziewczyna uderzyła w stół, nawet nie drgną. Wstała i poszła za bar. Przejechała palcem po nim i westchnęła.
-Wszystko jest dobrze, teraz czekać na klientów.
OGŁASZAM, ŻE OBERŻA POD "CZARNYM KOTEM" ZOSTAŁA OTWARTA
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 wrz 2016, 14:28

MG:

Chwyt zelżał, a Kruk mógł w końcu wyplątac się i odwrócić tak, aby zobaczyć wszystkich napastników. Nie było ich dwóch, acz trzech. Za jego plecami stała dwójka mrocznych elfów, z których jeden jednak spokojnie obserwował całe zajście, jakby nie miał zamiaru się w niego angażować. Doświadczenie podpowiadało Krukowi, że było to jedynie mylne wrażenie. Musiał mieć jakąś sztuczkę, którą miał zamiar wykorzystać w razie potrzeby.

- Purpurowy Wąż już nie istnieje - usłyszał z jego ust odpowiedź, także w ojczystym języku mrocznych elfów. Nie znał imienia tamtego elfa, jednak pamiętał go. Łysa głowa i czarna niemal niczym obsydian skóra, na tle której wyraźnie wybijały się czerwone tęczówki oczu były mu znane i bez wątpienia stwierdził, że widział tamtego co najmniej kilka razy w życiu. Przynajmniej raz przy okazji wspólnego spotkania organizacji, które miewały czasem miejsce.

- Większość członków nie żyje, a ci którzy przetrwali pozostają w ukryciu. Zadziwiające, że chodzisz jeszcze po ziemi, skoro nie byłeś tego świadom... I co tutaj robisz.

Kruk czuł, że pozostali nadal odnoszą się do niego nieufnie, zapewne nie potrafiąc odgadnąć dlaczego za nimi podążał. Dobrym pomysłem było wyjaśnić powody swojej bytności w tym miejscu póki jeszcze miał taką szansę.

Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

02 paź 2016, 17:22

Wreszcie mógł zobaczyć swoich niedoszłych napastników. Liczby się zgadzały. Trójka mrocznych elfów. Jego obecność była czymś niezwykłym, a co dopiero te trio?
Mógł tylko przypuszczać, że zostali zwabieni tutaj tak samo jak on - w ramach zasadzki, uchodząc z życiem i znajdując list. Być może się mylił, a ich samych trzeba będzie zlikwidować z bardziej korzystnym dla Kruka otoczeniu, jednak czas musiał zweryfikować wszystko.
- Teraz jestem pełni świadom sytuacji w jakiej przyszło mi działać. Moje przeczucia się potwierdziły. - nadal przemawiał w ojczystym języku, a ni na moment nie myśląc o przejściu na barbarzyńską Wolną Mowę. Cieszył się, że mógł przemówić językiem znanym mu od początku jego istnienia.
- O tym, że Purpurowy Wąż nie istnieje nie miałem pojęcia. Większość czasu spędziłem w Lokent, pracując dla tamtejszej szlachty bądź władzy. To co zwabiło mnie tutaj, jest również i powodem waszej obecności w Wolenvain. Zaatakowano mnie, a napastnik miał przy sobie list. Zaraz go pokażę - powolnymi i spokojnymi ruchami wyciągnął list.
- Skoro tylko garstka przeżyła ukrywając się przed tymi, którzy zniszczyli organizację, dlaczego wy paradujecie w trójkę po stolicy Autonomii, dość wyraźnie zwracając na siebie swoją uwagę. Jeden mroczny elf jest może i dziwadłem, ale w miarę rozumianym w skali takiego miasta, ale czwórka. a już trójka podróżująca razem? Zadam jedno pytanie: dlaczego przybyliście tutaj, w święto Ylminy?
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 paź 2016, 11:13

MG:

- Święto Ylminy? - zapytał jeden z mrocznych elfów, zdziwienie wibrowało w jego głosie jasno dając do zrozumienia, że fakt ten nic mu nie mówił. Jego kompan, który wcześniej zaatakował Kruka sięgnął po list i odczytał jego treść, po czym oddał go mężczyźnie. Nie zwrócił większej uwagi na dziurę w pergaminie, zapewne domyślając się że był tam symbol bractwa. Usunięcie go było dobrym rozwiązaniem na wypadek gdyby treść dostała się w niepowołane ręce.

- Nie interesuje nas żadne święto, jeśli jest dla ciebie ważne zostaw to dla siebie - znów odezwał się łysy elf. - Jesteśmy tutaj ze względu na człowieka, który był w karczmie. Może mieć ważne informacje na temat osób, które były zaangażowane w śmierć naszych braci. Pora przynieść zemstę tym, którzy za tym stoją.

- W tym liście jest mowa o spotkaniu w Oberży pod Czarnym Kotem, odbywa się właśnie w tej chwili. Jest tam co najmniej kilka osób, które mogą sporo wiedzieć. Mamy zamiar schwytać tak wielu, jak będziemy w stanie - dokończył elf, który odczytał list.

- Możesz nam towarzyszyć, nie pogardzimy dodatkową parą rąk do pracy.

Nie czekając na odpowiedź Kruka ruszyli znów w stronę oberży. Niezależnie od tego czy postanowi im towarzyszyć czy też nie zapewne nie podejrzewali, że mógłby stanowić dla nich jakąś przeszkodę w przedstawionym planie. Można rzec, że jako członek organizacji otrzymał pewną dozę zaufania.

Jeśli tylko postanowił z nimi iść, czekała go dość długa chwila oczekiwania przy karczmie. Każdy z elfów zadekował się gdzieś na swój sposób, upewniając się że będzie raczej niewidoczny dla przypadkowego obserwatora, a jeśli nawet, to nie będzie wyglądał podejrzanie. Przynajmniej na tyle, na ile mogła wyglądać postać z naciągniętym głęboko kapturem. Czekanie na to aż spotkanie w Oberży się skończy trwało całą wieczność. Dopiero późnymi godzinami nocnymi zaczęły się z niej wynurzać jakieś osoby. Niektórzy rozchodzili się gdzieś samotnie, tych mroczne elfy ignorowały. W końcu wynurzyła się większa grupa dziesięciu osób, pośród nich widziany wcześniej przez Kruka mężczyzna. Skręciła w jedną z uliczek. Kilka metrów za nią szła kolejna, podobna. Łącznie jakieś siedemnaście osób, sami ludzcy mężczyźni, każdy miał jakąś broń. Schwytanie ich niewątpliwie stanowiłoby w normalnych warunkach trudne zadanie. Czuli się jednak bez wątpienia na swoim, bezpiecznie. Nie szli ostrożnie, w większości byli pijani, albo porządnie wstawieni. Elfy dały sobie sygnał, że przyszedł czas na atak, ponownie uświadamiając sobie nawzajem, że jeśli tylko będzie to możliwe, to każdego trzeba brać żywcem. Tajemnicą pozostawało jak mają zamiar ich później przenieść w ustronniejsze miejsce.

Cała trójka przyspieszyła kroku nie przejmując się już pozostawaniem w ukryciu. Śledzona grupa skręciła w jakąś obskurną uliczkę, w której raczej nie powinno być świadków, elfy przeszły do biegu wpadając tam zaraz za nimi. Była dość ciasna, ramię w ramię mieściły się tam trzy osoby. Jeden z elfów wyciągnął sztylet i uderzył najbliższego mężczyznę głowicą w kark, ten padł na ziemię nieprzytomny. Pozostali natychmiast się odwrócili, choć potrzebowali chwilę czasu aby skontaktować z tym co się właśnie wydarzyło, byli zupełnie zaskoczeni. Zanim dotarła do nich powaga sytuacji trzech kolejnych leżało bezwładnie na ziemi.

- Ty białowłosa kurwo! - wrzasnął jeden z mężczyzn. Zapewne upojony alkoholem nie mógł wymyślić żadnego ciekawszego wyzwiska. Idąca z przodu grupa zawróciła biegnąc na pomoc pozostałym. Większość otrzeźwiała nieco pod wpływem adrenaliny, jednak nadal stali na nogach dość chwiejnie. Pięciu ludzi leżało ogłuszonych na ziemi, pozostali zdążyli już wyciągnąć broń, więc pobratymcy Kruka musieli wstrzymać to nietypowe przedstawienie. Sami sięgnęli bo swoją poza łysym elfem, ten nadal miał jedynie puste dłonie do dyspozycji. Obie grupy stanęły naprzeciw siebie w uliczce poza zasięgiem ataku przeciwnika. Nastąpiła krótka chwila impasu, która niewątpliwie miała za chwilę eksplodować w walkę.

- Elfy! Pierdolone elfy! Bij skurwiela! - wrzeszczał niepokojąco głośno pozbawiony nosa koleś.

Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

11 paź 2016, 14:01

Kruk z spokojem wysłuchiwał wszystkich słów, jakie padły z ust pobratymców. Mała gra okazała się strzałem w dziesiątkę. Możliwe, że dowiedzieli się z innego źródła o spotkaniu, bądź nie zadawali sobie trudu z odszyfrowaniem wiadomości tak, jak zrobił to on.
- Wiem, że nie interesuje was to święto, mnie również, ale wyznaczało ono dokładną datę spotkania czyli dzisiaj. Dlatego jestem tutaj.

Przyłączył się do nich. Nie z powodu solidarności rasowej, choć ta trójka wykazywała mentalność i światopogląd bliski jego, a z powodu ciekawości. Chciał dowiedzieć się jakim cudem i kto zniszczył Purpurowego Węża. Jakimi sztuczkami zamordowano najlepszych szpiegów i skrytobójców, jakimi bez wątpienia są tylko i wyłącznie mroczne elfy. Doceniał ludzi, na powierzchni są niekwestionowanymi władcami, ale nie mogą równać się z mrocznymi elfami. Purpurowy Wąż został stworzony przez jego pobratymców, nie ludzi.

Czekał w ukryciu, naciągając kaptur na głowę. Wszystko rozegrało się dość szybko. Pijani i rozbawieni ludzie nie podejrzewali zasadzki. Wytaczali się grupami, rozchodząc w sobie tylko znane kierunki. Był pod komendą pobratymców, doskonale wiedział, że łysy elf jest przywódcą. Jego brak uzbrojenia nie dziwił Kruka. Miał pewne podejrzenie, iż jego krewniak włada magią i niedługo da pokaz swoich umiejętności.
Pijani nie byli żadnym wyzwaniem. Co innego pijany krasnolud.. Bardzo szybko obezwładnili pierwszą grupę. Kruk złapał w szczelne i mocne kleszczę swoich ramion, dusząc człowieka. W każdej chwili, za pomocą jednego ruchu mógł odesłać do w Zaświaty, jednak jedyne co zrobił to trzymał, aż do odcięcia tlenu. Człowiek zwyczajnie zemdlał.

Dokładnie wtedy wszystko się zesrało. Krzyk rannego, alarmujący drugą grupę, zwiastował koniec ciche eliminacji. Nastąpił czas eksterminacji.
Z drugiej pochwy wyciągnął swój egzotyczny miecz, o lekkim zakrzywieniu. Idealnie nadawał się do takiego środowiska - ciasnego, bez możliwości manewrów. Był gotowy do rzucenia sztyletem w pierwszego napastnika, który wyskoczy do przodu.
Jego taktyka była prosta - używać szybkich i krótkich ruchów. Miecz idealnie nadawał się do wszelkiego rodzaju fint, parowania czy zbijania broni przeciwnika, toteż Kruk miał taki zamysł. Ma zamiar zbijać ataki przeciwnika tak, aby ten odsłonił się na ewentualne dobicie ze strony pobratymców, bądź tak, aby to Kruk miał pole do wyjścia za plecy przeciwnika i poderżnięcia mu gardła. Zbyt ciasne środowisko uniemożliwia mu akrobatyczne manewry, dlatego ograniczy się do szybkich uników czy nurkowania pod atakami.
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

11 paź 2016, 15:42

Posępny Grad zrazu nie odpowiedział na słowa swego towarzysza. Wiedział, że jest rozgoryczony i nie chciał urazić starego, którego w sercu ogromnie szanował. Pił swoje piwo, myślał o przyszłości i zadręczał się. Nie miał innego planu ponad odszukanie księcia Heodrena. Jeśli plotki okażą się prawdziwe… Cóż miałby uczynić? Wrócić do siebie nie osiągnąwszy celu? Nie godziło się. Znaleźć tu ludzi, którzy przychylą się ku jego sprawie? Wątpliwe. Mógł liczyć tylko na to, że jego misja nie upadnie, że spadkobierca Tronów żyje. Niecierpliwił się, ale wiedział, że nie może uczynić więcej. Zapytał u źródła i liczył na to, że hrabia Hilduun rzeczywiście mu pomoże.

Jacyś ludzie wchodzili i wychodzili, jeden dziwniejszy od drugiego. Cóż, sam Harkvinnar czuł się „Pod Czarnym Kotem” lepiej niż w innych odwiedzonych przezeń karczmach. Tutaj nawet jego północne korzenie nie przeszkadzały smęcić nad kuflem.

Gdy wreszcie zdecydował się opuścić przybytek, zapadł już wieczór. Gramoląc się zaraz za pokaźną grupą bywalców, pogadał sobie nawet luźno z niektórymi z nich. Został jednak nieco z tyłu, widział bowiem, że do nich nie przystaje, a tamci, nawet mimo alkoholu, odnoszą się doń niechętnie. Sam nie wypił wiele – pojadł tylko, chcąc mieć siły na jutro. Tęskniąc do Hodgerdu popatrzył w niebo, mrucząc kilka słów do swych bogów. Oddawał się w ich łaskę, ale chciał, by próba, której doświadczał, zakończyła się szybko i szczęśliwie.

Słysząc raban dochodzący z pobliskiego zaułka, nie mógł pomyśleć inaczej; oto został wysłuchany. Wierząc usilnie, że dostał od opatrzności znak, motywował tym swe dalsze ruchy. Po prawdzie mocniej przemawiała przezeń gorycz, frustracja i smutek, a nie rozmodlenie, ale miał to gdzieś. Poddał się swojej naturze całkowicie. Odłożył tobołek, założył hełm i ściągnął z pleców tarczę.

– Zawołajże straże, stary – rzekł do druida Brefirrida, co do którego miał nadzieję, że postąpi wedle tej prośby. Mówił do krajana w języku roskvarów, a to tylko dodało mu otuchy. Wkroczył do zaułku i korzystając z jego ciasnoty, uderzył na mroczne elfy. Gdy tylko je ujrzał, zrozumiał zamiary bogów jeszcze silniej. Elfy, szczególnie ciemnoskóre, niemiłe były Harstorrowi, który w porozumieniu z Angrnalem postanowił zaprowadzić porządek. Posługując się Gradem jako wykonawcą swojej woli, bogowie za nic mieli sobie obcą krainę. Byli tutaj i chcieli ofiary.

Tarcza poszła w ruch, przygniatając przeciwników i spychając ich w kierunku motłochu, z którym walczyli. Hark rad był, że ubrał się jak na wojnę, bowiem migały tu ostre narzędzia. Widząc, że obrzydliwe elfy mają w dłoniach ostrza, sam nie szczędził im topora, wierząc, że kolczuga i tarcza ocalą go od sztyletów.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 913
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 paź 2016, 18:40

MG:

Sytuacja elfów nie prezentowała się źle mimo przewagi liczebnej przeciwników. Obok siebie w uliczce mogły stanąć zaledwie trzy osoby. Było ciasno do tego stopnia, że nawet Kruk miał problem aby pomóc w jakikolwiek sposób pozostałym. Zapewne jego pobratymcy wybrali miejsce wcześniej, dostosowując je pod swoją ilość, a nagłe pojawienie się kolejnej osoby nie zmieniło tej kwestii. Szczęśliwie dla niego nieuzbrojony, łysy elf postanowił go przepuścić, sam stając przy tym za pozostałą trójką.

Jeszcze nim przedstawienie zaczęło się na dobre pojawiła się okoliczność zgoła niespodziewana. Ktoś popędził zaatakowanym na ratunek. W dodatku ktoś uzbrojony w sposób bardziej pasujący na pole bitwy. Harkvinnar nie zaskoczył elfów, jeden z nich okazał się nadzwyczaj czujny. Wycofał się nagle, pozostawiając Kruka i drugiego towarzysza naprzeciw hordy pijanych mężczyzn, samemu tymczasem błyskawicznie pokonując dystans dzielący go od Grada i odcinając go od przywódcy grupy. Roskvar stanowił jednak poważne wyzwanie, nawet nie tyle ze względu na swoje doświadczenie bojowe, co ekwipunek. Jego tarcza blokowała większość przejścia, sprawiając że trudno było się koło niego przecisnąć, co jeszcze bardziej utrudniał dzierżony topór. Elf przełożył sztylet do lewej ręki i wyciągnął dużo skuteczniejszą w takim wypadku broń - znacznie dłuższy tasak, podobny do tych jakimi posługiwało się mnóstwo mieszkańców powierzchni. Musiał być kupiony lub zdobyty od jakiegoś mieszczanina. Niemniej jednak, broń ta, choć zdecydowanie lepsza od sztyletu, nadal pozostawiała wiele do życzenia w tym wypadku.

Elfy nie uderzyły jednak nieprzygotowane, miały jeszcze kilka asów w rękawie. Ogolony mroczny, widząc że zostali niespodziewanie otoczeni krzyknął coś w swoim sykliwym języku, czego roskvar nie mógł zrozumieć. Krótki okrzyk, zrozumiany jedynie przez pozostałą dwójkę i Kruka nakazywał zasłonić oczy. Zdawało się to radą zadziwiającą, biorąc pod uwagę to, że mieli tuż przed sobą wroga. Kruk musiał szybko zdecydować czy zamierza zaryzykować i się jej posłuchać, do tej pory jakoś nie przejawiał większych chęci zaufania pozostałym. Reszta elfów bez zastanowienia wykonała polecenie, nawet ten stojący przed Harkiem.

Mężczyzna z Północy nie zdołał jednak wykorzystać jego faktu, nim dotarło do niego, że jego przeciwnik chwycił połę płaszcza i osłonił twarz sam stracił go z oczu. Z uniesionej ręki elfiego przywódcy wybuchnął rozbłysk światła tak gwałtowny, jak nic co Harkvinnar miał okazję widzieć w życiu kiedykolwiek wcześniej poza nieboskłonem. Zdawało się, że tamten uniósł nagle w powietrze gwiazdę, którą jakimś cudem zerwał z nieba tylko po to, aby uderzyć nią wprost w roskvara. Jego już i tak upośledzony zmysł wzroku zniknął kompletnie, a jedyne co potrafił dostrzec to była biała plama.

Słyszał krzyki pozostałych ludzi po drugiej stronie uliczki i szamotaninę, jednak szok wywołany tym gwałtownym rozbłyskiem utrudniał mu odnalezienie się w sytuacji. Mimo to parł uparcie do przodu, aż nie spotkał oporu. Czuł jak coś napiera na jego tarczę, logika nakazywała stwierdzić, że to jeden z elfów. Hark poczuł, że ktoś chwyta za rękojeść jego topora i napiera na brzeg dzierżonej w drugiej dłoni broni, podjął oczywiście walkę, która szybko przerodziła się w szamotaninę. Roskvar z łatwością stwierdził że jest silniejszy od swojego przeciwnika, zdołał wyzwolić topór, jednak zaraz po tym poczuł w swojej łydce gwałtowne ukłucie, po którym to nastąpiło pieczenie i fala ciepła rozchodząca się po ciele. Znał to odczucie, właśnie go zraniono. Jednak jedynie spowodowało to jego wściekłość, pomimo ślepoty naparł tarczą i uderzył zaraz po tym toporem, krzycząc przy tym wściekle. Czuł, że trafił. W tym samym czasie jego oko poczęło łzawić obficie, zmuszając go do ciągłego mrugania. Wzrok jednak nie powracał i nie pozwalał stwierdzić w czym tkwi topór. Pod jego prawym ramieniem, na wysokości żeber poczuł stłumione uderzenie, ktoś go nadal atakował.

Drugi towarzysz maga tymczasem przeszedł do rzezi. Nie bez pomocy swojego dowódcy zresztą, który zaraz po pierwszym zaklęciu rzucił kolejne. Wyciągnął dłoń w stronę tłumu i krzyknął coś w dialekcie niezrozumiałym również dla Kruka. Z gwałtownym hukiem, który mogli usłyszeć wrzyscy obecni nad ziemią przebiegła fala uderzeniowa. Drewniane elementy budynków zaskrzypiały w proteście, z ulicy uniosły się tumany kurzu, a co najważniejsze - większość z trafionych została odepchnięta do tyłu i powalona na ziemię, nieliczni ustali na nogach. Oślepieni ludzie spanikowali, niektórzy próbowali poderwać się i uciec, inni machali na oślep bronią, często raniąc siebie nawzajem. W tym chaosie drugi mroczny elf zbierał swoje żniwo, siekąc każdego kto tylko znalazł się w pobliżu. Nie przejmował się już tym, aby nie zabijać. Najwidoczniej uznał, że sytuacja jest na tyle niespodziewana, że trzeba przejść do ostrzejszych środków. I trzeba przyznać, że sprawnie wykonywał swoje zadanie. Kruk mógł mu pomóc oczywiście, lub też pozostawić go samemu sobie i zobaczyć jak radził sobie pobratymiec po drugiej stronie, który teraz był za jego plecami.

Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

11 paź 2016, 19:07

Zatem bogowie postanowili odebrać mu również drugie oko. Nic to! Wiedziony słusznym gniewem i przepełniony poczuciem sianej w imię swych ideałów sprawiedliwości, Grad siekał toporem tam, skąd dochodziły go wraże ataki. Orientując się mniej więcej w swoim położeniu zamierzał dopaść plecami do ściany pobliskiego budynku, odcinając tym samym możliwość ataku od tyłu. Nadal nisko odgryzał się toporzyskiem, nie chcąc, by skłuli mu łydy do reszty. Tarczę wzniósł przy tym wysoko, kryjąc twarz, której nie chronił w całości hełm. Gdy trzeba było, to walił również nią, wiedząc, jaki pogrom mogło wywołać celne uderzenie tym wielkim kawałkiem drewna, skóry i metalu.

Hark liczył na to, że Brefirrid lub pozostali przeciwnicy mrocznych elfów wreszcie wezmą się do poważnej roboty. Zaczął z mocą śpiewać do swych bogów, modląc się o to, by zwrócili mu wzrok. Obiecał Angrnalowi wyrżnąć w zamian wszystkich wrogów, począwszy od tego, który go oślepił. Czuł, jak narasta w nim wściekłość. Imię boga wojny rozjaśniło jego umysł i do wtóru z adrenaliną całkowicie skoncentrowało na walce. Czuł, że musi uważać na podłe sztuczki magiczne i nie zamierzał popełnić błędu po raz kolejny. Nie wiedział oczywiście, czego może się spodziewać, ale wiedział, że bogowie mają go w swojej opiece. To im oddał teraz swoje życie.

Awatar użytkownika
Kruk
Posty: 83
Rejestracja: 26 cze 2013, 00:10
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48175#48175

11 paź 2016, 20:02

Potyczka bardzo szybko przybrała szybki i niespodziewany, rzecz jasna dla tamtych, obrót.
Pojawienie się kolejnego przeciwnika, tym razem od strony ich niedawnego miejsca, zwiastowało kolejne kłopoty. Na szczęście, jeden z elfów odłączył się od grupy i ruszył na spotkanie przeciwnika. Dało bo więcej miejsca Krukowi. Tego potrzebował - więcej miejsca.
Tak jak podejrzewał, łysy pobratymiec był magiem. Dość potężnym, skoro udało mu się wygenerować taki błysk świtała. Mroczny elf zacisnął powieki i błyskawicznym ruchem zaciągnął kaptur na głowę, by ochronić się przed światłem. Gdy do jego uszu dotarły krzyki oślepionych napastników, otworzył oczy.

Również i on przestał bawić się w półśrodki, dołączając do pobratymca. Biegnąć za nim, cisnął sztyletem w najbliższego przeciwnika, który gramolił się w ziemi. Celował w głowę. Uznał, że oślepienie przeciwników, a następne powalenie ich na ziemię, stanowi ogromną pomoc dla pobratymca. Odwrócił się do tyłu, za przywódcę, skąd dochodziły odgłosy walki.
Pokaż treść
W zależności od zastanej sytuacji będzie chciał pomóc mrocznemu elfowi. Jeśli zastanie go w parterze, przygniecionego ciężarem przeciwnika, doskoczy do niego, by złapać uzbrojoną rękę oprawcy i ciąć w witalny punkt pod pachą. Jeśli znajdzie się tam pancerz uniemożliwiajacy cięcie, Kruk będzie próbować wbić ostrze w szyję bądź kark przeciwnika. Ostrze kolejnego sztyletu. Jeśli nic nie wejdzie mu w linię ataku, spróbuje ciąć mieczem w głowę oprawcy jego pobratymca.
Z drugiej strony, jeśli to jego pobratymiec będzie na górze, okładany bronią, Kruk będzie starał doskoczyć się i odciąć cięciem miecza uzbrojoną broń oprawcy, bądź też pchnąć go ostrzem w odsłonięte miejsce. Wszelkie bardziej zdecydowane wymachy bronią, jakie zastosuje przeciwnik, będą unikane przez mrocznego elfa.
Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

13 paź 2016, 15:37

Druid był w gruncie rzeczy sfrasowany tym wszystkim co spotkali. Upór towarzysza dorównywał chyba tylko uporowi górskich kozłów przemierzających Hodgerckie szczyty. Butny i marzący tylko o wojnie Harkvinnar zdawał się zupełnym przeciwieństwem Brefirrida. Ciągle przypominał mu przez to, samemu nawet nie zdając sobie z tego sprawy, że wyznawca Natury też kiedyś był podobny jak on. Zmalał na krótką chwilę, jakby zamykając się w sobie, a frasunek ukazał się na jego twarzy. Przez kilka dobrych sekund druid faktycznie zdał się uginającym się pod ciężarem życia i doświadczeń starcem. Przeżył tak mało, a jednak tak wiele.

Wieczorem postanowili opuścić oberżę, co było Brefirridowi na rękę. Pozwolił sobie i tak spożyć więcej alkoholu niż powinien, zwłaszcza że dawno minęły czasy gdy miał z nim wiele kontaktu. Jednak lekkie podchmielenie, które mu teraz towarzyszyło pozwoliło mniej skupiać się na doczesnych troskach, a bardziej po prostu odpłynąć gdzieś i wytrwać dopóki nie znajdą noclegu. To jednak nie miało zbyt szybko nastąpić. Odgłosy walki wyrwały druida z zamyślenia, nim jednak zdążył podjąć jakieś działanie Grad już pędził do zaułka zostawiając go jedynie z prostą prośbą. Druid rozejrzał się wokół biadoląc w myślach nad bezdenną głupotą swojego towarzysza, który bez żadnej potrzeby i jakiegokolwiek sensu pakował się w kolejne kłopoty.

Szybkim krokiem ruszył uliczką dalej szukając jakiś strażników miejskich, które mógłby ściągnąć w to miejsce, jeśli tylko będą chętni pomóc obcokrajowcowi z dziwnym akcentem. Nie lubiono tu roskvarów i zarówno on jak i Grad dawno już to zauważyli.

Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

15 paź 2016, 18:45

MG:

Raban, wywołany przez przeszło dwadzieścia osób, głośne, głuche odgłosy uderzeń, ryki wojownika z Północy i dźwięki walki był na tyle intensywny, że nawet w tej dość odludnej okolicy zwabił parę osób. Harkvinnar i Brefirrid byli tylko częścią ludzi, którzy, słysząc głośne zamieszanie, napływali do alejki, aby zobaczyć, o co chodzi, i być może wziąć udział w awanturze. Między innymi przy alejce pojawiło się kilka kurew, z czego jedna dotarła na miejsce z rozchełstaną koszulą, spod której momentami prześwitywały piersi. Towarzyszył jej wyraźnie pijany mężczyzna, gorączkowo sznurujący spodnią część odzienia podczas kierowania się w stronę zajścia, najwidoczniej niedoszły klient. Przedstawicielki najstarszego zawodu świata, rozpoznawszy niektórych ze zbierających łomot ludzi, narobiły hałasu, przy którym ryki Harkvinnara wydawały się szeptem - co wybudziło i sprowadziło jeszcze więcej zamieszkujących tę niezbyt szacowną okolicę ludzi. - Adia, patrz, Borka i Sarla bijo! Ludzie, naszych bijo, naszych chłopaków bijo! Czarne kurwy przebrzydłe! - takie i podobne krzyki, niepozbawione niezauważonej, zabawnej ironii, włączyły się w kakofonię. Po tym, jak jeden z mrocznych elfów, z którymi sprzymierzył się Kruk, użył czegoś, co musiało być zdolnościami magicznymi, prostytutki i wycofujący się tłum zaczęły wydawać z siebie nowe, jeszcze inne okrzyki.

- Czarownik! -


- Syn kurwi! -


- Wynaturzenie! -


- Abominacja! -


- Lorven broń! -


- Pies w rzyć jebany! - Okrzyki coraz bardziej rozjuszonego mimo strat motłochu stawały się coraz bardziej kreatywne, a Kruk byłby pewnie zaskoczony tym, że któryś z tych obdartusów wie, co to takiego abominacja, gdyby przykładał do okrzyków uwagę. Niestety, pomiędzy dzikimi ciosami noży, tasaków, pał i innych improwizowanych broni nie miał na to ani momentu. Z grupy siedemnastu osób przeszło połowa leżała już na ziemi, martwa bądź nieprzytomna, ale do pozostałych ośmiu dołączyła jeszcze szóstka nowych ludzi, wliczając rozjuszonego Harkvinnara. Przewaga liczebna ludzkiego tłumu pozostała przygniatająca. Motłoch został odparty do tyłu tylko na chwilę, potem napływ nowej krwi dał mu na tyle odwagi, żeby hurmem zaatakować po raz kolejny. Kruk zaczynał mieć problemy z poradzeniem sobie w takich okolicznościach, podobnie jak jego towarzysze. Kilka ciosów było dość blisko zranienia go, draśnięcia i siniaki pokrywały jego dłonie i ramiona, a rozjuszonych mieszkańców miasta w dalszym ciągu było dużo, mimo tego, że co i rusz jakiś walił się na ziemię. Do ciosów zaimprowizowanych broni zaczęły dochodzić także rzucane przez kurwy i tych ludzi, którzy nie mogli się dopchać, kamienie, cegły i inne prowizoryczne pociski. Kiedy jakiś stary, dziurawy garnek o włos minął głowę Kruka, z hukiem tocząc się dalej po bruku alei, a połówka cegły trafiła mrocznego elfa w łokieć, odbierając mu czucie w lewej ręce i większość kontroli nad nią, zaczął dochodzić do wniosku, że albo stąd uciekną, albo skończą jako rozwalone na drobne kawałeczki trupy, wszyscy. Niektórzy ludzie zaczęli już wchodzić do sąsiadujących budynków, i należało się spodziewać, że niedługo pociski zaczną spadać na coraz bardziej desperacko broniącą się grupę mrocznych elfów także od góry. Wszyscy z czarnoskórych trzymali się jeszcze na nogach, dysząc i ściskając okrwawione bronie, jednak wydawało się, że walka przybiera wyraźnie niekorzystny dla nich obrót.

Tymczasem Harkvinnarowi powoli wracał wzrok, póki co na tyle, żeby mógł rozróżnić poruszające się przed nim, kotłujące się kontury kształtów. Jego bogowie najwidoczniej mu sprzyjali, i, zainspirowany i podniesiony na duchu takim obrotem spraw, nie przejmując się w gruncie rzeczy drobnymi ranami, jakie mu do tej pory zadano, parł do przodu, korzystając z olbrzymiej przewagi, jaką w tak ciasnym przejściu dawała mu tarcza. Dzikie ciosy topora wytrąciły jego oponenta z równowagi na króciutki moment, wystarczający na to, żeby zdołał wyrżnąć go prosto w usta krawędzią tarczy. Potężny cios rzucił drobną postać, filigranową wręcz w porównaniu z potężnym wojownikiem z Północy, na ziemię, i Harkvinnar z radością zamierzył się do zadania śmiertelnego ciosu ogłuszonemu na chwilę przeciwnikowi.

Niestety, nie było mu to dane - cios mocarny niczym taran uderzył go od boku, rzucając go o ścianę z takim impetem, że niemalże stracił przytomność. Roskvar osunął się na ziemię i dopiero po kilku sekundach zdołał chwiejnie wstać, tylko po to, żeby zobaczyć jak przez mgłę kontur uciekających pleców swojej niedoszłej ofiary.

Brefirrid szukał strażnika rozsądnie i z planem, udając się najpierw w stronę okolicznej oberży, obok której jakiegoś tutejszego strażnika prawa i porządku być może dałoby się odnaleźć. I faktycznie, po drodze tam, oprócz kilku ludzi, zmierzających w stronę hałasu i tumultu z wyraźną chęcią dołączenia do bójki, odnalazł idących od tamtej strony w kierunku alejki, którą przed chwilą opuścił, trzech strażników, których prowadziła tam kobieta, którą Brefirrid mógł spokojnie podejrzewać ze względu na wygląd i zachowanie o bycie prostytutką. Sporo ich było w tej części miasta, czyhających na pijanych klientów opuszczających oberżę - i wydawały się szybko reagować na sytuację.

Wróć do „Pod Czarnym Kotem”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.