Zarośnięte pola

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Romuald
Posty: 99
Rejestracja: 06 gru 2011, 12:32
GG: 8404588
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1198

Zarośnięte pola

08 gru 2011, 13:33

Pole to było już dawno nieużywane, ponieważ całe zboże, które zostało tu posiane nie wyrosło. Wiele lat próbowano uprawiać tu jakąś roślinność, ale niestety nawet próby nawożenia spełzły na niczym. Mogło być to spowodowane przez odmienną strukturę gleby w tym miejscu. Jak mówi księga, którą miał ze sobą krasnolud – okolica ta ma wszelkie podstawy do posiadania licznych złoży metali. Możliwe, iż jest szansa na to, by powstała tu kopalnia odkrywkowa. Teren jest sporych rozmiarów, ale nie wiadomo co kryje pod swą umęczoną powierzchnią ziemi.
Romuald przybył tu, by zweryfikować teorię z praktyką. Przywiązał swego rumaka do drzewa i zdjął z niego szpadel. Latarnię zawiesił nieopodal na złamanej gałęzi, tak by świeciła na miejsce wykopu, kiedy zapadnie już zmrok.
– No to siup – powiedział do siebie.
Zaczął wykop, a obok dołu położył książkę, by od czasu do czasu zerkać w jej zapiski.
Kopał długo, aż wykopał odpowiedniej głębokości dziurę, by zweryfikować swoje oczekiwania.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elathorn
Posty: 551
Rejestracja: 07 wrz 2011, 16:49
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?t=667

08 gru 2011, 13:53

MG

Początkowo kopanie w ziemi nie dawało zbyt dużych nadziei. Mimo że książka jaśnie stwierdzała, że na tym etapie powinny już być widoczne ślady ewentualnych złóż, to brakło ich jednak. W przeciwieństwie do robactwa, którego było tu całkiem sporo.
Powoli zaczynało się ściemniać a pierwszy wykop póki co okazał się porażką.

Do MG nadzorującego dział – duży wpływ na ekonomię więc ja to ponadzoruje.
Awatar użytkownika
Romuald
Posty: 99
Rejestracja: 06 gru 2011, 12:32
GG: 8404588
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1198

08 gru 2011, 14:06

Słońce miało ochotę złożyć się już do snu. Praca bez światła nie była najlepszą perspektywą, to też krasnolud wrócił do domu.
[z/t]




[Ost; regulamin wyraźnie mówi o długości postów.]
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

11 gru 2011, 15:54

Lleyrnimehth nie była pewna, gdzie Wolenvain się znajduje, ale znała mniej więcej kierunek w którym powinna lecieć. Nie trudno było się domyślić, że są na miejscu, gdy zobaczyła na horyzoncie największe miasto, jakie kiedykolwiek dane jej było ujrzeć. No może przesadzała, na zachodzie widywała większe… To jednak Autonomia Wolenvain chwaliła się swoją tolerancją i bardziej odpowiadała smoczycy, niż chłodni mieszkańcy północy. A to miasto z pewnością zasługiwało tym samym na miano największego w tych okolicach. Lleyrnimehth dopiero teraz zastanawiała się, gdzie wylądować. Niestety było dla niej jasne, że nie może pojawić się nagle w środku miasta ani przechadzać się jego ulicami… Chociaż w sercu od dawna żywiła nadzieję, że jeśli Wolenvain jest takie duże, a ludzie w nim tolerancyjni, to nareszcie będzie mogła do niego wejść. Inne miasta obserwowała tylko z powietrze, a i to nie zdawało się cieszyć jego mieszkańców. Bądź co bądź smok jej rozmiarów groźniej wygląda, kiedy krąży nad czyjąś głową, niż gdy skulony siedzi grzecznie na ziemi.
Postanowiła osiąść na polach przed bramą. W jej sercu rosła powoli nadzieja, że może Zielona lub On pozwolą jej wejść do swojej głowy, a ona będzie mogła w końcu zobaczyć południowe miasto od środka… Bała się jednak, że odrzucą jej propozycję, w końcu musieliby się dzielić z nią swymi myślami. Nadzieja jednak rosła, ona zrobiła im przysługę, więc może się jej odwdzięczą. Jeśli nie… Będzie musiała odejść i zadowolić się obszarami dzikimi.
Wolenvain zbliżało się, słońce natomiast schodziło coraz niżej. Smoczyca zaczęła pikować, powoli zniżając swój lot. Miała nadzieję możliwie złagodzić zazwyczaj bolesne dla pasażerów lądowanie. Bystrym wzrokiem zauważyła ludzi na murach, którzy zaczęli biegać niczym małe mrówki i pokazywać ją palcami… Zrobiło jej się przykro. Zawsze była wytykana.
Skupiła się jednak na lądowaniu, pielęgnując nadzieję, że mimo wszystko uda jej się "wejść" do miasta. Koła które zataczała były coraz mniejsze, aż wreszcie odległość jaka ją dzieliła od ziemi nie wynosiła więcej niż parę metrów. Zamachała skrzydłami do tyłu, osiadając ciężko na ziemi, która wręcz zadrżała od tego zderzenia. Lleyrnimehth czuła, że i jej pasażerowie nieźle podskoczyli, przez co poczuła się winna i spuściła nieco swoją wypustkową kryzę. Nie było to lądowanie pierwszej klasy.
Wykrzywiła jak najbardziej mogła głowę do tyłu, jednak widziała całą trójkę tylko kątem oka. W sumie cieszyła się, że już po wszystkim, a w jej brzuchu nie tkwi żaden harpun.
Jesteśmy na miejscu – oświadczyła dumnym głosem, który zaraz jednak zamienił się w pełne troski pytanie: – Czy bardzo bolało? Starałam się lecieć równo.
Lądowania nie skomentowała, gdyż mogła to zrobić lepiej. Ale z tego nie będzie się już tłumaczyć.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 gru 2011, 18:18

Lot nie był przyjemny, nawet mimo uczucia wolności, jakiego Infi nigdy nie doznał. Na górze było zimno, poruszające się pod nim ciało smoka chwiało się niebezpiecznie, a dziwna sensacja w okolicy żołądka stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Magia lecząca Ayumi łagodziła turbulencje, chociaż wojownik wiedział, że jeżeli lot potrwa choć chwilę dłużej nie obędzie się bez wizyty u jakiegoś wyspecjalizowanego w typowo męskich schorzeniach medyka. Na szczęście Firletka poczęła kołować w okolicy nadal opustoszałych po oblężeniu Wolenvainskich pól, które po przemarszu armii Zachodu nie nadawały się do użytku. Widok był wspaniały, Infi bywał wcześniej w głównym mieście Autonomii, ale nigdy nie widział go w całości. Jego wprawne oko dostrzegło pewne zmiany, takie jak zburzona brama zachodnia czy budynki nie do końca jeszcze odbudowane po kulach z katapult.
Smoczyca wylądowała z impetem, a jako, że Infi niewątpliwie nie posiadał mocnych mięśni ud jak obecne na grzbiecie smoka kobiety, nie utrzymał się na jej grzbiecie i spadł na łeb, ryjąc w miękką ziemię twarzą. Mnąc w ustach przekleństwa oraz piasek miecznik powstał, ścierając brud ze swego oblicza. Natychmiast też wyciągnął ze swojej torby, której na szczęście podczas lotu nie upuścił manierkę z wodą, którą zaczął się przemywać. Nie zamierzał wkraczać do miasta umorusany jak gówniarz z piaskownicy, tym bardziej jeśli miał załatwiać ważne dla przyszłej wyprawy sprawy. Miał też nadzieję, że Ayumi uleczy lekkie otarcia na jego udach, bo chociaż radziła sobie nieźle z pomocą doraźną, kilka drobnych ranek bardziej irytowało niż bolało, a stąpanie w rozkroku nie należało do najulubieńszych rozrywek Infiego.
Miecznik był wściekły, że przy lądowaniu nie udało mu się utrzymać równowagi i teraz spojrzał spode łba na smoka, jakby obwiniał go o to, że ląduje, jak ląduje.
– Nie, wszystko w porządku - burknął na słowa smoczycy, otrzepując się i wzdrygając z zimna. Bądź, co bądź, nadal był wdzięczny za to, że zgodziła się zabrać całą kompanię do Wolenvain, toteż rozchmurzył się szybko, czując swój cel coraz bliżej.
– Dziękujemy za lot, piękna smoczyco - rzekł, oddając honory. – Był doprawdy wyborny – Infi spojrzał na pokruszoną bramę miasta, wokół której krzątało się kilku strażników. Gwardziści na murach z niepokojem obserwowali smoczycę, a na samych umocnieniach zebrał się tłum gapiów. Niektórzy z nich nie byli zadowoleni z obecności ogromnego gada tak blisko ich miasta, niektórzy machali i cieszyli się, widząc jego piękno. Firletka wzbudzała sensację, to jasne, a w takim mieście jak Wolenvain na szczęście nie była to w pełni negatywna sensacja – wszak chłopkowie nie wybiegli na nią z widłami w obawie, że zeżre im owce, co było okolicznością sprzyjającą.
Infi nie wiedział, jak Ayumi i Arael zejdą z grzbietu smoczycy, ale postanowił w razie czego asekurować obie kobiety, nawet pomimo tego, że tej drugiej zupełnie nie znał i nie do końca pojmował, dlaczego postanowił ją ze sobą zabrać. Oczywiście były pewne powody, takie jak jej przydatność w walce czy obycie w pewnych szemranych sprawkach, ale takich ludzi w mieście było na pęczki. Wojownik wolał jednak nad tym dłużej nie rozmyślać – co się stało, to się stało, teraz byli tutaj w trójkę. Infi żałował tylko, że nie ma z nimi Ventroxa, do którego zdążył się już przyzwyczaić, a który oddzielił się od kompanii, która najwidoczniej mu nie odpowiadała.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

12 gru 2011, 01:06

Jest w porządku… Dziękuje. – rzekła w myślach, jeszcze przed "startem", prawdę mówiąc nie wiedząc czy smok ją usłyszy czy nie. Łagodny głos w jej głowie nie zdziwił jej tak bardzo – poziom dziwnych rzeczy jakich ostatnio przyszło jej doświadczyć, wręcz przekroczył umiar. Jednak tak po prostu, na wszelki wypadek wolała "pomyśleć". Bo skoro Firletka (ten głos zdołała rozpoznać) umie mówić w myślach, to może i umie też w nich czytać, a to co smoczyca jej powiedziała naprawdę poprawiło jej samopoczucie i trochę zrelaksowało. Poza tym, driada była również zadowolona, że Firletka ostatecznie nie była zapięta w żadne łańcuchy. Miała bowiem pewne zdanie na ten temat, którego prawdopodobnie ani Infi, ani Arael by nie podzielili.
Kiedy wzbili się w powietrze, wszystkie obawy jakby natychmiast zniknęły. Lot na smoku drobna driada wyobrażała sobie nieco inaczej. Spodziewała się raczej czegoś nieprzyjemnego, czegoś, co musiała przeżyć, aby jej przygoda toczyła się dalej. W rzeczywistości jednak – myliła się. Zaiste bowiem, na smoku czuła się podobnie jak przemieniona w wielkiego roka. Nadzwyczaj znajome było jej oglądanie przejrzystych, naturalnych krajobrazów, któremu towarzyszyło uczucie niezrównanej wolności i swobody. Ayumi czuła nawet podobną prędkość lotu, wiatr uderzający w jej delikatne policzki i promienie słoneczne, które albo odbijały od błyszczących łusek gada, albo wręcz wbijały się raz po raz w oczy driady. Co więcej – nie musiała praktycznie nic robić, a jedynie usiąść na co prawda średnio wygodnym miejscu i zaufać majestatycznie pięknemu stworzeniu. Towarzyszący jej wcześniej strach znikł równie natychmiast jak się pojawił. Otuchy dodawał jej Infi samą swoją obecnością oraz smoczyca, która najwyraźniej dostrzegła wcześniej wspomnianą niepotrzebną panikę i starała się w jej własnych myślach ją uspokoić.
Kiedy zbliżali się do celu, dostrzegła coś niewiarygodnie wielkiego, coś innego wyróżniającego się na tle lasów czy jezior. Wielkie miasto – Wolenvain, o którym to zapewne opowiadał jej Infi. Jej pierwsze wrażenie było jednak dość… negatywne. Nie dostrzegła w nim żadnej lesistości, żadnej zieleni, czegoś naturalnego. I choć miała nadzieję, że w rzeczywistości jest inaczej, rozczarowała się.
Kiedy smoczyca podchodziła do lądowania, Ayumi instynktownie mocniej napięła mięśnie nóg, by utrzymać się na smoku – czego najwyraźniej nie zrobił jej bliski towarzysz, Infi, który momentalnie uderzył twarzą w ziemię. Trzeba przyznać, iż lądowanie do najprzyjemniejszych nie należało. Po locie jednak nie czuła się zmęczona, nic ją również nie bolało – mimo drobnej, miligramowej wręcz postury, Ayumi była dość gibka.
Infi, nic ci nie jest? – Ayumi zawołała w trosce o mężczyznę, a następnie z wyjątkową wręcz łatwością zeszła ze smoka jakby z niego "zjeżdżając". Bądź co bądź, no nosiła na sobie nic krępującego ruchy, jedynie białą, przewiewną, aksamitną w dotyku suknię. Następnie zerknęła w stronę smoka w pełni utwierdzając się w zdaniu, że jest on jedną ze szlachetniejszych i co dziwniejsze – wrażliwszych istot jakie kiedykolwiek spotkała.
Ja również dziękuje, na lot nie mogę narzekać. Bardzo miło było przeżyć takie doświadczenie na takim pięknym stworzeniu. – rzekła driada, chociaż i ona, i smok wiedziały, że słowa te nie są do końca prawdziwe. Myślała nawet czy się nie ukłonić, podobnie jak Infi w niedalekiej przeszłości, jednak nie znała zasad etykiety, przez co nie chciała w żaden sposób się wygłupić – dlatego ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Następnie kobieta podeszła do Infiego sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Gdy upewniła się że ma on jedynie drobne ranki, uśmiechnęła się.
Ach, Infi… Wiesz, teoretycznie to jedynie dość niewielkie zaczerwienienia. Jeżeli jednak bardzo cię boli, to oczywiście mogę to załagodzić, żeby mniej bolało. – odparła dziewczyna, której towarzyszył ciągły delikatny, acz zadziorny wręcz uśmieszek.
Zadowolenie Ayumi jednak nie trwało zbyt długo.
Więc teraz… Teraz idziemy do cywilizacji… Czyż nie? – zapytała dość tajemniczym, tym razem wręcz przykrym głosem Infiego i Arael, z którą a propos nie chciała mieć wiele wspólnego.
Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

12 gru 2011, 15:58

Lot był długi, ale mimo to Łowczyni nie nudziła się nawet chwili. Rozważała wszystko, co miało miejsce przez ostatnie kilka godzin, od rozmowy z najadą, przez konwersację z pojawiającym się znikąd smokiem, driadą, będącą całkowitym jej przeciwieństwem i tajemniczym miecznikiem, w którym dopatrzyła się demonicznej iskry, aż po odlot w stronę Wolenvain. Lubiła to miasto. Nie znała tu nikogo, nie miała żadnej rodziny, przeszłości, która mogłaby wzbudzać sympatię, nic.
Tu po prostu zawsze, kiedy by nie odwiedziła tego miasta była praca. Niezależnie od pory roku, okoliczności politycznych, wojny czy pokoju, dzień spędzony w karczmie owocował kilkoma kontraktami na mniej lub bardziej znane osoby, opiewający mniejsze lub większe wynagrodzenie za uśmiercenie celu.
I te tłumy, mnóstwo ludzi, wszyscy zwracający uwagę na piękne, utrefione, pachnące i wspaniale ubrane damy czy przystojnych, szarmanckich i aż promieniujących szlachectwem mężczyzn. Nikt nie zwracał tam uwagi na kogoś, kto nie chciał być zauważony. Do tego wysokie domy, liczne zaułki, ciemne uliczki – idealne środowisko dla wszelkiej maści zabójców, fałszerzy, złodziei, oszustów, banitów czy handlarzy czymś, co niekoniecznie koegzystowało z obowiązującym prawem. Miasto, w którym straż stale utrzymywała porządek, nie dochodziło do zbyt wielu burd, zamieszek – a jednak miasto z wyjątkowo bogatym podziemiem. Ten stan rzeczy wydawał się odpowiadać obu stronom.
Arael zdecydowanym, choć nie silnym ani bolesnym dla smoka, ruchem odbiła się od grzbietu, wykonała lekkie salto w powietrzu i miękko upadła na ziemię, przenosząc cały ciężar ciała na ręce, po czym przeturlała się kawałek dalej, aby wytrącić siłę uderzenia wytworzonego przy lądowaniu.
– Nie miałam nigdy okazji lecieć na smoku, więc nie mam skali porównawczej, ale wydaje mi się, że ten lot możesz zaliczyć do wyjątkowo udanych.
Ta podróż sprawiła, że już nie była wroga wobec smoka. Bardzo dużo myślała i doszła do wielu wniosków, a jednym z nich był fakt, że po pierwsze, gdyby smok chciał ją zabić już dawno delektowałyby się nią robaki, a dwa, że przeniesienie jej na własnym grzbiecie było zdecydowanie miłe i przyjazne z jej strony.
Spojrzała ciepło na smoka i cicho dodała
– Dziękuję. I przepraszam.
Dwa słowa, a ile treści. Firletka nie wiedziała, Infi nie wiedział, Ayumi też nie. Nie mogli wiedzieć, ile te dwa głupie słowa znaczyły dla Łowczyni.
To było jej pierwsze naprawdę szczere "dziękuję" od czasu, kiedy Tarreth przyjął ją pod swój dach, a "przepraszam" prawdopodobnie pierwsze – kiedykolwiek.
Z pewną dozą rozbawienia spojrzała na gramolącego się na ziemi miecznika. Cóż, pewnie nie spodziewał się lądowania.
Spokojnie popatrzyła w jego stronę czekając, aż ten wstanie, doprowadzi się do porządku i podejmie jakieś decyzje. Mimo, że byli oddzielnie i nie łączyło ich nic poza rozmową i wspólną podróżą czekała, uznając, że powinna mu się podporządkować, przynajmniej kilka kolejnych godzin, może dni. Nie wierzyła, że jest tutaj bez powodu.
Bo wiedziała, że gdzieś tam, daleko jest przeznaczenie i stale wplata kolejne nici w swoją ogromną machinę, której raz ruszonych trybów już nic nie zatrzyma.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

12 gru 2011, 19:48

Chociaż pierwsza reakcja Infiego zaskoczyła smoczycę, która jakby cofnęła głowę do tyłu i położyła po sobie kryzę, to na następne nie miała co narzekać. Postanowiła wmawiać sobie, że jego nieprzyjazne spojrzenie było wynikiem jedynie irytacji, iż nie zdołał utrzymać się na jej grzbiecie – za co oczywiście winiła również siebie. Zrobiło jej się przykro, ponieważ dał jej do zrozumienia, że zawiodła, oraz dlatego, że zupełnie nie spodziewała się takiej reakcji, wydawał się być bardzo sympatyczny. Zaraz jednak zreflektował się i trochę ją pocieszył, a ciepłe słowa Ayumi zdały jej sprawę, że Zielona naprawdę cieszyła się lotem i była to szczera radość.
Gdy już wszyscy spadli, zjechali czy też zeskoczyli z jej grzbietu, smoczyca uniosła lekko skrzydła i potrząsnęła kilka rasy głową w lewo i w prawo, czując jakby swędzenie pod łuskami w miejscu, gdzie siedzieli. Nie lubiła, jak ją swędziało, ale nie mogła wiele na to poradzić.
Zdekoncentrowała się i z zamyślenia wyrwał ją cichy głos Arael, której słowa jednak doskonale zrozumiała. Zniżyła lekko łeb i podniosła drugą parę powiek, co było nie lada dowodem zaufania z wypadku Firletki. Kolory w jej tęczówce zalśniły wręcz przyjaźnie, radośnie. Chociaż strachliwym, była też ufnym stworzeniem, może zazwyczaj nie w przypadku kogoś kto jej groził, ale zakapturzona kobieta miała tak skruszony wzrok i tak też brzmiał jej głos, że smoczyca od razu, bez myślenia, uwierzyła w jej słowa, które naturalnie bardzo ją ucieszyły. Otworzyła szeroko oczy, co człowiek przebywający często w jej towarzystwie nauczyłby się interpretować jako podniecenie lub radość, jednak zaraz przypomniała sobie o swoim marzeniu.
Chociaż miała na to nadzieję, żaden z jej towarzyszy nie wspomniał o tym, że Lleyrnimehth jest za duża by dotrzymywać im towarzystwa w mieście. Czyżby zamierzali ją tak zostawić, bo skorzystaniu już z jej karku i skrzydeł? Kryza znowu opadła, serce Firletki opanowała niepewność. Nie miała dużo czasu, Zielona Ayumi, On i Zakapturzona zamierzali ruszyć do miasta, a o niej nikt nie wspomniał. Bardzo ciężko jej było dopominać się o swoje, ale wiedziała, że nie będzie miała więcej takich szans. Podniosła więc nieśmiało łeb, by spojrzeć na całą trójkę. Zastanawiała się, jak uformować zdanie, ale szybko poddała się – tak czy siak nie udałoby się jej bez jąkania.
Jaa… Chciałam się spytać, czy może… – to dziwne, przekazywała im słowa myślami, a nadal potrafiła się jąkać. Niezwykle irytujące. Wypuściła z nozdrzy gorące powietrze, w okazie rezygnacji, czego zapewne nikt nie zrozumiał. Nie umiała dobrze naśladować ludzkiego westchnięcia. – Ja chciałam spytać, czy m-może… Wpuściłby ktoś z was… Mnie… Do s-swojej głowy. – Wydukała, jeszcze niżej spuszczając łeb. Ich spojrzenia dały jej do zrozumienia, że niewiele pojmują, więc chociaż nie chciała, musiała wytłumaczyć własne słowa:
Teraz przekazuję wam jedynie moje myśli… Ale nie mogę czytać waszych, dlatego też musicie mówić, żeby coś do mnie dotarło. – (Tłumaczenie było przynajmniej łatwiejsze niż proszenie się…) – Jest jednak sposób… Żebym mogła wejść z wami do miasta, czego baaardzo gorąco pragnę! – Celowo przedłużyła samogłoskę, by zaznaczyć wagę swojego pragnienia. – Jeśli ktoś z was… Podzieli się ze mną swoim ciałem… Znaczy zgodzi się… To będzie się mógł podzielić jak się zgodzi… Ech.
Zamilkła, nerwowo grzebiąc pazurem w ziemi wielką dziurę. Spróbowała ponownie.
Mogę odłączyć duszę od swojego ciała i tak jakby wejść nią w ciało innej istoty, o ile ta wyrazi na to zgodę. Wtedy widzę, słyszę, czuję, a nawet myślę to, co osoba w której tkwię. A precyzując mogę słyszeć myśli i uczucia osoby… O ile ta nie umie ich bronić, a niestety przyznam, że mało kto umie to robić za pierwszym kontaktem ze smokiem, tego niestety uczy się długo.
I tego bała się najbardziej. Bo który z nich podzieli się z nią nawet swoimi myślami? To był problem, ale marzenie by wejść do miasta jako ktoś normalny było dla Lleyrnimehth zbyt ważne. Postanowiła nic więcej nie wyjaśniać, otworzyła jedynie nieco szerzej swoje oczy i podniosła łeb, by spojrzeć na nich z nadzieją. A przede wszystkim na Ayumi, bo ona wydała się jej najbardziej bliska charakterem i jeśli ktoś miał się zgodzić, to zapewne tylko ona.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

13 gru 2011, 00:57

Infi odebrał zadziorny uśmieszek ze strony Ayumi oraz brak jej natychmiastowej reakcji na jego wstydliwy ból jako oznaka jej dotąd ukrytego, dość wrednego charakterku. Chociaż wojownika cieszyło to, że driada najwidoczniej nie jest tak naiwna, na jaką wyglądała, to, co zrobiła przed chwilą znaczyło, że znacznie ciężej będzie ją nagiąć do swojej woli, o czym Infi rozmyślał podczas jakże uroczego lotu na smoczycy. Oczywiście, jego interpretacja zachowania zielonowłosej mogła iść w zupełnie innym kierunku, ale obecnie miecznik nie przejmował się ogromem możliwości w kontaktach międzyludzkich – żądza dostania się w końcu na pustynię powoli zaczynała zajmować każdą cząstkę jego myśli. Powoli minęła w nim euforia spowodowana bliskością miasta, ostatniego przystanku na drodze ku nieznajomemu, a dla Infiego wiele znaczącemu celowi, o którym nie mówił zbyt wiele – może i słusznie, gdyż każdy przy zdrowych zmysłach, kogo nie wiązało z wojownikiem przeznaczenie niechybnie wyśmiałby cały ten pomysł wyruszania na Pustynię Śmierci tylko po to, aby przekonać się, czy sny na jawie okażą się prawdą. Na szczęście mężczyzna miał ze sobą Ayumi, o której wiedział, że podąży za nim wszędzie oraz Arael, która wydawała się być szczerze zainteresowana jego osobą. Był również smok… Który zupełnie nie pasował do czegokolwiek, co w najśmielszych planach Infi mógł sobie wyobrazić. Gdyby udało się go przekonać do całej sprawy, Firletka mogłaby okazać się potężnym sprzymierzeńcem… Może gdyby nie to, że jest właściwie dość strachliwym i płochym stworzeniem. Niemniej jednak wzbudzała pewną dozę szacunku, a wśród istot, które jej nie znały również strach i trwogę.
Firletka zaczęła mówić, a jej słowa ponownie odbiły się echem po czaszce miecznika, który nie sądził, aby mógł się do tego kiedykolwiek przyzwyczaić w pełni. Ponownie odkrył, że Arael i Ayumi nie zwracają uwagi na to, co dla niego było nieprzyjemne, tak jak lot na smoczym grzbiecie czy teraz telepatyczne porozumiewanie się jaszczurzycy, przez co jego męska duma została urażona do tego stopnia, że nie chciał już od niej żadnego leczenia.
– Obędzie się bez tego, dam radę - rzekł krótko i cicho, zaraz potem patrząc na smoczycę, która powoli przestawała się jąkać.
Gdy Firletka w końcu uformowała swoją wypowiedź, Infi był zaskoczony. Nigdy nie wiedział zbyt wiele o smokach, a to, czego dowiedział się w przeciągu tych kilku godzin spędzonych u boku tej płochliwej, acz pięknej istoty zadały kłam wszystkim zabobonom na temat tych istot, o których wiedział wojownik. Choć Infi podświadomie czuł, że Firletka jest jedyna w swoim rodzaju, jej moc wnikania w cudze ciała zaniepokoiła go. Nie zamierzał wpuszczać jaszczurzycy do swojej głowy, jak to obrazowo ujęła sama Firletka, tego typu naruszenie jego prywatności po prostu nie mieściło się w jego pojęciu okazywania wdzięczności za lot, nieważne nawet jak bardzo skrócający podróż. Z drugiej jednak strony odmowa z pewnością uraziłaby smoczycę do tego stopnia, że mogłaby ona zupełnie obrazić się, co z pewnością byłoby stratą niemalże życiowej szansy.
Miecznik postanowił, że jeśli nikt nie zgłosi się na ochotnika do penetrowania swojej jaźni przez wielką jaszczurzycę, on zgodzi się na tę karkołomną sztukę. Sam nie był pewien tego, co siedzi w jego umyśle, a gdyby znajdowała się tam jeszcze smoczyca… Wojownik wolał o tym nie myśleć i liczył po cichu, że Ayumi, której oczy świeciły się na sam widok pięknej Firletki bez wahania przystanie na jej propozycję.
Awatar użytkownika
Ajumi
Posty: 153
Rejestracja: 04 wrz 2011, 18:12
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=653

16 gru 2011, 00:15

Skoro tak… – odrzekła przemiłym głosem w kierunku Infiego.
Chociaż mam nadzieję, że nie będziesz chodził jak jakaś kaczka czy inne niezręczne stworzonko. – dodała półżartem. W głębi duszy jednak była delikatnie zawiedziona, że Infi nie chce jej pomocy – w końcu w leczeniu i kojeniu tak błahych otarć nie wkładała dużo wysiłku, a dzięki temu mogła jeszcze bardziej zbliżyć się do Infiego. Co więcej, miała pewne przeczucie, że jest niepotrzebna – Infiemu towarzyszyła w końcu Arael, opancerzona demonica, która z pewnością na polu walki czuła się dużo lepiej niż Ayumi. Nic jednak nie mogła na to poradzić. Swoje odczucia natomiast póki co wolała zachować w tajemnicy przed Infim. Na wszelki wypadek, chciała spojrzeć na niego raz jeszcze. Obejrzała mu całą twarz, od szyi przez policzki, aż po samo czoło szukając bezowocnie jakiejś ranki, jakiegoś zadrapania czy choćby obicia, które mógł sobie zrobić podczas upadku z pięknej istoty, jaką była Firletka.
Jednak jak naprawdę będziesz potrzebował pomocy, pomogę Ci. Obiecuje. – przyrzekła poważniejszym tonem, kiedy nagle smoczyca zaczęła formować jakieś niejasne zdanie. Kiedy w końcu jej się to udało, Ayumi nie za bardzo wiedziała co powiedzieć. Wejść… do głowy? To znaczy do ciała? – pomyślała zdziwiona driada i zaczęła rozważać nad tym dość oryginalnym i nowatorskim pomysłem. Teoretycznie powinniśmy spełnić jej prośbę, w końcu pozwoliła ona nam na podróż na jej grzbiecie… Należy jej się… Ale wtedy musiałabym uważać o czym myślę… Co czuje… Szczególnie co czuje… – Ayumi nie była bowiem trudna do rozgryzienia, co więcej, nie potrafiła ukrywać swoich własnych myśli, a przede wszystkim uczuć w żaden sposób. Cała idea miała jednak jeden duży plus – nie byłaby ona sama. Miałaby wspólną, przyjazną, równie uczuciową i skrytą towarzyszkę, z którą razem, w jednej postaci wyruszyłaby w nieznane – zwiedziłaby cywilizację. Teoretycznie bowiem ona, jak i prawdopodobnie Firletka (w końcu wymiary nie bardzo jej pozwalały) nigdy nie były jeszcze w żadnym mieście.
Firletko… Ja myślę… To znaczy… Sądzę, że ja mogłabym się podzielić z Tobą moim ciałem. Mam jednak do Ciebie pytanie. Czy nic nam się nie stanie? A właściwie czy nic Tobie się nie stanie? To znaczy Twojemu ciału? – Ayumi zapytała dość wyraziście i opiekuńczo zarazem, choć usłyszeć można było delikatne gubienie się we własnych słowach. Zapytała o to nie ze względu na siebie – już wtedy bowiem zaufała tak szlachetnej istocie na tyle, by nie obawiać się od niej niczego złego, szkodliwego czy destrukcyjnego. Chciała przede wszystkim upewnić się, że to z Firletką będzie w porządku. Miałaby bowiem nieczyste sumienie, jeżeli coś stałoby się jej ciału podczas "przechadzki" jej duszy w ciele driady. Wtedy też poczęła zastanawiać się, jak wyglądałoby ich wspólne zwiedzanie miasta. Chodzenie po ciągłej, brukowanej uliczce, którą widać było już stąd i… co dalej. Żadnych drzew, żadnych stawów. Ayumi nie mogła sobie nawet wyobrazić czego się tam spodziewać. To co opowiadał jej Infi w ogóle nie dawało jej nawet krzty wyobrażeń. Jedyne z czym mogła skojarzyć cywilizację, to miejsce rzezi, jakim był obóz wilkołaków. Wspólnie oglądałyby to co widziałaby ona sama. Wzrok, słuch, węch… dotyk kobiety… To wszystko stałoby się zmysłami Firletki. Nie widziała w tym co prawda nic złego, jednak zastanawiała się jak to jest mieć kompletne zero prywatności. Całkowite zero. Ktoś, kto słucha Twoich myśli, a sam podszeptuje swoje. Dla Ayumi było to nieco niewyobrażalne. Mimo wszystko chciała zaryzykować, jak nie dla siebie to chociażby dla Firletki – była gotowa "pożyczyć" jej swoje piękne ciało.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.