Zarośnięte pola

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Romuald
Posty: 99
Rejestracja: 06 gru 2011, 12:32
GG: 8404588
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1198

Zarośnięte pola

08 gru 2011, 13:33

Pole to było już dawno nieużywane, ponieważ całe zboże, które zostało tu posiane nie wyrosło. Wiele lat próbowano uprawiać tu jakąś roślinność, ale niestety nawet próby nawożenia spełzły na niczym. Mogło być to spowodowane przez odmienną strukturę gleby w tym miejscu. Jak mówi księga, którą miał ze sobą krasnolud – okolica ta ma wszelkie podstawy do posiadania licznych złoży metali. Możliwe, iż jest szansa na to, by powstała tu kopalnia odkrywkowa. Teren jest sporych rozmiarów, ale nie wiadomo co kryje pod swą umęczoną powierzchnią ziemi.
Romuald przybył tu, by zweryfikować teorię z praktyką. Przywiązał swego rumaka do drzewa i zdjął z niego szpadel. Latarnię zawiesił nieopodal na złamanej gałęzi, tak by świeciła na miejsce wykopu, kiedy zapadnie już zmrok.
– No to siup – powiedział do siebie.
Zaczął wykop, a obok dołu położył książkę, by od czasu do czasu zerkać w jej zapiski.
Kopał długo, aż wykopał odpowiedniej głębokości dziurę, by zweryfikować swoje oczekiwania.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

18 lis 2013, 18:19

Anemetius unosił się w powietrzu pod postacią kuli, która jarzyła się potężnym blaskiem i emanowała ogromną aurą mocy. Zdawał sobie sprawę, że niezwykle łatwo będzie go wykryć istotom zdolnym do wyczuwania magii. Nawet jeżeli próbowałby się zamaskować, na niewiele by się to zdało. Wcześniej był zdolny niezauważenie wślizgnąć się niemalże w każdy zakamarek. Teraz natomiast, gdyby zjawił się w jakimś mieście, uznano by go albo za znak od bogów, albo demona żądnego zniszczenia. Nie miałby nic przeciwko tej pierwszej opcji, lecz znając organiczne byty, ich strach przed niezrozumiałym, w dużej większości okrzyknięto by go czymś na równi z demonem, co Ascendent uważał za niezwykle krzywdzące. Z tego też powodu wolał trzymać dystans od dużych skupisk ludności. Jednakże potrzebował sprzymierzeńców.

Odkąd porzucił swe ciało dla tej wyższej, energetycznej formy, zrozumiał, iż samemu nie zdobędzie perfekcji. Ta niesamowita potęga – przekraczająca zrozumienia – nawet ona kiedyś się wyczerpie. Nie jest nieskończona. I zapewne upłynie wiele czasu nim osłabnie, to jednak myśl ta sprawiała, że musiał znaleźć rozsądniejsze rozwiązanie. Błądzenie w samotności po bezkresie tego Spektrum na dłuższą metę może okazać się zgubne. Był świadom swych słabości. Istniały istoty, które byłby w stanie go ujarzmić lub pokonać. Zaszkodzić mu. Nim zrozumie naturę tego świata oraz uzyska pełnię wiedzy, minie wiele stuleci. W tym czasie przyjdzie stawić mu czoła licznym trudnościom. Więc skoro samemu nie jest w stanie sprostać wszystkim, to musi się sprzymierzyć i siłą innych wypełnić własne luki. Zjednoczywszy się z wybitnymi, uzdolnionymi istotami osiągnie większe możliwości działania.

Stworzy organizację, która przeniknie świat na wskroś. Skupi dookoła siebie najpotężniejsze umysły oraz stworzenia, jakie to Spektrum widziało. Nie zatrzyma się przed niczym i nikim. Swą wolą narzuci wielu. Z ukrycia będzie sterować zdarzeniami za pomocą innych. Oficjalnie nie będzie istnieć. Znajdzie sobie siedzibę i tam stworzy serce nowej potęgi. Serce, które nigdy nie przestanie bić. Niczym trucizna przesiąknie glebę. Wzrokiem przeszywającym ciało i duszę będzie obserwował wydarzenia. Metodą małych kroczków zdobędzie wielkość. Bez skrupułów lub oporów zacznie manipulować. Gromadzić wiedzę i moc. Badać naturę istnienia. W tajemnych laboratoriach rozwinie mistyczne moce. Osiągnie to bez względu na cenę. Jego ręka będzie sroga, ale opiekuńcza. Obdarzy ten świat nową nadzieją. Stanie się opiekunem, strażnikiem, władcą – Bogiem.

Zapewne ktoś zdolny do odczytania myśli pomyślałby o nim, że jest tylko kolejnym stworzeniem żądnym władzy i potęgi. Rozumiał to. Każdy, kto stawia swoją egzystencję ponad innych i uważa, że ma prawo do decydowania, uchodzi w oczach osób trzecich za aroganta. Pysznego i butnego. Samemu zapewne także należałby do tego grona. Jednak teraz patrzył na świat inaczej. Widział bezcelowość działań niższych istot. Ich ograniczenia. Myśleli w krótkich kategoriach czasowych. On snuł wizje nieskończoności. Kiedy osiągnie pełnię wiedzy, wszelaką moc i umiejętności, odmieni oblicze tego Spektrum. Sprawi, że wojny, głód, cierpienie przestaną istnieć. Podzielić się swą wiedzą i każdy – bez względu na rasę, płeć lub umiejętności – osiągnie Ascendencję. Wyzwoli świat z materialnych okowów. Zaprawdę stworzy nowy świat. Nim jednak do tego dojdzie…

Ujrzał majaczącej w oddali mury Wolenvain. Stolica Autonomii tętniła życiem. Wyczuwał kłębiące się tam emocje oraz myśli. Tysiące świadomości. Każda odrębna, każda na swój sposób wyjątkowa. Znajdował się w odpowiedniej pozycji. Nie daleko, ale i nie blisko. Wokół rosła sama trawa, chwasty i nieurodzajna zieleń. Opadł powoli na niewielki pagórek, na którym stał potężny dąb. Przyjdą do niego obdarzeni mocą. Wyczują go. Zapewne już go wyczuli. I zaproponuje im świetlaną przyszłość. Tych, których intencje będą pokojowe – powita. Zaś ci, którzy ogarnięci wolą zniszczenia okażą wrogość – zniszczy.

Niestety nikt się nie zjawił. Czyżby w tym mieście nie było nikogo wystarczająco uzdolnionego, aby wyczuć jego moc? Zastanawiające. Niemniej stolica Autonomii kryła w sobie wiele sekretów. Jednym z nich była osławiona Wieczna Biblioteka. Takiego źródła wiedzy nie mógł przegapić. Poza tym wyczuwał parę silnych aur magicznych w obrębie murów tego miasta. Jedna szczególnie się wyróżniała. Czyżby smocza? Możliwe, możliwe…nie mógł przegapić takiej okazji.

z/t

Darrian zgłasza nieobecność to ja spadam. Jestem zawiedziony.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

06 gru 2013, 17:57

Zdawało się, że zwiedzili niemal każdą część miasta przebijając się przez bogate kamienice, drobne sklepiki, a na koniec i też bardziej lub mniej zabiedzone uliczki. Oboje milczeli, najwyraźniej nie mając sobie nic do powiedzenia, a w ciszy delektując się swoim towarzystwem.
Z nienagannie wyprostowaną postawą szła noga za nogą, stawiając nieduże kroki ograniczona zarówno przez sukienkę jak i etykietę. Zerkała na świat spod obrzeża kaptura, zadzierając podbródek delikatnie do góry, co być może w innych okolicznościach mogłoby wydawać się śmieszne przy jej niewysokim wzroście i pozornie niezdarnej sylwetce, przykrytej ze wszystkich stron częściami materiału. Jednak teraz, pod ręką nie grzeszącemu wyglądem partnera oraz naciągniętej na ciało wytwornej sukni, uchodzić mogła za reprezentantkę wyższych sfer.

Złapała się na tym, że towarzyszące temu uczucia były miłe i nienowe. Nie walczyła z nimi, ale też szczęśliwa z tego powodu nie była. Powrót do przeszłości, ot co. Znowu zabawa w politykę i słodkie kłamstewka… Och, jakże to były dobre rzeczy.

Dziwna tęsknota przemawiała do jej czarnego serca, wnikając głębiej, wprost do esencji tego czym była. Uwielbiała grać w te śmieszne gry, aczkolwiek takie zabawy nie kończyły się tylko rozmowie. Bardzo często w grę ruszały ostrza, zatrute bełty, najemnicy, a i w ostateczności armia. Bowiem jeżeli siła argumentu zawodzi, należy użyć argumentu siły.

Uśmiechnęła się lekko, słysząc zdumiony pomruk niezadowolonego przechodnia, który raczył bezczelnie zahaczyć o nią i jej nową, czarną jak otchłań zabawkę. Tym, przeklęta szata, nieco zyskała w oczach Loki, która uznała, że nadaje się jako doskonała obrona przeciwko zboczeńcom i złodziejom dzięki swojemu ciasnemu krojowi, a co więcej – przenikliwemu zimnu, najwidoczniej nieprzyjemnego dla wszystkich, a nie tylko dla niej.
Wyszli w końcu poza miasto, na co odetchnęła lekko, teraz ciut bardziej rozluźniona. Tumany ludzi niczym stada bezosobowego bydła, raziły ją, wiedząc jak bardzo nieprzewidywalny może być taki tłum. Wystarczy jedno potknięcie, by znaleźć się w nie lada tarapatach.

Ich kroki najpierw zwolniły, a w końcu całkowicie ustały. Mara nie musiała się specjalnie rozglądać, by stwierdzić, że tkwią na środku szczerego pola. Z wolna zwróciła twarz ku mężczyźnie, lekko przekrzywiając głowę w geście zapytania. Ta cisza była bardzo miła, ale zaczynała z lekka niepokoić zważywszy, że Aganatel do milczących raczej nie należał.

Coś nie tak? - zagadnęła niemal szeptem, nie wiedząc, czego teraz się spodziewać. ‘Najlepiej, to wszystkiego.’ – stwierdziłaby jej mentor, mający w tym przypadku rację niezaprzeczalną i absolutną.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 gru 2013, 17:55

MG

Powiadają, że nawet największe przygody zaczynają się niepozornie. Krążące po Autonomii Wolenvain opowieści o bohaterach, którzy początek swej wiekopomnej kariery znaleźli w przydrożnej karczmie, za jedyną broń mając długie szczapy drewna nie pozostawiały złudzeń – nawet ludzie z ulicy mogli ostatecznie uratować świat. Niezłomna wiara marginesu społecznego w to, że los kiedyś się do nich uśmiechnie była mimo wszystko czymś niepojętym w swej nieracjonalności. Tutaj każdy chciał zostać kimś, uczestniczyć w wiekopomnych wyprawach, obalać królestwa i niszczyć Spektra. Wedle podań powiodło się to ledwie dziesiątce z nich, a i ta liczba była wątpliwa. Loki, sięgając pamięcią w przeszłość, mogła z dumą stwierdzić, że większość z nich poznała. Tamci, w przeciwieństwie do jej obecnego kompana, Aganatela, mieli jednak pewne predyspozycje. Czasem były to posiadane przez nich nie wiadomo skąd artefakty, czasem potężne zaklęcia, którymi mimo młodego wieku dysponowali. Zdarzało się też, że okazywali się smokami, wysłannikami samego Eeskara czy stworami rodem z Nicości. Ostatnimi czasy liczba takich jednostek, nie wiedzieć dlaczego, znacząco spadła. Loki trwała jednak, niezmienna w charakterze i sposobie postępowania, zawsze wiedząc, gdzie się udać, aby zmącić spokój i pociągnąć za kilka sznurków. Zresztą, sznurki owe zwykle same pchały się do jej rączek.

Teraz, stojąc na zarośniętym, nieużywanym od lat polu, pokryta dziwną, doskonale czarną substancją i zaciągnięta tutaj przez osobnika wybitnie niedostosowanego do jakichkolwiek standardów mara nie potrafiła stwierdzić, czy i tym razem sytuacja potoczy się wedle jej oczekiwań. Właściwie – płynęła z prądem, nie mając większego wyboru, zmanipulowana przez Aganatela, który w tej materii jawił się być genialnym idiotą. Jeżeli udawał, to robił to idealnie. Jeżeli nie – chwała mu za zachowanie chociaż odrobiny umiejętności planowania długofalowego.

Wykorzystując swój niemały talent do rozpraszania wszelkich pochlebnych czy pełnych szacunku myśli o swojej osobie, mieszkaniec Nimbu nabrał powietrze do odpowiedzi, zapominając na chwilę oddychać. Trybiki w jego głowie obracały się z niemal słyszalnym chrzęstem. Coś kombinował.

- Nie - odpowiedział wprost na pytanie swej towarzyszki. Przez chwilę wydawało się, że na tym zakończy, swoją manierą kompletnie niedomyślny, jednak podjęcie kolejnego wątku poszło mu nader gładko. Tak gładko, że należałoby wręcz zacząć bić mu brawo. Wszak każdy w takiej chwili poczułby niewymowną dumę. - Nie będzie problemem jazda konno? – zapytał z przejęciem, niczym dzieciak posłany pierwszy raz do kramu piekarza. Tak jak i jego, Aganatela właściwie nie interesowała odpowiedź.

Obyło się bez zaśpiewów, machania łapami, krzyków, różdżek i komponentów typu różnego. Tuż przed dwójką zapatrzonych w siebie (!) istot zagęścił się mrok. Z początku wyglądało to tak, jakby w powietrzu pojawił się trójwymiarowy, przezroczysty cień, później jednak gęstość tworu zwiększyła się znacząco. W ostrych promykach zachodzącego, zimowego słońca rzecz wyglądała iście groteskowo, bowiem nie było w pobliżu obiektu, który mógłby ten cień rzucić. Aganatel wyglądał na nieporuszonego, nawet na to nie patrzył – jeżeli był sprawcą tych dziwów, to czuł się z tym wszystkim niepokojąco naturalnie. Po chwili kula czystej ciemności zaczęła się kształtować, a w mgnieniu oka przed zebranymi stanęła niesamowicie czarna, lodowata w dotyku i nieosiodłana chabeta, a właściwie – jej przestrzenny cień. „Koń”, bo tak z braku laku można było nazwać ten twór, wyglądał, jakby był czarną makietą. Substancja, z jakiej go stworzono nie pozwalała na dostrzeżenie szczegółów i kształtów, gdy patrzyło się na niego z jednej strony. Dopiero obejście go dawało pojęcie o tym, że nie jest on płaski.

- O! – zawołał Aganatel z udawanym zaskoczeniem wplecionym w nagle, nie wiedzieć dlaczego, znudzony ton. - Mogę prosić? – zapytał nonszalancko, po dworsku oferując swej pani podsadzenie na grzbiet wysokiego w kłębie na pięć i pół stopy wierzchowca. Nie sposób było stwierdzić, czy mara dosiądzie go po damsku.

Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

14 gru 2013, 20:58

Loki omal nie odskoczyła, widząc zbierająca się ciemne tumany materii, równie czarnej i chłodnej jak ta aktualnie rozpostarta na jej ciele. Stłumiła jednak ten odruch do lekkiego drgnięcia i skrzywienia swojej uroczej twarzyczki w geście szczerego obrzydzenia. Stworzenie powstałe na jej oczach nie budziło w niej odruchów wymiotnych, czego nie można było powiedzieć o straszliwej prawdzie, która wykręciła czarny żołądek w nienaturalnym uścisku. Aganatel wykazywał bowiem umiejętności niesłychanie interesujące, bazujące na operowaniu tworem czarnej, cienistej struktury mogącej przywierać kształty różnorakie i najprawdopodobniej dowolne. Loki coś nieco to mówiło, zważywszy, że kiedyś posiadała podobne właściwości, ale ograniczające się do zakresu jej ciała. Były one też niegroźne, gdyż operowały na planie niematerialnym zostawiając rzeczywistość w spokoju. Więc poziom prezentowanych zdolności przez tego osobnika zmartwił ją, a co gorsza, zaciekawił i to mocno.

Oglądała czarną chabetę z niezdrowym zainteresowaniem, przełamawszy początkowy niepokój, zatracony w odmętach pytań i wniosków wynikających z obserwacji, czy też wyciągniętych na wierzch skrawków wspomnień przeszłości.

Z przyjemnością. - odpowiedziała w końcu, zwracając ku niemu swoją skrytą pod kapturem twarz, której towarzyszył równie niewidoczny uśmiech. Wolała sama się nie wdrapywać na koniopodobną maszkarę, gdyż ta mogłaby nieopatrznie źle zrozumieć jej zamiary. Nie chciała się przekonywać jak wygląda gniew rozdrażnionego cienia.


Aganatel musiał być silniejszy niżeli się prezentował, jeżeli rzeczywiście chciał Loki pomóc. Ta może nie wyglądała, ale swoje ważyła z uwagi na dodatkowe atuty, jakich zazdrościć jej mogły inne potwory Czeluści. Ustawiła się bokiem do ‘zwierzęcia’, jedna ręką chwytając ostrożnie za grzbiet, a drugą opierając o ramię mężczyzny. Z przyzwyczajenia, już gotowa była wskoczyć na czarne cielsko od bez precedensów, gładko i zgrabnie. Noszona suknia uniemożliwiła to skutecznie, pozostając zdaną na łaskę Aganatela oraz damski sposób jazdy, wyjątkowo zresztą niepraktyczny. Westchnęła bezgłośnie, w znaku bezgłośnej skargi na kolejne trudności.


A wracając do wierzchowca… Czy to coś na pewno utrzyma ich oboje na tych wątłych, magicznych nogach? Powątpiewała, acz co miała do stracenia. Poza kilkoma siniakami, a w najgorszym wypadku połamanymi kościami. Które przecież w końcu odrastają.

Awatar użytkownika
Tingrim
Posty: 43
Rejestracja: 22 lut 2014, 22:14
GG: 50023203
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47017&highlight=#47017

18 mar 2014, 21:24

Lewą ręką otarł pot z czoła. Uniósł głowę ku słońcu, które nieubłaganie raziło go w oczy. Znajdował się już na obrzeżach miasta, więc kwestią czasu było odnalezienie jakiegoś gospodarstwa. No nic, trzeba iść dalej. Wyciągnął manierkę z torby i napił się odrobiny wody by zmiękczyć usta. Laska z każdym krokiem ryła ślad w ziemi. Pod nogami przemykały polne myszy, co nie było niczym niezwykłym. Pole, choć zarośnięte, mogło kiedyś prosperować. Pewnie przynosiło spory zysk.

Cień niedalekiego drzewa kusił Tingrima, nie był on w końcu młodziakiem. Właśnie, nie był nim, teraz był wytrwały i nie stanowił dla niego przeszkody odcinek, który dzielił go od miasta. W żołądku zaburczało. Kawałek starego sera powinien uśmierzyć głód. W czasie wędrówek i kiedy musiał być skupiony, Tingrim preferował surową dietę złożoną z sera, chleba, wody i ziół.

Oderwał się od rozmyślań. Nie były bezpieczne na szlaku, gdyż każdy mógł go napaść. Pył pod jego stopami ulatywał na chwilę, by po chwili znów opaść. Czy my nie jesteśmy tacy sami – Podniecamy się plotką, niespodziewanym zdarzeniem, by po chwili powrócić do dawnego życia. Szedł dalej, gwiżdżąc pod nosem spokojną ludową melodię.

Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

22 mar 2014, 22:05

MG

S

tarość nie radość – mimo że Tingrim nie miał złej kondycji, długa droga i grzejące mocno, południowe słońce dawały mu się we znaki. Ile można iść, by dotrzeć do celu? Jaki miał w tym sens, by życie spędzić na wędrówce, bez domu? Czy to się opłacało?

D

okuczało mu pragnienie, był też głodny. Czerstwy ser, jaki posiadał, nie mógł na dłużej wyciszyć głodu – wszak ile czasu można żywić się ciągle suchym, zimnym żarciem, ciągle tym samym, bez urozmaiceń? Nawet najlepszy w końcu miałby dość, chętny oddać wiele za kawał ciepłego, dobrego mięsa.

P

od nogami umknęła mu mysz, gdzieś na prawo spłoszył się ptak, słysząc jego kroki. Tyle zwierzyny, a on miałby się żywić chlebem, serem, pomijając to, że do picia miał jedynie przesiąkniętą zamachem i posmakiem skóry wodę?

Z

ając przemknął mu przed nogami, niknąc nieco z lewej, jednak łatwo było znaleźć go po ruchu wysokiej trawy. Zanim zniknie w drzewach, minie jeszcze chwila – miał do nich wszak piętnaście, może dwadzieścia metrów. Przy szybkiej reakcji Tingrima… kto wie, czy dziś obiad nie będzie smaczniejszy?
Awatar użytkownika
Tingrim
Posty: 43
Rejestracja: 22 lut 2014, 22:14
GG: 50023203
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47017&highlight=#47017

23 mar 2014, 22:13

Coraz częściej wiek dawał mu się we znaki. Nogi, pomimo wędrówek lub ze względu na nie, trzymały się całkiem nieźle, lecz coraz częstszy łagodny ból w biodrze nie był przyjemny.

Wolenvain byłoby dla niego przyjemnym miejscem. Znaleźć sobie małą chatynkę poza bramami miasta, opiekować się nią i ogrodem, to jest marzenie.

Pod nogami wędrowca przebiegł zając, zwierzę idealne na obfity posiłek. Zmierzał w kierunku gęstwiny, która jednak oddalona była o kilkanaście metrów. To był dar zesłany przez los. Nie bacząc na zmęczenie, rzucił się biegiem za swą przyszłą ofiarą. Przeciskał się między kępami wysokich traw. Dostrzegł zwierzę i postanowił zaryzykować. Gdy znajdował się około pięciu do ośmiu kroków za nim, rzucił się, by go zatrzymać.

Awatar użytkownika
Alia
Posty: 183
Rejestracja: 01 kwie 2013, 18:20
GG: 35119844
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2616

29 mar 2014, 16:57

MG

T

o nie było najmądrzejsze, co mógł zrobić – rzucenie się w pogoń za zającem, który może osiągnąć zdecydowanie dużą prędkość nie było sensownym pomysłem. Mimo że w dobrej kondycji, nie był aż tak szybki – a z całą pewnością nie na tyle cichy, by długie uszy zwierzęcia nie uchwyciły jego kroków, przez co to spłoszyło się, przyspieszając.

J

akkolwiek by chciał zjeść mięso, musiał obyć się smakiem. Niestety, na dziś, jak widać, los przygotował mu brak niespodzianek i urozmaiceń – znowu suchy, mniej smaczny prowiant. Chyba że zamierzał dotrzeć do jakiejś wioski lub karczmy…

S

łońce grzało niemiłosiernie, a on jedyne na co miał teraz ochotę, to odpoczynek. Musiał jednak pamiętać o zagrożeniach natury – węże, czające się w zbożu, mogły poczuć niebezpieczeństwo, gdy coś nagle rozłoży się koło ich kryjówki. A to niejedyne, co mogło go czekać. Mimowolnie przypomniał sobie zakon – to, jak tam było, porządek, własne łóżko, rozplanowanie każdego punktu dnia. Czy nie było mu wtedy lepiej? Cisza zaczęła skłaniać go do rozmyślań.
Awatar użytkownika
Tingrim
Posty: 43
Rejestracja: 22 lut 2014, 22:14
GG: 50023203
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47017&highlight=#47017

29 mar 2014, 22:23

W momencie skoku uświadomił sobie bezcelowość tego czynu. Jak on, stary już raczej człowiek, miałby złapać w ten sposób zająca?

Popędzany głodem wyciągnął kurczące się zapasy jedzenia. Ubywało także wody w manierce. Najprawdopodobniej będzie musiał dziś długo wędrować, by dotrzeć w końcu do jakiegoś osiedla, by zakupić prowiant.

Był już ciut zmęczony, przystanął więc na moment. Aby nie popadać w stagnację przykucnął na moment, nie siadając na ziemi. Ugryzł po kęsie sera oraz nieco starego już chleba. Zdążył przyzwyczaić się do takiego stylu życia, w końcu który to już rok – Będzie chyba 23 wiosna odkąd uciekł. Wciąż jednak wracała do niego myśl o codziennym, dość obfitym posiłku. Ach, marzenia.

Sygnałem do kontynuowania podróży był cichy szelest, jakby coś prześlizgiwało się po podłożu. Wstał powoli, by uniknąć zawrotów głowy. Spojrzał w kierunku, gdzie jak mniemał znajdowało się Wolenvain. Jeszcze dziś, przed zmrokiem, powinno mu udać się dotrzeć do pierwszych zabudowań. Raźnym krokiem ruszył dalej.

[z/t]

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.