Gaj na polach

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

Gaj na polach

23 gru 2011, 20:22

Gaj ten, skupisko dość masywnych drzew liściastych, znajdował się parę staj od murów Wolenvain, na otaczających je polach. Nie był duży ani niezwykły – od, zwykła wysepka drzew wśród rosłych traw. Bliżej mu było do linii pobliskiego lasu niż do samego miasta.

---

Lleyrnimehth, machając gorączkowo skrzydłami, opadła z hukiem na ziemię koło linii gaju. Była podekscytowana, podniecona obecną sytuację. Cieszyła się, obiecując sobie cuda które zaraz powinna była zobaczyć.
Niczym jaszczurka czołgająca się po ziemi, obróciła się łbem w stronę gaju i zanurzyła pospiesznie pomiędzy pierwszymi drzwiami. Na szczęście nie były zbyt gęste, mogła się między nimi przepchnąć, jednak martwił ją nieco fakt, że w takiej sytuacji nie jest to perfekcyjna kryjówka.
To nic, nie miała czasu żeby się tym przejmować. Wolała wierzyć, że nikt nie zbliży się do gaju, w pobliżu którego widziano niedawno lądującego smoka. Oby tak właśnie było.
Zanurzyła się najgłębiej jak mogła, do punktu w którym zdała sobie sprawę, że dalej drzewa umieszczone są zbyt gęsto. Moszcząc się w miarę wygodnie na zbutwiałych liściach, nie mogła odpędzić myśli do Ayumi i jej ciała, w którym miała się zaraz znaleźć. Nie mogła się jednak śpieszyć – najpierw wolała poświęcić parę minut na nałożenie na masywne cielsko kamuflażu. Trudno było jej się skupić, dlatego zajęło jej to też nieco dłużej niż zwykle, jednak w końcu stało się – ciało smoczycy rozpłynęło się i było ledwo widoczne pomiędzy drzewami. Pozostawało mieć nadzieję, że nikt nie nabierze nagłej ochoty na spacerowanie po opuszczonym gaju. Inaczej może nadepnąć na jeden z jej ostrych kolców na ciele…
Gdy była już ukryta, skupiła się na Zielonej, szukając jej myślami gdzieś w pobliżu Północnej Bramy. Na szczęście ta nie poruszała się, dzięki czemu smoczycy szybko udało się ustalić jej położenie. Tylko moment zajęła rozszczepienie się ciała i duszy i wkrótce w gaju pozostało już tylko to pierwsze…

[ Dodano: Nie 10 Cze, 2012 19:50 ]
Lleyrnimehth polubiła Zieloną. Chociaż niektóre jej słowa mocno ją zraniły, to jednak jej wyrzuty sumienia były jak najbardziej prawdziwe i już nimi samymi zdobyła sobie wybaczenie smoczycy. Driada gadała dużo, była ciekawska i niewinna, a jej pytania śmieszyły Firletkę, która nagle poczuła się nie tylko ważniejsza i lubiana, ale też i nieco mądrzejsza. Zazwyczaj to ona była tą, która pytała o najróżniejsze ludzkie wynalazki, a przy Zielonej mogła zabłysnąć swoją wiedzą.
Jednak coś w sypialni na piętrze w Gospodzie Pod Linoskoczkiem poszło nie tak… Wszystko to, niezwykle trudne do opisania, stało się w sekundę i trwało bardzo długo. Smoczyca nie pamięta dokładnie kiedy się zaczęło, nie pamięta nawet ostatnich słów driady. Po prostu nagle wszystko zaczęło miarowo ciemnieć i się rozmazywać, zarówno przed jej oczami jak i w jej umyśle. Gdyby tylko miała w tym momencie świadomość zapewne dostałaby ze strachu zawału, w obawie iż jej ciału grozi niebezpieczeństwo, iż właśnie ktoś atakuje jej smoczą postać… ale świadomości nie miała. Umysł olbrzymiego gada pochłonęła ciemność, a ona nagle goła, krucha i mała spadała w tę głębię. Nie była już potężnym smokiem, była niczym młode smoczątko. Machała kończynami, jej serce trzepotało niczym skrzydła złapanego gołębia, oczy wyszły jej z orbit, jednak… nie mogła krzyczeć. Tak bardzo chciała krzyczeć o pomoc, o litość, jednak ciemność była zimna, a mróz zamrażał jej płuca.
Nie pamiętała jak ten koszmar się zakończył, ani też ile trwał jej dalszy trans. Wiedziała tylko że w tym czasie nie czuła nic, nie była nigdzie, nie miała myśli. Niby jak sen, jednak bez snów… Czuła, że nie istnieje. Czy tak właśnie wyglądała Otchłań? Czy tym właśnie było życie po śmierci?
I tak jak nagle zniknęła, tak też powróciła. Pierwszym co poczuła był ból głowy, drugim – ból brzucha. Smoczyca uniosła powoli obie pary powiek, ale światło poranka było dla niej takim szokiem, aż niemal zasyczała z bólu, zamykając je natychmiast. Teraz będąc bardziej ostrożną uchylała powieki bardzo powoli. Pierwszym, co dostrzegła, były konary drzewek w gaju. Lleyrnimehth uniosła powoli łeb, oglądając się w okół siebie. Była w swoim własnym ciele, leżąc w miejscu a którym je też opuściła. Był poranek, jednak nie wiedziała ile dni minęło. Zdawało jej się, iż jej dusza błądziła całymi tygodniami w poszukiwaniu ciała.
Nie miała wątpliwości co do tego, co się właśnie stało, jednak nie była pewna dlaczego. Jej dusza została wyrwana z ciała Ayumi i na wskutek szoku nie była w stanie wrócić do swojego prawdziwego ciała. Firletka nie raz była już ostrzegana przed mocą Jednego Umysłu, jednak nigdy nie przydarzyło jej się nic, czym straszyło ją Starszeństwo. Jej wrodzona ostrożność nigdy do tego nie dopuściła.
Jednym z powodów tego wypadku mógł być głód. Lleyrnimehth czując kłucie w żołądku uniosła się na łapach i spojrzała na swój wydęty brzuchol. Odłączenie umysłu mogło być reakcją ochronną, ponieważ nie skupiała się dostatecznie na własnym ciele. Czy była już głodna kiedy swoimi myślami znajdowała się w sypialni w Linoskoczku? Czy możliwym jest, że po prostu w wyniku podniecenia o tym zapomniała? A może to nie głód, a wynik jakiejś nieznanej jej magii? Słyszała, iż również zakłócenia magiczne mogą powodować zakłócenia w połączeniu umysłu z ciałem
Żółtołuska sama nie była pewna. Nieco zagubiona potoczyła wzrokiem w okół siebie, ale nie znalazła odpowiedzi, co przybiło ją jeszcze bardziej. Była też jednak też jasna strona medalu: w gaju nie było nikogo oprócz niej. Była sama i bezpieczna.
Smoczyca uniosła wielkie cielsko na czterech łapach i westchnęła głośno. Na jej pięknych łuskach osiadły liście i brud, czasem mieszcząc się w miejscach z których nie tak łatwo je usunąć. Niby drobiazg, ale wystarczył by dostatecznie popsuć jej humor. Stała tam chwile niczym wielka statua, rozdarta pomiędzy załamaniem się, kąpielą, posiłkiem a Zieloną i Nim. Zapewne zastanawiali się co się z nią stało… A może i nie.
Pewnie w cale nie zauważyli. Typowo przybiła sama siebie, jakby na złość chcąc jeszcze bardziej zepsuć sobie humor (jak widać – to było jeszcze możliwe). Ze zwieszoną głową zaczęła wiercić się, by tyłem wyjść z gaju. Jak już się wygrzebie na otwarty teren to podejmie decyzję, co teraz.
Wtedy przyszło jej do głowy, iż przy opuszczeniu Zielonej i jej mogła stać się jakaś krzywda. Że może i ona przeżyła wizję spadania w dół… śmierci. W tym momencie smoczyca zapewne olałaby się zimnym potem, gdyby tylko mogła… A że nie mogła, jęknęła tylko głośno i ignorując już drzewa które mogłaby zniszczyć, odbiła się z całej siły od miękkiego gruntu. Nie wzięła pod uwagi faktu, iż jej mięśnie nie były przygotowane do takiego posiłku po tak długim bezruchu, co spowodowało, że prawie wpadła na większe drzewo przed nią. Na szczęście udało jej się musnąć je jedynie skrzydłem, dzięki czemu zapobiegła sporej katastrofie, którą dostrzegliby zapewne nawet dwunodzy na murach Miasta.
Lleyrnimehth wkładała w machanie skrzydłami całą siłę, mimo to szło jej bardzo wolno. Wielkie cielsko powoli wzbijało się w powietrze, kierując się w stronę Wolenvain. Nawet z ziemi dało się słyszeć głośny oddech smoczycy, która mimo zmęczenia coraz uparciej dążyła do celu.

[z/t]

Wyjaśnienie: dusza Lleyrnimehth była cały czas z Ayumi w Sypialni I w Linoskoczku (przynajmniej do ostatniego posta smoczycy). Potem Ayumi i tak wyszła z tematu teoretycznie razem z duszą Firletki, więc nie widzę powodu, by pisać tam po czasie, zwłaszcza że opisane wydarzenia nie mają nic wspólnego z tamtym miejscem. Dusza i ciało smoczycy są teraz jednym i lecą do Wolenvain =3 Wdzięczna będę jeśli dla formalności jakiś MG
w tym temacie, w ostatnim poście Ayumi dopisze też [z/t] smoczycy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 lis 2014, 05:42

MG

Ponownie potwierdziło się, że osoby znajdujące się pod wpływem niekoniecznie zdrowych, ale na pewno radosnych substancji bywają niezwykle szczere. Mimika Aganatela była komiczna, zupełnie jak wtedy, gdy poznawał Loki. Znowu sztucznie próbował przywołać na twarz emocje, które umyślił sobie wyrazić, ale nie sposób było odczytać, o cóż może mu chodzić. Marszczył się, wywracał oczami i kręcił mordką niczym noworodek. Wkrótce jasnym stało się, że jest to jego jedyny w swoim rodzaju sposób na wymiganie się od odpowiedzi. Oczywiście na nic mu się to zdało, bo Loki nie była z tych, którzy łatwo zapominają. Oczekiwała konkretów, a jej towarzysz, którego ujęła pod bok i którego prowadziła do Wolenvain, nie chciał ich jej dać. Zgodnie jednak z niepisanym kodeksem każdego zapitego w sztok męża – którym w jakimś sensie obecnie był – zaczął gadać. Z porażającą otwartością.

- Ty księżniczka - mruknął tępo, odnosząc się najwyraźniej do tego, co jego wężowogłowa dama rzekła o Anemetiusie. - A tamto too… Nic takieego - rzekł, przeciągając samogłoski. Niestety, nie wystarczyło to jego rozmówczyni, co było dość jasne w zaistniałej sytuacji. - Uratowałem! - dodał tak, jakby sam siebie próbował do tego przekonać. Po chwili otrząsnął się, oklapł i widocznie zasmucił się. - Zwykli bandyci w odpowiednim miejscu i czasie… - zamruczał pod nosem, o wiele składniej, właściwie na granicy słyszalności. - Trochę iluzji… Pomieszałem im w głowach – przyznał prosto z mostu. - Miałaś mnie polubić. Polubiłaś? - rzekł z nadzieją w głosie, wyjątkowo, jak na niego, nieudawaną. Dawał się prowadzić tam, gdzie szła z nim Loki, bezwiednie niczym dziecko, ledwo powłócząc nogami i starając się iść w miarę prosto.

Jego wyjaśnienia ze wszech miar nie mogły zostać uznane za szczegółowe, ale rzucały przynajmniej pewne światło na sytuację. Powiernicy Lorven nie byli więc tak naprawdę powiernikami albo po prostu skumplowali się w jakiś sposób z Aganatelem. Co jednak w takim razie wrzuciła na ząb Loki? Zwykłego bandytę? Pokarm, jaki zapewnił jej przyboczny, był niewątpliwie pierwszorzędnej jakości, jednak sam mężczyzna gadał przy tym coś o upadku i zamaskowaniu. Na pewno nie opowiedział wszystkiego, ale jego żałosny stan raczej nie skłaniał do męczenia go o dalsze zeznania. Można się było po nim spodziewać wszystkiego, nawet tego, że podstawionym daniem mógł nawet Loki otruć. Zdecydowanie – Aganatel nie należał do tych osobników, których posunięcia można łatwo przewidzieć. Wszystko – od jego, lekko mówiąc, nieoczywistej koordynacji ruchowej, przez sztuczną mimikę i nieodpowiednie akcentowanie słów – zdawało się pochodzić z kompletnie innego świata. Widać było, że pożarte przezeń szlacheckie duszyczki nie podziałały na długo, choć to można było zwalić na karb ogólnego przemęczenia związanego z ostatnimi wydarzeniami. Jego zachowanie było nieco odpowiedniejsze od tego, które prezentował na początku ich znajomości, ale powoli jego erudycja i dobre maniery zaczęły już zanikać.

//Loki – jeżeli chcesz, masz z/t do dowolnej lokacji, do której chcesz udać.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

23 lis 2015, 20:00

Kewc wędrował traktem od murów w poszukiwaniu wszelkich oznak życia. Jak na razie szło mu miernie, z pomiędzy śmiegu wydostawały się ledwie pierwsze oznaki wiosny. Tu śnieguliczka troszkę dalej śnieguliczka. Nadchodząca pora roku cieszyła młodego łowce jak mało co. Co by nie mówić lubił wiosnę. Nie lubił natomiast przedwiośnia, brakowało zazwyczaj wtedy jedzenia w jego rodzinnej wsi i nie raz zdarzały mu się długie przymusowe głodówki. Ciekawiło go jak jest w tych okolicach jednak sprawdzenie tego miało być dla niego czynnością na dalszy czas. jego uwagę przyciągnął gaj w oddali. Postanowił zmienić plan i zamiast iść prosto do gospody ruszyć do gaju. Aktualnie nie znalazł nic pożyteczniejszego i ruszył jak zaplanował do gaju.
Tam znalazł młodą sosnę, widząc jej zielone igły pierwszym co zrobił młody łowca było, wyciągniecie drugiego worka i zaczęcie zrywania gałązek z zielonymi pąkami a następnie umieszczanie ich w worku.
Nim minęło pół godziny Kewc ogołocił drzewko i kilka mu podobnych w okolicy zdobywając około 30 małych gałązek z igłami sosenek.
Następnie zaczął włóczyć się po gaju w poszukiwaniu czegoś innego. Po obejściu go całego namierzył na jednej z gałęzi siedzącego nieruchomo kruka. Nie był może zbyt duży ale Kewc uznał że z tej niewielkiej odległości z łatwością powinien go trafić. Starając się nie płoszyć ptaka wyjął łuk i nałożył cięciwę. Powoli wybrał jedną ze strzał które miał w kołczanie, a była to jedna z jego starych strzał o czarnych lotkach. Zmniejszył odległość na ile potrafił gdyż musiał być pewien że z tej odległości uda mu się trafić w biednego ptaka. Po chwili strzała przecięła powietrze i trafiła ptaszysko w pierś przebijając ptaka. Chłopak był zadowolony z tego strzału. Zebrał truchło ptaka i wyjął z niego nieco już uszkodzoną strzałę. Ptaka załadował do worka w którym były już bukowe pąki.
Ściągnął cięciwę z łuku i chwycił w rękę w której trzymał swoją główną broń i po zabraniu do lewej ręki raz już użytej strzały ruszył na dalsze poszukiwania.
W ciągu dwóch kolejnych godzin zapolował na jeszcze jednego kruka i poszukał jakiś innych iglaków co skończyło się na zdobyciu jeszcze kilku gałązek wypełnionych zielonymi sosnowymi igiełkami. Jak mniemał nie mogło pójść źle.
Gdy skończył poszukiwania w gaju ruszył w stronę zajazdu w którym nocował zabierając swoje "łupy" w worku.
z/t
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

12 gru 2015, 21:06

Kewc pojawił się ponownie w gaju. I tym razem przyszedł tu w poszukiwaniu materiału. Liczył że i tym razem się nie zawiedzie. Ponownie poszukał kruków czy innego ptactwa. Szukał robaków. Zbierał igły z nielicznych iglaków jakie w gaju rosły. Poruszał się po gaju nieco sprawniej niż ostatnio. Co by nie mówić szukał zdobyczy przy okazji. Miał aktualnie inny cel. Szukał miejsca na obozowisko. Potrzebny był mu dostęp do wody ale w gaju jak na złość nie było ani strumyka. Jak mówiło mu doświadczenie najlepiej by zrobił gdyby doszedł do rzeki a następnie na jej brzegu szukał uchodzących do niej strumyków. Cóż będzie to musiał zrobić potem. Dokończył zbieranie i tak po 5 godzinach zbierania miał już 3 ptaki, sikorkę dudka i kolejnego kruka. Zdobycie ich kosztowało go jedną z jego starych strzał. Po trzykrotnym użyciu nie nadawała się już do dalszego wykorzystywania. Reszty dopełniało znalezienie około 20 robaków różnej maści dość małych co prawda oraz około 10 gałązek z igłami różnych iglaków. Dziś nie przywiązywał tak wielkiej wagi do gatunków. Zapakował wszystko do worka i zebrał się do wyruszenia w poszukiwaniu obozowiska. Nie przejmował się zbytnio by znaleźć je dzisiaj. Miał jeszcze czas.
z/t

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.