Chata pary wieśniaków

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Leander
Posty: 9
Rejestracja: 04 paź 2012, 16:14
GG: 38094208
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2237

Chata pary wieśniaków

13 paź 2012, 00:20

Leander otworzył lewe oko. Kręciło mu się w głowie, jedak nie odczuwał jej bólu.
-To nie kac – westchnął. Po chwili zaczął chichotać – kac? Za co? – tym razem głośno zarechotał i otworzył drugie oko.
Zdał sobie sprawę, że nie wie gdzie się znajduje.Usiadł, by lepiej zlokalizować swoją osobę we wszechświecie. Rozejrzał się. Był w małej izbie o brudnych ścianach. Oprócz niego przebywały tu dwie osoby, obie wpatrywały się w niego z przerażeniem. Sądząc po ich wyglądzie była to zwykła chłopska rodzina – wieśniak i jego żona. Ważniejszym szczegółem było jednak to, że oboje siedzieli przy stole, a w rękach trzymali drewniane łyżki. Pomiędzy nimi stała wielka micha kaszy.
Bard wstał wpatrując się w jedzenie. Wiedział, że biedacy nie podzielą się z nim dobrowolnie pożywieniem, sam z resztą na ich miejscu postąpiłby tak samo. Musiał znaleźć na nich sposób.
-K-kim jesteś panie? – zaczął ostrożnie wieśniak. Jego żona nawet sie nie poruszyła, wciąż trzymając łyżkę w górze.
-Jestem… magiem z południa.
-Niemożliwe, panie. Magowie nigdy nie mdleją – chłop był osłuchany. Musiał chętnie słuchać opowieści ludzi przybywających na targowisko Wolenvain.
-Ja zemdlałem. Wycieńczył mnie… pojedynek… tak, pojedynek ze… smokiem… nie… dwoma! Pokonałem w boju dwa smoki i padłem z wycieńczenia.
Chłop główkował przez chwilę. Smoki rzeczywiście musiały być potężne. Każdy, kto o nich mówił, robił to z dystansem i strachem. Rzeczywiście, po walce z dwoma takimi kreaturami nawet potężny czarodziej miał prawo być zmęczony…
-Czy… Panie, czy możesz pokazać nam magię?
Leander tylko czekał na to pytanie.
-Muszę odyskać siły. Macie tu coś do zjedzenia?
Tym razem prawie dało się zobaczyć, jak mózg mężczyzny pręży się, próbując rozwikłać dylemat. Jedzenie, czy pokaz magii… W końcu jednak ciekawość wzięła górę. Posadził Leandra przy stole. Bard zaczął pochłaniać pierwszy posiłek od kilku dni. Co jakiś czas przerywał opowiadając o swoich walecznych czynach i talentach magicznych. Gdy najadł się do syta, stanął na środku izby.
-Teraz magia – wziął głęboki wdech – przygotujcie się. Teraz odwrócicie się do iimnie plecami, a ja rzucę zaklęcie, dzięki któremu zniknę. Gdy usłyszycie trzask, będziecie znów mogli spojrzeć tutaj.
Domownicy odwrócili się plecami do Leandra i drzwi. Trubadur zaczął gorączkowo rozglądać się za Nawojką. Nie mógł odejść zostawiając tu lutnię. Na szczęście stała przy ścianie. Złapał ją i opuścił chatę głośno trzaskając drzwiami.
Ruszył żwawym krokiem do centrum Wolenvain.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Niktkolwiek
Posty: 25
Rejestracja: 26 kwie 2014, 18:24
Lokalizacja postaci: Iquański
GG: 25527614
Karta Postaci: viewtopic.php?p=48366#48366

15 cze 2014, 13:38

Niktkolwiek skierował się do chaty prosto z pobliskiego zagajnika, kiedy dostrzegł ją nieopodal drogi. Zmierzchało już, a on musiał gdzieś się podziać, jeżeli nie chciał skończyć z poderżniętym gardłem w krzakach. Powrót do karczmy "Pod pancerną Emilią" odpadał, niestety, z przyczyn osobistych, dlatego stwierdził, że pójdzie tam jedynie w ostateczności. Teraz zbliżył się do drzwi chłopskiej sadyby. Były brudne, sękate, zbite z nieheblowanej deski i pokryte jakimiś guślarskimi symbolami, które miały zapewne chronić domowników przed nieszczęściem. Odczekał chwilę i zapukał, ponaglony widokiem ciemnych chmur nadciągających z wiatrem. Z początku nikt mu nie odpowiedział, dlatego zapukał ponownie – czy może raczej już załomotał, ponieważ z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu.

Drzwi otwarły się gwałtownie do środka. Stanął w nich średniego wzrostu, chudy chłopina z krostami na twarzy i krzywymi nogami. Jednak nie to zwróciło uwagę mężczyzny: przykuły ją widły, która wieśniak ściskał w spierzchniętych dłoniach.

– Czego?! – warknął tamten. – Nie chcemy tu żodnych magów!

Niktkolwiek cofnął się, zaskoczony:

– Ale ja żaden mag nie jestem, jeno bard prosty, co w okolicznych karczmach czasem grywa.

– Taaaaa? – indagował gospodarz. – A na czym to niby on tak grywa, a?

Bard sięgnął do swojej sakwy i wyjął z niej lutnię.

– A, na tym! Przyjmijcie mnie, państwo drodzy, na jedną nockę, to i wam coś zagram.

Kmieć zmrużył oczy:

– My ta już mieliśm jednego takiego z czym takim, będzie to już ponad roczek, jak nas wykiwał. On ta się za magika podawał, ale ja spytoł w karczmie i się dowiedzioł, że taki z niego mag był, jak ze mnie szlachciura. Nu ale dobra, właź pan, a spróbuj tylko coś wykombinować, to… – Potrząsnął ostrzegawczo widłami.

Niktkolwiek nie miał wyboru. Zgodził się i wszedł do środka w tym samym momencie, kiedy drobny kapuśniak zamienił się w prawdziwą ulewę. Dopiero wtedy spostrzegł, że za chłopem cały czas czaiła się jego mała, brudna żona z jakimś żelastwem w ręku. Obrzuciła go nieufnym spojrzeniem i odłożyła swoją broń na gliniany piec stojący w koncie izby.

– Siadajcie, mości bardzie, siadajcie – powiedział gospodarz, wskazując na wyślizganą ławę stojącą przy drewnianym stole. Grajek posłusznie usiadł, kładąc swój tobół na kolanach. Pan domu zajął miejsce naprzeciw niego. Przez chwilę panowało niezręczne milczenie, przerwane wreszcie przez tego drugiego:

– Nu, i długo już tak gracie?

– A, będzie ze cztery roczki.

– A. Idzie się z tego wyżywić?

– Idzie, idzie. Z początku ciężko było, acz później się człowiek w rzemiośle wyrobił i samo szło jakoś.

– A. A jak panicza zwą, jeśli lza mi wiedzieć?

– Niktkolwiek.

– Jak?

– Niktkolwiek.

– Nikt… Niktkolwiek! A, toście sobie miano wymyślili! Nie szło się nazwać prościej?

– Nu, jakoś nie szło.

Znowu cisza wróciła na salony. I znowu przerwał ją gospodarz:

– To co, zjecie wy polewki, mości bardzie?

– A, pewno, czemu miałbym nie zjeść.

– Babo! Zagrzej no strawę!

Żona wieśniaka, dotąd stojąca w kącie i podróżująca wzrokiem między gościem a miejscem, w którym zostawiła swoją prowizoryczną broń, wyszła niechętnie z cienia i zajęła się przygotowywaniem posiłku.

– Tak se myślę, że już kiedy słyszał ja was… – podjął tymczasem przerwany wątek chłopina – "Pod pancerną Emilią". Może to być?

– Pewno, że może. Tam ja swe pierwsze występy dawał.

– Nu, nu… to trzymam was za słowo, że zagracie, bo wtedy chędogi popis żeście dali.

– Zagramy, zagramy. Tylko nie idzie tak o pustym brzuchu, rozumiecie…

– Rozumiemy. Jedzcie, jedzcie, bo strasznie żeście bladzi.

Po chwili baba postawiła na stole przed nimi dwie drewniane miski z parującą polewką. Groch, kapusta, cebula i pajda czerstwego chleba. Niktkolwiek rzucił się na swoją porcję, choć rzadko kiedy bywał głodny, odkąd uciekł z Wolenvain. Po chwili drapał już łyżką dno. Gospodarz również skończył swoją porcję. Rozsiadł się na krześle i spojrzał znacząco na barda, a ten skinął tylko głową. Wyciągnął lutnię, nastroił i uderzył pierwszy akord.

Grał swój stały repertuar, czyli mroczne pieśni o ponurych bezdrożach, tajemniczych kniejach i niezwykłych istotach je zamieszkujących. Natura była jego główną inspiracją – jej obrazy pojawiały mu się w głowie, kiedy grał. Czasem pozwalał sobie na improwizację, także i tego wieczoru, jednak niezależnie od tego, czy odtwarzał coś z pamięci, czy tworzył na bieżąco, słuchacze chłonęli jego melodię z rozdziawionymi ustami. Po jakiejś godzinie skończył.

– Nu, nu… toście zagrali… nie dziwota, że was "Pod pancerną Emilię" zapraszali… – zachwycał się gospodarz. – Ale wtedy, jak żem was słyszał, to jeszcze czuło się, żeście niewyrobieni. A teraz… artysta! Artysta!

Artysta mruknął słowa podziękowania. Nie lubił komplementów. Drażniły go.

– Nu, to pozwólcie, że pójdę już spać… – powiedział, żeby uciąć niewygodną rozmowę.

– A, pewno, pewno… zara wam jaki siennik skombinujemy – zgodził się kmieć. Po chwili rzeczywiście przytargał skądś brudny siennik i rzucił go na ziemię koło stołu. – Proszę, proszę… spocznijcie, jaśnie panie…

Jaśnie pan spoczął i obudził się nad ranem, kiedy wieśniacy jeszcze smacznie spali. Poszperał po ich izbie, znalazł coś do jedzenia, wrzucił do sakwy i uciekł z chaty. Na jego szczęście, przestało już padać. To dobrze. Czekała go długa droga.

[z/t]
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

03 sie 2015, 19:27

MG:

Dobry humor Wykidajły zachwiał się w posadach, kiedy Kewc wygłosił dwa sprzeczne ze sobą stwierdzenia w przeciągu kilku sekund. Zmarszczył lekko brwi i mina nieco mu zrzedła, jednak niczym innym nie dał poznać po sobie podejrzeń o niekompetencję. Kiwnął głową i oparł się o ścianę, najwidoczniej rozpoczynając już oczekiwanie. Nie dał po sobie również pokazać zniecierpliwienia, kiedy Kewc wrócił już ze swoją sekretną bronią, najwidoczniej akceptując to, gdyż Kewc wydawał się szczerze zafrasowany i zakłopotany swoim roztargnieniem - bliźniacy zupełnie się tym nie przejęli, zajęci serdecznym plotkowaniem i wymianą przechwałek, najwidoczniej całkowicie zadowoleni z własnego towarzystwa, Kos jednak zdecydowanie był zirytowany tym, że to jednak nie on ostatecznie spóźnił się najmocniej i dawał to po sobie poznać marsową miną i krzywymi spojrzeniami. Wyruszyli wreszcie, idąc szybko po świeżym, dziewiczym śniegu. Dotarcie na miejsce zajęło im niecałą godzinę, mimo że utrzymywali szybkie tempo marszu, za którym Kos miał niejakie problemy nadążyć na swoich krótkich nogach.

Chata stała otworem; nikt nie zatroszczył się o zamknięcie jej, chociaż wnętrze zostało już dokładnie ogołocone z wszystkich rzeczy, które miały jakąkolwiek wartość - prawdopodobnie przez kochających i tęskniących krewnych zmarłych tu wieśniaków. Wnętrze nie zostało oczyszczone, a zapach krwi dawał się w dalszym ciągu czuć nawet pomimo zabijającego narząd węchu mrozu. Ciała zostały jednak skrzętnie usunięte, prawdopodobnie już pogrzebane w twardej, zamrożonej ziemi. W środku nie było praktycznie niczego oprócz ścian i klepiska, pokrytych obfitymi plamami krwi. Na tyle obfitymi, że Kewc zastanawiał się, czy aby faktycznie mieszkały tu tylko dwie osoby, jak powiedział im Wykidajło, kiedy szli w tę stronę. Być może nieco z tej krwi należało do napastników - albo to, albo byli wyjątkowo brutalni.

Kewc nie okazywał inicjatywy, czekając na zarządzenia Wykidajły, który rozglądał się po ubogiej, pustej izbie z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy. Kos został w środku tylko chwilę, okazując zaskakującą obojętność na widok krwi, po czym wyszedł z chaty i jął się obserwowania okolicy, Lorven jedna wie, po co. Jeden z bliźniaków też przyglądał się scenie rzezi, wymieniając nic niewnoszące komentarze z Wykidajłą, drugi odszedł na stronę, żeby się wyszczać. Zaskakujące nieco było dla Kewca, że pomimo tego, że wysiłki Wykidajły w oczywisty sposób zmierzały do utknięcia bez jakichkolwiek interesujących poszlak czy śladów, nie zdawał się on w żaden sposób tym zrażony ani rozczarowany, tak, jakby wszystko było w porządku. Kewc zaczął kwestionować odrobinę jego posunięcia, w końcu nie wiedział, czego Wykidajło miałby tu szukać - padający w nocy śnieg w sposób oczywisty zatarłby wszystkie ślady z poprzednich dni na zewnątrz chaty, celowość przybycia tu nie była więc taka oczywista. Po chwili w dalszym ciągu dość senną atmosferę zakłócił krzyk i powrót drugiego bliźniaka, zaburzając ją bezpowrotnie. Wtoczył się z powrotem do chaty, krwawiąc, a w lewej ręce tkwiła mu strzała - prawdopodobna przyczyna krwawienia. Nie wciągnął nawet gaci, wpadając do środka z opuszczonymi spodniami - tak najwidoczniej został ustrzelony. Wszyscy oprócz Wykidajły zamarli, zaskoczeni, niektórzy nawet nieco rozbawieni - Wykidajło jednak nie stracił ani sekundy, błyskawicznie odsuwając się od okna, zajmując taką pozycję, aby znikąd nie móc zostać ustrzelonym. Pozostali po chwili uczynili to samo, a niezraniony bliźniak pochylił się nad swoim bratem, żeby zbadać, jak bardzo został uszkodzony.

- Przeszło przez miękkie, żył będziesz, jak Lorven da - powiedział po chwili, uśmiechając się słabo i zaciskając łapę jak bochen chleba na rękojeści tasaka.

- Da, kurwa, a tej elfiej kurwie by dała, kurwa, tasakiem w czoło - mało kreatywnie i gniewnie skomentował jego brat po podciągnięciu spodni, zdrzaźniony najwyraźniej niemożebnie.

Z okolicy, z trzech różnych stron, rozległo się modulowane, wilcze wycie, skoordynowane. Całkiem nieźle brzmiało, prawie autentycznie, ale Kewc był łowcą - zauważył różnicę natychmiast i wiedział, że wydało je ludzkie gardło. Sytuacja się zagęszczała, ale Wykidajło w żaden sposób nie zdawał się jeszcze, o dziwo, tracić spokoju - w odróżnieniu od Kosa, po którym dawało się już poznać nerwowość.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

04 sie 2015, 12:31

No i wyruszyli z karczmy, najmłodszy towarzysz zdawał się mieć pewne trudności w utrzymaniu tępa marszu. Szli po świeżym białym śniegu zostawiając miarowe ślady. Z pewnością szli długo, po dotarciu na miejsce Kewc stwierdził że z domu została ledwo pusta skorupa. Wszystko wyniesiono, o śladach tego co się stało można było pomarzyć teraz.

Uwagę łowcy przykuł za to zapach krwi, niezwykle intensywny. Było to wytłumaczalne rozmiarami plam. Przez myśl Kewca przeszło - Jaka masakra tu się dokonała. Ile osób zginęło. - zachował jednak mimo wszystko spokój. Wiele trucheł już widział i teraz nie poruszało go to już tak. Zastanawiało go wszak czym posługiwali się napastnicy, wzrokiem powiódł po ścianach. Nie był zainteresowany na tyle by robić coś ponad rozkazy Wikidajły. Jeden z bliźniaków poszedł się wyszczać a drugi przyglądał się wnętrzu domu gdzie rozegrała się rzeź. Kos wyszedł przed chatę i obserwował okolicę.
-Co my tu u robimy, zamarzniemy na amen w tej chacie. - W myślach komentował posunięcia Wikidajła chłopak. Śladów już nie ma, wszystko zasypał śnieg. I wtedy przez myśl przeszło mu że planem może być po prostu wejście w pułapkę i poczekanie aż pojawią się sprawcy masakry. Ta opcja nie wydawała się najszczęśliwsza. Biorąc pod uwagę ilu ich było wyglądało to żałośnie.

Te rozmyślania przerwało Kewcowi wparowanie do chaty jednego z bliźniaków. W lewej ręce miał strzałę.
Wykidadło pośpiesznie jednak odsunął się od okna a po chwili wszyscy włącznie z Kewcem postąpili podobnie. Ustawić się musieli tak by uniknąć strzał który mógł paść zewsząd. Pomieszczenie jednak dawało pewną osłonę. W otwartym terenie mogło by być znacznie trudniej choć z pewnością łatwiej było by poznać gdzie znajduje się przeciwnik. Łowca przygotował łuk do strzału. Trzymał strzałę w gotowości nie napinając jednak łuku. -Jeszcze za wcześnie. Niech tylko się pojawią. - pomyślał.

Ku swojemu zdziwieniu zorientował się że uśmiecha się przywołując wspomnienie towarzysza który wpadł do chaty z opuszczonymi spodniami. Zajmował się właśnie nim jego brat. gdy tamten podciągnął spodnie Kewc natychmiast omiótł strzałę wzrokiem. Być może po długości zorientuje się jakim typem łuku włada jego przeciwnik.
Komentarze braci sprawiły że musiał nieco postarać się aby nie było po nim widać śmiechu. Wtem usłyszał wycie, przypominało ono wilcze lecz czego był pewien to tego że to ludzkie gardło je wydało. -Prawie się wam udało. - pomyślał. Nie wiedział co ona znaczyło lecz na ten dźwięk poczuł się jak na polowaniu. Mięśnie jego ciała napięły się a on sam był gotowy do walki. Powiedział do towarzyszy przyciszonym głosem jednak swoją obserwację na temat wycia - Prawie im się udało lecz to nie wilki. - Najspokojniejszy z nich był Wykidajło, najmniej Kos. Najmłodszy z wszystkich z pewnością musiał ledwo utrzymywać nerwy na wodzy.
Kewc ustawił łuk w pogotowiu, lekko naciągnął nałożoną strzałę. Skupiał się na wejściu. Celował lekko przed nie czekając na pojawienie się jego celu. Przez myśl przeszło mu że napastnicy mogą też próbować dostać się przez okna.
Żałował że nie posiada żadnej broni do walki wręcz. W razie czego mógł liczyć tylko na strzały i jego towarzyszy. Z bardzo bliska wbijanie grotów rękami zdawało się lepszą opcją niż powolne naciąganie łuku.
Tymczasem świat wokół łowcy zamarł, był tylko on i wejście do chaty. Nad niczym więcej starał się nie myśleć od tej chwili.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

05 sie 2015, 18:25

MG:

Napastnicy nie czekali, czując krew. Przy niemiłosiernych dźwiękach wycia natarli, czterech z nich, wbiegając bezceremonialnie, tłocząc się. Dwóch wbiegło przez drzwi, dwóch wskoczyło przez okno. Pozycja tuż przy oknie, zajmowana przez Wykidajłę, dała mu sposobność wyprowadzenia pierwszego ciosu z zaskoczenia. Długi nóż, jaki ściskał w garści przywódca wyprawy, ciął głęboko, wbijając się napastnikowi w bok - Kewc wiedział, że rana była śmiertelna, prędzej czy później. Nikt jednak nie wytłumaczył tego okrytemu wilczymi skórami, dziko wyglądającemu mężczyźnie, który raną przejął się bardzo mało, rzucając się na Wykidajłę i zbijając go z nóg, sprowadzając go do parteru, gdzie przywódca już po chwili zaczął mieć poważne problemy z powstrzymaniem napastnika od wyrwania mu zębami gardła. Rzucił się mu na pomoc Kos, wbijając dzikusowi swoje noże w plecy, ale niedługo sam znalazł się w tarapatach - drugi napastnik, który zwinnie przeskoczył przez okno za pierwszym, zaatakował go. Co prawda młodzieńcowi udało się zwinnie uniknąć, ale atak nie ustawał i miał coraz większe problemy z uniknięciem obrażeń. Bliźniacy u wejścia podobnie byli bardzo zajęci - strzała Kewca zatrzymała na moment pierwszego z napastników, wbijając mu się w pierś, jednak podobnie jak w przypadku tego, z którym zmagał się Wykidajło, zatrzymało go to tylko na uderzenie serca. Broń bliźniaków, paskudne tasaki, wydawały się lepiej przystosowane do zadania i robiły wrażenie na przeciwnikach, w odróżnieniu od noży, ale tak czy tak rana pierwszego z bliźniaków powodowała, że nie szło im najlepiej w tym boju. Jedna pomyłka - i każdy z towarzyszy Kewca mógłby skończyć z przegryzionym bądź rozszarpanym gardłem. Tylko on sam na razie nie był niepokojony, jako stojący najdalej od wejść - rychło mogło się to jednak zmienić, bo niedługo do walki prawdopodobnie miał się włączyć jeszcze elfi łucznik, ten, który ustrzelił pierwszego z bliźniaków. Na razie jednak śladu po nim nie było.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

06 sie 2015, 08:30

Walka rozpoczęła się, dwóch weszło tak jak się spodziewał przez wejście. Dwóch co nie było zaskoczenie oknem. na szczęście wszyscy napastnicy byli daleko od niego. Ku jego zdziwieniu pierwszy strzał nie odniósł skutku. Mężczyzna ten mimo przebitej piersi dalej walczył.
Te dzikusy nie miały żadnego oręża prócz swych zębów jak sądził. Nie tracąc czasu posłał w stronę przeciwnika z którym walczy Kos strzałę, tym razem celował wysoko. By ich powstrzymać nie było chyba innej opcji niż sprawić by udusili się w własnej krwi.
Jeśli przeciwnik go nie widzi to Kewc zamiast strzelać podejdzie od tyłu i spróbuje wbić mu przy pomocy ręki jedną ze strzał w szyję zachowując cały czas jednak możliwość odskoku.
- Teraz wszystko zależy od bogów - przeszło łowcy przez myśl.
Elfiego łucznika który rozpoczął potyczkę jak na razie nie było. Dom był też niezłą osłoną jednak w każdej chwili z okien mógł paść strzał. Kewc musiał wziąć na to namiar.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

11 sie 2015, 17:51

MG:

Ranny bliźniak, któremu nie udało się powstrzymać napastnika przez niesprawną lewą rękę, uległ jego naporowi i padł z przegryzionym gardłem, wzbudzając krzyk i wybuch szaleńczej energii u brata. Jedyny pozostały już-nie-bliźniak zasiekł dwoma potężnymi ciosami swojego oponenta i, nie tracąc ani sekundy, rzucił się z rykiem na mordercę swojego brata, wyglądającego jak demon z twarzą całą pokrytą krwią. W międzyczasie przeciwnik Wykidajły wyraźnie osłabł, pozwalając przywódcy na wydarcie się z parteru, do którego został sprowadzony, i dobicie go szybkim cięciem po gardle. Kosowi i Kewcowi nie poszło jednak tak łatwo ze swoim przeciwnikiem, broń Kosa nie była zbytnio sprzyjająca do walki z kimś, kto najwyraźniej wpadł w jakiś szał bojowy i ignorował rany, a strzała Kewca była bardzo niewygodną bronią do walki z kimś, kto był tak ruchliwy, tak zwinny i najwidoczniej, jak Kewcowi przyszło ocenić po krótkim starciu, nadnaturalnie silny. Cios rzucił Kosa na ścianę, ledwie przytomnego, a zakrwawiony po otrzymaniu kilku lekkich ran napastnik rzucił się na Kewca, ciężarem przygniatając go do ziemi. Kewc potrzebował wszystkich sił, żeby powstrzymać wroga przed przegryzieniem gardła. Strzała, którą zadał tylko lekką ranę, upadła na ziemię, bezużyteczna.

Kewc słyszał tylko odgłosy szamotaniny, wysoki krzyk Kosa i ryk Wykidajły, wskazujące na to, że sytuacja zmieniła się w jakiś sposób.

- Szybciej! - darł się lider wyprawy, a Kewc nie miał zielonego pojęcia, co się dzieje, walcząc desperacko o życie i nie mając ani chwili na rozejrzenie się.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

12 sie 2015, 11:51

Sytuacja diametralnie się zmieniła. Brat bliźniaka został zagryziony przez tych szaleńców, jego brat pomścił go i ruszył na kolejnego przeciwnika. Wykidajło także poradził sobie z przeciwnikiem. Tylko on i Kos mieli poważne problemy. Przeciwnik odrzucił Kosa potężnym ciosem i rzucił się na Kewc przygniatając go do ziemi. Musiał ze wszystkich sił walczyć by to monstrum nie rozerwało mu gardła. Usłyszał odgłosy szamotaniny i krzyk Kosa i ryk Wikidajły. Oznaczało to że coś się zmieniło. Łowca nie miał teraz wyboru. By ratować życie postanowił użyć białych nitek. Chciał żeby te wyszły z jego dłoni i pokierowały się do oczy tego zwierzęcia którego nie można było nazwać już człowiekiem. Aby dostały się tam, otoczyły oczy stwora i zaczęły je pochłaniać. Aby sięgnęły tak głęboko do wnętrza głowy tego potwora jak to możliwe. Z całej swej duszy pragnął by to co miał w sobie zadziałało. W końcu nie było już nadziei w tej sytuacji.
Skoro żadna bron się go nie imała to może zaczęcie trawienia żywcem jego głowy zatrzyma go. Cały czas jednak ze wszystkich swych sił starał się nie dopuścić do rozszarpania jego gardła przez monstrum.
Jeśli przeciwnik odskoczy to Kewc szarpie za nitki.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 276
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

18 sie 2015, 18:30

MG:

Gdyby Kewc miał nie sekundy, a godziny, być może jego atak zakończyłby się sukcesem. Niteczki nie wywołały jednak na napastniku żadnego absolutnie wrażenia, zakładając, że w ogóle zarejestrował ich obecność. Skupienie, jakie wymagało od Kewca ich wytworzenie, kosztowało go skuteczność w obronie - Kewc coraz bardziej zbliżał się do skończenia z rozszarpanym gardłem. Póki co skończyło się na oderwanym zębami kawałku mięsa z policzka, kiedy Kewc uratował sobie życie kurczowym, desperackim unikiem. Chwilę po tym, kiedy napastnik wypluł sobie część policzka Kewca z ust i ponownie jął się ataku na jego gardło, Wykidajło poderżnął mu gardziel od tyłu, zalewając Kewca juchą. Krew napastnika zmieszała się z Kewcową, zalewając mu twarz.

- Wstawaj, pomóż nam! - krzyknął Kanetirowi w twarzy Wykidajło i wstał, znikając mu z ograniczonego pola widzenia. Kiedy Kewc pozbył się już krwi z oczu, zobaczył dwójkę ocalałych członków jego drużyny, Kosa i Wykidajłę, obijanych i rzucanych po ścianach przez pełne furii ataki olbrzymiego, masywnego wilkołaka, kroczącego na dwóch nogach. Po ostatnim ciosie potężnej łapy Kos przewrócił się i nie wstawał, tuląc prawą rękę i jęcząc. Drugi bliźniak leżał pod ścianą, wykrwawiając się z rozerwanej piersi. Kewc usłyszał i zobaczył jeszcze coś innego - kroki i krzyki z zewnątrz, i to nie kilku osób, ale co najmniej kilkunastu, zbliżających się raptownie. Wilkołak również się zorientował, że nadciągała pomoc, i po widocznej chwili zawahania rzucił się ku drzwiom, aby uciec.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

21 sie 2015, 19:41

Kewca zaskoczył brak skuteczności jego ataku, jego przeciwnik nic sobie nie robił z pęczków rozkładających wszystko włosków w oczodołach. Sytuacją bardzo przypominała tę sprzed lat. Tym razem jednak nie miał ani kuszy a nie dysponował też niczym ciężkim by spróbować zgnieść tym potwora. Życie uratował mu unik i Wikidajło. Stracił część policzka ale nie byłą to wielka strata.
gdy otarł krew z policzka zobaczył jak ogromny wilkołak miota jego towarzyszami. Drugi bliźniak dotłaczał do swojego brata umierając pod ścianą. Po potężnym ciosie Kos zwinął się tuląc prawą rękę. Sytuacja wyglądała dramatycznie. Jeszcze sekundy i wszyscy będa martwi. Lecz łowca nie zamierzał się poddawać jeśli ma umrzeć to drogo sprzeda swoją skórę. Zamierzał zatłuc potwora choćby umierając.
Nagle wszystko się zmieniło, usłyszał kroki wielu ludzi za ścianami. Nie kilku ale przynajmniej dziesięciu. Nie wiedział kto to ale Wilkołak zaczął uciekać po chwili zawahania. Oznaczało że to zapewnię nie są kolejne potwory.
Kewc niewiele myśląc wziął łuk i naciągnął strzałę. Skoro nic nie dawało rady postanowił wystrzelić tyle strzał ile zdoła. Jeśli ma choć sekundę wbija groty wyciąganych strzał w sakiewkę z oślim łajnem licząc na zatrucie strzał. Myśliwskie groty powinny zostawić i tak paskudne rany które prędzej czy później doprowadzą do śmierci celu. Nie zapomina jednak że w okolicy jest łucznik a także że i sam wilkołak stanowi nie lada zagorzenie i stara się zachować ostrożność na tyle na ile pozwala sytuacja.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52171
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.