Chata pary wieśniaków

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Leander
Posty: 9
Rejestracja: 04 paź 2012, 16:14
GG: 38094208
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2237

Chata pary wieśniaków

13 paź 2012, 00:20

Leander otworzył lewe oko. Kręciło mu się w głowie, jedak nie odczuwał jej bólu.
-To nie kac – westchnął. Po chwili zaczął chichotać – kac? Za co? – tym razem głośno zarechotał i otworzył drugie oko.
Zdał sobie sprawę, że nie wie gdzie się znajduje.Usiadł, by lepiej zlokalizować swoją osobę we wszechświecie. Rozejrzał się. Był w małej izbie o brudnych ścianach. Oprócz niego przebywały tu dwie osoby, obie wpatrywały się w niego z przerażeniem. Sądząc po ich wyglądzie była to zwykła chłopska rodzina – wieśniak i jego żona. Ważniejszym szczegółem było jednak to, że oboje siedzieli przy stole, a w rękach trzymali drewniane łyżki. Pomiędzy nimi stała wielka micha kaszy.
Bard wstał wpatrując się w jedzenie. Wiedział, że biedacy nie podzielą się z nim dobrowolnie pożywieniem, sam z resztą na ich miejscu postąpiłby tak samo. Musiał znaleźć na nich sposób.
-K-kim jesteś panie? – zaczął ostrożnie wieśniak. Jego żona nawet sie nie poruszyła, wciąż trzymając łyżkę w górze.
-Jestem… magiem z południa.
-Niemożliwe, panie. Magowie nigdy nie mdleją – chłop był osłuchany. Musiał chętnie słuchać opowieści ludzi przybywających na targowisko Wolenvain.
-Ja zemdlałem. Wycieńczył mnie… pojedynek… tak, pojedynek ze… smokiem… nie… dwoma! Pokonałem w boju dwa smoki i padłem z wycieńczenia.
Chłop główkował przez chwilę. Smoki rzeczywiście musiały być potężne. Każdy, kto o nich mówił, robił to z dystansem i strachem. Rzeczywiście, po walce z dwoma takimi kreaturami nawet potężny czarodziej miał prawo być zmęczony…
-Czy… Panie, czy możesz pokazać nam magię?
Leander tylko czekał na to pytanie.
-Muszę odyskać siły. Macie tu coś do zjedzenia?
Tym razem prawie dało się zobaczyć, jak mózg mężczyzny pręży się, próbując rozwikłać dylemat. Jedzenie, czy pokaz magii… W końcu jednak ciekawość wzięła górę. Posadził Leandra przy stole. Bard zaczął pochłaniać pierwszy posiłek od kilku dni. Co jakiś czas przerywał opowiadając o swoich walecznych czynach i talentach magicznych. Gdy najadł się do syta, stanął na środku izby.
-Teraz magia – wziął głęboki wdech – przygotujcie się. Teraz odwrócicie się do iimnie plecami, a ja rzucę zaklęcie, dzięki któremu zniknę. Gdy usłyszycie trzask, będziecie znów mogli spojrzeć tutaj.
Domownicy odwrócili się plecami do Leandra i drzwi. Trubadur zaczął gorączkowo rozglądać się za Nawojką. Nie mógł odejść zostawiając tu lutnię. Na szczęście stała przy ścianie. Złapał ją i opuścił chatę głośno trzaskając drzwiami.
Ruszył żwawym krokiem do centrum Wolenvain.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

22 sie 2015, 22:57

MG:

Strzała Kewca wbiła się w gruby kark bestii, od tyłu, powodując lekkie wybicie jej z rytmu i krótki, urwany skowyt z wilczego gardła. Wilkołak rzucił się do ucieczki w stronę drzwi, trafnie oceniwszy sytuację - było już jednak dla niego za późno. Zdążył przebiec nie więcej niż dwa metry za miejscem, w którym kiedyś były drzwi, kiedy wbiły się w niego widły i kosy osadzone na sztorc, którymi zaatakowała go duża grupa nadciągających wieśniaków. Unieruchomiło go to na tyle długo, że tasaki i noże pozostałych dały radę go trafić, a żądza krwi wieśniaków i chęć zemsty za wszystko, czego bestia się dopuściła, sprawiły, że niemalże porąbali wilkołaka na kawałki.

Kiedy któryś cios tasaka zabił bestię, jej sylwetka zamazała się, zamigotała w ostrym, mroźnym powietrzu i znikła, pozostawiając na jej miejscu ciało elfa, odzianego w skóry. Nie przeszkodziło to wieśniakom w żaden sposób dalej walić w zwłoki ze złowrogą frustracją i żądzą zemsty, mimo że paru cofnęło się przelotnie z zaskoczeniem. Z ciała zsunął się gruby, skórzany pas, padając w śnieg, a wszystko pozostałe, ubrania, ciało elfa, wszystkie związane z nim ślady - powoli zostawało zamienione w nierozpoznawalną, krwawą pulpę.

Kos leżał pod ścianą, tuląc do siebie prawą rękę i jęcząc - najwyraźniej ręka była złamana. Wykidajło najpierw sprawdził jego stan, potem podszedł do obu bliźniaków, żeby sprawdzić, czy jeszcze dychają - pokręcił głową po chwili, co powiedziało Kewcowi, że raczej było już po nich. Po chwili ocknął się z zamyślenia i adrenalinowego szumu i zaczął myśleć, co spowodowało, że od razu wybiegł z chaty i wydarł się na wieśniaków, żeby przestali - w końcu na ciele mogły być jakieś ślady, informacje, przedmioty, które powiedziałyby mu coś więcej o mordercy i o tym, czy banda działała sama. Najwidoczniej jednak niczego nie wskórał, a wtedy gniew skłonił go do pomstowania na przywódcę wieśniaczej bandy za zjawienie się zbyt późno i spowodowanie śmierci dwójki ludzi. Pomstowania tak głośnego, że Kewc słyszał każde, wypełnione goryczą słowo.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

23 sie 2015, 20:58

Ku lekkiemu zdziwieniu Kewca jego strzała wywołała jakiś efekt, usłyszał urwany skowyt. Miał oddać kolejny strzał ale po wyjściu został nabity na widły i kosy wieśniaków. Chwile potem został brutalnie rozrąbany na strzępy przez bandę wieśniaków. Potwór ewidentnie nie mógł tego przeżyć. Nagle zdarzyło się coś co różniło się od sytuacji sprzed lat. Nagle potwór zamienił się w elfa, czegoś takiego jeszcze nie widział. Sylwetka potwora zamazała się i zamigotała a teraz stał tam elf. To było coś czego jeszcze nie widział, potwór z jego pamięci po zabiciu nie zmienił się. Tak czy siak młody łowca cieszył się z tego że potwór nie żyje. Wikidajło tymczasem sprawdził stan jego "zespołu", jak sądził Kewc bliźniacy byli już martwi. Postanowił przyjrzeć się ręce którą tulił Kos. Była ewidentnie złamana - Trzeba będzie mu pomóc. - Pomyślał Kewc z uwagi na adrenalinę narazie bagatelizując własne rany. Jego jedynym problemem był jak narazie policzek.

Po chwili Wikidajło wybiegł z chaty i zaczął krzyczeć na chłopów. Ci dalej tłuki truchło z którego niewiele już zostało. Wszystko zamieniło się w pulpę. Jego działanie nie powstrzymały jednak ich więc ten wydarł się na przywódcę zbrojnej bandy. Wikidajło szukał śladów a te właśnie przepadły. Kewcowi jednak do głowy przyszła inna myśl. Mianowicie te monstra musiały gdzieś obozować. Po ich śladach można by dotrzec do tego gdzie. Może nawet znaleść ich obozowisko o ile takie posiadały. Łowca nie był pewnien czy myśleć o nich jako o ludziach czy o zwierzętach. Postanowił rozejrzeć się za śladami, uwagę jego przykuł gruby pas który zsunął się z elfa. Postanowił go zabrać i w miarę zabezpieczyć, może z tego uda się coś wywnioskować. Adrenalina krążyła w jego krwi nadal i na razie ten nie zaprzątał sobie głowy tym że dwaj bliźniacy zginęli. Myśl ta została całkowicie wyrzucona z jego umysłu który w ten sposób bronił się przez poczuciem winy czy żalem.A po prawdzie Kewc czół się nieco winny, gdyby wtedy nie podszedł a dalej strzelał może choć jeden z bliźniaków by żył. Żałował najbardziej że wtedy uciekając nie wziął ze sobą kuszy. Ta być może sprawiła by się lepiej.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

24 sie 2015, 22:34

MG:

Wykidajło, sfrustrowany wieśniakami, wrócił do chaty, żeby postawić łkającego Kosa na nogi i unieruchomić ramię prowizorycznym temblakiem. Wychodzącego z izby Kewca obdarzył spojrzeniem spode łba, ale nic nie powiedział. Chłopi z zewnątrz z satysfakcją rozmawiali o pozbyciu się problemu; zaczynali już, tracąc całkowicie napięcie i sądząc, że już po wszystkim, rozłazić się po okolicy, niektórzy idąc do domów, niektórzy wchodząc do izby, inni - gadając o tym, co zaszło. W rozgardiaszu nikt nie przykładał uwagi do pasa, który Kewc teraz znalazł i podniósł. Przy dotknięciu zdawało mu się, jakby poczuł jakiegoś rodzaju wibrację, lekki, ledwie dostrzegalny wstrząs. Nie miał gdzie schować pasa, trzymał go więc w ręku, wyglądając z nim dość niezręcznie.

Po chwili podszedł do niego Wykidajło, w dalszym ciągu najwidoczniej zirytowany i smutny tym, że akcja nie zakończyła się całkowitym powodzeniem mimo tego, że cel został osiągnięty. Najwidoczniej był z bliźniakami blisko, ale wyglądał, jakby szczerze żałował ich śmierci. Podał Kewcowi małą sakiewkę, mówiąc:

- To twoja nagroda. Teraz zejdź mi z oczu. - Najwidoczniej winił go w jakimś stopniu za to, co się stało - takie wrażenie przynajmniej odniósł Kewc. Wykidajło natychmiast odwrócił się i wrócił do izby, żeby przeszukać zwłoki zabitych członków bandy. Kewc natomiast, właściwie ignorowany przez większość ludzi w okolicy, został zostawiony samemu sobie - nagrodę otrzymał, mógł robić, co chciał.

// W sakiewce znajduje się 10 szylingów. Zaktualizuj o nie i o pas sekcję "Dobytek" w KP.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

26 sie 2015, 12:02

Kewc odebrał nagrodę od Wikidajły, odniósł wrażenie że ten wini go po części na śmierć bliźniaków. Kewc, ignorowany został natomiast na zewnątrz i przyglądał się wieśniakom. Trzymał w rękach pas i sakiewkę co musiało wyglądać dość dziwnie. tak czy siak swoją robotę wykonał, dodatkowo uzyskał pas wikołaka. - Nie jest najgorzej! - pomyślał. W gruncie rzeczy operacja zakończyła się sukcesem.
Pozostał mu jednak inny problem, zima trwała w najlepsze a on musiał dotrwać do jej końca. Brakowało mu przede wszystkim jedzenia. Nocleg miał wykupiony na jeszcze kilka dni ale koszty żywności bardzo szybko sprawiły by że szybko straciłby fundusze. Zastanawiał się nad tym obchodząc chatkę w której rozegrała się walka. Szukał w okolicy tropów zwierząt jak i tych potworów. Miał do końca dnia jeszcze trochę czasu który zamierzał wykorzystać. Śnieg co prawda utrudniał mu ruchy ale też wszelkie ślady powinny być lepiej widoczne. Nie miał konkretnego celu i raczej przypominało to błąkanie się. Cóż można było rzec, obserwował i szukał czegokolwiek. Starał się nie odejść zbyt daleko tak by się nie zgubić w nowej okolicy.
Westchnął, marzył mu się choćby kruk czy wiewiórka. Na nic większego z resztą nie zamierzał polować, był to czyiś teren a kłusownictwo mogło się bardzo źle skończyć.
Ciążyły mu niesione w rękach rzeczy. Ile oddałby za tobołek. Postanowił nieco ulżyć sobie i inaczej to porozkładać. Sakiewkę z zapłatą wyciągnął i po przełożeniu czterech monet do tej gdzie znajdowały się pozostałe mu fundusze, przypiął ją obok sakiewki wypełnionej łajnem. Zastanowiło go właściwie wtedy po co mu teraz to coś. Odpiął zatem sakiewkę z łajnem i wywlekają ją na drugą stronę opróżnił zawartość, nieco zawstydzony starał się zrobić to w miarę dyskretnie korzystając z okolicznego śniegu. Wywleczoną sakiewkę czyści o śnieg starają doprowadzić ją do jako takiego ładu, który pozwoliłby na jej ponowne użycie w razie potrzeby. Niezależnie od wyniku tego działania przypina ją do pasa. Kolejne co przyszło mu do głowy to co zrobić z łukiem i zdobycznym pasem.
Pas który z początku miał zamiar oddać pracodawcy został przy nim, ten najwyraźniej go nie chciał a na siłę zmuszać mu go nie zamierzał. Jak by nie patrzeć był to jakiś łup. Teraz jednak trzeba było go jakoś zabrać, nie namyślając się długo przewiesił go przez swój własny pasek. Ten musiał teraz wyglądać jak wystawa na straganie.
Łuk trzymał w ręce lecz zaczął się zastanawiać nad znalezieniem sposobu na jego transport. Było to jednak rozmyślanie na inny czas. Kontynuował więc rozglądanie się po okolicy. Jeśli nic tam nie znajdzie wraca w stronę zajazdu poszukując śladów po drodze.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

05 wrz 2015, 15:59

Po przeanalizowaniu okolicy młody łowca ruszył do miejsca swojego noclegu. Lepiej rozłożony ekwipunek pozwalał mu teraz wygodniej się poruszać chociaż. Stopy miał już obmarzłe mimo jego specjalnych butów. Ewidentnie nie przepadał za zimą. Uporczywe zimno dawało mu się we znaki. Na szczęście był już coraz bliżej zajazdu. Po drodze zauważył kilka świeżych tropów. Po pobieżnej obserwacji sądził że to pewnie podkradające się do ludzkich osiedli wilki i lisy.
Ten wniosek naprowadził go na myśl o sposobie na przezimowanie. Ha ten plan mógł nawet być lepszy niż sądził. Skoro są tu tropy takich zwierząt to i myśliwi w okolicy musza mieć pełne ręce roboty.
Tak wiec jego kolejnym planem miało być poszukanie tutejszego myśliwego. Mógł pracować za wikt i opierunek do zimy a potem ruszyć dalej. Szansa że myśliwy przyjmie go na takich warunkach była marna. Realistycznie zszedł więc do opcji którą była każda praca za wikt i opierunek.
Kontynuując swoje rozmyślania wszedł do Zajazdu pod Pancerną Emilią.
z/t

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.