Zajazd pod Pancerną Emilią

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Zajazd pod Pancerną Emilią

31 paź 2012, 17:44

Jeden z licznych zajazdów znajdujących się na obrzeżach miasta. Prezentował się z daleka nader licho, a z bliska jeszcze gorzej. Była to bowiem chata z drewna z piętrem i poddaszem, kryta słomą. Jednakże deski z których została zbita były sękate, zaś dach licho przyozdobiony słomą w deszczowe dni dość srogo przeciekał, czego szczególnie doznawali przejezdni wynajmujący ciasny pokój na poddaszu wyposażony wyłącznie w niewygodne, wąskie łóżko, które niczym się nie różniło od tych na piętrze.
Na parterze zaś znajdowała się dość przestronna sala biesiadna z kwadratowymi , nieoheblowanymi stolikami, które wyposażały w drzazgi, każdego, kto tylko się ich dotknął. Przy tychże znajdowały się taborety bez oparć, które dość często łamały się pod ciężarem tęższej klienteli. W lewym rogu od wejścia znajdował się bar, za którym stał niepozorny, chuderlawy właściciel powiadający bujną rudą brodę. Był człowiekiem flegmatycznym i spokojnym, czego przeciwieństwem była jego rosła małżonka. Plotki głoszą, że nie jeden chłop poległ w boju z tą kobieciną, która na co dzień siedzi w kuchni znajdującej się za ladą. Klientów obsługują proste, lecz przeważnie uprzejme kobieciny, pozbawione urody ponadprzeciętnej czy przeciętnej.
Na zewnątrz znajduje się zadaszony, sporych rozmiarów ganek, na którym to często organizowane są wesela, czy też inne uroczystości na prośbę klienta. Za budynkiem znajduje się stajnia i latryna.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

01 maja 2015, 18:24

Kewc po usłyszeniu gwaru postanowił zejść na dół, zależało mu na tym zleceniu ponieważ jego fundusze kurczyły się w zastraszającym tempie. Postanowił zostawić w pokoju na razie swoją prowizoryczną truciznę i zejść na dół, dla pewności zabrał z sobą swój łuk aby mieć pewność że nikt go nie ukradnie. Zabrał ze sobą też resztę dobytku. Ułożył na sobie swój strój starając się by było mu w nim jak wygodniej. Nie zakładał kaptura. Wolał mieć odsłoniętą twarz a przy okazji sądził że spowoduje to że będzie lepiej odbierany przez innych obecnych w zajeździe.
Delikatnie zamknął drzwi i zeszedł na dół. Zobaczył swego zleceniodawce i dwóch osiłków przy nim. Ich przyjacielskie zachowanie świadczyło że muszą przynajmniej się dobrze znać. Po chwili spostrzegł że są bliźniakami, nieco zdumiony chłopak ruszył w ich kierunku. Dostrzegł ich uzbrojenie którym były tasaki to spowodowało że Kewc zaczął mieć wątpliwości co do skuteczności wyprawy niemniej nie było i tak innej opcji. Nie mógł ukryć że był podekscytowany mimo obaw. Co by nie mówić zapowiadała się ciekawa przygoda. Gdy był blisko nich rzekł z entuzjazmem – Dobry! – Podszedł do Wikidajła i powiedział do niego – Melduje gotowość! Kiedy wyruszamy? – Słyszał wcześniej urywek ich rozmowy po czym wnioskował że jeden z bliźniaków spodziewa się dziecka. Nie interesowało go to zbytnio niemniej rozumiał żal osoby której ucinają skrzydła. Zamierzając się przysiąść poszukał wzrokiem wolnego miejsca.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

17 maja 2015, 10:39

MG:

Wykidajło chciał odpowiedzieć jednemu z bliźniaków, lecz urwał, gdy zobaczył zbliżającego się Kewca. Uśmiech nie schodził z twarzy zleceniodawcy i bez problemu można było uznać, że zaczął dzień w doskonałym humorze.

Witaj, towarzyszu! – zakrzyknął serdecznie, ale zaraz potem odezwał się ciszej. Nadal było bardzo wcześnie. – Miało być nas wielu, zostanie czterech, może pięciu, jeśli do końca naszych kufli zdąży pojawić się tu pewien łobuz. To Zwyron i Kurzek – przedstawił krótko bliźniaków, a ci skinęli głową z uśmieszkami. – Czekamy na młodzieńca, którego znamy jako Kosa. Czekaliśmy też na ciebie, drogi Kanetirze, ale, jak widać, umów dotrzymujesz.

Kewc miał okazję, by przyjrzeć się bliźniakom – nie sprawiali wrażenia osób, którym podobne przyglądanie sprawiałoby jakikolwiek problem. I choć z pewnością nie chciałoby się podpaść mężczyznom podobnej postury, ci dwaj wydawali się pogodni i na swój sposób sympatyczni.

Nie takie przecież osoby zbierało się do walki.

Odziani byli w wełnę – identycznie ubrudzone kaftany i nogawice nie pasowały do koszul, które wyglądały, jakby mężczyźni założyli je pierwszy raz dosłownie chwilę temu. Być może tak było. Obuwie dłuższe i solidne, wszystko w miarę dopasowane. Zwyron i Kurzek nie byli biednymi zabijakami, to pewnie. Ani ich ubiór, ani popijany trunek nie stanowiły może o jakimś wielkim bogactwie, ale dawały znać, że tych dwóch nie cierpi głodu.

Ruszymy już za chwilę. – Wykidajło sięgnął po kufel i solidnie z niego pociągnął. – Pójdziemy w miejsce ostatniego napadu grupy, o której ci wczoraj opowiadałem. Dwie chaty obok siebie, rodziny wybite. Brzmi doskonale, nie uważasz? Być może te dziwaki zostawiły coś po sobie i będzie ich można znaleźć po tropach.

Do pomieszczenia wpadł głównym wejściem młody, naprawdę młody chłopak, przerywając rozmowę. Czarne włosy, ciemne oczy i różowe od wysiłku policzki były pierwszym, co rzucało się w oczy w urodzie Kosa. Wykidajło zacmokał z zadowoleniem i powitał przybysza, przedstawiając go jednocześnie Kewcowi.

To właśnie nasz łobuz, syn mojej kochanej siostry, Kos. Straszny urwis, ale szybki i przydatny. Biorę go czasem ze sobą – dodał, jakby chciał usprawiedliwić młody wiek Kosa. Przybyły chłopak mruknął jakieś powitanie w stronę trzech mężczyzn towarzyszących Wykidajłowi, ale nic poza tym. Był zajęty łapaniem oddechu po biegu, który prawdopodobnie urządził sobie, by zdążyć na spotkanie. – Kanetirze – zwrócił się znowu do Kewca. – Gotów? Więcej nas, co przykre, nie przyjdzie. Możemy ruszać. Nie pijesz? Ostrzegałem, że wyprawa nie należy do bezpiecznych; nawet takie piwo – wskazał na pusty już kufel – smakuje, jeśli może być tym ostatnim. – Zmienił ton po skończonej porcji serdeczności. – Wiemy, czym walczysz. Muszę jednak spytać, czy masz ze sobą jeszcze jakąś zabawkę, coś, o czym nie zdążyłeś mi wczoraj wspomnieć.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

17 maja 2015, 19:12

Kewc miło odebrał stwierdzenie że dotrzymuje umów, liczył że być może dzięki temu poprawi mu się kiedyś opinia. Nie podobało mu się natomiast stwierdzenie że będzie ich jedynie czterech może pięciu. Przyglądając się bliźniakom ocenił że wyglądają na tyle dobrze że ciągle były jakieś szanse. Być może nawet dość spore. Gdy do pomieszczenia wparował niejaki Kos humor Kewca nieco się zepsuł. To nie wyglądało najlepiej, zdecydowanie tak nie wyglądało. Na propozycję picia odpowiedział przeczącym skinieniem głowy chcąc mieć podczas walki pewność że będzie mógł w stu procentach liczyć na swe ciało. Pozornie dołączenie takie młodzieniaszka do grupy mogłoby spowodować że myśliwy zrezygnuje, jednak widząc jak jest źle lepiej było iść z nimi i im pomóc. Nie chciał by wszyscy umarli choć nie miał nawet pewności że jedynym martwym będzie właśnie on. W takich warunkach poruszanie się będzie utrudnione ale zaleta było z całą pewnością to że wytropienie powinno być banalne. Cokolwiek poruszało się po takim śniegu z całą pewnością musiało zostawić jakieś ślady. Ostatnia wypowiedz Wykijadła nieco zaskoczyła Kanetira, nie miał on poza trucizną nic co mogło by się teraz przydać. Jego moc była bezużyteczna o tej porze roku a on nie widział karalucha jako czegoś co zmieni losy bitwy.
Powiedział więc spokojnie - Nie mam niestety... -
po czym dodał ze smutkiem - Cały dobytek mam na sobie, Wykidajło. - Popatrzy się na niego z smutkiem.
Wtem przypomniał sobie o jego prowizorycznej truciźnie. - Poczekajcie na mnie na polu, pobiegnę tylko wziąć z pokoju moją starą sakiewkę - rzekł i ruszył pędem do pokoju po swój ośli nawóz.
Wróciwszy na dół wyszedł na zewnątrz dołączyć do towarzyszy. z/t
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

08 wrz 2015, 16:57

Kewc znalazł się w zajadzie, szybko ruszył w stronę lady. Miał nadzieję na zdobycie jakiś informacji o okolicy. Zgodnie z poprzednim planem podpytywał o to czy znajdzie tutaj myśliwego. Zdobył jednak o wiele cenniejsza informację. Dowiedział się o wielkiej bibliotece w mieście. Znajdowało się ta wiele ksiąg opisujących podobno wiele sekretów. Tę informację zdobył przypadkiem podsłuchując jakiś przekupniów wracających z stolicy.
Co by nie mówić był zaintrygowany. Ostatnie dni sprawiły że pragnął wyjaśnień, sądził że może w bibliotece takowe znajdzie.
Westchnął, czytać uczył się lata temu od matki. Potem wiele razy ta umiejętność przydawała mu się. Dzięki niej sporo douczył się o zwierzętach. Książki zawsze niosły ze sobą jakieś informacje. Co prawda często nie zgadzały się całkowicie z rzeczywistością ale cóż się dziwić, w końcu każdy popełnia błędy.
Od momentu gdy nabył tę umiejętność minęło 10 wiosen. Dla Kewca było to prawie całe życie jakie pamiętał.
Postanowił więc czym prędzej wyruszyć. Zostało mu jeszcze dużo czasu do końca dnia. Było jeszcze przed południem według jego rachuby.
Zapowiedział właścicielowi że przybędzie na noc by ten przypadkiem nie myślał wynająć komuś innemu jego wynajętego na 5 dni pokoju.
Wziął więc cały swój dobytek i ruszył w stronę Wolenvain swoim dziwacznym krokiem.
z/t
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

24 lis 2015, 16:38

Młody łowca wszedł do zajazdu, szybkim krokiem ruszył do swojego pokoju gdzie niedbałym ruchem rzucił worek z zdobyczami na łóżko, postanowił wszystko co zbędne pozostawić w pokoju. Wiedział że może ktoś coś ukraść ale nie sądził że złodzieje będą tak chciwi by ukraść z jego pokoju worki z ich mierną zawartością. Zabrał ze sobą tylko swój łuk i to co miał na sobie wraz z kołczanem i ruszył na dół.
Od dawna bardzo chciało mu się jeść teraz odczuwał jednak wręcz naglącą potrzebę napicia się czegoś.
Poprosił ponownie o najtańsze piwo za 50 orów, zostawało mu liczyć że karczmarz wyda mu z szylinga pozostałe 50 orów. Wychylił zawartość dość szybko podsłuchując przy okazji rozmowy wewnątrz karczmy. Jak się spodziewał nic konkretnego jednak nie usłyszał.
Po wychyleniu kufla ruszył do latryny, jego pęcherz naglił go niemiłosiernie. Niedbale pozbył się nadmiaru płynów, mógł co prawda odlać się gdzieś zaraz przy karczmie ale było zimno a nie chciał by ktoś go przyuważył, młody łowca byłby nieco zakłopotany gdyby dostrzegła go jakaś kobieta dlatego wolał nie ryzykować.
Gdy skończył udał się z powrotem na górę do swojego pokoju. Zamknął za sobą drzwi najlepiej jak umiał starając się jednak nie wzbudzać podejrzeń.
Nadszedł czas by zrobić to do czego były mu potrzebne zebrane materiały. Wyciągnął z worka jednego kruka i zagrzebał w słomie na jego posłaniu. Nie chciał by ktoś go przyuważył gdy testuje swoją umiejętność na martwym ptaku. Położył się jakby nigdy nic ukrywając swoją rękę pod sianem i chwytając nimi martwe ptaszysko. Skupił się by wypuścić nitki i pochłonąć zwierzę tak jak czynił to z karaluchami. Z zewnątrz miało to wyglądać jakby leżał przysypiając. Jego worki leżały obok niego a on sam skupiał się na tym czego chciał dokonać. Usilnie z całej woli chciał by ptak został pochłonięty przez białe nitki.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

26 lis 2015, 16:58

MG:

Proces trwał i trwał, dłużąc się Kewcowi niezmiernie. Kiedy już się rozpoczął, nie musiał poświęcać mu żadnej uwagi, żeby go kontynuować; ruszony raz, nie zatrzymywał się, dopóki nie doszedł do końca, nie wchłaniając wszystkiego, co było do wchłonięcia. Uczucie było dość dziwne, i Kewc niemalże namacalnie czuł zwiększanie się swojej masy, to, jak stawał się większy i cięższy - o mniejsze, drobne ilości, póki co, dalej jednak zauważalne w jakiś sposób, tak, jakby nowa waga nie została rozłożona równomiernie. Nie miał zielonego pojęcia, gdzie nabyte w ten sposób zasoby się kumulowały - czuł jednak, że naturalnym stanem dla jego organizmu taka akumulacja być nie mogła, i czuł się w jakiś sposób tym obciążony. Coś mówiło mu, że lepiej, żeby nie przegiął z ilością, że mogło się to źle dla niego skończyć. Organizm przesyłał mu na razie mało dość intensywne sygnały; czuł leciutkie zawroty głowy, był nieco zbity z tropu, jeśli chodziło o balans, o błędnik. Zmiany były marginalne, ale mimo wszystko jednak zauważalne i irytujące, przywodzące na myśl ten zabawny stan, w którym już-już człowiek chce uchwycić myśl - a ta jednak mu ucieka. Kewc zielonego pojęcia nie miał, co mu uciekło, faktem jednakże było, że te drobne zmiany u siebie czuł. Po niecałych czterdziestu minutach po kruku nie pozostał nawet ślad - Kewc musiał wycofać włókna, jeśli nie chciał, aby zaczęły wchłaniać siano i jego posłanie.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

27 lis 2015, 17:47

Proces trwał i trwał, Kewcowi nużyło się to niemiłosiernie. Po czterdziestu minutach było po wszystkim a młody łowca wiedział że to dopiero początek.
Wyciągnął kolejnego kruka i postąpił z nim tak jak z poprzednim z ukrywaniem w sianie. Tym razem jednak zaraz po rozpoczęciu procesu Kewc postanowił stworzyć coś konkretniejszego. W jego głowie pojawił się plan co można by zrobić z jego dziwną mocą.
Nie miał w czym nosić swojego sztyletu zbyt wygodnie ale wspomnienie wybebeszonych karaluchów sprawiło że wpadł na pewien pomysł. Nie był pewien efekty ale zawsze mógł spróbować.
Gdy jedna jego ręka pochłaniała kolejnego ptaka łowca postanowił wykorzystać zdobyta jak i zdobywaną masę organiczną by zrobić coś w czym mógłby nosić swój sztylet. Z całą pewnością będzie to prowizoryczne rozwiązanie ale zawsze jakieś.
Skupił się i zamierzał wytworzyć coś na kształt pochwy od sztyletu z białych nitek.
Zaczął od wytworzenia przypięcia do paska które przybrało postać jakby 3 zastygłych dość dużych odnóży karaczana. Dwa miały otaczać pasek od góry a jeden środkowy od dołu. Same uchwyty wyrastały z jakby zgniecionej lekko tulei mającej kształt mniej więcej przekroju poprzecznego ostrza sztyletu. Starał się aby tak część z uchwytem była dość mocna. Grubość warstw włókienek w tym miejscu miała by możliwie nie być mniejsza niż 2cm na tulei a same włókienka o kształcie odnóży miały w jego planach mieć przynajmniej centymetr szerokości. Jeśli poczuje że ma nadmiar masy z pochłanianego ptaka stara się jak najbardziej zagęścić ilość włókienek na obszarze tworzonego obiektu.
Przez cały proces stara się bardzo uważać.
Gdy kształt jest gotowy kolejnym etapem Kewca jest zamienienie włókienek w żywą ( przynajmniej chwilowo tkankę). W myślach chłopka pojawił się obraz zamieniającej się w chitynowy pancerzyk kształtu. Tak tego chciał łucznik, by tuleja z włókienek zamieniła się w chitynowy kształt. nie interesowało go czy to co powstanie będzie żyć czy nie. Miało mieć odpowiedni kształt. W tworzonych odnóżach nie musiało być stawów, nawet lepiej gdyby były zrośnięte przecież w odpowiedniej pozycji. Cała objętość włókienek miała zamienić się w myślach chłopaka w chitynowy oskórek.
Kewc skupił całą swoją wolę na tym zadaniu.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 277
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

29 lis 2015, 00:58

MG:

Teoretycznie Kewc nie musiał się skupiać przy wchłanianiu ptaka, jednakowoż kiedy równocześnie spróbował pochłaniać i wytwarzać nową tkankę, prędko stwierdził, że nie może odpowiednio utrzymać koncentracji. Być może przyczyną tego było niekomfortowe ułożenie ciała, spowodowane koniecznością utrzymywania prawej dłoni cały czas w miejscu - na kruku, podczas wchłaniania go. W każdym razie jednak Kanetir nie mógł zbytnio skupić się na tym, co chciał utworzyć - kilka długotrwałych, zakończonych powstaniem bliżej niezidentyfikowanych drobnych ilości owadziej biomasy prób zajęło mu pierwszą godzinę.

Kewc jednak zapamiętał się mocno - nie czuł, że kończy mu się paliwo, jako że wytworzony obiekt nie miał być zbyt masywny - i kontynuował próby dalej, zapomniwszy o upływającym czasie. Drugi ptak dawno już został wchłonięty, a kolejne próby - coraz to bardziej zbliżone do tego, co Kewc chciał osiągnąć - zaczęły akumulować się przy nim, w sianie jego barłogu. Przypomniał sobie o tym, że istnieje cokolwiek oprócz niego i tego, na czym jest skupiony, dopiero wtedy, kiedy zimowe słońce zaszło i niemalże uniemożliwiło mu dalszą pracę przez brak światła. Do tej pory zdążył wytworzyć już pięć chitynowych pancerzyków, pierwszy będący odpowiednikiem tego, co można było pozyskać z prawdziwego karalucha, pozostałe - coraz to dłuższe i węższe, bardziej przypominające kształt, który Kewc starał się uzyskać. Ostatnia chitynowa łupina, brązowożółta, półksiężycowato zagięta, wystarczająco długa, żeby zmieścić w niej sztylet i dość gładka, wyglądała na coś, co mogło od biedy stać się połową tulei, mającej się stać pochwą na sztylet. Bez czegokolwiek na razie, czym można byłoby ją związać - próby wytworzenia odnóża zakończyły się na razie klęską, wyprodukowaniem owadziego... mięsa, tkanki cielnej. Przy podejmowaniu coraz to nowszych prób, zapamiętany Kanetir coraz bardziej upodabniał je do tego, na czym się skupiał - na wizji zmodyfikowanego owadziego odnóża - acz na razie bezskutecznie. Nieco sfrustrował się tym, że zachodzące słońce uniemożliwia mu właściwie dalszą pracę - nie widząc tego, nad czym pracował, niemalże niemożliwe byłoby dla niego uzyskanie odpowiedniego kształtu, a źródła światła nie miał. Kontynuacja procesu twórczego prawdopodobnie będzie musiała poczekać do następnego dnia.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

29 lis 2015, 13:09

Młody łowca próbował i próbował wytworzyć odpowiedni kawałek na tuleję. Nic jednak z tego nie wychodziło. Drugi kruk stał się już niebytem a Kewc ciągle próbował wytworzyć odpowiedni fragment. Ostatecznie podczas tych prób zastał go zmierzch. Nie miał źródła światła więc wiedział że musi zaprzestać prób. Zrezygnowany postanowił sprzątnąć pozostawione odpadki z produkcji. Załadował je wszystkie do worka z gałązkami. Sądził że mogą mu się jeszcze przydać, w końcu były czymś co ponownie dało się rozłożyć.
Jedynie najlepszy egzemplarz zostawił sobie na wierzchu. Poruszał się nieco po omacku ale nie miał innej możliwości w otaczającym go mroku. Cóż więcej mógł zrobić poza pójściem spać.
Położył się ponownie w swoim łóżku wcześniej położywszy swoje worki obok siebie niejako przykrywając się nieco nimi. Jak zwykle był zmuszony spać w swoim ubraniu lecz co mógł na to powadzić. Kewc zamarzył o własnym domu. Miejscy gdzie miałby czym przykryć się i spać w czymś wygodniejszym. Aktualnie to wszystko było jednak poza jego zasięgiem.
Zmęczony położył się spać starając się wstać jak najwcześniej. Od samego rana zamierzał kontynuowac prace na pochwą do sztyletu. Doszedł do wniosku że jeśli to mu się uda może spróbować wytworzyć coś co było fragmentem kruka. Może kruka też uda mu się stworzyć jak karalucha. Może uda mu się zrobić tak też z gałązkami. Młody myśliwy był zafascynowany możliwościami.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 107
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

29 lis 2015, 14:18

Nadszedł poranek. Słońca nie było jeszcze widać lecz zrobiło się już zupełnie jasno. Kewc z zapałem ponownie zabrał się do roboty. Miał przed sobą najlepszy wytwór z poprzedniego dnia i determinację by dokończyć dzieła. Rano wpadł mu do głowy też inny pomysł. Bo skoro nie był w stanie wytworzyć mocowania mógł go przecież zrobić z czegoś innego. jedyne co musiała mieć pochwa to możliwość uchwycenia rzemieni którymi mocowało by się ją do pasa. Nie najgorszym rozwiązaniem było też coś w rodzaju klamry ale to było dalece poza możliwościami Kewca.
na sam początek zastanowił się skąd mógł zdobyć rzemienie.
Spojrzał na siebie i już wiedział. Musiał i tak zjeść noszone przy sobie mięso zanim się zepsuje a było ono przymocowane rzemykiem.
W tym momencie jednak wolał się skupić na wytworzeniu odpowiedniej tulei z mocowaniem w kształcie odnóży tak jak zaplanował wczoraj, jeśli to się nie powiedzie zamiast odnóży mocujących to szuka sposoby na wytworzenie z chityny wyrostków umożliwiających trwałe przymocowanie do nich rzemyka.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.