Domek Elmeny

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis. 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

Domek Elmeny

20 kwie. 2014, 23:20

Bardzo niewielki lecz zadbany dom położony w okolicach centrum wioski. Od razu po wejściu wita nas główna izba wyposażona w kaflowy piec nad którym zawieszono parę suszących się w pęczkach ziół. Na środku pomieszczenia znajduje się duży stół z ławą, który wydaje się głównym meblem tego pomieszczenia. Oprócz tego jest tutaj kilka szafek i drobiazgów takich jak wiadro czy tarło do prania. Następnym pomieszczeniem jest spiżarnia z dwoma beczkami i półkami z zapasami. Ostatnia izba jest zazwyczaj zamknięta na klucz i niedostępna dla oczu ciekawskich. Jest to sypialnia Elmeny z krótkim łóżkiem, dębową szafą i obrazem przedstawiającym jakieś portowe miasteczko wraz z górami w dalekim tle.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie. 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

02 maja 2014, 01:04

Odpowiedź Elmeny ucieszyła elfa. Jeden członek ekipy więcej. Gdy ta leczyła nogę Tingrima, Gawron włóczył się bez celu po izbie, rozciągając zastane kończyny. Trzeba być w pełni sprawnym.
Z zainteresowaniem przyglądał się poczynaniom dziewczyny, ciekaw, czy to w ogóle zadziała. Jak się później okazało, noga Tingrima działała lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Można to naliczyć na poczet ich długów względem Elmeny.
Gdy uzdrowicielka wyszła, starzec hulał po pokoju, ciesząc się z uleczenia nogi, przez co wyglądał niemalże uroczo. Gawron natomiast postanowił skorzystać z propozycji uzdrowicielki i zajrzeć do spiżarni. Jego oczom ukazała się pokaźna kolekcja jedzenia, skrzętnie zbieranego przez Elmenę. Nie zastanawiając się długo, poszedł po swoją torbę, a po chwili wrócił i zaczął pakować część jedzenia, które na pewno przyda się w drodze. W ostatecznym rozrachunku zabrał dwa pęczki marchwi, duży ser i cztery małe gliniane dzbanuszki z dżemem truskawkowym.
Gdy zamykał już torbę, usłyszał prośbę Elmeny. Kiwnął tylko głową i zawołał do siebie Tina. We dwójkę udało im się wynieść całą zawartość spiżarni za jednym razem. Zostawili wszystko przed drzwiami do domu kobiety, którego ta prędko nie odwiedzi. To miły gest, dać całe to jedzenie wieśniakom, żeby się nie zmarnowało.
Wrócił jeszcze do środka, żeby włożyć i zasznurować buty. Teraz mogę iść.
- Chwila! – krzyknął elf i popędził do kuchni. Pogrzebał chwilę przy szafkach, by po chwili wyjść przed budynek, chowając do torby resztę jabłoniówki. - Zapomnielibyśmy najważniejszego.
Wszystko już chyba było zrobione, a oni mogli ruszać. Mieli nieco zapasów, które przy dobrych układach starczą na kilka dni. Na pewno będą przez jakiś czas głodować, ale może uda się coś upolować w trakcie wędrówki. Skoro o tym mowa, przyszedł mu do głowy pewien pomysł.
- Pójdziemy południowym traktem, powinniśmy dotrzeć za jakieś dwa dni z hakiem, o ile będziemy spać – tak przynajmniej sądził, gdy przypominał sobie mapę Autonomii, którą studiował jeszcze w domu. - Załatwię jedną rzecz i możemy ruszać. Poczekajcie na mnie przy wyjściu z wioski.
Nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem przeszedł za dom Elmeny. Słońce dopiero wschodziło, a miejscami unosiła się jeszcze poranna mgła. Nie był to zbyt dobry teren do kamuflażu, ale lepsze to, niż stać na środku pola w pogodny dzień w samo południe.
Zaczął chwilę krążyć po tyłach wioski, w końcu znajdując to, czego szukał. Przy domu jednego z farmerów, za niewysokim płotkiem, leniwie spacerowały i gdakały kury. Mam was.
Uważał to za nieco szczeniackie, ale nie mógł się powstrzymać. Chciał podczas podróży zjeść coś porządnego. Jedna, niewinna kura. To może się udać.
Elf przytulił się do ściany jednego z domów, kilkanaście metrów od swojego celu. To będzie szybka akcja. Wybrał kwokę będącą najbliżej jego kryjówki. Tuż obok siebie przywołał strzałę, która od razu pomknęła w kierunku serca nieświadomego zwierzęcia. Jeśli się udało, to Gawron zaraz po tym przywołał do siebie martwo ciało, używając zaklęcia wygodnego złodzieja. Gdyby się okazało, że cała akcja przebiegła sprawnie, to elf czym prędzej oddalił się w stronę wyjścia z wioski, przy którym umówił się ze swoimi towarzyszami.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 908
Rejestracja: 23 mar. 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 maja 2014, 16:28

MG

Gawron opuścił chatę z zamiarem, którego moralność była zdecydowanie wątpliwa, jednak nie wyglądało na to, aby pomysł kradzieży w jakikolwiek sposób ubódł jego elfią godność. Wręcz przeciwnie, czuł się świetnie z myślą, że może uda mu się w podróży porządnie zjeść.

Znalezienie kilku kur nie przysporzyło mu większych problemów, nawet nie poświęcając zbyt wiele uwagi temu, czy ktoś go widzi ruszył w tamtą stronę i schował się przy ścianie budynku. Nieprzejęte jego obecnością zwierzęta nadal spokojnie grzebały w ziemi. Ich nastawienie zmieniło się gwałtownie, gdy Gawron zaczął działać. Sięgnął po magię i z jej pomocą postanowił zabić zwierzę. Strzała ze świstem pomknęła i trafiła w pierś jedno ze zwierząt, pozostałe natychmiast podniosły nie mały wrzask, gdacząc i skrzecząc najgłośniej jak tylko potrafiły rozbiegły się na wszystkie strony próbując uniknąć losu swojej koleżanki.

Młody elf tymczasem postanowił zabrać się za kolejny ze swych planów, chciał magicznie przywołać kurę do swej ręki, zapewne nie mając ochoty wychylać się zza ściany. Tym razem jednak nieco się przeliczył. Powietrze wokół kury zdawało się przez krótką chwilę zafalować, jakby rozgrzane od niewidzialnego ognia, po czym dziwne zjawisko zniknęło nie pozostawiając żadnego efektu. Gawron mimowolnie zacisnął dłoń, jakby próbował uchwycić powietrze. Kura leżała nadal w swoim dawnym miejscu, jedna z jej nóg drgnęła konwulsyjnie. Czuły elfi słuch wychwycił wewnątrz chaty jakieś poruszenie, najwidoczniej wywołane alarmem podniesionym przez kury. Jego posiadacz natomiast miał teraz do wyboru albo biec po leżące zwłoki kury, z których to sterczała przywołana strzała, albo też próbować niezauważonym uciekać z miejsca zdarzenia, licząc że nikt go nie zauważył i nie wskaże go jako winowajcy.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie. 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

03 maja 2014, 17:01

Wszystko szło tak świetnie. Elf patrzał jak oniemiały, gdy kura poruszyła swoją małą nóżką. Co za… Nie wiedział co robić. Kwoki postawiły wszystkich na nogi, to było pewne. Na dodatek wewnątrz chaty powstało niemałe poruszenie i kwestią czasu było to, jak właściciel kury wychynie na zewnątrz. Nie poddam się. Będę walczył o tę kurę, jakby to miał być mój ostatni posiłek!
Gawron wybiegł ze swojej kryjówki, pokonując tylko drogę kilku metrów. Gdy był pewien, że jest dostatecznie blisko, użył bezpiecznego skoku, żeby znaleźć się obok prawie martwe kury.
Nie wiedział ile ma czasu, ale miał pewność, że była to kwestia kilku sekund. Pochwycił swoją zdobycz i, nie czekając ani chwili dłużej, użył teleportacji, obierając sobie za cel dom Elmeny. Dokładnie widział w myślach wielką ławę i szafki, więc z wizualizacją nie miał żadnego problemu. Chrzanić fakt, że używam mocy w takim celu. Teraz to sprawa honoru. Jeśli udało mu się pomyślnie wykonać zadanie, to prosto z domu wybiegł do umówionego miejsca. Nie zostanę tu ani chwili dłużej.
Zdawał sobie sprawę z tego, że gra nie była warta świeczki, ale czuł wewnętrzną potrzebę zdobycia tej kury, jakby zależały od tego losy jego świata. Nawet jeśli zapamiętali jego twarz, to będzie się czuł spełniony, o ile tylko udało mu się uzyskać zdobycz.
Pluł sobie w brodę, że nie posłał w tę przeklętą kwokę całego tuzina strzał. Będzie miał nauczkę na przyszłość. Mógł też od razu się po nią teleportować, to by mu zaoszczędziło kłopotów, ale skąd mógł wiedzieć, że ten opierzony skurczybyk będzie miał taką wolę przeżycia. Skoro o tym, jeśli wszystko poszło tak, jak zaplanował, to w trakcie biegu na umówione miejsce, przekręcił małemu zwierzaczkowi kark. Doceń to. Lepiej, żebyś była smaczna.

[z/t]
Awatar użytkownika
Elmena
Posty: 55
Rejestracja: 24 lis. 2013, 16:15
GG: 5570081
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2800

07 maja 2014, 20:46

Postanowiła nie wnikać dlaczego Gawron postanowił odłączyć się od grupy i leźć nie wiadomo gdzie. Przeczucie podpowiadało, że tak będzie zdecydowanie lepiej. Zamknęła więc swoją chatynkę i ostatni raz czule pogłaskała jej drewniane bele jakby opuszczała żywego człowieka. Przywiązać się zdążyła no! Poprawiła torbę na ramieniu i grzecznie udała się traktem oddalając od miasta. Miała nadzieję, że podczas jej nieobecności nie wydarzy się wiele złego. Przecież tyle niebezpieczeństw czekało na tych biednych ludzi. Z lekkim uczuciem niepokoju opuszczała to miejsce, a mimo to delikatny uśmiech na twarzy nie chciał zejść.

[z/t]
Awatar użytkownika
Tingrim
Posty: 43
Rejestracja: 22 lut. 2014, 22:14
GG: 50023203
Karta Postaci: viewtopic.php?p=47017&highlight=#47017

07 maja 2014, 22:06

Z wyleczonym kolanem czuł się o niebo lepiej, odczuć dało się to w pełni dopiero teraz, kiedy porządnie rozprostował nogi. Gawron zdążył odbiec na stronę. On nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Toż to doprawdy dziwaczne zachowanie… Opuszczając domek Elmeny, upewnił się, że ma przy sobie wszystko. Torba zdawała się pełna, choć lżejsza o butelkę jabłoniówki, którąż to zabrał Gawron.

Wychodziło na to, że wybierają się na pustynię. Była to dość nagła odmiana po dość zielonych terenach Autonomii. Całkiem wygodny sen na ławie dostarczył mu nowej dawki energii. Żal było mu opuszczać wioskę, chłopi wydawali się mili, a sporym ciosem będzie dla nich strata jedynej znachorki. Była to jednak jej decyzja, mogła robić ze swoim życiem co zechce. I wyruszała z nimi. Stracił domek z oczu.

[z/t]
Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie. 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

15 maja 2014, 11:13

Powietrze pośrodku kuchni nieco się zagęściło, a następnie pojawił się tam wysoki elf. O, udało się. Stał samotnie wewnątrz pogrążonego w mroku domku, analizując zaistniałą sytuację. Jako że był już w Varti, to mógł tam teraz teleportować się w każdej chwili, więc to było najmniejszym problemem.

Jego elfie oczy błyskawicznie przyzwyczaiły się do ciemności, niemal całkowicie ją rozpraszając. Gawron ganił się za to, że pozwolił aurze miecznika tak bardzo na siebie działać. Miałem zbyt długą przerwę od kontaktów z mocą… Kończąc na siebie narzekać, rozejrzał się po pomieszczeniu.

Pozbyli się większości jedzenia z domu, więc miał tylko to, co zabrał ze sobą. Lepsze to, niż nic. Chciało mu się śmiać. Wparował z zamiarem uratowania przypadkowego orka, a skończył w domu Elmeny, jakieś dwadzieścia mil od miejsca zdarzenia. Bohaterzenie nie jest dla mnie. Przespacerował się po kuchni, a następnie zatrzymał się przy zamkniętych drzwiach do sypialni Elmeny.

W sumie, nie mam teraz po co wracać… Trzeba poczekać, aż ludzie się rozejdą i sprawa ucichnie. Chciał się przenieść na drugą stroną, ale nie potrafił tego zrobić, nie wiedząc, co go tam czeka. Kolejny powód do tego, żeby zacząć na poważnie myśleć o rozwinięciu swoich umiejętności.

Niechętnie wrócił do kuchni i położył się na drewnianej ławie, zdejmując przed tym buty, płaszcz i napierśnik. Leżąc na plecach, zamknął oczy, pozwalając, żeby zmęczenie po dwóch dniach podróży sprowadziło na niego sen. Rankiem zacznie myśleć, co zrobić dalej. Miał tylko nadzieję, że jego towarzysze nie zaczną się przesadnie martwić i uznają, że po prostu gdzieś się szwenda, z zamiarem szybkiego powrotu. Przydałaby się telepatia.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

16 maja 2014, 03:22

Brnął przez lasy i łąki unikając gościńców. Nie miał ochoty na przypadkowe spotkania. To on wybierze kiedy i do kogo przemówić. Niewielu jest godnych mogących pławić się w jego błogosławionym blasku, bo czyż nie był boski? Doskonały? Cóż … w pewnych aspektach miał samoświadomość swej niedoskonałości, ale i tak jest istotą niezaprzeczalnie wyższą od śmiertelnych mieszkańców tego świata. Gdyby tylko nie ubytek mocy mógłby z całym przekonaniem nadać sobie tytuł boga, lepszego od wszystkich innych, bowiem stanowił połączenie natury śmiertelnej z nieśmiertelną. Bogowie, którzy powstali jako byty idealne lub bliskie tego stanu nie potrafili zrozumieć uczuć i emocji tak jak on, który sam nim ulegał. Już nie widział w nich słabości, raczej wyższość. Fuzję dwóch odrębnych światów. Łączący most. Gdy tylko ukończy Kość Świata nie będzie mu równych, już nie było wielu takich. Miasta i armie były skazane na jego łaskę lub niełaskę. Gdyby tylko zachciał mógłby zniszczyć stolice Autonomii, wybić jej mieszkańców, rozpętać pożogę zniszczenia. Żyli, ponieważ im na to pozwalał. Oczywiście istniały istoty mogące go pokonać i akceptował to z pokorą. Zawsze istniała większa ryba zjadająca mniejszą, ale on prześcignie każdą. Jeszcze niedawno był elfem, przerodził się na nowo i dostąpił wyniesienia, następnie poznał wiedzę, która uczyniła go półbogiem. Czas. Wszystko wymaga czasu, a on go ma pod dostatkiem. Teraz musiał znaleźć nowy trybik do swej machiny.

Wyruszył z zamiarem odszukania nowego źródła mocy. Takiego, które by się uzupełniało. Potrzebował maga. Obdarzonego talentem i mocą. Ucznia mocy. Silnego potencjałem, ale nie wiedzą i zdolnościami. Idealny materiał do zmanipulowania. Omami go wizjami, obietnicami oraz szeptami umysłu. Zwiąże go ze sobą na zawsze, aż po koniec czasów. Właściwie, to czy nie lepiej byłoby właśnie wyszukiwać takie jednostki i czerpać z nich moc? Bez końca. Najpierw jeden, później dwóch, czterech, ośmiu … w ten sposób zdobyłby potrzebną moc znacznie szybciej i sprawniej. A gdy już zaspokoiłby swój głód, wykorzystałby ich do stworzenia Kości Świata. Plan niemalże idealny, ale plan to jedno, a jego realizacja całkiem co innego.

Darrian i Loki – wciąż żałował, że nic z tego nie wyszło, ale po długich rozważaniach doszedł do wniosku, iż pertraktacje te były skazane na porażkę od samego początku. Zarówno półefl jak i poczwara posiadali zbyt wielką siłę. Byli niezależni. Naturalnie byli za nim w łańcuszku ewolucji, jednak niezaprzeczalnie bliżej niż przeciętny adept magii. Poza tym Loki posiadała bardzo niepokojącego sprzymierzeńca. Związanie się z nimi sprowadziłoby mu prawdopodobnie więcej kłopotów niż pożytku. Dlatego teraz wybierze ostrożniej.

Kierował się ku Wolenvain z dość oczywistego powodu. W największym mieście tej części świata najłatwiej o takich, których mu było potrzeba. Ani silnych, ani słabych, za to z wielkimi ambicjami. Oportunistów. Poszukiwaczy przygód. Poza tym miasto było bezbronne, zwłaszcza teraz, kiedy posłał spuścił demona ze smyczy. Większość zbrojnych sił zapewne już wyruszyła na wielkie łowy, podobnie jak i wszelcy magowie, choć takich którzy mogliby mu zaszkodzić w Wolenvain nie było. Wybitnie pokazały to zajścia w bibliotece. Nawet jeden śmiertelnik nie stanął mu na drodze. Stolica Autonomii była jak złotodajna kura. Znajdowała się blisko i była bezbronna wobec niego, wszystko na to wskazywało, każde logiczne przesłanki. Gdy zabraknie mu niewolników, zabierze ludzi z miasta, gdy zapragnie złota i klejnotów, zabierze je, gdy zechce posiąść miasto, zdobędzie je. Słabi ludzie. Oferował im pokojową koegzystencję, jednak ich prawdziwa natura wyparła jego wizję. Sami sprowadzili na siebie ten los. Marność.

Zbliżał się w stronę oberży miasta. Widział ludzi, słyszał ich, czuł serca i umysły. Kilku wieśniaków dostrzegło go. Najwidoczniej znali opowieści o zajściach na rynku, gdyż od razu rzucili się do ucieczki, krzycząc różnorakie głupoty. Demon, mordercze światło, gniew bogów, takie tam głupstwa ciemnego ludu. Posyłał sondy szukając kogoś obdarzonego mocą. Jego światło migotało rozświetlając nienaturalnie okolicę. Błyski padały na chaty i domostwa, ale nikogo nie wyczuwał. Co za prymitywne istoty, pomyślał. Gdyby miał więcej mocy przemieliłby je na organiczną papkę.

Wtem poczuł coś. Nikły błysk obcej magii, która przykuła całą jego istotę. Cichy szept mocy dobiegający z pewnej niepozornej chaty. Jego źródło zdawało się być nieco osłabione, ale z potencjałem. Ktoś, kogo potrzebował. W końcu.

Zbliżył się do domostwa. Bijące od niego promienie światła wpadły do środka przez okna rozświetlając wnętrze. Zbadał wnętrze sondami. Elf, cóż za zaskoczenie. Spał. Otworzył drzwi prostym pchnięciem telekinetycznym.

Zbudź się – posłał do elfiego umysłu telepatyczny przekaz pełen empatii i spokoju, kojący i łagodny. Nie chciał wzbudzić w swym wybrańcu niepotrzebnych negatywnych uczuć, które by zepsuły pierwsze wrażenie. – Nadszedł twój czas, śmiertelniku.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie. 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

17 maja 2014, 12:34

Gawron miał niespokojny sen. Czuł, że wstrząsały nim dreszcze, choć nawet nie był chory. Może to przez przygodę w Varti? Odpowiedź przyszła sama. Dosłownie. Elf odbierał jakieś dziwne sygnały, gdy spał, ale ocknął się dopiero po usłyszeniu głosu w swojej głowie. Początkowo sądził, że była to część jakiegoś bardzo rzeczywistego snu. Gdy otworzył oczy, przekonał się, jak bardzo się mylił.

Leniwie uniósł głowę znad ławy, która służyła mu za łóżko, i rozejrzał się po pomieszczeniu. Już dzień? Nie ma takiej opcji. W kuchni było niewiarygodnie jasno, choć na zewnątrz wciąż panował mrok, a Gawron nie był nawet odrobinę wyspany. Może Elmena wróciła? W końcu dziewczyna posługiwała się magią światła. Po chwili zdał sobie sprawę, że musiałaby tutaj iść piechotą, chyba że umiała się teleportować, co raczej odpadało. No, to co jest grane, do chuja?.

Dopiero gdy całkiem się przebudził, poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku, jakby jakiś ciężar. Zeskoczył na równe nogi i zwrócił twarz w kierunku drzwi, które teraz stały otworem, wpuszczając chłodne, nocne powietrze. Było tam też coś dziwnego. Źródło światła? Minęło parę sekund, nim się zorientował, że to "coś", na co patrzy, jest chyba żywą istotą. A na pewno nie martwą. To ta dziwna rzecz emanowała aurą, która go przytłaczała, jakby położono mu na plecy kilka worów kartofli.

Gdy się lepiej przyjrzał, zauważył, że chodzący świetlik jest ludzkich rozmiarów i ma podobne do niego kontury. Ani trochę nie spodobało się to przebudzonemu elfowi. Nie mówiąc ani słowa, zaczął powoli wycofywać się do tyłu, nie spuszczając świecącego dziwadła z oczu. Nogi miał jak z ołowiu, ale powoli przesuwał się w stronę sypialni. Rzucił ukradkowe spojrzenie na porzucony ekwipunek. Jebać to, wrócę tutaj później. Już miał przed oczami obraz Varti, do którego zamierzał się teraz teleportować, czuł nawet na skórze chłód pustynnej nocy, ale trwało to tylko przez sekundę. Jakby nawet się nie wydarzało. Gawron przeraził się teraz nie na żarty. Nie mogę się teleportować. Zaczął w nim rosnąć niepokój, który przypomniał mu o słowach zasłyszanych przed zbudzeniem. To "to" do mnie mówiło?

Dotykając plecami drzwi do pokoju Elmeny, przesłonił ręką oczy i spojrzał na nieznajomego. Pierwszy raz spotkał się z aurą magiczną, która nawet nie pozwala się skupić. Wątpił, czy byłby w stanie użyć teraz jakiegokolwiek innego zaklęcie. A mogłem, kurwa, zostać w Varti.

- Czego chcesz? – nie wiedział, czy powiedział to na głos, czy tylko pomyślał. Język uwiązł mu w gardle i nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Aura tego czegoś była na całkowicie innym poziomie, niż niezrównoważonego psychicznie miecznika. Nawet jej nie pojmował. Może przyszedł po dżem, tak po sąsiedzku? Długouch przełknął głośno ślinę, czekając na dalszy rozwód wypadków.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

17 maja 2014, 23:19

Uważnie sondował elfa. Wychwytywał drobinki emocji wirujące w jego aurze, strzępki myśli i wszelkie możliwe informacje. Z wielkim zaciekawieniem obserwował próby tej istoty, by rzucić zaklęcie. Wyczuwał jak próbuje formować magię, nadawać jej żądany kształt, ale wystarczyło tylko delikatnie, niezauważalne pobudzenie własnej aury, żeby próby mężczyzny się nie powiodły. To dało mu potrzebne odpowiedzi co do zdolności długouchego. Nie będzie mógł w jakikolwiek sposób się przed nim obronić lub mu się przeciwstawić, dobrze.

Nie masz powodów do obaw, śmiertelniku – rzekł wkładając w swój przekaz cały majestat i dostojeństwo, które reprezentował. – Zwę się Anemetius i jestem … – Przerwał na moment zastanawiając się nad czymś. – Półbogiem wiedzy i mocy – dokończył. Tak, ten tytuł wydawał mu się idealny.

Przybywam do ciebie oferując ci wielką szansę, gdyż wyczuwam w tobie potencjał. Szansę na osiągnięcie wielkości. Wiem czego pragniesz i mogę ci pomóc to zdobyć – Kontynuował niewzruszenie. – Zostań mym uczniem, a zdobędziesz wiedzę i moce, o jakich nawet ci się nie śniło.

Głos ascendenta stał się niski, intymny, przerodził się w mamiący szept. Jakby za pomocą jakiegoś czaru każde kolejne słowo pobudzało u elfa wyobraźnię. Nie mógł wiedzieć, że to za sprawą ostrożnych manipulacji Anemetiusa, który uderzał w odpowiednie emocjonalne struny mężczyzny. Dotykał jego umysł w najłagodniejszy ze sposobów. Samemu także przekształcił swą aurę. Zaczęła emanować ufnością i błogością.

To twoja szansa. Naprawdę chcesz spędzić resztę życia na błąkaniu się po świecie bez grosza przy duszy? Marnej próbie przetrwania? Życia w takich warunkach? Na obrzeżach miast? Wśród wieśniaków niegodnych spojrzenia na twą potężną osobę? Życiu wśród ludzi? Ludzi, którzy wskaże doprowadzili twą dumną rasę na skraj upadku. Tych ludzi, którzy obdarli twą rasę z jej dumy i potęgi? Wygnali was. A teraz to oni rządzą tymi ziemiami. Powinieneś to zmienić. Chcesz to zmienić, wiem o tym. Czuję to w głębi twego serca. Dołącz do mnie! A ugną przed tobą kolana.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie. 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

18 maja 2014, 15:33

Zastanawiające było dla Gawrona, czy naprawdę się przebudził, czy może jednak dalej śnił. Śmiertelniku? To słowo brzmiało tak pompatycznie w "ustach" tego czegoś, że cała sytuacja zdawała się być nierealna. Imię istoty nic mu nie mówiło. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek poznał jakiegoś Anemetiusa, ba, nawet o takim kimś, czy może raczej "czymś", nigdy nie słyszał. Jednak nie można było zaprzeczyć, że nieznajomy emanował wielkością i dostojeństwem. Nie na wzór pysznych szlachciców, ale prawdziwą, czystą mocą. Jeszcze wzmianka o półbogu…

- Nigdy nie byłem w dobrej komitywie z bogami, należysz do panteonu? – elf znów nie wiedział, czy powiedział to na głos, czy tylko pomyślał. Jednego był pewien, twór usłyszał jego słowa.
W ogóle, co to za pytanie? Możliwe, że jego życie waży się teraz na szali, a ten pyta o to, czy tęczowy stworek ma swoje miejsce w religijnym elementarzu. Bardzo mądrze. Aczkolwiek wzmianka o tym, że Anemetius patronuje wiedzy i mocy, wydawała się Gawronowi interesująca, to były jego klimaty.

Co on teraz pierdoli? Skąd niby, mógł wiedzieć, co długowłosemu chodzi po głowie. Jeśli pragnął teraz zjeść dobrą pieczeń, to co? To też wiedział? Elfowi niewątpliwie wydało się to naciągane. Plusem obecnej sytuacji było to, że stulatek zdawał się nieco uspokajać. Może przyzwyczajał się do aury nieznajomego, albo po prostu tamten sam ją zmienił. Tego nie wiedział.

Uczniem? To było dość intrygujące. Gość wpada do domu uzdrowicielki, nie znają się, nic o sobie nie wiedzą, a proponuje mu zostanie swoim "uczniem". Ciekawe, w jakiej dziedzinie, Gawron miałby robić wypieki? To wszystko było tak nierzeczywiste i bez sensu, że nawet nie dało się nad tym racjonalnie zastanowić.

Ostatnie słowa Anemetiusa, jak sam się przedstawił, były oczywistym łechtaniem ego młodego elfa, na co ten nie dał się nabrać, jednakże miło mu było tego słuchać. Dopiero, gdy "półbóg" wspomniał o tym, jak ludzie wygnali jego rodaków z najwyższych filarów Autonomii, Gawron zaczął go słuchać na poważnie. Bydlak, ma rację… To była prawda, że długouchemu nie podobało się obecne stanowisko ludzi, jak i ich nastawie do pierwotnych, doskonałych dzieci tej ziemi. To elfy powinny rządzić krajem, i on doskonale o tym wiedział. Był jednak za słaby, żeby samemu cokolwiek zmienić, a większość jego pobratymców nic z tym nie robi. Co, jeśli Anemetius mówi prawdę? Gawron zdawał się teraz być naprawdę zaintrygowany. Jego serce wypełniła ciekawość i zaduma, które całkowicie wyparły przywołany wcześniej lęk.

- To wszystko wydaje się zbyt kolorowe – powiedział, patrząc wprost na świecącą sylwetkę. Nie miał teraz wątpliwości, że wypowiedział te słowa na głos. Jego pewność siebie zaczynała powoli wracać, bóg jeden wie, dlaczego. - Nawet cię nie znam, a ty nie znasz mnie. Nie mamy wspólnych interesów.

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos, Majestic-12 [Bot], Vereomil
Liczba postów: 52090
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.