Szpital polowy [zamknięty]

Tereny miejskie nie kończą się na jego murach. Do samego Wolenvain należy kilka wiosek, z których najważniejsza leży tuż pod nim. Tutaj znajduje się także częściowo zrujnowana, nadal używana podczas turniejów rycerskich, starożytna arena.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

Szpital polowy [zamknięty]

05 paź 2011, 20:39

Może nie polowy, ale z pewnością wojskowy – szpital ten to kompleks namiotów porozstawianych niedaleko murów. Wszystko po to, by podtrzymać poważnie rannych przy życiu, zanim odwiezie się ich do szpitala w środku miasta, lub opatrzyć tych mniej rannych na miejscu, by szybko mogli wrócić do walki.
W namiocie głównym znajdowali się najbardziej doświadczeni medycy, a pomniejszych zaś zazwyczaj ich uczniowie lub dobre dusze znające się na uzdrawianiu. W każdym namiocie były oczywiście skrzynie z lekami i ziołami, kubły z czystą wodą, ręczniki i prycze – wszystko przygotowane.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

18 lis 2011, 22:43

Jean słuchała i chłonęła do swej świadomości wszystkie reakcje rozmówczyni, chwiejąc się i gesty czyniąc rękami, by środek ciężkości zachować i w pionie się utrzymać, bo grunt już tak przyjemnie pod stopą jej się chybotał, jednak ciało Pani Kapitan ciągle, nawet bez jej wiedzy poruszało rękami by potrzymać swoją właścicielkę w pionie, a która również co chwila radością niepohamowaną wybuchała, bądź dziwny grymas intensywnego zamyślenia witał na jej twarzy.
-Najlepszy pirat – stwierdziła z duma i ni krzty nuty niepewności w tym nie było. Tak jakby to była prawda znana, a ona po prostu stwierdzała coś powszechnie, we wszystkich kręgach oczywistego, zaś aprobata w głosie Starej tylko utwierdzała jeszcze bardziej Panią Pirat w swoim utwierdzeniu. W końcu dobry pirat, to pewny siebie pirat! I tak więc, Jean uśmiechnęła się, ukazując swoje uzębienie by po chwili wykrzywić twarz w grymasie zgorszenia widząc bogato polewającą się czerwoną posokę na twarz kobieciny – Uła…– wskazała palcem na głowę rozmówczyni – Pocieka ci…głowa ci ocieka– stwierdziła, jednak w tym samym momencie i Szara zdążyła zauważyć owy fenomen – Ano zdrowie, jednak to zależy gdzie ma się usta – Uśmiechnęła się nerwowo spoglądając na głowę Siwej, jakoś ten obrazek wydał jej się aż za interesujący. Cyklop ociekający krwią z ust na głowie i radujący się przy tym wielce. Yh…ciekawe, ciekawe… Dlatego też Jean stwierdziła, iż potrzebuje ocucenia lekkiego, tak więc, sięgnęła ręką za pazuchę płaszcza – Wiesz, zacna rozmówczyni z ciebie, jednak szelmy nie posągi solne, przemieszczają się żwawo…– wyciągnęła zza pazuchy pudełeczko z tabaką i zaczęła je roztwierać i zaglądać do środka, że niby skarb najcenniejszy – …tak więc, pozwolisz…-zażyła tabaki na bogato, nosem kręcąc przy tym, a następnie sprawnie już chowając ów puzderko. – …pozwolisz, iż dalej się udam. Jakbyś rozmowy potrzebowała wypytuj o Jean Hawk w portach. Dlatego też, do spotkania kolejnego istoto Czerwienia Umazana – uchyliła się lekko po piracku, nie zważając specjalnie na czerwień barwiącą osobę kobiety. Skoro jej to nie przeszkadzało…to z jakiej racji miało to tykać osobę Jean Hawk? No ale nic, grunt, że cna istota z Siwej, a teraz trzeba było udać się dalej na poszukiwania szumowin. Tak więc Jean pokwapiła się wysunąć swym krokiem sławnym z namiotu, ku wyjściu, po czym oddać się zamyśleniu większemu. Gdzie to teraz… I chwila tak trwała zanim stwierdziła iż do miasta wypadałoby się wybrać. Jednak droga wydała się jej aż nadto długa, a przelot i zmiana w sokoła w takim miejscu zamieszanie nie potrzebne by wywołała. Tak więc, Jean rozejrzała się po okolicy dostrzegając wóz chłopski, na którym zwożono rannych, zaprzężony w dwie kasztanki pociągowe.
-Hmm…zacnie się składa, zaprawdę…– mruknęła, kiedy to coraz bardziej zbliżała się do przybytku dwukonnego, rozglądając się dookoła, jednak nigdzie nie było śladu woźnicy, ani tez obserwatora uważnego– wszyscy zajęci krzątaniem się wokół rannych. Cudnie! Tak więc Jean podeszła tym krokiem swoim do wozu, siadła na miejscu woźnicy, chwyciła niepewnie lejce i delikatnie nimi poruszyła zachęcając kasztanki do ruchu. Czynić tego gwałtownie nie chciała by nie zwrócić na siebie nie potrzebnej uwagi. Jakby nie było z takimi pojazdami do końca obeznana nie była…do steru krętu to było daleko, ryzykować rozbicia nie chciała. Tak tez tym ruchem nie pewnym wprawiła szkapy w ruch mozolny i leniwy i tym sposobem opuściła szpital polowy i pokierowała się w stronę miasta.

zt
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

18 lis 2011, 23:16

Zdecydowanie na głowę nie zrobiła ta rana Flecherowi dobrze. W końcu dopiero co skończył rechotać się niczym zły chochlik, a po głowie wciąż sączyła mu się krew. Tymczasem osoba pani kapitan najwyraźniej została nagle zdziwiona i to drastycznie, gdyż najwyraźniej, by dodać sobie pewności siebie, potraktowała się proszkami. Padły też słowa pożegnania, gdyż najwyraźniej Celina miała i swoje na głowie, w końcu cały czas szukała swoich ludzi, a w gruncie rzeczy Łupieżca nie pomógł i sumie zabierał tylko czas na rozmowy. Zgodzić się jednak musiał z samym sobą, że znajomość taka powinna mu się opłacić, w końcu pirat to nie jeden z tych naziemnych gburów, co dbają o jakieś tam sprawiedliwości i prawa – nonsensy.
Miło było zamienić słów kilka… dziesiąt – wiedźma ukłoniła się elegancko na pożegnanie, a krwawienie najwyraźniej nie było już tak ogromne, bo nic nie skapywało na ziemię, a nie ciekło po za granice, już bladego w tym momencie, lica.
Spotkamy się jeszcze, zdecydowanie, potrafię jeszcze odczytywać znaki czasu… – zamruczała pod nosem, uśmiechając się szyderczo i spoglądając, za Jean, która w tej chwili była już daleko, hen daleko.
Łupieżca musiał teraz zająć się zregenerowaniem swych sił, a że wszyscy w tej chwili byli zajęci odbudową Wolenvain, nikt nie powinien zwrócić na niego większej uwagi. Toteż wiedźma oddaliła się od obozu i gdy tylko znalazła dogodną kryjówkę, jej osoba opadła na ziemie, kaptur przykrył twarz, a ciało poczęło gwałtownie pęcznieć, by w końcu pokryć się nieznacznymi wyładowaniami energii, zdecydowanie niewidocznymi dla kogokolwiek, zresztą nikogo na pewno w pobliżu akurat nie było. Flecher podniósł się, by okazać światu swą prawdziwą postać, w końcu musiał pozwolić swojej nosicielce się zregenerować, a więc najlepszym co mógł w tej sytuacji zrobić, było pozostanie w tej postaci do czasu aż przebranie się do końca zregeneruje. Stwór rozejrzał się dookoła, zbadał może myśli, po czym bezpieczną ścieżką, w ukryciu, udał się w stronę miasta. To tam zamierzał się dłuższą chwilę skryć, by ostatecznie udać się do pałacu, ale wcześniej może jeszcze poszukać odpowiedzi na trapiące go pytanie: co takiego ujrzał w morzu myśli i dlaczego wydało mu się to tak bardzo znajomą anomalią?

[z/t]

Wróć do „Obrzeża miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.